Odzyskany śmietnik. Jak radziliśmy sobie z niepodległością w II Rzeczypospolitej - Włodzimierz Mędrzecki

Kup ebooka

59.90 zł
46.71 zł (32,95 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP

W 1923 roku uka­zała się jedna z naj­gło­śniej­szych po­wie­ści po­li­tycz­nych okresu mię­dzy­wo­jen­nego, Ge­ne­rał Barcz pióra Ju­liu­sza Ka­dena-Ban­drow­skiego. Au­tor, le­gio­ni­sta i od­dany zwo­len­nik Jó­zefa Pił­sud­skiego, przed­sta­wił w niej in­ter­pre­ta­cję pro­cesu for­mo­wa­nia się pol­skiej pań­stwo­wo­ści, co prawda kreu­jąc rze­czy­wi­stość li­te­racką, ale o ła­two czy­tel­nych dla ów­cze­snego od­biorcy od­nie­sie­niach do praw­dzi­wych bo­ha­te­rów i wy­da­rzeń 1918 i 1919 roku. Cen­tralną po­sta­cią był ge­ne­rał Barcz, nie­mal do­kładne od­wzo­ro­wa­nie Pił­sud­skiego, a jed­nym z waż­nych bo­ha­te­rów al­ter ego au­tora - le­gio­ni­sta i dzien­ni­karz Ra­siń­ski.

Na po­czątku li­sto­pada Ra­siń­ski tra­fia do Prze­my­śla, w któ­rym Po­lacy przy­go­to­wują się do od­bi­cia z rąk ukra­iń­skich cen­trum mia­sta, le­żą­cego na prze­ciw­le­głym, wschod­nim brzegu Sanu.

"Pierw­sze strzały od razu upo­iły Ra­siń­skiego.

Plu­tony pie­choty pol­skiej pod­bie­gały już pod most.

- Do­bra, do­bra - wrzesz­czał ktoś nie­sa­mo­wi­cie - z tyłu idzie na­sza pan­cerka!!

Istot­nie, na pa­gór­kach, wśród ru­dej fali je­sien­nego lasu, kwi­tły białe kity lo­ko­mo­tyw.

- Już idzie...

Na­gle od strony mo­stu wy­pa­dli ko­le­ja­rze z krzy­kiem w czar­nych pro­sto­ką­tach otwar­tych ust...

- Zde­rze­nie!! Zde­rze­nie!!! Na­szego pan­cer­nika wi­dzą - dy­szał ko­le­jarz. - Pusz­czają lo­ko­mo­tywy na­prze­ciw... Je­dyny tor... Zde­rze­nie... Ktoś do we­kslu!!

- Któ­ryś z pa­nów ofi­ce­rów - wy­fru­nęło jak z procy spod hełmu do­wódcy.

Rzecz po­le­gała na tym, by w chwili gdy lo­ko­mo­tywy miną most, skrę­cić je za po­mocą zwrot­nicy na ślepy tor. Ra­siń­ski ma­chi­nal­nie pod­cią­gnął spodnie i wy­sko­czył na plant.

- Po co? Po co? Kre­ty­nie - wy­rzu­cał so­bie, zbi­ja­jąc ob­casy na ka­mie­niach.

Nic na ra­zie nie sły­szał, tak po­tężne pra­że­nie ka­ra­bi­nów ma­szy­no­wych darło się z obu brze­gów.

Le­d­wie my­śli nie­które... O domu... Dla Oj­czy­zny... Żeby się tchó­rze by­czyć mo­gły...

Za sobą, przez sko­wyt szar­pią­cych się nad głową dru­tów roz­róż­niał już te­raz tę­tent szyn... Na przo­dzie jesz­cze nic... Jesz­cze nic...

Rzeka ostro za­cina, po­wie­trze pu­ste, wiel­kie niebo...

Le­piej przed sie­bie pa­trzeć - ni­sko. Do­koła zwrot­nicy... Z po­bliża jej uprzy­stęp­niać się jęły oczom Ra­siń­skiego mno­gie, po­toczne ni­co­ści tego bła­hego miej­sca. Żwir siwy, świa­tłem dnia po­mier­nie prze­sy­pany, gwóźdź za­rdze­wiały, puszka od sar­dy­nek otwarta, strzęp ga­zety z zu­peł­nie czy­tel­nym na­głów­kiem. Ka­wa­łek brud­nej ta­siemki.

Spo­częła w Ra­siń­skim ko­jąca myśl, że taki śmiet­nik pod­ręczny wszę­dzie leży, że nic bez niego nie masz.

Gdy z tam­tego brzegu wje­chały na most lo­ko­mo­tywy...

Biały jak płótno stał na szy­nach, ści­ska­jąc w mo­krych od potu dło­niach rę­ko­jeść zwrot­nicy.

Z obu stron zbli­żał się ło­skot co­raz po­tęż­niej­szy... Już z tyłu grzały od­de­chy pan­cer­nika.

Aż w huku i zgrzy­tach że­la­stwa Ra­siń­ski rzu­cił się na­przód, prze­krę­cił raz, drugi i obie ma­szyny spo­cone, sa­piące zje­chały w bok, zaś po­ciąg pan­cerny ru­szył na­przód.

- Chamy, cho­lery, chamy!!! Mój śmiet­nik!!! - krzy­czał Ra­siń­ski, gdy z po­ciągu po tam­tej stro­nie wy­bu­chły białe pur­chawy dymu, a pie­chota ru­szyła ku rzece pod czarne, gło­śną palbą trzesz­czące łuki mo­stu.

