Kilka słów od Autorki
Onkologia od zawsze była bliskim mi kierunkiem i odkąd pamiętam, nosiłam ją głęboko w sercu. Rodzinne doświadczenia sprawiły, że już na początku studiów wiedziałam, że pracę magisterską będę pisać o żywieniu w chorobie nowotworowej. I tak właśnie się stało. Na tamtym etapie zajęłam się nowotworami jelita grubego i przez dłuższy czas zgłębiałam związki między sposobem odżywiania a ryzykiem ich wystąpienia.
Podczas studiów doktorskich również nie zeszłam z onkologicznej ścieżki, ale tym razem bardzo chciałam zająć się nowotworem, który w tamtym czasie nie był zbyt mocno kojarzony z żywieniem. Zdecydowałam, że będzie to rak piersi i nigdy tego nie żałowałam. Badania prowadziłam na trzech grupach kobiet. Pierwszą stanowiły uczestniczki, które w przeszłości chorowały na raka piersi i pozostawały w remisji przez przynajmniej 5 lat. Do drugiej zakwalifikowałam pacjentki, które chorowały na raka piersi i w okresie krótszym niż 5 lat zachorowały ponownie. Trzecią grupę stanowiły kobiety bez historii onkologicznej, czyli takie, które nigdy nie chorowały na nowotwór. W ciągu tych kilku lat, gdy prowadziłam badania i analizowałam wpływ zachowań żywieniowych na ryzyko zachorowania na raka piersi, poznałam wiele fantastycznych kobiet. Z niektórymi do dziś utrzymuję kontakt, a każda wiadomość o kolejnym roku w remisji przepełnia moje serce radością.
Zdobyte doświadczenia sprawiły, że po obronie pracy doktorskiej zdecydowałam się ograniczyć praktykę wyłącznie do pracy z osobami w trakcie leczenia onkologicznego, rezygnując z konsultowania innych jednostek chorobowych. Oczywiście choroba nowotworowa nie wyklucza cukrzycy, nadciśnienia, zaburzeń lipidowych, choroby niedokrwiennej serca, chorób nerek i wielu innych chorób przewlekłych. Dlatego osoby z chorobami współistniejącymi również otaczam opieką i, choć czasem bywa to wymagające, staram się, jak najlepiej potrafię, uwzględniać w moim podejściu te wszystkie dodatkowe uwarunkowania zdrowotne. Moją główną specjalizacją jest jednak onkologia i to jej poświęcam najwięcej uwagi i zaangażowania. Skupienie się na wąskiej specjalizacji i praca wyłącznie z osobami w trakcie leczenia sprawiły, że dotarłam do wielu praktycznych informacji, których próżno szukać w książkach medycznych. Przekazały mi je osoby, z którymi współpracowałam. Podczas naszych konsultacji dzieliły się one ze mną swoimi doświadczeniami - opowiadały o tym, co zadziałało w najtrudniejszym czasie po chemioterapii, co się sprawdziło w trakcie naświetlań i co pomogło w wielu różnych sytuacjach związanych z leczeniem. Połączenie tych doświadczeń z moim wykształceniem, głęboką pasją do onkologii oraz ciekawością skłaniającą do przeglądania najnowszych badań naukowych i czytania dosłownie wszystkich publikacji związanych z chorobami nowotworowymi zaowocowało książką, którą właśnie trzymasz w ręku.
Słowo wstępne Alicji Baski
Choroby nowotworowe w szczególny sposób dotykają całych rodzin i społeczności, nie tylko dlatego, że leczenie bywa wymagające, długotrwałe i pełne niepewności, lecz także dlatego, że rodzi wiele pytań: o przyczyny choroby, skuteczność terapii i rolę codziennych nawyków. Jako specjalistka zdrowia publicznego i lekarka medycyny stylu życia wiem, jak wielkie znaczenie ma rzetelna, oparta na dowodach wiedza. Wynika z niej, że odpowiednie odżywianie, aktywność fizyczna, sen, techniki regulacji stresu i relacje z bliskimi nie są jedynie "dodatkiem" do leczenia - stanowią jego nieodłączną część, wpływając na tolerancję terapii, jakość życia i długofalowe zdrowie.
Książka, którą trzymasz w ręku, jest wyjątkowa, gdyż łączy kilka elementów: solidne podstawy naukowe, doświadczenie kliniczne oraz głębokie zrozumienie codziennych trudności pacjentów i ich rodzin. To nie jest abstrakcyjny podręcznik medyczny, lecz przewodnik napisany językiem zrozumiałym i pełnym empatii, praktyczny i bliski codzienności. Autorka prowadzi czytelniczki i czytelników przez kolejne etapy leczenia, pokazując, jak odżywianie i inne elementy stylu życia mogą stać się realnym wsparciem, nie zastępując oczywiście nowoczesnej terapii onkologicznej. Podkreśla także rolę współpracy interdyscyplinarnego zespołu specjalistek i specjalistów oraz konieczność dostosowania zaleceń dotyczących odżywiania i stylu życia do sytuacji zdrowotnej, kondycji i możliwości konkretnej osoby w trakcie terapii.
Z perspektywy zdrowia publicznego niezwykle cenne jest to, że książka obala mity i fałszywe obietnice, w których sidła zbyt często wpadają osoby chore i ich bliscy, aktywnie poszukujący wiedzy i nadziei. Dlatego tak ważne jest uporządkowanie przez Autorkę faktów i wskazanie rozwiązań zgodnych z aktualną wiedzą naukową.
