Rozdział drugi
Emily punktualnie zjawia się w moim domu. Tilly, nasza gosposia, przygotowuje dla nas śniadanie na tarasie, gdzie możemy spokojnie porozmawiać.
- Co się dzieje? Mam nadzieję, że to coś dobrego.
Odnoszę wrażenie, że jej niebieskie oczy wypalają mi dziurę w głowie. Nienawidzę, gdy tak na mnie patrzy, a robi to za każdym razem, gdy się niecierpliwi.
- Mam dwie wiadomości.
- Niech zgadnę... Jedną dobrą, drugą złą?
- Dokładnie tak.
- Na szczęście nie są to dwie złe wiadomości. Zacznij od dobrej.
- Kojarzysz magazyn "New York News"?
- Oczywiście. Co z nim?
- Poznałam wczoraj jego właściciela. Okazał się cholernie seksownym mężczyzną i zaproponował mi staż u siebie.
Jej oczy otwierają się szeroko, a usta układają w literę O. Chwilę trwa, zanim się odzywa.
- Będziesz pracować z jakimś ciachem? Nie wiem nawet, czy się cieszę, czy jestem zła, bo przez to nie będę miała cię przez całe wakacje. Mam nadzieję, że jest warty tego poświęcenia... Zresztą, zaraz sama sprawdzę.
Wyciąga telefon i skupia się już tylko na nim.
- Co robisz?
- Szukam właściciela NYN. Jak on się nazywa?
- James Collins.
Kilka sekund później jej usta otwierają się jeszcze szerzej.
- O cholera! On jest naprawdę gorący! Ile ma lat?
- Nie mam pojęcia. Nie wpadłam na to, żeby od razu go stalkować.
- Całe szczęście, że masz mnie. James Collins, lat trzydzieści pięć, kawaler, właściciel popularnego magazynu "New York News", a także pasjonat sportu i kina. Widzisz? Wiesz już wszystko.
Trzydzieści pięć lat to wiek, który skreśla go jako mojego potencjalnego partnera.
- Szkoda, że nie jest choć trochę młodszy - mówię z grymasem.
- Żartujesz? To idealny wiek! Facet w tym wieku to najlepszy okaz do złapania! Pomyśl tylko, ile może potrafić w łóżku! Poza tym zarabia kupę kasy i nie musiałabyś szukać sobie byle jakiej pracy, żeby się uniezależnić od rodziców.
- Chcę pracować. W przeciwnym razie nie będę niezależna. Przecież to, co proponujesz, to jedynie uzależnienie się od kogoś innego.
- Nienawidzę, kiedy mówisz jak feministka.
- Nie myl samodzielności z feminizmem.
- No dobrze. Do pana przystojniaka jeszcze wrócimy. Mów lepiej, co to za zła wiadomość.
Już zdążyłam o niej zapomnieć, ale teraz muszę powiedzieć przyjaciółce o tym, czego się dowiedziałam. Nawet jeśli źródło tej informacji nie jest do końca wiarygodne, nie darowałabym sobie, gdybym wszystkiego jej nie przekazała.
- Wczoraj Zac mi powiedział, że podsłuchał rozmowę swojego ojca z twoim. Wynika z niej, że twój wisi kupę kasy ojcu Zaca.
- Co? Czekaj, to niemożliwe. Ojciec zarabia dużo forsy i nawet ta tleniona pinda nie byłaby w stanie wszystkiego wyssać. Nie w tak krótkim czasie. Poza tym wczoraj płaciłam za zakupy jego kartą.
- To rzeczywiście wygląda dość dziwnie, ale musiałam ci o tym powiedzieć.
- Zac to idiota. Mógł to zmyślić albo źle zrozumiał ich słowa.
Faktycznie, łatwiej uwierzyć w to wyjaśnienie niż w to, że Gordon ma długi. Jego firma świetnie prosperuje, gdyby coś było nie tak, wszyscy by o tym wiedzieli. Mimo to coś nie daje mi spokoju, ale nie dzielę się tą wątpliwością z przyjaciółką, która najwidoczniej już zapomniała o tym, co jej powiedziałam.
- Właśnie oglądam klatę twojego nowego szefa. Chcesz zobaczyć, czy wolisz zrobić to na żywo? - pyta, szczerząc się do telefonu.
- Nie chcę. - Zasłaniam twarz dłońmi. - Już przez jego oczy nie mogę zasnąć.
- Gdybyś zmieniła zdanie, to przejrzyj jego Instagrama.
- Nie zmienię.
