9
- Kto złożył zawiadomienie? - zapytał Ove. Stał na trzeszczącym parkiecie w przestronnym salonie. Skinął głową w kierunku radiowozu stojącego na dziedzińcu.
Amanda Wahlby siedziała z tyłu, wpatrzona w zagłówek przed sobą. Przez otwarte drzwi wychylał się kolega Ovego w mundurze, próbując z nią rozmawiać.
- Tak - odparł Fredrik. - Zadzwoniła z telefonu komórkowego, a kiedy pojawił się pierwszy człowiek, stała na drodze sto metrów dalej. Powiedziała, że nie ma odwagi zostać przy domu.
- No tak - zgodził się Ove. - To zrozumiałe.
Ove był postawnym mężczyzną, liczącym metr siedemdziesiąt osiem wzrostu i osiemdziesiąt pięć kilogramów wagi. Trzydzieści jeden lat wcześniej, gdy był aktywnym hokeistą, ważył prawie tyle samo, ale wówczas te kilogramy miały nieco inną jakość i były inaczej rozmieszczone.
Spojrzał na dwa pocięte ciała. Kobieta leżała na podłodze przy sofie, a mężczyzna w rogu pokoju, przy przewróconym stoliku i rozbitej lampie ze srebrnego szkła.
Do pokoju wchodziło się przez jadalnię, która wyglądała tak, jakby mogła pomieścić dwadzieścia kilka osób. Po prawej stronie, tuż obok niego, stały dwa szare fotele przy niskim okrągłym stoliku z nogami jak filary. Blat był zdobiony intarsją z palisandru przedstawiającą dwa jelenie. W głębi pokoju stały dwie sofy i dwa fotele, wszystkie obite tym samym jasnym materiałem i otaczające wypucowany na błysk stół z białą porcelanową miską w charakterze jedynej dekoracji.
- Dużo krwi - stwierdził Fredrik.
- Tak, musiał zostać z niej całkowicie opróżniony - dodał Ove, wskazując ciało w rogu.
Głowa mężczyzny, wisząca pod dziwnym kątem z powodu w połowie odciętej szyi, była kompletnie zmasakrowana. Brakowało oczu, a z twarzy zostały tylko krew i głębokie rany. Dłonie były odcięte do połowy, a na reszcie ciała było mnóstwo długich, głębokich ran ciętych. Z otwartej jamy brzusznej zwisała część narządów. Fredrik miał wrażenie, że na wywiniętej otrzewnej dostrzega skrawek wątroby, ale nie było łatwo stwierdzić, co jest czym. Ciało było ułożone we wręcz niewiarygodnie dużej kałuży zaschniętej krwi, a spodnie zostały zabarwione intensywną czerwienią. Z kolei ciało kobiety miało tylko jedno głębokie rozcięcie - biegnące przez klatkę piersiową, tuż pod sercem. Również ona mocno krwawiła. Większość krwi wchłonął wielki perski dywan, który wyglądał na obecny w rodzinie od pokoleń.
W powietrzu czuć było woń wymiocin i zepsutego mięsa. Mgła na dworze zgęstniała, dzień stał się szary i ponury.
Ove miał na sobie zieloną wiatrówkę i znoszone dżinsy. Fredrik zostawił swoją kurtkę w samochodzie. Był ubrany w granatową koszulkę i dżinsy, równie zużyte jak te Ovego. Służbowy pistolet trzymał na prawym biodrze. Obaj mieli na butach jasnoniebieskie ochraniacze.
Kiedy Fredrik zobaczył przed sobą ciała, jak zwykle w takich sytuacjach uderzyła go myśl, jak są zapadnięte i poszarzałe. Wszystkie próby upozorowania śmierci w filmie i telewizji w porównaniu z rzeczywistością były pełne życia. Prawdziwi umarli najbardziej przypominali odpady. Brzmiało to pogardliwie, ale właśnie taka myśl przemknęła mu przez głowę: są jak śmieci. Wszelkie życie z nich uszło. Leżące na posadzce ciała w bardzo niewielkim stopniu kojarzyły się z tym co ludzkie. Ponura perspektywa, ale właśnie ona pozwalała znieść ich widok.
Fredrik podniósł wzrok znad dwóch ciał i wyjrzał przez okno z widokiem na tyły budynku. Zobaczył zadbane pastwisko z wysokim ogrodzeniem, a na pierwszym planie rododendrony i ścięte późnoletnie kwiaty, leżące w suchych stosach obok sekatora z jaskrawoczerwonym uchwytem. Trawnik był równy i bujny, miał intensywnie zielony kolor.
