Miejsce, w którym się znalazłam, było zupełnie nieznajomą mi dotychczas przestrzenią, w której wirowałam wraz z pojawiającymi się co chwila, przeskakującymi wspomnieniami. Czy tak wygląda kolejny etap umierania? Smutek, radość, tęsknota, złość, spokój, histeria. Skok za skokiem, tyle emocji, ale brakowało jednej: gdzie to kojące uczucie ciepła - miłość? Gdzie te wszystkie wspomnienia o moim ukochanym brunatnozielonookim? Taka forma śmierci wydawała mi się absolutnie niesprawiedliwa! Nawet jeśli moje uczucia były tylko efektem nałożonego na mnie uroku, chciałam je zabrać ze sobą i nigdzie się bez nich nie zamierzałam wybierać!
Gwałtownie otworzyłam oczy i przeniosłam się do świata żywych, choć - jak się chwilę później okazało - nie ludzi, a diabłów. Leżałam kompletnie zdezorientowana, kiedy niewyraźny kształt niedaleko mnie wreszcie nabrał ostrości i szybko rozpoznałam sylwetkę odwróconego tyłem mężczyzny. Chciałam go zawołać, już otworzyłam usta, ale zamiast jego imienia wydobył się z nich tylko stłumiony jęk. Poczułam, jakby na mojej piersi stanęła rogata bestia, największe w całym piekle zwierzę występujące tylko w Krainie Ciemnych Mokradeł. Olbrzym ten znacznie przewyższał rozmiarami ziemskiego słonia i charakteryzował się tym, że jego rogi paliły się żółtopomarańczowym płomieniem, tak jak jego ślepia. Słynął również z agresywności, toteż nic dziwnego, że w Krainie Ciemnych Mokradeł nie powstała osada czartów gotowych na spotkania z tym zwierzęciem. Mnie zdawało się natomiast, że podobna bestia właśnie nadepnęła moją pierś swoim wielkim kopytem i przeszła po mnie, bo właśnie tak poturbowana się czułam.
- Ciii, niedługo ci się poprawi, ale na razie musisz leżeć spokojnie. - Czuły głos i widok brunatnozielonych oczu nieco ukoił ból w klatce, kiedy mężczyzna żwawo do mnie podbiegł i pogładził mnie po włosach. Jego dotyk był kojący do takiego stopnia, że oddalił mój strach spowodowany zdezorientowaniem. Odsunęłam od siebie myśli i nawet nie zastanawiałam się, co się ze mną stało, dlaczego źle się czuję i czemu nie mam siły się ruszyć. Liczyła się tylko jego bliskość i obietnica, że mi się poprawi. W końcu zawsze dotrzymywał słowa. Przyjemnie ciepłe podłoże i łagodne głaskanie niemal wprowadziło mnie w sen, lecz stan ten przerwało niosące się po jaskini głośne echo.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.