Ołena Zełenska. Kim jest Pierwsza Dama Ukrainy? - Alina Makarczuk

Kup ebooka

24.99 zł
19.79 zł (20,76 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Ołena Zełen­ska, dziś cel numer dwa dla KGB i reżimu Putina, kie­dyś lubiła zwy­czajne, spo­kojne życie. Stu­dio­wała archi­tek­turę, kochała swoją rodzinę i marzyła o pięk­nym domu, w któ­rym nie będzie musiała ukry­wać się w łazience przed wła­sną ochroną. Była zwy­kłą kobietą, za to nie­zwy­kle towa­rzy­ską, uro­dzoną w Krzy­wym Rogu, w połu­dniowo-wschod­niej czę­ści Ukra­iny. Już w trak­cie stu­diów zde­cy­do­wała, że zosta­nie sce­na­rzystką. Odkąd zako­chała się w komiku, który posta­no­wił zostać pre­zy­den­tem, życie Ołeny poto­czyło się nie­zgod­nie z jej pla­nem. Prze­szła zawiłą, pełną nie­spo­dzia­nek drogę z Krzy­wego Rogu przed Kon­gres USA.

Jako Pierw­sza Dama długo nie potra­fiła poże­gnać się z poprzed­nim życiem. Na­dal więc sama parzyła kawę, sama dobie­rała nowe meble do pałacu pre­zy­denc­kiego i kupo­wała dzie­ciom tor­ni­stry do szkoły. Dalej pisała sce­na­riu­sze do Kwar­tału i przy­po­mi­nała mężowi o uro­dzi­nach przy­ja­ciół z dzie­ciń­stwa.

Jej życie, od lat dzie­więć­dzie­sią­tych wypeł­nione śmie­chem, kaba­re­tem i tań­cami, po wygra­nych w 2019 roku przez Zełen­skiego wybo­rach zamie­niło się w walkę o prze­trwa­nie. Krętą drogę pełną roz­cza­ro­wań, wro­gów i zama­chów. Ołena musiała wyjść z bez­piecz­nego cie­nia, żeby stać się osobą publiczną, którą tak naprawdę wtedy być nie chciała. Wolała pra­co­wać w biu­rze. Pisała sce­na­riu­sze do ske­czów, które akto­rzy odtwa­rzali na sce­nie. Była czułą i wyma­ga­jącą obser­wa­torką. Wie­lo­krot­nie pro­po­no­wano jej pierw­szo­pla­nowe role w kaba­re­cie Stu­dio Kwar­tał 95, ale Zełen­ska odma­wiała i wtedy zespół kaba­re­cia­rzy zro­zu­miał, na czym powinna pole­gać jej rola. Po latach prób wycią­gnię­cia jej na scenę musieli się pod­dać i zaprze­stać walki. Pogo­dzili się z tym, że chce być zaku­li­sową posta­cią Kwar­tału.

Wolała być pomy­sło­daw­czy­nią, kre­atyw­nym i dorad­czym zaple­czem. Została więc twórcą i auto­rem sce­na­riu­szy, a pry­wat­nie żoną głów­nego pro­du­centa i komika Kwar­tału 95. Jej mąż usza­no­wał ten wybór. Lubił, jak mu dora­dzała. Musiało się to jed­nak zmie­nić, kiedy został pre­zy­den­tem. Choć w pierw­szych prze­mó­wie­niach Zełen­skiego można dostrzec pióro Pierw­szej Damy, to póź­niej Ołena pogo­dziła się z tym, że pewna epoka w ich życiu się skoń­czyła. Zełen­ski miał zespół pro­fe­sjo­nal­nych dorad­ców, a ona - jako Pierw­sza Dama - musiała zacząć reali­zo­wać wła­sne cele. Nastą­piła pierw­sza w ich rodzin­nym życiu sepa­ra­cja, która była natu­ral­nym wyni­kiem wyboru Zełen­skiego. To był wybór, który Ołena z tru­dem zaak­cep­to­wała.

Zełen­ski tak długo, jak mógł, ukry­wał przed bli­skimi swój plan doty­czący startu w wybo­rach pre­zy­denc­kich. Mimo braku entu­zja­zmu czy akcep­ta­cji ze strony rodziny zmiaż­dżył swego opo­nenta Petra Poro­szenkę w dru­giej turze, zdo­by­wa­jąc ponad 73 pro­cent gło­sów. Zaufało mu trzy­na­ście i pół miliona Ukra­iń­ców. Ołena nie mogła się pochwa­lić takim zaufa­niem wybor­ców. To był suk­ces jej męża, któ­rego ni­gdy sobie nie przy­pi­sy­wała. Ta uparta per­fek­cjo­nistka nie była zbyt pewna sie­bie. Nastą­pił jed­nak prze­ło­mowy moment, w któ­rym musiała prze­ko­nać do sie­bie miliony roda­ków. Nie tylko zdo­być ich sym­pa­tię, ale też udo­wod­nić, że jest mądrą, odpo­wie­dzialną i kom­pe­tentną kobietą. Godną towa­rzyszką życia Woło­dy­myra Zełen­skiego. Wcze­śniej nie musiała tego nikomu udo­wad­niać. Zarówno w pracy, jak i w domu była podzi­wiana przez kole­gów i uko­cha­nego opty­mi­stę Wowę z Krzy­wego Rogu, z któ­rym zwią­zała się pod koniec lat dzie­więć­dzie­sią­tych.

Z żony, sce­na­rzystki, matki i obser­wa­torki w ciągu dwóch dekad Ołena prze­ro­dziła się w wal­czącą kobietę będącą non stop w cen­trum uwagi. Jako począt­ku­jąca Pierw­sza Dama chciała pozo­stać w cie­niu. Ukry­wała dzieci, nie zga­dzała się na wywiady, zasła­niała kamerę ope­ra­tora, który przy­szedł sfil­mo­wać, jak pocie­chy Zełen­skich zaczy­nają nowy rok szkolny.

Machina ruszyła, a Ołena nie była w sta­nie jej zatrzy­mać. Zaczęła więc stwa­rzać sie­bie na nowo. Według przy­ja­ciół Zełen­skich był to naj­trud­niej­szy moment w jej życiu. Pora­dziła sobie z nim dzięki deter­mi­na­cji, szcze­ro­ści i temu, co zawsze miała w sobie - prze­ko­na­niu, że musisz wie­rzyć w to, co robisz. Nawet jako mał­żonka pre­zy­denta nie porzu­ciła pracy sce­na­rzystki. Żadna hrywna wydana na jej gar­de­robę nie mogła pocho­dzić z publicz­nych pie­nię­dzy. Wszystko musiało się zga­dzać z jej wewnętrz­nymi prze­ko­na­niami. Każde słowo, gest czy spoj­rze­nie musiało być praw­dziwe. Od pierw­szego dnia bycia Pierw­szą Damą, choć wtedy mało się publicz­nie wypo­wia­dała, chciała być kry­sta­liczna i uczciwa. Wie­działa, że ina­czej nie zdo­bę­dzie zaufa­nia ludzi.

