Rozdział 4
W piątek Östen i Bodil odwiedzili znajomych, z którymi spędzali całkiem sporo czasu. Wybrali się między innymi na kilka wspólnych wycieczek autobusowych do Sztokholmu. Tego wieczoru miło gawędzili, jedli, pili i grali w grę planszową Carcassonne, dopóki Bodil nie odebrała telefonu od młodej kobiety, która w weekendy pracowała w jej butiku. Dziewczyna nagle się rozchorowała i nazajutrz nie mogła przypilnować interesu. Podsumowali więc punktację w grze i chwilę później Östen i Bodil wrócili do domu. Bodil była niezadowolona, bo liczyła na leniwy sobotni poranek, w dodatku miała pretensje do Östena, że wystroił się dla gospodyni. Mężczyzna nie miał pojęcia, o czym mówi jego żona.
Następnego wieczoru wrócili do rozmowy rozpoczętej podczas górskiej wędrówki.
Bodil została w butiku jeszcze trochę po zamknięciu, a potem, po drodze do domu, kupiła mrożone krewetki i inne smakołyki na kolację. W pierwszej chwili po powrocie wydawała się zadowolona, pochwaliła się Östenowi, że sprzedała dużą partię kubków z podstawkami wyprodukowanych przez lokalnego artystę, a po południu nasłuchała się komplementów od pary Holendrów przejeżdżających przez Härnösand. Kiedy krewetki się rozmroziły, Östen otworzył butelkę białego wina. I już po pierwszej lampce, gdy ponownie napełniał kieliszek Bodil, a ona szykowała sobie drugą kanapkę, wyczuł, że coś jest nie tak.
- No więc... - odezwała się, wyciskając strużkę majonezu na krewetki i plasterki jajka na twardo. - Może powiedz mi coś o tym... twoim synu. Ile on ma lat?
Östen był zaskoczony, że tak długo z tym zwlekała, ale ucieszył się, że chciała o tym porozmawiać. Jednocześnie przypomniał sobie, jak bardzo ten temat zatruł atmosferę na wycieczce. Miał ochotę spędzić z żoną miły wieczór. W dodatku ta druga sprawa... Gdyby odkrył wszystkie karty, byłoby jeszcze gorzej. Ale w rzeczywistości wcale nie było ku temu powodu.
- Czy to na pewno dobry moment? - spytał ostrożnie.
- A dlaczego nie? - Bodil spojrzała na niego z niepokojącym błyskiem w oku.
Wiedział, że nie powinien się z nią drażnić.
- Może porozmawiamy o tym kiedy indziej?
- Nie chcesz mi powiedzieć?
- Owszem, chcę... ale może nie w tej chwili. - Upił łyk wina i sięgnął do miski z krewetkami.
- Siedzimy w spokoju i mamy dużo czasu, więc to chyba dobra okazja? - upierała się Bodil.
Östen westchnął i wzruszył ramionami.
- Okej, skoro koniecznie chcesz. - Wycisnął na kanapkę sok z ćwiartki cytryny i urwał kilka gałązek koperku. Za moment gestem dał Bodil znak, że jest gotowy. - No to co chcesz wiedzieć? - spytał, spoglądając na nią sponad kieliszka.
- Już ci zadałam pytanie. Ile on ma lat?
- Trzydzieści cztery. - Kilka dni temu Östen dokładnie obliczył wiek swojego domniemanego syna. Wcześniej tylko szacował.
- Trzydzieści cztery... - powtórzyła powoli Bodil.
Östen milczał. Nie potrafił ocenić, czy chciała po prostu wiedzieć, czy też wstąpiła już na ścieżkę wojenną. Po chwili jej oczy się zwęziły. Zrozumiał, że jednak nie czeka go spokojny wieczór.
- Czy mnie też kiedyś zdradziłeś?
- Co takiego? - Aż podskoczył ze zdziwienia.
- Słyszałeś.
- Nie, nigdy - odparł z naciskiem.
- Dlaczego miałabym ci uwierzyć?
- Nigdy, przenigdy cię nie zdradziłem, Bodil. Możesz mi zaufać.
Siedziała w milczeniu, nie tknąwszy drugiej kanapki. Za to raz za razem upijała z kieliszka.
- A Agneta ci ufała?
Östen nie odpowiedział.
- No powiedz, ufała ci?
- Nie rozumiem, dlaczego musimy o niej rozmawiać.
- Nie możesz mi po prostu odpowiedzieć?
- Nie mam pojęcia. Szczerze mówiąc, chyba miała to gdzieś.
- Co masz na myśli? - Bodil spojrzała na niego wyzywająco.
Nerwowo poprawił się na krześle i napił się wina, nim odpowiedział.
- Nasze małżeństwo było już wtedy martwe. A przynajmniej... prawie martwe.
- Więc sprawiłeś sobie kochankę? To chcesz powiedzieć?
Oczy Bodil ciskały błyskawice.
- Nie, nie sprawiłem sobie żadnej... kochanki, jak to nazywasz. Mój Boże, przytrafiło mi się kilka krótkich romansów, nic jednak nie znaczyły. Agneta wszystkiego się domyśliła, ale jej to nie wzruszyło.
