Odmęty - Artur Chabrowski
31.50 zł

Reflow text when sidebars are open.
Na jakiś czas Krzysztof schronił się w lesie. Miał cichą nadzieję, że wieśniacy go tak rychło nie znajdą i że znajduje się w miarę odludnym miejscu. Trochę się przeliczył. Wprawdzie wieśniacy tak często nie zaglądali do lasu, jeśli już, to jedynie po drewno, lecz gdy go zauważyli, rozrzucali je i uciekali na jego widok.
Postanowił skonstruować dla siebie szałas. Sądził, że to nic trudnego, lecz gdy tylko zaczął się za to brać, nie mógł, nie mając sznurka ani pomocy drugiej osoby, podtrzymać spadających gałęzi. Zrezygnował i stworzył mały obóz nad rzeką.
Obudził się, gdy było jeszcze ciemno. Obok niego siedział wędkarz. Przynajmniej tak mu się wydawało, bo trzymał kij z zanurzonym w wodzie sznurkiem.
- Nie za wcześnie na wędkowanie? - spytał Krzysztof.
"Ciekawe, jak długo moczył kij, gdy spałem?"
- Nie wędkuję - wyciągnął sznurek, na którym nie było żadnego haczyka. - Spokój jest ważny.
Krzysztof otrząsnął się ze snu, a następnie odsunął na dwa kroki od rybaka.
- Nie musisz się mnie obawiać. Opowiedz lepiej, co ci się śniło? - zachęcił dziwny wędkarz, wyraźnie znudzony.
- Pamiętam, lecz... nie za bardzo chcę się nim dzielić.
- W sumie to dobrze. Pierwszy sen jest najważniejszy. Określa, kim możemy stać się i jakie możliwości mamy przed sobą. Tylko jedna osoba może ci teraz pomóc i na pewno nie jest to ta starucha.
- Może ty mi pomożesz? A w ogóle coś ty za jeden?
Rybak przeciągnął się i zapytał:
- Mój brat znalazł cię niegdyś na cmentarzu, prawda?
"Brat, jaki brat?" - pomyślał Krzysztof i przez moment wydawało mu się, że rzeczywiście widział ciemną postać na cmentarzu.
- Ciemny typ. Trochę się nie udał naszej matce. Sprowadza ludzi z ukrytymi zdolnościami przez Bramę na porzuconej nekropolii. Jednym się udaje, innym nie. Ci, którym się nie uda, przemieniają się w cienie i teleportują do dziupli. Zamieniają się tam w metalowe stwory. Inni przenoszą się tu i mają do wyboru...
- Zostać bądź przenieść się z powrotem.
- Jak widzę twoja przemiana nie jest całkowita. Oj, co ja z tobą mam.
Zamilkł na chwilę i zanurzył z powrotem sznurek w wodzie. Klęknął nad gałęzią i zamknął oczy. Kijek zaczął składać się w kształt krzesła, a drewno, które z niego wyrosło, wystarczyło na stolik i drugie krzesło. Małe gałązki wyrastały wokół mebli, niczym zdobienia.
- Jak widzisz, potrafię zmieniać element drzewny za pomocą wody. Oba elementy są we mnie połączone jak yin i yang. W tym śnie mógłbyś dowiedzieć się czegoś o sobie, ale za szybko się otrząsnąłeś.
- Ja potrafię oddychać pod wodą.
- Musimy w takim razie przejść się do ojca Michała, by pomógł ci w przypomnieniu snu oraz w jego interpretacji.
- Czy on...?
- Tak - przybrał poważną minę - A teraz kilka lekcji. Musisz znaleźć sposób na koncentrację. Jednym z moich żywiołów jest drewno, wyobrażam sobie więc zalążek rośliny.
- Bąbel. To, co widzę w wodzie, to bąbelki.
- Więc dobrze. Wyobraź sobie bąbel. Skoncentruj się na nim i wyobrażaj sobie, że rośnie i zmienia się wraz z twoimi myślami o nim. Wyobraź sobie kształty, wielkość, gęstość...
Po chwili przestał do niego docierać głos rybaka. Gdy otworzył oczy, znajdował się on w kwadratowym bąblu. Bąbel prysł. Rybak upadł na ziemię, kompletnie przemoczony, i ciężko oddychając, rzekł do niego:
- Zdecydowanie potrafisz kontrolować wodę. Spróbuj wyobrazić sobie ten bąbel jako wypełniony powietrzem.
Chwilę później w powietrzu unosiły się bąbelki zapamiętane z dzieciństwa.
- Dobrze - pochwalił go rybak. - Dość ćwiczeń. Do świtu powinniśmy znaleźć dla ciebie jakieś niewyróżniające się ubranie, żebyś wyglądał jak tutejszy.
Przez moment Krzysztof zdawał się tracić grunt pod nogami. Zapadał się. Jego ciało migotało.
- Nie mów, że nie przeszedłeś inicjacji. Nie przeszedłeś przez bramę? To jak, do cholery, tutaj się znalazłeś?
- Poszedłem za cieniem.
- Psiakrew! Kolejny nowy... i do tego dziwny przypadek - głos miał zirytowany.
- Były już takie przypadki? - spytał przestraszony Krzysztof - I co się z tamtymi stało?
- A jak myślisz? Nie było nikogo takiego jak ty. Jesteś fenomenem i trzeba będzie coś postanowić na sabacie, który należy jak najszybciej zwołać. Ale najpierw ubranie i schronienie.
Wziął patyk, przywiązał go do sznurka, który następnie zamoczył w wodzie. Z patyka zaczęły wyrastać kolejne gałęzie, aż w końcu wyrósł szałas.
- Obserwowałem, jak próbowałeś wybudować szałas. Śmiesznie ci to wychodziło... A raczej nie wychodziło. Masz tutaj być dopóty, dopóki się nie zjawię.
Krzysztof położył się w szałasie. Nie spał, bo miał obawy co do sabatu. Nie chciał, żeby poznali go inni czarownicy. Nie uśmiechało mu się, by znaleźć więcej wiedźm.
Rybak obudził go przed świtem. Przebrał się, a ubrania z XX. wieku pokryły korzenie szałasu, które po wyjściu z niego zamieniły się w drzewo. Z pewnością dzięki zdolnościom rybaka.
Udali się do miasteczka otoczonego skupiskiem chałup. Rybak kazał mu się nie odzywać, dzięki czemu dotarli do centrum. W mieście znajdował się zakon braci mniejszych. Bracia arianie nie odmówili im gościny, natomiast ojciec Michał zaprowadził Krzysztofa do sali i podał jakieś zioła. Powiedział mu, że dzięki temu odtworzy sen i dostanie się do jego umysłu. Zanim przybył rybak, Krzysztof już spał i coś bredził. Po obudzeniu się spytał ojca Michała o zagubiony sen.
- We śnie przeszedłeś przez Bramę. Przed przejściem byłeś prawie niewidoczny. Dopiero później nabrałeś metaliczno-niebieskiego koloru, który żarzył się światłem. Więcej nie widziałem, bo Brama nie pozwoliła mi zobaczyć.
- Nie musimy więc zbierać się na sabat - ucieszył się Krzysztof.
- Nie - zaprzeczył zdecydowanie rybak - Już wszystkich powiadomiłem, gdy leżałeś w szałasie. Jesteś fenomenem. A z tego, co dowiedzieliśmy się z twojego snu... to może być przełom.
Mistrz i jego uczeń wypoczęli w klasztorze przed sabatem. Ojciec Michał zaprowadził nowego do biblioteki i pokazał parę tytułów. Większość z nich stanowiły łacińskie teksty, ale wśród nich znajdowało się przetłumaczonych na język polski kilka grimuarów.
- Widzisz - pokazał książki ojciec Michał - Oprócz dziedziny snów mam także talent językowy. Dzięki niemu mogę tłumaczyć bardzo szybko rozmaite dzieła poprzedzających nas magów. Mam także Zohar i księgi magii enochiańskiej.
- Interesujące, ale dla mnie nie ma tyle czasu. Mam nadzieję, że nie zniknę zaraz po sabacie.
- Nie bój się, synu. Wszystko będzie dobrze. Wśród teraźniejszych czarowników nie ma tylu kanalii, jak myślisz. No, może oprócz baronowej czy jej paru znajomych z klanu. Uformowała małą siatkę szpiegów, ale reszta? Reszta to samotnicy bawiący się dobrze na sabatach. Niektórzy służą co możniejszym magnatom, lecz oni nie używają całej potencji swoich mocy. Produkują złoto, żeby zatkać co niektórym twarze. Ja... Zawsze byłem sam. Nawet w XX. wieku. Tutaj przynajmniej mam swoich braci mniejszych. No, ale cóż, idź, prześpij się. Na sabacie nie będziesz mógł spać.
Po tych słowach Krzysztof udał się do celi i zasnął.
