Okropny Maciuś wariuje z radości. Tom 7 - Małgorzata Strękowska-Zaremba

Kup ebooka

19.90 zł
16.52 zł (13,93 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ma­ciuś nie wie, po co się obu­dził

Był so­bie Okropny Ma­ciuś. Miał nie­bie­skie oczy, krę­cone włosy i za­darty nos. Miał mamę Sa­binę, tatę Se­ba­stiana, młod­szą sio­strę Mi­cha­się i psa Pi­rata. A Mi­cha­sia miała koty Mruczki. Ma­ciu­siem i Mi­cha­sią opie­ko­wała się Na­molna Nia­nia.

Ma­ciuś już od paru dni nie­cier­pli­wie wy­pa­try­wał śniegu. Prze­cież wkrótce przyjdą święta. Te z cho­inką i ze Świę­tym Mi­ko­ła­jem. Co to za święta bez śniegu? Ma­ciuś chciał mieć śnieg, i to już!

- Śpią w tej śnie­gowni? Ta­tu­siu, zrób coś! - za­żą­dał od taty Se­ba­stiana.

Tata po­dra­pał się za uchem. I ni­czego wię­cej nie zro­bił.

A to le­ni­wiec ka­na­powy! Ma­ciuś miał mu to za złe. Po­skar­żył się ma­mie Sa­bi­nie. Mama dała mu lor­netkę.

Ma­ciuś pa­trzył przez nią w niebo. Aż do wie­czora. Ale śniegu nie wy­pa­trzył. Po­szedł spać w okrop­nym hu­mo­rze.

Obu­dził się w środku nocy. Bez żad­nego po­wodu.

- Śpij, ku­rza stopa! - po­le­cił so­bie.

Nie­stety, nie mógł za­snąć. Za­czął się więc za­sta­na­wiać, kto go obu­dził.

Pi­rat? Koty Mi­chaśki? Mi­lutka aż do obrzy­dze­nia sio­stra?

Nie. Oni spali mocno. No więc kto? Czyżby obu­dził sam sie­bie?

- Ty bał­wa­nie bez nosa! - burk­nął ro­ze­źlony.

I zro­biło mu się nie­przy­jem­nie. Głu­pio tak na­zwać same sie­bie bał­wa­nem bez nosa. Wes­tchnął i wstał z łóżka.

W domu było ci­cho. Wszy­scy spali. Nie mu­sieli się za­sta­na­wiać, dla­czego zbu­dzili się w środku nocy. A Ma­ciuś mu­siał.

To było nie­spra­wie­dliwe. Ma­ciuś pod­szedł do łóżka Mi­chasi. Uszczyp­nął ją w po­li­czek.

- Dla­czego się obu­dzi­łem? - za­py­tał.

Mi­cha­sia prze­krę­ciła się na bok, pupą do Ma­ciu­sia. I spała da­lej.

Na­chmu­rzony Ma­ciuś po­szedł do po­koju niani.

Nia­nia też spała. I to jak! War­czała i pru­fała: "Prufff!", jakby miała sil­nik w buzi. Ma­ciuś po­czuł złość. Nia­nia śpi jak niedź­wiedź w zi­mie, a on nie!

Wziął gę­sie piórko. Aku­rat le­żało na po­duszce. Po­ła­sko­tał nim nia­nię w nos.

- Dla­czego się obu­dzi­łem? - za­py­tał.

Nia­nia po­tarła nos lewą ręką. Chrząk­nęła. Ale nie od­po­wie­działa. Spała na­dal.

No coś ta­kiego! Ma­ciuś po­sta­no­wił uka­rać nia­nię za ta­kie spa­nie. Na­chy­lił się i wkrę­cił jej piórko w dziurkę od nosa.

Nia­nia umil­kła na chwilę. A po­tem po­de­rwała głowę.

I jak nie kich­nie!

A PSIK!

Kich­nęła wprost na Ma­ciu­sia. Opluła go na­wet za uszami.