Wierzę, że ta publikacja będzie źródłem wiedzy, a także wsparciem w odzyskiwaniu poczucia bezpieczeństwa i sprawczości, tak często nadwyrężanych w trudnym czasie choroby. To książka, która pomaga osobom chorym i ich bliskim przejść przez proces leczenia z większą świadomością, spokojem i nadzieją.
Życzę Ci, droga Czytelniczko i drogi Czytelniku, aby ta lektura była dla Ciebie drogowskazem, oparciem oraz inspiracją.
lek. Alicja Baska
Dyrektor Organizacyjna Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia,
Szkoła Zdrowia Publicznego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego
Słowo wstępne Profesora Krzysztofa Nowosielskiego
Żyjemy w czasach, w których liczba osób chorujących na nowotwory systematycznie rośnie, a wraz z nią niestety rośnie również fala dezinformacji dotyczącej odżywiania w chorobie nowotworowej. Internet pełen jest "cudownych diet", półprawd i osobistych historii prezentowanych jako uniwersalne recepty na zdrowie. W takiej rzeczywistości pacjent onkologiczny i jego bliscy często czują się zagubieni, poddawani presji, a nierzadko również obwiniani za wybory, które podejmują w dobrej wierze. Dlatego właśnie potrzebujemy publikacji, która cechuje się spokojem i zrównoważeniem oraz dostarcza wiedzy opartej na dowodach naukowych, wolnej od skrajności i dostępnej dla każdego.
Poradnik onkologiczny "Odżywianie podczas leczenia onkologicznego" autorstwa dr n. o zdr. Emilii Kałędkiewicz jest taką właśnie książką. To przewodnik, na który czekali zarówno pacjenci, jak i specjaliści. Przewodnik mądry, ciepły i praktyczny, napisany z głębokim zrozumieniem dla człowieka mierzącego się z chorobą nowotworową i uwzględniający realne wyzwania, jakie stawia leczenie.
Autorka proponuje holistyczne, wolne od strachu i poczucia winy podejście do żywienia. Dieta stosowana przez chorych nie może zniewalać, ograniczać ani budzić wyrzutów sumienia. Ma być spersonalizowana, zgodna z zaleceniami, przemyślana i zawsze - co stanowi ogromną wartość tego poradnika - konsultowana z lekarzem prowadzącym. Publikacja pomaga odpowiedzieć na kluczowe pytania: co jeść, jak nie wpadać w przesadę oraz jak zadbać o siebie podczas choroby, która dla organizmu bywa prawdziwym "biegiem maratońskim z przeszkodami".
Ten poradnik to także zaproszenie do zmiany stylu życia, a nie tylko nawyków żywieniowych. Dr Emilia Kałędkiewicz pokazuje, jak zdrowo żyć w trakcie walki z chorobą nowotworową oraz - co równie ważne - jak wrócić do codzienności po zakończeniu leczenia. To wiedza potrzebna, wspierająca i uwalniająca. Jednocześnie Autorka z wyjątkową uważnością i empatią rozprawia się z mitem "diet z korytarza". Uczy, jak nie ulegać internetowym obietnicom natychmiastowego uzdrowienia, jak nie pozwolić, by porady znajomych czy innych pacjentów, choć często udzielane z troską, przysłoniły medyczną rzeczywistość, oraz jak nie dać się zdominować presji otoczenia, tylko żyć normalnie - w chorobie i po chorobie - opierając swoje wybory na rzetelnej nauce, a nie na krążących po sieci schematach czy pojedynczych doświadczeniach.
Ten poradnik jest czymś więcej niż tylko zestawem zaleceń dietetycznych. To narzędzie budowania świadomej, spokojnej relacji ze swoim zdrowiem i ciałem. To kompas, który prowadzi przez niełatwy czas terapii, a także przez wszystkie kolejne etapy zdrowienia na własnych zasadach, z troską, uważnością i zdrowym rozsądkiem.
Jako specjalista ginekologii onkologicznej z pełnym przekonaniem rekomenduję tę książkę każdemu, kto szuka wiarygodnych, mądrych i życzliwych wskazówek dotyczących odżywiania w chorobie nowotworowej. "Odżywianie podczas leczenia onkologicznego" to publikacja, która daje siłę, wiedzę i spokój, czyli wszystko to, czego najbardziej potrzeba w obliczu choroby.
Ten poradnik warto mieć przy sobie od dnia diagnozy aż po powrót do zdrowia i codzienności.
Prof. dr hab. n. med. Krzysztof Nowosielski
Wstęp
Odżywianie podczas leczenia onkologicznego to często bieg przez płotki - mimo skupienia i pełnej mobilizacji bardzo łatwo się potknąć. Diet promowanych jako te najlepsze w trakcie leczenia jest masa: sokowe, warzywno-owocowe, ketogeniczne, wysokobiałkowe, bezglutenowe, raw, wege - końca nie widać. Trudno wybrać jedną, bo w odniesieniu do każdej z nich można znaleźć przekonujące argumenty. Do tego jeszcze pora jedzenia: z jednej strony posty przerywane, okna żywieniowe i głodówki mające inicjować autofagię, a z drugiej - podręcznikowe pięć posiłków dziennie, które w myśl popularnego ostatnimi czasy biohackingu niektórzy podkręcają do ośmiu-dziesięciu miniprzekąsek jedzonych co godzinę. Jeśli do tego dodamy podyktowane najlepszymi intencjami rady bliskich, którzy z pewnością chcą dla Ciebie jak najlepiej, ale nierzadko są pogubieni w żywieniowym labiryncie, sytuacja robi się naprawdę trudna. Jak się odnaleźć i jak przejść przez proces leczenia w najlepszy możliwy sposób? To właśnie krok po kroku opisuję w tej książce, która jest połączeniem wiedzy opartej na badaniach naukowych i moich wieloletnich doświadczeń w pracy z osobami poddawanymi leczeniu onkologicznemu. Codziennie czegoś się od nich uczę i czerpię z ich przeżyć cenne praktyczne wskazówki, których często nie ma w podręcznikach przeznaczonych dla specjalistów.
Na wstępie chciałabym mocno podkreślić, że sama dieta nie wyleczy nowotworu, a przynajmniej takiego protokołu żywienia jeszcze nie odkryto. Komórki nowotworowe samoistnie nie znikają po włączeniu do diety zielonych koktajli z liści jarmużu, świeżego korzenia kurkumy, grzybów reishi, siemienia lnianego lub spiruliny. Nie giną od drogich suplementów, wyszukanych wyciągów i innych specyfików, od których uginają się zarówno wirtualne półki wielu internetowych sklepów, jak i regały tradycyjnych drogerii czy aptek. Sposób odżywiania i szeroko pojęty tryb życia mogą skutecznie zapobiegać zachorowaniu i pomagać w leczeniu, ale zastosowane w izolacji od innych metod nie cofną tego, co już się stało. Badania prowadzone od wielu lat na całym świecie to potwierdzają i próżno z tym dyskutować. Gdy już pojawiła się choroba, potrzeba narzędzi grubszego kalibru niż obecny w kapuście sulforafan czy zawarta w natce pietruszki witamina C - w takich przypadkach należy zastosować indywidualnie dobrane i zaplanowane leczenie. Nie zmienia to jednak faktu, że odżywianie jest bardzo ważnym narzędziem na każdym etapie leczenia i może być niezwykle pomocne nie tylko podczas chemioterapii, w oczekiwaniu na zabieg operacyjny czy w trakcie naświetlań. Prawidłowe odżywianie pomaga bowiem budować odporność, przyczynia się do poprawy kondycji organizmu i przygotowuje go na to, co będzie się działo po rozpoczęciu leczenia. Prawidłowo zaplanowane odżywianie zwiększa skuteczność wdrożonej terapii, ale poszczególne osoby mogą w odmienny sposób zareagować na zastosowanie takiego samego leczenia. Każdy startuje z innym stanem odżywienia i z innym poziomem aktywności fizycznej, a co za tym idzie - inaczej odpowie na terapię.
Doświadczenie podpowiada mi, że leczenie dobrze jest potraktować jak projekt, tzn. podzielić je na etapy i przyjąć, że każdy może wymagać odmiennego podejścia. Inaczej może wyglądać odżywianie w momencie diagnozy, inaczej w trakcie chemioterapii, a jeszcze inaczej podczas radioterapii. Sama radioterapia, w zależności od obszaru poddawanego naświetlaniom, może się wiązać z różnymi obostrzeniami żywieniowymi. Każda osoba może odmiennie reagować na daną formę leczenia i jest to całkowicie normalne. Jeśli masz wrażenie, że to wszystko brzmi zbyt skomplikowanie i gubisz się w natłoku informacji, nie martw się. Najlepszym początkiem jest ta książka - znajdziesz w niej uporządkowane wskazówki, które pomogą Ci zrobić pierwszy krok. Pisałam ten poradnik z myślą o osobach w trakcie leczenia oraz ich rodzinach, bliskich i opiekunach. Jest on przeznaczony dla osób bez wykształcenia medycznego, dlatego starałam się w nim używać języka wolnego od naukowych haseł typu apoptoza, angiogeneza, korelacja czy splenomegalia. A jeśli uznałam, że użycie trudniejszego hasła jest z jakiegoś względu niezbędne, to wyjaśniłam je najprościej, jak tylko się dało, czyli dokładnie w taki sposób, w jaki robię to podczas konsultacji - używając języka przystępnego, zrozumiałego i wolnego od "wojennych" porównań dotyczących walki, bitwy, przegranych i wygranych.
Książkę tę możesz czytać na różne sposoby - od deski do deski jednym tchem lub wybiórczo, skacząc po najbardziej interesujących Cię rozdziałach. Korzystaj z tego poradnika tak, jak chcesz. Ponieważ pewne zagadnienia się zazębiają lub przewijają w różnych miejscach, pisząc o nich, wyraźnie zaznaczam, w którym rozdziale możesz na dany temat przeczytać więcej.
Zdecydowałam, że w książce nie będę używać form grzecznościowych "pani/pan", lecz będę się zwracać do czytelnika na "Ty". Dzięki temu uniknę niepotrzebnego wydłużania tekstu i uczynię go, mam nadzieję, przystępniejszym. Nie będę też nazywać Cię "pacjentką" lub "pacjentem", ponieważ wiem, że takie etykietowanie chorych podczas procesu leczenia nie jest dla nich niczym przyjemnym. Leczenie jest częścią życia, ale go nie definiuje. W trakcie terapii życie nadal się toczy i to, że została u Ciebie zdiagnozowana choroba, nie sprawia, iż z dnia na dzień jesteś już wyłącznie pacjentką lub pacjentem.
W książce będę korzystać z różnych form określających zawody i role, np. "lekarka" i "lekarz" czy "dietetyk" i dietetyczka". Zdecydowałam się na to, aby podkreślić, że każda z tych profesji może być wykonywana zarówno przez kobiety, jak i przez mężczyzn. Dlatego w zależności od kontekstu czasem użyję formy "specjalistka", a czasem "specjalista". Miejscami będę także odnosić się zbiorczo do "zespołu medycznego", czyli grupy osób różnych profesji, które wspólnie sprawują opiekę nad osobą w trakcie leczenia onkologicznego. Zależy mi, by język tej książki podkreślał równą pozycję wszystkich osób pracujących w tych zawodach oraz lepiej oddawał rzeczywistość, w której funkcjonujemy.
Chociaż jako autorce powinno mi zależeć, aby książkę kupiło jak najwięcej osób, gorąco Cię namawiam, aby się nią dzielić, pożyczać ją i przekazywać tym, którzy akurat jej lektury potrzebują. Mam nadzieję, że pomoże ona wielu osobom na różnych etapach terapii: przed rozpoczęciem leczenia, podczas chemioterapii, radioterapii, hormonoterapii i immunoterapii oraz po transplantacjach i zabiegach operacyjnych. Głęboko wierzę, że ułatwi im przejście przez ten trudny okres najlepiej, jak tylko się da.
Moim celem było stworzenie kompletnego poradnika, który ułatwi odżywianie w trakcie leczenia i pozwoli uniknąć przynajmniej części błędów czy pułapek. Mam nadzieję, że mi się to udało, ale jeśli jakikolwiek problem, który Cię dotyczy, nie został omówiony w tej publikacji, nie zwlekaj - zapisz go na kartce lub w telefonie, aby nie uciekł z Twojej pamięci, i omów z lekarzem prowadzącym. Równolegle umów się na konsultację do osoby specjalizującej się w dietetyce onkologicznej. Czasem jedno spotkanie może rozwiać wiele wątpliwości, wskazać kierunek i ustalić ścieżkę dalszych działań. Dotyczy to również innych specjalizacji - psychoonkologii, fizjoterapii, farmacji itd. Pamiętaj, że konsultacja nie musi być komercyjna, gdyż wiele fundacji onkologicznych oferuje bezpłatną pomoc osób z odpowiednimi kompetencjami. Zainteresuj się, w jaki sposób można skorzystać z takiej pomocy. Pytaj, wyjaśniaj, zdobywaj wiedzę. Bo wiedza to potężne narzędzie. Wiedza ratuje życie.
Rozdział 1Prehabilitacja, czyli przygotowanie do leczenia
Prawidłowe odżywianie jest niezmiernie ważne na każdym etapie leczenia onkologicznego, również na samym początku, czyli tuż po diagnozie. Prehabilitacja, bo tak nazywa się kompleksowe przygotowanie do leczenia, ma na celu zapewnienie odpowiedniego stanu odżywienia oraz poprawę psychicznego i fizycznego zdrowia osoby chorej, co pozwoli na lepszą tolerancję zastosowanej terapii oraz zmniejszenie liczby powikłań i skutków ubocznych. Głośne jeszcze kilka lat temu hasła zachęcające do "zagłodzenia raka" już dawno przebrzmiały i przeszły do niechlubnej kategorii mitów żywieniowych. Współczesna dietetyka onkologiczna zdecydowanie się od nich odcina i przestrzega przed niebezpiecznymi skutkami takich praktyk. Prawidłowy stan odżywienia jest czynnikiem pozytywnie wpływającym na przebieg leczenia onkologicznego, dlatego jeszcze jego rozpoczęciem warto włączyć odpowiednio zaplanowane i zindywidualizowane żywienie, aby maksymalnie wzmocnić organizm i przygotować go na to, co będzie się działo.
Kiedy zacząć działać
Leczenie onkologiczne często wiąże się z różnymi skutkami ubocznymi, ograniczającymi możliwość przyjmowania pokarmów i przyswajania składników odżywczych. Na przykład tuż po chemioterapii zmęczenie lub brak apetytu mogą utrudnić przygotowywanie i spożywanie wysokojakościowych posiłków, a nudności - uniemożliwić jedzenie bogatych w wielonienasycone kwasy tłuszczowe orzechów lub pestek. W przypadku radioterapii okolic miednicy nie będzie możliwe spożywanie - jakże zdrowych w normalnych warunkach - surowych warzyw i owoców. Trudności z połykaniem nierzadko wykluczają z diety pokarmy stałe i ograniczają ją głównie do przecierów. Oczywiście nie musi tak być zawsze, ale dopiero po rozpoczęciu leczenia dowiesz się, czy i w jakim zakresie to ograniczenie Cię dotknie oraz jak bardzo wpłynie na jakość odżywiania.
Dlatego moment, w którym leczenie jest jeszcze przed Tobą, to dobra okazja, aby nasycić organizm witaminami, minerałami i substancjami aktywnymi, czyli tym wszystkim, co pozwoli poprawić stan odżywienia i wzmocnić układ odpornościowy. Oczywiście to wszystko przy założeniu, że nie masz problemów trawiennych. W innym wypadku lepiej skupić się na usprawnieniu pracy przewodu pokarmowego, a nie wdrażaniu nowych (nawet bardzo odżywczych) produktów, które niosą za sobą ryzyko pogorszenia aktualnego stanu zdrowia.
