IV
Znałam Shadowa od bliżej nieokreślonego czasu, na Ziemi upłynął najmniej rok, ale nigdy nie widziałam, żeby poruszał się tak szybko jak w tej chwili.
W jednej sekundzie był tutaj, a dosłownie w następnej zniknął, pozostawiając po sobie jedynie kłąb dymu. Gdybym miała zgadywać, powiedziałabym, że cienie, którymi władał, pochłonęły go i miały zamiar wyrzucić w Bibliotece Wiedzy.
Lucien i Reece także rozpłynęli się w powietrzu niemal równie szybko, podczas gdy ja wciąż gapiłam się z otwartymi ustami na miejsce, w którym wszyscy stali jeszcze mikrosekundę wcześniej.
Tylko Angel mnie nie opuściła, jedynie zacieśniła uścisk wokół mojej talii, kiedy zaczęłam kuśtykać w stronę przejścia.
- Idź - powiedziałam, machając ręką do przodu. - Idź im pomóc. Zaraz tam dotrę.
- Nie. - Jej odpowiedź była krótka i oschła.
- Angel - zaczęłam, zmuszając nogi do szybszego ruchu. - Jesteś wojowniczką. Idź walczyć, pomóż najlepiej, jak potrafisz. Spowalniam cię.
- Razem, dziewczyno - prychnęła, a napięcie w jej ciele nieco zelżało. - Walczymy ramię w ramię, pamiętasz? Nigdy nie zostawiłabym przyjaciółki. I nie musisz się martwić. Zaklęcie zostało złamane jakiś czas temu, a nic przez te drzwi nie przelazło. Być może w królestwie nawet nie wiedzą, że są wolni.
Jedna osoba jednak wiedziała. Ta, która rzuciła zaklęcie.
- To moja wina - przyznałam, bo Angel powinna mieć świadomość, że prawdopodobnie nie jestem godna jej zajebistej przyjaźni. - Myślałam, że zabili Dannie, kobietę, która mnie częściowo wychowała, i po prostu się załamałam. Możliwe, że przywołałammgłyimiliardyistotcienia. - Ze wstydu ostanie słowa wyrzuciłam z siebie jednym ciągiem, ale bystry umysł Angel z łatwością za tym nadążył.
- Nie zrobiłaś nic złego, Mero. Twoim życiem od dawna rządzą siły, które cię przerastają. Reagujesz na presję, jaką na ciebie wywierano. Nikt nie powinien być zaskoczony, że w końcu wybuchłaś.
Chwila! Czy ona o tym wiedziała?
- No tak. Trochę wybuchłam - przyznałam. - Ogień przebiegał po mojej skórze w taki sam sposób, jak zazwyczaj objawia się moc Shadowa.
Zamrugała i stało się jasne, że jej poprzedni komentarz nie odnosił się do wydarzeń na Ziemi.
- Ty i Shadow macie podobną energię - powiedziała w końcu, gdy jej zaskoczenie minęło. - To nie tak, że jesteście spokrewnieni - dodała szybko, znając mnie na tyle dobrze, by wiedzieć, że od razu o tym pomyślałam. - Wasze moce są kompatybilne. To interesujące i... logiczne, że skończyło się tym, że przywołałaś cienie i płomień.
- Poważnie? - Potknęłam się. - Nie sądzisz, że moja reakcja była trochę przesadzona? W tej chwili strasznie się martwię tym, jak się zachowałam.
- Kiedy moja rodzina została zniszczona, rozpoczęłam kampanię destrukcji, która trwała sześćdziesiąt lat. Moim zdaniem dość szybko się pozbierałaś. - Angel wzruszyła ramionami.
Sześćdziesiąt lat...
No dobra, może jednak mnie rozumiała i wcale nie oceniała. To było naprawdę miłe, że ktoś stanął po mojej stronie. Może kiedy rozwiążemy tajemnicę tego, czym, do cholery, jestem, Angel i ja będziemy mogły popracować nad naszą więzią. Chciałabym, żeby przeszła na wyższy poziom, na wypadek, gdyby Angel potrzebowała kiedyś ode mnie takiego samego wsparcia, jakie zawsze sama mi oferowała.
Na razie jednak miałyśmy o wiele ważniejsze sprawy do nadmiernego analizowania i niepotrzebnego zamartwiania się.
- Czego się teraz spodziewasz, kiedy drzwi do Królestwa Cienia nie są już zamknięte? - zapytałam, gdy dotarłyśmy do zasłony prowadzącej do biblioteki.
Angel nie odpowiedziała, dopóki nie przeszłyśmy na drugą stronę.
- Tego nikt nie wie. Były zamknięte dłużej, niż większość z nas żyje, a co do reszty, to tylko czas pokaże, co się zmieniło w królestwie.
Cholera. Zdecydowanie nie było to ani trochę pocieszające.
Kiedy szła w stronę tłumów zgromadzonych przy drzwiach do Królestwa Cienia, nagle coś przyszło mi do głowy. Odwróciłam się do magicznego białego przycisku i uderzyłam w niego dłonią.
- Katalog.
Kiedy pojawił się plan biblioteki, nie tracąc czasu, nacisnęłam na nim drzwi do Królestwa Cienia. Angel wróciła do mnie i jeśli jej wyraz twarzy miał coś znaczyć, była równie ciekawa jak ja, czy zobaczymy to samo co ostatnim razem - Królestwo Cienia: Informacje nieznane. Błąd krytyczny.
Obie wpatrywałyśmy się w milczeniu, gdy rozległ się dźwięk.
- To coś nowego - wyszeptała.
Królestwo Cienia - zbudowane na starożytnych mgłach energii yin i yang. Najwyższą władzę sprawują królewscy, kontrolują wszystkie istoty za wyjątkiem tych, które wędrują po Szarych Ziemiach.
- O kurwa - powiedziałam, gapiąc się na katalog, jakby zawierał wszystkie odpowiedzi. - Drzwi naprawdę są otwarte.
W końcu dotarła do mnie prawda. Królestwo, kurwa, było otwarte. Shadow nie będzie mnie już potrzebował. W końcu zdoła się zemścić i... Co ze mną i moim życiem tutaj?
Dlaczego nagle poczułam się tak, jakbym miała zostać bezdomna? Co gorsza, wyrzucona z moich ulubionych miejsc na świecie - obu bibliotek. Serce mi się ścisnęło, a dłonie zaczęły pocić, kiedy splotłam je razem.
Mogłabym zrezygnować z wielu rzeczy, ale nie byłam pewna, czy potrafiłabym przestać żyć wśród wiedzy, piękna i starożytnej historii, tak powszechnych w Bibliotece Wiedzy i leżu. To miejsce wgryzło się w moją duszę i nie umiałam go opuścić.
To by mnie zniszczyło.
- Chodźmy zobaczyć, jakie są skutki najnowszego rozwoju wydarzeń - powiedziała Angel, popychając mnie w stronę głównej części biblioteki.
- O, oficjalny ton? Sytuacja musi być więc poważna. - Westchnęłam, czując się jak starożytna, tysiącletnia istota.
Udało jej się nie przewrócić oczami, ale wiedziałam, że ma na to ochotę. Była jednak zbyt dojrzała i twarda, by zawracać sobie głowę takim ludzkim gestem.
- Po prostu martwię się tym, w co możemy się wpakować i czy będę w stanie cię chronić. Musimy zebrać wszystkie możliwe informacje, gdyż w końcu coś wyjdzie z Królestwa, a ty jesteś teraz bezbronna.
Prychnęłam, człapiąc za nią, jakbym miała sto lat, a nie dwadzieścia trzy. W pewnym momencie miałam urodziny, ale nikogo to nie obchodziło, większość moich przyjaciół liczyła sobie tysiące lat.
- Wiesz, że to ja otworzyłam te drzwi - choć nie mam pojęcia, jak to zrobiłam - i kontrolowałam grupę istot cienia, żeby Shadow mógł je zamknąć. Myślę, że od teraz to ja będę się opiekować wami.
- Mocne słowa jak na kogoś, kto chodzi pochylony pod kątem dziewięćdziesięciu stopni. - Zaśmiała się pięknym, dźwięcznym głosem. Jednocześnie rozłożyła skrzydła, żeby tłum nie wpadał na nas.
- Bogowie, zabiłabym za zastrzyk energii w jakiejkolwiek formie - jęknęłam. - Dziwne, bo jestem wyczerpana, ale to coś więcej niż tylko fizyczne zmęczenie. Czuję to niemal całą sobą.
