P r o l o g
Jechałam suzuki grand vitara. Na dworze robiło się już szaro. Droga była dość spokojna, choć ostre zakręty nie ułatwiały jazdy. Po obu stronach ciągnął się las. Chciałam zdążyć przed nocą, więc na liczniku miałam sto osiemdziesiąt kilometrów.
Nagle z szarości przede mną wyłoniła się postać dziewczynki z długimi czarnymi lokami. Ubrana w białą sukienkę z krótkimi rękawami odbijała na środku drogi czerwoną piłkę. Gwałtownie zahamowałam i zatrzymałam się tuż przed nią. Złapała piłkę w obie ręce i wpatrywała się we mnie posępnym wzrokiem. Zdenerwowałam się. Wysiadłam z auta, żeby sprawdzić, czy mała jest cała i zdrowa. Spanikowana oddychałam z trudem. Dziecko o bladej twarzy uśmiechnęło się do mnie. Złowieszczo. Znów rozległo się uderzanie piłki o asfalt. Zamknęłam na chwilę oczy, wzięłam głęboki wdech i wolno wypuściłam powietrze. Powtórzyłam to kilka razy, żeby się uspokoić, i uniosłam powieki. To, co zobaczyłam, przyprawiło mnie o szybsze bicie serca. To już nie była mała dziewczynka. Z uroczej istotki zrobił się upiór. Oczy miała puste, zamglone, ale usta otwarte, tak jakby mówiła "ooo!", twarz bladą, posępną. Stałam jak wryta, powtarzając sobie pod nosem:
- Jesteś zmęczona. To tylko przemęczenie! Przemęczenie!
Serce kołatało mi ze strachu, nie wiedziałam, co się dzieje. Zjawa podniosła głowę i spojrzała w moim kierunku, wskazując na mnie palcem. Wyglądała znajomo, jednak nie bardzo wiedziałam, skąd to wrażenie. W głębi duszy czułam, że to niemożliwe. Ona nie może istnieć, nie mogę jej znać, to tylko wyobraźnia!
- Będziesz następna! Nie wracaj tam! - powiedziała ochryple i nie wyglądała przy tym niewinnie.
Rzuciłam się do ucieczki, byle jak najszybciej znaleźć się w aucie.
Teraz mała zaczęła śpiewać delikatnym głosem wyliczankę, uderzając piłką o jezdnię.
Miałam ochotę być jak najdalej stąd. Mgła zgęstniała, po chwili nie było nic widać na odległość wyciągniętej ręki. Gdy znalazłam się w aucie i zablokowałam drzwi, dotarło do mnie, że nie słyszę kołysanki ani uderzeń piłki. Włączyłam światła, poprawiłam wsteczne lusterko i zobaczyłam ją - siedziała za mną. Z ust wypływało jej coś, co przypominało błoto.
- Nie wracaj tam! - krzyknęła, rozmazując sobie po twarzy czarną maź, która jeszcze chwilę temu wydobywała się z jej ust.
- Kim jesteś?! Dokąd mam nie wracać?! Czego chcesz?!! - wrzeszczałam.
Po chwili już jej nie było.
Kryjąc twarz w dłoniach, powtarzałam sobie po cichu, że oglądam za dużo horrorów.
To tylko wyobraźnia, nic więcej, w głowie mi łomotało, to wina zmęczenia. Zamknęłam oczy. Byłam roztrzęsiona i zdezorientowana. Nagle usłyszałam uderzenie o szybę. Tak mocne, że aż podskoczyłam. Rozejrzałam się w popłochu. Mignęła mi koścista ręka. Chwilę później zaczęła szarpać klamkę. Powoli spojrzałam w okno i zobaczyłam łyse placki na głowie istoty, która dobijała się do mojego auta. Patrzyłam przerażona na jej twarz całą w robakach opadających na drogę. Walenie w szybę narastało. Ruszyłam z piskiem opon w stronę miasta, nie zwracając uwagi na prędkość. Mgła zniknęła tak samo nagle, jak się pojawiła. Zerknęłam w lusterko. Na drodze nie było nikogo. W duchu miałam nadzieję, że to sen.