Rozdział 3
Wprowadziła mnie do dużej damskiej sypialni, sądząc po ogromnym łożu z baldachimem, które stało w centralnej części pokoju. Nim zdążyłam się przyjrzeć pomieszczeniu, które wyglądało jak z jakiegoś magazynu wnętrzarskiego, pociągnęła mnie za rękę do następnego. To, co tam zobaczyłam, przeszło moje wszelkie oczekiwania.
- O cholera! - wyrwało mi się na ten widok.
Olivia zaśmiała się na głos i podeszła do ściany ubrań i butów.
Takiej garderoby nie powstydziłaby się sama Carrie Bradshaw. Co ja plotę, to nawet nie była garderoba, to gigantogarderoba. Sala była wielkości świetlicy w akademiku. Wokoło na pięknie zdobionych półeczkach piętrzyły się tony butów w barwach tęczy. Po drugiej stronie wisiały równo w rządku kolorystycznie dopasowane przeróżne ubrania. Wszystko miało swoje miejsce. Liczne szufladki i półeczki kryły za pewne jakieś drogie świecidełka. Po prawej rząd marynarek, wyżej rząd koszul. Dalej same płaszcze, których nawet nie udało mi się zliczyć. Na środku pomieszczenia stał duży biało-złoty szezlong. Przysiadłam na nim, bo nogi same się pode mną ugięły. Chociaż moja matka uwielbiała ciuszki i buty, to jej przebieralnia, jak to zwykle nazywałam, wydawała się teraz prostacka i skromna.
- Masz i przebierz się w to - powiedziała dziewczyna i położyła obok długi czerwony materiał.
Popatrzyłam zdezorientowana.
- Jaki masz numer obuwia? - zapytała, po czym podeszła do ściany z butami.
- Trzydzieści sześć, ale przecież mam własne buty. - Podniosłam odrobinę nogę w jej kierunku.
Zerknęła na moje czarne balerinki i skrzywiła się z niesmakiem.
- Ja noszę trzydzieści siedem, ale wiesz co, założysz te i bardziej ściągniesz paski. Powinno być dobrze. - Podała mi srebrne sandałki na dwunastocentymetrowej szpilce.
Na bank markowe - pomyślałam.
- Pośpiesz się, mamy mało czasu. Dam ci chwilę i zaraz wracam - powiedziała dziewczyna i wyszła.
Wstałam i prędko zwaliłam z siebie tę wstrętną, duszącą koszulę i czarne spodnie. Wzięłam czerwony cienki materiał do ręki. Przyglądałam się mu chwilę. Zjawiskowa suknia wieczorowa, ale czy dla mnie? Nie wiedziałam, czy się w nią zmieszczę. Kiecka była długa, ale zadziwiająco lekka. Być może z kaszmiru lub jedwabiu, ale pewności nie miałam. Gdy tylko wsunęłam ją na siebie i zamknęłam z ulgą zamek z boku, do gigantogarderoby wróciła Olivia.
- Wiedziałam, że będzie pasować. Mamy podobną figurę. - Klasnęła w dłonie.
- Nie jestem przekonana, czy pasuje... - stwierdziłam, wygładzając materiał na brzuchu, mimo że nie pojawiła się na nim żadna zmarszczka.
- Kochana, ale stanik musisz zdjąć do tej sukienki - powiedziała dziewczyna i dotknęła moich nagich pleców.
- Nie ma mowy, tak bez stanika? Może masz inną sukienkę? - Zagryzłam wargę.
- Przykro mi, ale nie ty wybierasz strój. Poza tym ta sukienka ma wbudowany stanik.
Przewróciłam oczami.
Może faktycznie źle by to wyglądało, gdyby na odsłoniętych plecach był widoczny pasek czarnej koronki. Z ociąganiem odpięłam suknię i zdjęłam bieliznę. Niech mi ktoś, do licha, przypomni, po ki grom to robię? Za kasę - przeszło mi przez myśl. Kurwa, jestem sprzedajną dziwką!
- Jak ci na imię? - zapytała dziewczyna i poprawiła mi ramiączko sukienki.
- Amanda - odpowiedziałam i przysiadłam, by założyć boskie szpilki.
- Podejdź tu, Amando, i zobacz, jak pięknie wyglądasz. - Olivia wyciągnęła do mnie rękę i skierowała na wielkie lustro w złotej ramie.
Musiałam przyznać, że nieźle się prezentowałam, aż trudno uwierzyć, że to ja.
Piękna karminowa suknia w kształcie rybki okalała moje ciało niczym druga skóra. Dziękowałam w myślach, że miałam na sobie stringi, bo mogło być gorzej. Z przodu dekolt ładnie podkreślał piersi. Z tyłu całkiem świeciłam golizną do pasa. Pierwszy raz miałam na sobie coś takiego.
- Dobra, jeszcze włosy, czerwona szminka i gotowe. - Podała mi pomadkę w kolorze sukienki.
Rozpuściłam w końcu przyciasny kok i burza jasnych pofalowanych włosów opadła mi na ramiona. Przeczesałam je palcami i wzięłam szminkę. Szybkim ruchem pomazałam usta.
- Pokaż się! - rozkazała dziewczyna.
Odwróciłam się w jej kierunku, cały czas poprawiając ramiączka, chociaż żadne nawet nie drgnęło.
- Ujdzie. Idziemy. - Znowu chwyciła mnie za rękę i wyszłyśmy na duży korytarz.
- Powoli, bo wyrżnę orła w tych szpilkach i z tym ogonem z tyłu - rzuciłam z rozpaczą, gdy ciągnęła mnie w stronę schodów.
Zabijesz się za tysiąc dolców, pieprzona materialistko - pomyślałam zła na siebie.
Ze schodami było najgorzej, ale trzymałam się mocno poręczy. Na dole czekał już mój partner. Stał i zerkał co chwila na zegarek. Przez moment zapomniałam, jaki był przystojny.
- Już jesteśmy z powrotem. Zdążyłyśmy? - zapytała Olivia brata, a on skierował wzrok na mnie.
Przez chwilę tylko gapił się, a potem zmarszczył brwi i zacisnął usta.
Oho, chyba nie podoba mu się towar, za który przyjdzie mu zapłacić - pomyślałam.
- Jezu, Oliv, nie mogłaś znaleźć czegoś skromniejszego? - Potarł nerwowo twarz.
- To mój najnowszy zakup. Matka jej jeszcze nie widziała - odparła, puściła oczko i zniknęła, kierując się w stronę gości.
- Dobra, nie ma czasu, idziemy. - Podał mi ramię i szybkim krokiem ruszyliśmy w stronę ogromnej sali.
Przeszliśmy przez sam jej środek, aż pod scenę, na której siedziała orkiestra. Czułam na sobie wzrok wszystkich wokół. Bałam się, że ktoś rzuci w naszą stronę: "Ej, to ta kelnerka, co przed chwilą rozdawała drinki". Ale nic takiego się nie wydarzyło. Starałam się stać prosto i dumnie. Nie odezwałam się słowem, czekając, co będzie dalej.
Właśnie przez mikrofon przemawiała jakaś kobieta w średnim wieku w zielonej, bogato zdobionej sukni. Po jej słowach doszłam do wniosku, że to sama organizatorka balu. Opowiadała coś o celu imprezy i funduszach zgromadzonych podczas tego wieczoru. Nagle mój partner podniósł nieznacznie rękę, a kobieta skinęła mu głową.
- Kochani, jeszcze raz dziękuję wam za waszą hojność, a teraz oddaję głos mojemu synowi, który ma dla was niespodziankę. Blake, zapraszam - powiedziała kobieta w zieleni i otworzyła szeroko ramiona w jego kierunku.
Mężczyzna złapał moją dłoń, położył sobie na ramieniu i wydał polecenie:
- Idziemy, bądź cicho i uśmiechaj się szeroko.
Wybałuszyłam oczy i uśmiechnęłam się niepewnie. Po co ciągnął mnie na scenę? O co tu, kurwa, chodzi?!
- Uśmiech. - Wyszczerzył zęby, pokazując tym samym, co mam robić.
Powiodłam oczami po pozostałych uczestnikach balu, którzy wpatrywali się w nas z ciekawością.
- Mamo. - Ważniak pocałował ją w oba policzki, a potem w dłoń i wziął od niej mikrofon.
Kobieta zerknęła na mnie i ściągnęła brwi, ale jej sztuczny uśmiech nie zniknął z twarzy, gdy schodziła ze sceny.
- Dobry wieczór, państwu - zaczął Blake, a ja przeniosłam wzrok z jego matki na niego. - Chciałbym podziękować szczególnie jednej osobie za zorganizowanie tego balu. Jak co roku jest wspaniale, mamo. To twoja zasługa - powiedział, po czym rozległy się gromkie brawa. - Oczywiście tak cudowny wieczór musi zostać ukoronowany jakimś fantastycznym wydarzeniem. W tamtym roku był to pokaz fajerwerków, a w tym moja droga rodzicielka zaplanowała coś jeszcze bardziej niespotykanego. Prawda, mamo? - zapytał i skinął jej głową
Kobieta uśmiechnęła się szeroko w jego stronę.
- Mianowicie - kontynuował - chciałbym dziś, tu i teraz ogłosić swoje zaręczyny - oznajmił i przyciągnął mnie do siebie.
- Że co, kurwa? - palnęłam oszołomiona.
Na szczęście moje słowa zostały zagłuszone przez głośne wiwaty i brawa.
Przystojniak odsunął mikrofon i powiedział mi do ucha:
- Jak ty się nazywasz?
- Amanda Holt - wypaliłam z wielkimi oczami.
- Przedstawiam państwu moją narzeczoną Amandę Holt. - Podniósł moją rękę i ucałował ją teatralnym gestem.
Orkiestra zagrała urywek Marsza Mendelssohna, a po sali zaczęli krążyć kelnerzy z szampanem. Właśnie przestałam oddychać i w oszołomieniu gapiłam się na ludzi. Nie wiedziałam, kto ma większe oczy: ja czy jego matka stojąca pod sceną.