Ogień miłości i woda życia - _maleńka

Kup ebooka

24.00 zł
19.20 zł (17,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

I. Żywioły natury

- Dzień dobry pani. Chciałbym z panią porozmawiać. - Usłyszała delikatny głos przez telefon.

- Witam. Chętnie. Możemy się spotkać. Ale o czym chcesz rozmawiać? -spytała.

Nie spodziewała się, że ktoś, kto jej nie zna, chce z nią rozmawiać.

- No już mi lepiej. Bałem się, czy pani zechce. Bo podobno w pani jest coś ukrytego i coś dziwnego. - Dalej ten ktoś się nie przedstawia, tylko mówi, co usłyszał. - No, wie pani? To, co dziwne, intryguje i...

Nieznany rozmówca zaczął się jąkać.

- W każdym z nas tak jest. Nie tylko we mnie. OK. To się może umówmy wstępnie na niezobowiązującą rozmowę. Może w sobotę o trzynastej. Czy to dobry czas? Jeszcze sobie potwierdzimy, czy nam będzie dane. OK? - Dorota czuła, że to ma nastąpić.

- No dzięki. Tylko gdzie się możemy umówić? Może w kafejce? - spytał.

- Zapraszam cię do mnie, jeśli chcesz. Podam ci mój obecny adres.

Siedziała dalej nieruchomo. Zatrzymał się w niej czas. Poddawała się temu, co jest już w nie-czasie. Tylko przyjdzie jako przyszłość.

I któż ją wie, co w niej się rozgrywało za zamkniętymi na świat oczami. Czary czy modły? Siedziała jak nieobecna. Nie lewitowała. Żadnej zmiany od strony zewnętrznej.

W sobotę punktualnie zadzwonił domofon.

- To ja. Jestem. - Usłyszała ten sam głos.

- Proszę.

- O rany! Dzień dobry - wyjąkał podczas wzajemnego spojrzenia.

- Coś podać do picia? Siadaj sobie wygodnie. - Dorota wskazała mu kanapę i poszła do kuchni włączyć czajnik.

- Ha, ha, ha! - Zaśmiał się gość.

- Ha, ha, ha! - Dorota stanęła nad nim rozchichotana.

Oboje zdziwieni i nie- zdziwieni.

- Nie pytam cię o żadne dane. Czuję twoją silną potrzebę luźnej rozmowy. Bez żenady. Bez głupich uprzedzeń do siebie. - Dorota bardziej pochyliła się w jego kierunku.

- Mam na imię Radek. Radosław. - Załapał, nie musiała głośno pytać.

- Hm. Ten, co sławi radę. Ale nie tę nadzorczą w firmie. Ha, ha, ha. Chodzi o tę intymną, dotąd nieznaną, nieodkrytą. Tak? - Dorota spostrzegła już jego maślane oczy.

- No. Już się dobrze zaczyna. Ja o tym właśnie chciałem... - Urwał zaskoczony.

- To odpowiedz najpierw teraz ty Radku, czego się napijesz? - spytała dla formalności.

- O rany! A już pomyślałem sobie, że pani zaczyna ze mną wywiad.

- Chwileczkę. Dla sprostowania całej rozmowy. Jestem Dorota. Nie żadna pani. Jest jeden Pan. I powinno nam wystarczyć co do naszego dotychczasowego panowania. OK?

- To już mam podać dwie odpowiedzi. Pierwsza, to czego się napiję. A druga, czy jest jeden Pan, skoro ani ty, ani ja nie jesteśmy sobie... państwem ...bezpańskim. Aha. Nie chodzi tu o państwowość narodową. Tak, proszę... ciebie. Tak, więc podaj mi dużo herbaty, nawet pół wiadra, bo już mnie suszy. Myślę, że już odpowiedziałem na pytania.

- OK. Widzę, że zanosi się na płodną rozmowę! Już idę przygotować ci wiadro herbaty. I zaraz wracam.

Po chwili postawiła na ławie przed Radkiem dzbanek wypełniony herbatą.

- Proszę. Oto pełne naczynie wody poddanej wpływowi ognia. Tak zwyczajnie ogień wnika w wodę, w ścisłej bliskości ze sobą. W harmonii. - Dorota dostrzegła, że Radek przez cały czas patrzy na obraz "Jezu ufam Tobie".

Mężczyzna zaraz się wyprostował. Przyjął fason.

- Nie. Nie musisz w tym miejscu i właśnie teraz trzymać się maski. Po prostu bądź taki, jaki jesteś i patrz dalej. Jeśli chcesz. Nie przerywaj z mojego powodu - wyjaśniała lekko z radością.

- To jest ten Pan? Rozumiem. - Nie pytał, a raczej potwierdzał odpowiedzią z wewnątrz siebie.

- Tak. Jeśli chcemy, by dał nam się poznać. Tu. - Wskazała palcem na klatkę piersiową.

