Okres Próbny Brzmi Jak Egzamin z Bycia Człowiekiem - Jak ustalić oczekiwania na pierwsze miesiące, zbierać feedback i pokazywać postęp bez analizowania każdego "masz chwilę?" jak wyroku komisji - Max Paradox
29.99 zł

29.99 zł

Reflow text when sidebars are open.
Jest wtorek, godzina 10:17. Dopiero zaczynasz rozumieć, gdzie w nowej firmie przechowuje się dokumenty, dlaczego trzy osoby mają niemal identyczne stanowiska i kto właściwie zatwierdza rzeczy, które według procedury zatwierdzać powinien ktoś zupełnie inny. Nagle na komunikatorze pojawia się wiadomość od przełożonego: "Masz chwilę?". Dwa słowa. Dziesięć liter i znak zapytania. A twój mózg, zamiast odpowiedzieć "Jasne", natychmiast uruchamia nadzwyczajne posiedzenie komisji do spraw twojej przyszłości zawodowej. Czy coś zepsułeś? Czy ktoś złożył skargę? Czy poniedziałkowy żart o ekspresie do kawy był jednak zbyt odważny? Może właśnie odkryto, że podczas rekrutacji powiedziałeś "bardzo dobrze znam Excela", chociaż nie potrafisz bez internetu wyjaśnić działania funkcji WYSZUKAJ.PIONOWO? Po trzech minutach dowiadujesz się, że szef chciał tylko zapytać o termin spotkania. Możesz odetchnąć. Przynajmniej do następnego "masz chwilę?".
Witaj na okresie próbnym, czyli etapie kariery, podczas którego zwykłe sytuacje zawodowe potrafią nabrać znaczenia godnego rozprawy sądowej. Każde milczenie po wysłanym raporcie może wyglądać jak rozczarowanie. Każda poprawka jak ostrzeżenie. Każde zaproszenie do kalendarza bez opisu jak wezwanie na przesłuchanie. Tymczasem okres próbny powinien być przede wszystkim czasem wzajemnego poznawania oczekiwań, możliwości i sposobu współpracy. Firma sprawdza, czy potrafisz wykonywać zadania i odnaleźć się w jej środowisku, a ty sprawdzasz, czy rzeczywistość odpowiada temu, co obiecywano podczas rekrutacji. Niestety, ludzie często zapominają o tej drugiej części. Zachowują się tak, jakby pracodawca był komisją egzaminacyjną, a oni kandydatami do uzyskania certyfikatu pełnowartościowego człowieka.
Problem zaczyna się zwykle od oczekiwań, których nikt porządnie nie ustalił. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej słyszysz, że liczy się samodzielność, ale później okazuje się, że ważniejsze decyzje trzeba konsultować. Masz wykazywać inicjatywę, lecz nie wychodzić poza ustalone procedury. Zadawać pytania, ale nie za dużo. Działać szybko, ale bez błędów. Współpracować ze wszystkimi, jednocześnie dowożąc własne cele. Gdyby podobne wymagania dotyczyły samochodu, oczekiwano by zapewne, że będzie jednocześnie sportowy, rodzinny, oszczędny, terenowy i zdolny do samodzielnego znalezienia miejsca parkingowego pod biurem. Człowiek jednak często przyjmuje taki zestaw oczekiwań bez protestu, bo przecież dopiero zaczyna i nie chce sprawiać trudności.
Właśnie dlatego tak wielu nowych pracowników próbuje przetrwać pierwsze miesiące metodą maksymalnego wysiłku i minimalnego zadawania pytań. Przychodzą wcześniej, wychodzą później, zgadzają się na wszystko i przepraszają nawet wtedy, gdy system informatyczny odmawia współpracy z całą ludzkością. Starają się wyglądać na osoby, które doskonale wiedzą, co robią, choć w rzeczywistości dopiero odkrywają, że firmowy skrót "PDR" oznacza coś zupełnie innego niż sugerowałaby logika. Takie zachowanie bywa zrozumiałą reakcją na niepewność, ale potrafi stworzyć poważną pułapkę. Zamiast uczyć się skutecznego wykonywania pracy, zaczynasz zarządzać wrażeniem, jakie wywierasz na innych. A to dwa zupełnie różne zajęcia, z których drugie może pochłonąć zaskakująco dużo energii.
