Odrzucić wstyd - Emilia Witowska

Kup ebooka

23.00 zł
18.40 zł (10,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

I.

Wprowadzenie

Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę pisała o poważnym problemie społecznym, jakim jest depresja. O chorobach psychicznych mało wiedziałam, a o ich rodzajach jeszcze mniej. Nie spodziewałam się, że jedna z nich będzie mnie dotyczyła, zresztą jak zapewne wielu chorujących. Jest sporo różnych dolegliwości tego typu, które niespodziewanie wkradają się w ludzkie życie. Przyznaję, że nie znam się na nich, ale wiem po sobie, jak bardzo potrafią doskwierać, zasmucać i ranić. Jak mogą zmienić ludzkie życie, a niekiedy je zakończyć poprzez akt samobójstwa.

Z pewnością wiele osób dotkniętych chorobą - tak było w moim przypadku - słyszało nieraz sformułowanie: "Ale mam dzisiaj deprechę". Co wtedy myślałam, stojąc obok i przechodząc depresję, lub będąc tuż po, a nawet po sześciu już latach? Do głowy przychodziła mi jedna myśl: "Nie masz pojęcia, o czym mówisz...". Gorsze dni zdarzają się każdemu, ale nie powinno się ich określać w taki sposób. Z drugiej strony moje doświadczenie sprawiło, że łatwiej potrafię dostrzec ów problem u innych. Patrzę dokładnie, nieraz wnikliwie. Całe szczęście, że nie musiałam, jak do tej pory, służyć pomocą. Zdarzało mi się jednak doradzać, wspierać kogoś. Reasumując, moje doświadczenie wiele mnie nauczyło, a czy komuś się przyda? Może to, o czym napiszę, pozwoli dostrzec choć jednej osobie swój problem, może go lepiej zrozumieć, a może po prostu zobaczyć, że ludzi z depresją jest dużo. A może nawet kogoś pocieszy fakt, że uniknął tego głębokiego stanu, który przysporzył mi wielu cierpień. Tak, bo wtedy bardzo cierpiałam.

Mieszkam w małej wiosce i zauważyłam, że w takiej społeczności jest trudniej się odnaleźć. Sądzę też, że chorym nawet w miastach nie jest lekko. Znajomi, sąsiedzi mieszkający na tej samej klatce czy w bloku, a niekiedy członkowie rodziny nie potrafią zrozumieć osoby chorej. Najgorsza jest próba oceniania, szufladkowania chorych psychicznie jako ludzi innego typu, nieraz zepchnięcia na drugi plan. Sęk w tym, że takie nastawienie nie pomaga cierpiącym, noszą wówczas brzemię podwójnego ciężaru: choroby i oceny społecznej. Ja osobiście spotkałam się z nadaniem mi etykiety "leczonej psychiatrycznie". Pociesza mnie fakt, że są i tacy, którzy mają większą wrażliwość na tego typu problemy. Ja na swojej drodze spotkałam i spotykam ludzi, którzy okazują mi również wsparcie. Ciężko jest, kiedy dopada uczucie wyobcowania, inności i samotności. To nie pomaga w odzyskiwaniu dobrej kondycji psychicznej, ani w trwaniu w niej tuż po chorobie. Na szczęście farmakologia jest na dobrym poziomie. Dziś biorę lek tylko profilaktycznie, choć z początku przytłaczało mnie, że mój dobry nastrój uzależniony jest od jednej małej tabletki. Spotkałam jednak kogoś, kto mi uzmysłowił, że to nic strasznego, że może tak trzeba. Dziś i ja mogę powiedzieć ludziom już zdrowym, a chcącym trwać w takim stanie, że dobrze robią. Osobiście nie chciałabym jeszcze raz przez to przechodzić. Może jednak kiedyś poczuję się na siłach, żeby spróbować żyć bez leku, tylko będę musiała się do tego odpowiednio przygotować i być pod nadzorem lekarza.

Przyznaję, że to, o czym będę pisać, nie jest dla mnie łatwe. Pewnie nieraz zapłaczę, wzruszę się, zatrzymam się podczas pisania...