- To tylko wystarczy chcieć? I to takie proste?! - Radek oparł się wygodniej i jeszcze raz zapatrzył się na obraz.

Dorota wyszła celowo. Zrobiła sobie kolejną kawę.

- Ale superancko! A ja myślałem...

- A tu już ktoś twoje myśli zna i je wyprzedza. Co? Fajne. I jakie proste - wtrąciła od razu Dorota, poznając, że Radkowi zabrakło słów.

- Fajowo. O rany! Jakie tu fajne otoczenie, wokół tego obrazu. A w kafejkach? Phi. Rzeczywiście tu jest najlepsze miejsce na rozmowę.

- Czujesz i widzisz, jak poznajesz po otoczeniu. Od strony zewnętrznej już to, co dzieje się w tobie. Wewnątrz ciebie, chociaż to ukryte. Że nie musisz rozumieć. Odbiór. To tylko odbiór zwyczajnego ciebie, że po prostu jesteś. W sobie teraz jesteś, z czego dotąd nie zdawałeś sobie sprawy. - Spojrzała uzupełniająco na Radka.

- Chciałbym wrócić do tego, co powiedziałaś przy podawaniu mi herbaty. - Radek okazał, jak to jest dla niego interesujące.

- Dwa żywioły całej natury przyrody. W harmonii tworzą parę. I w odniesieniu do subiektywnego ujęcia, i w ogóle całości. Jako osobne są tylko albo ogniem, albo wodą. Jako dwa osobne z dwóch. I w parze z sobą dają parę z określonego nasileniem działania na siebie, przenikaniem wzajemnym. Dają się sobie dla lotności substancji, z punktu wyjścia stanu stałego zamrożenia przez ciekły. To jest przejaw swoistego rodzaju przechodzenia ze stanu do stanu. Wiem, o co pytasz. O te wewnętrzne działanie na siebie. Wnikanie w siebie. Że woda przyjmuje ogień. I dalej szerzej, i jeszcze szerzej można zobaczyć właściwość żywiołu. Jego znaczenie proporcjonalne wprost do tego, jak to gotowi jesteśmy przyjąć. A wszystko rozbiega się o stan gotowości bez żadnych uprzedzeń. Nie tylko w czysto filozoficznym ujęciu, jako sztuka dla sztuki. Wewnątrz tych dwóch żywiołów ognia i wody jest ukryte życie. Nie tylko w nas. Nie tylko we mnie, wreszcie to, z czym do mnie przyszedłeś. By wrócić do siebie samego takiego, jakim jesteś. Nie takiego ciągle poszukiwałeś.

- Czy też jestem żywiołem? - spytał zaciekawiony.

- Przyznasz, że tego ode mnie nie usłyszałeś. Ponieważ wszystko jest nazwane jakimś określeniem, to jeszcze nie koniec na tym. Że nie zamyka się w jednym określeniu. Jest ukryte pod jednym hasłem. Jak teraz posługujemy się hasłami, w których ukryty jest sens ciągłości. A w odniesieniu do określenia żywiołu? O tym najpierw do dwóch określeń łącznych wody i ognia. Czy wyrażam się jasno? - spytała, czy po to przyszedł.

- No fajnie się zaczyna. Nie przerywajmy. Nie, nie. Dalej. Uzupełniasz już moje pytania. Ty czytasz w myślach. - Uśmiechnął się znacząco.

- Nie to cię teraz zajmuje. Chcesz wrócić wypełniony spełnieniem. Tak dokładnie nie wiesz jeszcze, jakim spełnieniem. Jasność znaczenia żywiołu pozwoli ci być żywiołem do dwóch określeń wody i ognia.

Żywioł pomiędzy niebem a ziemią. Czy tylko? Sam żywioł. Jako słowo czy zapisany wyraz. Coś, czym się to określenie wyraża. Słowo staje się wyrazem. Z obrazu staje się słowem. W słowie jest obraz wewnętrzny, który się wyraża ze swego określenia.

Słowo "żywioł" ma w sobie kilkanaście członów jako wykładnię jego całości określenia. I dlaczego "żywioł", a nie najpierw woda czy ogień? Gdyż wystarczy wziąć dwie pierwsze litery z początku i do nich dodać końcową literę, z czego już jest utworzona czynność czasu przeszłego: "żył". Ten ktoś, kto żył. Nie to coś, co żyło. I dalej z szacunkiem dla całego słowa "żywioł", pamiętając, z czego się wziął na początku. Z kogoś, kto żył. I co dalej jest w słowie "żywioł". Wiemy już, że jest najpierw "żył". Po środkowych literach łatwo można poznać, że wie, iż żyje. To już mówią litery trzecia i czwarta o czasie teraz. Litera "o" to symbol okrągłości. Na okrągło, ciągle wypełnieniem obiegu wokół środka, źródła życia. Źródła, jądra, sedna, sensu nieprzerwanego żadną ludzką miarą. Ma służyć. Jest sługą bez umierania. Nie jest więc zamkniętą formą jak ciało materialne. To ciągła przemiana płynąca, chociaż mówi o trzech stanach substancji jemu poddanej. Że nie-substancja, którą jest ogień, zespala ze sobą substancję wody. I wzajemnie, czyli w drugą stronę ujęcia. Że substancja wody zespala ze sobą ogień. I tak możemy kontynuować, jeśli chcesz. Albo dla ułożenia się tego wszystkiego dołożymy odpoczynek od wewnętrznego życia żywiołu. Hi, hi, hi. - Dorota zaśmiała się znacząco.

- Ma służyć? Jak to rozumieć? - Radek oczekiwał szerszego wyjaśnienia kolejnego słowa.

- Tak. Sam widzisz, co w tobie ukryte. Jak zwój się rozwija. To, co zawinięte, rozwija się już. W twoim odczuciu nazwać to możesz spełnieniem. To już jest część odpowiedzi na twoje pytanie na teraz. Służba wieńczy spełnienie. Służba życiem. Czy lub raczej życie "w" wewnątrz jest służbą. Wie, że żył. To wie, że żyje. Tylko gdy służy wewnątrz życia tym, czym wie. Jest w różnym stanie sił kierunkujących służbę. I wie, że nie żyje tylko dla siebie. Sam jest jak nic. Nie ma go. Nie ma w nim życia. Jest martwym żywiołem. Nikomu nie potrzebnym, gdy nie służy.

- Jak rozumieć, o co chodzi dalej z tą służbą? Przecież żywioł kojarzy się z czymś strasznym. Pożar. Powódź. O czym? Pożar komuś służy? Albo powódź? - Radek niecierpliwie przerwał.

- Spytałeś o żywioł. Zapomniałeś o zachowanej w nim harmonii. I nie spytałeś o nią. Czyż nie jest dla ciebie ważna? Przy herbacie podana ci była harmonia przenikania ognia w wodę i wody w ogniu.

W odpowiednim momencie odłączony ogień pozostawia wodę w takim stanie, w jakim ona się znajduje. Tylko zawrzała w sobie rozbiciem atomów, które w swej istocie są puste. I szybko trzeba było dodać część roślinną, byś mógł wypić to jako herbatę. Do tego przywykliśmy jako normalka. Wiemy. Po rozłączeniu pary ognia i wody woda wraca do swego stanu wody. Samo połączenie dwóch żywiołów pokazuje nam służbę. Używamy ich, bo nam służą. A dalej i szerzej do więcej, to już do dysharmonii tych dwóch czy każdego z osobna. Mówimy na razie o tym, czym możemy regulować, jako służbę dla nas. Odtąd dotąd. - Dorota pokazała odległość pomiędzy obydwiema dłońmi.

- Czy chodzi tu o odległość między sobą? To i o zbliżenie. Mówiłaś też o wzajemności przenikania. - Radek próbował nakierować Dorotę pytaniami na jego próbę rozumienia.

- Dobrze! Brawo. Teraz do szerszej pojęciem harmonii. Harmonii przenikania się wzajemnego w sobie żywiołu. Jednego żywiołu, w którym oglądamy ogień i wodę. Przez każdą chwilę dnia obecnego. Jak się wzajemnie przenikają. Jak? W całej przyrodzie służą jednym żywiołem. Zmiennością temperatury powietrza jako źródła ognia, w której obserwujemy samoistne trzy stany wody jako źródła wody do życia. Że bez ognia nie ma życia. Tak i bez wody nie ma życia. A konkretnie bez harmonii wody i ognia jako zespolonego żywiołu nie ma życia. Między niebem i ziemią. Na ziemi pod sklepieniem nieba, które postrzegamy. I nie tylko na powierzchni ziemi jest żywioł.

- To i wewnątrz ziemi jest życie? - Zdziwiony rzucił pytanie jak odbezpieczoną bombę do wybuchu.

- I dlatego o całym początku żywiołu. Jednego żywiołu. Natury jego. Tak na zewnątrz, jak i... wewnątrz. Jeden żywioł. W przestrzeni otwartej na zewnątrz, jak i... w przestrzeni zamkniętej wewnątrz. Na zewnątrz ziemi i wewnątrz ziemi. Ponad nią i w niej ten sam żywioł służy życiem. Tak jak w znaczeniu tego słowa na jego początku połączonego z końcem "żył". W połączeniu nie-substancji z substancją jest ciągłym przenikaniem wewnątrz siebie dla oglądania się na zewnątrz. W ziemi żywioł ognia i wody czyni ją żywą. Dającą życie na powierzchni. A co jest lżejsze? Woda czy ogień?

- No. Hm. Też zadałaś pytanie? Ale po co je zadałaś? Zaraz. Aha. W samym środku ziemi podobno jest ciągle żywy ogień?! O rany?! Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Ogień nie ma żadnej praktycznie wagi swego ciężaru i utrzymuje cały ciężar wody wokół.