I szczę­śliwy, ni to ze wzoru ta­nich, wiecz­nych prze­zna­czeń, wy­sko­czył spo­mię­dzy tego miej­sca szyn, śmieci, nie­do­pał­ków i sar­dy­nek. Pę­dził za pie­chotą.

- Chamy, cho­lery, śmiet­nik!!! - wo­łał dumny ze swo­ich, chciwy śmierci nie­przy­ja­ciela. - Chamy, cho­lery, śmiet­nik!...

[...] Wszyst­kie roz­mowy z ofi­ce­rami utwier­dziły Bar­cza w prze­ko­na­niu, że nic się nie zmie­niło przez cały ten czas. Po­wsta­nie - en­tu­zjazm - spi­sek. Prze­brnąw­szy stepy krwa­wego en­tu­zja­zmu od Pe­ters­burga do Pod­wo­ło­czysk, ma­rzył wła­śnie o czym in­nym... O gład­kich, peł­nych chi­rur­gicz­nej pro­stoty ra­mach. Twarz mu się zsia­dła w mar­twym uśmie­chu.

- No a zresztą co sły­chać, Ra­siń­ski?

- Zresztą - krzyk­nął Ra­siń­ski we­soło, nie mo­gąc się nie po­chwa­lić tylko co prze­ży­tym epi­zo­dem... - Zresztą wszę­dzie to samo... Ra­dość - sza­lona ra­dość z od­zy­ska­nego śmiet­nika...

- Który my w sa­lon prze­mie­nimy - uśmiech­nął się Barcz, po­da­jąc rękę"[1].

ROZ­DZIAŁ 1

PO­WRÓT NA MAPĘ

Po raz pierw­szy uro­czy­ste pań­stwowe ob­chody 11 li­sto­pada jako święta upa­mięt­nia­ją­cego od­ro­dze­nie Pol­ski zor­ga­ni­zo­wano do­piero po prze­wro­cie ma­jo­wym. Na po­czątku li­sto­pada 1926 roku pre­zes Rady Mi­ni­strów Jó­zef Pił­sud­ski wy­dał okól­nik, który usta­na­wiał 11 li­sto­pada dniem wol­nym od pracy. W uza­sad­nie­niu tej de­cy­zji czy­tamy: "W dniu 11 li­sto­pada pań­stwo pol­skie ob­cho­dzić bę­dzie 8 rocz­nicę zrzu­ce­nia jarzma nie­woli i uzy­ska­nia peł­nej, fak­tycz­nej nie­za­wi­sło­ści. Data po­wyż­sza winna po­zo­stać w sta­łej pa­mięci spo­łe­czeń­stwa i utrwa­lić się w umy­słach mło­dego po­ko­le­nia, które w za­ra­niu swego ży­cia po­winno od­czu­wać do­nio­słość i uro­czy­stość tego pa­mięt­nego dnia"[1]. Osta­tecz­nie peł­nię urzę­do­wego ma­je­statu Święto Nie­pod­le­gło­ści na­brało mocą uchwały sej­mo­wej do­piero 23 kwiet­nia 1937 roku.

De­cy­zja Pił­sud­skiego o uczy­nie­niu 11 li­sto­pada naj­waż­niej­szym świę­tem pań­stwo­wym wy­ni­kała z dwóch prze­sła­nek. Pierw­szą była chęć osta­tecz­nego roz­strzy­gnię­cia spo­rów o to, które z ko­lej­nych wy­da­rzeń je­sieni 1918 roku miało dla po­wsta­nia nie­pod­le­głej Pol­ski prze­ło­mowe zna­cze­nie. W grę mo­gło wcho­dzić wiele dni, po­cząw­szy od 28 paź­dzier­nika, kiedy to w Kra­ko­wie po­wo­łano do ży­cia Pol­ską Ko­mi­sję Li­kwi­da­cyjną (z for­malną sie­dzibą we Lwo­wie), która 31 paź­dzier­nika ogło­siła prze­ję­cie pełni wła­dzy nad Ga­li­cją - by­łym już za­bo­rem au­striac­kim. 7 li­sto­pada pod kie­row­nic­twem Igna­cego Da­szyń­skiego ufor­mo­wał się i wy­dał swój ma­ni­fest Tym­cza­sowy Rząd Lu­dowy Re­pu­bliki Pol­skiej. Z ko­lei 10 li­sto­pada szef nie­miec­kich władz oku­pa­cyj­nych Kró­le­stwa Pol­skiego, ge­ne­rał Hans Har­twig von Be­se­ler, prze­ka­zał peł­nię swej wła­dzy Ra­dzie Re­gen­cyj­nej Kró­le­stwa Pol­skiego. I to wła­śnie z rąk Rady Re­gen­cyj­nej 11 li­sto­pada Jó­zef Pił­sud­ski otrzy­mał do­wódz­two nad si­łami zbroj­nymi Kró­le­stwa Pol­skiego.

Jó­zef Pił­sud­ski (1867-1935) uro­dził się w po­ło­żo­nym kil­ka­dzie­siąt ki­lo­me­trów na pół­nocny wschód od Wilna Zu­ło­wie, w osia­dłej tam od da­wien dawna ro­dzi­nie zie­miań­skiej. Stu­dio­wał me­dy­cynę, ale tre­ścią jego ży­cia oka­zała się po­li­tyka. W 1887 roku zo­stał ska­zany na kil­ku­let­nie ze­sła­nie w związku z udzia­łem w przy­go­to­wa­niach do za­ma­chu na cara Alek­san­dra III. Po po­wro­cie przy­stą­pił do two­rzą­cego się wła­śnie nie­pod­le­gło­ścio­wego nurtu pol­skiego ru­chu so­cja­li­stycz­nego i po 1914 roku był jed­nym z jego naj­waż­niej­szych przy­wód­ców. W okre­sie re­wo­lu­cji 1905 roku na czele Or­ga­ni­za­cji Bo­jo­wej Pol­skiej Par­tii So­cja­li­stycz­nej pod­jął próbę za­ini­cjo­wa­nia zrywu po­wstań­czego. W ob­li­czu jej nie­po­wo­dze­nia roz­po­czął w 1908 roku przy­go­to­wa­nia kadr przy­szłej ar­mii pol­skiej, jaka miała po­wstać pod­czas spo­dzie­wa­nego wiel­kiego kon­fliktu mię­dzy­na­ro­do­wego. Rok 1914 po­twier­dził ra­chuby Pił­sud­skiego. Szko­leni przez kilka lat w ra­mach Związku Walki Czyn­nej i Strzelca ochot­nicy we­szli w skład Pierw­szej Kom­pa­nii Ka­dro­wej, a na­stęp­nie Pierw­szej Bry­gady Le­gio­nów Pol­skich. Wy­cho­dząc z za­ło­że­nia, że głów­nym prze­ciw­ni­kiem nie­pod­le­gło­ści Pol­ski po­zo­staje Ro­sja, w pierw­szych la­tach wojny Pił­sud­ski współ­pra­co­wał z Au­stro-Wę­grami i Niem­cami. Rów­no­le­gle od 1914 roku two­rzył też jed­nak kon­spi­ra­cję stricte nie­pod­le­gło­ściową w po­staci Pol­skiej Or­ga­ni­za­cji Woj­sko­wej oraz bu­do­wał za­ple­cze po­li­tyczne. W 1917 roku, uznaw­szy, że szanse państw cen­tral­nych na zwy­cię­stwo ma­leją i to ra­czej An­glia i Fran­cja będą de­cy­do­wać o kształ­cie po­wo­jen­nej Eu­ropy, ze­rwał współ­pracę z Niem­cami. Uwię­zie­nie ko­men­danta Pierw­szej Bry­gady w efek­cie kry­zysu przy­się­go­wego (od­mowy zło­że­nia przy­sięgi na wier­ność ce­sa­rzom Nie­miec i Au­strii przez żoł­nie­rzy Le­gio­nów Pol­skich) w lipcu 1917 roku nie po­wstrzy­mało ak­tyw­no­ści jego współ­pra­cow­ni­ków. W la­tach 1917-1918 szybko roz­wi­jała się POW, a uzna­jące przy­wódz­two po­li­tyczne Pił­sud­skiego ugru­po­wa­nia le­wicy i cen­trum zdo­by­wały sze­ro­kie po­par­cie spo­łeczne. W oczach pra­wicy, zwłasz­cza spra­wu­ją­cej rządy w Kró­le­stwie Pol­skim, Pił­sud­ski ja­wił się jako po­li­tyk ma­jący duży au­to­ry­tet wśród mas lu­do­wych, a jed­no­cze­śnie re­pre­zen­tant po­stawy pań­stwo­wo­twór­czej i od­po­wie­dzial­nej, co wy­ka­zał w la­tach 1914-1917. Prze­ko­na­nie, że jest zdolny do po­kie­ro­wa­nia bie­giem spraw pań­stwo­wych oraz po­wstrzy­ma­nia ra­dy­ka­li­za­cji na­stro­jów spo­łecz­nych, zde­cy­do­wało o tym, że Rada Re­gen­cyjna wła­śnie w jego ręce po­sta­no­wiła zło­żyć losy kraju. Pił­sud­ski nie za­wiódł po­kła­da­nych w nim na­dziei. Oka­zał się bar­dzo spraw­nym or­ga­ni­za­to­rem prac nad bu­dową no­wego pań­stwa i jego sił zbroj­nych, a jed­no­cze­śnie zdo­łał spra­wić, że nie­unik­nione kon­flikty spo­łeczne i po­li­tyczne nie osią­gnęły na­tę­że­nia za­gra­ża­ją­cego sta­bil­no­ści ładu pań­stwo­wego.

Trzeba jed­nak pa­mię­tać, że peł­nię wła­dzy cy­wil­nej Pił­sud­ski uzy­skał do­piero 14 li­sto­pada, także z rąk re­gen­tów, któ­rzy za­de­kla­ro­wali: "Kie­ru­jąc się do­brem Oj­czy­zny, po­sta­na­wiamy Radę Re­gen­cyjną roz­wią­zać, a od tej chwili obo­wiązki na­sze i od­po­wie­dzial­ność wzglę­dem na­rodu pol­skiego w Twoje ręce, Pa­nie Na­czelny Do­wódco, skła­damy do prze­ka­za­nia Rzą­dowi Pol­skiemu"[2]. Tego też dnia Jó­zef Pił­sud­ski po­wie­rzył mi­sję two­rze­nia rządu Igna­cemu Da­szyń­skiemu, a 18 li­sto­pada de­sy­gno­wał no­wego pre­miera w oso­bie Ję­drzeja Mo­ra­czew­skiego. Ostat­nią datą, która z po­wo­dze­niem mo­gła sta­no­wić sym­bo­liczny mo­ment od­ro­dze­nia pań­stwo­wo­ści, był 22 li­sto­pada, kiedy świa­tło dzienne uj­rzał de­kret o naj­wyż­szej wła­dzy re­pre­zen­ta­cyj­nej Re­pu­bliki Pol­skiej. Prze­wi­dy­wał on sta­no­wi­sko tym­cza­so­wego na­czel­nika pań­stwa, który w cha­rak­te­rze głowy pań­stwa miał wraz z rzą­dem przy­go­to­wać i prze­pro­wa­dzić wy­bory do Sejmu Usta­wo­daw­czego.

Każde z wy­mie­nio­nych wy­da­rzeń paź­dzier­ni­ko­wych i li­sto­pa­do­wych było ważne, ale żadne z nich nie miało jed­no­znacz­nie więk­szej roli od po­zo­sta­łych. Co więc za­de­cy­do­wało o wy­bo­rze 11 li­sto­pada? Wy­daje się, że wy­da­rze­nie, do któ­rego do­szło poza kra­jem, a mia­no­wi­cie tego wła­śnie dnia pod­pi­sane zo­stało za­wie­sze­nie broni na ostat­nim fron­cie pierw­szej wojny świa­to­wej. Za­koń­cze­nie dzia­łań wo­jen­nych czy­niło ów dzień uro­czy­stym także w wy­mia­rze mię­dzy­na­ro­do­wym i po­zwo­liło ła­twiej za­ak­cep­to­wać jego świą­teczny cha­rak­ter licz­nej gru­pie tych, któ­rzy nie uwa­żali, że Jó­zef Pił­sud­ski i jego dzia­łal­ność miały szcze­gólne zna­cze­nie dla od­bu­dowy Nie­pod­le­głej. Dla znacz­nej czę­ści pol­skiej opi­nii pu­blicz­nej rze­czy­wi­stym wskrze­si­cie­lem Pol­ski był Ro­man Dmow­ski.

Ro­man Dmow­ski (1864-1939) uro­dził się w War­sza­wie, tam spę­dził dzie­ciń­stwo i mło­dość. Jako uczeń i stu­dent ro­syj­skiego Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego uczest­ni­czył w kon­spi­ra­cji pa­trio­tycz­nej. Po­cząt­kowo po­zo­sta­wał w kręgu ro­man­tycz­nych tra­dy­cji po­wstań­czych, jed­nak nie­po­wo­dze­nie, ja­kim za­koń­czyły się war­szaw­skie ob­chody stu­le­cia wy­bu­chu po­wsta­nia ko­ściusz­kow­skiego, ra­dy­kal­nie zmie­niło jego po­glądy. Wy­pra­co­wał "Pro­gram Wszech­pol­ski", który za­kła­dał za­an­ga­żo­wa­nie w pracę na­ro­dową wszyst­kich grup spo­łecz­nych, od ary­sto­kra­cji po ro­bot­ni­ków rol­nych, przy czym praca na­ro­dowa miała być pro­wa­dzona jed­no­cze­śnie we wszyst­kich pań­stwach za­bor­czych. Nie re­zy­gnu­jąc z nie­pod­le­gło­ści jako celu osta­tecz­nego, kładł na­cisk na pracę or­ga­niczną, słu­żącą wzmoc­nie­niu po­ten­cjału na­ro­do­wego oraz pod­no­szącą po­ziom uświa­do­mie­nia na­ro­do­wego mas lu­do­wych. Dą­żył do wy­ko­rzy­sty­wa­nia le­gal­nych dzia­łań, łącz­nie z uczest­nic­twem w ofi­cjal­nym ży­ciu po­li­tycz­nym Ro­sji car­skiej, ale nie uni­kał kon­spi­ra­cji. Ko­or­dy­na­to­rem po­li­tyki swego obozu po­li­tycz­nego uczy­nił tajną Ligę Na­ro­dową, do któ­rej za­pra­szał nie tylko po­li­ty­ków, lecz także dzia­ła­czy spo­łecz­nych ze wszyst­kich ziem pol­skich. Za po­śred­nic­twem LN kie­ro­wał mię­dzy in­nymi Tajną Or­ga­ni­za­cją Na­uczy­ciel­ską oraz wy­da­wa­niem i kol­por­ta­żem trój­za­bo­ro­wego pi­sma dla ludu "Po­lak". W opu­bli­ko­wa­nej w 1903 roku książce My­śli no­wo­cze­snego Po­laka stwo­rzył pod­bu­dowę ide­ową swego ru­chu, która może być uznana za pol­ski wa­riant świę­cą­cego triumfy w ca­łej Eu­ro­pie no­wo­cze­snego na­cjo­na­li­zmu. W ciągu po­nad trzy­dzie­stu lat ak­tyw­no­ści po­li­tycz­nej Dmow­ski stwo­rzył silny ruch po­li­tyczny, zrze­sza­jący przed­sta­wi­cieli wszyst­kich grup spo­łecz­nych w trzech za­bo­rach i ma­jący po­par­cie więk­szo­ści pol­skiej opi­nii pu­blicz­nej. Jego spo­iwem był na­cjo­na­lizm, który in­te­gro­wał lu­dzi wi­zją nie­pod­le­gło­ści i so­li­dar­nej wspól­noty na­ro­do­wej, ale też we­zwa­niami do ak­tyw­nej obrony przed wro­gami ze­wnętrz­nymi i we­wnętrz­nymi: Niem­cami, wszel­kiego ro­dzaju re­wo­lu­cjo­ni­stami oraz Ży­dami.

W la­tach 1905-1908 Dmow­ski wy­pra­co­wał nową stra­te­gię geo­po­li­tyczną, któ­rej fun­da­men­tem było uzna­nie Nie­miec za śmier­telne za­gro­że­nie dla toż­sa­mo­ści na­ro­do­wej Po­la­ków. W tej optyce Ro­sja sta­wała się mi­mo­wol­nym obrońcą pol­skich in­te­re­sów na­ro­do­wych. Dla­tego też po wy­bu­chu pierw­szej wojny świa­to­wej na­wo­ły­wał Po­la­ków do lo­jal­no­ści wo­bec ca­ratu. Do­piero re­wo­lu­cja 1917 roku i po­grą­że­nie się Ro­sji w woj­nie do­mo­wej spra­wiły, że jego głów­nym ce­lem stało się uzy­ska­nie wspar­cia dla idei nie­pod­le­głej Pol­ski ze strony przy­wód­ców en­tenty. Z per­spek­tywy Dmow­skiego i jego zwo­len­ni­ków o wiele więk­sze od dzia­łań pił­sud­czy­ków zna­cze­nie dla od­bu­dowy Rze­czy­po­spo­li­tej miało po­zy­tywne na­sta­wie­nie do sprawy pol­skiej pre­zy­denta Sta­nów Zjed­no­czo­nych, przy­wód­ców fran­cu­skich i bry­tyj­skich oraz za­chod­niej opi­nii pu­blicz­nej. W li­sto­pa­dzie 1918 roku Ro­man Dmow­ski prze­by­wał w Pa­ryżu, co wo­bec szyb­kiego po­ja­wie­nia się Jó­zefa Pił­sud­skiego w War­sza­wie wy­eli­mi­no­wało go z roz­grywki o ob­ję­cie przy­wódz­twa nad kra­jem. Nie we­zwał też swo­ich zwo­len­ni­ków do otwar­tej kon­fron­ta­cji z le­wicą po­wo­łaną do wła­dzy przez na­czel­nika pań­stwa. Zde­cy­do­wał się na kom­pro­mis w po­staci rządu Igna­cego Jana Pa­de­rew­skiego oraz prawa do re­pre­zen­to­wa­nia Pol­ski w cza­sie kon­fe­ren­cji po­ko­jo­wej w Pa­ryżu.

Nie ulega zresztą wąt­pli­wo­ści, że wła­śnie de­cy­zje po­li­tyczne mo­carstw, ujęte mię­dzy in­nymi w prze­mó­wie­niu pre­miera Wiel­kiej Bry­ta­nii Lloyda Geo­rge'a z 5 stycz­nia i w orę­dziu pre­zy­denta USA Tho­masa Wo­odrowa Wil­sona z 8 stycz­nia 1918 roku, miały klu­czowe zna­cze­nie dla po­wrotu Pol­ski na mapę Eu­ropy. Nie było więc przy­pad­kiem, że aż do prze­wrotu ma­jo­wego li­sto­pa­dowe dni, ow­szem, pa­mię­tano, ale ra­czej jako mo­ment za­koń­cze­nia Wiel­kiej Wojny i ko­lejny etap skom­pli­ko­wa­nego pro­cesu od­bu­dowy pań­stwo­wo­ści. Za naj­waż­niej­sze święto pań­stwowe uzna­wano wów­czas, po­dob­nie jak przed 1914 ro­kiem, rocz­nicę uchwa­le­nia Kon­sty­tu­cji 3 maja i sta­rano się jej ob­cho­dom za­pew­nić od­po­wied­nią rangę. Już w czerwcu 1919 roku Sejm Usta­wo­daw­czy pod­jął sto­sowną uchwałę w tej kwe­stii. I tak do­cho­dzimy do dru­giej prze­słanki wpro­wa­dze­nia dnia 11 li­sto­pada do pań­stwo­wego ka­len­da­rza pa­trio­tycz­nego nie­mal na­tych­miast po prze­wro­cie ma­jo­wym. Nie­ważne, który z li­sto­pa­do­wych dni uznano by za naj­waż­niej­szy, ła­two było wy­kre­ować Jó­zefa Pił­sud­skiego na cen­tralną po­stać świę­to­wa­nej w ta­kiej for­mule rocz­nicy od­ro­dze­nia pań­stwa. Nie­za­leż­nie bo­wiem od rze­czy­wi­stej roli w pro­ce­sie od­zy­ski­wa­nia przez Pol­skę nie­pod­le­gło­ści to on zna­lazł się w li­sto­pa­dzie 1918 roku w War­sza­wie, ob­jął funk­cję na­czel­nika pań­stwa, nad­zo­ro­wał prace pierw­szych rzą­dów i bez­po­śred­nio kie­ro­wał spra­wami two­rze­nia sił zbroj­nych.

Od li­sto­pada 1926 roku cały apa­rat pań­stwowy, znaj­du­jący się w rę­kach sa­na­cji, z peł­nym od­da­niem an­ga­żo­wał się w or­ga­ni­za­cję ob­cho­dów 11 li­sto­pada. Nie było in­sty­tu­cji pań­stwo­wej, która nie uczest­ni­czy­łaby w przy­go­to­wy­wa­niu uro­czy­sto­ści. Jed­nostki woj­skowe or­ga­ni­zo­wały prze­mar­sze i pa­rady, ucznio­wie szkół wszyst­kich szcze­bli brali udział w uro­czy­stych na­bo­żeń­stwach i aka­de­miach. Pol­skie Ra­dio przez kilka dni nada­wało pod­nio­słą mu­zykę i ma­te­riały sła­wiące czyn le­gio­nowy oraz do­ko­na­nia Ziuka, Ko­men­danta, Wskrze­si­ciela Pań­stwa, Na­czel­nika i Pierw­szego Mar­szałka Pol­ski w jed­nej oso­bie. 11 li­sto­pada był jed­nym z naj­waż­niej­szych in­stru­men­tów tak zwa­nego wy­cho­wa­nia pań­stwo­wego i szkoły pa­trio­ty­zmu, ale też po­li­tyki hi­sto­rycz­nej obozu sa­na­cyj­nego.

