Odnaleźć niedźwiedzia - Hannah Gold

Kup ebooka

31.99 zł
26.55 zł (22,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przełożyła Paulina Braiter

Zilustrował Levi Pinfold

Tytuł oryginału: Finding Bear

Tłumaczenie: Paulina Braiter

Redaktorka inicjująca: Urszula Pitura

Redaktorka prowadząca: Katarzyna Juszyńska

Korekta: Katarzyna Rogowska

Przygotowanie okładki i skład: Justyna Wiśniewska

? Copyright for text by Hannah Gold, 2023

? Copyright for illustration by Levi Pinfold, 2023

? Copyright for cover illustrations by Levi Pinfold, 2023

? Copyright for cover design by HarperCollinsPublishers Ltd, 2023

? Copyright for Polish translation by Paulina Braiter, 2024

? Copyright for Polish editon by

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o., 2024

First published in Great Britain by HarperCollins Children's Books in 2023

HarperCollins Children's Books is a division of HarperCollinsPublishers Ltd

1 London Bridge Street

London SE1 9GF

www.harpercollins.co.uk

HarperCollinsPublishers

Macken House, 39/40 Mayor Street Upper

Dublin 1, D01 C9W8, Ireland

ISBN 978-83-8387-359-6

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.i Michał Latusek

Wydanie I

Warszawa 2024

M1891

Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych - jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 48

tel. +48 22 826 08 82, fax +48 22 380 18 01

biuro@gwfoksal.pl

www.gwfoksal.pl

Rozdział pierwszy. Fotografia

Po dokładnie siedemnastu miesiącach od powrotu z Wyspy Niedźwiedziej April Wood siedziała po turecku w swoim ogrodzie, wsłuchując się w dźwięki ciszy. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież cisza nie wydaje z siebie żadnych dźwięków, ale April wiedziała, że to nieprawda.

Wiedziała, że cisza bywa bardzo wymowna - zwłaszcza, jeśli nauczyć się dobrze słuchać. Poza tym wolała przebywać na dworze niż w domu. Tu było o wiele milej.

Szczególnie ostatnimi czasy.

Kiedy April i jej ojciec po raz pierwszy wrócili z Arktyki, czuli się zupełnie, jakby wpadli do bardzo zimnego basenu. Nieustanny smog, ciągły hałas samochodów i motocykli, niekończący się smród spalin były dla nich prawdziwym szokiem. I ludzie. Mnóstwo ludzi, wszędzie. Zgiełk, gwar, krzątanina w każdej zatłoczonej minucie dnia.

To tato zdecydował, że przyspieszą przeprowadzkę nad morze. W ciągu miesiąca sprzedali swój wysoki i ponury miejski dom i znaleźli nowy, niedaleko babci Apples. Niekoniecznie był to dom, który April sama by wybrała. Numer trzydzieści cztery przy Stirling Road stał w rzędzie identycznych nowoczesnych budynków z czerwonej cegły - każdy z własnym zadbanym ogródkiem, przystrzyżonym trawnikiem i ze świeżo pomalowanym płotkiem. W przeciwieństwie do ich starego domu, a nawet drewnianej chaty na Wyspie Niedźwiedziej, ten budynek był pełen twardych, kanciastych narożników i nowiutkich błyszczących blatów. Brakowało w nim prawdziwego kominka, na którym można by opiekać racuszki - mieli jedynie elektryczne palenisko ze sztucznymi polanami, które po naciśnięciu guzika świeciły na czerwono. Ale tato wydawał się szczęśliwy. April od lat nie widziała go szczęśliwszego. Przypominał jej bezustannie, że teraz o wiele łatwiej będzie im utrzymać czystość. To jednak nie znaczyło, że miała zostać w środku, zwłaszcza w taki wieczór jak ten - kiedy zachodzące słońce powlekało niebo odcieniami złota, a wietrzyk szeptał między drzewami jak magiczna istota.

- Jak pięknie - powiedziała na głos.

Oto kolejna pamiątka z Arktyki: nawyk mówienia do siebie na głos. April nie uważała tego za coś dziwnego. Nie, dopóki inni nie zaczęli rzucać jej osobliwych spojrzeń.

Na szczęście był piątek, co oznaczało koniec szkoły aż do poniedziałku i mogła robić, co tylko chciała. Chodziła tam od zaledwie kilku miesięcy, ale wciąż czuła, że nie pasuje.

Sytuacji nie poprawiło to, że na jej prezentacji o trudnym położeniu niedźwiedzi polarnych - której przygotowanie zajęło wieki - większość klasy po prostu ziewała. Kiedy April próbowała ich obudzić swoim najlepszym rykiem (z którego była bardzo dumna), a potem zademonstrowała, jak potrafi wyczuć masło orzechowe z odległości ponad kilometra, zareagowali śmiechem i drwinami oraz chóralnymi odgłosami niedźwiedzi. Jakby to było nie dość żenujące, nauczyciel poprosił ją na bok i zasugerował, żeby w szkole unikała udawania zwierząt.

April próbowała wyjaśnić najuprzejmiej, jak umiała, że to nie było udawanie. Starała się uświadomić wszystkim problemy Arktyki - tak jak zachęcała ją Lisé z Instytutu Polarnego. Ale jej wysiłki poszły na marne. Od tego momentu była znana jako Niedźwiedziara i sądząc po towarzyszących temu chichotach, raczej nie przypuszczała, że to komplement.

Artykuł w lokalnej prasie również nie pomógł. Miejscowy reporter dowiedział się skądś o podróży April i jej ojca do Arktyki, a ponieważ nie miał akurat lepszych tematów, postanowił opisać ich historię. Tato miał opory - ale nie April. Skorzystała z okazji, ponieważ dzięki temu mogła powiedzieć wszystkim, jak bardzo niedźwiedzie polarne potrzebują ich pomocy. To była szansa, by ostrzec ludzi, jak szybko topnieje Arktyka! Lecz artykuł zawierał wiele błędów, w tym imię samej April. Jakby w czymkolwiek przypominała Alicję! A co gorsza, zamiast podkreślić, że to ona uratowała Niedźwiedzia, artykuł sugerował, że całą ciężką robotę wykonał kapitan statku.

April nie szukała uznania ani komplementów. Chciała tylko, by ktoś potraktował ją poważnie. Zwłaszcza teraz, gdy planecie kończył się czas.

- Gdybym naprawdę była Niedźwiedziarą - mruknęła - to ludzie by mnie słuchali! Wprowadzaliby zmiany!

Wrona siedząca na płocie zakrakała zgodnie. April westchnęła. Był luty i pomimo tego, że w ogrodzie wykiełkowała już garstka odważnych żonkili, w powietrzu wciąż czuło się przenikliwy ziąb. Bez wątpienia tato wkrótce ją zawoła - ciągle się bał, że dostanie hipotermii lub dopadnie ją inna śmiertelnie groźna przypadłość. Odkąd wrócili z Arktyki, nieustannie się o nią martwił i obawiał, że wpadnie w jakieś straszne kłopoty. Nawet teraz widziała przez kuchenne okno, jak jej szuka, co oznaczało, że zostało jej tylko parę minut.

Ostrożnie sięgnęła do kieszeni bluzy i wyjęła zdjęcie. Był to nie tylko najbezpieczniejszy schowek, ale co ważniejsze, dzięki temu fotka cały czas spoczywała tuż przy jej sercu. Większość ludzi zwykle nie nosi w kieszeniach takich zdjęć. Nie przedstawiało ono mamy ani taty, ani braci i sióstr czy babci i dziadka. Na fotografii widniała ona sama i dorosły niedźwiedź polarny - skuleni razem w ciasnym uścisku, który większość ludzi uznałoby za nieprawdopodobny. Był to najcenniejszy skarb April: portret jej i Niedźwiedzia. Zdjęcie zrobiono na nabrzeżu w Longyearbyen na Svalbardzie, a ich sylwetki na tle słońca tuliły się do siebie, gdy migawka aparatu uchwyciła ich ostatnie pożegnanie. Tak mocno przywarli do siebie, że trudno było dostrzec, gdzie kończy się niedźwiedź, a zaczyna dziewczynka. Nawet teraz April nie mogła patrzeć na to zdjęcie bez bolesnego ucisku w gardle.

- Witaj, Niedźwiedziu - wyszeptała, słysząc drżenie we własnym głosie.

April nie była pewna, jak dobrą pamięć mają niedźwiedzie polarne ani nawet, czy Niedźwiedź w ogóle ją pamięta. Na pewno nie w taki sam sposób, w jaki ona pamiętała jego. Nigdy, przenigdy go nie zapomni. Dopóki będzie żyła. A potem jeszcze przez bilion lat.

Bez wątpienia odnalazł się w nowym życiu. Tato powtarzał, że ona też powinna. I przecież próbowała. Każdego dnia starała się żyć tak, jak oczekiwali od niej tato, babcia Apples i wszyscy - zupełnie normalnym ludzkim życiem. Niektórym mogło to wystarczyć. Ale co jakiś czas nawiedzało ją wspomnienie - łaskotanie wąsów Niedźwiedzia na jej twarzy, nagły dotyk jego mokrego nosa i, najbardziej żywe ze wszystkich: ciepłe, czekoladowe oczy i to, w jaki sposób jego spojrzenie stapiało się z jej własnym.

- Tęsknię za tobą - powiedziała cicho, upewniając się, że tato nic nie usłyszy przez otwarte okno w kuchni. - Bardzo za tobą tęsknię.

Nie spodziewała się odpowiedzi. W końcu Arktyka była bardzo daleko, a April nie miała żadnych wieści o Niedźwiedziu od czasu ich pamiętnego ostatniego dnia. Niedźwiedź nie mógł pisać listów ani odbierać telefonów i był zbyt daleko, by usłyszała jego ryk. Miała jednak nadzieję, że znalazł nowych przyjaciół wśród niedźwiedzi polarnych, a może nawet partnerkę. Przede wszystkim miała nadzieję, że jest szczęśliwy.

- Bo po to przecież zabrałam cię z powrotem na Svalbard, prawda? - wyszeptała. - Chciałabym tylko... chciałabym wiedzieć, że nic ci nie jest.

April chłonęła ciszę, licząc, że gdzieś na nocnym niebie znajdzie odpowiedź, której tak bardzo pragnęła. Wytężyła słuch. Słyszała szept srebrnej brzozy, szczekanie psa dwie ulice dalej, odległe drżenie morza. Ale nie mogła usłyszeć...

- APRIL! - Tato otworzył tylne drzwi i na zewnątrz rozlała się kałuża ciepłego, żółtego światła. - Co ty tu robisz? Przeziębisz się na śmierć!

- Już idę - powiedziała, niechętnie wstając, a wieczorny spokój nagle prysł.

Wsunęła zdjęcie z powrotem do kieszeni na piersi i zapięła ją mocno. A potem, choć wrona nie przestawała krakać, weszła za ojcem do domu.