Okropny Maciuś łapie gulgokura. Tom 3 - Małgorzata Strękowska-Zaremba

Kup ebooka

19.90 zł
16.52 zł (13,93 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ma­ciuś cie­szy się naj­bar­dziej na świe­cie

Był so­bie Okropny Ma­ciuś. Miał nie­bie­skie oczy i za­darty nos. Jego włosy były kie­dyś krót­kie jak za­pałka. To wła­śnie wtedy zo­stał sze­fem stra­ża­ków. Ale włosy uro­sły i Ma­ciu­siowi ode­chciało się ga­sić po­żary. Roz­wią­zał więc dru­żynę stra­żacką.

Ma­ciuś miał mamę Sa­binę, tatę Se­ba­stiana, młod­szą sio­strę Mi­cha­się i psa Pi­rata. A Mi­cha­sia miała koty Mruczki. Ma­ciu­siem i Mi­cha­sią opie­ko­wała się Na­molna Nia­nia.

Za­częły się wa­ka­cje. Ma­ciuś cie­szył się z tego naj­bar­dziej na świe­cie. W wa­ka­cje wy­je­dzie tylko z ro­dzi­cami do gę­stego lasu. Ro­dzice nie znają się na pil­no­wa­niu Ma­ciu­sia tak do­brze jak nia­nia. Ma­ciuś bę­dzie w le­sie ro­bił, co ze­chce. Bę­dzie wcho­dził na drzewa i pluł z góry. I bę­dzie spraw­dzał na sto­pe­rze, ile czasu ślina leci na zie­mię. I bę­dzie rzu­cał szysz­kami w Mi­cha­się.

- Mruczki zo­staną u dziad­ków. - Mama Sa­bina tłu­ma­czyła Mi­chasi, że nie może wziąć ko­tów na wa­ka­cje do gę­stego lasu.

- Beee... - Mi­cha­sia się roz­be­czała.

- Nie becz jak owca! Owiec też nie weź­miemy na wa­ka­cje! - znie­cier­pli­wił się Ma­ciuś. Ale ta fon­tanna za­łza­wiona Mi­cha­sia roz­pła­kała się jesz­cze gło­śniej.

- Tato! Ja się cie­szę naj­bar­dziej na świe­cie, a Mi­chaśka mi prze­szka­dza -po­skar­żył się ta­cie Se­ba­stia­nowi. Tata jed­nak wcale się nie prze­jął. W do­datku upo­mniał Ma­ciu­sia:

- Ma­ciu­siu, nie do­ku­czaj Mi­chasi!

- Ku­rza stopa! - mruk­nął Ma­ciuś i się na­bur­mu­szył.

- Idę do Jó­zia cie­szyć się naj­bar­dziej na świe­cie! U niego nikt nie bę­dzie mi prze­szka­dzał - po­wie­dział z pre­ten­sją w gło­sie.

Po chwili dzwo­nił już do drzwi Jó­zia.

DZYŃ! DZYŃ!

Drzwi otwo­rzyła bab­cia Jó­zia, Mar­ce­lina Mruk. Pod pa­chą trzy­mała dużą do­nicę z kwiat­kiem. Za bab­cią stał Jó­zio.

- Bab­cia do­stała kwia­tek na uro­dziny! Bo mamy go­ści! - oznaj­mił Jó­zio.

- Piękny, prawda? - Mar­ce­lina Mruk po­trzą­snęła kwiat­kiem, aż za­sze­le­ściły drobne listki. I aż wzbiły kurz w ko­ry­ta­rzu.

- A psik! - Ma­ciuś kich­nął na bab­cię Jó­zia. - Od kogo ta za­ku­rzona ro­ślina? - za­py­tał.

Mar­ce­lina Mruk zmarsz­czyła brwi.

- Przy­sze­dłeś uga­sić po­żar? - od­po­wie­działa py­ta­niem na py­ta­nie.

Ma­ciu­siowi się to nie spodo­bało. Ale wy­ja­śnił grzecz­nie:

- Nie ga­szę po­ża­rów. Już nie je­stem stra­ża­kiem.

- To kim te­raz je­steś? - chciała wie­dzieć bab­cia Jó­zia.

"A to za­py­tajka z kwiat­kiem pod pa­chą!" - po­my­ślał Ma­ciuś.

- Dziec­kiem je­stem. Nie wi­dać? Trzeba aż py­tać i py­tać? - zdzi­wił się szcze­rze. I przy­po­mniał so­bie, że przy­szedł cie­szyć się naj­bar­dziej na świe­cie. - Jadę na wa­ka­cje! Będę spał w le­sie! Zo­ba­czę wilki! Lisy! Za­jące! Ko­nie! Sło­nie! - po­dzie­lił się swoją ra­do­ścią z pa­nią Mar­ce­liną.

- Ee, nasz Jó­zio wi­dział już wilki, lisy, za­jące, ko­nie i sło­nie w zoo. - Bab­cia Jó­zia lek­ce­wa­żąco wy­dęła wargi.

Ma­ciuś się roz­zło­ścił.

- A ja...! A ja...! Ja zo­ba­czę gul­go­kura! A Jó­zio gul­go­kura nie wi­dział! Bo w zoo go nie mają! - wy­krzyk­nął bez za­sta­no­wie­nia.

- Ma­ciuś go zła­pie i przy­wie­zie! - uzu­peł­nił Jó­zio, po­nie­waż wie­rzył, że Ma­ciuś wszystko po­trafi.

Pani Mar­ce­lina wzru­szyła ra­mio­nami.

- Niech go so­bie ła­pie. Byle wy­je­chał jak naj­da­lej stąd - po­wie­działa.

- Zła­pię i przy­wiozę! - po­twier­dził ro­ze­źlony Ma­ciuś. I prze­stał cie­szyć się naj­bar­dziej na świe­cie.

Skąd on weź­mie gul­go­kura? Na­wet nie wie, jak coś ta­kiego wy­gląda.

Psia ość...

To wszystko przez bab­cię Jó­zia! Ma­ciuś naj­chęt­niej wsa­dziłby pa­nią Mar­ce­linę w ra­kietę i wy­słał na księ­życ. Jed­nak nie miał ra­kiety. Po­sta­no­wił więc ze­psuć star­szej pani hu­mor. Żeby było spra­wie­dli­wie.

- Mogę wresz­cie wejść? - za­py­tał.

- Wejdź. Tylko nie na­ma­wiaj Jó­zia do złego - za­strze­gła są­siadka. Po­sta­wiła kwiat w ko­ry­ta­rzu obok lu­stra. I za­mknęła się w sa­lo­nie ra­zem z go­śćmi.

Ma­ciuś wła­śnie na to cze­kał.

- Jó­ziu, nie będę na­ma­wiał cię do złego. Na­mó­wię cię do do­brego. Zro­bimy two­jej babci uro­dzi­nową nie­spo­dziankę - wy­ja­śnił Ma­ciuś. - Umiesz włą­czyć od­ku­rzacz? - za­py­tał.

Jó­zio umiał włą­czyć od­ku­rzacz. I dał się na­mó­wić do do­brego. Po­dał Ma­ciu­siowi rurę do od­ku­rza­cza. I na­wet sam wci­snął włącz­nik.

FRY! FRY!

Aż za­fur­czało w ru­rze. Za­fur­czały w niej li­ście z kwiatka pani Mar­ce­liny. Bo Ma­ciuś od­ku­rzył kwia­tek. Od­ku­rzacz zdarł li­ście z ga­łą­zek i wcią­gnął je do środka. W tym mo­men­cie drzwi sa­lonu otwo­rzyły się na oścież.

- Co wy ro­bi­cie?! - za­wo­łała pi­skli­wym gło­sem pani Mar­ce­lina.

- Od­ku­rzamy! Nie wi­dać?! - Ma­ciuś prze­krzy­czał war­kot od­ku­rza­cza. - To pre­zent dla pani! Kwia­tek bez li­ści nie bę­dzie się ku­rzył! Na li­ściach zbiera się naj­wię­cej ku­rzu! Le­piej, żeby ich nie było!

- Już ja cię od­ku­rzę! - wark­nęła gło­śniej od od­ku­rza­cza bab­cia Jó­zia. I sko­czyła w stronę Ma­ciu­sia.

CHAP! Od­ku­rzacz we­ssał do rury rą­bek spód­nicy.

TRACH! Od­ku­rzacz od­darł ze spód­nicy cały przód.

- Psia ość - zmar­twił się Ma­ciuś. Wcale nie za­mie­rzał od­ku­rzyć babci Jó­zia.

- Bez spód­nicy bę­dzie pani chłod­niej - po­cie­szył są­siadkę.

Mar­ce­lina Mruk nie dała się po­cie­szyć.

- Ty okropny chło­paku! Nie chcę cię wię­cej wi­dzieć! - krzyk­nęła.

Ma­ciuś odło­żył rurę od­ku­rza­cza.

- Nie zo­ba­czy mnie pani. Prze­cież mó­wi­łem, że wy­jeż­dżam na wa­ka­cje. Trzeba słu­chać uważ­nie, pro­szę pani - po­wie­dział bar­dzo spo­koj­nie. Od­wró­cił się na pię­cie i wy­szedł.

Nie zło­ścił się na Mar­ce­linę Mruk. Spo­tkała ją za­słu­żona kara, więc Ma­ciu­siowi wró­cił do­bry hu­mor.

A gul­go­kura na pewno znaj­dzie. Prze­cież wa­ka­cje są bar­dzo dłu­gie.

Co­py­ri­ght ? by Mał­go­rzata Strę­kow­ska-Za­remba, 2024

Co­py­ri­ght ? by Vir­tu­alo, 2024

Redakcja: Kamila Kowalczyk

Ko­rekta: Mo­nika Ka­licka, Mag­da­lena Gonta-Bier­nat / To Się Wyda

Skład i ła­ma­nie: Ka­ta­rzyna Mróz-Ja­skuła

Pro­jekt okładki: Be­ata Woź­niak

Wy­da­nie II

War­szawa 2024

ISBN 978-83-272-8590-4

Książka jest objęta ochroną prawa autorskiego. Wszelkie udostępnianie osobom trzecim, upowszechnianie i upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Virtualo Sp. z o.o.

ul. Mar­szał­kow­ska 104/122

00-017 War­szawa

www.vir­tu­alo.pl

Chcesz wy­dać książkę lub au­dio­book? Wejdź na vir­tu­alo.eu lub na­pisz do nas na ad­res: re­dak­cja@vir­tu­alo.pl.

Zobacz nas na