Oko Uadżet - Tadeusz Czerniawski

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Nazywam się Michał Kalicki i to ja jestem właściwym autorem tej książki, choć gdybym przed rokiem usłyszał, że ktokolwiek będzie ją czytał, parsknąłbym śmiechem w swój kajak, płynąc leniwie Wartą. Jestem z Konina, z miasta, które na turystycznych mapach Polski istnieje głównie dlatego, że leży nad rzeką, która - mówiąc szczerze - nigdy nie miała ambicji, by konkurować z Nilem. Prowadzę stanicę wodną, wypożyczam kajaki, doradzam, który sprzęt lepiej trzyma się na fali. Moja żona Anna uczy angielskiego w liceum. Jesteśmy zwykłymi czterdziestolatkami, którzy myśleli, że największą przygodą życia będzie remont łazienki lub wymiana okien przed zimą.

A jednak ta książka powstała. I powstała nie dlatego, że jestem pisarzem - nie jestem. Nie skończyłem żadnych kursów kreatywnego pisania, nie wygrałem konkursów literackich, nie marzyłem o tym, by moje nazwisko widniało na okładce. Jestem facetem, który w listopadzie 2026 roku wyjechał z żoną na dwa tygodnie do Egiptu i przeżył coś, co do dziś - gdy siadam do pisania tych słów, rok później, w Koninie, przy stole, na którym stoi kubek kawy i figurka ibisa przywieziona z Kairu - wydaje mi się nieprawdopodobne. A jednak wydarzyło się naprawdę.

Gdy wracaliśmy, Anna powiedziała: "Musisz to opisać". Śmiałem się. Mówiłem, że nie potrafię, że nie mam talentu, że nikt nie będzie chciał czytać o tym, jak facet z Konina jeździł nad Nil i oglądał piramidy. Ale ona nie odpuściła. "Nie chodzi o piramidy", powiedziała. "Chodzi o ludzi. O to, co się wydarzyło między nimi. O to, czego się nauczyliśmy. O to, że nie ma podróży, która nie zmienia". I miała rację. Jak zwykle.

Nie jestem pisarzem, ale jestem przewodnikiem. Przez piętnaście lat prowadziłem ludzi po jeziorach Wielkopolski, opowiadałem o historii Konina, o szlakach wodnych, o ptakach, które można spotkać na Warcie. Nauczyłem się, że dobra opowieść potrzebuje dwóch rzeczy: prawdy i serca. Prawdy o miejscu, które się opisuje - nawet jeśli to miejsce jest tak stare, że pamięta faraonów. I serca tego, kto tę opowieść snuje - bo to serce sprawia, że słowa przestają być tylko słowami, a stają się czymś, co może poruszyć drugiego człowieka.

W tej książce znajdziecie zatem prawdę o Egipcie. O piramidach, które są większe, niż można to sobie wyobrazić, patrząc na zdjęcia w podręcznikach. O Nilu, który nie jest tylko rzeką - jest żyłą świata, która od tysięcy lat tętni życiem, niosąc ze sobą nie tylko wodę, ale i nadzieję, i tajemnice, i czasem - jak się okazało - coś, czego nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Znajdziecie opisy miejsc, które odwiedziliśmy - od tętniącego życiem Kairu po pustynne grobowce w Dolinie Królów, od majestatycznych świątyń w Luksorze po urzekającą ciszę Abu Simbel. Każde z tych miejsc jest w książce oddane tak wiernie, jak tylko potrafiłem, bo wierzę, że czytelnik, który sięgnie po tę opowieść, ma prawo poczuć się tak, jakby sam płynął z nami w górę Nilu.

Ale jest w tej książce również prawda innego rodzaju. Prawda o tym, że podróże bywają nieprzewidywalne. Że czasem to, co miało być odpoczynkiem, staje się sprawdzianem. Że ludzie, których spotykamy na swojej drodze - ci milczący, ci gadatliwi, ci, którzy wydają się nam obcy - mogą mieć historie, o jakich nie śniliśmy. I że czasem, zupełnie niespodziewanie, to my stajemy się częścią ich historii.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele. Wstęp nie powinien być streszczeniem, a zaproszeniem. Powiem tylko tyle: ta książka jest o podróży, która miała być zwykłymi wakacjami, a stała się czymś więcej. O czterdziestolatkach z Konina, którzy wyruszyli nad Nil z plecakami i przewodnikiem, a wrócili z bagażem doświadczeń, który zmienił ich życie. O rzece, która jest najdłuższą na świecie, ale przede wszystkim - najstarszą. O miejscach, które widziały imperia powstające i upadające, i o ludziach, którzy - jak my - przyjeżdżają, żeby je zobaczyć, i zostają w nich na zawsze, choćby tylko we wspomnieniach.

I jest też w tej książce prawda o tym, że świat nie jest ani czarno-biały, ani podzielony na dobrych i złych. Że ludzkie motywacje bywają skomplikowane, a to, co z pozoru wydaje się oczywiste, w świetle Nilu nabiera innych barw. Że czasem najtrudniej jest zrozumieć nie innych, ale siebie. I że podróż - prawdziwa podróż - kończy się nie wtedy, gdy wracamy do domu, ale wtedy, gdy to, co przeżyliśmy, staje się częścią nas.

Kiedy dziś, rok później, patrzę na mapę Egiptu wiszącą na ścianie mojej stanicy wodnej, widzę nie tylko miejsca, które odwiedziliśmy. Widzę ludzi, których spotkaliśmy. Widzę twarz kapitana Alego Szihe, który opowiadał nam historie, jakich nie znajdziecie w żadnym przewodniku. Widzę Tarka, egiptologa z Kairu, który zarażał nas miłością do swojego kraju. Widzę Jadwigę z Lublina, która była z nami w najtrudniejszych chwilach. I widzę siostrę Emanuel, która - jak się okazało - miała swoją własną, bolesną drogę, i której historia splotła się z naszą w sposób, jakiego nikt z nas nie mógł przewidzieć.

Nie jestem pisarzem. Ale jestem człowiekiem, który wierzy, że warto opowiadać historie. Bo historie - te dobre, te smutne, te, które wydają się nieprawdopodobne - są tym, co nas łączy. Są mostem między Koninem a Kairem, między Wartą a Nilem. Są tym, co sprawia, że dwie rzeki, tak różne, mogą płynąć w naszym sercu obok siebie.

Gdybym miał polecić tę książkę komukolwiek - a tak, jako autor, mam prawo - poleciłbym ją tym, którzy kochają podróże i chcą poznać Egipt nie tylko od strony zabytków, ale przede wszystkim od strony ludzkich historii. Poleciłbym ją tym, którzy wierzą, że każda podróż zmienia, a czasem zmienia w sposób, którego się nie spodziewamy. I poleciłbym ją tym, którzy - jak ja - myśleli, że największe przygody są gdzieś daleko, a potem odkryli, że są tuż obok. Wystarczy tylko wsiąść do kajaka. Albo do samolotu. Albo po prostu otworzyć książkę.

Zanim przewrócicie pierwszą stronę, chciałbym podziękować Annie. Bez niej ta książka by nie powstała - ani ta podróż, ani żadna inna. Dziękuję, że byłaś przy mnie, gdy szukałem, że wierzyłaś, gdy wątpiłem, że tańczyłaś ze mną w cieniu świątyń. Dziękuję Guerowi, który czekał i wybaczył. Dziękuję wszystkim, których spotkaliśmy nad Nilem - tym, którzy zostali z nami, i tym, którzy odeszli. I dziękuję Nilowi, który - mam nadzieję - przyjął ich tak, jak przyjmuje wszystkich, którzy przychodzą do niego z czystym sercem.

A teraz - zapraszam. Statek odpływa.

Michał Kalicki

Konin, październik 2025