Najbardziej męcząca jest przy tym nie sama ocena, ale niewiedza. Kiedy nie znasz kryteriów sukcesu, niemal wszystko może wydawać się kryterium porażki. Jeśli przełożony nie komentuje twojej pracy, nie wiesz, czy jest zadowolony, zajęty, czy po prostu uważa, że wszystko przebiega normalnie. Jeśli koleżanka poprawia dokument, zastanawiasz się, czy pomaga, czy właśnie zapisuje dowody do twojej teczki. Mózg nie lubi pustych miejsc w historii, więc chętnie wypełnia je własnym scenariuszem. Niestety, scenarzysta odpowiedzialny za zawodowe obawy rzadko pisze komedie romantyczne. Znacznie częściej produkuje thrillery, w których główny bohater traci pracę po niewłaściwym sformatowaniu tabeli.
Ta książka nie nauczy cię czytania w myślach przełożonego. To byłaby umiejętność wyjątkowo użyteczna, ale zapewne szybko doprowadziłaby do masowych zwolnień z własnej inicjatywy. Zamiast tego nauczysz się zamieniać niejasne oczekiwania na konkretne ustalenia. Dowiesz się, jak rozmawiać o priorytetach, odpowiedzialności, terminach i kryteriach dobrej pracy bez sprawiania wrażenia, że przesłuchujesz szefa pod lampą. Zobaczysz, dlaczego pytanie "Co powinno być gotowe pod koniec pierwszego miesiąca?" potrafi przynieść więcej korzyści niż dziesięć godzin zastanawiania się, czy inni uważają cię za kompetentną osobę. Będziemy też rozróżniać rzeczy, na które masz wpływ, od tych, których nie naprawisz nawet najbardziej imponującym zaangażowaniem.
Ważnym elementem będzie feedback, czyli informacja zwrotna, którą łatwo pomylić z oficjalnym wyrokiem dotyczącym całej swojej osobowości. Tymczasem dobra informacja zwrotna powinna dotyczyć konkretnych działań, ich rezultatów i możliwości poprawy. Zdanie "W tym raporcie brakuje porównania z poprzednim miesiącem" nie oznacza "Jesteś rozczarowaniem dla organizacji i wszystkich swoich przodków". Oznacza, że w raporcie brakuje porównania z poprzednim miesiącem. Oczywiście sposób przekazywania uwag bywa daleki od ideału, a niektórzy przełożeni potrafią nadać zwykłej korekcie atmosferę finałowego odcinka programu o przetrwaniu. Nauczymy się jednak oddzielać treść informacji od emocji, które jej towarzyszą, oraz zadawać pytania pozwalające ustalić, co rzeczywiście wymaga zmiany.
Przyjrzymy się również temu, jak pokazywać postęp, nie zamieniając każdego dnia w kampanię reklamową własnej osoby. Wykonana praca nie zawsze jest widoczna, szczególnie gdy polega na analizowaniu problemów, uczeniu się procesów albo zapobieganiu błędom, których nikt później nie zauważa. Możesz przez tydzień uporządkować skomplikowany sposób działania zespołu, a na spotkaniu powiedzieć jedynie "W sumie wszystko idzie dobrze". To trochę tak, jakby kucharz przygotował pięciodaniową kolację, a następnie opisał ją słowami "Coś tam podgrzałem". Nauczysz się przedstawiać rezultaty konkretnie i spokojnie, bez przesadnego chwalenia się oraz bez oczekiwania, że inni automatycznie domyślą się wartości twojej pracy.
Nie będziemy jednak udawać, że każda firma ma rozsądne wymagania, każdy szef potrafi zarządzać ludźmi, a każde nieporozumienie można rozwiązać elegancką rozmową przy kawie. Zdarzają się organizacje, w których cele zmieniają się szybciej niż hasła do firmowych systemów. Zdarzają się przełożeni, którzy oczekują samodzielności, lecz nie przekazują niezbędnych informacji. Bywa też, że osoba zatrudniona na okres próbny dostaje odpowiedzialność przekraczającą dostępny czas, narzędzia i uprawnienia. W takich sytuacjach potrzebujesz nie tylko umiejętności poprawiania własnej pracy, ale również rozpoznawania niejasnych zasad, dokumentowania ustaleń i podejmowania świadomych decyzji dotyczących dalszej współpracy. Twoim obowiązkiem nie jest naprawienie całej organizacji w ciągu pierwszych trzech miesięcy.