Emily śmieje się ze mnie, a ja mam ochotę rzucić w nią czymś ciężkim. To naprawdę nie jest zabawne. Ten facet siedzi mi w głowie, a nawet go nie znam. Jakby tego było mało, postanowiłam pracować u niego przez wakacje, choć miałam w tym czasie opalać się na plaży i dobrze bawić w klubach. Jakim cudem popełniłam taką głupotę i zgodziłam się na staż?
- Swoją drogą, mama czuje się już chyba lepiej. - Głos mojej przyjaciółki poważnieje.
- To cudowna wiadomość. Moja mama chciała ją odwiedzić, ale nie była pewna, czy to dobry pomysł.
- Myślę, że towarzystwo dobrze by jej zrobiło, ale teraz wciąż nie jest tą kobietą, którą wszyscy znają. Mam nadzieję, że niedługo będzie w stanie odstawić leki.
- To, jak ta zdrada na nią wpłynęła, jest straszne - stwierdzam zamyślona.
Wygląda na to, że w przypadku pani Rose miłość była prawdziwa i bezgraniczna. Gdyby nie kochała swojego męża, nie byłaby teraz w takim stanie. Tym bardziej jest mi jej żal. Kochała kogoś, kto okazał się niewarty nawet jednej łzy. Andrew Gordon świetnie grał troskliwego męża i ojca.
- Dlatego nigdy się nie zakocham - mówi Emily z pewnością w głosie.
- Nie byłabym taka pewna. W końcu trafi nawet ciebie.
- Żartujesz? Dobry seks i zero zobowiązań. To jedyny związek, na jaki mogłabym się zgodzić. Nie mam zamiaru zamienić się w matkę. Najpierw nie widziała świata poza ojcem, a teraz zobacz, do czego ją to doprowadziło. Nigdy nie pozwolę nikomu złamać sobie serca. Jeśli mi nie wierzysz, mogę to zapisać na kartce i podpisać własną krwią.
Śmieję się, ale po chwili dociera do mnie, że Emily wcale nie żartuje. To przykre, bo zasługuje na miłość. Przyzna to każdy, kto lepiej ją zna. Dla wielu ludzi jest rozpieszczoną egoistką, dla której zabawa to jedyna forma rozrywki, ale ja wiem, że to nieprawda. Jest najlepszą przyjaciółką, która bez wahania się poświęca, gdy zachodzi taka potrzeba. Jednak dla tych, którzy zajdą jej za skórę, jest bezwzględna, i właśnie dlatego ludzie uważają ją za wredną sukę.
- Pójdę już. Wieczorem idziemy do klubu uczcić to, że masz nową pracę! - krzyczy, odchodząc.
Nie zdążyłam zaprotestować, ale może to i dobrze, bo szybko sobie uświadamiam, że powinnam się zabawić. Przyjęcie z okazji rozpoczęcia wakacji nie wyszło tak, jak się spodziewałam, więc warto to nadrobić. Już za dwa dni zaczynam staż i nie chcę o tym myśleć. Mam nadzieję, że nie będę widywać Jamesa zbyt często. Najlepiej, gdybym nie widywała go w ogóle. Kilka dni i zapomnę, że ten mężczyzna zawrócił mi w głowie.
Gdy nadchodzi wieczór, czekam na Emily. Powinna się zjawić lada chwila. Wcisnęłam się w czarną obcisłą sukienkę, zrobiłam mocny makijaż, a długie włosy w odcieniu czekoladowego brązu upięłam w wysoki kok. Wsuwam na stopy czarne szpilki, gdy słyszę dzwonek domofonu. Po chwili Emily wpada do mojej sypialni z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Wow - wyduszam, widząc, jak zjawiskowo wygląda.
Jej blond fale opadają na odsłonięte ramiona, a czerwona sukienka i usta pociągnięte szminką w tym samym kolorze, dodają jej seksapilu. Nawet ja mam problem z oderwaniem od niej wzroku.
- Ty też wow - mówi rozbawiona. - Gotowa?
- Teraz nie wiem. Chyba nie chcę nigdzie z tobą iść.
- Ruszaj się, kierowca na nas czeka!
- No dobrze. - Wstaję i idę do wyjścia, łapiąc po drodze torebkę. - Gdzie jedziemy?
- Myślałam o Sparksie, ale nie chcę niszczyć sobie dnia twarzą Zaca, który z pewnością spędza każdy wolny wieczór w klubie tatusia. Więc chyba Roof Gardens.
- Super. Ja też nie chcę oglądać zakazanej mordy tego kretyna.
- Pewnie nawet jego ojciec nie chce jej oglądać.
