2
Komisarz Eryk Deryło wysiłkiem całego ciała podciągnął się, zapierając o barierkę szpitalnego łóżka. Nie mógł uwierzyć, że nie udało się pochwycić szaleńca, który nakłonił dwóch nastolatków do udziału w serii morderstw. Przecież mieli go w garści. Popisowo dali dupy na całej linii. Zbrodniarz okrzyknięty przez media Cztery Iksem wykpił się i wpakował dwóch funkcjonariuszy do szpitala. Jeden z nich do końca życia będzie kuternogą z metalowym butem zamiast stopy, a Deryło zachowa parę blizn na wieczną pamiątkę.
Wsparł się na łokciach, napinając bicepsy. Pomimo pięćdziesięciu dwóch lat wciąż był potężnym, wysportowanym mężczyzną. Na jego twarzy widoczne było jednak zmęczenie. Pod pergaminową skórą nabrzmiały żyły. Krótko ścięte włosy były zmierzwione i nieświeże, a przenikliwe spojrzenie nosiło ślady wielogodzinnego uśpienia. Z wysiłkiem skupił wzrok na Brzeskim.
Aspirant stał obok jego łóżka z rękoma założonymi pod pachami, jakby było mu bardzo zimno. Przestępował z nogi na nogę. Biorąc pod uwagę wzrost, przypominał koszykarza symulującego rozgrzewkę. Tylko że nawet na koszykarza symulanta był zbyt wątły i chudy.
- Nie było go tam - westchnął. - Nie wiem, jakim cudem, ale przetrząsnęliśmy całą kamienicę...
Komisarz podniósł się jeszcze wyżej.
- Jak to nie było?
- Poza trupami nikogo nie znaleźliśmy. Oczywiście jest mnóstwo śladów, ale...
Deyrło mu przerwał:
- Więc kogo zastrzeliliście?
Brzeski przygładził dłonią białożółte włosy. Po chwili wrócił do poprzedniej, rozgrzewającej pozycji.
- Kiedy tracił pan komisarz przytomność - odchrząknął - podbiegłem jako pierwszy. Leżał pan na podłodze, obok córki...
- Przecież wyraźnie słyszałem strzał! Widziałem, jak ten sukinsyn osuwa się na kolana.
- Oddałem strzał ostrzegawczy. Miałem wrażenie, że w lustrach widzę jakąś postać, ale to musiało być jedynie wypaczone odbicie.
- Sukinsyn uciekł.
Aspirant nie podjął tematu. Akcja w kamienicy nie była w ogóle przygotowana. Incydent w Magdalence to przy niej strategiczny majstersztyk. Nie przeprowadzono rozpoznania terenu ani żadnego wywiadu. W chaosie sytuacji kilku policjantów wpadło do kamienicy, nie mając najbledszego pojęcia, czego się spodziewać. Tylko cudem nikt nie zginął. Spaliło się pół stropu, a sześć zastępów straży pożarnej zamiast wódą oblewało Wigilię wężem gaśniczym. To nie była cicha noc.
Może powinni przyjąć, że Cztery Iksa w chwili interwencji już tam nie było? Może uciekł, nim przybyło wsparcie?
- Wspomniałeś o ciałach. - Deryło zacisnął dłonie na poręczach łóżka. - Czyich?
- Dwóch porwanych dziewcząt i Daniela Kosa. Gówniarz leżał w habicie z roztrzaskanym łbem.
- Ten złamas zabił go na moich oczach.
- I pewnie wtedy spieprzył. Miał wiele możliwości...
A więc to była już oficjalna wersja. Cztery Iks wywinął się, zanim zjawiły się służby. Zamordował swojego czeladnika zbrodni i zniknął.
Brzeski, dostrzegając grymas komisarza, oparł się o brzeg łóżka.
- Złapanie księdza to tylko kwestia czasu - powiedział z naciskiem. - Cały czas nad tym pracujemy.
- A jeżeli to wcale nie był ten ksiądz?
- Wszystkie dowody wskazują na niego. Analiza Tracza też wydaje się całkiem rozsądna. Do tego badanie pisma, mnóstwo odcisków palców i innych śladów biologicznych...
- A zeznania mojej córki?
- Ani ona, ani ta druga dziewczyna nie widziały twarzy sprawcy. Zawsze miał na sobie maskę.
Wiktoria, córka Deryły, została porwana przez Cztery Iksa, którym okazał się szanowany ksiądz egzorcysta. Teraz dochodziła do siebie pod troskliwą opieką matki. Brzeski nie chciał dodawać, że druga z ocalałych kobiet, Magdalena Szus, została zgwałcona. Samego zajścia jednak nie pamiętała, tak samo jak rysów twarzy oprawcy. Była szansa, że z upływem czasu odzyska niektóre wspomnienia i uzupełni złożone zeznania. Tylko miał wątpliwości, czy dla niej nie lepiej byłoby zapomnieć.
- Są już wyniki sekcji Kosa? - zapytał chrapliwie Deryło. W ustach miał saharyjską suszę.
- Nic nadzwyczajnego. Po egzorcyzmach nie został nawet gwóźdź w żołądku.
- On podobno akurat jadał żyletki.
- Pal diabli. Tych też ani śladu.
Komisarz ciężko opadł na łóżko. Jak to możliwe, że ten śmieć mu się wywinął? Gdyby działał szybciej i uważniej, na pewno już by go dorwał. Poczuł narastającą falę wyrzutów sumienia. To przez niego cierpiała jego córka. To przez niego sierżant Banach przyzwyczajał się właśnie do okrągłego kikuta.
I to przez te pieprzone leki bierze na siebie winę za wszystkie nieszczęścia świata!
Wyciągnął dłoń po butelkę wody, ale Brzeski go ubiegł.
- Pomogę panu.
- Jeszcze raz podstawisz mi to pod usta, to skopię ci dupę. - Wyrwał aspirantowi butelkę i pociągnął solidny łyk. Oczywiście się zakrztusił.
Dostrzegając spojrzenie komisarza, Brzeski nawet nie drgnął. Spokojnie odczekał, aż ten się wykaszle, i dopiero wtedy z satysfakcją podał mu chusteczkę.
- Co z tym drugim chłopakiem? - zachrypiał Deryło. - Jak on się tam nazywał?
- Wiktor Puszke.
- O właśnie.
- Mamy go. Był cały czas w tej kamienicy.
- Stawiał opór?
- Nie.
- Malczewski postawił mu zarzuty?
- Oczywiście, z pełną pompą. Do tego od razu zaklepany został wniosek o tymczasowy areszt. Tylko że trudno będzie ustalić konkretną odpowiedzialność tych chłopaków... Nie wiemy, czy dokonywali mordów i jak mocno byli w to zamieszani. Do tego niezbędna będzie opinia biegłych psychiatrów.
No tak, dwóch pomocników seryjnego mordercy mogło być świrami. Skoro jeden z nich został poddany egzorcyzmom, to wiele na to wskazywało. Ostatecznie zamiast psychiatry zajął się nim patolog. A teraz chłopak stał przed Najwyższym Sędzią. Cztery Iks posłużył się nim jak zabawką, którą bez skrupułów odłączył od prądu. Klucz do rozwiązania sprawy mógł stanowić drugi z nastolatków.
Komisarz chciał jeszcze o coś zapytać, ale do pomieszczenia wszedł lekarz. Wymownie wskazał na zegarek.
- Jeszcze chwilę. - Deryło zmierzył go zirytowanym spojrzeniem. - Nie wydobrzeję, jeśli nie będę wiedział, na czym stoję.
- Pan akurat teraz leży - cierpko odparł doktor. - I to jeszcze przez parę dni.
- Do cholery, niech pan da sobie na wstrzymanie...
- To nie jest dom spotkań, tylko szpital. Musi pan odpoczywać.
Deryło miał ochotę porządnie skląć lekarza. Zmuszając go do odpoczynku, dbał o święty spokój na oddziale, a nie o jego zdrowie. Może szpital to nie dom spotkań, ale na pewno też nie więzienie. W momencie gdy otwierał usta ze słowami riposty, ktoś pchnął drzwi wejściowe.
Nie zwracając żadnej uwagi na doktora, do sali wbiegła żona komisarza. Deryło zmusił się do uśmiechu.