Fakty mówią za siebie
Hans Schmidt usadowił się wygodniej na krześle, oparł łokcie o stół i niżej pochylił się nad niewielką książeczką, oprawną w wytarte już
płótno. Hans był szczupłym, wysokim mężczyzną dwudziestokilkuletnim, o jasnych, gładko zaczesanych włosach i niebieskich oczach. Na wargach
jego zwykle widniał uśmiech, a cała postać tryskała energią i radością
życia. Teraz jednak, zgięty nad czarną książeczką, zapomniał o żartach,
o kolegach, a nawet o dziewczętach, które po godzinach służby tak mile
urozmaicić potrafiły monotonne żołnierskie życie.
- Wehrmacht jest siłą zbrojną narodu niemieckiego - czytał. - Ochrania
on niemiecką Rzeszę i ojczyznę, lud zjednoczony w narodowym socjalizmie
i jego przestrzeń życiową. Korzenie Wehrmachtu tkwią we wspaniałej
przeszłości, w niemieckim narodzie, w niemieckiej ziemi i niemieckiej
pracy. Służba w Wehrmachcie jest służbą honorową dla narodu
niemieckiego...
Zatrzymał się na chwilę, by przeczytana treść głębiej zapadła w pamięć,
przewrócił kartkę i czytał dalej:
- Honor żołnierza polega na jego całkowitym oddaniu się narodowi i ojczyźnie, którym gotów jest poświęcić własne życie. Najwyższą cnotą
żołnierską jest odwaga. Wymaga ona twardości i determinacji. Tchórzostwo
jest haniebne, wahanie nieżołnierskie...
- Patrzcie, Hans znowu wkuwa! - doleciał uszu Schmidta nieco ironiczny
głos.
Podniósł głowę i obejrzał się. Za jego plecami stał gefreiter Kurt
Seidel. Starszy o dobre dziesięć lat od Hansa, niższy, ciemniejszy.
Seidel był dobrze zbudowany, ale powłoka tłuszczu zdołała już pokryć
jego mięśnie; mundur opinał się na nim i marszczył w poprzeczne fałdy.
Kurt wziął książeczkę do ręki i popatrzył na tytuł. - "Obowiązki
niemieckiego żołnierza" - przesylabizował powoli. - Wydanie drugie, rok
1940. Hm, tak. Pamiętam, że po raz pierwszy wydano tę historyjkę w roku
1934. Zdaje się, że z polecenia marszałka Hindenburga.
Hans patrzył na przyjaciela bez uśmiechu.
Byli przyjaciółmi, ale Kurt wiedział, że młody i niedoświadczony Hans
był zaciekłym entuzjastą Hitlera, wierzył ślepo w jego nauki, a wszelka
krytyka narodowego socjalizmu denerwowała go i gniewała. W zasadzie Kurt
nie wypowiadał głośno swych poglądów - było to niebezpieczne, a nawet z Hansem, z którym w przeciągu ostatnich kilku miesięcy zżył się
serdecznie, musiał być ostrożny.
- Pomyśl tylko o naszych wspaniałych sukcesach! - zawołał nagle Hans. -
Pomyśl o zawrotnych osiągnięciach Führera! Pomyśl o druzgocących
zwycięstwach Wehrmachtu! Czy nie świadczą one najdobitniej o prawdzie
zawartej w tej książce? - wyrwał "Obowiązki niemieckiego żołnierza" z rąk i rzucił na stół. - Fakty mówią same za siebie!
- Taak - mruknął Kurt. - Fakty mówią za siebie.
Zamyślił się. Dobrze znał przebieg wydarzeń ostatnich lat, troskał się i kłopotał, widząc drogę, którą szła jego ojczyzna, martwił się rolą, jaką
Hitler wyznaczył niemieckiej armii. Wiedział dobrze, że z chwilą
rozwiązania Reichstagu, rozgromienia partii politycznych, w momencie gdy
komuniści zapełnili więzienia i obozy koncentracyjne, gdy nazistowska
dyktatura stała się faktem dokonanym, jedyną organizacją zdolną
przeciwstawić się reżimowi był korpus oficerski. Kurt wierzył swego
czasu w wartość niemieckiej armii, w jej wysoki poziom moralny i etyczny. Stopniowo jednak doznawał coraz większego rozczarowania, bo
wypadki szybko toczyły się w Trzeciej Rzeszy.
Hitler, doskonale wyczuwający wewnętrzną sytuację kraju, postanowił
"nawrócić" oficerski korpus. Nawrócenie udało się w zupełności. Gdy zaś
podporządkowano generalny sztab dyktatorowi, los Trzeciej Rzeszy został
przypieczętowany. Tak przynajmniej rozumował Kurt.
Adolf Hitler doszedł do wniosku, iż był jedynym, nieomylnym i genialnym
dowódcą. Nie w smak to było przywódcom Wehrmachtu, ale góra
arystokratycznej pruskiej armii na równi z Hitlerem pragnęła rewanżu,
parła do wojny i nie gardziła najokrutniejszymi, nieludzkimi metodami
postępowania,
"W tym całe nieszczęście" - myślał Kurt.
W roku 1938, po dymisji ministra wojny marszałka von Blomberga i naczelnego wodza generała von Fritscha, niemiecka armia stała się
posłusznym narzędziem w rękach Hitlera. W tym samym roku dyktator
zmuszony był powziąć doniosłe decyzje polityczne, które zawierały równie
doniosłe problemy militarne. Pierwszą z nich była sprawa Sudetów. Szef
sztabu, generał Ludwik Beck, wraz z grupą współpracowników przygotował
raport, o którym oczywiście nie wiedział gefreiter Kurt Seidel. Beck
sugerował zmianę stanowiska Hitlera wobec Czechosłowacji, obawiając się,
że agresja tego kraju doprowadzić musi do wojny z Francją, i twierdząc,
iż siły niemieckie nie wystarczały do pobicia rzekomo wielkich i potężnych armii francuskich. W lecie 1938 roku generał Beck został
zdymisjonowany, a konferencja w Monachium, którą Kurt doskonale
pamiętał, potwierdziła tezę Hitlera, że zajęcie Sudetów nie doprowadzi
do ogólnej wojny. "Genialny kapral" przekonał się po raz pierwszy, iż
czołowi przedstawiciele oficerskiego korpusu byli znacznie mniej odważni
i znacznie mniej zdolni niż on sam.
Późniejsze wydarzenia potwierdziły tę opinię. Podczas wrześniowej
kampanii w Polsce Hitler oczywiście pomylił się, zakładając, iż Francja
i Wielka Brytania nie przystąpią do wojny. Była to jednak pomyłka
polityczna. W dziedzinie militarnej dyktator odniósł błyskawiczne
zwycięstwo w Polsce bez sprowokowania jakiejkolwiek francuskiej akcji na
Zachodzie, gdzie przecież na linii Zygfryda pozostawiono śmieszne wprost
niemieckie siły.
Potem przyszedł atak na Norwegię, Holandię i Belgię, wreszcie odniesiono
wspaniałe zwycięstwo nad Francją. Teraz najbardziej opozycyjni
generałowie doszli do wniosku, iż ich Führer jest prawdziwym
geniuszem, obdarzonym jakąś niezwykłą cechą, jakąś nadprzyrodzoną
intuicją, która pozwala mu trafnie zgadywać w wypadkach, gdy zimna
logika poddaje w wątpliwość jego posunięcia. Hitler zaś bez reszty
uwierzył w swą "prywatną" opatrzność.
- To doprowadzić może do katastrofy - powiedział głośno Kurt.
Hans Schmidt roześmiał się na całe gardło.