Wyborcy doma­gali się dzia­ła­nia i reform. Nie potrze­bo­wali już Ołeny w kulu­arach czy w cie­niu męża. Musiała więc zapo­mnieć o roli obser­wa­torki i stać się kobietą, któ­rej zdję­cia i słowa wid­nieją na okład­kach świa­to­wych gazet. Ta książka to por­tret Pierw­szej Damy Ukra­iny, który może być jedy­nie wstę­pem do bio­gra­fii Ołeny Zełen­skiej. To histo­ria archi­tektki z Krzy­wego Rogu, która wbrew wła­snym pla­nom została Pierw­szą Damą. To histo­ria sce­na­rzystki, któ­rej mał­żo­nek, z zawodu praw­nik, został akto­rem, a póź­niej - niczym poko­nu­jący zło boha­ter z Marvela - posta­no­wił zbu­do­wać lep­szy kraj i zaczął zmie­niać świat. Ołena reali­zo­wała tę wizję razem z nim, nie wie­dząc, że ich plany pokrzy­żuje Putin, który zacznie wojnę prze­ciwko Ukra­inie.

To dzien­ni­kar­sko-lite­racki por­tret opie­kuń­czej matki dwojga dzieci kocha­ją­cej rodzinne życie, która przej­dzie do histo­rii jako kobieta wal­cząca o wol­ność. Która zosta­nie sym­bo­lem odwagi. Będzie twa­rzą z okła­dek świa­to­wych gazet. Zapi­sze się w pamięci milio­nów jako rewo­lu­cjo­nistka. To jedyny w jej życiu nie­pi­sany przez nią sce­na­riusz, który mogą Pań­stwo prze­czy­tać.

Prolog

- Zaczęło się.

- Obu­dzę dzieci. Mamy wyje­chać?

- Pocze­kajmy. Dam znać1.

Kiedy wybu­chła wojna, Ołena obu­dziła się w pustym łóżku. Jej sen, podob­nie jak milio­nów Ukra­iń­ców, prze­rwały odgłosy wybu­chów. W wątłym świe­tle noc­nej lampki szu­kała wzro­kiem męża. Zoba­czyła go w drzwiach. Stał już ubrany. Miał na sobie białą koszulę i gar­ni­tur. Póź­niej wkła­dał tylko zie­lony pod­ko­szu­lek i woj­skowe spodnie. Zegar poka­zy­wał czwartą pięć­dzie­siąt. Zimny ukra­iń­ski luty dawał się we znaki, a w powie­trzu roz­no­sił się zapach spa­le­ni­zny przy­po­mi­na­ją­cej smog. Nade­szła chwila, któ­rej bała się naj­bar­dziej. Długo przed 24 lutego Zełen­ska wie­działa, że jej mąż nie zostawi kraju na pastwę losu. Nie zgo­dzi się na kapi­tu­la­cję. Nie opu­ści Kijowa. Nie wyrazi zgody na ame­ry­kań­ską czy bry­tyj­ską pod­wózkę, tylko poprosi Zachód o broń. A jak będzie trzeba, to weź­mie kara­bin do ręki i pój­dzie na front. Pół­to­rej godziny po tym krót­kim poran­nym spo­tka­niu Zełen­ski opu­bli­ko­wał film z kan­ce­la­rii przy ulicy Ban­ko­wej w Kijo­wie, w któ­rym potwier­dził, że zaczęła się wojna.

Bomby spa­dły na Kijów, Char­ków, Ode­ssę, Mariu­pol i Dniepr. Chwilę po tym w całym kraju zawyły syreny. To obu­dziło nawet tych, któ­rzy zwy­kle nie sły­szą budzika. Bom­bar­do­wa­nia i dźwięki syren posta­wiły na nogi zarówno przy­go­to­wa­nych na inwa­zję Ukra­iń­ców ze spa­ko­wa­nymi już waliz­kami, jak i scep­ty­ków, któ­rzy - podob­nie jak rodzina Zełen­skich - do końca nie wie­rzyli w to, że Rosja prze­kro­czy rubi­kon.

W rosyj­skiej tele­wi­zji tam­tej nocy powta­rzano w kółko orę­dzie Wła­di­mira Putina (nagrane kilka dni przed roz­po­czę­ciem wojny), który ogło­sił "spe­cjalną ope­ra­cję woj­skową" w Ukra­inie. Była to ostat­nia zimowa noc, którą ukra­iń­ska para pre­zy­dencka spę­dziła w domu razem z dziećmi. Nad ranem rosyj­skie woj­sko zrzu­ciło pocisk na naj­więk­sze mię­dzy­na­ro­dowe lot­ni­sko - Bory­spol pod Kijo­wem. Dwie godziny wcze­śniej niż osiem­dzie­siąt jeden lat temu, kiedy 22 czerwca 1941 roku nie­miec­kie bomby spa­dły na Kijów. To wtedy defi­ni­tyw­nie skoń­czyło epokę nazy­waną na Zacho­dzie Never Again. Wów­czas rów­nież ucier­piało woj­skowe lot­ni­sko w Bory­spolu. Pod­czas dru­giej wojny świa­to­wej ukra­iń­ska sto­lica sta­wiała opór przez sie­dem­dzie­siąt dwa dni. W tym cza­sie, podob­nie jak pod­czas rosyj­skiej inwa­zji, nazi­ści mor­do­wali cywi­lów, żeby zmu­sić ich do pod­da­nia się. Nie­miecka oku­pa­cja Kijowa trwała sie­dem­set sie­dem­dzie­siąt osiem dni. Hitle­row­skie woj­sko znisz­czyło w mie­ście sto czter­dzie­ści szkół, osiem­set budyn­ków prze­my­sło­wych, ukra­iń­skie bazy woj­skowe i uni­wer­sy­tety. Zbom­bar­do­wano rów­nież perłę ukra­iń­skiej cer­kiew­nej archi­tek­tury - Sobór Zaśnię­cia Bogu­ro­dzicy. To jedna z naj­więk­szych katedr w Kijo­wie. Każdy, kto pamięta histo­rię dru­giej wojny świa­to­wej, mógł mieć uza­sad­nione obawy, że Kijów po tygo­dniach walki pad­nie. Woj­sko Putina oka­zało się jed­nak mniej sku­teczne niż woj­sko Hitlera, a opór Ukra­iń­ców - więk­szy niż kie­dy­kol­wiek.

Tam­tej nocy każdy Ukra­iniec czuł, że nad jego kra­jem powiało chło­dem nie­pew­no­ści. Wielu z nas nie mogło zasnąć. Miesz­kańcy bez­piecz­nej do tej pory zachod­niej Ukra­iny rów­nież. Wojna tam­tej nocy już wisiała w powie­trzu. Była bli­żej, niż sądzono. W domach zatrzę­sły się szyby w oknach. Puste ulice zaczęły wypeł­niać pełne ucie­ka­ją­cych rodzin samo­chody, które w kilka godzin zakor­ko­wały mia­sto. Moi bli­scy i zna­jomi zaczęli wyjeż­dżać z Kijowa, na sta­cjach ben­zy­no­wych powsta­wały kil­ku­go­dzinne kolejki, a mój tata - podob­nie jak tysiące męż­czyzn w kraju - kilka dni póź­niej zapi­sał się do woj­ska.

W Krzy­wym Rogu, rodzin­nym mie­ście Zełen­skich, od końca lutego miesz­kańcy byli świad­kami maso­wych pogrze­bów ofiar rosyj­skiej agre­sji. Podob­nie jak w innych ukra­iń­skich mia­stach codzien­nie wyły tam syreny, a ukra­iń­skie siły prze­ciw­lot­ni­cze strą­cały rosyj­skie rakiety. Dywer­sanci rysu­jący na ogro­dze­niach literę "Z" wpa­dali w ręce ukra­iń­skiej poli­cji. Ten sym­bol ostat­niej litery alfa­betu, któ­rym Rosja­nie ozna­czali czołgi bio­rące udział w inwa­zji na Ukra­inę, już stał się na świe­cie współ­cze­sną swa­styką. W Krzy­wym Rogu przed wojną miesz­kało ponad sześć­set tysięcy miesz­kań­ców. Wielu z nich, w tym zna­jomi Ołeny, wyje­chało z mia­sta po wybu­chu wojny. To mia­sto w 1932 roku padło ofiarą Wiel­kiego Głodu sztucz­nie wywo­ła­nego przez wła­dze radziec­kie. W cza­sach dru­giej wojny świa­to­wej Krzywy Róg, podob­nie jak inne ukra­iń­skie mia­sta, był oku­po­wany przez hitle­row­ców. Tym razem mia­sto, w któ­rym Ołena przy­szła na świat, musiało się bro­nić przed oku­pa­cją rosyj­ską.

Krzywy Róg

Ołena Zełen­ska z domu Kijaszko uro­dziła się 6 lutego 1978 roku w rosyj­sko­ję­zycz­nej ukra­iń­skiej rodzi­nie w Krzy­wym Rogu, prze­my­sło­wym mie­ście w cen­tral­nej Ukra­inie. Jak sama przy­znaje, język ukra­iń­ski po raz pierw­szy w życiu usły­szała od nauczy­cielki w dru­giej kla­sie pod­sta­wówki, po czym pil­nie zaczęła się go uczyć.

Miesz­kała z rodzi­cami w sta­rym pora­dziec­kim bloku, tak zwa­nej chrusz­czowce - od nazwi­ska jed­nego z przy­wód­ców ZSRR, Nikity Chrusz­czowa. To za jego cza­sów w całym Związku Sowiec­kim masowo budo­wano bloki z cha­rak­te­ry­stycz­nymi małymi kuch­niami i kwa­dra­to­wymi bal­ko­nami, któ­rym ludzie nada­wali czę­sto funk­cję rekre­acyjną. Matka Pierw­szej Damy Ukra­iny Olha uro­dziła Ołenę w wieku dwu­dzie­stu pię­ciu lat. Córka ni­gdy publicz­nie się o niej nie wypo­wia­dała, a przy­ja­ciele Zełen­skich z dzie­ciń­stwa uwa­żali, że pani Olha była tym złym poli­cjan­tem w rodzi­nie Kijasz­ków. Według przy­ja­ciół była wobec dzieci bar­dziej surowa niż ojciec Ołeny. O dwa lata star­szy od żony Woło­dy­myr Kijaszko został póź­niej doradcą posła Olega Bon­da­renki z par­tii Zełen­skiego Sługa Narodu. Wykła­dał też na kijow­skim Naro­do­wym Uni­wer­sy­te­cie Trans­portu. Wcze­śniej nad­zo­ro­wał krzy­wo­ro­skie spółki budow­lane pro­du­ku­jące mię­dzy innymi beton. Media zaczęły o nim mówić, kiedy zaan­ga­żo­wał się w poli­tykę w 2019 roku. Mimo to ni­gdy nie udzie­lał się publicz­nie.

Kiedy kil­ku­let­nia Ołena prze­kra­czała próg szkoły numer 95 w Krzy­wym Rogu, nie wie­działa, jak zna­czące dla niej sta­nie się to miej­sce. Była to jedna z naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych szkół publicz­nych w mie­ście. Sowiecki budy­nek z wiel­kiej płyty oto­czony przez wyso­kie sosny zapa­mięta jej pierw­szą miłość. To tam pierw­szy raz Ołena minie się w kory­ta­rzu z przy­szłym pre­zy­den­tem Ukra­iny. Była aktywną dziew­czynką. Uczyła się gry na for­te­pia­nie, języka angiel­skiego i szy­ko­wała się do stu­diów archi­tek­to­nicz­nych, jak chcieli jej rodzice.

Naj­lep­sze waka­cje, jak sama twier­dzi, spę­dziła na Kry­mie, gdzie w 1994 roku jako szes­na­sto­latka wypo­czy­wała w obo­zie pio­nier­skim "Artek", w Gurzu­fie nie­da­leko Jałty. To prze­piękne miej­sce w środku lasów i gór na połu­dnio­wym wybrzeżu cie­płego Morza Czar­nego co roku zwie­dzała zarówno ukra­iń­ska, jak i rosyj­ska mło­dzież. Mówiło się tam głów­nie po rosyj­sku, bo "Artek" od 1925 roku był radziecką wizy­tówką pół­wy­spu. W roku 1991, po upadku Związku Radziec­kiego, ukra­iń­ski Krym zaczęło odwie­dzać coraz wię­cej tury­stów z zagra­nicy. W latach dzie­więć­dzie­sią­tych życie na Kry­mie kwi­tło, a 60 pro­cent ukra­iń­skich dzieci zwie­dzało "Artek" za darmo. Ich wypo­czy­nek współ­fi­nan­so­wało pań­stwo ukra­iń­skie. Ołena poznała tam wielu rówie­śni­ków, cho­dziła z nimi na kon­certy, kąpała się w morzu i dzięki temu jesz­cze bar­dziej roz­ko­chała się w Kry­mie.