To również książka o rozsądnym podejściu do błędów. Pierwsze miesiące w nowym miejscu pracy niemal zawsze wymagają uczenia się rzeczy, których nie dało się poznać podczas rekrutacji. Pomyłka może oznaczać konieczność poprawy działania, dodatkowego szkolenia albo zmiany sposobu komunikacji. Nie musi automatycznie świadczyć o braku kompetencji. Ważne jest natomiast, jak reagujesz, co wyciągasz z sytuacji i czy potrafisz ograniczyć ryzyko jej powtórzenia. Będziemy szukać sposobów na przyjmowanie odpowiedzialności bez przyjmowania winy za wszystko, co wydarzyło się w promieniu pięciu metrów od twojego biurka.
Jeżeli jesteś osobą, która analizuje ton wiadomości służbowych, przygotowuje w głowie odpowiedzi na pytania, których nikt jeszcze nie zadał, albo wraca wieczorem do jednej uwagi ze spotkania, znajdziesz tu sporo znajomych sytuacji. Być może jesteś też przełożonym, który chce sensownie wprowadzać nowych ludzi do zespołu i zamiast atmosfery nieustannego egzaminu stworzyć warunki do uczciwej oceny współpracy. W obu przypadkach przyda się ta sama zasada: im bardziej konkretne są wzajemne oczekiwania, tym mniej miejsca pozostaje na zgadywanie. Nie zniknie cała niepewność, ale przestanie ona kierować każdą decyzją.
Nie obiecam ci, że po przeczytaniu tej książki okres próbny zawsze zakończy się podpisaniem kolejnej umowy. Na taki rezultat wpływają również decyzje i okoliczności pozostające poza twoją kontrolą. Możesz jednak zwiększyć przejrzystość współpracy, lepiej rozumieć otrzymywane informacje, pokazywać rzeczywiste osiągnięcia i wcześniej zauważać problemy, które wymagają rozmowy. A przede wszystkim przestać traktować każdą wiadomość od przełożonego jak zapowiedź katastrofy zawodowej. Bo kiedy następnym razem zobaczysz na ekranie "Masz chwilę?", być może odpowiesz po prostu "Tak, o co chodzi?", zamiast w trzydzieści sekund przeprowadzać w myślach własne postępowanie dyscyplinarne.
Okres próbny jest częścią pracy, a nie egzaminem z twojej wartości jako człowieka. Nie musisz być bezbłędny, wszechwiedzący ani wiecznie dostępny, żeby wykonywać swoje obowiązki odpowiedzialnie. Potrzebujesz jasności, informacji, możliwości uczenia się i odrobiny dystansu. Przyda się też poczucie humoru, szczególnie gdy podczas spotkania podsumowującego usłyszysz, że "generalnie jest dobrze, ale musimy jeszcze porozmawiać o kilku rzeczach". Spokojnie. Kilka rzeczy to jeszcze nie wyrok. A jeśli komisja naprawdę istnieje, niech przynajmniej przedstawi kryteria oceniania.
Pierwszego dnia w nowej pracy dostajesz identyfikator, laptop, dostęp do firmowego komunikatora i obowiązkową prezentację pod tytułem "Witamy w naszym zespole". Na slajdach wszyscy są uśmiechnięci, wartości organizacji układają się w piękne hasła, a dział HR zapewnia, że najważniejsi są ludzie. Czujesz się niemal jak podczas uroczystego przyjęcia do elitarnego klubu. Dopiero później odkrywasz, że połowa przedstawionych procedur nie działa dokładnie tak, jak opisano, firmowy system wymaga sześciu zgód, aby uzyskać siódmą, a osoba odpowiedzialna za twoje wdrożenie właśnie wyjechała na dwutygodniowy urlop. Mimo to postanawiasz zrobić doskonałe pierwsze wrażenie. Będziesz profesjonalny, samodzielny, komunikatywny, błyskotliwy i najlepiej jeszcze odporny na awarie drukarki. W końcu trwa okres próbny. Trzeba udowodnić, że zatrudnienie ciebie było znakomitą decyzją.
W tym momencie pojawia się pierwszy problem: próbujesz udowodnić coś znacznie większego, niż ktokolwiek rozsądny powinien od ciebie wymagać. Nie wystarcza ci wykonywanie obowiązków i stopniowe zdobywanie samodzielności. Chcesz, żeby wszyscy uznali cię za świetnego pracownika, sympatycznego współpracownika, człowieka bez wad i osobę, której obecność poprawia ogólną kondycję przedsiębiorstwa. W idealnym scenariuszu już po dwóch tygodniach prezes powinien przypadkowo spotkać cię przy windzie, położyć rękę na twoim ramieniu i powiedzieć: "Nie wiem, jak funkcjonowaliśmy przed twoim przyjściem". Problem polega na tym, że prawdziwe życie zawodowe rzadko dostarcza podobnych scen. Znacznie częściej ktoś prosi cię o poprawienie nazwy pliku, a ty próbujesz ustalić, czy właśnie straciłeś szansę na przedłużenie umowy.
Okres próbny bywa przedstawiany jako jednostronny sprawdzian. Firma obserwuje, ocenia i na koniec podejmuje decyzję. Pracownik ma wypaść dobrze, wykazać zaangażowanie i cierpliwie oczekiwać rezultatu. To jednak niepełny obraz. Zatrudnienie jest relacją między dwiema stronami, które dopiero sprawdzają, czy ich oczekiwania dają się pogodzić. Pracodawca poznaje twoje umiejętności, sposób organizowania pracy i współdziałania z zespołem. Ty poznajesz faktyczny zakres odpowiedzialności, styl kierowania, obciążenie zadaniami i zasady obowiązujące w praktyce. Jeśli któraś strona odkrywa poważne rozbieżności, nie musi to oznaczać osobistej klęski drugiej. Można być bardzo dobrym specjalistą i jednocześnie nie pasować do konkretnego sposobu działania firmy. Podobnie świetnie zapowiadająca się organizacja może okazać się zupełnie innym miejscem, niż sugerowała rozmowa kwalifikacyjna.
Kiedy praca zaczyna oceniać całego człowieka
Wyobraź sobie Martę, która dołącza do zespołu obsługującego klientów biznesowych. Ma doświadczenie, zna branżę i podczas rekrutacji przekonująco opowiadała o samodzielności. W pierwszym tygodniu otrzymuje jednak zadanie wymagające znajomości wewnętrznego systemu, którego wcześniej nie widziała. Prosi bardziej doświadczonego kolegę o pomoc, a ten odpowiada: "To przecież podstawy". Marta natychmiast zaczyna kwestionować swoje kompetencje. Nie rozważa, czy system jest intuicyjny, czy dostała instrukcję i czy kolega nie zapomniał już, jak wyglądał jego własny pierwszy tydzień. W jej głowie pojawia się znacznie poważniejszy wniosek: "Może naprawdę się do tego nie nadaję". Jedno nieprzyjemne zdanie przestaje dotyczyć konkretnego zadania i staje się oceną całej kariery.
Tak właśnie działa pułapka utożsamiania wyniku z własną wartością. Jeśli zadanie zakończy się sukcesem, czujesz się kompetentny. Jeśli popełnisz błąd, uznajesz, że jesteś niekompetentny. Jeżeli ktoś cię pochwali, odzyskujesz spokój. Jeśli przez trzy dni nikt nie wyrazi uznania, zaczynasz podejrzewać, że sytuacja jest tragiczna. Tymczasem jakość wykonania pojedynczej czynności nie jest wiarygodnym podsumowaniem twoich możliwości zawodowych. Szczególnie podczas wdrożenia, gdy część zasobów poświęcasz na poznawanie narzędzi, ludzi i niepisanych zasad. Możesz wiedzieć bardzo dużo o swojej specjalizacji, a jednocześnie nie wiedzieć, do kogo wysłać wniosek o dostęp do odpowiedniego folderu. Te dwa fakty nie wykluczają się. Nawet jeśli folder nazywa się "Final_final_ostateczny_NOWY", a jego właściciel odszedł z firmy trzy lata temu.
Nowe środowisko sprawia, że zwykłe czynności wymagają dodatkowego wysiłku. W poprzednim miejscu pracy wiedziałeś, z kim można załatwić pilną sprawę, które spotkania są naprawdę istotne i jak interpretować komunikaty przełożonego. Tutaj tego nie wiesz. Każde zadanie zawiera więc dwie warstwy: właściwą pracę oraz odkrywanie sposobu jej wykonania w nowej organizacji. Jeśli przygotowanie materiału zajmuje ci dwukrotnie więcej czasu niż wcześniej, nie musi to oznaczać spadku umiejętności. Być może połowę tego czasu pochłania odnajdywanie informacji rozproszonych między kilkoma systemami. Dopiero gdy oddzielisz naukę otoczenia od oceny kompetencji, możesz sensownie określić, czego rzeczywiście jeszcze nie umiesz.
Do tego dochodzi presja społeczna. Chcesz, żeby ludzie cię lubili, więc starasz się odpowiednio reagować podczas spotkań, dopasowywać do atmosfery i nie zadawać niewygodnych pytań. Gdy wszyscy śmieją się z żartu, którego kontekstu nie znasz, uśmiechasz się uprzejmie, licząc, że nie dotyczy on przypadkiem twojego działu. Gdy ktoś wspomina o "tym, co wydarzyło się w zeszłym kwartale", kiwasz głową z powagą człowieka posiadającego dostęp do tajnych akt. Tymczasem większość zawodowych relacji rozwija się stopniowo. Nie musisz natychmiast rozumieć firmowych anegdot ani zdobywać sympatii każdej osoby. Znacznie ważniejsze jest to, czy można z tobą jasno się komunikować, ufać twoim ustaleniom i współpracować bez zgadywania, co naprawdę masz na myśli.
Nie oznacza to, że wrażenie, jakie robisz, nie ma znaczenia. Punktualność, sposób reagowania na uwagi, dotrzymywanie obietnic i szacunek wobec innych są ważnymi elementami współpracy. Istnieje jednak różnica między odpowiedzialnym zachowaniem a nieustannym kontrolowaniem własnego wizerunku. Pierwsze pomaga budować zaufanie. Drugie potrafi zamienić zwykły dzień pracy w wielogodzinny występ, podczas którego jednocześnie wykonujesz obowiązki i oceniasz, czy twoja twarz wyraża wystarczający poziom profesjonalizmu. Człowiek skoncentrowany na tym, żeby nigdy nie wypaść źle, może zacząć ukrywać wątpliwości, zwlekać z przyznaniem się do trudności albo zgadzać się na zadania, których nie zdoła wykonać terminowo. Paradoksalnie właśnie te zachowania utrudniają zdobycie zaufania.
Dowód rzeczowy czy scenariusz katastrofy?
Podczas okresu próbnego szczególnie łatwo pomylić obserwację z interpretacją. Widzisz, że przełożony podczas twojej prezentacji kilkakrotnie spojrzał na telefon. To obserwacja. Myśl "moja prezentacja była nudna i szef żałuje zatrudnienia mnie" jest interpretacją. Może prawdziwą, ale równie dobrze telefon mógł dotyczyć pilnej sprawy niezwiązanej z tobą. Jeśli automatycznie uznajesz najgorsze wyjaśnienie za najbardziej prawdopodobne, zaczynasz reagować na historię stworzoną we własnej głowie. Następnego dnia pracujesz dłużej, przygotowujesz dodatkowe analizy i unikasz szefa, choć jedynym potwierdzonym faktem pozostaje to, że ktoś podczas spotkania patrzył na ekran.
Przydatnym nawykiem jest zatrzymanie takiej historii i rozdzielenie trzech kwestii: co rzeczywiście się wydarzyło, jakie znaczenie temu przypisujesz oraz czego potrzebujesz, aby ustalić sytuację. Załóżmy, że przygotowana przez ciebie propozycja została odłożona bez decyzji. Faktem jest brak rozstrzygnięcia. Interpretacja może brzmieć: "Mój pomysł się nie spodobał". Rzeczywistą potrzebą jest informacja, czy należy go poprawić, uzupełnić czy zaczekać na ustalenie priorytetów. Zamiast tworzyć kolejne wersje dokumentu na podstawie domysłów, możesz spokojnie zapytać o następny krok. Nie otrzymasz dzięki temu gwarancji pozytywnej oceny, ale przestaniesz inwestować czas w rozwiązywanie problemu, którego istnienia nawet nie potwierdzono.
Warto też zauważyć, że ludzie nie obserwują cię tak intensywnie, jak czasami zakładasz. Większość współpracowników ma własne terminy, zaległości, spotkania i sprawy wymagające uwagi. Kiedy podczas zebrania przejęzyczysz się i nazwiesz projekt niewłaściwym skrótem, możesz wspominać ten moment przez cały wieczór. Pozostali prawdopodobnie zdążą już zapomnieć, bo ktoś właśnie poprosił ich o przygotowanie danych na następny poranek. Oczywiście istnieją błędy, które wymagają szybkiej reakcji, zwłaszcza gdy wpływają na klientów, bezpieczeństwo albo ważne decyzje. Ale nie każda niezręczność zasługuje na wewnętrzne dochodzenie trwające do północy. Dobrze jest zachować proporcje między rzeczywistymi konsekwencjami zdarzenia a ilością uwagi, którą mu poświęcasz.
Cena udawania pracownika bez ograniczeń
Inną pułapką jest przekonanie, że w okresie próbnym należy zgadzać się na każde polecenie. Dostajesz dodatkowe zadanie, choć masz już pełen harmonogram. Odpowiadasz entuzjastycznie, bo przecież człowiek ambitny nie mówi, że czegoś nie zdąży. Po chwili pojawia się następna prośba. Przyjmujesz ją również. Pod koniec tygodnia twoja lista obowiązków przypomina menu restauracji, która sprzedaje wszystkie kuchnie świata, ale zatrudnia jednego kucharza. Zaczynasz popełniać błędy, bo stale przełączasz uwagę i nie masz czasu sprawdzać rezultatów. Gdy terminy zaczynają się nakładać, próbujesz ratować sytuację wieczorami. W efekcie firma może uznać, że właśnie taki poziom obciążenia jest dla ciebie normalny.
Odpowiedzialność polega również na uczciwym przedstawianiu możliwości. Kiedy otrzymujesz kolejne zadanie, możesz powiedzieć: "Mogę się tym zająć, ale mam obecnie dwa pilne tematy. Który powinien mieć pierwszeństwo?". To nie jest bunt ani deklaracja niechęci do pracy. To przekazanie informacji potrzebnej do zarządzania priorytetami. Przełożony może nie znać szczegółów twojego aktualnego obciążenia, szczególnie jeśli część poleceń otrzymujesz od innych osób. Milczenie odbiera mu możliwość podjęcia świadomej decyzji, a tobie pozostawia odpowiedzialność za harmonogram, którego fizycznie nie da się zrealizować. Warto jednak obserwować reakcję na takie pytania. Jeżeli każda próba ustalenia priorytetów spotyka się z agresją lub oczekiwaniem nieograniczonej dostępności, jest to ważna informacja o warunkach współpracy.
Niektóre osoby próbują natomiast udowodnić swoją wartość przez całkowitą samodzielność. Nie pytają o nic, ponieważ boją się wyglądać na niedoświadczone. Spędzają dwie godziny na odgadywaniu firmowego procesu, który współpracownik mógłby wyjaśnić w kilka minut. Czasami samodzielne poszukiwanie rozwiązania rzeczywiście ma sens, ale powinno wynikać z wartości uczenia się, a nie ze strachu przed oceną. Rozsądna praktyka polega na ustaleniu, jak długo warto szukać odpowiedzi samodzielnie i kiedy należy poprosić o wskazówkę. Pytanie zadane po sprawdzeniu dostępnych materiałów pokazuje inicjatywę, zwłaszcza jeśli potrafisz wyjaśnić, co już zostało zrobione i gdzie pojawiła się przeszkoda. Kompetencja nie oznacza posiadania wszystkich odpowiedzi. Obejmuje także umiejętność zdobywania właściwych informacji.
Zdarza się również sytuacja odwrotna: ktoś bardzo szybko otrzymuje pozytywne opinie i zaczyna wierzyć, że musi utrzymywać identyczne tempo bez końca. Pierwsze tygodnie potrafią sprzyjać wyjątkowej mobilizacji. Nowość daje energię, zadania są interesujące, a chęć wykazania się działa jak dodatkowa bateria. Jednak styl pracy oparty na permanentnym przekraczaniu własnych możliwości może okazać się nietrwały. Jeśli podczas wdrożenia regularnie pracujesz po godzinach, warto sprawdzić, czy wynika to z przejściowej nauki, czy z nieadekwatnego zakresu obowiązków. Nie każda intensywność oznacza problem, ale długotrwałe przeciążenie trudno uznać za rozsądną strategię budowania kariery. Pracodawca potrzebuje pracownika, który potrafi działać skutecznie również po zakończeniu okresu próbnego, a nie zawodowego fajerwerku, który świeci imponująco przez osiem tygodni, po czym gaśnie wraz z ostatnimi pokładami energii.
Ty również masz prawo oceniać
Przyjrzyj się teraz okresowi próbnemu od drugiej strony. Zamiast pytać wyłącznie "Czy oni będą chcieli mnie zatrzymać?", zastanów się również "Czy ja chcę pracować tutaj na takich zasadach?". Nie chodzi o szukanie powodów do natychmiastowej rezygnacji. Początkowy chaos może być naturalnym elementem wdrożenia, a jedna nieudana rozmowa nie musi świadczyć o toksycznej kulturze organizacyjnej. Istotne są powtarzające się zachowania. Czy dostajesz informacje potrzebne do wykonywania obowiązków? Czy możesz przyznać, że czegoś jeszcze nie wiesz? Czy po błędzie pojawia się rozmowa o poprawie, czy publiczne upokarzanie? Czy obietnice dotyczące stanowiska odpowiadają rzeczywistym zadaniom? Odpowiedzi na te pytania pomagają ocenić, czy środowisko pozwala ci rozwijać umiejętności i pracować odpowiedzialnie.
Taką ocenę warto opierać na konkretnych zdarzeniach, a nie pojedynczych emocjach. Możesz raz w tygodniu poświęcić kilka minut na zapisanie tego, czego się nauczyłeś, co ułatwiło współpracę oraz jakie trudności się powtarzają. Jeżeli trzy razy prosiłeś o dane niezbędne do zadania, a za każdym razem otrzymywałeś je po terminie, masz już bardziej użyteczną informację niż ogólne poczucie, że "w tej firmie jest bałagan". Możesz wskazać konkretną przeszkodę i jej wpływ na pracę. Podobnie, jeśli po wcześniejszej rozmowie problem znika, warto to zauważyć. Nie każda firma jest idealnie zorganizowana, ale zdolność do reagowania na trudności potrafi powiedzieć o niej więcej niż najbardziej efektowna prezentacja wartości korporacyjnych.
Są też sygnały, których nie należy usprawiedliwiać samym okresem wdrożenia. Poniżanie, dyskryminowanie, wymaganie działań niebezpiecznych czy systematyczne ignorowanie uzasadnionych problemów nie stają się akceptowalne dlatego, że dopiero rozpocząłeś pracę. Jeśli spotykasz się z takimi sytuacjami, dokumentuj fakty i korzystaj z odpowiednich kanałów pomocy, zależnie od charakteru problemu. Nie musisz samotnie rozwiązywać spraw wykraczających poza twoje kompetencje lub uprawnienia. Wzajemne sprawdzanie dopasowania nie oznacza, że każda strona może dowolnie traktować drugą.
Na początek spróbuj więc zmienić pytanie, z którym przychodzisz do pracy. Zamiast codziennie zastanawiać się, czy jesteś wystarczająco dobry, zapytaj: "Co dzisiaj pozwoli mi lepiej wykonywać tę konkretną rolę?". Czasami odpowiedzią będzie zakończenie zadania. Innym razem wyjaśnienie nieporozumienia, nauczenie się procesu albo przyznanie, że potrzebujesz dodatkowych informacji. Każde z tych działań ma związek z pracą, którą rzeczywiście wykonujesz. Nie wymaga udawania osoby pozbawionej wątpliwości, zmęczenia czy potrzeby zadawania pytań. Profesjonalizm polega między innymi na rozsądnym reagowaniu na ograniczenia, a nie na zaprzeczaniu ich istnieniu.
Okres próbny może zakończyć się różnie, ale sam wynik nie powinien przejmować kontroli nad twoją oceną siebie. Dobra decyzja zawodowa zależy od kompetencji, warunków, potrzeb organizacji i wzajemnego dopasowania. Możesz pracować rzetelnie, uczyć się i mimo to odkryć, że dana współpraca nie ma przyszłości. Możesz też popełnić kilka błędów, poprawić je i stać się wartościowym członkiem zespołu. Jeśli więc masz wrażenie, że ktoś obserwuje każdy twój ruch, przypomnij sobie, po co naprawdę tu jesteś. Zatrudniono cię do wykonywania określonej pracy, a nie do reprezentowania gatunku ludzkiego podczas międzygalaktycznego konkursu kompetencji. Nie musisz zdobywać złotego medalu za samo istnienie. Wystarczy, że uczciwie sprawdzisz, czy potrafisz dobrze wykonywać swoją rolę i czy jest to miejsce, w którym chcesz ją wykonywać.