Do stu pio­ru­nów! Ma­ciuś chciał wrza­snąć z obu­rze­nia. Ale nie wrza­snął. Bo się zdzi­wił. Nia­nia po­ło­żyła głowę na po­duszce i spała da­lej.

Nie obu­dziła się!

"Co jej jest?" - Ma­ciuś się za­nie­po­koił.

Coś dziw­nego działo się w jego domu. Spała Mi­cha­sia. I nia­nia. Spał Pi­rat, cho­ciaż zwy­kle bu­dził się ra­zem z Ma­ciu­siem. Spały Mruczki. A prze­cież ich mi­ska była pełna. Do­tąd spały tylko przy pu­stej mi­sce.

Ma­ciuś po­szedł do sy­pialni ro­dzi­ców.

- Dla­czego się obu­dzi­łem? - za­py­tał.

Miał jesz­cze na­dzieję, że mu od­po­wie­dzą. Ale nic ta­kiego się nie stało. Oni też spali!

- To jest strasz­nie dziwne - po­wie­dział Ma­ciuś. I usiadł na no­gach mamy.

- Zwie­waj, Pi­rat - mruk­nęła mama. Na­cią­gnęła koł­drę na głowę i za­chra­pała.

Ma­ciuś spo­cił się z nie­po­koju.

"Oni się nie obu­dzą!" - taka myśl przy­szła mu do głowy. I w niej zo­stała.

Wresz­cie zro­zu­miał, dla­czego obu­dził sa­mego sie­bie. Musi zbu­dzić cho­ciaż mamę i tatę. Prze­cież święta ze śpiącą ro­dziną są gor­sze od świąt bez śniegu!

Ma­ciuś po­czuł się jak Su­per­man przed ak­cją.

Za­dzwo­nił do dziadka Mi­chała.

- Kurka wodna, to ty? - wy­mam­ro­tał za­spany dzia­dek.

Ma­ciuś nie dał mu czasu na wy­py­ty­wa­nie. Sam za­py­tał:

- Co zro­bić, żeby się obu­dzić i nie za­snąć?! Mów, dziadku Mi­chałku, tylko szybko!

- Wziąć zimny prysz­nic - ziew­nął dzia­dek. - Ale rano, nie te­raz! - za­strzegł.

Ma­ciuś nie usły­szał. Biegł już do ła­zienki. Wy­szarp­nął z uchwytu wąż od prysz­nica. Po­trą­cił nim ku­rek w kra­nie. Lo­do­wata woda try­snęła z wielką siłą. Ob­lała Ma­ciu­sia od głowy po pięty.

- Psia ość! - Ma­ciuś za­drżał z zimna.

Nie­stety wąż od prysz­nica był za krótki. Nie się­gnął do sy­pialni. Ro­dzice wciąż spali jak niedź­wie­dzie.

Ma­ciuś po­biegł do kuchni po dzba­nek. Na­brał lo­do­wa­tej wody.

CHLUST! Chlu­snął na tatę.

CHLUST! Chlu­snął na mamę.

Ro­dzice obu­dzili się na­tych­miast. Otwo­rzyli oczy sze­rzej niż zwy­kle.

- To ty?! - za­chry­piała mama.

- Nie wi­dać? - zdzi­wił się Ma­ciuś. Bo prze­cież księ­życ oświe­tlał cały po­kój. A okno było od­sło­nięte.

Ma­ciuś spoj­rzał w okno, żeby po­ka­zać ro­dzi­com księ­życ. I za­drżał. Ze szczę­ścia. Za oknem sy­pał gę­sty biały śnieg.

- Kurka wodna, chyba zwa­riuję z ra­do­ści! - wy­krzyk­nął za­chwy­cony.

Nie­stety, tata i mama nie byli za­chwy­ceni. Za­ka­zali Ma­ciu­siowi wa­rio­wać aż do rana.

Psia ość!