ROZDZIAŁ 1
TERAZ. ZALESIE. PROKURATOR GRZEGORZ HALA
Prokurator Grzegorz Hala zaparkował obok Mustanga komisarza Iwa Wilkowskiego. Dobrze, że policjant był już na miejscu. Miał ich wprowadzić w sprawę, bo z ramienia policji był tu już w zeszły poniedziałek. Hala nie lubił przejmować śledztwa po innym prokuratorze, ale nie było wyjścia. Jego koleżanka zaczęła wcześniej rodzić. A z porodówki raczej nie będzie zajmowała się sprawą morderstwa. Środek wakacji oznaczał braki kadrowe, a Grzegorz właśnie wrócił z krótkiego - acz bardzo bogatego w wydarzenia - urlopu w Lipowie. Był więc od razu dostępny.
- Na pewno czujesz się na siłach, żeby się tym zająć? - zapytał, odwracając się do podkomisarz Michaliny Murawskiej.
Policjantka bardzo ucierpiała w wydarzeniach, które miały miejsce tydzień temu pod Brodnicą. Jego zdaniem powinna teraz odpoczywać. Jednak Murawska nigdy nie potrafiła odpuścić.
- Ludzie są na wakacjach, a ja wróciłam do domu, niby dlaczego miałabym tego nie wziąć?
Hala był pewny, że sama się zgłosiła. Była niesamowicie ambitna, a w jej drobnym ciele czaił się niespotykany hart ducha. Nie raz się o tym przekonał. Westchnął. Właściwie powinien chociaż próbować przekonać ją do wzięcia zwolnienia lekarskiego. Wiedział jednak, że to będzie jak rzucanie grochem o ścianę. Michalina nie chciała słuchać, że kiedyś ta nadgorliwość może odbić się na jej zdrowiu.
A przecież czekał ich intensywny dzień. Najpierw musieli obejrzeć miejsce zdarzenia. Potem planowali pojechać do zakładu medycyny sądowej, żeby porozmawiać z medyczką, która przeprowadzała sekcje. Minął już tydzień, a Hala nie lubił za długo przetrzymywać zwłok. Rodziny czekały, żeby pożegnać swoich bliskich, chciał uszanować ich emocje. Jeśli doktorka Olejniczak powie, że nic więcej już ze zwłok nie wyczyta, nie ma sensu dłużej z tym zwlekać.
- Chodźmy - rzuciła Michalina, wyskakując z samochodu.
Hala też wysiadł. Z miejsca otoczył go upał. Wewnątrz wychłodzonego przez klimatyzację Mercedesa niemal zapomniał, jakie skwary zalały teraz Polskę. Czuł się jak w tropikach. Tylko czekać, aż po plecach zacznie spływać mu strużka potu. Wzdrygnął się na samą myśl.
Nacisnął guzik pilota, a potem pieczołowicie sprawdził, czy auto na pewno się zamknęło. Często robił to kilkakrotnie. Dla pewności. Wiedział, że to jeden z objawów męczących go od lat zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. Nie narzekał. Od kiedy związał się z Jędrzejem, i tak było pod tym względem dużo lepiej. Miłość najwyraźniej służy zdrowiu psychicznemu.
- Kai Dalke z wami nie ma? - zapytał Wilkowski na ich widok.
Profiler był wysokim barczystym mężczyzną. Rękawy czarnej koszulki opinały się na wyćwiczonych bicepsach. Długie włosy jak zwykle związał w koczek, a na jego ustach igrał łobuzerski półuśmiech. Coś się jednak w nim zmieniło, zauważył prokurator. Może chodziło o spojrzenie? Jakby w ostatnim czasie policjant postarzał się o kilka lat.
- Jest na zwolnieniu - mruknęła Murawska.
W jej głosie słychać było nutę urazy. Hala dobrze ją rozumiał. Podkomisarz Kaja Dalke zachowała się dość dziwacznie. Kiedy przyszli odwiedzić Michalinę w szpitalu, Kaja oznajmiła, że nie jest Kają Dalke i potrzebuje ich pomocy. Nie zdążyła jednak wyjaśnić, o co chodzi. Dostała jakąś wiadomość i powiedziała, że musi na chwilę wyjść. Brzmiało to, jakby miała wrócić za kilka minut. Kiedy minęło pół godziny, Hala wyszedł na korytarz jej szukać. Nigdzie jej nie było. Wpadł za to na Sebastiana, syna Murawskiej, który powiedział, że widział Dalke wsiadającą do samochodu dziennikarki śledczej Oliwii Bacewicz. Jak się okazało, Kaja wróciła do Piaseczna, zostawiając ich w Brodnicy bez słowa wyjaśnienia.
Zarówno Hala, jak i Murawska próbowali się do niej dodzwonić. Nie odbierała. Odpisała tylko, że odezwie się za jakiś czas. Kiedy wrócili pod Warszawę, Michalina dowiedziała się na komendzie, że Dalke jest na zwolnieniu. Żadne z nich nie rozumiało, co się właściwie wydarzyło, ale przedziwne wyznanie Kai mocno Halę dręczyło. Nie jest Kają Dalke? O co mogło jej chodzić?
