Matylda otworzyła oczy. Zobaczyła nad sobą błękitne niebo. Podniosła głowę i rozejrzała się dokoła. W pierwszej chwili zupełnie nie mogła sobie przypomnieć, co się stało i dlaczego leży na plaży. Usiadła ostrożnie i znowu się rozejrzała.
Nie znała tego miejsca. Nigdy wcześniej tu nie była.
Dlaczego została sama? Gdzie brat? Gdzie mama, tata i Karmelek? Gdzie wszyscy się podziali?
Nagle coś sobie przypomniała.
- Och, nie! - krzyknęła przerażona na wspomnienie katastrofy, która wydarzyła się przed chwilą.
Postrach Siedmiu Mórz zaatakował Mellody, a potem wszystko spowił mrok.
Matylda nie mogła sobie przypomnieć, co działo się później. Ale musiało to być coś strasznego, skoro obudziła się tu sama.
Gdzie teraz jest jej rodzina? Co się z nimi stało?
I gdzie podział się jacht? Czyżby zatonął?
Matylda wstała, aby zorientować się w sytuacji. Znajdowała się na jakiejś wyspie. Ale co to za wyspa?
- Mamo! Tato! Danielu?! - nawoływała z całych sił.
Nikt jej nie odpowiadał. Pobiegła więc wzdłuż plaży. Również nic, ani śladu. Nigdzie nie widziała też Mellody.
Zwinęła dłonie w tubę i zawołała głośno:
- Halo, czy jest tu ktoś?
Lecz wysepka zdawała się bezludna.
- Tylko nie to! - jęknęła Matylda. - To nie może być prawda. To mi się tylko śni! - szeptała do siebie.
Usiadła, by uspokoić myśli i przypomnieć sobie przebieg wydarzeń.
- Opuściliśmy Patagonię, potem był ten dziwny rozbłysk na niebie... Wyglądał jak... mapa wszechświatów.
Odtwarzała w pamięci minutę po minucie.
Black Shadow prawdopodobnie zdobył wszystkie ingrediencje i otworzył mapę. Co to oznaczało dla Wesołowskich? Nie miała pojęcia.
- Co było dalej? - zapytała samą siebie. Potarła skronie, wytężając pamięć. - Ognie świętego Elma... Płomyki tańczące na szczycie masztu - mówiła półgłosem. Wiedziała, że nie zwiastują niczego dobrego. Tak było i tym razem. - Gwałtownie zmieniła się pogoda, a potem...
Potem z oceanu wynurzył się Postrach Siedmiu Mórz. To on chwycił Mellody i cisnął jachtem w głębinę.
Matylda cichutko zapłakała.
Dlaczego to zrobił? Czemu ich ścigał? I w jaki sposób opuścił Republikę Piratów? Wszystkie te pytania wydały się teraz Matyldzie bez znaczenia. Jej rodzina i Karmelek zniknęli. Ten rejs miał być wyprawą życia, a zamienił się w koszmar. Ledwo co odzyskała brata i rodziców i znowu jest sama.
- Mam dosyć! - krzyknęła głośno.
Usiadła na piasku i rozpłakała się rzewnie. Pomyślała, że nie ma już siły. Że za dużo nieszczęść zwaliło się na jej barki i tym razem sama sobie nie poradzi.
Sięgnęła ręką do kieszeni i trafiła na amulet.
- Wszystko przez ten głupi kamyk! - Spojrzała z niechęcią na kawałek czarnego bazaltu. Gdy morze wyrzuciło go pod jej stopy w Saint-Malo, uznała, że to dobry znak, i nazwała go amuletem. - Przynosisz pecha, a nie szczęście! - powiedziała ze złością. Zamachnęła się, chcąc cisnąć kamieniem w fale, gdy nagle usłyszała:
- Nie robiłabym tego!
Matylda zamarła.
Odwróciła głowę i dostrzegła na plaży młodą piratkę ubraną w męskie spodnie i kaftan. Na szyi miała czerwoną chustkę, a na głowie kapelusz.
Matylda zastygła w bezruchu z uniesioną ręką i zdziwiona wpatrywała się w piratkę. Tymczasem dziewczyna ostrzegła:
- Lepiej go nie wyrzucaj. Uratował ci życie.
- Kim jesteś i skąd wiesz o moim amulecie? - rzuciła nieufnie Matylda.
- Pewnie niejeden o niego pytał, prawda? - zapytała z uśmieszkiem piratka.
- I co z tego?
- Nie zastanawiało cię to?
- Owszem. Ale to niczego nie zmienia. Nie wiem, czemu wszyscy go pragną. Mnie przynosi pecha od samego początku tej wyprawy, więc chcę się go pozbyć. - Matylda znowu uniosła rękę.
- Niee! Nie rób tego! - krzyknęła piratka. - Jest zbyt cenny. Jeśli wrzucisz go do wody, będzie po nas!
- Po nas? Co masz na myśli?
- Spójrz tam! - Piratka wskazała morską toń.
Matylda zwróciła wzrok ku turkusowym falom łagodnie obmywającym plażę. Nie widziała w nich niczego nadzwyczajnego. Popatrzyła jednak uważniej i po chwili dostrzegła połyskujące łuski, jakby tuż pod powierzchnią wody kotłowała się ławica maleńkich rybek. Zanurzyła stopy, a potem weszła po kolana, by przyjrzeć się im z bliska. Zrobiła jeszcze jeden krok do przodu, a wtedy...
Z wody wynurzyła się złowroga twarz syreny. Kilka par silnych dłoni chwyciło Matyldę za nogi, ciągnąc ją ku głębinie. Lodowate palce próbowały wyrwać jej z dłoni amulet.
Matylda szamotała się przez długą chwilę, nie mogąc się uwolnić. Wreszcie piratka wskoczyła do wody i chlusnęła na napastniczki jakąś cieczą z małego flakonika. Twarze syren wykrzywił grymas bólu i puściły ofiarę.
- Na brzeg! - wrzasnęła piratka do Matyldy. - Jad skorpeny nie podziała na nie długo!
Matylda wybiegła na plażę i zmęczona upadła na piasek.
- A nie mówiłam?! - Piratka obrzuciła ją krytycznym spojrzeniem. - Ostrzegałam. Tylko czekają, by znowu dobrać ci się do skóry.
- Skąd miałam wiedzieć?! - zawołała Matylda. - Dlaczego one tu przypłynęły? Nic nie rozumiem.
- One nigdy nie odpuszczają - ostrzegła piratka.
- Dostały już ode mnie to, czego chciały - mruknęła ponuro Matylda.
- Nie poprzestaną na tym. Chcą więcej. To oszustki, zawsze takie były. Nie wiem, dlaczego ludzie przypisują im zupełnie inne cechy.
- W bajkach są piękne i dobre - powiedziała Matylda.
Piratka prychnęła.
- W bajkach! Ale w rzeczywistości są wredne, wyrachowane i potrafią omotać każdego. Bo są piękne - dodała z niechęcią. Po chwili spojrzała bystro na Matyldę. - Ty też jesteś ładna.
- Dziękuję - mruknęła dziewczyna. - Ale myślę, że przeceniasz moją urodę.
- Zauważyłaś, że jesteś do nich trochę podobna?
- Słucham?
- Twoje włosy są takie długie i gęste...
- Wiele dziewczyn takie ma.
- I te oczy...
- Nie no, zaraz! - Matylda zirytowała się. - O co ci chodzi?
- Myślisz, że znalazłaś ten amulet przypadkiem?
- Owszem, znalazłam go na chodniku, gdy morze wyrzuciło go w czasie przypływu. W Saint-Malo, jeśli wiesz, gdzie to jest.
- Jasne, że wiem - odparła piratka. - We Francji. Naprawdę sądzisz, że to był przypadek?
- A niby kto miałby mi go podrzucić? I po co?
- Właśnie dlatego, że jesteś do nich podobna.
- Przestań! Mam już tego dość. Mówisz jak ta stara Malachita, doradczyni królowej Indali.
- Ach, więc jednak mam rację! - z satysfakcją stwierdziła piratka. - Ona też to zauważyła.
- Nie jestem syreną, jeśli to sugerujesz! - Matylda tupnęła nogą.
- Przecież widzę, że nie jesteś. Ale w twoich żyłach może płynąć syrenia krew.
- Jestem człowiekiem, rozumiesz?
- Rozumiem. Co się ciskasz? Jesteś strasznie drażliwa.
Matylda z trudem panowała nad gniewem.
- Nie widzisz, w jakiej sytuacji się znalazłam? Zaginęła moja rodzina i mój pies, Karmel. A ty ględzisz o tych syrenach!
- Przestań na mnie krzyczeć - oburzyła się piratka. - Nie jestem twoją rodziną i nie będę znosić twoich humorów. Od ładnych kilkunastu minut próbuję ci pomóc, ale ty mnie wcale nie słuchasz.
- Próbujesz mi pomóc? Nie zauważyłam.
- Bo nie chcesz zauważyć. Usiłuję ci wytłumaczyć, co się właściwie dzieje, dlaczego tutaj jesteś i po co ja tu jestem. Chyba chcesz się dowiedzieć, co się stało z twoją rodziną?
- Wiesz coś o nich? - spytała Matylda z nadzieją. - Żyją? Gdzie są? Gdzie jest Mellody? Mów!
Piratka usiadła wygodnie na piasku, oparła plecy o pień palmy i nasunęła kapelusz głębiej na oczy.
- Musisz zapamiętać to, co ci powiem: nie jesteś tu bezpieczna. Powinnaś jak najszybciej stąd uciec, to straszne miejsce! Ale najważniejsze jest to, że posiadasz amulet i medalion...