Ja w codziennej pracy mam stały kontakt z osobami leczonymi onkologicznie. Co ciekawe, do niedawna większość konsultacji dotyczyła żywienia po zakończeniu chemioterapii lub radioterapii bądź po wykonaniu zabiegu operacyjnego. Wiele osób z bólem wspominało skutki uboczne terapii, w tym utrudniające normalne funkcjonowanie biegunki, uporczywe nudności i brak apetytu. Kiedy pytałam te osoby, dlaczego tak długo zwlekały z wizytą u dietetyka zajmującego się opieką żywieniową w trakcie leczenia, najczęściej odpowiadały: "Nie miałam/miałem świadomości, że to w ogóle ma znaczenie". Zauważyłam, że często decydowały się na konsultację dopiero wtedy, gdy ich organizm nieco się już odbudował, dolegliwości zaczęły ustępować, a układ pokarmowy powracał do równowagi. Dopiero wtedy pojawiała się u nich myśl, że można zacząć działać i zająć się odżywianiem. To podejście zawsze mnie poruszało. Znaczna część chorych nie wiedziała, że wsparcie żywieniowe wdrożone jeszcze przed rozpoczęciem terapii może znacząco złagodzić jej skutki uboczne i poprawić ogólne samopoczucie. Tymczasem spotykaliśmy się dopiero wtedy, gdy największe trudności były już za nimi, a to zdecydowanie za późno.
Na szczęście w ostatnich latach wiele się zmieniło. Coraz częściej zgłaszają się do mnie osoby będące w trakcie terapii - bardziej świadome, poszukujące wsparcia, które pomoże przejść przez leczenie z większym komfortem. Czekam na moment, kiedy standardem będzie konsultacja żywieniowa już na początku drogi, tuż po diagnozie, zanim rozpocznie się leczenie. Mimo że często wiąże się ono z wieloma uciążliwymi skutkami ubocznymi, to na wdrożenie prawidłowego żywienia nigdy nie jest za wcześnie, a uczynienie tego jeszcze przed rozpoczęciem terapii pomaga zmniejszyć dolegliwości i zwiększyć szanse na skuteczniejsze leczenie. Do terapii warto przygotować się zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Dlatego teraz dokładnie opiszę, co warto zmienić i od czego zacząć.
Dieta przed rozpoczęciem leczenia
Wyklucz żywność wysoko przetworzoną
Żywność wysoko przetworzona została tak "zaprojektowana", aby maksymalizować smak i przyjemność z jedzenia. Zawiera sporo tłuszczów nasyconych, soli i cukru, a nierzadko także sztucznych wzmacniaczy smaku, barwników i konserwantów. To wszystko powoduje, że wiele osób przedkłada smak tej żywności nad konsekwencje zdrowotne wynikające z jej konsumpcji. W obliczu diagnozy onkologicznej radziłabym zmienić to podejście i jako pierwszy krok na drodze do zmian i lepszego stanu odżywienia wyrzucić żywność wysoko przetworzoną z diety. Zacznij czytać składy umieszczane na etykietach produktów spożywczych: im krótszy skład, tym lepiej. Jeśli na etykiecie znajdziesz składnik, którego nie znasz, sprawdź w internecie, co to jest, może się bowiem np. okazać, że ryboflawina to nic innego jak witamina B2.
Zacznij stopniowo
Nie wymagaj od siebie od razu zbyt wiele. Jeśli wcześniej obce Ci było samodzielne gotowanie, a bliskie sklepowe gotowce do podgrzania w piekarniku, nie skacz na głęboką wodę i nie porywaj się od razu na pięć domowych posiłków każdego dnia. Przygotowanie śniadaniowej jaglanki, koktajlu na drugie śniadanie, odżywczego obiadu i pełnej warzyw kolacji może się okazać zbyt dużym wyzwaniem. Nie mając wprawy i przygotowania, możesz szybko się zniechęcić i wrócić do punktu zero. Dlatego na początek przygotuj jeden posiłek samodzielnie, a w ramach kolejnego wybierz gotowiec, tylko taki z dobrym składem. Na rynku jest coraz więcej wartościowych gotowych potraw, m.in. kremowe zupy w słoikach, ekologiczne gulasze, kanapkowe smarowidła na bazie strączków i mrożone warzywa na patelnię. Dobrym rozwiązaniem może także być połączenie dobrych jakościowo gotowców z czymś, co przygotujesz samodzielnie: np. mrożone warzywa z patelni możesz połączyć z ciecierzycą ze słoika (naprawdę nie musisz jej od razu moczyć i samodzielnie gotować). Do tego dodaj ugotowaną wcześniej komosę ryżową lub resztki ryżu, które zostały Ci z obiadu - tym samym masz już całkiem fajny posiłek. Samodzielnie przygotowany humus zjedz z kromką żytniego chleba z dobrej piekarni. Jeśli chcesz upiec chleb - świetnie, ale nie rób sobie wyrzutów, jeśli użyjesz do niego dobrej jakości smarowidła ze sklepu zamiast własnoręcznie przygotowanego pasztetu. Wielokrotnie widziałam, jak zbyt duży zapał przekładał się na szybkie wypalenie i rezygnację z dążenia do uzyskania większej odżywczości diety. Dlatego warto dać sobie przestrzeń i czas na wprowadzenie zmian.
Kolory na talerz!
Jeśli Twój układ pokarmowy dobrze pracuje, pamiętaj o włączeniu antyoksydantów i substancji aktywnych - nie w suplementach, lecz w prawdziwej żywności. Do diety zaproś różnorodne warzywa i owoce - niech zawartość talerza będzie kolorowa! To bardzo ważne, ponieważ za każdym kolorem stoi inna substancja o mniej lub bardziej znajomej Ci nazwie. Zamiast zapamiętywać, które warzywo ma likopen, które beta-karoten, a które antocyjany, pomyśl o kolorach.
