Maciuś cieszy się najbardziej na świecie
Był sobie Okropny Maciuś. Miał niebieskie oczy i zadarty nos. Jego włosy były kiedyś krótkie jak zapałka. To właśnie wtedy został szefem strażaków. Ale włosy urosły i Maciusiowi odechciało się gasić pożary. Rozwiązał więc drużynę strażacką.
Maciuś miał mamę Sabinę, tatę Sebastiana, młodszą siostrę Michasię i psa Pirata. A Michasia miała koty Mruczki. Maciusiem i Michasią opiekowała się Namolna Niania.
Zaczęły się wakacje. Maciuś cieszył się z tego najbardziej na świecie. W wakacje wyjedzie tylko z rodzicami do gęstego lasu. Rodzice nie znają się na pilnowaniu Maciusia tak dobrze jak niania. Maciuś będzie w lesie robił, co zechce. Będzie wchodził na drzewa i pluł z góry. I będzie sprawdzał na stoperze, ile czasu ślina leci na ziemię. I będzie rzucał szyszkami w Michasię.
- Mruczki zostaną u dziadków. - Mama Sabina tłumaczyła Michasi, że nie może wziąć kotów na wakacje do gęstego lasu.
- Beee... - Michasia się rozbeczała.
- Nie becz jak owca! Owiec też nie weźmiemy na wakacje! - zniecierpliwił się Maciuś. Ale ta fontanna załzawiona Michasia rozpłakała się jeszcze głośniej.
- Tato! Ja się cieszę najbardziej na świecie, a Michaśka mi przeszkadza -poskarżył się tacie Sebastianowi. Tata jednak wcale się nie przejął. W dodatku upomniał Maciusia:
- Maciusiu, nie dokuczaj Michasi!
- Kurza stopa! - mruknął Maciuś i się naburmuszył.
- Idę do Józia cieszyć się najbardziej na świecie! U niego nikt nie będzie mi przeszkadzał - powiedział z pretensją w głosie.
Po chwili dzwonił już do drzwi Józia.
DZYŃ! DZYŃ!
Drzwi otworzyła babcia Józia, Marcelina Mruk. Pod pachą trzymała dużą donicę z kwiatkiem. Za babcią stał Józio.
- Babcia dostała kwiatek na urodziny! Bo mamy gości! - oznajmił Józio.
- Piękny, prawda? - Marcelina Mruk potrząsnęła kwiatkiem, aż zaszeleściły drobne listki. I aż wzbiły kurz w korytarzu.
- A psik! - Maciuś kichnął na babcię Józia. - Od kogo ta zakurzona roślina? - zapytał.
Marcelina Mruk zmarszczyła brwi.
- Przyszedłeś ugasić pożar? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Maciusiowi się to nie spodobało. Ale wyjaśnił grzecznie:
- Nie gaszę pożarów. Już nie jestem strażakiem.
- To kim teraz jesteś? - chciała wiedzieć babcia Józia.
"A to zapytajka z kwiatkiem pod pachą!" - pomyślał Maciuś.
- Dzieckiem jestem. Nie widać? Trzeba aż pytać i pytać? - zdziwił się szczerze. I przypomniał sobie, że przyszedł cieszyć się najbardziej na świecie. - Jadę na wakacje! Będę spał w lesie! Zobaczę wilki! Lisy! Zające! Konie! Słonie! - podzielił się swoją radością z panią Marceliną.
- Ee, nasz Józio widział już wilki, lisy, zające, konie i słonie w zoo. - Babcia Józia lekceważąco wydęła wargi.
Maciuś się rozzłościł.
- A ja...! A ja...! Ja zobaczę gulgokura! A Józio gulgokura nie widział! Bo w zoo go nie mają! - wykrzyknął bez zastanowienia.
- Maciuś go złapie i przywiezie! - uzupełnił Józio, ponieważ wierzył, że Maciuś wszystko potrafi.
Pani Marcelina wzruszyła ramionami.
- Niech go sobie łapie. Byle wyjechał jak najdalej stąd - powiedziała.
- Złapię i przywiozę! - potwierdził rozeźlony Maciuś. I przestał cieszyć się najbardziej na świecie.
Skąd on weźmie gulgokura? Nawet nie wie, jak coś takiego wygląda.
Psia ość...
To wszystko przez babcię Józia! Maciuś najchętniej wsadziłby panią Marcelinę w rakietę i wysłał na księżyc. Jednak nie miał rakiety. Postanowił więc zepsuć starszej pani humor. Żeby było sprawiedliwie.
- Mogę wreszcie wejść? - zapytał.
- Wejdź. Tylko nie namawiaj Józia do złego - zastrzegła sąsiadka. Postawiła kwiat w korytarzu obok lustra. I zamknęła się w salonie razem z gośćmi.
Maciuś właśnie na to czekał.
- Józiu, nie będę namawiał cię do złego. Namówię cię do dobrego. Zrobimy twojej babci urodzinową niespodziankę - wyjaśnił Maciuś. - Umiesz włączyć odkurzacz? - zapytał.
Józio umiał włączyć odkurzacz. I dał się namówić do dobrego. Podał Maciusiowi rurę do odkurzacza. I nawet sam wcisnął włącznik.
FRY! FRY!
Aż zafurczało w rurze. Zafurczały w niej liście z kwiatka pani Marceliny. Bo Maciuś odkurzył kwiatek. Odkurzacz zdarł liście z gałązek i wciągnął je do środka. W tym momencie drzwi salonu otworzyły się na oścież.
- Co wy robicie?! - zawołała piskliwym głosem pani Marcelina.
- Odkurzamy! Nie widać?! - Maciuś przekrzyczał warkot odkurzacza. - To prezent dla pani! Kwiatek bez liści nie będzie się kurzył! Na liściach zbiera się najwięcej kurzu! Lepiej, żeby ich nie było!
- Już ja cię odkurzę! - warknęła głośniej od odkurzacza babcia Józia. I skoczyła w stronę Maciusia.
CHAP! Odkurzacz wessał do rury rąbek spódnicy.
TRACH! Odkurzacz oddarł ze spódnicy cały przód.
- Psia ość - zmartwił się Maciuś. Wcale nie zamierzał odkurzyć babci Józia.
- Bez spódnicy będzie pani chłodniej - pocieszył sąsiadkę.
Marcelina Mruk nie dała się pocieszyć.
- Ty okropny chłopaku! Nie chcę cię więcej widzieć! - krzyknęła.
Maciuś odłożył rurę odkurzacza.
- Nie zobaczy mnie pani. Przecież mówiłem, że wyjeżdżam na wakacje. Trzeba słuchać uważnie, proszę pani - powiedział bardzo spokojnie. Odwrócił się na pięcie i wyszedł.
Nie złościł się na Marcelinę Mruk. Spotkała ją zasłużona kara, więc Maciusiowi wrócił dobry humor.
A gulgokura na pewno znajdzie. Przecież wakacje są bardzo długie.