Okno - Ireneusz Iredyński

Kup ebooka

16.80 zł
12.13 zł (9,24 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Imieninowe przyjęcie, na którym Krzysztof poznał Barbarę, odbywało się w dużym pokoju, służącym gospodarzowi jednocześnie za pracownię. Kilka antycznych mebelków, dwie nowoczesne kanapy pod ścianami, na kreślarskim stole ustawionym w kącie - butelki. Wiek obecnych na spotkaniu wahał się między trzydziestką a czterdziestką. Kobiety zadbane, wyglądały młodo. Mężczyźni o długich włosach i szczupłych sylwetkach, reprezentujący rozpowszechniony styl przedłużonej młodości, ubrani byli w obcisłe dżinsy i kolorowe marynareczki.

Głośny i przenikliwy dzwonek u drzwi. Jeden, drugi, trzeci. Rozmowy ucichły, spojrzenia skierowały się ku przedpokojowi. Gospodarz, architekt, poszedł otworzyć. Wrócił z uśmiechającym się niepewnie Krzysztofem. Przybyły od razu podszedł do stołu z butelkami i cicho powiedział do gospodarza:

- Nalej, ręce mi się trzęsą, nie chcę robić przedstawienia.

- Oczywiście - odpowiedział gospodarz i nalał wódkę do kieliszka.

- Wszystkiego najlepszego w dniu imienin, Jurek.

- Dziękuję, Krzyś - uśmiechnął się solenizant.

W przeciwległym pokoju stały dwie kobiety i mężczyzna. Jedna z nich, wskazując wzrokiem na Krzysztofa, spytała cicho:

- Kto to?

- Och - odpowiedziała druga - jego już dawno się nie nosi.

- Dziesięć a może dwanaście lat temu napisał książkę - poinformował mężczyzna. - Był wtedy głośny.

- I co? - spytała pierwsza.

- Odpadł - oświadczył mężczyzna.

- Pije - dodała druga.

- Ale coś w nim jest - po chwili milczenia odezwała się pierwsza.

- Jego już dawno się nie nosi, Basiu - dobitnie powtórzyła druga z kobiet.

- Pić, to on tak naprawdę już nie pije. Po prostu odpadł. Nie wytrzymał tempa. Żal mi go nawet... - stwierdził mężczyzna.

- Nieważne - przerwała pierwsza. - O czym to mówiliśmy?...

A tymczasem przy stole z butelkami Krzysztof wychylił kolejny kieliszek.

- Teraz trochę lepiej - westchnął.

- No widzisz... - gospodarz uśmiechnął się.

- Nie przyniosłem ci żadnego prezentu, Jurek, ale wiesz, jestem zupełnie pusty.

- Nieważneeeee...

- Dla mnie ważne. Pożycz tysiąc.

Solenizant sięgnął do kieszeni, a na jego twarzy pojawił się słodko-kwaśny uśmiech.

Przyjęcie było już w fazie agonalnej. Resztka gości rozmawiała niemrawo. Butelki prawie całkowicie opróżnione walały się po kątach.

Krzysztof siedział w fotelu, obok siebie postawił flaszkę wódki i wpatrywał się w obraz wiszący naprzeciw niego. Rysy miał rozmyte alkoholem.

- Krzyś! - zaryczał do niego facet z końca pokoju. - Kiedy dostaniesz Nobla?

- Daj mu spokój - przerwał gospodarz.

- Wolno mi się zapytać - upierał się pijany. - Krzyś, skurczybyku, kiedy dostaniesz Nobla?

Krzysztof wpatrzony w obraz uśmiechnął się bezwolnie; cienka strużka śliny wypłynęła mu z kącika ust, wytarł ją wierzchem dłoni.

- Nie chcesz ze mną gadać? - pijany ruszył ku siedzącemu.

Gospodarz usiłował przytrzymać go za ramię, pijak jednak strząsnął dłoń Jerzego.

- Zostaw - bełkotał - zostaw, wolno mi chyba pogadać. - Podszedł do Krzysztofa i stanął nad nim. - Pamiętasz, jak piętnaście lat temu mówiłeś, że wkrótce dostaniesz Nobla?

Krzysztof nie odpowiedział. Sięgnął po butelkę, wlał w gardło łyk i sennym gestem odstawił ją.

- Marek, proszę cię, bądź dobrze wychowany, daj spokój - mitygowała pijanego żona.

- Tak? Ja mam być dobrze wychowany?! A ten tutaj może nawet narzygać na środek pokoju i wszystko będzie w porządku, bo to bidny, nieszczęśliwy facet!

- Marek, proszę cię - bez przekonania powtarzała żona.

Krzysztof podniósł butelkę. Marek wyrwał mu ją.

- Nie będziesz teraz pił! Pogadamy sobie!

W pokoju zrobiło się cicho. Krzysztof jakby nie zauważył, że odebrano mu wódkę. Uśmiechał się nieprzytomnie i wciąż wpatrywał się w obraz.

- Mówiłeś, że dostaniesz Nobla - zaczął cicho facet - mówiłeś wiele innych rzeczy, byłeś taki ważny, jakbyś... I co? - podniósł głos. - I co? Zeszmaciłeś się! Musisz to sobie wreszcie wbić do tego pijanego łba! Dziwki za tobą latały! Pamiętasz? - Marek już prawie krzyczał. - Moja obecna żona też. Myślisz, że o tym nie wiem?

- Marku... - głos żony brzmiał cicho.

- Popatrz na siebie - ciągnął pochylony nad Krzysztofem Marek. - Kim ty jesteś? Biednym, żałosnym nieudacznikiem. Gnojem! Szmatą! Słyszysz, co do ciebie mówię?

Krzysztof sięgnął tam, gdzie przedtem stała butelka, nie znalazłszy jej na powrót położył rękę na poręczy fotela.

- Najpierw posłuchasz, co ci powiem, a dopiero potem się napijesz - syczał Marek. - Powinieneś się wziąć za jakąś uczciwą robotę, powinieneś coś ze sobą zrobić!

- Krzywo wisi - bełkotliwie stwierdził Krzysztof, wskazując na obraz.

Marek uderzył go wierzchem dłoni w usta. Głowa Krzysztofa podskoczyła. Powolnym ruchem podniósł rękę do twarzy, wytarł wargi i zapatrzył się w zakrwawione wnętrze dłoni.

- Krzywo wisi - powtórzył.

W pokoju zaległa pełna dezaprobaty cisza. Marek rozejrzał się.

- Zdenerwował mnie!... - krzyknął. I cicho, nienawistnie dodał: - Szmaciarz!

- Dosyć tego! - głos Barbary był spokojny. - Wszyscy zachowaliśmy się jak bydlaki. A pan - zwróciła się do Marka - powinien się leczyć.

Podeszła do Krzysztofa, ujęła go za rękę, podniosła z fotela.

- Idziemy - powiedziała stanowczo.

Była ciemna noc, gdy znaleźli się na ulicy. Barbara otworzyła samochód. Obok niej stał Krzysztof.

KONIEC BEZPŁATNEGO FRAGMENTU

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI