Rozdział pierwszy
Nigdy bym nie pomyślała, że wrócę na Upper East Side tak szybko. Gdy moja matka poinformowała mnie, że ona i Sparks są parą, porzuciłam myśli o zakończeniu studiów i z niemałą chęcią wróciłam do akademika, w którym miałam spędzić czas do świąt. I gdzie teraz jestem? Na Manhattanie. Wszystko tu krzyczy, że już niedługo będziemy świętować Halloween, a ja mam wrażenie, że ten dzień obchodzę codziennie, bo na samą myśl, że moja matka ma jakikolwiek kontakt z ojcem pomiotu szatana, robi mi się, kurwa, niedobrze.
Wyciągam telefon i wybieram numer Raven, mając nadzieję, że szybko odbierze. Na szczęście moja przyjaciółka zawsze jest w pogotowiu.
- Emily? Coś się stało?
W tle słyszę gwar. Pani redaktor naczelna z pewnością ma wiele pracy.
- Jesteś w NYN?
- Tak... Czemu pytasz?
- Będę tam za kwadrans.
- Co? Jesteś na Manhattanie?!
Już nie odpowiadam. Rozłączam się i łapię taksówkę. To nie była rozmowa na telefon i Raven z pewnością zdawała sobie z tego sprawę. Przecież nic błahego nie sprowadziłoby mnie do tego miejsca. Obiecałam matce, że zobaczy mnie w święta, jeśli w ogóle zechcę z nią rozmawiać. Oczywiście ona uznała, że przesadzam i niepotrzebnie dramatyzuję, i być może to prawda, ale nie potrafię przekroczyć progu największego apartamentu w hotelu Escala, wiedząc, że wchodzę do nowego gniazdka mojej matki, która ułożyła sobie życie z najgorszym z możliwych kandydatów w całym pieprzonym stanie.
Wysiadam przed wieżowcem "New York News" i niemal biegnę do wejścia, po czym kieruję się prosto do windy, ale zatrzymuje mnie damski głos.
- Przepraszam! - Podbiega do mnie spięta kobieta. - Kim pani jest?
- Emily Gordon - odpowiadam, a następnie znów idę do windy.
- Jest pani umówiona?
- Cholera, myślałam, że Alexandra była wrzodem na dupie - rzucam pod nosem i odwracam się do kobiety. - Oczywiście, jestem przyjaciółką Raven. Możesz ją powiadomić, że już jestem, albo nie.
- Ale...
- Posłuchaj... Masz na imię Caroline? Raven opowiadała mi o tobie, podobno jest zachwycona twoją pracą, więc lepiej, żeby to się nie zmieniło przez jeden mały incydent - mówię ostrzegawczo, wprawiając kobietę w osłupienie.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że moja przyjaciółka nie zrobiłaby niczego, bo dziewczyna dobrze wykonywała swoją pracę. Ale jestem w tak chujowym nastroju, że lepiej dla niej, by nie drażniła mnie ani sekundy dłużej. W końcu udaje mi się podejść do windy. Chcę nacisnąć guzik, ale drzwi się rozsuwają, a przede mną staje Dylan.
- Podobno nie miałaś zamiaru pojawiać się w tym mieście - komentuje kąśliwie.
- Dlaczego dziś każdy próbuje wytrącić mnie z równowagi? - niemal warczę.
On jedynie się uśmiecha i wychodzi z windy, a ja od razu do niej wsiadam. Jazda na ostatnie piętro trwa nieskończenie długo, ale w końcu jestem na miejscu.
- Emily?! - piszczy Hazel.
- Raven musi być bardzo zajęta, skoro nie powiedziała nawet tobie, że się pojawię.
Kobieta rzuca mi się na szyję, jakbyśmy nie widziały się przynajmniej dwa lata, a minęły przecież tylko dwa miesiące. Poza tym byłyśmy w stałym kontakcie.
- Akurat dopina najnowszy numer.
- W takim razie musi mi wybaczyć, że przerywam jej pracę.
- Coś się stało? Nie wyglądasz zbyt dobrze.
- Powiedzmy, że moje życie nieco się skomplikowało.
- To nic poważnego? Jesteś chora?
- Nie, wszystko ze mną w porządku. Muszę porozmawiać z Raven.
Hazel wskazuje drzwi do jej gabinetu, więc od razu tam wchodzę. Moja przyjaciółka siedzi za biurkiem, trzymając telefon przy uchu i jednocześnie przerzucając jakieś papiery. Zauważa mnie i na moment sztywnieje. Przecież mówiłam jej, że będę.
- Muszę kończyć, zaraz wszystko ci prześlę - mówi do swojego rozmówcy, po czym odkłada słuchawkę i skupia się na mnie. - Gdyby twoje przybycie tutaj nie było tak bardzo zaskakujące, pewnie z piskiem rzuciłabym się na ciebie. Teraz jednak jestem zbyt przerażona, by móc to zrobić.
- Nie chciałam przeszkadzać ci w pracy, ale nie mam dokąd iść.
- Na litość boską, Emily... Co się stało?
- Mam kłopoty, Raven. Zrezygnowałam ze studiów.
- Co?!
- Nie chcę przeszkadzać ci w pracy. Po prostu nie mam co ze sobą zrobić. Poczekam tu, aż skończysz. Dobrze?
- Mów, co się wydarzyło.
Nagle zadzwonił jej telefon.
- Odbierz, skończ pracę. Później ty, ja i Hazel pójdziemy na drinka i porozmawiamy.
Raven niechętnie się zgadza, a ja siadam na kanapie po drugiej stronie gabinetu i wpatruję się w drzwi. Kiedy ostatnio tu byłam, to miejsce należało do Jamesa, który teraz lawiruje między dwoma wieżowcami i więcej czasu spędza w Gossip niż tutaj. Wiele się zmieniło w tak krótkim czasie.
Przez kolejne trzy godziny obserwuję moją przyjaciółkę przy pracy. Naprawdę daje sobie radę, choć wcześniej większość spisywała ją na straty. Ja jednak od początku w nią wierzyłam. Gdy się dowiedziałam, że Collins zaproponował jej stanowisko redaktora naczelnego, wiedziałam, że poradzi sobie jak nikt inny. Jest przecież cholernie inteligentna i potrafi radzić sobie w kryzysowych sytuacjach.
- Skończyłam - informuje mnie, wstając od biurka.
- Dalej nie znalazłaś nikogo, kto zastąpiłby Hazel?
- Odsuwam ten moment, jak tylko mogę, ale James powoli zaczyna się niecierpliwić. Teraz Hazel pracuje dla NYN i Gossip jednocześnie. Co prawda, dostaje także dwie pensje, ale nie możemy jej tak wykorzystywać.
- Przyznaj, że wolałabyś znaleźć kogoś dla Jamesa.
- Oczywiście, że tak. Potrzebuję Hazel. Mało komu ufam tak jak jej.
- A gdybym ja mogła ją zastąpić? - pytam niepewnie.
Raven zamiera i otwiera szeroko oczy.
- Co się stało, Emily? Twój niezapowiedziany powrót to jedno, ale chęć pracy?!
- Po prostu chodźmy na drinka.
Chwilę później wychodzimy z gabinetu i ciągniemy ze sobą Hazel, która chyba nie do końca rozumie, co się dzieje. Mimo wszystko idzie z nami, nie zadając po drodze żadnych pytań. Windą zjeżdżamy na parking podziemny, po czym udajemy się do Mystic. Tam Raven zamawia butelkę whisky i prowadzi nas do prywatnego stolika. Kiedy barmanka przynosi nam alkohol i napełnia nasze szklanki, od razu biorę swoją i pociągam duży łyk.
- Nawet nie wiem, od czego zacząć - mówię roztrzęsiona.
- Najlepiej od początku, żebyśmy wszystko zrozumiały - stwierdza spięta Raven.
- Jak wiecie, matka wynajęła mi mieszkanie blisko uczelni, bo chciałam jak najszybciej wyprowadzić się z tego przeklętego hotelu.
- Pamiętamy. Ledwo się z nami pożegnałaś - przypomina z wyrzutem przyjaciółka.
- I wszystko było w porządku. Tęskniłam za wami, ale musiałam trzymać się z daleka, żeby nie zwariować. Dwa dni przed rozpoczęciem semestru poszłam do klubu, w którym poznałam faceta. Spędziłam z nim noc. Obudziłam się nad ranem i uciekłam, zanim on wstał. Myślałam, że już nigdy go nie spotkam, ale spotkałam, i to w najgorszym możliwym miejscu.
- Gdzie? - dopytuje Hazel.
- Okazał się moim nowym wykładowcą.
- To rzeczywiście dość kiepska sytuacja, ale nie chcesz mi chyba powiedzieć, że tylko dlatego wróciłaś.
- Nie... Najpierw myślałam, że mnie nie rozpoznał. Nawet na mnie nie patrzył i ulżyło mi z tego powodu. Pewnego dnia kazał mi zostać po zajęciach. Wtedy szybko zrozumiałam, że mnie pamięta.
- Co było później?
- Znów się z nim przespałam. - Zasłaniam dłonią twarz ze wstydu. - To wciąż nie jest najgorsze.
- Jeśli mi powiesz, że zaszłaś z nim w ciążę... - zaczyna przerażona Raven.
- Nie!
- To co się stało?!
Potrzebuję więcej alkoholu, żeby mówić dalej. Opróżniam całą szklankę, przecieram usta dłonią i wracam spojrzeniem do przyjaciółek.
- Ktoś zrobił nam zdjęcia.
- Jakie zdjęcia?
- Byliśmy na uczelni i...
- Cholera! Emily!
- Tak, wiem, że to było bezmyślne! Szybko się okazało, że profesor ma żonę, dziecko i kolejne w drodze, a ja byłam jego rozrywką. Ktoś zaczął nas szantażować.
- Powinnaś pójść z tym na policję - upomina mnie Hazel.
- Na policję? Żartujesz sobie? Mają moje zdjęcia, na których bzykam się z wykładowcą na jego biurku! Z wykładowcą, który ma rodzinę! Wszystko trafiłoby do prasy! Ten, kto zrobił te zdjęcia, doskonale wiedział, z kim spotyka się moja matka.
- Więc uciekłaś?
- Nie miałam wyjścia. Nie wiedziałam, co robić, a Colton, ten wykładowca, mimo wszystko nalegał na nasze spotkania. Twierdził, że nie może beze mnie żyć i że będziemy spotykać się w ukryciu. To był atak nie na niego, tylko na mnie, więc nie bał się konsekwencji.
- Jesteś pewna, że chodziło o ciebie? - zapytała Hazel.
- Gdyby o niego, dostałby jakieś ultimatum. Ktoś ujawniłby się, by zdobyć lepsze oceny. To ja dostałam list, w którym wyraźnie było napisane, że mam czas do końca tygodnia na wyprowadzkę.
- Kto mógłby chcieć, żebyś odeszła?
- Nie mam pojęcia. Nie wiedziałam nawet, że ktoś wie o nowym partnerze mojej matki. Tak naprawdę jeszcze tego nie ogłosili, a prasa nie chce narażać się Hugowi, więc czekają, aż on sam poinformuje o swojej nowej partnerce.
- To jest popieprzone - szepcze Hazel. - Akcja jak z filmu. Aż strach pomyśleć, co wydarzy się później.
- Oby nic! - krzyknęłam przerażona. - Komuś wyraźnie przeszkadzałam. Zrobiłam, co mi kazał, więc liczę, że to koniec historii.
- Dziwi mnie jedno - zaczęła zamyślona Raven. - Przecież ty się nie poddajesz.
Spojrzała na mnie oskarżycielsko, jakby wiedziała, że coś ukrywam.
- No dobrze - westchnęłam. - Jest jeszcze coś.
- Słucham.
- Pamiętasz, jak Alexandra chodziła za tobą, by cię skompromitować?
- Jakby to było wczoraj.
- Więc wygląda na to, że mam taką swoją Alexandrę.
- Mam wyciągnąć od ciebie szczegóły? Znamy się od dziecka, Emily. Nic, co zrobiłaś, nie jest w stanie mnie zaskoczyć.
Mam nadzieję, że to się nie zmieni.
- Byłam wściekła, kiedy matka poinformowała mnie o swoim nowym związku. Po wyprowadzce zaczęłam szukać kogoś, kto miałby dowody na to, że Hugo nie jest taki wspaniały. Być może zaczęłam szukać zbyt głęboko.
- Co to znaczy?
- Pewnego dnia zadzwonił do mnie Hugo. Dał mi ostrzeżenie. Powiedział, że przyszłość matki jest w moich rękach i jeśli nie przestanę węszyć, sprawi, że zostaniemy z niczym, bez możliwości znalezienia pomocy.
- Co za skurwysyn! Myślałam, że Zac jest kutasem, ale jego ojciec...
- Wściekłam się. Poznałam chłopaka, a on okazał się dilerem.
- Ćpałaś?!
- Tak. I na to również ktoś ma dowody.
- Ktoś? - wtrąca Hazel. - Nie uważacie, że to Sparks?
- Wątpię. Moja nieobecność jest mu na rękę. Poza tym nie mógłby chodzić za mną, przez cały ten czas był na Upper East Side.
- Ale zawsze mógł kogoś wysłać.
- Myślę, że to są dwie zupełnie inne sprawy - odzywa się Raven. - Mogę porozmawiać z Jamesem. Może zdoła ci pomóc.
- Nie! Nie chcę do tego wracać. Niech każdy myśli, że poszłam w twoje ślady i zrobiłam sobie rok przerwy od studiów. Proszę, obiecajcie mi, że nikomu o tym nie powiecie.
Obie kiwają głowami w tym samym momencie. Po Raven widzę, że chciałaby dojść do prawdy, ale w tym wypadku wiem, że lepiej o wszystkim zapomnieć. W końcu te dwa miesiące mojego życia mogą zniszczyć wszystko, a do tego nie chcę dopuścić.
Po opróżnieniu butelki Raven proponuje mi nocleg w jednym z gościnnych apartamentów Jamesa, na co zgadzam się bez zawahania. W końcu potrzebuję lokum, a ostatnim miejscem, do którego chcę iść, jest hotel Sparksa. Muszę pomyśleć, co zrobić dalej ze swoim życiem, ale najbardziej potrzebuję chwili spokoju.
-