Z per­spek­tywy ob­cho­dzo­nej nie­dawno set­nej rocz­nicy od­zy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści trzeba stwier­dzić, że kiedy po­li­tyczny wy­miar sporu o udział po­szcze­gól­nych obo­zów po­li­tycz­nych i ich przy­wód­ców w od­ro­dze­niu Rze­czy­po­spo­li­tej stra­cił swą ak­tu­al­ność, zwłasz­cza w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej, 11 li­sto­pada stał się na pe­wien czas świę­tem ogól­no­na­ro­do­wym. Sta­rali się temu prze­ciw­dzia­łać ko­mu­ni­ści. Już w 1945 roku po­wolna ko­mu­ni­stom Kra­jowa Rada Na­ro­dowa znio­sła święto li­sto­pa­dowe i pro­kla­mo­wała ob­chody Na­ro­do­wego Święta Od­ro­dze­nia Pol­ski na cześć ogło­szo­nego 22 lipca 1944 roku ma­ni­fe­stu Pol­skiego Ko­mi­tetu Wy­zwo­le­nia Na­ro­do­wego, który uzna­wano za akt za­ło­ży­ciel­ski Pol­ski Lu­do­wej. Nie zmie­niło to faktu, że pol­ska emi­gra­cja po­li­tyczna oraz an­ty­ko­mu­ni­styczna część opi­nii pu­blicz­nej w Pol­sce na­dal ce­le­bro­wały 11 li­sto­pada. Od po­łowy lat sie­dem­dzie­sią­tych opo­zy­cja de­mo­kra­tyczna or­ga­ni­zo­wała w kraju pu­bliczne ob­chody Święta Nie­pod­le­gło­ści. Uczest­nicy "nie­le­gal­nych zgro­ma­dzeń" byli pod­da­wani re­pre­sjom i szy­ka­nom, aż do wy­rzu­ce­nia z pracy czy po­zba­wie­nia wol­no­ści włącz­nie.

Przy­wró­ce­nie święta pań­stwo­wego 11 li­sto­pada przez Trze­cią Rzecz­po­spo­litą ogół spo­łe­czeń­stwa przy­jął jako je­den z sym­boli po­wrotu do nor­mal­no­ści. Nie­ba­wem chi­chot hi­sto­rii spra­wił jed­nak, że owo święto znów stało się źró­dłem go­rą­cych spo­rów. Or­ga­ni­zo­wane 11 li­sto­pada w War­sza­wie przez Sto­wa­rzy­sze­nie Marsz Nie­pod­le­gło­ści ma­ni­fe­sta­cje są oka­zją do pre­zen­to­wa­nia w prze­strzeni pu­blicz­nej ha­seł, po­glą­dów i za­cho­wań kse­no­fo­bicz­nych, szo­wi­ni­stycz­nych i ra­si­stow­skich. Wy­wo­łuje to sprze­ciw i pro­te­sty śro­do­wisk li­be­ral­nych, de­mo­kra­tycz­nych i le­wi­co­wych. Święto Nie­pod­le­gło­ści po­now­nie ra­czej utrwala i po­głę­bia ist­nie­jące w spo­łe­czeń­stwie pol­skim po­działy, niż in­te­gruje.

Z per­spek­tywy z górą stu lat oraz do­świad­czeń dzie­jo­wych XX i XIX wieku jest oczy­wi­ste, że wy­da­rze­nie ta­kiej rangi jak utwo­rze­nie w środku Eu­ropy du­żego pań­stwa li­czą­cego 388 ty­sięcy ki­lo­me­trów kwa­dra­to­wych i po­nad 27 mi­lio­nów miesz­kań­ców nie mo­gło być efek­tem czynu i woli jed­no­stek, choćby naj­wy­bit­niej­szych. Po­wyż­sza uwaga nie ozna­cza w żad­nym ra­zie próby od­bie­ra­nia ogrom­nych za­sług w dziele od­bu­dowy pań­stwo­wo­ści pol­skiej Pił­sud­skiemu, Dmow­skiemu, Pa­de­rew­skiemu, Wi­to­sowi, Da­szyń­skiemu i wielu in­nym po­li­ty­kom, dzia­ła­czom oraz fa­chow­com z róż­nych dzie­dzin. Jed­nakże po­dob­nie jak nie­zwy­kły ta­lent Adama Ma­ły­sza po­trze­bo­wał ca­łego sztabu ano­ni­mo­wych czę­sto pra­cow­ni­ków, tak zdol­no­ści przy­wód­cze i or­ga­ni­za­cyjne Pił­sud­skiego czy sku­tecz­ność po­li­tyczna Dmow­skiego mo­gły przy­nieść efekty je­dy­nie dzięki po­ten­cja­łowi two­rzo­nemu przez całą pol­ską wspól­notę po­li­tyczną.