Czuł, że musi jakoś zakończyć tę rozmowę. Nie chciał roztrząsać z Bodil problemów swojego pierwszego małżeństwa. Ułożył w myślach zdanie, zebrał się na odwagę i spojrzał żonie w oczy.
- Przyrzekam na... wszystkie świętości, jeśli wolno mi tak powiedzieć, że zawsze byłem ci wierny.
Z trudem zachowywał spokój. Bodil była zła. Widział to wyraźnie. Miała do tego wszelkie prawo. Zanim się odezwała, sięgnęła po butelkę i napełniła swój kieliszek.
- Spotkałeś się z nim? Tym swoim synem?
- Nie - odparł zgodnie z prawdą.
- I naprawdę nigdy go nie poznałeś?
- Nie. - To też była w gruncie rzeczy prawda.
- A myślisz o tym, żeby się z nim spotkać?
Zaprzeczył po raz trzeci i na krótką chwilę nawet sam w to uwierzył. Próba nawiązania kontaktu z chłopakiem zakrawała na szaleństwo, skoro już sama rozmowa o nim spowodowała taki zatarg.
- Dlaczego zdecydowałeś się powiedzieć mi o tym po tylu latach?
To było uzasadnione pytanie, na które Östen nie miał odpowiedzi. Ciekawiło go, czy Bodil by wolała, żeby nigdy jej o tym nie powiedział. Zapytał ją o to, a ona się zastanowiła.
- Szczerze mówiąc, nie wiem - odparła po chwili. - W każdym razie cieszę się, że to nie córka. Tego bym nie wytrzymała.
Co mógł na to powiedzieć? Bodil wstała i oznajmiła, że idzie przed dom zapalić papierosa. Trzymała w dłoni kieliszek z winem.
Gdyby Jessica żyła, w kwietniu tego roku skończyłaby dwadzieścia jeden lat.
Kiedy miała dwanaście, wyjechała na kilka dni do domu letniskowego z rodziną swojej przyjaciółki. Dziewczynki wybrały się rowerami nad jezioro, po drodze zastała je burza i popełniły błąd, chowając się pod drzewem. Piorun uderzył w pień, zabijając Jessicę, podczas gdy jej przyjaciółka wyszła z tego bez szwanku. Doznała jednak tak wielkiego szoku, że udając się do domu po pomoc, zapomniała, że miała ze sobą rower, i przebiegła całą drogę. Gdy na miejsce wypadku wreszcie dotarła karetka, Jessica była martwa.
Bodil i Östena ogarnęła rozpacz. Co gorsza, Bodil wbiła sobie do głowy, że Jessica wróciłaby do domu cała i zdrowa, gdyby rodzice przyjaciółki nie okazali się tak nierozważni. Uważała, że powinni byli przewidzieć nadejście burzy i zatrzymać dziewczynki w domu. Niestety wykrzyczała to w twarz tym zszokowanym, obciążonym wyrzutami sumienia ludziom. Östen próbował ją powstrzymać, ale Bodil nie dało się opanować. Na dobitkę wypomniała przyjaciółce swojej córki, że nie sprowadziła pomocy na czas. Lekarz, który stwierdził zgon Jessiki, orzekł, że dziewczynka zginęła na miejscu, lecz Bodil nie chciała tego słuchać. Potrzebowała kogoś, kogo mogła obarczyć winą. Ona i Jessica były sobie bardzo bliskie i po śmierci córki Bodil prawie rok spędziła na zwolnieniu lekarskim. W tym czasie Östen musiał nie tylko radzić sobie ze swoim żalem sam, ale również dźwigać żałobę Bodil, przybierającą nieraz takie formy, że poważnie się obawiał o stan jej zdrowia psychicznego. Czuł się też zobowiązany łagodzić ból rodziny, którą Bodil uczyniła kozłem ofiarnym. Setki razy próbował przekonywać swoją żonę, że śmierć Jessiki była nieszczęśliwym wypadkiem i nie można o nią nikogo obwiniać. Owszem, jemu również przemknęło przez myśl, że rodzice przyjaciółki ich córki powinni byli sprawdzić prognozę pogody i zatrzymać dziewczynki w domu. Ale jeśli miałby być całkiem szczery, nie wiedział na pewno, czy sam by to zrobił na ich miejscu. Jeden jedyny raz, gdy zapytał Bodil, czy ona by tę prognozę sprawdziła, wpadła w dziki szał.
Po chwili drzwi wejściowe się otworzyły, Bodil wróciła do kuchni i usiadła przy stole. Ugryzła kęs kanapki, wyjęła z ust kawałek pancerzyka krewetki i odłożyła go na spodek. Potem westchnęła i znów napełniła swój kieliszek. Zgarbiła się lekko, ale za moment znów się wyprostowała.
- Sprawdzałeś w gazecie, czy jest dziś coś ciekawego do obejrzenia w telewizji? - zapytała nagle takim tonem, jakby całkiem zapomniała o rozmowie sprzed chwili.
- Nie, ale możemy sprawdzić.
Östen wstał i przyniósł do kuchni najświeższe wydanie "Tidningen ?ngermanland". Chwilę później ustalili, że obejrzą film, na który Östen tak naprawdę wcale nie miał ochoty. Wiedział jednak, że lepiej pozwolić zdecydować Bodil, choć i tak uśnie w połowie. Robiła tak w każdy weekend.