Do szkoły numer 95 w Krzy­wym Rogu cho­dził też Wowa. Przy­szły mąż Ołeny, praw­nik, aktor Kwar­tału 95 i szó­sty pre­zy­dent Ukra­iny. Według jego przy­ja­ciela z dzie­ciń­stwa już wtedy Wowa ją zauwa­żył, ale Ołena była wów­czas w innym związku aż do matury.

- Cho­dzi­li­śmy do jed­nej szkoły, ale byli­śmy w róż­nych kla­sach. Zna­li­śmy się tylko z widze­nia. Oso­bi­ście pozna­li­śmy się już po matu­rze, kiedy zaczy­na­li­śmy stu­dia. Szłam z kole­żanką ulicą, a z naprze­ciwka szedł Wowa z chło­pa­kami. Miesz­ka­li­śmy w tej samej czę­ści mia­sta. Zaczę­li­śmy się przy­jaź­nić, a z cza­sem spo­ty­kać. (...) On jest uczciwy. Ni­gdy nie obie­cuje cze­goś, czego nie będzie mógł zro­bić. To powala. Jest uparty. Na początku nie myśla­łam o związku, ale on dopiął swego - mówiła Ołena Zełen­ska w wywia­dzie dla BBC News Ukra­ine2.

- To były naj­lep­sze lata naszego życia. Two­rzy­li­śmy muzykę, gra­li­śmy w stu­denc­kim teatrze estra­do­wych minia­tur. Nasze życie było dość nie­stan­dar­dowe jak na stan­dardy Krzy­wego Rogu. Nasza ekipa była bar­dzo róż­no­rodna. Ja na przy­kład pra­co­wa­łem jako ochro­niarz w domu pio­nie­rów - z sen­ty­men­tem wspo­mina Ołek­sandr Pika­łow, przy­ja­ciel rodziny Zełen­skich, autor ske­czów i aktor Kwar­tału 95. Uro­dził się w 1976 roku w Krzy­wym Rogu, cho­dził do szkoły z Woło­dy­my­rem oraz Ołeną Zełen­skimi. - Ołena grała na pia­ni­nie. Nosiła modne wtedy dziu­rawe dżinsy. Naj­czę­ściej jed­nak na mie­ście można było nas spo­tkać w gar­ni­tu­rach, bo przez cały czas mie­li­śmy jakieś występy. Wyglą­da­li­śmy na ulicz­nych muzy­ków - dodaje.

Alina Makar­czuk: Jak się pozna­li­ście z Ołeną?

Ołek­sandr Pika­łow, przy­ja­ciel z dzie­ciń­stwa: W szkole. Cho­dzi­li­śmy razem do gim­na­zjum numer 95. Z Wową przy­jaź­ni­li­śmy się od naj­młod­szych klas. Jestem od nich o dwa lata star­szy. Kiedy byli­śmy w pią­tej kla­sie, nasza szkoła prze­szła grun­towny remont. Po czym stała się jedną z naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych szkół w Krzy­wym Rogu, gdzie cho­dziły dzieci miej­skich urzęd­ni­ków, wykła­dow­ców z wyż­szych uczelni oraz lokal­nych przed­się­bior­ców. Taka klasa śred­nia. Ołenę zauwa­ży­li­śmy z Wową w dzie­wią­tej kla­sie. Była dosyć spo­kojna i skromna. Jej tata - Woło­dy­myr - miał impo­nu­jące poczu­cie humoru, a matka była raczej tym złym poli­cjan­tem. Wycho­wy­wali córkę na inte­lek­tu­alistkę. Ołena była jedną z naj­lep­szych uczen­nic w kla­sie, przy­no­siła do domu piątki, cho­dziła do szkoły muzycz­nej, gdzie grała na for­te­pia­nie. To roz­sze­rzyło jej hory­zonty. Pamię­tam, że naj­le­piej z nas wszyst­kich znała się na bale­cie, ope­rze i nazwi­skach świa­to­wych kom­po­zy­to­rów. Jej wie­dza nas rato­wała, kiedy zaczę­li­śmy pisać wła­sne sce­na­riu­sze do stand-upów w Kwar­tale 95. Mówiła czę­sto coś, o czym nie mie­li­śmy poję­cia. Wowie już wtedy bar­dzo się spodo­bała. Mówił mi o tym. Może nie wprost, ale to było ewi­dentne. Jako star­szy kolega byłem bar­dziej odważny, jeśli cho­dzi o miło­sne sprawy. Poży­czy­łem od Ołeny jakąś kasetę z fil­mem. Już nie pamię­tam, co to było. Chyba Tita­nic. Ale oddać kasetę zgod­nie z tajną umową poszedł już Wowa... I tak się zaczęło. Coś mię­dzy nimi po matu­rze zaiskrzyło.

Kwartał 95

Pod koniec lat dzie­więć­dzie­sią­tych Ołena ukoń­czyła archi­tek­turę na Krzy­wo­ro­skim Uni­wer­sy­te­cie Tech­nicz­nym. Zełen­ski stu­dio­wał wów­czas prawo. Ani Wowa, ani Ołena w zawo­dzie nie pra­co­wali. Poszli w zupeł­nie nowym jak na tamte czasy, nie­ty­po­wym kie­runku. Zaczęli robić kaba­ret, któ­rego na ukra­iń­skim rynku jesz­cze nie było. Wcze­śniej oboje uwiel­biali rosyj­ski KWN (z ros. Klub Weso­łych i Nachod­czi­wych) pod kie­row­nic­twem rosyj­skiego arty­sty i dzien­ni­ka­rza Alek­san­dra Masl­ja­kowa. Po pol­sku to Klub Weso­łych i Pomy­sło­wych, jedyny w tam­tych cza­sach w swoim rodzaju ruch kaba­re­cia­rzy w Rosji, który powstał i bił rekordy popu­lar­no­ści w ZSRR. Od lat sie­dem­dzie­sią­tych w całym Związku Radziec­kim, z kil­ku­let­nimi prze­rwami, odby­wały się zjazdy komi­ków z róż­nych repu­blik. Pisane po rosyj­sku żarty każda grupa wymy­ślała sama. Ten pro­gram gro­ma­dził miliony widzów przed tele­wi­zo­rami. Nie było to show dla zmę­czo­nych patriar­cha­tem rosyj­skich gospo­dyń domo­wych. Była to swo­jego rodzaju odskocz­nia dla całych rodzin, które przy kola­cji, pijąc napoje gazo­wane o róż­nej zawar­to­ści alko­holu, kibi­co­wały swoim dru­ży­nom, naj­czę­ściej pocho­dzą­cym z ich rodzin­nych stron. Dla Zełen­skich była to moż­li­wość zaist­nie­nia w postra­dziec­kim show-biz­ne­sie, który dopiero powsta­wał po upadku ZSRR.

Z więk­szą uwagą Ołena zaczęła się przy­glą­dać pro­gra­mowi KWN w cza­sie stu­diów archi­tek­to­nicz­nych. Zełen­ski wów­czas, po ukoń­cze­niu stu­diów praw­ni­czych, kom­ple­to­wał ekipę, która mogłaby w KWN zagrać. Udało mu się to w 1997 roku. Już po roku współ­pracy ich grupa "Zapo­roże - Krzywy Róg - Tran­zyt" zade­biu­to­wała na festi­walu KWN w Soczi. Zysku­jąc coraz wię­cej fanów, zaj­mo­wała pierw­sze miej­sca w tych roz­gryw­kach. W nagrodę ukra­iń­skich kaba­re­cia­rzy zapro­szono do Naj­wyż­szej Ligi KWN. To było ogromne wyróż­nie­nie w cza­sach, gdy KWN zyski­wał coraz więk­szą popu­lar­ność w Ukra­inie. Wła­śnie wtedy powstała potrzeba zmiany nazwy na taką, która będzie utoż­sa­miać się z ich pocho­dze­niem. Tak w 2003 roku z ini­cja­tywy Zełen­skiego oraz jego przy­ja­ciół, braci z Krzy­wego Rogu, Ser­hija oraz Borysa Sze­fi­rów, powstała grupa Stu­dio Kwar­tał 95 nawią­zu­jąca nazwą do rejonu w Krzy­wym Rogu, skąd pocho­dzili jej twórcy. Ser­hij Sze­fir jest wie­lo­let­nim przy­ja­cie­lem i jed­nym z naj­bar­dziej zaufa­nych ludzi Zełen­skiego. W 2019 roku­zo­stał doradcą w kan­ce­la­rii pre­zy­denta.

W roku 2003 Zełen­ski wraz z ekipą odszedł z rosyj­skiego KWN po kłótni z jego gospo­da­rzem Alek­san­drem Masl­ja­ko­wem. Posta­no­wił, że zaan­ga­żuje się we wła­sny pro­jekt, który wraz z żoną roz­wi­jał przez kolejne lata. Ekipę nowego Kwar­tału 95 two­rzyło sie­dem­na­ście osób. To grono przy­ja­ciół, któ­rzy poznali się we wcze­snej mło­do­ści. W skład zespołu wcho­dzili mię­dzy innymi: główny komik i aktor Kwar­tału 95 Woło­dy­myr Zełen­ski, sce­na­rzystka Ołena Kijaszko (Zełen­ska), aktorka i komik Ołena Kra­wec, aktor Ołek­sandr Pika­łow, który cho­dził z Zełen­skimi do szkoły, Ste­pan Kaza­nin, Jurij Kra­pow oraz Jurij Koriaw­czen­kow z Krzy­wego Rogu, a także Wale­rij Żyd­kow, który wspól­nie z Ołeną pisał sce­na­riu­sze dla akto­rów.

A.M.: Rodzice Ołeny scep­tycz­nie pod­cho­dzili do Woło­dy­myra. Twier­dzili, że jest nie­po­ważny, bo mimo to, że skoń­czył prawo, został komi­kiem. Z tego, co wiem, Ołena go zawsze bro­niła.

O.P.: Bro­niła, bo w niego wie­rzyła. Ojciec Wowy rów­nież uwa­żał, że syn powi­nien pójść do poważ­nej pracy, a nie sypać żar­tami ze sceny. Pamię­tam, jak matka Zełen­skiego przy­szła do mnie i powie­działa: "Sasza, wyrzuć­cie mojego syna z waszego zespołu, może wtedy zosta­nie praw­ni­kiem!".

A.M.: Wiemy, że Ołena potrafi pisać sce­na­riu­sze do ske­czów, ale czy potrafi się pośmiać z samej sie­bie? Czy ma do sie­bie dystans?

O.P.: Nie (śmiech). Już dawno to zro­zu­mie­li­śmy. Mało kto w naszym zespole ma odwagę, żeby żar­to­wać o Ołe­nie w jej obec­no­ści.

A.M.: Może się obra­zić?

O.P.: Tak. Nie­warto z Ołeną żar­to­wać.

A.M.: Ponoć Ołena miała dziwny pseu­do­nim.

O.P.: Nazy­wa­li­śmy ją Mrówką! Wyda­wało nam się to takie zabawne. Była kie­dyś taka radziecka kre­skówka o mrówce. Ołena nam się z nią koja­rzyła. Żarty towa­rzy­szyły nam na każ­dym kroku, bo już zaczę­li­śmy jeź­dzić do Moskwy na KWN. Więk­szość czasu spę­dza­li­śmy w tra­sie. Ołena pra­wie wszę­dzie z nami jeź­dziła.

A.M.: Na Zachód nie wyjeż­dża­li­ście?

O.P.: Nie było nas stać na podróże po świe­cie. Ciężko pra­co­wa­li­śmy. Robi­li­śmy kaba­ret. Kocha­li­śmy to. Kiedy mie­li­śmy wolne chwile, bra­li­śmy namioty i jecha­li­śmy do lasu. Gra­li­śmy na gita­rze przy ogni­sku. Bawi­li­śmy się, jak mogli­śmy. Tylko na to było nas stać.