11 li­sto­pada 1926 roku Jó­zef Pił­sud­ski wy­gło­sił przez ra­dio prze­mó­wie­nie upa­mięt­nia­jące rocz­nicę od­zy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści. Mó­wił wów­czas: "Razu pew­nego zo­ba­czy­łem gro­madkę dzieci, schy­loną i skur­czoną nad ja­kimś przed­mio­tem. Pa­trzy­łem zdu­miony, co na brud­nym, śmiet­ni­stym po­dwó­rzu one wi­dzieć mo­gły, i doj­rza­łem małą żabkę. Żabka, w bło­cie uty­tłana, za­bru­dzona, w pia­chu wy­wa­lana, ska­kała nie­zgrab­nie na dłu­gich no­gach i wy­łu­pia­stymi oczkami ły­skała na dzieci. Za­py­ta­łem dzie­ciaka - na co wy tu pa­trzy­cie? Na to mi je­den chło­pak od­po­wie­dział, że prze­cież była taka żabka na świe­cie, co - on sam o tym czy­tał - na śmiet­ni­sku ska­kała, a na­gle przez czary i dziwy wy­je­chała zło­ci­sta ka­reta - ogromna ka­reta, w sześć ru­ma­ków wiel­kich za­przę­żona. [...] Pa­nie pu­dła z ka­rety wyj­mują i, o czary! i, o dziwy! - z żabki robi się na­gle cud dzie­wica, cud dziew­czyna - o prze­pięk­nych oczach i liczku! [...] Żabę brudną, na dziew­czynę cudną przez czary zmie­nioną, wsa­dzają do ka­rety i je­dzie ona na białe, na wiel­kie pa­łace i sale. W pa­ła­cach i sa­lach po­sadzki świecą jak lu­stra, i w lu­strze ta­kim dziew­czyna cud­nej swej pięk­no­ści się przy­gląda, a złe dziew­częta, z za­zdro­ści zżół­kłe, gwa­rzą i szepcą o niej, jako o złej i prze­wrot­nej dzie­wuszce. A pa­nie złe i ma­co­chy złe rze­czy do ucha so­bie szepcą. Są więc czary i dziwy, kiedy dziew­czę jest szczę­śliwe. Po­wia­dają, że ba­jek na świe­cie nie ma!...

Tak mi chło­pak mó­wił i cze­kał, żeby z żabki cud dzie­wica wy­sko­czyła i ka­roca na śmiet­ni­sko zje­chała. Sam nie wiem, czy to bajki praw­dziwe, ale że są czary i dziwy, kiedy ktoś jest bar­dzo szczę­śliwy, to jest prawdą. To ja sam na wła­sne uszy sły­sza­łem, na wła­sne oczy wi­dzia­łem, wła­snymi pal­cami do­ty­ka­łem ta­kich cza­rów i dzi­wów, że do­prawdy aż opo­wia­dać strach. [...] Był kie­dyś li­sto­pa­dowy dzień, ja­sny, kie­dyś rocz­ków nie­wiele, a działy się wtedy czary i działy się dziwy..."[3].

Przy­to­czone słowa po­winny sta­no­wić obo­wiąz­kowy przed­miot po­głę­bio­nej re­flek­sji dla wszyst­kich, któ­rzy po­dej­mują roz­wa­ża­nia nad splo­tem pro­ce­sów i oko­licz­no­ści pro­wa­dzą­cych do od­ro­dze­nia się pań­stwa pol­skiego. Wy­da­rze­nie to, nie­za­leż­nie od prze­sła­nek i uwa­run­ko­wań da­ją­cych się okre­ślić i opi­sać me­todą na­ukową, po­zo­staje fak­tem wy­my­ka­ją­cym się ja­kiej­kol­wiek spój­nej, zwar­tej i za­mknię­tej in­ter­pre­ta­cji. Co jed­nak nie zwal­nia hi­sto­ry­ków od próby po­rząd­ko­wa­nia ko­smosu zda­rzeń, przy­pad­ków, cza­rów i dzi­wów.

Po­dob­nie jak o upadku Rze­czy­po­spo­li­tej szla­chec­kiej de­cy­do­wały na równi we­wnętrzne, roz­wi­ja­jące się przez po­ko­le­nia pro­cesy roz­kła­dowe oraz czyn­niki ze­wnętrzne w po­staci trwa­ją­cego przez dzie­się­cio­le­cia wzro­stu po­tęgi agre­syw­nych są­sia­dów, tak na od­ro­dze­nie Pol­ski zło­żyło się wiele roz­ma­itych prze­sła­nek. Dają się one po­dzie­lić na dwie główne grupy, jak się wy­daje, rów­nie istotne. P i e r w s z a t o p r z e s ł a n k i w e w n ę t r z n e. W 1918 roku oka­za­li­śmy się jako wspól­nota po­li­tyczna zde­ter­mi­no­wani do walki o od­zy­ska­nie nie­pod­le­głego bytu i jego utrwa­le­nie za cenę krwi i naj­więk­szych wy­rze­czeń ma­te­rial­nych, a także, co nie mniej istotne, kom­pe­tentni do zbu­do­wa­nia pań­stwa na so­lid­nych pod­sta­wach. D r u g a t o p r z e s ł a n k i z e w n ę t r z n e. Na­rody, na­wet licz­niej­sze od pol­skiego i także zdolne do sa­mo­dziel­nego bytu, przez wiele dzie­się­cio­leci były po­zba­wione, a nie­kiedy są na­dal, moż­li­wo­ści re­ali­za­cji swych am­bi­cji, przede wszyst­kim za sprawą braku ak­cep­ta­cji na fo­rum mię­dzy­na­ro­do­wym. Nie­zwy­kle ko­rzystny z punktu wi­dze­nia pol­skich in­te­re­sów układ wy­da­rzeń w okre­sie pierw­szej wojny świa­to­wej zła­mał po­tęgę wszyst­kich trzech za­bor­ców i otwo­rzył bramy do stwo­rze­nia zu­peł­nie no­wej mapy po­li­tycz­nej Eu­ropy Środ­kowo-Wschod­niej. Jed­no­cze­śnie idea po­wrotu Pol­ski na ową mapę zy­skała ak­cep­ta­cję mo­carstw de­cy­du­ją­cych o kon­ste­la­cji po­li­tycz­nej Eu­ropy po woj­nie.