- Mnóstwo krwi i mnóstwo pieniędzy - powiedział Ove.
Nie potrzeba było regularnej lektury kolorowych magazynów wnętrzarskich, by zrozumieć, że Traneusowie byli dobrze sytuowani. Mieszkali w dużym domu i wyglądało na to, że ktoś zainwestował czas, wysiłek i masę pieniędzy w urządzenie pokoi. Przynajmniej na ile Fredrik i Ove zdążyli się zorientować. Wszystko zostało dopasowane kolorystycznie i przemyślane we wszystkich szczegółach. Nie było żadnych wkrętów imbusowych kojarzących się z Ikeą i samodzielnym montażem.
- Myślisz o zabójstwach na tle rabunkowym? - spytał Fredrik.
- Tak - odparł z pewnym ociąganiem Ove. - Ale nie wiem, jak to wszystko ze sobą połączyć.
Znów wskazał zmasakrowanego mężczyznę.
Ove miał rację. Kobieta miała tylko jedną ranę klatki piersiowej, ale jak wytłumaczyć wściekłość wymierzoną w mężczyznę?
- Niespodziewany opór, niezrównoważony włamywacz - podsunął Fredrik.
- Niezrównoważony - powtórzył Ove i poklepał się dłonią w klatkę piersiową. - Jak cholera.
Rozległy się kroki na parkiecie i do pokoju wszedł Gustav Wallin. Było to nieco komiczne wejście. Miał na sobie dobrze skrojony ciemnobrązowy garnitur w dyskretną czarną kratkę, który kiepsko pasował do jasnoniebieskich ochraniaczy na buty.
- Sądzicie, że konie potrzebują wody? No bo skoro ci tutaj leżeli od kilku...
Na widok ciał Gustav umilkł.
- Ktoś nad tym pracuje - odparł Ove.
Gustav w dalszym ciągu nic nie mówił. Pierwszy rzut oka na ciała uciszył także Fredrika. Trupy były szare i nieme, ale za to pokój aż krzyczał, wyrzucając z siebie całą brutalność i nienawiść, która musiała eksplodować w sprawcy.
- Wiemy, kim oni są? - zapytał w końcu Gustav.
- Kobieta to Kristina Traneus, zameldowana pod tym adresem, a jeśli chodzi o mężczyznę...
Fredrik zawiesił głos. Zmasakrowane zwłoki mówiły same za siebie.
- Sprzątaczka rozpoznała Kristinę Traneus, ale nie potrafiła powiedzieć, kim jest mężczyzna - ciągnął. - Rzuciła tylko na niego okiem i raczej nie będzie miała nastroju, by wrócić i bliżej mu się przyjrzeć.
- Hmm, trudno się dziwić - mruknął Gustav. - Ale istnieje chyba jakiś pan Traneus?
- Tak. Arvid Traneus. Sprzątaczka twierdzi, że mają dwoje dzieci. Żadne z nich nie mieszka z nimi w domu.
- Czyli dobrze się domyślam, że to Arvid tam leży? - spytał Gustav, marszcząc czoło.
- Tak, tak - odparł Ove, przeciągając dłoń po czarnych, krótko przystrzyżonych włosach, do których najwyraźniej nie zdążył się przyzwyczaić.
Gustav zrobił krok w bok.
- Można się tu dostać na trzy sposoby. Są dwie drogi z północy i jedna z południa - ta, którą sami przyjechaliśmy.
Ove podniósł na niego wzrok.
- Idealne miejsce na dokonanie zabójstwa.
Gustav skinął głową i ponownie spuścił wzrok na ciała. Dłuższą chwilę stali kompletnie nieruchomo. Nadleciała mucha i usiadła na ramieniu zmarłej. Ove ją odgonił.
- Wściekłość... niemal szaleństwo i spora siła - podsumował Gustav.
- Wiele zależy od narzędzia - stwierdził Fredrik.
- Od narzędzia?
- Tak. Ludzie rzadko biegają z mieczem, więc jeśli nie mamy do czynienia z wariatem, powinno istnieć jakieś narzędzie.
Nagle coś zakłóciło ich koncentrację. Jakiś głos mówiący o wiele za głośno i stopy poruszające się zbyt szybko, by pasowało to do zwyczajnej pracy na miejscu zbrodni. Wszyscy troje zareagowali jednocześnie, odwrócili się w kierunku przedpokoju i drzwi. Ktoś szarpał za klamkę.
- Puśćcie mnie! Puśćcie!
Potrzeba było dwóch silnych policjantów, by utrzymać mężczyznę, wyglądającego na siedemdziesiąt kilka lat. Zaparty stopami, rzucał się do przodu, a brązową zamszową kurtkę miał zarzuconą na ramiona.
- Chcę wejść.
Wytrzeszczone oczy były utkwione w domu i nie widziały nic oprócz drzwi, które właśnie za sobą zamknął Ove. Mężczyzna był blady jak ściana i tylko na jego szyi widniały małe czerwone plamy. Oddychał z wysiłkiem i dyszał.
Ove, Gustav i Fredrik podbiegli do kolegów zmagających się z mężczyzną. Fredrik próbował pochwycić jego spojrzenie, stanął mu na drodze, ale tamten patrzył przez niego na wylot.
- Dlaczego chce pan tu wejść? - spytał Fredrik, ale siwowłosy nie reagował.
- Proszę odpowiedzieć na pytanie - dodał Gustav.
- Próbowaliśmy - wydyszał jeden z kolegów, którzy usiłowali unieruchomić mężczyznę.
Siwowłosy zaczął wykonywać głową ruchy w bok - w kierunku dwóch samochodów stojących na podjeździe do garażu.
- To przecież jego samochód. Tam stoi, nie rozumiecie? Jeśli on jest w środku, zabiję skurwysyna, zabiję go.
Mężczyzna donośnie krzyczał, ale było słychać, że jego głos w każdej chwili może się załamać z rozpaczy.
Ove zrobił zmęczoną minę.
- Wnieście go do samochodu i niech tam siedzi, dopóki się nie uspokoi.
Koledzy nerwowo skinęli głowami i z wysiłkiem pociągnęli opierającego się, wierzgającego nogami mężczyznę do radiowozu. Przy użyciu umiarkowanej siły udało im się go umieścić na tylnym siedzeniu. Gustav poszedł za nimi i otworzył przednie drzwi po stronie pasażera. Zajrzał do środka.
- Kto według pana jest w domu? - spytał spokojnie niemal szeptem.
- Mój syn. To przecież jego auto. To jego samochód tam stoi.
Mężczyzna nagle zaczął mówić błagalnym głosem, jakby chciał, by pięciu otaczających go policjantów zaprotestowało. Aby go przekonali, że się pomylił, wsadzili do samochodu i zabrali z tego miejsca.
Fredrik i Ove milczeli, stojąc z boku. Nie chcieli przeszkadzać, skoro Gustav najwyraźniej nawiązał z nim kontakt.
- Kim jest pański syn? - zapytał.
Mężczyzna odpowiedział dopiero po chwili, jakby nie do końca rozumiał, że oczekuje się od niego podania nazwiska. Głos dobiegał z samochodu przytłumiony. Gustav zrozumiał tylko "Traneus". Wsunął głowę głębiej do samochodu.
- Arvid Traneus? - zapytał.
Można było odnieść wrażenie, że nacisnął jakiś guzik. Mężczyzna rzucił się do drzwi i usiłował wyjść z samochodu. Kiedy zrozumiał, że drzwi są zamknięte, próbował się przecisnąć między fotelami z przodu, ale powstrzymał go funkcjonariusz znajdujący się w samochodzie.
- Arvid! Jeśli tam jest mój syn, jeśli w domu leży martwy Anders, to znaczy, że to on. Arvid jest sprawcą. Jeśli w domu przebywa mój syn, to zabił go Arvid. Jest zdolny do wszystkiego, naprawdę do wszystkiego...
Gustav spojrzał na Fredrika i Ovego, ale nic w ich oczach nie zdradzało, by z wypowiedzi mężczyzny zrozumieli więcej niż on.
- Czyli nie jest pan ojcem Arvida Traneusa? - spróbował.
- Ja? - wypalił mężczyzna i splunął na podłogę.
Gustav się wzdrygnął.
- To bez sensu - mruknął.
- Arvid! - syknął mężczyzna. - Arvid! Tam macie waszego mordercę.
Gustav zatrzasnął drzwi. Odwrócili się plecami do radiowozu, czując ulgę, że nie muszą w nim siedzieć z człowiekiem, który dostał ataku wścieklizny.
- Jak on się tego, do cholery, dowiedział? - zapytał Fredrik.
- Nie należy lekceważyć gotlandzkich tam-tamów - odparł Ove.
Fredrik przyjrzał się człowiekowi widocznemu między odbiciami w bocznej szybie radiowozu.
- Po prostu się zastanawiam, jak to możliwe, że po usłyszeniu tej pogłoski natychmiast pobiegł do samochodu i przyjechał tutaj, żeby się dowiedzieć, czy to jego syn został zamordowany.