Im bliżej do drzwi Królestwa Cienia podchodziłyśmy, tym tłoczniej się robiło. Angel w końcu musiała zwinąć skrzydła, bo dosłownie nie było na nie miejsca. Zaczęłyśmy się przeciskać do przodu.
- Opowiedz mi o wszystkim, co się wydarzyło od chwili, kiedy zostałaś schwytana przez zmiennokształtnych - poprosiła, rozglądając się wokół, a w jej głosie pojawiły się nuty niepokoju.
Trzymając się blisko Angel, która torowała nam drogę, szybko i cicho zrelacjonowałam, co zaszło od momentu, gdy opuściłam bibliotekę w ramionach dwóch durnych zmiennokształtnych. Zmiennokształtnych, których wciąż chciałam zamordować.
Skończyłam opowieścią o tym, jak przywołałam mgły i istoty, a te przebiły się przez zaklęcie na drzwiach królestwa.
Angel wysłuchała całej historii, po czym się odezwała:
- Wierzysz Shadowowi, że Dannie urodziła się w jego królestwie i nie mogła zostać zabita?
- Muszę, dopóki nie będzie dowodów, że jest inaczej. Dla własnego zdrowia psychicznego. - Ból już osłabł, pozostał tylko cień tęsknoty, który zniknie dopiero wtedy, kiedy ją zobaczę.
- Nie jest kłamcą - przyznała i skinęła głową. - To znaczy, zataiłby informację, gdyby uznał, że nie jest istotna, albo z innych powodów, bo skryta z niego Bestia. Ale nie jest kimś, kto łże prosto w oczy.
- Zgadzam się.
I rzeczywiście się zgadzałam. Shadow bywał różny, w większości wypadków irytujący jak cholera, ale nie był kłamcą. Nie, to był raczej podstępny drań.
Kiedy przedarłyśmy się przez ostatni rząd gapiów, w dużej mierze złożony z istot z Brolderu, dotarłyśmy do muru składającego się z sześciu barczystych mężczyzn. Królowie Solaris utworzyli półkole przed drzwiami i całkowicie je zasłaniali.
Shadow i jego wesoła ferajna dupków.
Jakby wyczuł moją energię albo zapach, Bestia się odwrócił, a jego oczy omiotły moją twarz. Bez wątpienia oceniał poziom wyczerpania i kondycję psychiczną.
- Słoneczko - powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. - Zabieraj swój tyłeczek do łóżka.
Len, srebrzysty fae, otworzył już usta, ale jedno mroczne spojrzenie Shadowa sprawiło, że się wycofał, z obiema rękami uniesionymi przed sobą. Wyraz jego twarzy był niewinny, jakby nigdy nie pomyślał ani nie powiedział nic niestosownego czy o seksualnym podtekście. Wszyscy wiedzieliśmy, że to nieprawda.
Zignorowałam ich obu i postanowiłam porozmawiać z Reece'em, który, jak podejrzewałam, rzeczywiście mógł udzielić mi dokładnych informacji.
- Co się dzieje z drzwiami?
Skupił na mnie swoje intensywnie niebieskie oczy z niemożliwie długimi rzęsami, a ja z trudem przełknęłam ślinę. Shadow Bis był zbyt przystojny, aby wyszło to komukolwiek na zdrowie. Zupełnie jak Shadow Prime.
- Zaklęcie jest złamane, ale drzwi jeszcze nie zostały użyte. - Potrząsnął głową. - Jak udało ci się zrobić to, czego reszta z nas nie potrafiła dokonać przez tysiące lat?
- Wkurzyłam się? - To było ogromne, epickie wręcz niedopowiedzenie. - Nigdy nie zadzieraj z kobietą, którą zraniłeś... Dalej to już melodia stara jak świat. - Wzruszyłam ramionami.
Przez minutę panowała cisza, aż wreszcie Len parsknął śmiechem, co zaraziło kilku innych. Nawet Galleli, ze złotymi skrzydłami schowanymi za plecami, się uśmiechnął.
- Przypomnijcie mi, żebym nigdy nie denerwował Mery - powiedział rozbawiony Lucien. - Chyba że zechcę skończyć jako kałuża krwi.
Ignorując tych błaznów, skupiłam się na Shadowie.
- Miedzy nami koniec? - Ogólna wesołość ucichła i na żadnej twarzy nie było już po niej śladu. Zastanawiałam się, czy źle zrozumieli intencję mojego pytania. - Odeślesz mnie z powrotem na Ziemię? - naciskałam.