Kolor biały symbolizuje allicynę, którą zawierają czosnek, cebula, por i szczypior. Allicyna jest bardzo ważną substancją aktywną o właściwościach przeciwutleniających, przeciwzapalnych, przeciwbakteryjnych i przeciwgrzybicznych. Podczas leczenia ta grupa warzyw może być problematyczna, dlatego dopóki możesz, korzystaj z jej dobrodziejstw.
Kolor czerwony symbolizuje likopen, który zawierają m.in. pomidory, a także karotenoidy i polifenole, które zawierają czerwona papryka, truskawki, wiśnie i czerwona cebula. Likopen jest bardzo ważnym związkiem, który wyjątkowo korzystnie reaguje na proces gotowania. Likopen zawarty w gotowanych pomidorach jest lepiej przyswajalny niż likopen z pomidorów surowych. Im dłuższy proces duszenia lub gotowania, tym więcej likopenu. O likopen zadbasz, włączając do diety kremy z pomidorów i sosy pomidorowe na bazie dobrej jakości passaty. W mniejszych ilościach likopen jest także obecny w świeżych pomidorach (np. zmiksowanych na sok z dodatkiem bazylii), czerwonym grejpfrucie i arbuzie.
Kolor fioletowy symbolizuje antocyjany, które zawierają jagody, borówki, jeżyny, skórka bakłażana i czerwona (a tak naprawdę fioletowa) kapusta. Wszystko, co fioletowe, będzie zawierało antocyjany. To bardzo ważna grupa kolorystyczna i nie powinno jej zabraknąć zarówno na etapie prehabilitacji, jak i leczenia. W sezonie sięgaj po świeże truskawki, poza sezonem jedz mrożone owoce - straty witamin są w tym przypadku niewielkie, a regularne spożywanie truskawek ma działanie przeciwzapalne, korzystnie wpływa na dystrybucję lipidów we krwi i poprawia wrażliwość na insulinę. Co ważne, dużo badań naukowych wskazuje na ochronny wpływ na zdrowie bogatych w antocyjany owoców jagodowych.
Kolor pomarańczowy i kolor żółty symbolizują beta-karoten, który zawierają przede wszystkim dynia, marchew, batat, fasolka szparagowa, brzoskwinia i morela, a w praktyce wszystkie produkty mające po rozkrojeniu żółtopomarańczowoczerwony kolor. To chyba najłatwiejsza do wprowadzenia do diety grupa kolorystyczna, dlatego tym bardziej nie warto sięgać po suplementy, lecz skupić się na dodatkowej porcji pomarańczowego koloru na talerzu.
Kolor zielony symbolizuje karotenoidy i chlorofil, który zawierają jarmuż, szpinak, brokuły i zielona skórka cukinii. Karotenoidem jest również luteina, niezwykle cenna dla oczu i wzroku, który w wyniku leczenia onkologicznego także może ucierpieć.
Włączenie wszystkich opisanych substancji i dobre "zbilansowanie kolorystyczne" diety nie musi być skomplikowane. Oto kilka podpowiedzi:
Do każdego podstawowego posiłku staraj się dodać trochę kolorowych warzyw. Ile to "trochę"? Jeśli warzywa były dotychczas dla Ciebie tylko dodatkiem do kanapki, nie porywaj się od razu na zbyt wiele i zacznij od mniejszych ilości: np. zamiast plasterka pomidora dodaj trzy plasterki albo zjedz całego pomidora. Ważne, aby nie mieć zbyt wysokich wymagań wobec siebie i nie zniechęcić się do zmian. Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organization, WHO) zaleca, aby w diecie łącznie warzyw i owoców było przynajmniej 400 g, ale według najnowszych metaanaliz badań najlepsze efekty obserwuje się w przypadku zjadania 600-800 g tych produktów dziennie. Brzmi, jakby od rana do wieczora trzeba było jeść tylko warzywa? Na szczęście to tylko wrażenie. Średniej wielkości brokuł waży około pół kilograma, a przygotowanie go w formie zupy, do której dodasz marchewkę, pietruszkę i batata, sprawi, że będziesz "w domu" - warzywnym domu! Kolejnego dnia sięgnij po pomidora, sporą cukinię i takąż paprykę. To trio wystarczy do spełnienia rekomendacji. Widzisz, to nie jest takie trudne!
Do posiłków słodkich, np. do porannej jaglanki, dodaj garść owoców. Świetne będą mrożone jagody, truskawki lub intensywnie pomarańczowa brzoskwinia. Jeśli dotychczas Twoja dieta była bogata w cukier, spróbuj zastąpić jego słodycz słodyczą owoców. Mimo że wiele osób demonizuje banany, ja uważam, że lepiej poranne płatki zbożowe zjeść w towarzystwie bogatego w potas banana niż czubatej łyżki cukru lub wysokosłodzonego dżemu. I jakkolwiek teraz części osób ta praktyka wyda niemożliwa, mam w swojej pracy doświadczenia z osobami, które tak właśnie robiły.
Jeśli to możliwe, wprowadź do diety warzywno-owocowe koktajle. Niech ich bazą będą różnokolorowe owoce - sezonowe lub mrożone, np. jagody, borówki lub truskawki. Jeśli nie ma przeciwwskazań wynikających z leczenia, dodawaj do nich kawałek świeżego korzenia kurkumy lub imbiru, dosypuj czubatą łyżkę siemienia lnianego bądź nasion chia, wrzucaj garść zielonych liści, np. jarmużu, natki pietruszki, szpinaku lub bazylii. Dodatkowo wciskaj sok z cytryny lub - jeszcze lepiej - miksuj koktajl z kawałkiem cytryny obranym ze skórki. Do każdej porcji dodawaj kilka orzechów lub pestek. Możesz również dosypać łyżeczkę spiruliny lub chlorelli.
Zaprzyjaźnij się z wielowarzywnymi zupami. Mogą to być zupy zmiksowane na krem lub, jeśli lubisz, jak coś chrupie pod zębami, zupy z całymi warzywami. Możesz po nie sięgać nie tylko w porze obiadowej - świetnie sprawdzą się również na lekką kolację. Ja ten rodzaj posiłku lubię do tego stopnia, że w miesiącach jesienno-zimowych często zjadam talerz rozgrzewającej zupy w ramach śniadania - krem z dyni lub szybka w przygotowaniu zupa miso z kawałkami tofu idealnie rozgrzewają mnie od wewnątrz i sprawiają, że dobrze zaczynam dzień. Pamiętaj, że jelita bardzo lubią się z zupami!
Zadbaj o białko
Białko to niezwykle ważny składnik diety, dlatego poświęciłam cały rozdział tej książki jego znaczeniu w żywieniu podczas leczenia. Na etapie prehabilitacji białko jest równie ważne i warto zadbać, aby jego podaż była optymalna oraz dostosowana do potrzeb organizmu. Dlaczego tyle hałasu o ten makroskładnik? Powodów jest wiele, ale w procesie leczenia onkologicznego największe znaczenie ma to, że białko wpływa na odnowę uszkodzonych komórek oraz jest niezbędne w procesie regeneracji i gojenia ran, co z kolei przekłada się na skrócenie pobytu w szpitalu i szybszą rekonwalescencję. Dostarczając odpowiedniej ilość białka, bezpośrednio pomagasz komórkom w odbudowie, która podczas chemioterapii i radioterapii oraz po przebyciu operacji chirurgicznych jest bardzo intensywna. Dodatkowo białko to nośnik różnych witamin i minerałów, a jego niedobór może się przełożyć na braki witamin i minerałów. Warto mieć świadomość, że organizm człowieka nie magazynuje białek, dlatego należy dostarczać je na bieżąco. Nie należy jednak przesadzić z ilością białka, ponieważ jego nadmiar nie przyniesie korzyści, a może negatywnie wpłynąć na pracę narządów, które podczas leczenia i tak są mocno obciążone.
Wprowadź do diety błonnik
Leczenie onkologiczne często mocno doświadcza przewód pokarmowy. U części osób pojawiają się biegunki, u innych zaparcia, a w wielu biegunki na zmianę z zaparciami. Jest to związane nie tylko z samym leczeniem, lecz także ze stresem, pobytami w szpitalu i zmianą stylu życia na mniej aktywny. Dlatego przed rozpoczęciem leczenia, gdy przewód pokarmowy jeszcze dobrze pracuje i nie ma potrzeby wykluczania z diety produktów bogatych w błonnik pokarmowy, dobrze zadbać o jego podaż. Jeśli nie było wcześniej błonnika w diecie, należy przyzwyczaić do niego jelita.
Wyróżniamy dwa główne typy błonnika: rozpuszczalny i nierozpuszczalny. Oba są bardzo ważne i wzajemnie się uzupełniają. Błonnik rozpuszczalny, jak sama nazwa wskazuje, rozpuszcza się w wodzie, tworząc rodzaj galarety. Jest odpowiedzialny za regulację stężenia cholesterolu i glukozy we krwi. Błonnik nierozpuszczalny działa inaczej, gdyż się nie rozpuszcza, lecz przemieszcza przez cały układ pokarmowy, działając jak miotełka i pomagając w prawidłowym wypróżnianiu. Jest to działanie bardzo ważne w przypadku zaparć, a regularne wypróżnienia są niezwykle ważne podczas całego leczenia onkologicznego.
Gdzie szukać błonnika? Znajdziemy go w owocach, warzywach, produktach zbożowych, kaszach, orzechach, pestkach i strączkach. Jeśli do tej pory w Twojej diecie nie było zbyt wiele błonnika, postaw na ten rozpuszczalny, w postaci płatków owsianych, jęczmiennych lub owoców. Jeśli takie produkty nie były Ci obce, dołącz kasze. Bardzo delikatna, a jednocześnie wysoce odżywcza jest kasza jaglana, niepalona kasza gryczana oraz bardzo korzystny pod względem różnorodności aminokwasów amarantus. Dobrze zaprzyjaźnić się z orzechami lub pestkami. Orzechy możesz zmielić w młynku lub zmiksować w koktajlu bądź zupie. Jeśli masz problemy z przewodem pokarmowym i nie możesz jeść grubych kasz oraz pełnoziarnistego pieczywa, sięgnij po babkę płesznik, która ma pozytywny wpływ na perystaltykę jelit i usprawnia proces trawienia. Wszystkie zmiany wprowadzaj powoli - zgodnie z instrukcjami opisanymi w poprzednim rozdziale.
Bardzo ważne jest, aby włączając do diety większe ilości błonnika, równolegle uwzględnić w niej większe ilości płynów. W innym wypadku błonnik może spowodować, że zwyczajnie się "zatkasz" i zamiast pomóc, tylko nasilisz problem. Więcej piszę o tym w rozdziale 7.
Pamiętaj o ziołach i przyprawach
Zioła i przyprawy zawierają wiele fitoskładników i chociaż stanowią zaledwie dodatek do codziennej diety, dokładają kolejną cegiełkę do lepszej pracy układu odpornościowego. Sięgaj po świeżą bazylię, listki oregano oraz igiełki rozmarynu. Kolendra to zioło, które albo się kocha, albo którego się nie znosi. Jeśli jesteś w pierwszej grupie, korzystaj z jej właściwości! Pamiętaj także o cynamonie, kardamonie, kurkumie, imbirze, majeranku i wanilii. Jeśli wcześniej oswoisz się ze smakiem ziół i przypraw, łatwiej będzie Ci po nie sięgnąć w trakcie leczenia, gdy odczuwanie smaku może być zaburzone. Wyraźniejsze przyprawy mogą się wówczas okazać bardzo przydatne, aby nadać potrawom smak i - jak często słyszę podczas konsultacji - "w końcu coś poczuć". Wbrew obiegowym mitom podczas leczenia większość osób nie musi wykluczać przypraw jako źródła dodatkowych smaków. Oczywiście warto zachować umiar, jeśli chodzi o ostrą papryczkę chili czy zbyt duże ilości świeżego i piekącego w smaku imbiru, ale nie oznacza to, że jedzenie musi być mdłe i pozbawione wyrazu. Zachęcając Cię do włączenia ziół do diety, nie mam na myśli wyciągów ani naparów ziołowych, lecz listki bazylii, oregano lub kolendry - czyli zioła będące dodatkiem smakowym do potraw. Napary i wyciągi ziołowe opisuję szerzej w dalszej części książki.
Odżywianie to nie wszystko
No dobrze - kolory włączone, etykiety przeczytane, błonnik hula w jelitach. Ale to nie wszystko, co możesz zrobić przed startem leczenia.
Włącz aktywność
Aktywność podczas leczenia jest niezwykle ważna. Przede wszystkim regularny ruch zmniejsza ryzyko zaparć, które dość często towarzyszą leczeniu. Pobyty w szpitalu wiążą się z mniejszą aktywnością fizyczną i nie mam tu nawet na myśli siłowni czy basenu, lecz podstawową liczbę kroków robionych podczas dnia. Kiedy Ty się ruszasz, z Tobą ruszają się Twoje jelita. A kiedy ruszają się jelita, treść pokarmowa w naturalny sposób się przesuwa i szybciej jest gotowa, aby się z nami pożegnać. Dlatego właśnie osoby bardziej aktywne rzadziej doświadczają zaparć.
Dodatkowo aktywność fizyczna obniża ryzyko utraty tkanki mięśniowej i chroni Cię przed wystąpieniem sarkopenii (o tym zjawisku piszę szerzej w rozdziale 7). Jeśli aktywność nie była wcześniej obecna w Twoim życiu, warto ją włączyć już na etapie diagnozy. I w tym przypadku najlepsze jest podejście "nie wszystko na raz". Nie trzeba wcale zaczynać od kilkukilometrowych biegów kilka razy w tygodniu lub codziennych trzygodzinnych spacerów z kijkami. Nie trzeba też z dnia na dzień startować z książkowymi 10 tysiącami kroków. Aktywność warto włączać powoli, stopniowo, ale systematycznie. Ta systematyczność jest kluczem do sukcesu. Celem podejmowania aktywności fizycznej jest wzmocnienie ciała i zminimalizowanie stresu, a nie narzucenie sobie zbyt dużego obciążenia, skutkującego później poczuciem porażki z powodu niewykonania planu. Rób tyle, ile dasz radę. Nie zaniedbuj aktywności na żadnym etapie - czy to diagnozy, czy aktywnego leczenia. Aktywność jest niezwykle ważnym elementem leczenia onkologicznego, dlatego poświęciłam jej sporo uwagi w rozdziale 9.
Regeneracja ma moc
Regeneracja jest tak samo ważna jak aktywność fizyczna. Odpoczynek, dobry sen, medytacja, czytanie książek, przestrzeń na hobby, które sprawia Ci przyjemność, czas na nic nierobienie to bardzo ważne elementy prehabilitacji, czyli przygotowania do leczenia. Jeśli masz możliwość, obcuj z naturą, pójdź do lasu, przejdź się boso po miękkim mchu, pooddychaj świeżym powietrzem. Zatrzymaj się na widoku, który Cię zaciekawi lub zachwyci. Wystaw twarz do słońca i spróbuj skupić się na danej chwili - na tu i teraz. Jednym słowem: zwolnij, zatrzymaj się i daj sobie czas na odpoczynek.
Wyrzuć używki
W przypadku używek zmiany najlepiej wprowadzać od razu - tu nie ma czasu na małe kroki. Jeśli palisz, zrób wszystko, aby przestać. Dym tytoniowy zawiera ponad 80 zbadanych już mutagennych kancerogenów/karcynogenów (czynników rakotwórczych), w tym arszenik, amoniak, formaldehyd i benzopiren. Każdy z nich charakteryzuje się nieco innym mechanizmem kancerogennym. Ponadto wdychany dym jest źródłem stresu oksydacyjnego, a palacze w porównaniu z osobami niepalącymi tytoniu mają we krwi niższe stężenie takich antyoksydantów, jak alfa-karoten, beta-karoten i kwas askorbinowy. Jeśli regularnie pijesz alkohol, również niezbędne jest ostre cięcie. Negatywne działanie alkoholu omawiam w rozdziale 9. Jeśli więc jeszcze się zastanawiasz, czy na pewno warto się od niego odciąć z dnia na dzień - od razu przejdź do tego rozdziału.