- Gadasz, jak moja stara ciotka! Niedługo powiesz mi, że nasza wspaniała
i zwycięska armia jest nic niewarta! A cóż, według ciebie, brakuje
Wehrmachtowi? Sił? Wyposażenia? Woli zwycięstwa? Nie ma na całym świecie
równego nam wojska! Wszystko zaś jest dziełem Führera!
Gefreiter Seidel kiwał głową. Odpowiedź Hansa była typowa. W geniusz
Führera ślepo wierzyły miliony Niemców, młodzież, upojona wojennymi
sukcesami, nastrojona była fanatycznie, starsi albo obawiali się wyrazić
swe zdanie, albo również zarazili się faszystowskim obłędem.
W drzwiach izdebki, stanowiącej kwaterę Hansa i Kurta, pojawiła się nowa
postać. Johann Jeske był również młody, jak Hans, równie wysoki i równie
jasny. Rysy twarzy miał jednak ostrzejsze, a koło ust tworzyły mu się
dwie ukośne kreski, które wraz z wąskimi wargami i przenikliwym
spojrzeniem bladych, jakby wypłowiałych oczu, świadczyły o bezwzględności.
- Zabierajcie się stąd! Pakujcie graty! Za parę godzin ruszamy! -
zawołał.
- Gdzie znowu? - spytał Kurt bez cienia zainteresowania.
Oczy Jeskego zabłysły.
- Gdzie? Na północ! Nad morze! Kurt, bracie, zabawimy się w topienie
Anglików!
Był to czas, gdy dawno już przebrzmiały echa wrześniowej kampanii,
Polska znalazła się pod okupacją niemiecką, a potężne armie, wykonując
plan von Mansteina, uderzyły na Francję. Plan był dobry i przyniósł
spodziewane rezultaty. Niemcy postanowili zaskoczyć Francuzów w najsłabszym punkcie ich obrony, to znaczy na odcinku w lasach Ardennów
wzdłuż rzeki Mozeli, gdzie kończyły się główne fortyfikacje potężnej
linii Maginota, a rozpoczynał się pas luźnych i słabszych umocnień. Von
Manstein wiedział dobrze, że jeżeli uda się dokonać przełomu w tym
właśnie punkcie, to czołgi, po przedostaniu się przez stosunkowo trudny
teren, wyjdą w okolice idealne dla siebie i będą mogły ruszyć w kierunku
kanału La Manche, przecinając na dwoje armie alianckie, separując siły
brytyjskie ku Belgii od głównych wojsk francuskich.
Hitler nie tylko zaakceptował plan von Mansteina, ale przypisał sobie
jego autorstwo. Publikacja amerykańska USA Information Service "The
World at War" podaje, iż w lipcu 1940 roku, już po zakończeniu
francuskiej kampanii, Hitler powiedział:
"Skierowałem pozorowany atak na północ, a główne moje siły
skoncentrowałem na lewym skrzydle, w przeciwieństwie do planu
Schlieffena. Zasadzka udała się".
W istocie sukces niemiecki był całkowity. W pierwszym tygodniu kampanii
poddali się Holendrzy, a Belgowie zostali odepchnięci do umocnionej
linii Alberta. Oddziały spadochronowe zajęły holenderskie lotniska,
mosty i ważne arterie drogowe. Dalsze desanty powietrzne zapewniły
utrzymanie mostów i szos, którymi zmotoryzowane oddziały przeszły do
Rotterdamu. W Belgii, po zajęciu przez Niemców kluczowego fortu Eben
Emael i po uchwyceniu przyczółka na Kanale Alberta, wojska obrońców
wycofały się i dołączyły do jednostek brytyjskich i francuskich, idących
naprzód ku rzece Dyle, wzdłuż której pośpiesznie utworzono linię
defensywną. Niedługo zdołała się utrzymać.
Do boju ruszyły niezliczone kolumny czołgów von Rundstedta, starego
dowódcy osławionego sukcesami w Polsce, osobistym rozkazem Hitlera
wyznaczonego do zadania decydującego ciosu we Francji. Słaba i niejednolita armia generała Corapa niewiele miała do powiedzenia wobec
lawiny stali i żelaza, poruszanej motorami tysięcy mechanicznych koni.
Niemieckie czołgi przewaliły się przez Luksemburg i południową Belgię,
uporały się z gęstymi lasami Ardenów, sforsowały rzekę.
"Po tej stronie Mozeli żołnierzowi nie wolno spocząć ani zatrzymać się!"
- brzmiał rozkaz.
Dnia 15 maja 1940 roku pancerna dywizja generała Rommla, późniejszego
dowódcy Afrika Korps, po przekroczeniu Mozeli wbiła się klinem pomiędzy
5 i 8 Armię francuską. Tego samego dnia na południe od Sedanu chmary
nurkujących bombowców Junkers Ju-87 oczyściły drogę przed czołgami
generała Guderiana, te zaś błyskawicznie runęły w przód pomiędzy
francuskimi armiami 2 i 9 i dnia 14 maja przekroczyły Kanał Alberta,
zanim przeciwnik zdołał wysadzić mosty. Jeszcze inna kolumna czołgów,
dowodzona przez generała Reinhardta, odcięła cały sektor obronny
nieszczęsnej armii Corapa.
W liniach francuskich powstał wyłom rozciągający się na przestrzeni
około 80 kilometrów. Próżne były wszelkie wysiłki, próżne usiłowania
kontrataku. Wyłom wypełniony został piechotą generała Lista, posuwającą
się do przodu z szybkością 45 kilometrów dziennie i rozporządzającą 45
000 pojazdów mechanicznych. A jednocześnie jednostki zmotoryzowane
pędziły naprzód, dwie ich kolumny szły w górę doliną Sommy i wzdłuż
pasma wzgórz na północy. Szły ku kanałowi La Manche, a po przebyciu w ciągu 11 dni przestrzeni ponad 300 kilometrów na tyłach przeciwnika,
dnia 21 maja doszły do wybrzeża.
Zanim alianci zdołali otrząsnąć się z szoku, zanim przezwyciężyli
oszołomienie i pomyśleli o ratunku, zresztą bardzo problematycznym, już
von Rundstedt pchnął główne siły w pancerny korytarz, umocnił się i trzymał tak silnie, iż słabe ataki generała Weyganda, który 19 maja
przejął naczelne dowództwo od niedołężnego generała Gamelina, spełzły na
niczym. Francuzi cofali się coraz dalej na zachód, usiłowali utworzyć
zaimprowizowaną obronę na tak zwanej linii Weyganda, mając jeszcze
nadzieję zatrzymać czołgi przy pomocy swych słynnych dział
75-milimetrowych, natomiast cały brytyjski korpus ekspedycyjny i oddziały belgijskie zostały osadzone i skazane na zagładę.
Dalsze rezultaty kampanii francuskiej to nieustające zwycięstwa Hitlera.
Linia Weyganda okazała się fikcją. W dniu 5 czerwca poszła ofensywa
generała Bocka, rozsypywały się francuskie dywizje, żołnierze porzucali
broń i ekwipunek. Oddziały, które nawet nie powąchały prochu,
rozchodziły się do domów. Rozprzężenie stało się zupełne. Paryż,
ogłoszony miastem otwartym, wpadł w ręce niemieckie (12-14 czerwca);
słynna linia Maginota, oczko w głowie francuskiego sztabu, straciła
jakiekolwiek znaczenie. Ta właśnie linia, którą zbudowano kosztem dwóch
milionów dolarów za każdy półkilometrowy odcinek fortyfikacji, której
ogromne działa skierowane były na wschód, zdobyta została od zachodu
przez armie generała Loeba. Na zachodzie Francji, w okolicach Cherbourga
i Brestu, resztki jednostek francuskich dostały się do niewoli. Znikła
jakakolwiek organizacja, ustała łączność. Wreszcie z ust marszałka
Pétaina padły słowa oddające Francję na łup Hitlera:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki