Odyseja XX wieku. Sándor Márai - życie i dzieło - Tibor Mészáros

Kup ebooka

63.75 zł
55.60 zł (41,44 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Znany i nie­znany Sándor Márai

W imię zasług zakli­nam, powiedz wszystko wier­nie.

Homer, Ody­seja (Pieśń IV, w. 329)1

Na poprzed­niej stro­nie widoczna jest chyba naj­bar­dziej znana foto­gra­fia Sándora Máraiego - wize­ru­nek roz­po­zna­wany we wszyst­kich zakąt­kach świata. Dużo już wiemy o tym węgier­skim pisa­rzu, wybit­nym twórcy węgier­skiej i euro­pej­skiej lite­ra­tury XX wieku, ale czy rze­czy­wi­ście go znamy? Czy wystar­czy, że prze­czy­tamy kilka jego ksią­żek i oma­wia­ją­cych je recen­zji, aby­śmy mogli oznaj­mić, że go pozna­li­śmy? Rów­nież w odnie­sie­niu do zdjęć widocz­nych na okładce oraz na poprzed­niej stro­nie można posta­wić podobne pyta­nie: czy naprawdę wiemy, kim był Sándor Márai? Do - tak upra­gnio­nego - peł­nego wize­runku twórcy nie­wiele nas przy­bliży panu­jący dziś trend, który naka­zuje sku­piać się tylko na tek­ście. Dużo przy­dat­niej­szy w dąże­niu do tego celu jest por­tret wyła­nia­jący się z jed­no­ści drogi arty­stycz­nej i bio­gra­fii, dla­tego niniej­szy tom pró­buje tak wła­śnie zapre­zen­to­wać pisa­rza: za pomocą życia i dzieła, fak­tów i aneg­dot.

Jaki jest ten Sándor Márai, któ­rego znamy? Był świad­kiem i kro­ni­ka­rzem XX wieku, ale uwa­żał sie­bie za dziecko poprzed­niego stu­le­cia. Jego poglądy na temat war­to­ści, ideał miesz­cza­nina, podej­mo­wane tematy, prze­ko­na­nia jako pisa­rza sil­nie wią­zały go z wrzą­cym od rewo­lu­cji wie­kiem XIX. Poko­le­nie swo­jego ojca uwa­żał za "libe­ralno-kon­ser­wa­tywne", co Gabriel García Márquez ujął tak: "Acz­kol­wiek zawsze uwa­żano go za libe­rała, bo zwykł w wybo­rach gło­so­wać na kan­dy­da­tów tej par­tii, czuł się nim bar­dziej dla pod­trzy­ma­nia tra­dy­cji niż z prze­ko­na­nia, będąc jed­no­cze­śnie ostat­nim zapewne przed­sta­wi­cie­lem wiel­kich rodów, który przy­klę­kał na ulicy z chwilą prze­jazdu arcy­bi­sku­piej karety"2. Pod­sta­wo­wym mate­ria­łem dla jego utwo­rów stał się wiek XX, w któ­rym zachwiały się wszel­kie wcze­śniej­sze sys­temy war­to­ści (reli­gijne, etyczne, kul­tu­ralne) i w któ­rym czło­wiek uczy­nił naj­pew­niej­szym punk­tem to, co naj­bar­dziej nie­pewne - samego sie­bie, pozba­wio­nego pod­pory wyni­ka­ją­cej z zako­rze­nie­nia.

Inna ważna cecha Máraiego wiąże się z jego sto­sun­kiem do prze­szło­ści i teraź­niej­szo­ści:

Czas mojej mło­do­ści i mojego wieku męskiego prze­ni­kały dwa pod­sta­wowe uczu­cia. Pierw­sze z nich, uczu­cie, że "coś jest nie w porządku", było spu­ści­zną z dzie­ciń­stwa i z okresu pokoju. Tę spu­ści­znę tar­ga­łem ze sobą na wędrówki po Euro­pie, a nie spo­tka­łem takiego zja­wi­ska ani symp­tomu, które by ów nie­po­kój usu­nęły. Dru­gie, bar­dziej zatrwa­ża­jące uczu­cie nauczyło mnie, że "coś się dzieje" ze mną i ze świa­tem: wyzwo­liły się siły, nad któ­rymi nie panują już przy­wódcy3.

Czło­wiek tej epoki żył w cią­głym kry­zy­sie, z czego wyni­kało doświad­cza­nie przej­ścio­wo­ści oraz nie­pew­no­ści egzy­sten­cjal­nej, jak rów­nież powąt­pie­wa­nie, czy świat może jesz­cze kie­dyś być taki jak przed­tem. Także z tej przy­czyny zasad­ni­czą postawą arty­styczną stało się w przy­padku Máraiego pamię­ta­nie, któ­rego jed­nym z głów­nych mitów jest złoty wiek. Z punk­tami węzło­wymi w życiu pisa­rza wią­zało się też wiele zwro­tów zewnętrz­nych, histo­rycz­nych: gdy miał czter­na­ście lat, wybu­chła I wojna świa­towa; kiedy osią­gnął wiek chry­stu­sowy, zmarła naj­bliż­sza mu osoba, jego ojciec, a on sam napi­sał swoje główne dzieło; nim ukoń­czył lat czter­dzie­ści, co ozna­cza pół­me­tek życia, wybu­chła II wojna świa­towa; jako pięć­dzie­się­cio­la­tek był już emi­gran­tem i w tym tak czy owak kry­zy­so­wym wieku, rów­nym poło­wie stu­le­cia, musiał nie tylko zma­gać się z poczu­ciem wyob­co­wa­nia, lecz także poszu­ki­wać wła­snego miej­sca w świe­cie. To dla­tego ważną rolę odgrywa w jego twór­czo­ści kry­zys, nie­za­leż­nie od tego, czy mowa o kry­zy­sie w związku dwojga ludzi, czy o kry­zy­sie doty­czą­cym spo­łe­czeń­stwa bądź świata. A jako że łączy się to z ana­lizą oso­bo­wo­ści, ważna jest dla Máraiego tajem­nica obecna w życiu każ­dego czło­wieka, obok zaś sła­bych, bez­rad­nych postaci poja­wia się praw­dziwa oso­bo­wość bądź moż­li­wość, by się oso­bo­wo­ścią stać. Wszystko to autor dopro­wa­dza do rów­no­wagi poprzez wzbu­dza­nie nostal­gii, nie­kiedy na nie­ko­rzyść prze­my­śleń filo­zo­ficz­nych.

Máraiego cecho­wało rów­nież ści­ślej­sze przy­wią­za­nie do kilku filo­zo­fów. Przy deka­denc­kich pro­ro­kach XX wieku nie­jaką nadzieję czę­sto ozna­czała dla niego myśl kar­te­zjań­ska: zwal­cza­nie kry­zysu za pomocą rozumu, się­ga­ją­cego korze­niami do rene­san­so­wego ide­ału czło­wieka oraz two­rze­nia war­to­ści na pod­sta­wie tra­dy­cji kul­tury euro­pej­skiej. Nie­prze­rwa­nie zaj­mo­wały go świat, Europa i Węgry, histo­ria, a w niej czło­wiek, przede wszyst­kim zaś los oso­bo­wo­ści auto­no­micz­nej, jako że arty­sta, pisarz jest depo­zy­ta­riu­szem prawdy, a to sta­nowi jeden z fila­rów jego poczu­cia odpo­wie­dzial­no­ści. Z powodu tej wła­śnie roli "domo­wymi filo­zo­fami" Máraiego stali się Arthur Scho­pen­hauer, Frie­drich Nie­tz­sche, José Ortega y Gas­set i Oswald Spen­gler. Naj­moc­niej przy­ku­wała jego uwagę kul­tura chy­lą­cego się ku upad­kowi Zachodu oraz kwe­stia jed­nostki prze­mie­nio­nej w czło­wieka maso­wego. Jed­no­cze­śnie poszu­ki­wał wyj­ścia z tej zasadzki oraz moż­li­wo­ści ucieczki, ura­to­wa­nia się. Duży wpływ miała na niego myśl Scho­pen­hauera sfor­mu­ło­wana w dziele zaty­tu­ło­wa­nym Świat jako wola i przed­sta­wie­nie, według któ­rej wobec nędzy życia jedyne pocie­sze­nie przy­nosi sztuka. Ze szcze­gól­nym upodo­ba­niem się­gał też Márai do swo­ich "sto­ic­kich muz", Marka Aure­liu­sza, Michela de Mon­ta­igne'a, Bla­ise'a Pas­cala. Chrze­ści­jań­ską tra­dy­cję uzna­wał za wła­sną przede wszyst­kim w rozu­mie­niu inte­lek­tu­alno-kul­tu­ral­nym, z bycia kato­li­kiem nie wyni­kała u niego akcep­ta­cja dogma­tów wiary ani koniecz­ność prak­ty­ko­wa­nia reli­gii. Cho­ciaż w trak­cie emi­gra­cji jego codzienną lek­turą pozo­sta­wała Biblia, uwa­żał ją raczej za prze­wod­nik po ludz­kim życiu ani­żeli za obja­wie­nie.

Pod wzglę­dem kon­struk­cji psy­chicz­nej Márai był duszą zwra­ca­jącą się do wła­snego wnę­trza, samotną i zra­nioną, z czego wyni­kały jego samot­ni­czość oraz uczu­ciowe przy­wią­za­nie do śmierci, która jest tema­tem sil­nie obec­nym w całej twór­czo­ści tego pisa­rza. W związku z jego utwo­rami zasad­nie może się zro­dzić w czy­tel­niku prze­ko­na­nie, że Márai to twórca obra­zu­jący egzy­sten­cjalne uczu­cie straty. Intro­wer­tyzm zmu­szał go do cią­głej auto­ana­lizy, dla­tego autor ów stał się poszu­ki­wa­czem dróg do szczę­ścia, jako zaś prze­ciw­waga prze­bija u niego zza powścią­gli­wo­ści - i uzu­peł­nia jego por­tret - pra­gnie­nie wyzna­nia, pewien przy­mus arty­stycz­nego otwar­cia się, obna­że­nia. Oso­bo­wość auto­no­miczna, ideał czło­wieka samot­nego, ideał jako­ści otrzy­mały w twór­czo­ści Máraiego wyróż­nia­jącą się rolę: jego dzien­nik czy Sind­bad powraca do domu, podob­nie jak powstałe na emi­gra­cji Pokój na Itace bądź Krew świę­tego Janu­arego - wszyst­kie orga­ni­zują się na wzór wła­śnie tej formy życia i takiego spo­sobu myśle­nia, a boha­te­ro­wie owych utwo­rów to oso­bo­wo­ści praw­dziwe.

Márai namięt­nie inte­re­so­wał się czło­wie­kiem: ana­li­zo­wał jego postawę, oso­bo­wość i czyny, szu­kał jego miej­sca w XX wieku. Zawsze bar­dziej eks­cy­to­wał go ktoś słaby i grzeszny, skłonny do błę­dów i pomy­łek, ani­żeli ten pozba­wiony kom­plek­sów: "[...] mnie ten wyle­czony czło­wiek nie jest potrzebny. Czło­wiek niech pozo­sta­nie istotą barwną i nie­do­sko­nałą, tak, niech pozo­sta­nie raczej neu­ro­ty­kiem, jeśli aku­rat nim jest, ale niech w trak­cie rekon­wa­le­scen­cji nie traci tego wszyst­kiego, co dało jego życiu bole­sną, eks­cy­tu­jącą treść - niech nie traci swych marzeń, afek­tów, pasji, nie­umiar­ko­wa­nia i roman­ty­zmu..."4.

Defi­niu­ją­cymi ele­men­tami jego formy życia były podróże, wię­cej lat spę­dził za gra­nicą niż w ojczyź­nie. "Być może jedyną praw­dziwą namięt­no­ścią w mym życiu było podró­żo­wa­nie" - napi­sał w swoim ostat­nim dzien­niku5. To, co długo sta­no­wiło wybrany spo­sób egzy­sten­cji, przy­godę, orga­niczną część poglą­dów miesz­cza­nina (i oby­wa­tela świata)6, nie­długo po II woj­nie świa­to­wej stało się przy­mu­sem. Márai szybko pojął, że podró­żo­wać zna­czy też pozna­wać sie­bie. Michel Onfray wska­zy­wał, że koniec koń­ców zawsze znaj­dziemy się naprze­ciw sie­bie samych - roz­darci na strzępy, poroz­bi­jani, roz­rzu­ceni albo w cało­ści - jak­by­śmy zna­leźli się przed lustrem, które zmu­sza nas do doko­na­nia bilansu naszej sokra­tej­skiej metody i usta­le­nia, czego się o sobie dowie­dzie­li­śmy7. Od 1948 roku podróż stała się losem pisa­rza, w ten spo­sób Márai coraz ści­ślej zra­stał się z posta­cią Ulis­sesa.

Miesz­cza­nin przy­wo­ły­wany w utwo­rach i posta­wie tego twórcy nie jest bytem ist­nie­ją­cym w czy­stej postaci, lecz raczej mie­sza­niną fan­ta­zji i poło­wicz­nej real­no­ści. Márai to poje­dyn­czy i pierw­szo­oso­bowy repre­zen­tant pew­nych poglą­dów oraz sys­temu war­to­ści, nie zaś pro­mi­nent wyma­rzo­nej war­stwy spo­łecz­nej. Egzy­sten­cja miesz­czań­ska była dla niego inte­lek­tu­alną i realną formą życia, ale stała się nią poprzez stwo­rze­nie ide­ału pomy­śla­nego w bar­dzo spe­cy­ficzny spo­sób. Żyły w Máraim i wal­czyły ze sobą rola miesz­cza­nina i rola arty­sty: jako miesz­cza­nin czuł się człon­kiem pew­nej klasy spo­łecz­nej, lecz jako arty­stę cecho­wała go odręb­ność, samot­ność. Zna­cząca część jego dorobku pisar­skiego to bada­nie przy­czyn, dla­czego i jak roz­pa­dła się na czę­ści klasa miesz­czań­ska, jaką rolę ode­grała w tym pro­ce­sie histo­ria, a jaką - sama war­stwa, z któ­rej i on się wywo­dził, a także gdzie i w jaki spo­sób może zna­leźć swoje miej­sce w tym nowym świe­cie on sam - kro­ni­karz, badacz i jed­no­cze­śnie kry­tyk wła­snej klasy. Życie i dzieło Máraiego zaświad­czają, że jedną z naj­wyż­szych rang sta­no­wiły dla niego bycie czło­wie­kiem czy­ta­ją­cym i myślą­cym oraz moż­li­wość wysta­wie­nia w swych utwo­rach trwa­łego pomnika pew­nej kla­sie spo­łecz­nej i okre­ślo­nym poglą­dom. Był homo euro­pa­eus, który żył i two­rzył, nawią­zu­jąc i czu­jąc przy­wią­za­nie do kul­tury swego kon­ty­nentu, jego tra­dy­cji i poglą­dów na temat war­to­ści.

Waż­nym ele­men­tem por­tretu Máraiego jest jego sto­su­nek do pisa­nia oraz oso­bi­sty los jako autora i czło­wieka. Według jego zapa­try­wań pisarz to arty­sta twór­czy: w odnie­sie­niu do spo­łe­czeń­stwa odgrywa on rolę kreu­jąco-for­mu­jącą, a za inte­lek­tu­ali­stę może się uwa­żać tylko dopóty, dopóki jest w sta­nie owemu ocze­ki­wa­niu spro­stać. Jeśli unie­moż­liwi mu się reali­za­cję tego zada­nia, staje on na roz­drożu: czy może pozo­stać w kraju, gdzie odbiera mu się swo­bodę pisa­nia? Emi­gra­cja, która zde­fi­nio­wała los Máraiego, jest więc rów­nież kon­se­kwen­cją poj­mo­wa­nia pisa­nia jako nośnika naj­wyż­szej war­to­ści, stąd zro­zu­miałe staje się zde­cy­do­wane sta­no­wi­sko pisa­rza, jego sprze­ciw wobec dyk­ta­tur i sowiec­kiego znie­wo­le­nia. Wybie­ra­jąc emi­gra­cję, wybrał wol­ność, ona zaś utrzy­mała inte­gral­ność jego oso­bo­wo­ści, zara­zem jed­nak utra­cił śro­do­wi­sko, które zapew­niał mu język ojczy­sty - to dla­tego jego sztuka pisar­ska obrała nowy kie­ru­nek.

Doro­bek lat wędrówki (bez atmos­fery zapew­nia­nej przez czy­tel­ni­ków) jest więc inny: pisarz nie był w sta­nie stwo­rzyć takiego dzieła, jakie chciałby, a tylko takie, jakie zdo­łał w sytu­acji przy­mu­so­wej. Wymu­szone opusz­cze­nie ojczy­zny uczy­niło Máraiego nie­prze­jed­na­nym, co można łatwo uchwy­cić przede wszyst­kim w jego Dzien­niku i w prze­my­śle­niach zawar­tych w audy­cjach nada­wa­nych przez Radio Wolna Europa. Po zdła­wie­niu na Węgrzech rewo­lu­cji 1956 roku pisarz osta­tecz­nie odsu­nął się od swo­jej ojczy­zny, odrzu­cił moż­li­wość reemi­gra­cji, sfor­mu­ło­wał twarde warunki, pod jakimi może powró­cić do kraju jego twór­czość (i on sam). W ostat­niej deka­dzie życia opu­ściły go po kolei naj­bliż­sze osoby, aż pozo­stał cał­kiem sam. Wybra­nie prze­zeń śmierci to czyn czło­wieka auto­no­micz­nego i samot­nego, zroz­pa­czo­nego, lecz odczu­wa­ją­cego przy­mus pod­ję­cia decy­zji.

Ale czy tym, i nikim wię­cej, był Sándor Márai, oby­wa­tel Kassy8, któ­rego utwory znane są na całym świe­cie dużo lepiej niż histo­ria jego życia? Jak to się stało, że droga powio­dła go z Kassy przez Buda­peszt i Neapol aż do San Diego? Jakie wyda­rze­nia kształ­to­wały jego życie i spo­sób myśle­nia? Gdzie jest w tym wszyst­kim miej­sce utwo­rów tego pisa­rza? W ramach moż­li­wo­ści, jakie daje niniej­szy tom, przed­sta­wiam życie Sándora Máraiego, ana­li­zu­jąc zaś jego doro­bek, zwra­cam uwagę na dzien­ni­ka­rza z krwi i kości, na pisa­rza wyco­fa­nego i samot­nego, ale zara­zem poja­wia­ją­cego się w małych karcz­mach i w kawiar­niach. W rów­nym stop­niu zaj­muję się zarówno nie­wy­da­nymi utwo­rami tego autora, jak i zagad­kami jego codzien­no­ści (z czego żyli Máraiowie na emi­gra­cji? czy można mówić o poczu­ciu humoru pisa­rza, gdy na pra­wie żad­nym zdję­ciu się nie uśmie­cha?). Za coś istot­nego uwa­żam też zasi­la­jącą jego utwory histo­rię życia - jed­na­kowo ważne są tu zakres prze­żyć, rela­cje i kon­takty, dystan­so­wa­nie się, różne wypo­wie­dzi pisa­rza, nie­kiedy zada­jące kłam samym sobie i po ludzku sprzeczne, a także ota­cza­jący go świat. Dopa­so­wa­nie utwo­rów do życia oddaje w pew­nej mie­rze zwią­zek pomię­dzy egzy­sten­cją a dzie­łem, bo twór­czość nie jest nie­za­leżna od autora ani powią­zań z ota­cza­jącą go rze­czy­wi­sto­ścią. Czy­nię to wszystko ze świa­do­mo­ścią, że zwią­zek tych dwóch aspek­tów jest nad wyraz skom­pli­ko­wany, nie­mniej jed­nak warto pod­dać pod roz­wagę to, że nawet naj­lep­szy utwór nie jest w sta­nie opo­wie­dzieć o życiu wszyst­kiego i chyba też jest uboż­szy niż życie, które go zro­dziło. Za swój cel uwa­żam zro­zu­mie­nie osoby i jej czy­nów, nawet jeśli może być ono jedy­nie czę­ściowe, jako że z cało­ści życia pozna­jemy tylko okru­chy.

Niniej­szy tom zbu­do­wany jest chro­no­lo­gicz­nie, a więc w spo­sób natu­ralny spla­tają się w nim życie i dzieło: świat przed­sta­wiony utwo­rów może zostać wzbo­ga­cony fak­tem, ale też aneg­dotą, któ­rej war­tość infor­ma­cyjna jest pro­ble­ma­tyczna. Wyróż­nia­jące się tematy przed­sta­wiam w szer­szym kon­tek­ście (na przy­kład przy oka­zji pierw­szego dzien­nika - sto­su­nek autora do wiary). Ostat­nią część niniej­szej mono­gra­fii roz­po­czyna ana­liza pośmiert­nego suk­cesu Máraiego oraz przed­sta­wie­nie spu­ści­zny pisa­rza, potem zaś nastę­pują zbiory danych: dwa kalen­da­ria (życia i wyda­rzeń pośmiert­nych) oraz biblio­gra­fia utwo­rów tego autora opu­bli­ko­wa­nych w wyda­niu książ­ko­wym (uzu­peł­niona o pol­skie prze­kłady). Moja praca może wzbu­dzić emo­cje w kraju, w któ­rym do 2023 roku wydano kil­ka­dzie­siąt róż­nych ksią­żek Sándora Máraiego, nawet takich, któ­rych ni­gdzie indziej nie odwa­żono się opu­bli­ko­wać. Przy­kła­dowo uka­zały się wybory arty­ku­łów pra­so­wych zwią­za­nych z podró­żo­wa­niem, zaty­tu­ło­wane Śla­dami bogów czy W podróży.

Na zakoń­cze­nie kilka uwag oso­bi­stych. Ogromną pod wzglę­dem czasu i roz­leg-łości drogę życiową i twór­czość pró­bo­wa­łem prze­two­rzyć w por­tret, a popa­da­jące już w zapo­mnie­nie epokę i spo­sób myśle­nia sta­ra­łem się odzwier­cie­dlić poprzez życie pisa­rza. Do napi­sa­nia tej mono­gra­fii zain­spi­ro­wała mnie praca nad biblio­gra­fią Máraiego, która została opu­bli­ko­wana w 2003 roku. Sta­nowi ona zesta­wie­nie twór­czo­ści pisa­rza wraz z prze­kła­dami na języki obce i poświę­co­nymi mu pra­cami - obej­muje łącz­nie dwa­na­ście tysięcy pozy­cji. Utrwa­lane w tej biblio­gra­fii fakty zmie­niały moją dotych­cza­sową wie­dzę o pisa­rzu i jego utwo­rach. Wygło­si­łem też cykl dwu­dzie­stu pię­ciu wykła­dów o Máraim i przez dwie dekady reda­go­wa­łem w wydaw­nic­twie Heli­kon w Buda­pesz­cie serię jego dzieł zebra­nych. Za oso­bi­stą zachętę ze strony pisa­rza uwa­żam to, że na odwro­cie foto­gra­fii widocz­nej na okładce niniej­szej książki napi­sał on: "Po trzy­dzie­stu latach uży­wa­nia". Wypusz­czam w drogę ten tom, patrząc wstecz od roku 1988, kiedy roz­po­czą­łem pracę badaw­czą nad Máraim - a więc z dystansu dłuż­szego niż trzy dekady - na tego wybit­nego twórcę dwu­dzie­sto­wiecz­nej lite­ra­tury. Tak jak porów­nuję Máraiego do Ulis­sesa, tak i ja sam wspie­ram się sło­wami Homera, który uwiecz­nił przy­gody władcy Itaki: "Muzo! Męża wyśpie­waj, co [...] długo błą­dził [...], a co przy­gód doświad­czył i tru­dów!"9.

Mia­sto, rodzice, lata szkolne

(1900-1919)

Jakże zwiesz naród, jak kraj, jak wła­sne sie­dli­sko, Jeśli chcesz w zga­du­ją­cej myśl odpły­nąć nawie?

Homer, Ody­seja (Pieśń VIII, w. 557-558)10

Miasto

Uwraż­li­wie­nie Sándora Máraiego na edu­ka­cję i kul­turę było w nim głę­boko zako­rze­nione, a pocho­dze­nie z cip­sze­rów11 spra­wiło, że pisarz na całe życie zacho­wał w sercu sza­cu­nek do rodzin­nego mia­sta. W trak­cie nie­mal dzie­wię­ciu dekad życia Mia­sto, Urbs, ozna­czało dla niego Kassę12. Pokaź­nej czę­ści utwo­rów Máraiego nie spo­sób zro­zu­mieć bez zna­jo­mo­ści mia­sta, w któ­rym się uro­dził, i wią­żą­cej go z tym mia­stem rela­cji. W dzie­ciń­stwie towa­rzy­szyło mu nie­kiedy poczu­cie, że kate­dra, sym­bol miej­sca jego naro­dzin, sie­dzi mia­stu na karku, tro­chę je ter­ro­ry­zuje, a przez to, miał wra­że­nie, ter­ro­ry­zuje rów­nież jego, jak napi­sał w swo­jej powie­ści auto­bio­gra­ficz­nej13. W Kas­sai őrjárat [Patrolu w Kassy] widział to już ina­czej: "Nawet gdy­bym chciał, nie mógł­bym być nikim innym jak tylko Węgrem, chrze­ści­ja­ni­nem, miesz­cza­ni­nem i Euro­pej­czy­kiem. Te kate­dry wzno­szono z taką wolą i naboż­no­ścią, że nie pra­gnęły one ujarz­mić świata, lecz go wyra­zić, chciały nie pano­wać, lecz prze­wo­dzić. To jest ich zada­nie"14.

Dawne dzieje ści­ślej splo­tły Máraiego z Kassą: w jej histo­rii mógł go napa­wać dumą fakt, że nazwę mia­sta wymie­nia się już w akcie daro­wi­zny i przy­wi­leju dato­wa­nym w 1249 roku, a jej świą­ty­nię - w doku­men­tach kościel­nych w 1283 roku. W XV wieku była Kassa zaraz po Budzie ośrod­kiem osad­ni­czym o naj­więk­szym zna­cze­niu w kraju, tutaj w roku 1625 Gábor Beth­len wziął ślub i tu uka­zało się w roku 1788 pierw­sze cza­so­pi­smo w języku węgier­skim, "Magyar Museum" [Węgier­skie Muzeum]. Sko­kowy roz­wój Kassy w XIX wieku [ponowny, bo przy­wra­ca­jący mia­stu pozy­cję i splen­dor sprzed upadku spo­wo­do­wa­nego wal­kami z turec­kim najeźdźcą i woj­nami reli­gij­nymi - I.M.] pod­niósł ją do grona naj­bar­dziej zna­czą­cych miast w kraju i uczy­nił cen­trum admi­ni­stra­cyj­nym. W 1860 roku przy­był tu pierw­szy pociąg kolei żela­znej, rok póź­niej wpro­wa­dzono oświe­tle­nie gazowe. Na prze­ło­mie wie­ków XIX i XX to mocno zróż­ni­co­wane języ­kowo i naro­do­wo­ściowo mia­sto zamiesz­ki­wało ponad czter­dzie­ści tysięcy osób (uka­zy­wało się pięć gazet codzien­nych!) i wła­śnie wtedy więk­szość miesz­kań­ców zaczęli sta­no­wić Węgrzy. Sándor Márai, dziecko miej­sca pod każ­dym wzglę­dem roz­wi­ja­ją­cego się z roz­ma­chem, swoje przy­wią­za­nie do Kassy pod­su­mo­wał nastę­pu­jąco:

3. Kate­dra Świę­tej Elż­biety w Kassy

Z latami nasz sto­su­nek do mia­sta rodzin­nego staje się coraz bar­dziej intymny, skom­pli­ko­wany. Czło­wiek powoli zapo­mina o wszel­kiej emo­cjo­nal­no­ści i jak w każ­dej intym­nej rela­cji patrzy nie na cnoty lub błędy tego, kto dla nas ważny, lecz na fakt, że jest. I to staje się, wraz z upły­wem lat, waż­niej­sze ponad wszystko. [...] Jest chyba tylko jedna rzecz potęż­niej­sza od wszel­kiej prze­mocy i spu­sto­sze­nia: tkli­wość, z jaką pamięć chroni wszystko to, co wola świata naruj­nuje15.

Kassa była dla Máraiego nie tylko czyn­ni­kiem topo­gra­ficz­nym - stała się czymś prze­kra­cza­ją­cym moż­li­wo­ści opisu, punk­tem orien­ta­cyj­nym co do postawy czło­wieka. Była odwiecz­nym sym­bo­lem, przod­ki­nią pew­nej wyide­ali­zo­wa­nej formy życia, sym­bo­lem kul­tury i porządku. Czymś decy­du­ją­cym z punktu widze­nia jego życia i twór­czo­ści, co Ste­fan Zweig tak sfor­mu­ło­wał: "Tajem­ni­cza rzecz: to, co czło­wiek w dzie­ciń­stwie wchło­nął z atmos­fery epoki do wła­snej krwi, na zawsze w nim pozo­staje"16.

Pochodzenie, rodzina

Pobło­go­sła­wiona suk­ce­sem i nazna­czona porażką kariera Sándora Máraiego roz­po­częła się w Kassy, tutaj się uro­dził 11 kwiet­nia 1900 roku. Ory­gi­nal­nie jego nazwi­sko rodowe brzmiało Gros­sch­mid, uży­wał go w tej for­mie do roku 1918. Na chrzcie otrzy­mał imiona Sándor Károly Hen­rik. Przod­ko­wie Máraiego we wcze­śniej­szych stu­le­ciach stali na straży kul­tury miesz­czań­skiej oraz miesz­czań­skiego sys­temu war­to­ści i przy­czy­niali się do ich roz­kwitu: "rodzina pozo­sta­wała w służ­bie elek­tora saskiego i pra­co­wała w ksią­żę­cej men­nicy", "[...] ród ten przez stu­le­cia wcho­dził w koli­ga­cje z innymi rodami węgier­skimi. Wydał licz­nych urzęd­ni­ków komi­tac­kich i pań­stwo­wych, praw­ni­ków, woj­sko­wych"17. Pra­dziad po mie­czu był radcą skarbu, inny przo­dek z gałęzi ojcow­skiej - urzęd­ni­kiem kopalni w Máramarosu18. Ojciec Máraiego został radcą praw­nym, w mło­do­ści także Sándor miał pójść taką ścieżką kariery. Jego stry­jeczny pra­pra­dzia­dek, Béni Gros­sch­mid, zyskał mię­dzy­na­ro­dową sławę jako praw­nik, a pra­dzia­dek, Lajos Gros­sch­mid, był zna­ko­mi­tym mate­ma­ty­kiem, pro­fe­so­rem uni­wer­sy­tec­kim. Gałąź po kądzieli miała pocho­dze­nie moraw­skie. Dzia­dek ze strony matki zaj­mo­wał się sto­larką, wyko­ny­wał dla rodziny meble według wła­snego pro­jektu, na przy­kład te do salonu w domu w Kassy. Syno­wie ojca sto­la­rza oka­zali się rodzin­nymi bun­tow­ni­kami: jeden z nich popeł­nił samo­bój­stwo, nie mógł bowiem zostać muzy­kiem, drugi, Dezső, dla zawodu rzeź­nika opu­ścił gim­na­zjum. Naj­słyn­niej­szymi krew­nymi po kądzieli była rodzina z Wied­nia - ze względu na Franza Wie­sen­thala, mala­rza, który na kilku por­tre­tach uwiecz­nił rodzinę Gros­sch­midów: na obra­zie przed­sta­wia­ją­cym kate­drę widać wszyst­kich trzech braci Máraich (obec­nie dzieło to wzbo­gaca stałą wystawę w Koszy­cach), na innym zaś można zoba­czyć żonę pisa­rza.

4. Rodzice pisa­rza: Géza Gros­sch­mid i Mar­git Rat­ko­vszky (Kassa, 1899)

Rodzice Máraiego - Géza Gros­sch­mid, kas­sań­ski adwo­kat, i Mar­git Rat­ko­vszky, nauczy­cielka szkolna19 - pobrali się 28 czerwca 1899 roku w Kassy. Po Sándorze uro­dziło im się jesz­cze czworo dzieci - dwie córki: Kle­men­tina (1902) i Kató (1904), i dwaj syno­wie: Géza (1907), który pod nazwi­skiem Radványi stał się słyn­nym reży­se­rem, oraz Gábor (1909), który poszedł w ślady ojca i wybrał zawód adwo­kata. Według ust­nej tra­dy­cji rodzin­nej, kiedy Sándor, a także jego brat Géza szy­ko­wali się do kariery arty­stycz­nej, ojciec powie­dział: "Mnie to nie prze­szka­dza, jeśli robi­cie z sie­bie paja­ców, byleby tylko nie pod moim nazwi­skiem"20. Moż­liwe, że i to przy­czy­niło się do zmiany nazwi­ska przez obu synów arty­stów. Ojciec stał się ważną posta­cią życia praw­no­po­li­tycz­nego Felvidék, czyli Gór­nych Węgier: od 1902 roku był radcą praw­nym Kas­sai Jelzálogbank Rt. [Kas­sań­skiego Banku Hipo­tecz­nego SA], ponadto przez trzy dekady zasia­dał w miej­skich wła­dzach samo­rzą­do­wych, był hono­ro­wym sze­fem wydziału praw­nego21, w latach 1925-1932 sena­to­rem repre­zen­tu­ją­cym Kassę w par­la­men­cie w Pra­dze, a także auto­rem tomu Kisebbségi sors [Los mniej­szo­ści]22.

Córka Kle­men­tina, która uro­dziła się mał­żeń­stwu Gros­sch­mi­dów po Sándorze, w wieku sze­ściu mie­sięcy zmarła wsku­tek nie­szczę­śli­wego wypadku: "Po tej tra­ge­dii przez cztery lata, aż do naro­dzin mojej następ­nej sio­stry, matka cho­rob-liwie mnie roz­piesz­czała"23. W roku szkol­nym 1901-1902 Mar­git jesz­cze uczyła w Kassy24, jed­nakże po śmierci dziew­czynki pozo­stała w domu z synem.

W Máraim utrwa­liły się krań­cowo odmienne wize­runki rodzi­ców. Ojca postrze­gał jako wzór, wiel­kiego pojed­nawcę, duchową siłę zapew­nia­jącą sta­bil­ność rodziny. Matka - a dzie­dzi­czone po niej cechy gene­tyczne sil­nie ujaw­niały się rów­nież w dzie­ciach - była osobą wzbu­dza­jącą w rodzi­nie pra­gnie­nie ucieczki . To dla­tego Sándor zbu­do­wał ojcu pomnik w swo­ich dzie­łach, matka zaś pozo­stała posta­cią prze­ka­zu­jącą dalej oso­bi­stą sła­bość i zmu­sza­jącą także innych do dystansu. Ojciec ozna­czał ochronę, spo­kojne zro­zu­mie­nie, był tym, który dźwi­gał wspólny ludzki los, nato­miast o matce Márai tak pisał w stycz­niu 1964 roku: "Była kobietą prze­peł­nioną pasją, sady­stycz­nie, mści­wie poryw­czą. Wszyst­kim wypa­czyła cha­rak­ter, dzie­ciom i mężowi rów­nież. Ja ucie­kłem, gdy mia­łem czter­na­ście lat, a mój ojciec zaczął podró­żo­wać"25.

Dom rodzi­ców znaj­do­wał się na ulicy Szegfű pod nume­rem szó­stym26, póź­niej rodzina prze­nio­sła się do obszer­niej­szego miesz­ka­nia na ulicę Fő pod numer czwarty; ten dom wybu­rzono w 1983 roku. Praw­do­po­dob­nie na Boże Naro­dze­nie roku 1913 Gros­sch­mi­do­wie prze­pro­wa­dzili się na ulicę Mészáros 4127: "Te święta Bożego Naro­dze­nia spę­dza­li­śmy już w nowym, "wła­snym domu". [...] nad [jego] bramą wid­niał wyrzeź­biony w sza­rym pia­skowcu rodzinny herb"28. Budy­nek ten zawiera w sobie histo­rię Kassy: jego fun­da­menty pocho­dzą z XIV wieku, a obecną formę nadano mu w trak­cie reno­wa­cji prze­pro­wa­dzo­nej w 1913 roku pod nad­zo­rem inży­niera Károlya Gros­sch­mida, stryja pisa­rza.

Pani Emma, szkoły

Do dzie­wią­tego roku życia Márai cho­dził na lek­cje do nauczy­cielki domo­wej Emmy Höffler, która w 1906 roku miesz­kała w tym samym domu na ulicy Fő co rodzina pisa­rza. Wspo­mi­nał, że uczyła go "pisa­nia, pod­staw rachun­ków i geo­gra­fii naszej ojczy­zny"29. Decy­zja o edu­ka­cji domo­wej mogła wyni­kać zarówno z tra­dy­cji wycho­wa­nia miesz­czań­skiego, jak i z pra­gnie­nia ochrony przed czę­stymi wów­czas epi­de­miami. W swo­ich wspo­mnie­niach Márai z nostal­gią powra­cał myślą do tam­tych lat: jego nauczy­cielka "to jedno z tych nie­omal nie­ska­zi­tel­nie czy­stych i pozba­wio­nych wad ist­nień, które chyba tylko przed dziećmi potra­fią się otwo­rzyć do pew­nego stop­nia"30. O tym samym okre­sie kuzyn pisa­rza opo­wia­dał pewną histo­rię, będącą praw­do­po­dob­nie cha­rak­te­ry­stycz­nym przy­kła­dem pośmiert­nego two­rze­nia kultu:

W wieku szkol­nym, przed nor­ber­ta­nami cho­dził do pań­stwo­wego wyż­szego gim­na­zjum real­nego. Ta szkoła mie­ściła się w Kassy naprze­ciwko ich kamie­nicy na ulicy Mészáros, tak że z poło­żo­nego na pierw­szym pię­trze pokoju z bal­ko­nem można było zaj­rzeć do jego sali lek­cyj­nej. Gdy rano wcho­dził tam budzący strach nauczy­ciel mate­ma­tyki bądź che­mii, Sándor dosta­wał nagle zapa­le­nia gar­dła, bólu głowy. [...] Z bal­konu pusz­czał papie­rowe samo­loty z pod­pa­lo­nym ogo­nem, sporo z nich docie­rało do klasy, pło­nąc31.

Moż­liwe, że wspo­mi­na­jący pomy­lił osoby, jako że uczniem znaj­du­ją­cej się naprze­ciwko szkoły był brat pisa­rza, Géza Radványi.

5. Sándor Márai jako dziecko z matką, rodzeń­stwem i trzema słu­żą­cymi, na górze Bankó nie­opo­dal Kassy (około roku 1907)

Sándor uczęsz­czał do szkół w kilku miej­scach: w 1909 roku został zapi­sany do Jászóvári Pre­mon­trei Kano­no­kok Kas­sai Főgimnázium [pro­wa­dzo­nego przez kano­ni­ków nor­ber­tań­skich z Jászóváru Gim­na­zjum Wyż­szego32 w Kassy], rów­nież jego ojciec uczęsz­czał do tej pla­cówki od 1888 roku. Z nazwi­skiem Sándora możemy się spo­tkać przy oka­zji kilku imprez szkol­nych: jako uczeń klasy trze­ciej wystę­po­wał na sce­nie w sztuce, w któ­rej grał rolę archa­nioła Gabriela33; w czwar­tej kla­sie (z powodu braku dziew­cząt) powie­rzono mu w pew­nym spek­ta­klu rolę poko­jówki Juci. Począt­kowo naj­lep­sze rela­cje miał z nauczy­cie­lem reli­gii Lajo­sem I. Kovácsem, póź­niej ich sto­sunki ochło­dły, gdyż pogor­szyły się wyniki Sándora w nauce, a główną rolę ze śpie­wem, pier­wot­nie prze­zna­czoną dla niego, kate­cheta oddał innemu uczniowi. (Wspo­mnie­nie o tym zacho­wało się w opo­wia­da­niu zaty­tu­ło­wa­nym Rana34, także nie­które roz­działy Wyznań patry­cju­sza nawią­zują do tego kon­fliktu).

Uczeń Márai był zmu­szony w roku szkol­nym 1913/1914 opu­ścić gim­na­zjum, nie wiemy dokład­nie z jakiej przy­czyny. W Wyzna­niach patry­cju­sza i w opo­wia­da­niu zaty­tu­ło­wa­nym Węgla­rze35 pisał o pew­nej ucieczce, któ­rej kon­se­kwen­cją stało się "zesła­nie" do Buda­pesztu. Ucieczka oka­zała się dla niego prze­ży­ciem fun­da­men­tal­nym, wie­lo­krot­nie czy­nił ją tema­tem swych tek­stów, nie­kiedy komen­to­wał z auto­iro­nią: "Ucie­ki­nier szcze­rze się bun­tuje aż do momentu, gdy zauważy, że nie da się uciec przed cywi­li­za­cją: wszystko, co jest w niej przy­kre i nie do znie­sie­nia, dociera wraz z nami na wyspę, bo jest w nas, bo my to robimy..."36. "Bunt" pod­nie­siony przez Sándora w wieku lat czter­na­stu nie pozo­stał bez kon­se­kwen­cji: "Ojciec, wieczny roz­jemca i dusz­pa­sterz rodziny, także i teraz chciał za wszelką cenę zapro­wa­dzić pokój i pró­bo­wał wszyst­kiego, póki wie­rzył, że jest w sta­nie przy­wró­cić naru­szoną rów­no­wagę rodziny; ale potem ze smut­kiem, nie­mal z roz­pa­czą przy­jął do wia­do­mo­ści, że coś się tu osta­tecz­nie roz­biło i pozo­stałych sko­rup nie warto już skle­jać"37. Wyniki w nauce nie uza­sad­niały zmiany szkoły: Sándor był dobrym uczniem, słab­sze stop­nie miał jedy­nie z aryt­me­tyki, gim­na­styki i (co zaska­ku­jące) z języka nie­miec­kiego.

6. Sándor Márai jako uczeń klas niż­szych (Kassa, lata 1910)

Rok zesła­nia Márai - wtedy pią­to­kla­si­sta - ukoń­czył w Buda­pe­sti II. Kerületi Érséki Kato­li­kus Főgimnázium [Arcy­bi­sku­pim Kato­lic­kim Gim­na­zjum Wyż­szym w II Dziel­nicy Buda­pesztu]. Inter­nat wspo­mi­nał jako woj­skowy zakład wycho­waw­czy: "Nosi­li­śmy bowiem mun­dur, w szkole i na ulicy obo­wią­zy­wały dłu­gie, czarne pan­ta­lony, ofi­cer­ski dolman, bogato zdo­biony zło­tym sza­me­run­kiem, i ofi­cer­ska czapka z dasz­kiem"38. W pisa­rzu utrwa­liło się wspo­mnie­nie przy­tła­cza­ją­cej atmos­fery tego miej­sca, o któ­rej chciał nawet napi­sać powieść szkolną, ale powstały tylko cztery czę­ści zaty­tu­ło­wane Zie­mia39. W jed­nej z nich zano­to­wał: "Nie potra­fię przy­wyk­nąć do życia. Nie mogę się nim dosta­tecz­nie nasy­cić. Każdy łyk przy­nosi tylko nowe pra­gnie­nie. Nie jestem już nor­malny - miara się we mnie prze­brała"40. Wraz z zakoń­cze­niem roku szkol­nego zbun­to­wany chło­pak powró­cił do domu do Kassy, ale z powodu wojny rodzina prze­pro­wa­dziła się wkrótce do krew­nych w Wied­niu. W roku szkol­nym 1914/1915 Sándor znów uczył się w Kassy; w tym okre­sie stał się pil­niej­szym uczniem, który na przy­kład "zręcz­nie zapre­zen­to­wał powszech­niej uży­wane wytwory lite­rac­kie z cza­sów wojny"41. Zaczął też two­rzyć: 1 grud­nia 1915 roku napi­sał do Ernő Osváta, redak­tora naj­bar­dziej zna­czą­cego w tej epoce cza­so­pi­sma lite­rac­kiego "Nyugat" [Zachód]. W liście tym pole­cał uwa­dze perio­dyku swe liryki: "Nie lubię mówić o sobie ani o swo­ich wier­szach, więc tylko zebra­łem tych kilka naba­zgra­nych, pogma­twa­nych strof i teraz je posy­łam. Był­bym zobo­wią­zany, gdyby je Pań­stwo prze­czy­tali. Z góry też dzię­kuje za Pań­stwa uprzej­mość Sándor Márai-Gros­sch­mid"42. Z dzie­się­ciu utwo­rów prze­sła­nych jako załącz­nik do tego listu do dzi­siaj uka­zały się dru­kiem jedy­nie dwa. 11 czerwca 1916 roku Sándor napi­sał w liście adre­so­wa­nym do swo­jego przy­ja­ciela, Ödöna Mihályiego, o powsta­ją­cym (nie­zna­nym) utwo­rze: "Udało mi się zna­leźć dobry temat, piszę noty z dzien­nika dzien­nikarza, który zacią­gnął się do woj­ska i prze­bywa na polu walki, nie­zbyt barw­nie, ale z wie­loma wyda­rze­niami, tu i ówdzie ze wstaw­kami filo­zo­ficz­nymi. [...] Napi­sa­łem już z pięć­dzie­siąt stron, idzie mi powoli..."43.

Siódmą klasę koń­czył Márai w dwóch miej­scach: rok szkolny roz­po­czął w Kassy, gdzie przy­go­to­wał wypra­co­wa­nie zaty­tu­ło­wane Júdás [Judasz], po pierw­szym pół­ro­czu kon­ty­nu­ował naukę w domu jako uczeń pry­watny, ale świa­dec­two ukoń­cze­nia klasy siód­mej zostało wysta­wione przez Eper­jesi Királyi Katho­li­kus Főgimnázium [Kró­lew­skie Kato­lic­kie Gim­na­zjum Wyż­sze w Eper­jesu44]. Pisarz sys­te­ma­tycz­nie opi­sy­wał swoje prze­ży­cia z burz­li­wych lat u nor­ber­tan - i te opisy zmie­niał. "Wszystko, co było w życiu bar­dzo dobre, otrzy­ma­łem od Kassy, i tam mnie spo­tkało wszystko, co było w życiu bar­dzo złe. Wła­ści­wie póź­niej, gdzie indziej już mi się nie przy­da­rzyły "wiel­kie rze­czy""45. W 1933 roku w felie­to­nie zaty­tu­ło­wa­nym A pre­mon­tre­iek [Nor­ber­ta­nie] z wdzięcz­no­ścią pisał o swych daw­nych nauczy­cie­lach: "Ja za wszystko jestem im wdzięczny: i za to, że mnie uczyli i wycho­wy­wali, i za to, że mnie wyrzu­cili. [...] W tam­tych cza­sach rów­nież szkoły świec­kie nie uczyły ani nie wycho­wy­wały w bar­dziej cier­pli­wym i oświe­co­nym duchu..."46. W Wyzna­niach patry­cju­sza, powie­ści auto­bio­gra­ficz­nej, która uka­zała się rok póź­niej, odma­lo­wał ich w nega­tyw­nych bar­wach, a po kolej­nym roku w powie­ści zaty­tu­ło­wa­nej Roz­wód w Budzie zawarł obraz pozy­tywny: boha­ter utworu, Kri­stóf Kőmives, ma wiele do zawdzię­cze­nia ojcu Nor­ber­towi, któ­rego imię nawią­zuje do zało­ży­ciela zakonu nor­ber­ta­nów.

7. Sándor Márai i jego rodzeń­stwo, Géza, Kató, Gábor (Kassa, około roku 1908)

Przyjaźń z Ödönem Mihályim i kolejna zmiana szkoły

W kas­sań­skim gim­na­zjum kolegą kla­so­wym Máraiego był Ödön Mihályi (Schwarz), z któ­rym sto­sunki ufor­mo­wały się w chło­pięcą przy­jaźń. Jako szó­sto­kla­si­ści obaj snuli plany zało­że­nia pisma. Syn Mihályiego tak pod­su­mo­wał w swo­ich wspo­mnie­niach rela­cje mię­dzy dwoma mło­dzień­cami: "Ödön mógł być inte­lek­tem przy­wód­czym, on był tym bar­dziej oczy­ta­nym. Márai uwa­żał, że pisarz ma być czło­wie­kiem bohemy"47. Nie­za­leż­nie od tego, jak bar­dzo do sie­bie paso­wali i się rozu­mieli, "[...] ich przy­jaźń obie rodziny potę­piały, Gros­sch­mi­do­wie mogli się oba­wiać o syna z powodu lewi­co­wych poglą­dów chło­paka żydow­skiego pocho­dze­nia, rodzina Schwa­rzów zaś miała zastrze­że­nia do arty­stycz­nego spo­sobu zacho­wa­nia Máraiego"48. Ich więź doku­men­tuje pięć­dzie­siąt napi­sa­nych przez Máraiego listów, w któ­rych prze­waża "życie" (przy­gody miło­sne, sek­su­alna otwar­tość, cier­pie­nia i udręki egzy­sten­cji), ale poja­wiają się też inne tematy: chęć sta­nia się arty­stą, pyta­nia doty­czące poezji, mowa jest o wielu tek­stach znaj­du­ją­cych się w trak­cie pisa­nia bądź ist­nie­ją­cych jedy­nie w ich wyobraźni. Tylko stąd, z listu pocho­dzą­cego z 1917 roku, znamy histo­rię odnie­sio­nej w dzie­ciń­stwie rany, która może tłu­ma­czyć też skrytą i samot­ni­czą naturę Máraiego: "[...] nic mnie z nikim nie łączy. W isto­cie wiem o tym od około dzie­się­ciu lat, a dokład­nie od pew­nego popo­łu­dnia z pod­wie­czor­kiem49 dla dzieci, kiedy przez pół­to­rej godziny sta­łem blady w kącie salonu, przy zasło­nie, i nikt nie poczuł potrzeby, żeby się do mnie ode­zwać. Ale i tego, żebym ja się do nich ode­zwał. I to jest ten więk­szy pro­blem"50.

Powra­ca­jącą myślą Máraiego w ich kore­spon­den­cji jest prze­ko­na­nie, że Mihályi jest jedy­nym czło­wie­kiem, który go rozu­mie. Spo­śród jego wyra­ża­ją­cych pew­ność sie­bie, napęcz­nia­łych od pisar­skich ambi­cji listów godny przy­wo­ła­nia jest ten pocho­dzący z 1918 roku, w któ­rym "skrom­nie" pisał tak: "Ja nie chcę być węgier­skim Flau­ber­tem, z czy­stym sumie­niem przy­się­gam, że nie; ja chcę być Sándorem Máraim, który napi­sał pewną powieść"51. Z uży­tych przez niego fraz daje się wyczuć, że to rze­czy­wi­ście jego bar­dziej entu­zja­zmo­wała ich rela­cja, żył w pew­nej zależ­no­ści od Ödöna: postrze­gał go jako wzór, jego talent uwa­żał za więk­szy. Nie­mniej jed­nak napi­sany 17 kwiet­nia 1917 roku list Máraiego una­ocz­nia cha­rak­te­ry­styczny dla doro­słego pisa­rza rys bycia wybra­nym:

Nie mam nikogo, ani jed­nego czło­wieka, do któ­rego mógł­bym napi­sać, który mnie nie nie­na­wi­dzi, albo któ­remu nie jestem obo­jętny. [...] W jak naj­do­sko­nal­szym stop­niu jestem sam. Ja wiem, że jestem geniu­szem. [...] Jestem czło­wie­kiem wybra­nym i wiele osią­gnę. Albo w ogóle niczego nie osią­gnę, ale będę two­rzyć, czuję, wiem, że to nie­unik­nione. [...] Moje wła­sne życie też kształ­to­wa­łem do tej pory ja sam, a i potem ja sam będę je two­rzył52.

Choć nie mamy cał­ko­wi­tej pew­no­ści, jaki był powód przej­ścia Máraiego do gim­na­zjum w Eper­jesu, mógłby on rzu­cić świa­tło także na przy­czynę wymu­szo­nego zerwa­nia z Ödönem w 1916 roku. Według Jánosa Jákyego53 Sándor otrzy­mał naganę od dyrek­tora za to, że napi­sał do gazetki kółka samo­kształ­ce­nio­wego arty­kuł, w któ­rym

[...] wspo­mniał, że nor­ber­ta­nie ści­gali wtedy w Kassy za takie zacho­wa­nie, jeśli któ­ryś z uczniów szedł sobie z laseczką spa­ce­rową, paląc papie­rosa i w słom­ko­wym kape­lu­szu, główną ulicą w Kassy. [...] Gdy z tego powodu młody Márai został przy­wo­łany do porządku, zare­ago­wał w taki spo­sób, że trza­snął drzwiami przed całym gro­nem peda­go­gicz­nym, rzu­ciw­szy: "Pano­wie będą jesz­cze kie­dyś uczyć o mnie w histo­rii lite­ra­tury węgier­skiej!"54.

Według innej moż­li­wej wer­sji histo­rii wyda­le­nie Sándora z gim­na­zjum zostało spo­wo­do­wane tym, że "[...] dyrek­tor szkoły wydał surowy ukaz, zgod­nie z któ­rym wycho­wan­ko­wie nie mogą roz­wi­jać żad­nego rodzaju dzia­łal­no­ści lite­rac­kiej"55. Wbrew temu zaka­zowi młody pisarz posłał na kon­kurs "Pesti Hírlap" [Gazety Pesz­teń­skiej] opo­wia­da­nie napi­sane pod pseu­do­ni­mem Ákos Sala­mon, które zdo­było pierw­szą nagrodę. Wia­ry­god­ność tej opo­wie­ści pod­waża to, że już w 1915 roku w kas­sań­skich gaze­tach uka­zało się kil­ka­na­ście arty­ku­łów Máraiego, nato­miast zwy­cię­skie opo­wia­da­nie (Syn Lukre­cji56) ujrzało świa­tło dzienne dopiero w marcu 1916 roku - gdyby publi­ko­wa­nie było zabro­nione, to wła­snego ucznia odkryto by z więk­szym praw­do­po­do­bień­stwem w lokal­nej pra­sie, niżby go roz­po­znano w auto­rze publi­ku­ją­cym pod pseu­do­ni­mem w gaze­cie sto­łecz­nej. Trze­cią moż­liwą przy­czyną wyda­le­nia go było opo­wia­da­nie zaty­tu­ło­wane Júdás [Judasz], które według jed­nego ze świad­ków osobę zdra­dziec­kiego apo­stoła przed­sta­wiało w nazbyt ory­gi­nalny spo­sób57. Dato­wany w pierw­szej poło­wie 1916 roku list Ödöna uświa­da­mia, że jemu i Sándorowi naka­zano też odsu­nąć się od sie­bie: "Z pole­ce­nia Pana Dyrek­tora pro­szę cie­bie, bądź tak dobry i od tej pory uni­kaj kon­tak­tów ze mną w moim miesz­ka­niu, na ulicy czy też gdzie­kol­wiek indziej. Dobrze pojęty inte­res nas obu wymaga - jak wie­lo­krot­nie pod­kre­ślił to rów­nież Pan Dyrek­tor - żeby­śmy się nie spo­ty­kali"58. Tak więc siódmą klasę Márai ukoń­czył w Eper­jesu; także tutaj cią­gnęło go do swo­bod­niej­szego życia uczniow­skiego i tylko szczę­śli­wym tra­fem nie dołą­czył do grona kole­gów, któ­rych wyrzu­cono bądź któ­rym kazano odejść ze szkoły, a to z powodu roze­gra­nej w cukierni par­tii kart. Ödönowi pisał o swo­ich pró­bach lite­rac­kich i o kło­po­tach finan­so­wych: "Ja nie piszę. Nie­kiedy - za pie­nią­dze - repor­taż czy felie­ton, to wszystko"59. Z powodu obo­wiązku służby woj­sko­wej wsku­tek wojny łącz­nie tylko ośmiu uczniów zda­wało w szkole maturę. Márai unik­nął wcie­le­nia do armii, nie uczęsz­czał nawet na woj­skowe szko­le­nie przy­go­to­waw­cze. Zgod­nie z wyni­kiem prze­pro­wa­dzo­nego w dniach 16-19 maja 1917 roku matu­ral­nego "bada­nia ust­nego" młody pisarz zakoń­czył edu­ka­cję szkolną z oceną "skromną" (czyli dosta­teczną)60. W lipcu tego samego roku tra­fił do Buda­pesztu, gdzie jesie­nią roz­po­czął stu­dia na wydziale prawa Pázmány Péter Egy­etem [Uni­wer­sy­tetu Pétera Pázmánya], ale po pew­nym cza­sie prze­niósł się na wydział nauk huma­ni­stycz­nych61.

14 stycz­nia 1918 roku w Kassy wziął udział w pobo­rze do woj­ska. Cztery dni wcze­śniej napi­sał do swo­jego przy­ja­ciela: "[...] nie mam nikogo i jestem sam. Ni­gdy nie odczu­wa­łem tak mocno wła­snej bez­dom­no­ści, jak w tych tygo­dniach. [...] Dziwne, część mojego życia to już wspo­mnie­nie"62. Zgod­nie z zaświad­cze­niem wyda­nym w trak­cie poboru uznano go za nie­zdol­nego do służby woj­sko­wej, być może z powodu płuc wyma­ga­ją­cych lecze­nia. W Buda­pesz­cie w trak­cie lat uni­wer­sy­tec­kich został współ­pra­cow­ni­kiem gazety codzien­nej "Magyarország" [Węgry], tu nawią­zał kon­takty z Gyulą Krúdym. Od niego zaczęło się dla Máraiego prze­ciw­sta­wia­nie nasy­co­nej war­to­ściami prze­szło­ści - cywi­li­za­cji maso­wej we współ­cze­snej epoce, co otwo­rzyło póź­niej pole dla jed­nego z pod­sta­wo­wych wąt­ków w jego twór­czo­ści: pamięci. Jako stu­dent pro­wa­dził życie bohemy: trwo­nił pie­nią­dze, czas spę­dzał w knaj­pach i kaba­re­tach. Z pew­no­ścią sie­bie zano­to­wał w liście napi­sa­nym do Ödöna (z 1 sierp­nia 1918 roku), że ura­to­wał przed wię­zie­niem pew­nego szan­ta­ży­stę, czego już poża­ło­wał, wałęsa się po Budzie i tylko twór­czość trzyma go przy życiu63.

Pierwszy tomik poetycki i poszukiwanie kontaktu z Gyulą Krúdym

W 1918 roku uka­zał się pierw­szy tomik poetycki Máraiego, Emlékkönyv [Księga pamięci], zawie­ra­jący sie­dem­na­ście wier­szy, a jeśli ich dato­wa­nie nie jest jedy­nie zabie­giem poetyc­kim, to są wśród nich rów­nież utwory pocho­dzące z 1914 roku. Dzieło, które uka­zało się w zale­d­wie stu egzem­pla­rzach, "było best­sel­le­rem, bo w minio­nych sześć­dzie­się­ciu sze­ściu latach wyprze­dało się do ostat­niej sztuki", jak napi­sał autor 17 kwiet­nia 1984 roku do Andora Szi­klay­ego64. Wier­sze z tego zeszytu są pró­bami z liryką podej­mo­wa­nymi przez nie­pew­nego, ogar­nię­tego wąt­pli­wo­ściami mło­dego czło­wieka. Utwo­rem w ele­gicz­nym tonie jest Kálvária [Kal­wa­ria], która prze­ka­zuje myśli wcze­śnie doj­rza­łego mło­dzieńca o życiu i śmierci: "i dalej badam w wiel­kiej ziem­skiej tajem­nicy, / dla­czego jest zaka­zany owoc i po co wła­ści­wie gra­nica?"65. Takie obrazy nawią­zu­jące do tra­dy­cji biblijno-reli­gij­nych sta­no­wią pod­sta­wową mate­rię więk­szej liczby wier­szy. W jed­nym z nich (A meste­rem­ber kérlelése [Bła­ga­nie mistrza]) można już prze­czy­tać myśl powra­ca­jącą u doro­słego pisa­rza:

i stoma sło­wami krzy­czę do stu uszu, żebyś przy­szedł znów, Ty, mistrz, i sta­ran­nymi rękoma na nowo zro­bił to, w czym chy­bi­łeś66.

Kilka utwo­rów z tomiku Emlékkönyv [Księga pamięci] można odczy­ty­wać rów­nież jako wier­sze wędrowca prze­mie­rza­ją­cego koleje losu: Mono­lóg [Mono­log] to chęć pozo­sta­wie­nia śladu, Vándordalok [Pie­śni wędrowca] przed­sta­wiają obrazy z piel­grzymki przez życie. Wypró­bo­wy­wa­nie skrzy­deł przez począt­ku­ją­cego liryka nie pozo­stało bez reak­cji, Dezső Kosztolányi napi­sał o nim przy­chylne słowa - w swo­jej recen­zji nazwał go przy­go­to­wa­nym poetą.

W Buda­pesz­cie Márai coraz aktyw­niej włą­czał się w publiczne życie lite­rac­kie, wyko­rzy­sty­wał każdą moż­li­wość do prze­by­wa­nia w gro­nie pisa­rzy. 31 paź­dzier­nika 1918 roku był wraz z Kosztolányim w Hotelu Asto­ria przy utwo­rze­niu Nem­zeti Tanács [Rady Naro­do­wej], w listo­pa­dzie - na posie­dze­niu zało­ży­ciel­skim Kom­mu­ni­sta Írók Akti­vi­sta és Nem­ze­tel­le­nes Cso­por­tja [Grupy Pisa­rzy Komu­ni­stycz­nych - Akty­wi­stów i Prze­ciw­ni­ków Narodu]67. Czę­sto poja­wiał się rów­nież w "Otthon" Írók és Hírlapírók Köre [Kole Pisa­rzy i Dzien­ni­ka­rzy "Dom"] - było to miej­sce, gdzie dzien­ni­ka­rze pro­wa­dzili życie towa­rzy­skie. Młody twórca publi­ko­wał, gdzie się dało, i odwie­dzał każde miej­sce, w któ­rym podej­rze­wał temat - w ten spo­sób tra­fił do szpi­tala peł­nego cho­rych na grypę hisz­pankę i sam też się zara­ził. Tym­cza­sem pod koniec grud­nia 1918 roku jego rodzinne mia­sto zna­la­zło się pod kon­trolą armii cze­cho­sło­wac­kiej, a z tego powodu na Węgrów nało­żono obo­wią­zek zło­że­nia przy­sięgi wier­no­ści nowo powsta­łemu pań­stwu. Kto tego nie uczy­nił, sta­wał się bez­ro­botny i pozba­wiano go rucho­mo­ści. Ten rok Márai pod­su­mo­wał takimi sło­wami:

Mało jadłem, byłem chudy jak szczapa, na czoło opa­dał mi lok poety, miesz­ka­łem w pew­nym śród­miej­skim pen­sjo­na­cie, pośród ucie­ki­nie­rów, stu­den­tów medy­cyny, bume­lan­tów, kobie­tek wystro­jo­nych przez chi­cho­czą­cych ryce­rzy koniunk­tury końca wojny, i naj­chęt­niej sypia­łem na pogry­zio­nej przez mole czer­wo­nej plu­szo­wej kana­pie w klu­bie pisa­rzy i dzien­ni­ka­rzy, z tygo­dni­kami i wier­szami Ril­kego w kie­szeni. Gdy zbli­żał się świt, sta­rzy kar­cia­rze przy­kry­wali mnie cza­sem zno­szo­nym płasz­czem prze­ciw­desz­czo­wym. Byłem ide­al­nie szczę­śliwy68.

W tym cza­sie Gyula Krúdy wpły­wał na Máraiego zarówno swoją oso­bo­wo­ścią, jak i sty­lem życia oraz spo­so­bem myśle­nia, temu też można zawdzię­czać naro­dziny powie­ści zaty­tu­ło­wa­nej Sind­bad powraca do domu. Według pew­nej zna­nej histo­rii jed­nego razu obaj pisa­rze popi­jali wino w lokalu Kéhliego w Budzie, a Márai mówił, jak magicz­nie oddzia­łuje każdy wers Krúdyego. Krúdy kiwał głową, co młody pisarz uznał za gest odno­szący się do jego opi­nii. A kiedy na pyta­nie wymą­drza­ją­cego się Máraiego: "Pan też tak myśli, nie­praw­daż, panie Gyulo?", Krúdy odpo­wie­dział pyta­niem: "O czym?", Márai odparł zdu­miony: "No prze­cież przy­ta­ki­wał pan głową temu, co mówi­łem! Czyżby nie tak pan myślał?". Krúdy odrzekł na to: "No więc, pro­szę cie­bie, ja roz­my­śla­łem o tym, skąd się bie­rze to, że jest decy­litr wina i z wodą to mały szpry­cer, są dwa decy­litry wina i z wodą to duży szpry­cer, są trzy decy­litra wina i z wodą to szpry­cer dozorcy?... ale potem nastę­puje już pół litra, czte­rech decy­litrów wina nikt nie zama­wia, nie ma zresztą szklanki ani butelki do tego, dla­czego opusz­cza się te cztery decy­litry?... Przez zabo­bon?"69.

Wielu odwie­dzało wtedy małe karczmy dla ich atmos­fery. W przy­padku tych dwóch pisa­rzy naj­bar­dziej ulu­bio­nym miej­scem była Mélypince [Głę­boka Piw­nica] - w jej oko­licy uwa­żano, że wody wolno uży­wać jedy­nie do prze­my­wa­nia ran. W zawie­ra­ją­cej odręczne wpisy legen­dar­nej księ­dze gości tej karczmy na jed­nej stro­nie wystę­pują nazwi­ska Krúdyego i Máraiego, a tra­fiały do owej księgi rów­nież wier­sze i rysunki. Mélypince poja­wia się także na kar­tach Ziemi! Ziemi!..., kiedy mowa o tym, że gdy po II woj­nie świa­to­wej zło­żono donos na wła­ści­ciela, chciał on powie­rzyć swoją cenną reli­kwię Máraiemu: ""Scho­waj ją, niech przy­naj­mniej to pozo­sta­nie". [...] Popro­si­łem go, żeby album zaniósł do kogoś innego, bo u mnie nie miałby pew­nego miej­sca"70.

Dziennikarz pism humorystycznych i komunistycznego czasopisma "Vörös Lobogó" [Czerwony Sztandar]

Przed rokiem 1920 Márai posy­łał swoje tek­sty także do kilku pism saty­rycz­nych ("Bors­szem Jankó" [Janko Gro­szek71], "A Szamár" [Osioł], "Vágóhíd" [Rzeź­nia]); arty­kuły te cechuje powścią­gliwy humor, pisarz wyko­rzy­sty­wał w nich moż­li­wo­ści stwa­rzane przez język, ale zacho­wy­wał umiar. Ten krótki okres dał spo­sob­ność, aby w trak­cie nauki zawodu nawią­zać kon­takt z Vil­mo­sem Tarjánem72, czło­wie­kiem wszech­stron­nym, roz­sła­wio­nym za sprawą nie­jed­nego wyda­rze­nia. Przy­kła­dowo zaku­pił on ume­blo­wa­nie pokoju hote­lo­wego, w któ­rym Fran­ci­szek Fer­dy­nand i jego żona spę­dzili ostat­nią noc przez fatal­nym zama­chem w Sara­je­wie. Oprócz zaj­mo­wa­nia się dzien­ni­kar­stwem Tarján pro­wa­dził też kilka, odwie­dza­nych rów­nież przez Máraiego, restau­ra­cji i kawiarni w Buda­pesz­cie, na przy­kład tak modną wśród arty­stów kawiar­nię New York.

W 1919 roku razem z Ödönem Mihályim Márai został także publi­cy­stą poli­tyczno-kry­tycz­no­li­te­rac­kiego tygo­dnika o nazwie "Vörös Lobogó" [Czer­wony Sztan­dar]. Przy­go­to­wał wiele repor­taży ze swo­ich wypraw na pro­win­cję, odwie­dził dom, w któ­rym uro­dził się Sándor Petőfi, przed­sta­wiał naj­śwież­sze nowo­ści książ­kowe. Część jego tek­stów, które uka­zały się w tym perio­dyku, została napi­sana z zaan­ga­żo­wa­niem i entu­zja­zmem, miej­scami w tonie agi­ta­cji: na krótki czas dotknęła Máraiego zwod­ni­cza fata­mor­gana moż­li­wo­ści urze­czy­wist­nie­nia komu­ni­zmu. "W pań­stwie komu­ni­stycz­nym chcemy czy­stej, odno­wio­nej, uczci­wej lite­ra­tury [...] wszel­kie moż­li­wo­ści reali­zo­wa­nia się zdła­wiło przed nami kilka nazwisk [...] Ci niech się prze­suną teraz na bok! Niech ist­nieją, ale niech nie dyry­gują. [...] Dla tych trzeba było ter­ro­rem zro­bić miej­sce - jeśli potrzebny jest ter­ror, no to niech będzie ter­ror!"73. To jest ton daleki póź­niej­szemu Máraiemu i spo­sób myśle­nia, który w dru­giej poło­wie życia zmu­sił go do uda­nia się na wygna­nie. Pisarz ślepo entu­zja­zmo­wał się wów­czas czymś, czego nie znał, ale widział w tym szansę, choć cieni skry­tych za tą ideą już nie dostrze­gał. Za tymi arty­ku­łami stoją nie potrzeby poli­tyczno-ide­olo­giczne, lecz pobudki indy­wi­du­alne: chęć zerwa­nia z tym, jak go wycho­wy­wano i spra­wo­wano nad nim nad­zór, oraz zamiar unie­za­leż­nie­nia się za wszelką cenę.

W cza­sach póź­niej­szych czę­sto ata­ko­wano Máraiego za opu­bli­ko­wane wów­czas tek­sty, a prze­cież ta jego przy­goda nie trwała łącz­nie nawet roku. Naj­bru­tal­niej zarzu­ciło mu ową nie­gdy­siej­szą "winę" pewne skraj­nie pra­wi­cowe pismo74, potem zaś opu­bli­ko­wało oświad­cze­nie Máraiego, w któ­rym twier­dził, że to nie on napi­sał wspo­mniane arty­kuły, że nad­użyto jego nazwi­ska (co z kolei nie jest prawdą). Główną przy­czyną uka­za­nia się owych tek­stów z 1919 roku było to, że jako począt­ku­jący dzien­ni­karz pisał tam, gdzie przyj­mo­wano jego tek­sty, nato­miast tematy okre­ślał dany organ pra­sowy. W swoim pierw­szym, kil­ku­stro­ni­co­wym dzien­niku Márai prze­war­to­ścio­wał tamte wyda­rze­nia, co sta­no­wiło zapo­wiedź póź­niej­szego dro­bia­zgowo ana­li­zu­ją­cego myśli­ciela. "Bar­dzo rzadko można życie prze­żyć, naj­czę­ściej jedyną metodą jest to, że się przed nim bro­nimy"75.

Ucieczka i dziwne zakończenie przyjaźni

Po upadku dyk­ta­tury pro­le­ta­riatu76 obaj przy­ja­ciele sal­wo­wali się ucieczką do Kassy [czyli za gra­nicę - I.M.], jako że zarówno mia­sto, jak i ta część kraju tra­fiły wów­czas we wła­da­nie Cze­cho­sło­wa­cji. Małe było praw­do­po­do­bień­stwo, że mog-liby zostać pocią­gnięci do odpo­wie­dzial­no­ści za swoje arty­kuły, nie­mniej jed­nak wybraw­szy mia­sto rodzinne na pobyt stały, pisarz miałby obo­wią­zek zło­że­nia dekla­ra­cji wier­no­ści: "nasze domy i nasze mia­sta ode­rwano od nas, przez pięt­na­ście lat nie mogłem wró­cić do domu, do Kassy, bo nie byłem skłonny zostać cze­skim żoł­nie­rzem..."77. Jego przy­ja­ciel wyje­chał z Kassy do Pragi, aby stu­dio­wać filo­zo­fię i histo­rię sztuki, Márai zaś wybrał się na dal­sze nauki do Lip­ska. Zatrzy­mał się na tydzień u Mihályego w Pra­dze i na długi okres był to ich ostatni wspól­nie spę­dzony czas, jako że Márai roz­gła­szał o przy­ja­cielu budzące podej­rze­nia infor­ma­cje (jakoby ten oże­nił się w Buda­pesz­cie, zamiesz­kał z pewną kobietą, z którą także w Pra­dze kon­ty­nu­uje romans, miał długi). Jak­kol­wiek w liście popro­sił Ödöna o wyba­cze­nie, ich przy­jaźń się zerwała, do czego mogła się przy­czy­nić także co naj­mniej dziwna histo­ria z płasz­czem (wysła­nego Mihályiemu do Pragi płasz­cza Márai mu nie prze­ka­zał). W swoim nie­opu­bli­ko­wa­nym do dzi­siaj dzien­niku Ödön napi­sał tak:

"Teraz zosta­wiam cię samego [...] pięć lat, które prze­ży­li­śmy razem, nauczyło mnie, żeby na cie­bie uwa­żać. Kocham cie­bie, bo jesteś odważny, kocham cie­bie, bo ja jestem tchó­rzem. [...] Ale dobrze jest tak, jak jest teraz. Zbrod­nia i kara" [...] [on] będzie pisa­rzem i będzie z tego zado­wo­lony, będzie feto­wany jako pisarz. Ja zaś będę urzęd­ni­czyną na jakiejś brud­nej ulicy78.

Także Márai uwiecz­nił roz­pad ich przy­jaźni: "Pozo­sta­wi­łem jed­nak w domu kogoś, jedną z naj­mil­szych i naj­ła­god­niej­szych postaci mego dzie­ciń­stwa, przy­ja­ciela, zapewne jedy­nego, jakiego mia­łem w życiu. [...] Ale nawet póź­niej, po latach, to on pierw­szy wycią­gnął do mnie rękę i był zapewne jedy­nym czło­wie­kiem, który pozo­stał mi wierny aż do ostat­niej godziny życia"79.

Nie było moż­li­wo­ści kon­ty­nu­owa­nia ich rela­cji: Mihályi stra­cił życie w trak­cie wyścigu samo­cho­do­wego nie­da­leko Kassy w lipcu 1929 roku. Przy­ja­ciel napi­sał na jego pamiątkę liryczny nekro­log:

Teraz dowie­dzia­łem się, że czło­wiek nie umiera od razu - czło­wiek umiera po kawałku, już na długo przed swoją śmier­cią. Jakaś część jego życia umiera, gdy grze­bią mu przy­ja­ciela. [...] wybra­li­śmy dwa skrajne roz­wią­za­nia, Ty - samot­ność, ja - świat. Teraz już wiem, że Ty osią­gną­łeś wię­cej, bo żyłeś nie­na­gan­nie, pod­czas gdy ja sie­bie zdra­dzi­łem80.

Gdy wziąć pod uwagę tek­sty i czyny pisa­rza, ów pierw­szy okres nie jest decy­du­jący z punktu widze­nia całej twór­czo­ści i kariery arty­stycz­nej: to jesz­cze czas rze­czy i spraw, które pocią­gały i wabiły, wybory zaś nastą­piły dopiero póź­niej, wraz z więk­szą doj­rza­ło­ścią.

Od Buda­pesztu do Buda­pesztu - pisarz miesz­cza­ni­nem

(1919-1928)

Iście tak jak ojciec syna tuli w swym obję­ciu, Gdy z obczy­zny mu wraca po latach dzie­się­ciu [...].

Homer, Ody­seja (Pieśń XVI, w. 17-18)81

Lipsk, Weimar, Frankfurt i Goethe

W wieku XVII uczęsz­cza­nie przez wędrow­ców na zagra­niczne uni­wer­sy­tety bądź utrzy­my­wa­nie przez nich kon­tak­tów poli­tycz­nych z zagra­nicą miało jasne cele, w XX wieku zaś taka aktyw­ność wią­zała się już z pery­pe­tiami cha­rak­te­ry­stycz­nymi dla danego okresu - znik­nię­cie zna­nego i zapew­nia­ją­cego bez­pie­czeń­stwo świata zmu­siło wielu do ucieczki. Márai w paź­dzier­niku 1919 roku został słu­cha­czem Insti­tut für Zeitung­skunde der Universität Leip­zig [Insty­tutu Dzien­ni­kar­stwa Uni­wer­sy­tetu w Lip­sku]. Nie miał nic prze­ciwko moż­li­wo­ści pobie­ra­nia nauk za gra­nicą, zaspo­ka­jało to zarówno jego żądzę przy­gody, jak i chęć zoba­cze­nia świata, ale zna­la­zło się też miej­sce dla reali­za­cji pra­gnie­nia, aby się spraw­dzić i w pełni roz­wi­nąć w dzia­łal­no­ści dzien­ni­kar­skiej. Pisarz mógł się uczyć za gra­nicą w ramach kom­pro­misu: "Rozejm z moim ojcem. Daje mi trzy lata w Niem­czech - ceną tego jest dyplom z filo­zo­fii. Niech będzie!"82. Ten plan ni­gdy się jed­nak nie urze­czy­wist­nił: Márai uczył się przez dzie­sięć seme­strów na uni­wer­sy­te­cie w kraju, jak rów­nież w Niem­czech i w Paryżu, ale lata stu­diów zakoń­czył bez dyplomu. Był waga­bundą, żył lek­kim, emo­cjo­nu­ją­cym, poszu­ku­ją­cym doznań życiem, o wiele bar­dziej niż nauka pocią­gało go dzien­ni­kar­stwo, nęcił wir zda­rzeń.

"Cóż to ja wła­ści­wie robi­łem w Lip­sku? Moja rodzina sądziła, że stu­diuję na uni­wer­sy­te­cie, gdzie ze znaną nie­miecką sumien­no­ścią wykształcą mnie na dzien­ni­ka­rza. W rze­czy­wi­sto­ści snu­łem marze­nia i roiłem"83. Swoje stu­dia prędko zakoń­czył: "Naj­za­baw­niej­sze było chyba jed­nak to, kiedy wyrzu­cono mnie z Aka­de­mii Dzien­ni­kar­stwa w Lip­sku, [...] to oni mieli cał­ko­witą rację: byłem i jestem dzien­ni­ka­rzem bar­dzo dale­kim od ide­ału, nie­zdat­nym do tego zawodu..."84. Także w trak­cie stu­diów Márai dużo podró­żo­wał (Essen, Dort­mund, Königsberg, Ber­lin) - już wów­czas sta­no­wiło to orga­niczną część jego formy życia. Waż­nym momen­tem w począt­ko­wym okre­sie pobytu w Niem­czech były kil­ku­krotne odwie­dziny w Weima­rze: w tym mie­ście miesz­kał nie­gdyś i stu­dio­wał Johann Wol­fgang Goethe, który z punktu widze­nia życia i powo­ła­nia arty­stycz­nego ozna­czał dla Máraiego wek­tor inte­lek­tu­alny, okre­śla­jący też postawę: "Goethe towa­rzy­szy mi przez całe życie, jak mate­rialne sta­dia roz­woju cie­le­snego"85. Przy­wią­za­nie do autora Fau­sta można uznać wręcz za sygna­turę: przez nie­mal dzie­więć dzie­się­cio­leci życia Máraiego Goethe poja­wiał się jako ideał, a jego twór­czość led­wie doty­kała kry­tyka. Oso­bo­wość i doro­bek nie­miec­kiego pisa­rza był dlań prze­ży­ciem: uni­wer­sal­ność Goethego, jego postawa, idea upra­wia­nia poli­tyki za pomocą pisa­nia, Goethe iro­ni­zu­jący i podró­żu­jący - bez niego nie da się w spo­sób wia­ry­godny zin­ter­pre­to­wać rów­nież Máraiego. "Jest taka zady­miona, ciemna, mała karczma, Fürstenhoff, gdzie wie­czo­rem zwy­kłem pić koniak, księga gości jest tam pełna odręcz­nych wpi­sów osób wszel­kich w świe­cie nacji, ale pomię­dzy gośćmi panuje mil­czące poro­zu­mie­nie, że nikt z nich nie wrzuca do niej wła­snych bły­sko­tli­wych uwag, tylko wers z Goethego, bo mimo wszystko to jest tu naj­lep­sze"86. Także pod­czas emi­gra­cji autor Fau­sta nale­żał do tych nie­licz­nych pisa­rzy, któ­rych Márai stale czy­tał, a nie rewi­do­wał swo­jego dlań podziwu: w Dzien­niku z 1975 roku zano­to­wał, że w Public Library na poże­gna­nie prze­czy­tał kilka stron z Goethego, bo "[z] kimś jed­nak musia­łem roz­ma­wiać w Nowym Jorku..."87.

Pierwsze tłumaczenia literackie Máraiego i jego aktywność dziennikarska w czasie pobytu w Niemczech

W 1920 roku uka­zały się w tłu­ma­cze­niu Máraiego i pierw­szy raz po węgier­sku trzy jed­no­ak­tówki Arthura Schnit­zlera88. Oznaką bar­dzo sze­ro­kich zain­te­re­so­wań mło­dego lite­rata było rów­nież to, że w roku 1921 wła­śnie on jako pierw­szy prze­ło­żył na węgier­ski jedno z opo­wia­dań Franza Kafki89, a po tym pierw­szym tłu­ma­cze­niu przy­szły kolejne. "Kafka stał się dla mnie w tym cza­sie tym, czym jest pro­sta droga dla luna­tyka"90 - napi­sał Márai. O prze­kła­dzie dowie­dział się także autor i w 1922 roku wysłał list do Kurt Wolff Ver­lag [Wydaw­nic­twa Kurta Wolffa]:

Tłu­ma­czem jest miesz­ka­jący w Ber­li­nie węgier­ski pisarz Sándor Márai. Czy Pań­stwo go znają? W każ­dym razie pro­szę w dal­szym ciągu zastrzec prawo do prze­kła­dów na język węgier­ski dobrze mi zna­nemu węgier­skiemu lite­ra­towi Rober­towi Klop­stoc­kowi, który z pew­no­ścią będzie tłu­ma­czył zna­ko­mi­cie. Z sza­cun­kiem i odda­niem F. Kafka91.

W 1922 roku Márai prze­ło­żył na język węgier­ski mikro­po­wieść Franka Leon­harda Die Ursa­che [Powód]92; utwór nie jest zna­czący, ale sygna­li­zuje zain­te­re­so­wa­nie jego tłu­ma­cza kul­turą nie­miecką.

Od 1919 roku był współ­pra­cow­ni­kiem kilku nie­miec­kich cza­so­pism: lip­skiego awan­gar­do­wego tygo­dnika "Dra­che" [Smok], mona­chij­skiego perio­dyku saty­rycz­nego "Sim­pli­cis­si­mus" [Pro­sta­czek], a także auto­rem pisma "Jugend" [Mło­dość], "Pra­ger Tag­blatt" [Gazety Pra­skiej] oraz zatrud­nia­ją­cej samego Tho­masa Manna i The­odora Adorna "Frank­fur­ter Zeitung und Han­dels­blatt" [Frank­furc­kiej Gazety Codzien­nej i Han­dlo­wej]. W tej ostat­niej gaze­cie świa­to­wego for­matu uka­zało się przez lata sto­sun­kowo dużo tek­stów Máraiego. W Wyzna­niach patry­cju­sza podaje on, że był auto­rem rów­nież pisma noszą­cego tytuł "Endy­mion", które docze­kało się publi­ka­cji led­wie jed­nego numeru i dzi­siaj jest już nie­osią­galne. Arty­kuły pisa­rza uka­zy­wały się po węgier­sku w "Kas­sai Napló" [Dzien­niku Kas­sań­skim], tej wycho­dzą­cej w jego rodzin­nym mie­ście gaze­cie prze­sy­łał kore­spon­den­cje z Nie­miec. Publi­cy­styka Máraiego sta­wała się coraz bar­dziej wyra­zi­sta, cha­rak­te­ry­zo­wało ją prze­two­rze­nie tematu pole­ga­jące na pod­nie­sie­niu go z codzien­no­ści do poziomu lite­ra­tury, dokładne for­mu­ło­wa­nie myśli, poświad­cza­jące zdol­ność ostrego widze­nia, a także iro­niczny spo­sób postrze­ga­nia. Zakoń­cze­nie tek­stu zaty­tu­ło­wa­nego Német far­sang [Nie­miecki kar­na­wał], uka­zu­ją­cego obli­cza pozba­wione oso­bo­wo­ści i pozwa­la­ją­cego się domy­ślać końca pew­nej kul­tury, wró­żyło auto­rowi obie­cu­jącą przy­szłość: "Jeśli pewna kul­tura dogo­rywa, naka­zuje szybko wezwać kapłana i grze­bie się w jakiejś nowej reli­gii albo odwraca się ple­cami do wszel­kiej świę­tosz­ko­wa­tej ucieczki i roz­po­czyna bal maskowy wokół koni mia­no­wa­nych kon­su­lami. My teraz to samo robimy wokół tępa­ków"93.

Ilu­stra­cją jego iro­nicz­nego spo­sobu postrze­ga­nia jest arty­kuł mówiący o licy­ta­cji przed­mio­tów z pew­nego panop­ti­kum:

Cztery ozdo­bione mono­gra­mem płó­cienne chustki do nosa nale­żące do Wil­helma repre­zen­tują więk­szą war­tość na licy­ta­cji niż jego por­tret. O zdo­by­cie jed­nej zwłasz­cza z tych chu­s­tek ubie­gał się pewien Holen­der. Pro­wa­dzący licy­ta­cję twier­dził bowiem, że chustka została już użyta. Cesar­ska wydzie­lina zacza­ro­wała zwy­czajny kawa­łek płótna w rzecz wartą o sto marek wię­cej. Ile mogą być warte majtki Juliu­sza Cezara?94

Berlin

W ojczyź­nie Tho­masa Manna ocze­ki­wały mło­dego pisa­rza przede wszyst­kim otchła­nie i kry­zysy nie­miec­kiej duszy po prze­gra­nej woj­nie. Ber­lin w okre­sie Repu­bliki Weimar­skiej cecho­wały poli­tyczna nie­sta­bil­ność i podziały, a także chaos gospo­dar­czy: po woj­nie trzeba było z cza­sem dać tysiąc miliar­dów sta­rych marek za jedną nową. Wra­że­nie obco­ści i trud­no­ści zwią­zane z poten­cjal­nym wpa­so­wa­niem się w wie­lo­barw­ność nie­miec­kiej sto­licy wzmac­niał jesz­cze fakt, że żyło tam mnó­stwo uchodź­ców; liczba tylko rosyj­skich emi­gran­tów wyno­siła dwie­ście tysięcy. Jed­no­cze­śnie to miej­sce dawało Máraiemu rów­nież wiele impul­sów jako sto­lica defi­nio­wana przez róż­no­rod­ność kul­tu­rową, a także krań­cową nędzę i homo­sek­su­alizm. W związku z tym ostat­nim zja­wi­skiem pisarz noto­wał: "Płcie zna­la­zły się po prze­ciw­nych stro­nach bary­kady, homo­sek­su­alizm był naj­pierw tylko modą, póź­niej stał się epi­de­mią. Dla jego sztucz­nego pobu­dza­nia powsta­wały ogromne przed­się­bior­stwa"95. Tak samo widział to rów­nież Ste­fan Zweig: "Nawet Rzym za cza­sów Swe­to­niu­sza nie znał takich bez­wstyd­nych orgii jak owe ber­liń­skie bale trans­we­sty­tów, gdzie setki męż­czyzn w dam­skich stro­jach i kobiet w męskim prze­bra­niu tań­czyło pod przy­chyl­nym okiem poli­cji"96. Sym­bo­liczne, że na pogrze­bie tan­cerki Anity Ber­ber można było zoba­czyć zarówno pro­sty­tutki, jak i dyrek­to­rów wiel­kich firm97.

Także Márai pro­wa­dził przy­sta­jący do tego nie­spo­koj­nego mia­sta burz­liwy tryb życia: "Był taki czas, kiedy nie­miec­kie gospo­dy­nie domowe cenę pie­truszki wyli­czały w latach świetl­nych. Ber­lin ma repu­ta­cję mia­sta rozumu i porządku, lecz kiedy ja go pozna­łem, był aku­rat mia­stem obłędu i prze­raź­li­wego bez­ładu"98. W trak­cie pobytu w Ber­li­nie "ofi­cjal­nie" stu­dio­wał filo­zo­fię na uni­wer­sy­te­cie, ale uwa­żał to raczej za spo­sób na pozy­ski­wa­nie kie­szon­ko­wego. W jego wspo­mnie­niach poja­wiają się rów­nież rze­czy nie­zgodne z prawdą, komiczne, któ­rych wia­ry­god­ność stoi pod zna­kiem zapy­ta­nia, jed­nakże opo­wie­ści te - a stały się one legendą rów­nież dla samego pisa­rza - dają swo­isty obraz przy­pi­sy­wa­nych mu bądź rze­czywistych przy­gód mło­dego Máraiego.

W tam­tym cza­sie każ­dego wie­czoru czy­ta­łem Hölderlina. [...] Wie­czo­rem zasiada-łem w nowym barze, piłem ajer­ko­niak i czy­ta­łem na głos hymny tego sza­lo­nego poety - wła­ści­cie­lowi, który miał za sobą epi­zod wię­zienny. Po każ­dym ajer­ko­niaku odczy­ty­wa­łem jeden hymn. [...] Naj­czę­ściej przy­cho­dził tam wysoki, jed­no­oki, ponoć zde­mo­bi­li­zo­wany kapi­tan ze szcze­gól­nie roz­wi­nię­tym wil­czu­rem. Zwra­cał się do psa na pan i roz­ma­wiał z nim uprzej­mie99.

Z lat nie­miec­kich, a przede wszyst­kim ber­liń­skich pisarz zacho­wał pozy­tywne wspo­mnie­nie, praw­do­po­dob­nie chęt­nie pozo­stałby w Niem­czech, gdyby otwo­rzyła się na to bar­dziej per­spek­ty­wiczna moż­li­wość. Tak oto pod­su­mo­wał swoje prze­ży­cia: "Ni­gdy i ni­gdzie nie spo­tka­łem póź­niej tylu życz­li­wych ludzi, jak w tam­tych latach w Ber­li­nie, wśród Niem­ców. [...] Lubi­łem jego spleen i roz­miary nie do ogar­nię­cia"100.

Książki Máraiego wydane w latach spędzonych w Niemczech

Zbiór liry­ków zaty­tu­ło­wany Emberi hang [Ludzki głos]101 uka­zał się w roku 1921, a skła­da­jące się nań wier­sze noszą silne zna­miona nie­miec­kiego eks­pre­sjo­ni­zmu. Kry­tycy w ojczyź­nie uznali ten tomik za zbyt nie­miecki; mię­dzy innymi z tego powodu Márai nie ujmo­wał póź­niej swo­ich ksią­żek sprzed 1927 roku nawet na liście tytu­łów. Wier­sze ze zbioru Emberi hang dają powód do roz­licz­nych kry­tyk, ponie­waż wydają się manie­ryczne, ale jed­no­cze­śnie już tutaj poja­wiają się jako motywy poszu­ki­wa­nie sensu ist­nie­nia oraz istota "ja" i jego miej­sce w świe­cie, a także wiara bli­ska pro­fa­na­cji. W tym tomie można zna­leźć wiele "wier­szy o samot­no­ści": naj­bar­dziej samotni są ci pozor­nie silni (heros, męż­czy­zna, poszu­ki­wacz przy­gód). W wier­szu A síró hős [Pła­czący boha­ter] zwy­cięzca oddałby triumf za kres samot­no­ści, dla­tego Vae vic­tis!102 zmie­nia się w: "Biada temu, kto zwy­cię­żył!", bo jest on bar­dziej samotny nawet od tego, który prze­grał. Autor pod­jął w tym tomie rów­nież temat tajem­nic wiary (A mintázó [For­mu­jący], Utolsó ítélet [Sąd osta­teczny]), ale nie w sen­sie reli­gij­nym, lecz poszu­ku­jąc gospo­da­rza Ziemi, sensu ist­nie­nia i swego miej­sca na pla­ne­cie. Cha­rak­te­ry­stycz­nym wyra­zem tego jest wers "Czyim grze­chem jestem ja?" z wier­sza Csúnya nő az ablak­ban [Brzydka kobieta w oknie]. Vers a lemondásról [Wiersz o rezy­gna­cji] pod­su­mo­wuje prze­ja­wiane przez poetę wąt­pli­wo­ści, brak nadziei, prze­ko­na­nie o ogra­ni­czo­no­ści szczę­ścia czło­wieka. Zabawa zaty­tu­ło­wana Sakk [Sza­chy] jest wyłusz­cze­niem bez­pań­sko­ści: "Kto nas tu na ziemi dogląda? / Kto nam do uszu szep­cze słowa / kto przy­daje tych udręk i kto - upo­je­nia?". Tomik Máraiego sta­nowi skró­coną i "zwę­giersz­czoną" wer­sję anto­lo­gii pod tytu­łem Menschheitsdämmerung [Zmierzch ludz­ko­ści], odgry­wa­ją­cej zna­czącą rolę w nie­miec­kim eks­pre­sjo­ni­zmie103.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Homer, Ody­seja, tłum. Lucjan Sie­mień­ski, Zakład Naro­dowy im. Osso­liń­skich, War­szawa - Wro­cław - Kra­ków 2003. Wszyst­kie cytaty z Ody­sei w książce pocho­dzą z tego wyda­nia (przyp. tłum.). Pozo­stałe przy­pisy, jeśli nie zazna­czono ina­czej, pocho­dzą od autora. [wróć]

Gabriel García Márquez, Miłość w cza­sach zarazy, tłum. Car­los Marrodán Casas, TTM, War­szawa 2007, s. 60-61 (przyp. tłum.). [wróć]

Kas­sai őrjárat [Patrol w Kassy], Révai, Buda­pest 1941, s. 67. Auto­rem tek­stów źró­dło­wych, jeśli nie zazna­czono ina­czej, jest Sándor Márai. [wróć]

Freud után [Po Freu­dzie], "Pesti Hírlap", 29 wrze­śnia 1939, nr 222, s 7. [wróć]

A tel­jes napló 1982-1989 [Pełny dzien­nik 1982-1989], Heli­kon, Buda­pest 2018, s. 228 (przyp. tłum.). [wróć]

W ory­gi­nale: (világ)polgár - wie­lo­znacz­ność wynika z tego, że węg. polgár to zarówno miesz­cza­nin, jak i oby­wa­tel, világ zaś to świat (przyp. tłum.). [wróć]

Michel Onfray, Az utazás elmélete. A földrajz poétikája [Teo­ria podróży. Poetyka geo­gra­fii], Orphe­usz, Buda­pest 2011, s. 73 (przyp. tłum). [wróć]

To nawią­za­nie do tytułu dra­matu Máraiego A kas­sai polgárok, który w wer­sjach nie­wę­gier­skich prze­kłada się nie­kiedy jako Miesz­cza­nie Kassy, co wynika z dwu­znacz­no­ści węgier­skiego ter­minu polgár - miesz­cza­nin, oby­wa­tel. W pol­skim tłu­ma­cze­niu Wyznań patry­cju­sza zde­cy­do­wano się na jesz­cze inny prze­kład tego okre­śle­nia. Dla mnie jed­nak decy­du­jące zna­cze­nie ma tu kon­tekst wspo­mnia­nej sztuki, któ­rej głów­nymi boha­te­rami są sta­wia­jący oli­gar­sze opór oby­wa­tel­ski wszy­scy miesz­kańcy mia­sta, a nie tylko miesz­cza­nie, dla­tego w moim tłu­ma­cze­niu tytuł tego dra­matu brzmi Oby­wa­tele Kassy. Neu­tral­ność pol­skiego ter­minu współ­brzmi z dwo­jaką rolą Máraiego jako miesz­cza­nina i arty­sty, o któ­rej pisze autor niniej­szej mono­gra­fii (przyp. tłum.). [wróć]

Homer, Ody­seja, dz. cyt., s. 3, Pieśń I, w. 1-4 (przyp. tłum.). [wróć]

Homer, Ody­seja, dz. cyt., s. 163 (przyp. tłum.). [wróć]

Węg. cip­szer, od niem. Zip­ser - Nie­miec, Sak­soń­czyk ze Spi­szu (przyp. tłum.). [wróć]

Uży­wam tu nazwy Kassa, bo Márai posłu­gi­wał się nią jako jedyną w odnie­sie­niu do swo­jego rodzin­nego mia­sta, nato­miast w innych frag­men­tach, gdy mowa o mie­ście współ­cze­snym i wyda­rze­niach z nie­da­le­kiej prze­szło­ści bądź obec­nych, sto­suję przy­jętą w Pol­sce nazwę Koszyce (przyp. tłum.). [wróć]

Wyzna­nia patry­cju­sza, tłum. Teresa Worow­ska, Czy­tel­nik, War­szawa 2014, s. 83. [Jeśli utwór, do któ­rego odwo­łuje się Tibor Mészáros, został opu­bli­ko­wany w języku pol­skim, na ogół przy­wo­łuję to tłu­ma­cze­nie i podaję w przy­pi­sie pol­skie źró­dło. Zda­rza się jed­nak, że ze wzglę­dów mery­to­rycz­nych bądź sty­li­stycz­nych rezy­gnuję z wyko­rzy­sta­nia ist­nie­ją­cego już pol­skiego prze­kładu. Podaję wów­czas w przy­pi­sie źró­dło wska­zane przez autora mono­gra­fii (przyp. tłum.)]. [wróć]

Kas­sai őrjárat [Patrol w Kassy], dz. cyt., s. 184. [wróć]

A kas­sai bombák [Bomby w Kassy], "Pesti Hírlap", 28 wrze­śnia 1941, nr 221, s. 5. [wróć]

Cytat węgier­ski ([za:] Ste­fan Zweig, A tegnap világa, tłum. węg. Dezső Tan­dori, Európa, Buda­pest 1981, s. 16) jest, jak się wydaje, z lekka "ulep­szony", gdyż w ory­gi­nale (https://www.pro­jekt-guten­berg.org/zweig/welt­gest/chap002.html, dostęp: 14 kwiet­nia 2022) mamy takie zda­nie: "Was ein Mensch in seiner Kin­dheit aus der Luft der Zeit in sein Blut genom­men, ble­ibt unaus­sche­id­bar" (przyp. tłum.). [wróć]

Wyzna­nia patry­cju­sza, dz. cyt., s. 124 i 125. [wróć]

Obec­nie okręg Maramure? w pół­noc­nej Rumu­nii, daw­niej miej­sce osad­nic­twa saskiego, dokąd zawę­dro­wała rów­nież część przod­ków Máraiego (przyp. tłum.). [wróć]

Autor pre­cy­zuje tutaj, że cho­dzi o polgári iskola, czyli czte­ro­let­nią szkołę, do któ­rej prze­cho­dziło się po czte­rech kla­sach szkoły ele­men­tar­nej (tzw. szkoły ludo­wej). Wcze­śniej edu­ka­cja w polgári iskola trwała sześć lat, póź­niej została skró­cona do czte­rech, gdyż wła­dze uznały, że jest to wystar­cza­jące na potrzeby kształ­ce­nia urzęd­ni­ków (przyp. tłum.). [wróć]

Anna Gervay, Találkozások Radványi Gézával és Márai Sándorral [Spo­tka­nia z Gézą Radványim i Sándorem Máraim], "Magyar Napló", czer­wiec 2003, nr 6, s. 45. [wróć]

Węg. főügyész - przed rokiem 1945 na Węgrzech radca prawny i straż­nik pra­wo­rząd­no­ści władz samo­rzą­do­wych, zazwy­czaj szef wydziału praw­nego (przyp. tłum.). [wróć]

Kisebbségi sors. Dr. Gros­sch­mid Géza beszédei és írásai [Los mniej­szo­ści. Mowy i pisma dr. Gézy Gros­sch­mida], Košice-Kassa 1930, nakład wła­sny autora. [wróć]

Wyzna­nia patry­cju­sza, dz. cyt., s. 164. [wróć]

Anna Ötvös, Márai Sándor Kassán [Sándor Márai w Kassy], "Széphalom: A Kazin­czy Ferenc Társaság Évkönyve 2013", t. 23, s. 140-141. [wróć]

A tel­jes napló 1964-1966 [Pełny dzien­nik 1964-1966], Heli­kon, Buda­pest 2013, s. 24. [O wypa­czo­nym wsku­tek zacho­wa­nia matki cha­rak­te­rze pisa­rza czę­sto wspo­mina w swo­ich dzien­nikach jego żona (przyp. tłum.)]. [wróć]

Dzi­siaj ulica Timo­nova 1. [wróć]

Obec­nie ulica Mäsiarska 35. Można tam obej­rzeć stałą wystawę pre­zen­tu­jącą życie pisa­rza. [wróć]

Wyzna­nia patry­cju­sza, dz. cyt., s. 245. [wróć]

Tamże, s. 160. [wróć]

Egy polgár vallomásai [Wyzna­nia patry­cju­sza], Pan­theon, Buda­pest 1934, s. 193. [wróć]

Zoltán Furkó, Márai Sándor üzenete [Wia­do­mość od Sándora Máraiego], Püski, Buda­pest 1990, s. 97-98. [wróć]

Főgimnázium (węg.) - gim­na­zjum wyż­sze - w prze­ci­wień­stwie do algimnázium, gim­na­zjum niż­szego, skła­dało się począt­kowo tylko z czte­rech klas wyż­szych. Z cza­sem jed­nak nazwa ta zaczęła obej­mo­wać gim­na­zja o wszyst­kich ośmiu kla­sach (przyp. tłum.). [wróć]

A Jászóvári Pre­mon­trei Kano­no­kok Kas­sai Főgimnáziumának Értesítője az 1911-1912. isko­lai évről [Spra­woz­da­nie pro­wa­dzo­nego przez kano­ni­ków nor­ber­tań­skich z Jászóváru Gim­na­zjum Wyż­szego w Kassy za rok szkolny 1911/1912], Szent Erzsébet könyvnyomda [Dru­kar­nia Ksią­żek im. św. Elż­biety], Kassa 1912, s. 94-95. [wróć]

"Ujság", 2 czerwca 1929, nr 122, s. 2-3. [Autor mono­gra­fii korzy­sta, jak sądzę, z pierw­szej publi­ka­cji, która uka­zała się za życia autora. To opo­wia­da­nie poja­wiło się potem także w wyda­niu książ­ko­wym, a po pol­sku można je zna­leźć w tomie Stara miłość, tłum. Irena Maka­re­wicz, Czy­tel­nik, War­szawa 2020, s. 173-184 (przyp. tłum.)]. [wróć]

"Ujság", 25 grud­nia 1928, nr 292, s. 4-5. [Stara miłość, dz. cyt., s. 163-172 (przyp. tłum.)]. [wróć]

A menekülők [Ucie­ki­nie­rzy], "Ujság", 29 marca 1936, nr 74, s. 5. [wróć]

Wyzna­nia patry­cju­sza, dz. cyt., s. 214. [wróć]

Egy polgár vallomásai [Wyzna­nia patry­cju­sza], dz. cyt., s. 285-286. [wróć]

Wszyst­kie cztery czę­ści można prze­czy­tać razem w: "Forrás", kwie­cień 2008, nr 4, s. 8-18. [wróć]

Föld [Zie­mia], "Kas­sai Napló", 18 czerwca 1922, nr 145, s. 9. [wróć]

A Jászóvári Pre­mon­trei Kano­no­kok Kas­sai Főgimnáziumának Értesítője az 1914-1915. isko­lai évről. [Spra­woz­da­nie pro­wa­dzo­nego przez kano­ni­ków nor­ber­tań­skich z Jászóváru Gim­na­zjum Wyż­szego w Kassy za rok szkolny 1914/1915], Kassa 1915, s. 45. [wróć]

A Nyugat tekin­te­tes Szerkesztőségének [Do sza­cow­nej Redak­cji "Nyugatu"], "Kri­tika", sier­pień 1979, nr 8, s. 13. [Márai zwy­cza­jowo koń­czył listy for­mułą w trze­ciej oso­bie liczby poje­dyn­czej, jak tu: "dzię­kuje Sándor Márai-Gros­sch­mid", a w innych listach, do przy­ja­ciela: "ści­ska Sándor" (przyp. tłum.)]. [wróć]

Petőfi Iro­dalmi Múzeum (továbbiakban: PIM) Kézirattár [Archi­wum Ręko­pi­sów Muzeum Lite­ra­tury im. Petőfiego (dalej: PIM)], V. 2293/179/1. [Dalej bez nazwy węgier­skiej, a tylko jako: Archi­wum Ręko­pi­sów PIM (przyp. tłum.)]. [wróć]

Obec­nie Pre­szów we wschod­niej Sło­wa­cji (przyp. tłum.). [wróć]

Kas­sai emlék [Wspo­mnie­nie z Kassy], [w]: Modern írók deka­me­ronja. Min­dent tudok. Az Ujság évkönyve. 15. könyv [Deka­me­ron pisa­rzy współ­cze­snych. Wiem wszystko. Rocz­nik "Ujságu". Tom 15], Buda­pest 1936, s. 13. [wróć]

A pre­mon­tre­iek [Nor­ber­ta­nie], "Ujság", 14 listo­pada 1933, nr 258, s. 6. [wróć]

Gábor Mihályi, Két apa között [Pomię­dzy dwoma ojcami], Kal­li­gram, Pozsony-Buda­pest 2012, s. 18. [wróć]

Tamże. [wróć]

W ory­gi­nale gyerek-jour - zapewne cho­dzi tu o węg. gyerek-zsúr - her­batkę, wie­czo­rek dla dzieci (przyp. tłum.). [wróć]

Archi­wum Ręko­pi­sów PIM, V. 2293/179/22. [wróć]

Archi­wum Ręko­pi­sów PIM, V. 2293/179/40. [Ten wła­śnie cytat wystę­puje jako motto posło­wia do pol­skiego prze­kładu zbioru opo­wia­dań Máraiego: Irena Maka­re­wicz, Tak się zaczęło, [w:] Sándor Márai, Stara miłość, dz. cyt., s. 5 (przyp. tłum.)]. [wróć]

Archi­wum Ręko­pi­sów PIM Kézirattár, V. 2293/179/12; wyróżn. Máraiego. [wróć]

János Jáky - syn Kató (po mężu Jáky), sio­stry Máraiego. [wróć]

Zoltán Furkó, Márai Sándor üzenete [Wia­do­mość od Sándora Máraiego], dz. cyt., s. 90-91. [wróć]

Az első pénz [Pierw­sze pie­nią­dze], "Színházi Élet", 23-29 grud­nia 1934, Karácsonyi album [Album bożo­na­ro­dze­niowy], s. 62; wypo­wiedź Sándora Máraiego. [wróć]

Pol­skie wyda­nie w tomie: Stara miłość, dz. cyt., s. 23-33 (przyp. tłum.). [wróć]

Barna Balázs, Első személy egyes szám [Pierw­sza osoba liczby poje­dyn­czej], Buda­pest 1963 [1967!], s. 125. (Ręko­pis, w zbio­rze pry­wat­nym). [wróć]

Archi­wum Ręko­pi­sów PIM, V. 2293/192. [wróć]

Archi­wum Ręko­pi­sów PIM, V. 2293/179/7. [wróć]

Az Eper­jesi Kir. Katho­li­kus Főgimnázium Értesítője az 1916-1917. isko­lai évről [Spra­woz­da­nie Kró­lew­skiego Kato­lic­kiego Gim­na­zjum Wyż­szego w Eper­jesu za rok szkolny 1916/1917], "Szent Miklós" Püspöki Könyvnyomó Int. [Pod­le­gły Bisku­powi Insty­tut Druku Ksią­żek "Święty Michał"], Eper­jes 1917, s. 55. [wróć]

Albo, jak mówiono daw­niej: wydział filo­zo­ficzny (przyp. tłum.). [wróć]

Archi­wum Ręko­pi­sów PIM, V. 2293/179/16. [wróć]

Archi­wum Ręko­pi­sów PIM, V. 2293/179/32. [wróć]

Cytuje to Ibo­lya Czet­ter w swo­jej pracy "...a sza­vak igézetén múlik min­den..." Márai első verseskötetének szókészlettani tanulságai ["...wszystko zależy od czaru słów i na nim polega...". Wnio­ski wypły­wa­jące ze słow­nic­twa pierw­szego tomiku wier­szy Máraiego], [w:] A stílus és a formák [Styl i formy], BÁR, Szom­ba­thely 1999, s. 40. [wróć]

Węg. miért, czyli: dla­czego, można prze­kła­dać także jako: po co; węg. tila­lomfa - drzewo zakazu (albo: zaka­zy­wa­nia/zaka­zane), to gra słowna, bo rosnące w raju drzewo pozna­nia dobra i zła to po węgier­sku dosłow­nie drzewo wie­dzy: tudásfa (przyp. tłum.). [wróć]

Tytuł zawiera nie­prze­tłu­ma­czalną grę słów, ponie­waż węg. meste­rem­ber to zło­że­nie słów: mester, czyli mistrz/mistrzow­ski, oraz ember, czyli czło­wiek, co z kolei jest nawią­za­niem do Jezusa czło­wieka (przyp. tłum.). [wróć]

Magyar Nem­zeti Tanács - Węgier­ska Rada Naro­dowa, organ dorad­czy i kie­row­ni­czy powstały w okre­sie przej­ścia od sta­no­wią­cego część monar­chii austro-węgier­skiej Kró­le­stwa Węgier do Węgier­skiej Repu­bliki Ludo­wej. Ter­min "prze­ciw­nik narodu" odno­sił się w tam­tych cza­sach do zwo­len­ni­ków inter­na­cjo­na­li­zmu (przyp. tłum.). [wróć]

Szakállas Török [Bro­daty Török], "Pesti Hírlap", 25 grud­nia 1942, nr 292, s. 9. [Po pol­sku ten frag­ment felie­tonu Bro­daty Török znaj­duje się na s. 316 w tomie Kro­nika Nie­dzielna, tłum. Irena Maka­re­wicz, Czy­tel­nik, War­szawa 2019, s. 314-321 i stąd wła­śnie pocho­dzi to tłu­ma­cze­nie (przyp. tłum.)]. [wróć]

Józsi Jenő Tersánszky, Nagy árnyakról bizal­ma­san [O wiel­kich cie­niach pouf­nie], Magvető, Buda­pest 1964, s. 73-74. [wróć]

Föld, föld!..., Vörösváry, Toronto 1972, s. 273. Ten cenny album oca­lał, a pra­wnuk wła­ści­ciela prze­ka­zał go w darze dla PIM. [Histo­ria ta - w obszer­niej­szej wer­sji i przy­to­czona nie­do­kład­nie tymi samymi sło­wami - poja­wia się także na kar­tach pol­skiego wyda­nia książki Zie­mia! Zie­mia!... Wspo­mnie­nia, tłum. Teresa Worow­ska, Czy­tel­nik, War­szawa 2014, s. 328-330 (przyp. tłum.)]. [wróć]

Mityczny boha­ter węgier­skich bajek, powstały z ziarna gro­chu i obda­rzony nad­ludzką siłą (przyp. tłum.). [wróć]

Vil­mos Tarján (1881-1947) - węgier­ski publi­cy­sta, a także kaba­re­ciarz, kon­fe­ran­sjer, dyrek­tor teatru, ope­retki oraz wspo­mnia­nego "Otthon" Írók és Hírlapírók Köre [Koła Pisa­rzy i Dzien­ni­ka­rzy "Dom"] (przyp. tłum.). [wróć]

Írók Tanácsa [Rada Pisa­rzy], "Vörös Lobogó", 28 marca 1919, nr 13, s. 6-7. [wróć]

Az Akadémia és Európa nagy világnézeti harca [Wielki bój świa­to­po­glą­dowy Aka­de­mii i Europy], "Egyedül Vagy­unk", 5 czerwca 1942, nr 12, s. 5. [Arty­kuł uka­zał się bez poda­nia autora (przyp. tłum.)]. [wróć]

1919. (Napló) [1919 (Dzien­nik)], "Új Élet", 12 paź­dzier­nika 1919, nr 1, s. 12. [wróć]

Węg. proletárdiktatúra - ter­min sto­so­wany rów­nież jako syno­nim rzą­dów Węgier­skiej Repu­bliki Rad w 1919 roku (przyp. tłum.). [wróć]

Érettségi találkozó [Spo­tka­nie matu­ralne], "Pesti Hírlap", 17 maja 1942, nr 111, s. 5. Wbrew temu szum­nemu zda­niu wie­lo­krot­nie potem bywał w Kassy (potwier­dzają to nawet foto­gra­fie), on sam jed­nak upie­rał się przy tym twier­dze­niu. [wróć]

Az Egy­hez vezető Út. Mihályi Ödön naplója, amit tizenhatéves korában kez­dett el... [Droga pro­wa­dząca do Jedy­nego. Dzien­nik Ödöna Mihályiego, który zaczął go pisać w wieku szes­na­stu lat...], Archi­wum Ręko­pi­sów PIM, bez sygna­tury; wyróżn. Ödöna Mihályiego. [wróć]

Wyzna­nia patry­cju­sza, dz. cyt., s. 214-215. [wróć]

Mihályi Ödön [Ödön Mihályi], "Prágai Magyar Hírlap", 9 lipca 1929, nr 152, s 4. [wróć]

Homer, Ody­seja, dz. cyt., s. 310 (przyp. tłum.). [wróć]

Márai Sándor - Nagy Lajo­snak, 1920. február 14. [Sándor Márai do Lajosa Nagya, 14 lutego 1920], Archi­wum Ręko­pi­sów PIM, V. 3654. [wróć]

Wyzna­nia patry­cju­sza, dz. cyt., s. 270. [wróć]

Újságíróiskola [Szkoła Dzien­ni­kar­stwa], [w:] A Vidámság Deka­me­ronja. Az Ujság karácsonyi melléklete [Deka­me­ron Weso­ło­ści. Bożo­na­ro­dze­niowy doda­tek do "Ujságu"], 25 grud­nia 1929, s. 13. [wróć]

Wyzna­nia patry­cju­sza, dz. cyt., s. 295. [wróć]

Napok Weimar­ban [Dni w Weima­rze], "Kas­sai Napló", 27 marca 1923, nr 70, s. 3. [wróć]

Napló 1968-1975 [Dzien­nik 1968-1975], Vörösváry, Toronto 1976, s. 284. [wróć]

1 Arthur Schnit­zler, Sza­vak komédiája [Kome­dia słów], tłum. na węg. Sándor Márai, Athe­na­eum, Buda­pest 1920. [wróć]

1 Franz Kafka, A változás [Prze­miana], tłum. na węg. Sándor Márai, "Szabadság" (Kassa), 23 sierp­nia - 1 wrze­śnia, numery 182-191. [Prze­kład uka­zał się w dzie­wię­ciu odcin­kach (przyp. tłum.)]. [wróć]

Wyzna­nia patry­cju­sza, dz. cyt., s. 272. [wróć]

Franz Kafka, Listy do rodziny, przy­ja­ciół, wydaw­ców, tłum. Robert Urbań­ski, WAB, War­szawa 2012, s. 52. [Prze­kład węgier­ski jest nieco bliż­szy ory­gi­na­łowi, w któ­rym dru­gie zda­nie brzmi: "Wie­dzieli Pań­stwo o tym?". (War Ihnen das bekannt?). Zob. Franz Kafka, Briefe 1902-1924 [Listy 1902-1924], https://www.odaha.com/sites/default/files/Breife1902-1924.pdf (dostęp: 18 kwiet­nia 2022). W isto­cie mowa w tym liście nie tylko o Prze­mia­nie, lecz także o Wyroku i Bra­to­bój­stwie, które miały się uka­zać w gaze­tach w Kassy (przyp. tłum.)]. [wróć]

"Kas­sai Napló", 1 wrze­śnia - 1 paź­dzier­nika 1922, numery 207-232. [wróć]

"Kas­sai Napló", 1 marca 1922, nr 48, s. 3-4. [Autor korzy­sta tu z gry słów: węg. to koń, ale też tępak, matoł, baran. Nie­stety rze­czow­nika koń nie powinno się zmie­niać na nazwę innego zwie­rzę­cia, ponie­waż autor nawią­zuje do Nerona (przyp. tłum.)]. [wróć]

Castan panop­ti­kuma [Castans Panop­ti­cum], "Kas­sai Napló", 20 marca 1922, nr 1, s. 3. [Cho­dzi tu o dzia­ła­jące w Ber­li­nie w latach 1869-1922 i mające oddziały także w innych nie­miec­kich mia­stach Castans Panop­ti­cum, zbiór oso­bli­wo­ści nale­żący do braci Castans (przyp. tłum.)]. [wróć]

Wyzna­nia patry­cju­sza, dz. cyt., s. 322-323. [wróć]

Ste­fan Zweig, Wie­der in der Welt [Świat wczo­raj­szy], https://www.pro­jekt-guten­berg.org/zweig/welt­gest/chap014.html (dostęp: 18 kwiet­nia 2022). [wróć]

Großstadt Trip­ty­chon [Wiel­kie mia­sto, tryp­tyk] Ottona Dixa uka­zuje wszyst­kie cha­rak­te­ry­styczne postaci tej kolo­ro­wej kawal­kady. [wróć]

Ber­lin [Ber­lin], "Új Idők", 27 sierp­nia 1939, nr 35, s. 304. [wróć]

Texas [Tek­sas], [w:] Kabala [Kabała], Révai, Buda­pest 1936, s. 165-168. [wróć]

Egy polgár vallomásai II. [Wyzna­nia patry­cju­sza, cz. II], Pan­theon, Buda­pest 1935, s. 88, 94. [wróć]

Emberi hang [Ludzki głos], Glo­bus, Košice 1921 (przyp. tłum.). [wróć]

Vae vic­tis! (łac.) - Biada zwy­cię­żo­nym! (przyp. tłum.). [wróć]

Wydana w 1919 roku anto­lo­gia liryki eks­pre­sjo­ni­stycz­nej, nosząca pier­wot­nie pod­ty­tuł Sym­pho­nie jüngster Dich­tung [Sym­fo­nia młod­szej poezji], zawie­rała wier­sze dwu­dzie­stu trzech twór­ców, wśród któ­rych byli mię­dzy innymi Georg Trakl, Franz Werfel, Albert Ehren­stein, Yvan Goll, Else Lasker-Schüler (przyp. tłum.). [wróć]