Moja mama mówi, że wyszłam z jej brzucha z notesem pod pachą. Byłam
dzieckiem ze wszech miar zorganizowanym, uważnym i wewnętrznie
zdyscyplinowanym - takim, które według rodzinnej legendy w wieku pięciu
lat zaplanowało swoje urodzinowe przyjęcie, bo inaczej by się ono nie
odbyło.
Być tak mocno skupionym na tym, żeby wszystko zrobić, jest zarówno
błogosławieństwem, jak i przekleństwem. To sprawiło, że stałam się
niezwykle wydajnym, a więc cenionym członkiem naszego kapitalistycznego
społeczeństwa. Ale to także uczyniło mnie osobą przemęczoną. Jeśli nie
mogę się zrelaksować, dopóki nie wykonam wszystkiego, co do mnie należy,
nie relaksuję się wcale. I nie jestem w tym odosobniona.
Podczas mojej pracy badawczej i pisania niniejszej książki setki ludzi
potwierdzało, iż doświadczają chronicznego deficytu odpoczynku. Na
przykład Elena, młoda pielęgniarka, kierująca się w życiu mottem:
"Pracuj ciężko, baw się na całego", zrozumiała, że nie da się tak żyć,
gdy zaczęła przysypiać w swoim gabinecie. Albo Daniela, konsultantka
marketingu, pracująca długie godziny, i to często w drodze. "Wyśpię się,
gdy umrę", przechwalała się znajomym. Dopóki pewnego dnia omal nie
zasnęła za kierownicą. Wtedy zrozumiała, że musi coś zmienić.
Część ludzi wcześnie zauważa u siebie oznaki, że potrzebują zrobić
przerwę. Gdy czują zmęczenie, zamiast pić kawę, ucinają sobie drzemkę.
Gdy stają się niemili, zamiast obrażać się na cały świat, próbują
zrozumieć swoje emocje. Dostrzegają u siebie spadek energii, wahania
nastroju, osłabienie motywacji czy pojawienie się apatii. Słuchają.
Akceptują to. Odpoczywają.
Jednak nie wszyscy tak robią. Podobnie jak Elena i Daniela, niektórzy z nas już od dawna ignorują sygnały, że czas zwolnić. Pędzimy dalej,
ponieważ wierzymy, że jesteśmy niezniszczalni albo że nasze zadania -
praca, rachunki, dzieci - nie pozwalają nam się zatrzymać. Czasem przemy
naprzód, bo w głębi duszy bycie zajętym naprawdę sprawia nam radość.
Odczuwamy dumę i ekscytację z powodu tak intensywnego życia; kusi nas
nieodparta chęć robienia nawet tego, czego robić nie musimy.
Świat pragnie odpoczynku
Dziś wielu z nas walczy o niezbędny dla siebie odpoczynek. Moje
pokolenie milenialsów jest szczególnie podatne na przemęczenie.
Weszliśmy na rynek pracy tuż po załamaniu się gospodarki. Drżymy na samą
myśl o pamiętnej wielkiej recesji, kiedy to nie wystarczyło ciężko
pracować, by zdobyć, a tym bardziej utrzymać pracę. Część z nas
przeczekała tamten czas na studiach podyplomowych; czasem zaciągaliśmy
kredyty, które prześladują nas do dziś. Inni próbowali podejmować jakieś
przedsięwzięcia - pracowali dorywczo, zakładali własne firmy, imali się
dodatkowych zajęć, chcieli tworzyć gospodarkę. Gdziekolwiek
wylądowaliśmy, harowaliśmy jak woły. Gdy wisi nad tobą widmo utraty
pracy, pracowanie z wydajnością mniejszą niż 110 procent wydaje ci się
niebezpieczne. Nic dziwnego, że w ostatnich latach, jako w pełni dorośli
ludzie, mieliśmy tendencję do swoistej cichej rezygnacji, czyli
traktowania pracy jako źródła zarobkowania, a nie jako powołania.
Nie jest to oczywiście tylko problem milenialsów ani wyłącznie
amerykański - choć najbardziej dotyka Stanów Zjednoczonych, co pokazują
takie ruchy, jak FIRE (Niezależność Finansowa i Wczesna Emerytura), #vanlife (życie w kamperze) oraz Wielka Rezygnacja. W Hongkongu można
wykupić 76-kilometrową wycieczkę autobusem sypialnym, trwającą pięć
godzin, podczas której zmęczeni mieszkańcy miasta mogą się nieco
zdrzemnąć. W cenę biletu wchodzą przepaska na oczy i zatyczki do
uszu1. W Chinach wśród młodych ludzi istnieje ruch tang ping
(leżenie plackiem) - rekordowe liczby ludzi rezygnują z pracy, by
położyć się i odpoczywać2. To cichy protest wobec kultury
pracy, zakładającej, że należy pracować po dwanaście godzin dziennie
przez sześć dni w tygodniu. Inni chińscy pracownicy praktykują znane już
w świecie odwlekanie pójścia spać jako rekompensatę za brak
jakiegokolwiek wolnego czasu w ciągu dnia, co niestety wywołuje u nich
jeszcze większe zmęczenie3. W Japonii istnieje zjawisko
śmierci z przepracowania - karoshi. Badanie WHO wykazało, że problem
ten przekroczył już nawet granice Japonii, i uważa się, że każdy, kto
pracuje zbyt długo (ponad 55 godzin tygodniowo), narażony jest na
zwiększone ryzyko chorób serca i udaru4. We wszystkich kulturach
obserwujemy rozpaczliwą potrzebę większej ilości odpoczynku i relaksu.
Czy jest to praca, rodzicielstwo, opieka nad zwierzęciem, utrzymywanie
związku, opieka na seniorami, załatwianie spraw czy też płacenie
rachunków, lista naszych codziennych obowiązków jest przytłaczająca.
Jeśli do tego wszystkiego dodać splot niekorzystnych okoliczności,
takich jak niepewność na rynku pracy, katastrofa klimatyczna,
zawirowania polityczne, niesprawiedliwości społeczne i rasowe oraz lęk
przed chorobami, nie dziwi, że tak wielu z nas jest zdruzgotanych. Jak
się przekonamy, to, w jakim stopniu poważnie traktujemy sprawę
odpoczynku, zależy od naszych wartości kulturowych, przekonań
religijnych, sytuacji ekonomicznej, dziejów narodowych, a także
osobowości.
Punkt zwrotny
Zbierając materiały do tej książki, poznałam liczne historie wspaniałych
ludzi, którzy wypalili się i rozsypali w spektakularnym stylu. Naukowiec
i działacz dr Devon Price z przemęczenia wpadł w anemię i rozchorował
się na serce. Nauczycielka jogi Octavia Raheem tak sforsowała swoje
ciało, że wylądowała w szpitalu z rozpadem mięśni prążkowanych. Dr
Elizabeth Stanley, obecnie weteranka armii wykładająca na Uniwersytecie
Georgetown, podczas pisania pracy doktorskiej pracowała po 16 godzin
dziennie, doprowadzając się do takiego stanu, że zwymiotowała na
komputer.
Mój moment oświecenia był znacznie mniej dramatyczny. Nigdy nie trafiłam
na pogotowie ani do szpitala, choć mój terapeuta w tamtym czasie dużo
ode mnie usłyszał. Wypalałam się powoli, zdradliwie, a nawet dość
monotonnie, jednak to odmieniło moje życie. Czasem nie potrzeba wielkiej
katastrofy, żeby dokonać całkowitego zwrotu. Śmierć może następować
powoli, małymi krokami.
Jesienią 2020 roku zrozumiałam, że coś musi się zmienić. Otrzymałam
wtedy rolę życia, ale wszystko u mnie wisiało na włosku. Miałam trzy
zajęcia: jedno w kluczowej firmie technologicznej o toksycznym
środowisku pracy, drugie jako debiutująca autorka, a trzecie jako świeżo
upieczona matka. W przerwach między płaczem a drzemką mojego maluszka
pisałam swoją pierwszą książkę, usiłowałam zadowolić mój zespół, a także
prowadziłam pracowniczą grupę wsparcia dla kobiet w podobnej sytuacji
jak ja. Znajomi byli pod wrażeniem, że potrafię to wszystko pogodzić,
lecz w rzeczywistości kręciłam się w kółko niczym kaczka: na zewnątrz
płynąca dostojnie, a pod wodą rozpaczliwie przebierająca nogami, by za
chwilę się nie utopić.
Gdy rozpętała się pandemia, moja strategia robienia małych kroczków do
przodu zaczęła się walić. Pamiętam, jak naradzałam się ze swoim
terapeutą, czy mogę jeszcze trochę wytrzymać w takiej roli. Byłam
wyczerpana, ale oczywiście myślałam, że mogę.
Po dwóch tygodniach od zostania mamą poczułam w sobie brak entuzjazmu i motywacji, a moje zmęczenie było większe niż kiedykolwiek wcześniej.
Wiedziałam, że powinnam czuć wdzięczność - moja nowa rola była dla mnie
wręcz wymarzona, lecz ja czułam tylko przerażenie. Zwlekałam z planowaniem czegokolwiek i podejmowaniem decyzji. Wzbudzałam w sobie
sztuczny entuzjazm dla pracy, o której już wiedziałam, że mi na niej nie
zależy. O co tu chodziło? Ogarnęła mnie apatia i obojętność na to, co
się stanie. Po prostu nie miałam do tego siły.
W końcu zrobiłam to, co powinnam zrobić wiele lat wcześniej:
zrezygnowałam z pracy w firmie. Dzięki temu, że mój partner miał
stabilne zatrudnienie, a ja zgromadziłam trochę oszczędności, pracując
poprzednio jako młodzieżowa reporterka, mogłam sobie pozwolić na
rezygnację z pełnoetatowej pracy. Obiecywałam sobie, że oczywiście
wkrótce wrócę na rynek pracy. Zrobię sobie miesiąc, góra sześć miesięcy
przerwy. A do tego czasu odbuduję swoje siły.
Odejście z pracy było moim pierwszym doświadczeniem odpoczynku - moim
osobistym eksperymentem i środkiem na odnowienie energii. Jednak w niedługim czasie spostrzegłam rozbieżność między swoimi wyobrażeniami a rzeczywistością. Rezygnacja z pracy nie odsłoniła przede mną magicznego
źródła energii, które tylko czeka, aż zacznę z niego czerpać. Byłam
wciąż tą samą zmęczoną kobietą - tyle że bez pracy. Tak! Byłam
zadowolona, że mam przerwę od spraw biurowych i morderczych terminów, i wreszcie czułam się trochę mniej przytłoczona, lecz nie był to lek na
całe zło.
Odzyskanie umiejętności odpoczywania
Większości ludzi nie stać na luksus rzucenia pracy z własnej woli lub
wzięcia sobie bezpłatnego urlopu. A jak pokazało moje doświadczenie,
nawet ta garstka szczęśliwców, którzy mogą to zrobić, nadal zmaga się z uczuciem pewnej straty. Mijały dni, a ja uświadomiłam sobie, że nie
wiem, jak się wydobyć ze stanu wyczerpania. Nie miałam pojęcia, jakie
konkretnie podjąć kroki, by poczuć się wypoczętą. Wyglądało na to, że
umiem tylko pracować.
Znałam - podawane przez główne media - rady, jak zatroszczyć się o odpoczynek: ćwiczyć, spać zawsze osiem godzin, robić drzemki, trzymać
urządzenia elektroniczne z dala od łóżka, medytować i tak dalej. Dla
matki malutkiego, już chodzącego dziecka, ale jeszcze nie w wieku
przedszkolnym, niektóre z tych zaleceń były nieosiągalne. Ja i drzemki?
Zabawne. Przed innymi sama się wytrwale opierałam. Organicznie
nienawidzę ćwiczyć, więc wszystko to, co wymaga więcej wysiłku niż
szybki chód lub spacer wśród przyrody, raczej mnie nie pociągało.
Powszechne mądrości wydają się głębokie i teoretycznie łatwe do
stosowania, ale nie są zbyt motywujące.
Mówili mi "zwolnij", "nie przejmuj się", "wyluzuj" i "mniej się
stresuj", ale nikt nie umiał mi powiedzieć, jak to ma wyglądać.
Założenie, jak się zdawało, było takie, że odpoczynek to znaczy
niepracowanie, a może nawet nieruszanie się, ale moje doświadczenia
urlopowe pokazywały, że nie o to chodzi. Każdy ze znanych mi ludzi
potrafił powiedzieć, jak należy dobrze wykonywać pracę, lecz w zasadzie
nikt nie umiał mi doradzić, jak prawidłowo i dobrze odpoczywać. Mówiono,
że konieczna jest jakaś przemiana strukturalna. Zgoda, ale uważałam za
mało prawdopodobne, abym jej dokonała. Jak więc miałam sobie z tym
poradzić?
Chciałam wiedzieć, które rodzaje aktywności naprawdę regenerują, a które
są przereklamowane. Dlaczego czasem sami bojkotujemy własne próby
odpoczywania? Czy faktycznie można zwolnić tempo bez poczucia winy? O co
możemy poprosić innych - rodzinę, pracodawców czy władze - aby zwiększyć
własne szanse na odpoczynek? Nie mogąc znaleźć na to odpowiedzi w Googlach ani Amazonie (tylko żartuję), postanowiłam wziąć sprawy w swoje
ręce.
Opiszę tutaj, jak nauczyłam się odpoczywać. A raczej, jak z moją
osobowością typu A systematycznie odkrywałam główne czynniki warunkujące
wysokiej jakości odpoczynek. Aby poznać sekret dobrego odpoczynku,
rozmawiałam z ekspertami, przeczytałam morze informacji na forach
społecznościowych, pisanych przez zwyczajnych ludzi jak ty i ja,
pragnących umieć odpoczywać, a także przeprowadziłam serię własnych
eksperymentów mających na celu odkrycie najlepszych sposobów
odpoczywania do zastosowania w codziennym życiu. Przedstawione w książce
opowieści, spostrzeżenia i praktyki odpoczynku są efektem tej pracy.
Jestem waszym królikiem doświadczalnym, przewodniczką i wsparciem na
waszej drodze do osiągnięcia najlepszego odpoczynku, który wam się
należy.
W rozdziale 1 omówimy naukowe i psychologiczne przesłanki stanowiące o tym, że odpoczynek jest bardzo ważny - i dla ciała, i dla umysłu, i dla
ducha. W rozdziale 2 poznamy typowe blokady kulturowe, systemowe i społeczne, jakie napotykamy, szukając drogi do odpoczynku, a w rozdziale
3 przyjrzymy się, jak my sami powstrzymujemy się od odpoczywania.
Następnie, w rozdziale 4, nauczymy się praktycznych technik odpoczynku,
a w rozdziale 5 tego, jak ułożyć własny program odpoczywania. Kończąc
książkę, będziecie mieli odpowiednie narzędzia do zapewnienia sobie
niezbędnego odpoczynku, otrzymacie też końcowe rady i zachętę do
działania.
W całej książce znajdziecie wstawki w panelach, które pomogą wam
pogłębić waszą praktykę odpoczywania. Są to:
Autorefleksja: Pytania pomocnicze dla zbudowania świadomości waszej
indywidualnej sytuacji, preferencji i przeszkód, dzięki czemu mądrze
zaplanujecie własną, odpowiednią dla was praktykę.
Mikrochwila odpoczynku: Krótkie wstawki zawierające szybkie
ćwiczenia do pięciu minut, które dadzą wam odpoczynek konieczny w tej
chwili.
Pogłębiona praktyka odpoczynku: Ćwiczenia pozwalające pójść dalej z praktyką odpoczynku, gdy mamy więcej czasu. Każde z nich sprawdziłam
osobiście, więc możecie być pewni, że wybrałam najlepsze.
Zanotuj: Krótkie informacje i ważne spostrzeżenia z moich badań nad
odpoczynkiem w celu zainspirowania was do dalszych poszukiwań.
Praktyki przedstawione w książce spełniają następujące kryteria:
Łatwość. Wszyscy jesteśmy zapracowani. Ja osobiście, im
trudniejsza jest technika, tym bardziej jestem skłonna ją pomijać,
unikać, a wreszcie całkiem ją odrzucić. W waszym przypadku może być
tak samo. Pisałam tę książkę dla ludzi takich samych jak ja. Jeśli
technika jest zbyt skomplikowana, nie zdaje egzaminu.
Dostępność (w większości za darmo). Koszty mogą stanowić barierę
dla praktyki odpoczynku, a więc pisałam to również pod kątem opcji
przyjaznych dla budżetu. Z tą książką nie pogrążycie się finansowo,
zbierając świece zapachowe, kadzidła, koce obciążeniowe czy inne
zupełnie niepotrzebne akcesoria.
Przyjemność. Odpoczynek powinien być przyjemnością, a nie
obowiązkiem. Jak dowiemy się w dalszej części książki, przy okazji
budowania nowych nawyków pomaga on cieszyć się życiem.
Udokumentowanie. Bez solidnych wskazówek łatwo można się pogubić w najnowszych trendach dbałości o zdrowie, dopilnowałam więc, aby
wszelkie zamieszczone tu śmiałe sugestie były w pełni udowodnione.
Opisywane przeze mnie techniki odpoczynku są udokumentowane, poparte
niezbitymi dowodami naukowymi lub mają uznane miejsce w naukach
ścisłych, socjologii, historii, religii, antropologii kultury,
psychologii i w innych dziedzinach. Mogły one przejść badania
kliniczne, ale mogą to również być wartościowe techniki medycyny
alternatywnej, których nauka jeszcze nie zbadała. Na przykład takie
praktyki, jak medytacja i praca z oddechem, szeroko cenione, stosowane
i rozumiane od wieków w wielu częściach świata (choć dopiero niedawno
podjęto nad nimi badania w zachodnich placówkach naukowych).
Jak się przekonacie, umiejętność odpoczywania to sprawa nie tylko
osobistej, ale i społecznej odpowiedzialności. Opiszę później zmiany w polityce społecznej, które pozwolą nam więcej odpoczywać. Takie zmiany
zachodzą jednak dość długo. Dlatego najwięcej czasu poświęcę temu, jak
już teraz podążać przez codzienne życie.
Książkę możecie czytać rozdział po rozdziale albo wyrywkowo, jak wam
pasuje. Choć starałam się, żeby moje propozycje były praktyczne i łatwo
dostępne, nie musicie skorzystać z każdej z nich. Jak się dowiecie z rozdziału 2, na zdolność do odpoczywania wpływa również wasza tożsamość
- rasa, pochodzenie etniczne, płeć, orientacja seksualna, duchowość; to,
czy jesteście opiekuńczy czy nie oraz wiele innych cech. Zobaczycie, jak
wasza niepowtarzalna osobowość potrafi wspomagać lub hamować wasze
dążenie do odpoczynku oraz jak determinuje ona najlepszy dla was rodzaj
wypoczywania. Inne okoliczności, jak zdrowie psychiczne, również wskażą,
które praktyki są dla was najkorzystniejsze. Wy znacie siebie najlepiej,
a więc wybierzcie to, co dla was najlepsze, a resztę sobie odpuśćcie.
Możliwe, że w miarę poznawania opisanych tu technik odpoczynku nie
będziecie pewni, które z nich są dla was najlepsze lub jak je dostosować
do własnej sytuacji życiowej; być może odczujecie potrzebę
skonsultowania się ze swoim lekarzem, terapeutą lub innymi wspierającymi
osobami. Niech ta książka będzie dla was punktem wyjścia do głębszych
badań i rozważań.
Doradzam podejmowanie nowych praktyk odpoczywania pomału, aby stopniowo
zwiększać w sobie poczucie pewności, że znaleźliście odpowiedni dla
siebie rodzaj odpoczynku.
Zacznijcie od tego, co was porywa, a jeśli coś wydaje się wam zbyt
ciężkie - zostawcie to. Gdy już się nieco wprawicie, może się okazać, że
łatwiej wam będzie podejmować bardziej ambitne formy odpoczynku. Nie
czujcie się w obowiązku stosować wszystkich zawartych tutaj rad. Kto
jest podobny do mnie, może mieć silną tendencję do bycia przesadnie
ambitnym. A przecież w odpoczynku nie chodzi o osiągnięcia ani
rywalizację. Dobry odpoczynek zapewniają nam: nasze własne tempo i odpowiedni dla nas czas.
Odpoczynek to zasadniczy element udanego życia. Dzięki niemu jesteśmy
bardziej twórczy, empatyczni, zdrowi, a nawet bardziej wydajni. A przede
wszystkim, regularne zapewnianie sobie wypoczynku pozwala nam zachować
łączność z najważniejszymi sprawami poza pracą, jak rodzina,
przyjaciele, my sami i nasza społeczność. Odpoczynek sprawia, że możemy
funkcjonować jako człowiek w świecie.
Aby odpoczywać, nie potrzebujecie mojego pozwolenia, lecz i tak go wam
udzielam. Pragnienie robienia przerw jest normalne i zdrowe. Chcemy
przez chwilę być, a nie wciąż robić. To nie świadczy o słabości, to
jest ludzkie. Na odpoczynek nie trzeba zapracować ani sobie na niego
zasłużyć; jest on potrzebny jak pożywienie czy woda. A więc macie
pozwolenie, by powoli się w nim zanurzać i w pełni z niego korzystać.
Co to jest odpoczynek?
Choć przynosi on tyle korzyści, wielu z nas musi walczyć o włączenie go
do swojego życia. Zanim to zrobimy, trzeba zrozumieć, czym on jest i jak
działa.
Odpoczynek jest stanem bytu, w którym nie ma wobec nas żadnych wymagań.
To czas, w którym możemy po prostu być. Dla jednych będzie to
doświadczanie aktywności - taniec, bieganie czy spacer. Wszystkie one
mogą dawać odpoczynek, zależy to od danej osoby. Dla innych jest to
przede wszystkim zajęcie pasywne, takie jak czytanie, spanie,
fantazjowanie czy rysowanie. Odpoczynek może być mentalny, fizyczny lub
duchowy, a czasem jest to wszystko naraz.
Jako że to, co jest odpoczynkiem dla mnie, nie musi być nim dla was,
definiuję odpoczynek jako każdy rytuał, zwyczaj lub aktywność, które nas
odświeżają, ładują energią, wyciszają i rozluźniają. Jeśli się
zastanawiasz, czy jakaś aktywność przyniesie ci odpoczynek,
prawdopodobnie nie przyniesie. Odpoczynek zwykle poznajemy po tym, co
widzimy i odczuwamy - ciało jest zrelaksowane, umysł spokojny, uczucia
zrównoważone. Przeglądanie portali społecznościowych może się wydawać
odpoczynkiem, ale czy czujecie się potem pełni energii i rozluźnieni?
Oto, jak różnie ludzie postrzegają odpoczynek. Czytając, zastanówcie
się, która wersja jest najprawdziwsza dla was.
Trzy rodzaje odpoczynku
Są trzy główne typy wypoczynku, które opiszę dokładniej w rozdziale 4.
Na razie podam tutaj ich krótką charakterystykę.
Odpoczynek mentalny
Dlaczego najlepsze pomysły przychodzą nam do głowy pod prysznicem?
Ponieważ nasz umysł ma wtedy przerwę. Nasz mózg, kiedy tylko może,
wchodzi w stan tak zwanego trybu domyślnego - przeskakuje z myśli do
myśli, podświadomie je kojarząc, przywołuje treści zapamiętane i wzmocnione we śnie oraz znajduje rozwiązania, których nie zdołaliśmy
uzyskać świadomym wysiłkiem. Ten tryb odpowiada za takie skarby, jak
autorefleksja, introspekcja i empatia wobec innych. W stanie odpoczynku
mózg doskonale pracuje.
Robienie przerw pozwala umysłowi robić to, co potrafi najlepiej:
wędrować. Wiadomo już, że wówczas jesteśmy zdrowsi, bardziej wydajni i twórczy. Możemy pobudzić swój umysł, odpływając w pustkę, fantazjując,
obserwując ludzi, oddając się sztuce lub zanurzając w przyrodzie.
Przerwy mentalne dają mózgowi wytchnienie od pracy, mediów
społecznościowych i nieskończonej ilości rzeczy do zrobienia.
Jeśli przeciągamy strunę, ignorując potrzebę przerw dla umysłu, nie
pozwalamy mu wejść w ten bezcenny tryb. W rezultacie popadamy w stan
osłabienia decyzyjnego, dokonujemy złych wyborów i nie mamy mocy
działania. Może to się wydawać sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, ale
zapewnienie odpoczynku naszej uwadze jest inwestowaniem w lepsze
skupienie, koncentrację, pamięć krótkotrwałą oraz skuteczniejsze
rozwiązywanie problemów.
Odpoczynek fizyczny
Odpoczynek jest tak samo ważny dla umysłu, jak i dla całego ciała. Choć
czasem uważamy, upieramy się lub udajemy, że jest inaczej, ciało
potrzebuje przerwy, żeby się wzmocnić i w pełni funkcjonować. Wielu
czołowych sportowców wie, że dla poprawy swojej wydolności fizycznej
potrzebują koniecznie dnia odpoczynku, i skrupulatnie tego przestrzega.
Udowodniono, że aktywność fizyczna dająca odpoczynek - jak głęboki
oddech, leżenie czy spacer wśród przyrody - reguluje ciśnienie krwi,
tętno oraz poziom glukozy. Sen, czyli zasadnicza przerwa, w ciągu jednej
nocy redukuje stres, pobudza układ odpornościowy i naprawę komórek ciała
oraz wzmacnia połączenia neuronów, czego również dowiedziono.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki