Ofiary - Ajschylos

Kup ebooka

12.50 zł
10.25 zł (9,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

OFIARY

W głębi królewski pałac Atrydów w Argos.

Na okrągłym placu przed pałacem znajduje się w pobliżu jednego z dwóch wejść mogiła Agamemnona.

ORESTES , młodzieniec ośmnastoletni, w ubraniu podróżnem, z mieczem u boku, stoi na grobie; obok niego PYLADES , młodzieniec cokolwiek starszy, w stroju podobnym, z dwoma oszczepami w ręku.

ORESTES: Hermesie, panie włości podziemnych, rodzica Mojego dzisiaj królu, zwróć ku mnie swe lica, Pomocnym bądź mi zbawcą! Przybyłem zdaleka Do ziemi swej rodzinnej, lecz nikt mnie nie czeka - Nie witan przez nikogo syn Agamemnona, Orestes! Dusza jego bólem przepełniona, Gdyż ojca krwawy podstęp zabrał mu i przeczy Puścizny jego dziadów! W Strofijosa pieczy Nad brzegiem cudzoziemskim parnaskiego zdroja Chowała się i rosła biedna młodość moja; A ty, dni mych najpierwszych towarzyszu miły, Pyladzie, tyś sam jeden podpierał me siły Na drodze, którą muszę - Apollo mi świadkiem, Bo on to mnie powołał - spieszyć tak ukradkiem... Lecz dziś, gdy ojciec zasnął, ty sam jeden z bogów Przebiegasz ciemne mroki śmiertelnych rozłogów, Hermesie! Korne modły zasyłam ku tobie: Twój głos, wysłańcze niebios, niech zabrzmi na grobie

Ojcowskim, niech mu wnętrze przeniknie aż do dna, By prośba moja była wysłuchania godna, Przyjęcia ma ofiara! Z nad mej skroni młodej Uciąłem pierwszy pukiel, gdy Inacha wody Oblały moje stopy z ojczystym szelestem. Niech przyjmie go praojciec, wdzięczny bowiem jestem, Że władca życiodajny tak mi róść szczęśliwie Pozwolił i rozkwitnąć choć na obcej niwie. Ten drugi tobie składam w pogrzebnej ofierze, Ty, ojcze mój wspaniały! Gdy ostatnie leże Twym zwłokom gotowano, nie mogłem ci, panie, Ni słowa na synowskie szepnąć pożegnanie, Nie mogłem w hołdzie podnieść tej ręki. Przepłony Wygnańca dar, lecz, jeśli mocą twej obrony Królewskie zyszczę berło, synowskiej objaty Na grób twój spłynie, ojcze, strumień przebogaty: Śród cieniów kroczyć będziesz we czci i honorze, Jakiego żaden z zmarłych dostąpić nie może.

(schodząc z mogiły, spostrzega orszak, który, zakryty jeszcze przed okiem widzów, zbliża się z przeciwległego wejścia ku scenie)

Co widzę? Orszak kobiet, odzianych w głębokiej Żałoby czarne płaszcze, kieruje swe kroki W tę stronę. Cóż się dzieje? Cóż ten pochód znaczy? Czy może dom nasz w świeżej pogrążon rozpaczy? Czy może z ofiarami na grób ojca spieszą, By jego gniew przebłagać? Tak jest! Między rzeszą Tych niewiast i Elektrę widzę. Na jej skroni Zbyt wielki cień żałości, bym nie poznał po niej Mej siostry! Zeusie, błagam, niech mnie dłoń twa wspiera! Śmierć ojca pragnę pomścić, ojca-bohatera.

(chowają się w jednem z dwóch wejść. Z drugiego wychodzi ELEKTRA , dziewica, starsza od Orestesa, z obciętemi krótko włosami, w czarnej sukni żałobnej, bez najmniejszej odznaki, któraby ją odróżniała od towarzyszących jej dworek. Piętnaście tych kobiet, stanowiących CHÓR , występuje w roli płaczek. Jedne z nich mają dzbanki ofiarne, inne, stosownie do ceremonjału, biją się w piersi i t. d.)

CHÓR:

Ofiary-ć ja niosę na grób - Wysłał mnie dom. Rączemi - patrz! - pięściami Biję się w pierś. Krew mi lica plami - Paznogci to mych Dotkliwy łup. Niehamowany żal Pospiesza w krok za nami. Co tylko chcesz, To czyń, to rób, A nie wypędzisz - nie! - Rozpaczy z łona! Zdarta na szmat, Na łachman postrzępiona, Opada nam suknia do stóp.

Komnatę dziś naszą, ach, Rozbudził krzyk. Zerwały się na nogi Groza i lęk. Bladych widziadeł trwogi Przepełny był dom. Śmiertelny strach Dziko najeżył włos, Gdy wieścił sen złowrogi, Co naszedł dziś Królewski gmach.

Wróżbitów orzekł głos, Że w zmarłych grobie Drży żądza krwi: Zemsty nie stłumią w sobie - Że mord się objawił w tych snach.

I tu mnie ona śle, Bogów przeklęta nać: Pochlebstwem pragnie dziś Przebłagać zabitych gniew Ta najpodlejsza z żon... Słów mi się własnych bać! Bo gdzież ta wielka moc, By zmyć wylaną krew? Pohańbion dziś Królewski gród, Zamieszkał w nim Ponury ból, W głęboki mrok, Nieznany wprzód, Pogrążył się jasny dom Z chwilą, gdy umarł król.

Tak, ongi, za dawnych lat - Gdzież jest ten błogi czas? - Z miłością słuchał tłum Tego, co władca mu rzekł. Inak czynimy dziś: Strach li popędza nas. Korzyść to ludzi bóg, Za nią podąża człek, Lecz pomsty dzień Rozbłysnął już, Przyspieszył swój

Niechybny krok, A ktoby chciał Do skonu zórz Godzinę sądu zwlec, Tego pochłonie mrok.

Krwi rodzicielka-ziemia Napiła się dosyta I mord o pomstę woła Z przesiąkłej krwią głębiny. Niedługo czeka odwet, Wnet krzywda będzie zmyta - Krzywdziciel dopełnił swej winy.

Gdy pękł już pas dziewiczy, Przerwany-ć on na wieki! Chociażby wszystkie zdroje Spłynęły jedną drogą - Daremnie! Rąk mordercy Wody tej wielkiej rzeki Oczyścić już nigdy nie mogą.

Ale, o biada, ciężkie brzemię sług Gniecie nam barki - Narzucił je bóg. Ni się poskarżyć, ni pożalić komu! W niewolniczego posłuszeństwie sromu Trzeba nam wszystko znieść, Hańbę uważać za cześć, Sercu zadawać gwałt I tylko pokryjomu Wylewać gorzkie łzy Nad losem tego domu!

ELEKTRA: O dziewki, służebnice w naszych progach skrzętne, I wierne towarzyszki w tej drodze, pamiętne Boleści mojej krwawej! Niech mnie wasza rada Wspomoże: co powiedzieć ma córka, gdy składa Ofiarę na grób ojca? Ma li rzec: te datki Powierzam twej mogile, przysłana od matki - Wiernemu małżonkowi niesie wierna żona? Nie mogę! Na mych uściech słowo takie skona, Gdy stanę z objatami przy ojca mogile! Daremnie się na wyraz powitania silę... Czy może go zawezwać przyjętym zwyczajem, Ażeby za podarek odpłacił się wzajem Podarkiem, krzywdę krzywdą nagrodził? Czy godniej Umilknąć? Padł mój rodzic od haniebnej zbrodni - Na znak więc strasznej hańby płyn ofiarny z błotem Pomieszam, wzrok odwrócę i odejdę potem Ze wzrokiem odwróconym! Tak-ci domu ściany Obmywszy, wylewamy kał niepożądany! Poradźcie przez tę wspólną nienawiść do wroga, Nie tajcie nic! Niech wnętrza nie szarpie wam trwoga: My dzieci jednej Doli, słudzy czy panowie, Niech zatem serce wasze, co myśli, wypowie! PRZODOWNICA CHÓRU: W niemniejszej czci mam ojca grób, niźli ołtarze - Wyjawię ci, posłuszna, co mi serce każe. ELEKTRA: Tak, jak ci cześć dla grobu mego ojca radzi. PRZODOWNICA CHÓRU: O szczęście módl się dzisiaj dla wiernej czeladzi! ELEKTRA: Gdzież ona? Gdzież ta dusza, tak wiernie służbista?