Shadow odwrócił swoje ogromne ciało w moją stronę i przysunął się bliżej, a ja nie ruszyłam się z miejsca, więc staliśmy teraz niemal przytuleni.
- Chcesz odejść?
Przełknęłam ślinę. Moje ciało oszalało z powodu jego bliskości. Spędziliśmy razem jedną noc w Faerie, ale od tamtej pory życie było jednym wielkim chaosem i nie miałam okazji przemyśleć, co się właściwie stało. Moje ciało jednak pamiętało. Sposób, w jaki zatopił głowę między moimi udami, jego zwinny język, który doprowadził mnie do orgazmu więcej razy, niż mogłam sobie wyobrazić...
Shadow się pochylił, żeby przejechać po mojej szyi nosem. Oczywiste było, że ten koleś miał wiele charakterystycznych dla zmiennokształtnych odruchów.
- Pachniesz przepysznie, Słoneczko.
Wyczuł moje podniecenie. Nie uznałam za sensowne, żeby się tym przejmować. Chciałam, żeby się skupił.
- Odeślesz mnie z powrotem na Ziemię, skoro osiągnąłeś swój cel, jakim było dostanie się do Królestwa Cienia? - Moje słowa były ostre i szorstkie. Może to realność wizji rozstania tak mocno we mnie uderzyła, ale nagle desperacko zapragnęłam zostać. Nie skończyłam! Było tu jeszcze tyle rzeczy do odkrycia.
Wyciągnął rękę i odgarnął kosmyk moich rudych włosów, trzymał go niemal zaborczo.
- Odpowiedz na moje pytanie, Słoneczko. - Niski głos przeszył mnie, sięgając gdzieś... bardzo nisko. - Chcesz odejść?
- Nie. - Absolutna prawda tego stwierdzenia walnęła we mnie z siłą pocisku. - Mam jeszcze tyle do nauczenia się i doświadczenia. Dopiero zaczynam.
Ręka trzymająca moje włosy zmieniła położenie i wślizgnęła się w długie, nieco splątane pasma, by móc delikatnie odchylić moją głowę do tyłu. Nasze spojrzenia spotkały się w palącym połączeniu, energia zdawała się niemal namacalna. Był ode mnie o wiele wyższy, więc od razu rozbolała mnie szyja, ale gdy jego silne palce pieściły skórę mojej głowy, ostatnią rzeczą, jaką bym zrobiła, byłoby narzekanie.
- Muszę wiedzieć, kim lub czym jesteś, Słoneczko - powiedział cicho i zabrzmiało to prawie jak groźba. - Nigdzie się nie ruszysz, dopóki ta tajemnica nie zostanie rozwiązana. Fakt, że złamałaś prawie dwutysiącletnie zaklęcie na drzwiach, co nie udało się nikomu innemu, mówi mi, że w moim najlepszym interesie jest rozwikłać tę zagadkę.
- Więc zostaję? - upewniłam się.
- Tak. Nadal jesteś moja. Na razie.
Ulga omal nie sprawiła, że osunęłam się na ziemię. Nie żebym kiedykolwiek przyznała się do tego Bestii.
- Kiedy wybierasz się do Królestwa Cienia? - zapytałam.
- Nie jestem pewien, ale prawdopodobnie nie dzisiaj. Najpierw muszę się przygotować.
- Co mam robić, gdy będziesz w królestwie?
- To urocze... Naprawdę myślisz, że zostawiłbym cię tutaj bez opieki? - Na jego twarzy pojawił się idealny uśmieszek. - Nie ma mowy, Słoneczko. - Potrząsnął głową. - Idziesz ze mną. Dowiemy się, jaki masz związek z moim światem, nawet jeśli to ma być ostatnia rzecz, jaką zrobimy.
Po tych złowieszczych słowach odsunął się na bok, a ja po raz pierwszy zobaczyłam drzwi do Królestwa Cienia. Czarny dym zniknął, a jego miejsce zajmowały teraz solidne, czarne drzwi. Jedyne czarne drzwi w bibliotece.
I najwyraźniej wkrótce miałam zwiedzić królestwo. Świat, który nie był odwiedzany przez osoby z zewnątrz od tysięcy lat.
Żaden problem.