Rola nie­pod­le­gło­ścio­wego czynu zbroj­nego dla od­zy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści była i jest pod­kre­ślana nie­prze­rwa­nie na wszyst­kich płasz­czy­znach ko­mu­ni­ka­cji spo­łecz­nej. Bo też nie bu­dzi wąt­pli­wo­ści fakt, że bez Le­gio­nów, pol­skich for­ma­cji zbroj­nych na wscho­dzie, Błę­kit­nej Ar­mii ge­ne­rała Jó­zefa Hal­lera czy Pol­skiej Or­ga­ni­za­cji Woj­sko­wej nie­po­rów­na­nie mniej do­bit­nie wy­brzmie­wa­łyby pol­skie ar­gu­menty za nie­pod­le­gło­ścią, a poza tym bra­ko­wa­łoby kuźni kadr dla przy­szłej ar­mii i kan­dy­da­tów do służby nie­pod­le­głej już Rze­czy­po­spo­li­tej.

Przy­ję­cie w Po­sel­stwie RP w Ka­irze z oka­zji Święta Nie­pod­le­gło­ści (1933).

Nie można jed­nak lek­ce­wa­żyć trwa­ją­cej przez całą wojnę pracy u pod­staw. Już przed wielu laty Ja­nusz Pa­jew­ski pod­kre­ślał ogromną rolę, jaką w pro­ce­sie od­bu­dowy pań­stwa pol­skiego ode­grały dzia­ła­nia pro­wa­dzone w ra­mach Kró­le­stwa Pol­skiego, igno­ro­wane czę­sto przez ów­cze­snych, ale też wielu póź­niej­szych pu­bli­cy­stów i hi­sto­ry­ków[4]. Kró­le­stwo Pol­skie po­wo­łano do ży­cia nie z sym­pa­tii do Po­la­ków, ale w ocze­ki­wa­niu na ich wdzięcz­ność i ak­tywne wspar­cie wy­siłku wo­jen­nego państw cen­tral­nych. Na mocy Aktu 5 li­sto­pada 1916 roku, wy­da­nego przez ce­sa­rzy Nie­miec i Au­strii, utwo­rzono za­leżny od "do­bro­czyń­ców", ale jed­nak od­rębny byt pań­stwowy. Osta­tecz­nie za­borcy wiele na tym po­su­nię­ciu nie zy­skali. Po­lacy nie ru­szyli tłum­nie do woj­sko­wych for­ma­cji ochot­ni­czych ani też nie za­częli do­bro­wol­nie pra­co­wać na rzecz go­spo­darki wo­jen­nej czwór­przy­mie­rza. Za to skon­cen­tro­wali się na wy­ko­rzy­sta­niu zwięk­szo­nych moż­li­wo­ści dzia­ła­nia na rzecz roz­woju po­ten­cjału na­ro­do­wego. Od końca 1916 roku roz­po­częła się bu­dowa sys­temu praw­nego no­wego pań­stwa, pol­skiego apa­ratu ad­mi­ni­stra­cyj­nego, są­dow­nic­twa, sys­temu oświaty etc. Za­częto pro­wa­dzić po­li­tykę spo­łeczną i kul­tu­ralną uwzględ­nia­jącą pol­skie in­te­resy na­ro­dowe. Nie­zwy­kle waż­nym aspek­tem dzia­łań pro­wa­dzo­nych przez pol­skie wła­dze Kró­le­stwa Pol­skiego były sze­roko za­kro­jone prace nad przy­go­to­wy­wa­niem roz­wią­zań na przy­szłość - czas po za­koń­cze­niu wojny. Do­ty­czyło to za­równo pro­jek­tów roz­wią­zań praw­nych, jak i for­mo­wa­nia kadr pań­stwo­wych. Pro­fe­sor Wi­told Ka­mie­niecki, za­stępca dy­rek­tora De­par­ta­mentu Spraw Po­li­tycz­nych Tym­cza­so­wej Rady Stanu Kró­le­stwa Pol­skiego, wspo­mi­nał: "O wła­ści­wej po­li­tyce za­gra­nicz­nej w ów­cze­snych wa­run­kach wo­jen­nych pod­czas oku­pa­cji nie mo­gło być oczy­wi­ście mowy, ale two­rzy­li­śmy ka­dry przy­szłego Mi­ni­ster­stwa Spraw Za­gra­nicz­nych, przy­szłych pla­có­wek dy­plo­ma­tycz­nych, szko­li­li­śmy przy­szłych kon­su­lów, ła­go­dzi­li­śmy an­ta­go­ni­zmy par­tyjne, roz­ta­cza­li­śmy opiekę nad jeń­cami i uchodź­cami"[5]. Przy­kła­dem ty­ta­nicz­nej pracy o fun­da­men­tal­nym dla przy­szło­ści zna­cze­niu, a jed­no­cze­śnie świa­dec­twem po­ten­cjału tkwią­cego w pol­skich eli­tach na­ro­do­wych może być do­ro­bek De­par­ta­mentu Wy­znań Re­li­gij­nych i Oświe­ce­nia Pu­blicz­nego Rady Stanu, zwłasz­cza w od­nie­sie­niu do upo­wszech­nie­nia oświaty i szkol­nic­twa ele­men­tar­nego. La­tem i je­sie­nią 1918 roku na ca­łym te­re­nie Kró­le­stwa Pol­skiego pra­wie wszyst­kie dzie­dziny ży­cia pu­blicz­nego (z istot­nymi wy­jąt­kami, na przy­kład go­spo­darki żyw­no­ścio­wej za­rzą­dza­nej przez wła­dze oku­pa­cyjne) znaj­do­wały się w ge­stii apa­ratu pań­stwo­wego po­zo­sta­ją­cego w rę­kach Po­la­ków.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki