Maciuś rozmawia z kaftanikiem
Był sobie Okropny Maciuś. Miał niebieskie oczy, kręcone włosy i zadarty nos. Miał mamę Sabinę, tatę Sebastiana, młodszą siostrę Michasię i psa Pirata. A Michasia miała koty Mruczki. Maciusiem i Michasią opiekowała się Namolna Niania.
Niania czekała na telefon od swojego narzeczonego. Ale narzeczony nie dzwonił i nie odbierał telefonu od niani.
- Coś się stało - martwiła się niania.
- Utopił się w błocie! Spadł z pięćdziesiątego piętra na beton! Zjadły go głodne muchy! Uderzył głową o latarnię! Porwali go kosmici! Wszedł na minę! Wpadł do basenu z piraniami! Rozszarpały go różowe pantery!... - wyliczał Maciuś.
- Nazywam się Michasia, jestem małą... - przerwała mu milutka Michasia.
- Cicho bądź - Maciuś zwrócił uwagę siostrze.
Michasia uczyła się roli wróżki. Dwa razy w tygodniu chodziła do klubiku. Miała tam zagrać wróżkę w przedstawieniu o dobrej wróżce. Była tym bardzo przejęta.
- Nie mogę cicho - stwierdziła. I nie posłuchała brata. - Nazywam się Mi...
- O ludzie! Każdy wie, jak się nazywasz! Nawet ty! Narzeczonego niani przejechał szalony tramwaj! A ty gadasz i gadasz! - rozgniewał się Maciuś.
- Przestań, Maciusiu, przerażasz mnie - przerwała mu zatroskana niania.
Postanowiła pójść do babci Józia, Marceliny Mruk. Sąsiadka umiała wróżyć z kart. Niania chciała ją zapytać o narzeczonego. Zabrała ze sobą Michasię i Maciusia.
Pani Marcelina Mruk siedziała w kuchni. Robiła na drutach ciepły kaftan dla jamnika Kacperka. Z czerwonej włóczki. Odłożyła włóczkę i druty do koszyka. Poszła z nianią do pokoju. Wyjęła karty do wróżenia.
Maciuś przyglądał się jej ciekawie. I Józio się przyglądał. I Michasia. I spasiony jamnik.
Babcia Józia założyła na nos okulary.
- Dziś są andrzejki. To dzień wróżb i czarów. Wróżby andrzejkowe spełniają się w stu procentach! - stwierdziła z przekonaniem.
Rozłożyła karty na stole. Przyjrzała się im. Zrobiła bardzo ważną minę.
- Nic się nie stało pani narzeczonemu. Teraz nie może zadzwonić. Zrobi to wieczorem - powiedziała chwilę później.
- Karty tak mówią? - upewniła się niania.
- Tak mówią karty! - potwierdziła pani Marcelina.
Maciuś przyłożył kartę do ucha. Jedną. Drugą. Trzecią.
- Do mnie nic nie mówią - zdziwił się.
- Tylko do babci mówią! - pouczył go Józio. I zaraz poprosił: - Teraz mnie powróż, babciu.
Babcia Marcelina potasowała karty i rozłożyła na stoliku.
- Wkrótce dostaniesz to, o co prosiłeś. WŁASNE ZWIERZĄTKO! - oznajmiła radośnie.
"Józio dostanie własne zwierzątko!". Maciuś poczuł wielką zazdrość. Miał już psa Pirata, ale Piratowi przydałby się psi kolega. Pirat ganiałby jednego kota Michasi, a nowy pies drugiego.
- Teraz niech pani mnie powróży - poprosił Maciuś. I usiadł przy stole. - Trzeba mi wywróżyć tak: jeszcze jednego psa, klocki lego, nową hulajnogę, rower, motorynkę, telefon, komputer!
- Zobaczymy - powiedziała krótko babcia Józia.
Ponownie rozłożyła karty na stole. Popatrzyła. Uśmiechnęła się tajemniczo. I klasnęła z zadowolenia.
- Karty mówią, że Maciuś się zakocha! - ogłosiła wesołym głosem. - Zakocha się w blondynce z lekkim zezem i ubytkiem w uzębieniu!
Maciuś aż usiadł z wrażenia.
- Durne karty! - bąknął. Poczuł złość na karty i na babcię Józia. Wstał z krzesła. Wziął się pod boki. - Niech pani powie coś innego! - zażądał.
- Nie da się cofnąć wróżb, Maciusiu. Zakochasz się w blondynce z lekkim zezem i ubytkiem w uzębieniu. Znasz taką? - spytała roześmiana Marcelina.
Maciuś był bardzo rozgniewany. Dlatego nie odpowiedział. Wyręczył go Józio.
- Maciuś zna jedną blondynkę z lekkim zezem. Nazywa się Julka. Chodzi z nami do pierwszej klasy - powiedział.
Zdenerwowany Maciuś wykrzyknął:
- W nikim się nie zakocham!
I uciekł do kuchni.
Za nim przyszedł Józio.
Naburmuszony Maciuś nawet na niego nie spojrzał. Siedział na ławie pod ścianą. Obok niego stał koszyk. W koszyku leżał czerwony kaftanik Kacperka. Niedokończony, bo brakowało kołnierza.
- Uwierz, Maciusiu. Wróżby babci zawsze się spełniają. Dostanę zwierzątko, a ty się zakochasz. Koniec, kropka - westchnął Józio.
Współczuł Maciusiowi. Ale chciał dostać zwierzątko, dlatego wierzył we wróżby babci.
- Nie wierzę kartom, które gadają tylko z twoją babcią. Trzeba być chyba zaślinionym wielorybem, żeby w to wierzyć - Maciuś szarpnął czerwoną nitkę. Bo zwisała z koszyka.
- Uważaj, Maciusiu. Sprujesz kaftanik Kacperka - ostrzegł go Józio.
Maciusiowi zalśniły oczy. Postanowił ukarać panią Marcelinę za jej wróżby.
- Jak się pruje kaftaniki Kacperka? To bardzo trudne? - zapytał niewinnie.
- Nie wiesz tego? - zdziwił się Józio. - O, tak!
Józio wyjął z kaftanika drut do robótek ręcznych. Na tym drucie zaczepiona była czerwona nitka. Pociągnął za nitkę. Raz, drugi, trzeci.
- Już wiesz, jak pruje się kaftaniki? - upewnił się.
- Jeszcze nie wiem - odparł Maciuś.
Józio ziewnął, ale pokazał koledze, jak spruć cały kaftanik.
Wtem ktoś stanął w drzwiach.
- Co tu tak cicho? - spytała babcia Józia. I zaraz złapała się za kok na głowie.
- Kaftanik powiedział, żeby go spruć. Tylko ja go słyszałem - rzekł z dumą Maciuś.
I na chwilę nawet poweselał.