- Chodźmy zobaczyć ten kontener - zaproponował.
Nie chciał teraz tłumaczyć wszystkiego Wilkowskiemu. Murawska najwyraźniej też nie. Wyglądała na urażoną, że Dalke nie wprowadziła ich w to, co się działo. Jednak prokurator podejrzewał, że tak naprawdę martwiła się o przyjaciółkę.
Ruszyli przez parking przed hotelem Leśna Róża. Miejsce było niezwykle urokliwe. W starej części Zalesia Dolnego rosło mnóstwo strzelistych sosen. Na tej parceli były szczególnie majestatyczne. Drogę do głównego budynku obsadzono krzewami dzikiej róży. Stanowiło to bardzo miłą dla oka kompozycję łączącą w naturalny sposób ogród z lasem. Oczywiście iluzja, że rośliny wyrosły tu same, była doskonale wykreowana. Ktoś bardzo dbał o to miejsce. Pomiędzy kostkami nie dało się zauważyć najmniejszego nawet chwastu, a nieliczne trawniki równo przycięto.
Sam hotel również był bardzo piękny. Zbudowano go w typowym dla lat dwudziestych dworkowym stylu. Pysznił się pomiędzy drzewami, jakby czas się dla niego zatrzymał i zaraz mieli tu zjechać na urlop przedwojenni Warszawiacy.
- Na razie darujmy sobie rozmowę z ludźmi z hotelu - zaproponował Wilkowski. - Jeśli mamy zdążyć do doktorki Olejniczak.
Poprowadził ich na tyły. Znajdowała się tam wąska droga prowadząca do drugiej bramy. Tu nie było już tak porządnie jak z przodu, gdzie przyjmowano gości. Typowe zaplecze burzyło nieco magię, która spowijała to miejsce od frontu. Tędy dojeżdżały zapewne dostawy jedzenia i innych produktów. Na samym krańcu działki ustawiono wiatę kryjącą duże kontenery na śmieci.
Nawet z tej odległości Hala czuł słodkawy zapach odpadów. Przy panujących temperaturach nie było to nic zaskakującego. Prokurator zaczął płytko oddychać, jakby to mogło uchronić go przed unoszącymi się pewnie w powietrzu drobnoustrojami. Podziwiał pracowników służb komunalnych, że byli w stanie wykonywać swoje zadania. On nigdy nie dałby rady.
- Tamten - poinformował Iwo.
Kontener, w którym znaleziono tydzień temu ciało mężczyzny, stał nieco z boku. Najwyraźniej nadal go nie używano. Partner Grzegorza był technikiem kryminalistyki w piaseczyńskiej komendzie i to on ze swoją ekipą przyjechał tu tydzień temu, żeby zabezpieczyć ślady. Mówił, że mieli wielkie szczęście, bo pracownicy komunalni zauważyli rękę ofiary pomiędzy odpadkami i nie wrzucili zawartości kontenera do śmieciarki. Inaczej trzeba by przeszukać całą zawartość naczepy. Tego Hala wolałby sobie nawet nie wyobrażać.
Pomijając kwestię higieny, okoliczności przejmowały Grzegorza głębokim żalem. Na tym etapie nie można było jeszcze wysnuć wniosków co do motywacji sprawcy, ale pierwsze, co się nasuwało, to że mężczyzna został potraktowany jak śmieć. Jakby ktoś bardzo chciał umniejszyć go jako człowieka.
- Tydzień temu kontener stał pod wiatą razem z innymi - zrelacjonował Wilkowski.
- Z przodu czy za pozostałymi? - zapytała Murawska. - Chodzi mi o to, czy sprawca wrzucił zwłoki do pierwszego lepszego pojemnika, czy może chciał je ukryć.
- Był w pierwszym rzędzie. Ludzie od wywozu zwrócili najpierw uwagę na napis.
Faktycznie wielkie białe litery na pojemniku na śmieci od razu rzucały się w oczy. Tym bardziej że pozostałe kontenery były całkiem czyste.
- Otchłań - przeczytała Murawska w zamyśleniu. - Czy tylko mnie kojarzy się to z cytatem z Nietzschego? "Gdy długo spoglądasz w otchłań, otchłań również spogląda w ciebie"? Tak to leciało?
- Tak. Dlatego wezwali mnie tu już w poniedziałek - wyjaśnił Wilkowski. - Na wypadek gdybyśmy za jakiś czas mieli kolejne ciało z podobnym napisem. Nie wykluczam, że to może być początek serii. Ale sami wiecie, że równie dobrze ktoś może udawać seryjnego. Żeby na przykład ukryć zupełnie inny motyw, który inaczej mógłby kierować nas prosto do niego.
Hala skinął głową. Pracowali już kiedyś razem nad tego typu sprawą. Wydawało im się, że mogą mieć do czynienia z seryjnym mordercą. Mylili się. To była nauczka, żeby na początku śledztwa nigdy nie wyciągać za daleko idących wniosków.
- Wygląda mi na sprej - powiedziała Michalina. - Sebastian przechodził fazę graffiti. Pewnie by się wzdrygnął na te zacieki. Gdyby to zrobił profesjonalista, krawędzie byłyby chyba czystsze. Może warto by było znaleźć kogoś, kto się na tym zna i to potwierdzi?
Policjantka miała rację. Farba w aerozolu pozostawiła charakterystyczną mgiełkę wokół liter. Można też było zauważyć drobne kropelki poza ich obrysem.
- To prawda - zgodził się Iwo. - Też o tym pomyślałem. Chyba że chodziło bardziej o przekaz niż wykonanie. Albo ta osoba chciała nas zmylić co do swoich umiejętności.
Murawska podwinęła rękawy czarnego żakietu. Zawsze ubierała się do pracy elegancko. Hala bardzo w niej to cenił. Profesjonalizm przede wszystkim. Jednak dziś naprawdę trudno było wytrzymać w takim ubraniu. On też zaczynał się pocić w swojej marynarce.
- Kamery? - zapytała. - Domyślam się, że ich tu nie ma?
Grzegorz też się rozejrzał. Za wiatą na kontenery była ścieżka prowadząca do zabudowań na tyłach hotelu. Stało tam kilka eleganckich latarni. Na żadnej z nich nie dostrzegł niestety kamery. Przy bramie również niczego nie było. Teraz zauważył, że za kontenerami jest jeszcze jedna alejka. Prowadziła do mniejszych wersji hotelowego dworku. Być może mieszkali tam właściciele tego przybytku i od bezpieczeństwa kamer woleli poczucie prywatności.
- Jesteśmy poza zasięgiem monitoringu - potwierdził Iwo. - Sprawdziliśmy to oczywiście od razu. Grupa ludzi od ciebie z komendy nadal szuka jakichś znaczących nagrań z okolicy. Dotychczas bezskutecznie. No ale kto wie. Może akurat nam się poszczęści i w którejś z pobliskich willi nagrało się coś ważnego. Tylko na to trzeba czasu.
Faktycznie w piaseczyńskiej komendzie nad sprawą pracowało kilkoro młodszych policjantów. Hala rozmawiał z nimi, kiedy rano przyjechał po Murawską. Nie mieli wielkiego doświadczenia, ale mogli się bardzo przydać przy tego typu czasochłonnych i dość monotonnych zajęciach.
- Zastanawiam się, co to oznacza - powiedziała Michalina. - Przypadek czy facet wiedział, że jest tu bezpieczny?
Wilkowski wzruszył ramionami. Hali znów wydawało się, że widzi cień przebiegający po twarzy profilera.
- W sumie nawet nie wiemy, czy to facet - poprawiła się policjantka. - Ale z drugiej strony, jeśli to by była babka, musiałaby być na tyle silna, żeby wrzucić dorosłego mężczyznę do tego pojemnika. Nie byłoby to łatwe.
Podeszła bliżej, żeby zademonstrować, o co jej chodzi. Była drobna, ale muskularna. Regularnie uprawiała sztuki walki. Jednak Hala wątpił, żeby zdołała unieść ofiarę na tyle wysoko, żeby wrzucić ją do środka.
- Mogło być kilka osób - powiedział, grając adwokata diabła. - Albo podjechała na przykład pikapem i wówczas zrzuciłaby ciało z paki. To by było łatwiejsze.
- W nocy jest tu raczej cicho - wtrącił się Wilkowski. - Podjeżdżający samochód chyba by usłyszano. Myślę, że jeśli ktoś tu podjechał, to auto zostało raczej na tamtej drodze.
Spojrzeli w stronę asfaltówki biegnącej na tyłach posiadłości.
- A brama? - zainteresował się Hala.
- Ludzie z hotelu powiedzieli mi, że zawsze jest otwarta. Bo tędy można pójść na skróty nad stawy.
Znajdowali się bardzo blisko uroczego parku Górki Szymona. Miejsce było popularne wśród lokalnych mieszkańców. Można tam było poczuć się trochę jak na Mazurach. Wydmy, woda i śpiew ptaków.
Przez chwilę żadne z nich nic nie mówiło, rozważając różne możliwości. Szkoda, że nie było z nimi Kai Dalke. Grzegorz był pewien, że zaraz wtrąciłaby swoje trzy grosze. W pierwszej chwili podkomisarz mogła wydawać się nadmiernie krzykliwa. Może nawet odrobinę kiczowata w tych swoich cekinach i falbaniastych strojach. Jednak umysł miała ostry jak brzytwa i często zauważała dużo więcej niż pozostali. Opanowało go nieprzyjemne wrażenie, że bez niej być może już na początku przeoczyli coś ważnego. Tak bardzo przyzwyczaili się korzystać z jej olbrzymiej spostrzegawczości, że łatwo było zapomnieć, że kiedyś przecież radzili sobie sami.
- Myślicie, że te dwie śmierci coś łączy? - zapytał, przerywając milczenie.
Wszyscy spojrzeli w kierunku bielejącego pomiędzy sosnami budynku hotelu Leśna Róża. W zeszły poniedziałek znaleziono tu nie tylko nagiego mężczyznę w kontenerze na śmieci, ale również kobietę w dużo bardziej eleganckiej części hotelu.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI