DANIEL
Na zniszczonej tablicy ogłoszeń na parterze wywiesił kartkę z informacją o remoncie i z przeprosinami za niedogodności. Wrócił do mieszkania i energicznie zabrał się do pracy. Dwupiętrowy blok do najnowszych nie należał i mieszkanie wymagało sporo poprawek. Kupił je kilka lat temu. Pracował za granicą i nie wiedział, co się wydarzy w kolejnych latach, zakup traktował jako inwestycję. Kiedy bratu urodził się syn, zdecydował się wrócić. Za bardzo tęsknił za bliskimi i znajomymi kątami, a poza tym uznał, że dalsze pozostanie w Irlandii jest bez sensu, o ile nie chciał tam osiąść na stałe. Miał mieszkanie, czyli solidny punkt zaczepienia, mógł budować swoją przyszłość w kraju.
Blok znajdował się blisko parku, co bardzo mu odpowiadało. Z drugiej strony były ogródki działkowe i dzięki temu okolica była zielona i spokojna. Kiedy przyjechał tu po raz pierwszy, pomyślał, że wygląda to prawie jak na wsi. Lokalizacja sprawiła, że zdecydował się na dokonanie transakcji. Słyszał, że lepiej zdecydować się na nowe budownictwo, ale on zrobił po swojemu i podpisał umowę na zakup mieszkania w bloku przy ulicy Ogrodowej.
Mieszkanie stało puste przez dłuższy czas, wpadał tam czasami, sprawdzić, czy nic złego się nie dzieje. Nie myślał nawet o wynajmie, bo wciąż czuł, że może w każdej chwili wrócić. To była jego furtka bezpieczeństwa. Co by się nie działo, miał swoje miejsce na ziemi. Plus trochę oszczędności. Ta świadomość wprawiała go w dobry nastrój. Nie musiał się spieszyć. Mógł zrobić sobie przerwę od wszystkiego i zastanowić się przed podjęciem decyzji: co dalej?
- Nieźle... - powiedział do siebie, podziwiając dopiero co położone panele w dużym pokoju. W tym samym momencie rozległo się ponaglające pukanie do drzwi. - Już, już. Idę!
- Brata nie chcesz wpuścić? - Do mieszkania wszedł Wojtek i postawił w przedpokoju sześciopak piwa.
- Dobrze cię widzieć! - Uściskali się. - Masz wolne?
- Tak, dzisiaj i jutro. Klaudia zabrała Jaśka do rodziców, a ja postanowiłem ci pomóc. No, no... widzę, że świetnie sobie radzisz.
- Wczoraj skończyła ekipa. - Daniel otworzył szeroko drzwi do łazienki i zapalił światło. - Najgorsza robota zrobiona. Pozostały mi pokoje i zabudowa w kuchni. Właśnie kończę układać podłogę w dużym pokoju.
- Jestem pod wrażeniem. Szczerze mówiąc, myślałem, że będziesz w lesie.
- Zacząłem od razu po przyjeździe. Wiesz, jak to jest, gdy mieszka się na placu budowy.
- Szczerze mówiąc, nie bardzo. Mieliśmy wynajęte mieszkanie na czas remontu naszego domu. Kiedy wpadniesz do rodziców?
- Gdy tylko skończę. Dobrze mi idzie, nie chcę przerywać. Poza tym wolałbym, żeby sąsiedzi mnie nie znienawidzili z powodu przedłużających się hałasów.
- No dobra, w takim razie przebieram się i powiedz mi, co mam robić.
- Wojtek, robota nie ucieknie. We dwójkę pójdzie jeszcze szybciej, a ja zgłodniałem. Co powiesz na pizzę?
Trzy kwadranse później siedzieli w kuchni na rozłożonych na podłodze kartonach i ze smakiem zajadali pizzę, popijając ją piwem. Niespodziewanie rozległ się dzwonek do drzwi. Daniel podniósł się niechętnie.
- Spodziewasz się gości? - zapytał Wojtek, ocierając usta, do których przykleiła się nitka sera.
- Nie. - Daniel strzepnął okruchy z koszulki, ręce wytarł w poplamione dżinsy i ruszył do przedpokoju. Otworzył drzwi.
- Hej, ponieważ dzisiaj jest jakby ciszej, wpadłam podpytać, jak idzie remont? Nie myśl, że jestem wścibska, ale jak widzisz - wysunęła przed siebie usztywnioną nogę - chwilowo jestem uziemiona, a muszę pracować, więc... sam rozumiesz. - Przed nim stała sąsiadka z naprzeciwka. Zdążył już ją poznać.
- Właściwie najcięższe prace już za nami. Możesz odetchnąć i bardzo dziękuję za wyrozumiałość. - Zrobił krok do tyłu, gotowy się pożegnać.
- Och, naprawdę? To cudownie. Poszło błyskawicznie. Nie spodziewałam się. To mam jeszcze jedną sprawę, chociaż trochę mi niezręcznie. - Uśmiechnęła się przepraszająco i kokieteryjnie spuściła wzrok.
- Chętnie pomogę.
- Ale jesteś taki zajęty, nie chcę przeszkadzać. - Zachichotała nerwowo i zakręciła pasmo włosów na palcu, jak nastolatka. Daniel pomyślał, że zachowuje się jak niespełna rozumu, ale nie dał niczego po sobie poznać.
- Akurat mam przerwę. Mów, o co chodzi?
- Mam problem z mobilnością, staram się, jak mogę, ale z pewnymi rzeczami jest mi ciężko. Ogólnie niczego mi nie brakuje, ale jest kilka drobiazgów, które by mi się przydały.
- Chodzi o zakupy? - Nagle usłyszał kroki tuż za swoimi plecami.
- Stary, jedzenie ci stygnie. - Brat go ponaglił. Podszedł bliżej, założył ręce na piersi i z szerokim uśmiechem patrzył na kobietę, która się zmieszała.
- To moja sąsiadka - zaczął Daniel i nagle uświadomił sobie, że nie wie, jak dziewczyna ma na imię.
- Jowita - powiedziała zdecydowanie. Gdzieś uleciała ta przymilność, która zdziwiła Daniela.
- Wojtek, brat Daniela. Miło mi. A co się stało? Wypadek? - Subtelność nigdy nie była mocną stroną Wojtka, a już na pewno się nie hamował, gdy ktoś nie przypadł mu do gustu. Jeden rzut oka wystarczył, by wyrobił sobie zdanie o kobiecie.
- Skoro uprzejmości mamy za sobą, w czym mogę ci pomóc? - Próbował zakończyć rozmowę Daniel i nie pozwolić, by jego brat musiał wysłuchiwać historii wypadku. Jego zresztą też to nie interesowało.
- Właściwie to nie ma o czym mówić. Chodziło mi o drobne zakupy, przy okazji, gdybyś sam szedł do sklepu, ale poradzę sobie. Nie chcę przeszkadzać. - Odwróciła się, oparła jedną ręką o ścianę i utykając, odeszła w stronę szeroko otwartych drzwi na przeciwległym końcu piętra.
- Gdy będę szedł wieczorem, zajrzę do ciebie. Przygotuj listę. Dla mnie to nie problem - rzucił, bo zrobiło mu się jej żal. "No co?" - powiedział bezgłośnie, gdy zobaczył wymowny gest brata. Wojtek stukał się palcem w głowę.
- To miłe. Będę zobowiązana. - Odwróciła się do niego i uśmiechnęła się, mrużąc oczy jak kotka. Przez chwilę mu się wydawało, że zamruczy.
- Spoko. Do zobaczenia!
- Pa! - Pomachała mu zalotnym gestem, gdy zamykał drzwi.
- No to ci się trafiło. Uważaj na nią. - Wojtek postawił na szczerość, gdy tylko wrócili do kuchni.
- Co masz na myśli?
- Znam takie jak ona. Potrafią nieźle namącić.
- Nie rozumiem. Skąd niby miałbyś mieć takie doświadczenia, skoro, odkąd pamiętam, jesteś z Klaudią?
- Znam się na ludziach. Mam nosa. To pomaga w pracy. Ta pani z daleka pachnie fałszem i chorobliwą zazdrością. Jeśli obierze sobie ciebie za cel, nie zawaha się przed niczym.
- Co ty wygadujesz. To tylko sąsiadka i jak widzisz, chwilowo jest kontuzjowana.
- Jasne, to świetna metoda na wzbudzenie współczucia. Żaden porządny facet nie odmówi jej pomocy. Taki jak ty. - Wymierzył w niego palec.
- Wiesz co? Jestem dorosły. Radziłem sobie przez wiele lat bez twoich rad i opieki i teraz też sobie poradzę. To co? Najedzony? Zabierzmy się do pracy.