Od momentu powsta­nia Kwar­tału 95 Ołena brała aktywny udział we wszyst­kim, co się w nim działo. Pisała sce­na­riu­sze do ske­czów dla komi­ków, uczest­ni­czyła w pró­bach, wymy­ślała aran­ża­cje do wystę­pów, a nawet popra­wiała już napi­sane sce­na­riu­sze, uwzględ­nia­jąc fakt, że nie­które żarty mogą kogoś zra­nić. To były czasy czar­nego humoru, który czę­sto nie miał gra­nic. Komicy nie oszczę­dzali poli­tyka, który skła­mał, leka­rza, który wziął łapówkę, męż­czy­zny, który zdra­dził żonę, czy kasjerki, która wście­kła rzu­cała klien­tom chleb, bo pra­co­wała w pie­karni z koniecz­no­ści. Kiedy była pre­mier Ukra­iny Julia Tymo­szenko tra­fiła do szpi­tala, Kwar­tał 95 zro­bił o niej scenkę, jak uma­lo­wana, ze słyn­nym war­ko­czem ćwi­czy w szpi­tal­nym pokoju w Char­ko­wie, szy­ku­jąc się do wywia­dów po wypi­sa­niu jej do domu. Tymo­szenko zagrała Ołena Kra­wec. Leka­rza - Ołek­sandr Pika­łow, który zwy­kle wcie­lał się w postać Wik­tora Janu­ko­wy­cza, bo był gło­so­wym sobo­wtó­rem czwar­tego pre­zy­denta Ukra­iny. W roku 2013, kiedy Ukra­ina miała w Wil­nie pod­pi­sać umowę sto­wa­rzy­sze­niową z UE, Kwar­tał 95 zro­bił scenkę o tym, jak długo Janu­ko­wycz myślał nad pod­pi­sa­niem doku­mentu o sto­wa­rzy­sze­niu. Scenka pod tytu­łem 10 minut Janu­ko­wy­cza na roz­my­śla­nia roz­ba­wiła naród, który jesz­cze nie wie­dział, że Janu­ko­wycz zdra­dzi Ukra­inę i uciek­nie do Rosji. Był znany z tego, że sie­dział w wię­zie­niu, wolno mówił i długo myślał, co Kwar­tał 95 poka­zał w swo­jej minia­tu­rze.

- Pod­pi­sać czy nie pod­pi­sać? Nie wiem... Nie będę niczego pod­pi­sy­wać - roz­wa­żał Pika­łow prze­brany za Janu­ko­wy­cza w tej sce­nie.

Po czym obja­wił mu się duch z jego przy­szło­ści, któ­rego zagrał Woło­dy­myr Zełen­ski. Janu­ko­wycz nie mógł uwie­rzyć, że to się dzieje naprawdę, a więc w celu wery­fi­ka­cji zaczął zada­wać sobie dziwne pyta­nia:

- Czym zauro­czyła mnie moja żona?

- Wia­domo czym. Umiała okiem otwo­rzyć butelkę z piwem - rzu­cił Zełen­ski wcie­lony w rolę mistycz­nego ducha przy­szło­ści.

- Kiedy mie­li­śmy pierw­szy seks? - zapy­tał Janu­ko­wycz Zełen­skiego.

- Nie pamię­tam!

- Jak to?

- Nie lubimy wspo­mnień z wię­zie­nia - wytłu­ma­czył Janu­ko­wy­czowi Zełen­ski.

Ukra­iń­ski kaba­ret, inspi­ro­wany rosyj­skim KWN, powstał w latach dzie­więć­dzie­sią­tych. Czyli w latach, kiedy w Ukra­inie kwi­tła korup­cja. Ta część ukra­iń­skiej poli­tyki przez całą dobę była pod lupą sce­na­rzy­stów Kwar­tału 95. Była to odważna, czę­sto nie­spójna i wybu­chowa miesz­kanka żar­tów, które Ukra­iń­ców pod­no­siły na duchu. Uczyły dystansu do życia, poli­tyki czy samych sie­bie. Jak mówią kwar­ta­łowcy (człon­ko­wie Kwar­tału 95), Ołena nie lubiła grać, a więc na scenę wyszła tylko kilka razy. Głów­nie z powodu braku kobiet w zespole. Kaba­ret, nawet w tam­tych cza­sach, w dość jesz­cze patriar­chal­nej Ukra­inie, do funk­cjo­no­wa­nia potrze­bo­wał kobiety.

Z bie­giem czasu więk­szość kobie­cych ról wzięła na sie­bie Ołena Kra­wec. Zełen­ska mogła więc zająć się tym, co kochała naj­bar­dziej - two­rze­niem sce­na­riu­szy.

- To była moja decy­zja. Szcze­rze mówiąc, nawet w KWN ni­gdy nie byłam na sce­nie. W pierw­szej kolej­no­ści byłam autorką. Kiedy bra­ko­wało kobie­cej twa­rzy, to mnie anga­żo­wali. Ni­gdy nie gra­łam głów­nej roli - mówiła Ołena Zełen­ska w wywia­dzie dla ukra­iń­skiego wyda­nia "Sie­god­nia" ("Сегодня"). Ołena nie­raz pod­kre­ślała, że nie umie i nie chce grać. - W naszej eki­pie jest Ołena Kra­wec, któ­rej obec­ność jest cał­kiem wystar­cza­jąca. Ni­gdy nie dąży­łam do tego, żeby być na sce­nie. Emo­cjo­nal­nie to dla mnie trudne. Taką mam naturę. Nie jestem aktorką. Bliż­szy jest mi gabi­net niż scena. Lubię patrzeć na reali­za­cję tego, co wymy­śli­łam - pod­kre­ślała.

W latach 1998-2000 Ołena łączyła stu­dia archi­tek­to­niczne z pisa­niem sce­na­riu­szy do kaba­retu. Była w związku z Wową, głów­nym kaba­re­cia­rzem Kwar­tału 95, i wie­rzyła w ten pro­jekt od samego początku. W roku 2000, po ukoń­cze­niu stu­diów, Kijaszko ode­brała dyplom i wspól­nie z przy­szłym mężem poje­chała z zespo­łem w trasę. Zespół kaba­re­cia­rzy z Krzy­wego Rogu był okla­ski­wany w dużych salach kon­cer­to­wych w Moskwie, Kijo­wie, Ode­ssie, Jur­male, Miń­sku i Soczi. Od roku 1997 we wszyst­kich mia­stach byłego ZSRR Woło­dy­myr Zełen­ski był uwa­żany za gwiazdę kaba­retu. Ołena przez cały czas była u jego boku, ale tylko praw­dziwi fani Kwar­tału 95 wie­dzieli, jak się nazywa.

Zełenski przy porodzie

Ołena nie żyła wyłącz­nie pracą. Po ośmiu latach związku z Woło­dy­my­rem w końcu wzięła z nim ślub. Pobrali się 6 wrze­śnia 2003 roku w Krzy­wym Rogu. Młoda, dwu­dzie­sto­pię­cio­let­nia Kijaszko w bia­łej sukni z odkry­tymi ramio­nami, bukie­tem bia­łych róż i krót­kimi wło­sami, które miała po stu­diach, nie wie­działa, jak rady­kal­nie zmieni się jej życie, kiedy zosta­nie Zełen­ską. Uśmiech­nięta, z szam­pa­nem w ręku, na tle ozdo­bio­nego kwia­tami samo­chodu pozo­wała do zdjęć, na któ­rych widać ich przy­ja­ciela Ołek­san­dra Pika­łowa z żoną, przy­szłą matką chrzestną ich dzieci, Ołenę Kra­wec oraz innych przy­ja­ciół z Kwar­tału.

Zełen­ski brał ślub w skrom­nym sza­rym gar­ni­tu­rze z przy­cze­pio­nym do klapy bia­łym sztucz­nym kwiat­kiem. Woło­dy­myr - żyjący pracą - w odróż­nie­niu od Ołeny długo nie chciał mieć dzieci. Ślub, jak sam przy­znaje, koja­rzył mu się wła­śnie z dziećmi.

- Ołena przez cały czas pytała mnie, kiedy weź­miemy ślub. Byłem prze­ko­nany, że ślub wiąże się z dziećmi. Nie chcia­łem się spie­szyć - zdra­dzał mąż Ołeny ukra­iń­skim mediom.

Naj­praw­do­po­dob­niej dla­tego przez ponad sie­dem lat nie odwa­żył się na oświad­czyny. Zro­bił to, jak sam przy­znał, pod wpły­wem chwili, gdy razem z Ołeną oglą­dali film o miło­ści.

Dwa lata po ślu­bie na świat przy­szła ich córka Olek­san­dra. Uro­dziła się w rodzin­nym mie­ście Zełen­skich kilka mie­sięcy przed wybu­chem poma­rań­czo­wej rewo­lu­cji w Ukra­inie - 14 lipca 2004 roku. Jej matką chrzestną została aktorka Kwar­tału 95 i wie­lo­let­nia przy­ja­ciółka rodziny Ołena Kra­wec. Syn pary pre­zy­denc­kiej - Kiryłło - uro­dził się osiem lat póź­niej - 21 stycz­nia 2013 roku w Kijo­wie, gdzie wła­śnie trwała naj­więk­sza w histo­rii Ukra­iny rewo­lu­cja god­no­ści. Lata, w któ­rych przy­szły na świat dzieci Zełen­skich, przez dziwny zbieg oko­licz­no­ści były zwią­zane z rewo­lu­cją. W życiu Zełen­skich też.

Gdy poja­wił się Kiryłło, Ołena Zełen­ska nie zmie­niła swo­ich życio­wych prio­ry­te­tów. Doce­niała intym­ność. Chciała wieść spo­kojne rodzinne życie z dala od kamer. Ukry­wała twarz syna w mediach spo­łecz­no­ścio­wych. Zełen­ski nie towa­rzy­szył żonie przy naro­dzi­nach córki, ale był świad­kiem przyj­ścia na świat ich syna. Po tym prze­ży­ciu odra­dzał męż­czy­znom, by brali udział w poro­dach. Jak powie­dział póź­niej dzien­ni­ka­rzom, było to zbyt mocne doświad­cze­nie, na które nie był przy­go­to­wany.

- Przy­sze­dłem wes­przeć żonę. Nie zamie­rza­łem uczest­ni­czyć w poro­dzie. Na chwilę wpa­dłem, żeby uca­ło­wać Ołenę. Ona już leżała na poro­dówce. Nie wypa­dało wyjść... Musia­łem więc uda­wać, że jestem odważny. Zosta­łem, a potem o mało nie zemdla­łem. Na kilka sekund zamkną­łem oczy i się wyłą­czy­łem. Poczu­łem, że lekarz mnie trąca, mówiąc, żebym usiadł. Potem mi opo­wia­dał, że byłem zie­lono-biały. Teraz wiem, że to kosmiczny moment jed­no­ści z żoną. Głę­boka rzecz. Inny poziom rela­cji. Ale brać udział w takich wyda­rze­niach męż­czy­znom jed­nak nie radzę - mówił Zełen­ski w wywia­dzie dla ukra­iń­skiej sta­cji 1+1.

Sasza (Olek­san­dra), star­sze dziecko, poma­gała rodzi­com w wycho­wy­wa­niu Kiryłła. Opie­ko­wała się młod­szym bra­tem, kąpała go i ubie­rała. Zełen­ski rów­nież miał szansę zostać lep­szym, już bar­dziej doświad­czo­nym rodzi­cem.

- Z wyglądu Kiryłło jest bar­dziej podobny do Ołeny. Ma jasne włosy i oczy. Ale mimika - wyka­pany ja! Szczę­ście też ma po mnie. Jest bar­dzo szybki. Nie cho­dzi, tylko biega. Odbie­ramy na jed­nej fali. Mam wra­że­nie, że roz­ma­wiam z dziećmi w ich języku. Z Kirył­łem posłu­gu­jemy się dźwię­kami natury i dzi­kich zwie­rząt. A jak leżę na kana­pie, to jem gumki do wło­sów z pla­sti­ko­wego tale­rza, czyli spa­ghetti bolo­gnese w wyko­na­niu naszej córki Saszy. Ileż przy­jem­no­ści mi to daje! - mówił Woło­dy­myr Zełen­ski w wywia­dzie dla ukra­iń­skiego wyda­nia "Vivy".

Ołena dosyć szybko po poro­dzie wró­ciła do pracy. Dołą­czyła do grupy sce­na­rzy­stów "Opty­mi­sta i pesy­mi­sta", która pisała sce­na­riu­sze dla Kwar­tału 95. W jej skład poza Ołeną wcho­dzili też Ołek­sandr Pika­łow oraz Wale­rij Żyd­kow. Nazwa jest nie­przy­pad­kowa. Pika­łow zawsze był uwa­żany za opty­mi­stę. Żyd­kow widział dookoła wię­cej ciem­nych barw. Ołena była gło­sem roz­sądku, zło­tym środ­kiem i osobą, która rów­no­wa­żyła wizje dwóch róż­nych auto­rów.

W 2009 roku Zełen­ska, Pika­łow i Żyd­kow zaczęli pra­co­wać nad sce­na­riu­szem komicz­nego musi­calu Jak kozacy. Tę pro­duk­cję - wyemi­to­waną w syl­we­strową noc w ukra­iń­skiej tele­wi­zji - sce­na­rzy­ści stwo­rzyli na pod­sta­wie powie­ści Miko­łaja Gogola Noc przed Bożym Naro­dze­niem. Był to świą­teczny film o miło­ści, który rok póź­niej zdo­był kilka ukra­iń­skich nagród w kate­go­rii fil­mów fabu­lar­nych.

Pocałunek Zełenskiego z Breżniewą

W kinie bły­ska­wicz­nie zako­chała się rów­nież dora­sta­jąca córka Zełen­skich. W wieku dzie­się­ciu lat, w fil­mie w reży­se­rii Rosja­nina Mariusa Weis­berga 8 Best Dates (8 nowych ran­dek) Sasza zagrała córkę głów­nego boha­tera (w tej roli jej ojciec - Woło­dy­myr Zełen­ski). Dwa lata póź­niej Sasza wzięła udział w ukra­iń­skim show robio­nym przez Kwar­tał 95 - Roz­baw komika - gdzie w skła­dzie juror­skim zasia­dał jej ojciec. Wygrała wtedy pięć­dzie­siąt tysięcy hry­wien. Zełen­scy prze­ka­zali te pie­nią­dze na cele cha­ry­ta­tywne.

W tym samym cza­sie w sieci zawrzało. Ołena Zełen­ska codzien­nie tra­fiała na coraz now­sze arty­kuły w rosyj­skiej pra­sie o rze­ko­mych zdra­dach Zełen­skiego w trak­cie zdjęć do filmu 8 Best Dates. Reży­ser tego filmu wie­lo­krot­nie mówił rosyj­skim dzien­ni­ka­rzom, że zmu­szał Zełen­skiego do eks­pre­sji i poka­zy­wa­nia emo­cji, bo był on jego zda­niem zbyt skrę­po­wany. W jed­nym z wywia­dów nazwał Ołenę surową żoną, która powstrzy­muje męża przed gra­niem. - Wowa przez cały czas się zasta­na­wiał, co pomy­śli Lena (Ołena - red.). Miał zwią­zane ręce. Tak, on pozwala żonie sobą rzą­dzić - mówił Weis­berg w roz­mo­wie z dzien­ni­ka­rzami rosyj­skiej "Kom­so­mol­skiej Prawdy".

Rosyj­ska prasa opi­sy­wała rze­kome romanse Zełen­skiego z pio­sen­karką Werą Breż­niewą, która rów­nież zagrała w tej pro­duk­cji. Spe­ku­la­cje wybu­chły po tym, jak Zełen­ski w jed­nej ze scen musiał ją poca­ło­wać. Dzien­ni­ka­rze pytali Ołenę, czy ma powody do zazdro­ści i jak sobie z tym radzi. Nie był to łatwy dla niej czas. Film był krę­cony zarówno w Ukra­inie, jak i w Rosji, co wią­zało się z licz­nymi wyjaz­dami Zełen­skiego. Ołena nato­miast przez cały czas była z dziećmi w Kijo­wie.

Zełen­ski wszystko demen­to­wał. Natych­miast uci­nał spe­ku­la­cje na temat swo­jej rodziny, uni­ka­jąc roz­mów z cie­kaw­skimi rosyj­skimi por­ta­lami szu­ka­ją­cymi zdrad czy innych sen­sa­cji. Miał też kilka mniej for­tun­nych wypo­wie­dzi: "Breż­niewa jest piękną kobietą, ale nie popro­sił­bym jej o rękę". Pod­kre­ślał, że ma żonę, którą kocha. Tak zamknął temat w roz­mo­wie z ukra­iń­ską sta­cją 1+1: - Chwała Bogu, że moja żona jest zazdro­sna. To zna­czy, że mnie kocha. Cza­sami pytam ją, dla­czego nie ma humoru. Ona mówi, że miała sen, w któ­rym cho­dzi­łem z inną kobietą. Ja jej mówię, że to prze­cież tylko głupi sen, a ona mówi, że tak czy ina­czej jest o mnie zazdro­sna.

Jak wspo­mina sam Zełen­ski, kie­dyś żona przy­szła do niego z pro­wo­ka­cyj­nymi pyta­niami. Naj­pierw zapy­tała, czy zamie­rza razem z nią wycho­wy­wać dzieci. Potem zapy­tała, co myśli o służ­bo­wych roman­sach. Zapy­tali go o to w pro­gra­mie "Світське життя" w sta­cji 1+1. Przy­znał, że był zdzi­wiony, ale nie zwle­kał z odpo­wie­dzią. Wyja­śnił, że to pod­stępne pyta­nie żony, bo gene­ral­nie on nie ma nic prze­ciwko służ­bo­wym roman­som. Tylko że w jego pry­wat­nym życiu jest to nie­moż­liwe, gdyż on już ma służ­bowy romans trwa­jący przez całe życie z jedyną kobietą - Ołeną.

W tej grze Zełen­skich w pyta­nie i odpo­wiedź nie da się nie wyczuć iskry pomię­dzy tymi dwoj­giem mimo wielu lat pracy w jed­nym zespole i dwojga uro­dzo­nych w mię­dzy­cza­sie dzieci. Zełen­ska - jako trzy­dzie­sto­pa­ro­let­nia wów­czas kobieta będąca od lat w związku z tym samym męż­czy­zną - miała wystar­cza­jąco dużo czasu, żeby nauczyć się radzić sobie z zazdro­ścią. Prze­stała reago­wać na kolejne arty­kuły o rze­ko­mych zdra­dach. Pogo­dziła się z tym, że taka cie­ka­wość jest skut­kiem bycia w show-biz­ne­sie. Nie nazy­wała męża komi­kiem, tylko show­ma­nem. Nie przy­cią­gała uwagi mediów. Była tak ostrożna, że powstała wokół niej atmos­fera pew­nej tajem­ni­czo­ści. Zełen­ski, pytany o to, jak im się udaje utrzy­mać dobre mał­żeń­stwo przez tyle lat, nie­raz mówił, że to efekt wspie­ra­nia się i licz­nych kom­pro­mi­sów. - Cza­sem też dobrze jest za sobą się stę­sk­nić. Ołena jest jak żona deka­bry­sty, bo ja przez cały czas jestem poza domem. Choć jest jeden sekret, który nam pomaga. Żad­nych week­en­dów czy urlo­pów nie spę­dzamy bez sie­bie - mówił Woło­dy­myr.