PRZODOWNICA CHÓRU: Ty pierwsza i nienawiść kto ma dla Ajgista. ELEKTRA: Więc za was i za siebie wznoszę dzisiaj modły. PRZODOWNICA CHÓRU: Powinnaś wiedzieć sama, kto cny, a kto podły. ELEKTRA: Któż jeszcze poza nami tutaj się ostoi? PRZODOWNICA CHÓRU: Orestes na obczyźnie wart modlitwy twojej. ELEKTRA: Tak, prawda. Twa nauka w dobrej przyszła chwili. PRZODOWNICA CHÓRU: I o tych nie zapomnij, którzy mord spełnili! ELEKTRA: Cóż na to rzec? Me serce twej porady czeka. PRZODOWNICA CHÓRU: By przeciw nim obudzić boga lub człowieka. ELEKTRA: Jak myśleć mam, odpowiedz: mściciela czy sędzię? PRZODOWNICA CHÓRU: Kto śmiercią ich ukarze, ten pożądan będzie. ELEKTRA: Nie grzech to? Czyż się na to godzą wielkie nieba? PRZODOWNICA CHÓRU: Jakożby nie? Krzywdzącym płacić krzywdą trzeba! ELEKTRA: Skargami żyć nam dzisiaj, a nie zemstą srogą. PRZODOWNICA CHÓRU: Zaufaj że podziemnym, litościwym bogom!

ELEKTRA: Głos ludzki nie dociera do głębiny ziemi. PRZODOWNICA CHÓRU: Lecz Hermes ci przychylny, dotrze z prośby twemi. ELEKTRA: Posłucham. Gdy się modlić u grobu przestanę, Podacie mi objaty, drużki me kochane! PRZODOWNICA CHÓRU: Tak, módl się, jak się modlić płód królewski może! My czekać będziem znaku w milczącej pokorze. ELEKTRA: Wszechmocny nieb wysłańcze i umarłych świata, Ku tobie dziś, Hermesie, prośba moja wzlata: O, spraw, by, pomni mordu, podziemni bogowie Raczyli mnie wysłuchać! A przedsię w tem słowie O łaskę Ziemi proszę, tej wielkiej macierzy, Do której wszystko wraca, by na żywot świeży Wypuścić nowe kiełki... Skrapiając mogiłę Rodzica, tak się modlę: Ojcze! Światło miłe Oresta niechaj w naszym zajaśnieje domu, Bo straszni my nędzarze, żywiący się sromu Potrawą, precz wygnani przez matkę dla męża, Ajgista, współwinnego twej śmierci!... Zwycięża Naokół ręka zbrodni. Jam dziewką, a w cudzej Dziedzinie brat, ci zasię, głodnych chuci słudzy, Na trudów twych dobytku bez miary się pasą. Z młodzieńczą Orestesa pozwól zejść się krasą W ojczyźnie - o to dzisiaj do ciebie się modlę! Mnie dłoń zachowaj czystą, iżbym nie tak podle Czyniła, jako matka! Rozum daj i serce Poczciwe!... Tyle za nas... A twoje morderce Niech ściga krwawy mściciel! Ci, co cię zabili, Niech padną, luby ojcze, zabici! Ni chwili

Nie waham się tej klątwy ściągać na twe wrogi, Zaś na nas oby spłynął strumień łaski błogi Z dostojnych rąk mieszkańców podziemnej krainy, Z rąk bóstw, a zwłaszcza Ziemi i karzącej winy Sprawiedliwości... Ojcze, to rzekłszy, ofiary Poświęcam twej mogile... A wy, jak wam stary Obyczaj nakazuje, w czci mający groby, Uczcijcie umarłego pieniami żałoby.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.