Śmieję się, pokonując schody, bo to naprawdę możliwe. Zac jest zakochanym w sobie idiotą, który myśli, że za pieniądze kupić może dosłownie wszystko. Wydaje mu się, że jest królem, ale w rzeczywistości mało kto potrafi znieść jego towarzystwo. Chodziłam z nim do liceum i bardzo źle wspominam ten okres. Zastraszył całą szkołę, bo przecież mógł to zrobić. Tym bardziej że jego ojciec co roku wykładał na nią ogromne sumy i żaden z nauczycieli nie miał odwagi zareagować, by nie stracić tej forsy.
Pół godziny jazdy i jesteśmy na miejscu. Ustawiamy się w kolejce dla VIP-ów, ciesząc się z widoku znajomego ochroniarza. Zwykle liczymy na odrobinę szczęścia, gdy chcemy zajrzeć do znajomych klubów. Nie zawsze jest łatwo, gdy nie ma się skończonych dwudziestu jeden lat.
- Dawno was nie było - komentuje ochroniarz, kiedy przed nim stajemy.
- Studia - odpowiada z uśmiechem Emily. - Chciałyśmy się trochę rozerwać.
Mężczyzna wzdycha, kręcąc przy tym głową.
- Nie rzucajcie się w oczy, lubię tę robotę.
- Spokojnie. Jeśli cię wyrzucą, załatwię ci pracę u ojca - odpowiadam, biorąc od niego opaskę dla VIP-ów.
W środku przechodzimy przez główną salę i wkraczamy do kolejnej, w której muzyka nie jest tak głośna, dzięki czemu da się w niej rozmawiać. Siadamy przy barze i zamawiamy drinki, po czym ruszamy z nimi do jednego z wolnych stolików.
- Pijemy i idziemy tańczyć - mówi Emily, po czym pociąga duży łyk alkoholu.
- Jak dla mnie plan idealny.
- Kiedy tu szłyśmy, wydawało mi się, że widziałam Jaspera.
- Obyś się myliła. Nie mam ochoty na kolejną rozmowę o tym, dlaczego nie mogę dłużej z nim być.
- Sama tego nie rozumiem. - Wzrusza ramionami.
- Naprawdę? Emily, proszę cię.
- Przepraszam! Bogaty, przystojny, z wpływowej rodziny. Czego chcieć więcej?
- No nie wiem... Miłości? Jakiegokolwiek głębszego uczucia?
- A ty znowu o tym. Jesteś jeszcze młoda, nie potrzebujesz kandydata na męża, lecz faceta, z którym będziesz się dobrze bawić. Nie powiesz mi chyba, że w tej kwestii Jasper jest nudziarzem?
- Nie, nie jest nudziarzem, ale bycie z kimś, do kogo nic nie czuję, po prostu mnie męczy.
Wiem, że mogę jej o tym mówić każdego dnia. Nasze poglądy na to tak drastycznie się różnią, że nie mamy szans na zrozumienie się nawzajem.
- No dobra. Powiedzmy, że doskonale cię rozumiem.
Dopijamy drinki i idziemy do głównej sali, kierując się od razu na środek parkietu. Zaczynamy tańczyć, już po chwili dołącza do nas dwóch mężczyzn. Ten, który staje obok Emily, wygląda naprawdę podejrzanie. Sądząc po minie mojej przyjaciółki, która patrzy na tego obok mnie, on nie prezentuje się lepiej. Próbujemy się odsunąć, ale to nic nie daje. Kiedy robimy kilka kroków, oni po chwili do nas dołączają. To naprawdę przestaje być zabawne. Emily posyła mi uśmiech, przypominając mi tym o naszym planie awaryjnym na wypadek spotkania namolnych samców. Podaje mi rękę, a kiedy ją łapię, przyciąga mnie do siebie, po czym łączymy usta w pocałunku. Trwa to może pięć sekund, ale kiedy przerywamy, znów jesteśmy same. Po dwóch mężczyznach nie ma nawet śladu.
- To zawsze działa - śmieje się Emily.
- Nie zawsze. Pamiętasz świąteczną imprezę w tamtym roku?
Przyjaciółka wybucha śmiechem na wspomnienie mężczyzn, których nasz pocałunek jedynie nakręcił. Myślałyśmy, że będziemy mieć ich na głowie przez cały wieczór, jednak spotkałyśmy znajomych, których widok odstraszył tych dwóch zboczeńców.
Przez kolejną godzinę nie schodzimy z parkietu, aż w końcu zasycha nam w gardłach. Podchodzimy do baru, by zamówić kolejne drinki. Od razu zauważam, że Emily wpadła w oko barmanowi, i już mu współczuję.
- Dawno się nie widzieliśmy.
Głos Jaspera sprawia, że zamykam na chwilę oczy. Gdy je otwieram, wymuszam na sobie uśmiech i odwracam głowę w jego stronę. A jednak Emily miała rację.
- Cześć! Nie spodziewałam się tu ciebie - odzywam się z udawanym entuzjazmem, co oczywiście w ogóle mi nie wychodzi.
- Gdybyś się spodziewała, nie byłoby cię tutaj?
- Przestań! Wiesz przecież, że tak nie myślę.
Naprawdę tak nie myślę. Gdyby Jasper nie był tak bardzo nachalny i nie próbował odzyskać mnie w każdy możliwy sposób, byłby z niego idealny przyjaciel. Pochodzi jednak z prawniczej rodziny i jak widać, walkę ma we krwi.
- Dobrze cię widzieć. Nie odbierasz moich telefonów, więc zacząłem już zapominać, jak brzmi twój głos.
Robi się niezręcznie. Zerkam na Emily, która jest zajęta flirtowaniem z barmanem, i dociera do mnie, że zostałam sama na placu boju. Może to i lepiej. Co prawda moja przyjaciółka nie rozumie, jak mogłam zerwać z Jasperem, ale wiem, że w razie potrzeby potrafi pokazać pazury, a tego nie chcę.
- Wybacz, ale pod koniec semestru miałam dużo nauki. Musiałam wyłączyć się na pewien czas. Zależało mi na najlepszych wynikach. Inaczej nie byłabym w stanie cieszyć się wakacjami.
- Jasne, rozumiem. Skoro masz już wolne, może moglibyśmy się umówić i porozmawiać w miejscu, w którym da się to zrobić bez krzyczenia?
- Przepraszam, ale w najbliższym czasie będę zajęta. Od poniedziałku zaczynam staż.
- Naprawdę? Gdzie? - pyta głosem, którym jasno daje mi do zrozumienia, że nie wierzy w moją wymówkę.
- W "New York News". Przyjaciel ojca jest właścicielem i zaproponował mi podszkolenie się do zawodu.
Teraz już chyba mi wierzy. Przynajmniej jego mina to właśnie sugeruje.
- Gdybyś jednak znalazła trochę czasu, zadzwoń - mówi ponurym głosem, po czym odchodzi.
Z ulgą wypuszczam powietrze z płuc. Uświadamiam sobie, że przez całą naszą rozmowę, prawie nie oddychałam. Znów patrzę na Emily. Już nie kokietuje przystojnego barmana, skupia się na mnie.
- Takim jak on trzeba kazać spieprzać. Twoje wymówki wcale go nie zniechęcają.
- Nie każę mu spieprzać.
- Proponowałaś już przyjaźń. Mówiłaś też, że nigdy do niego nie wrócisz. Ile razy? Dziesięć? Dwadzieścia? To zaskakująco dużo, biorąc pod uwagę, że rozstałaś się z nim dwa miesiące temu, a przez połowę tego czasu unikałaś go jak ognia. Nie chcesz sprawiać mu przykrości? Rozumiem to, ale to, co robisz, wcale nie jest lepsze.
Wiem, że ma rację, ale nie chcę o tym myśleć. Nie teraz. Mam nadzieję, że jeśli będę unikać go przez kolejne dwa miesiące, zapomni o mnie. Może kogoś pozna i po prostu wszystko ułoży się samo. Jeśli nie, posłucham brutalnej rady przyjaciółki.
Kolejne godziny spędzamy na piciu, tańcu i odpychaniu kolejnych mężczyzn, którzy próbują nas poderwać. Dziś nie mam ochoty na żaden flirt. Dochodzi druga nad ranem, kiedy wykończone i wstawione wychodzimy z klubu.
- Zadzwonię po taksówkę.
Emily wyciąga telefon, mruży oczy i próbuje odnaleźć właściwy numer. Śmieję się cicho na ten widok, choć sama pewnie nie wyglądam lepiej. W końcu się jej udaje i po kwadransie taksówka zatrzymuje się tuż obok nas. Wsiadamy do niej, podajemy adresy i rozpoczynamy walkę ze snem. Naprawdę jestem wykończona. Nie pamiętam, kiedy tak długo tańczyłam, ale czuję, że jutro będę miała problem z utrzymaniem się na nogach.
Kiedy jestem już w domu, nie mam siły na zmycie makijażu. Ostatkiem sił pozbywam się sukienki, po czym rzucam się na łóżko.
-