Kiedyopuścił młyn, panował jeszcze mrok. Skierował się nad rzekę.Szedł polną drogą, gdy nagle przebiegł przed nim cieńciemniejszy od nocy. Postanowił sprawdzić, gdzie ów cieńwędrował. Księżyc wraz z gwiazdami dawał nikłe światło, aleprzynajmniej mógł coś zobaczyć. Pobiegł za cieniem i wdarł sięw gęstwiny krzaków. Za nimi znajdowało się wejście dojakiejś oświetlonej dziury. Im głębiej w nią wchodził, tymbardziej robiło się jasno. Nie było to jednak światłoelektryczne. Nie było też żadnych pochodni. Światło miało swojągęstość. Im bardziej zdawało mu się, że był blisko końca tegodziwnego tunelu, tym bardziej światło gęstniało i stawało sięjaskrawsze. Wreszcie, gdy zszedł po schodach, skończył się tunel.Zamknąwszy oczy, dalej widział cienie, a było ich wiele. Przybrałypostać gęstych, metalicznych stworzeń. Na szczęście niedostrzegły go. Porozumiewały się za pomocą nieartykułowanychdźwięków. Za nimi znajdowała się dziwna brama. Zaczął powoliwycofywać się. Droga na górę wydawała się coraz bardziejciężka. Wzrok powoli wracał mu do normalności. Gdy znalazł sięna górze, już świtało. Wrażenie owej gęstości jednak niezniknęło. Mógł normalnie poruszać się, ale gęstość nadaltkwiła w jego umyśle.
Udałsię nad rzekę, by popływać i w jakiś sposób zmyć z siebie tęskazę w głowie. Odkrył, że potrafi oddychać pod wodą. Pokąpieli skierował się do wsi. Zmieniła się bardzo. Nie byłosłupów elektrycznych ani samochodów. Trafił do wsi sprzedpięciuset lat, średniowiecznej. "Jednak ciąży nade mną jakaśklątwa" - pomyślał. "Jak nie urok, to sraczka". Ludziedziwnie patrzyli się na niego: nie był ubrany tak jak oni,wyróżniał się, jak cholera. Gdyby nie jego postura, wieśniacydawno zaprowadziliby go na stos lub na szubienicę.
Powolizaczął wycofywać się ku rzece. Na szczęście wieśniacy nieruszyli za nim. Po drodze natknął się na starą wiedźmę. "Tynie dzisiejszy, musisz wrócić" - rzekła. Krzysztof niewiedział, czy dobrze ją zrozumiał, gdyż przestrzeń międzyczasowabyła dość spora. "Albo zostać i terminować u mnie. Wybieraj"- dodała.
- Skądwiesz, że nie jestem stąd? - zdziwił się, że jego głoszabrzmiał nienaturalnie.
- Widać.I ten głos - wiedźma przekręciła głowę w stronę wsi -Wieśniacy mogą cię spalić. Masz jednak wybór. Możesz zostać, aja nauczę cię paru sztuczek. Ja też kiedyś przeszłam na drugąstronę. To było tak dawno temu - zmrużyła oczy.
- Gdybymwrócił, to...
- Tegonie wiem. Było kilku, którzy wrócili. Ja zostałam. Potem nie byłopo nich żadnego śladu. Nie powrócili już w przeszłość. A bylitacy utalentowani - wiedźma rozmarzyła się.
- Zktórego roku jesteś? - spytał.
- Aczy to ma jakieś znaczenie? Myślisz, że jestem stara, prawda? Możejestem, może nie. Zresztą kobiet o wiek się nie pyta - przybrałarozgniewaną pozę.
- Czegomożesz mnie w takim razie nauczyć? Prawdopodobnie jesteś bardziejdoświadczona ode mnie.
- Jednasztuczka na rok. Pod warunkiem, że mnie też nauczysz swojejsztuczki. Jaką znasz?
"Propozycjabyła bardzo dobra. Mogłem stać się czarownikiem lub wrócić doświata cudów elektryki. Jedno z dwóch".
- Jestwięcej takich jak my? - zapytał.
- Niezdradzę ci tego - przymrużyła oczy.
"Jeślikobieta nie chce czegoś zdradzić to albo ukrywa coś złego, albosama jest zła" - pomyślał - "Jedno jest pewne: jest więcejtakich ludzi jak ona. I w jaki sposób ona mnie pierwsza znalazła?"
- Więcnie powiem ci o swoim sekrecie - wysyczała kobieta.
- Wtakim razie, jak przetrwasz we wsi? Pamiętaj, ludzie w tych czasachsą mało tolerancyjni - jej pomarszczona twarz zdradzała pewnegorodzaju magiczny make'up. Im bardziej denerwowała się, tymbardziej odkrywała swoje poparzenia.
- Sądzącpo twojej poparzonej twarzy, stwierdzam, że to prawda. Nie mogęjednak zaufać komuś, kto ma sekrety.
- Nietylko ja mam sekrety - była coraz bardziej zirytowana.
- Chybasię wygadałaś. Ha ha ha!
- Zostańze mną, to nie pożałujesz - zaczęła kusić - Myślę, żebyłbyś bardzo zadowolony, gdybyś mnie posłuchał.
- Zastanowięsię. Może znajdę kogoś mniej szalonego.
- Przyjdźwięc do starego młyna, jeżeli wieśniacy cię pierwsi nie znajdą.Ha ha ha! - roześmiała się histerycznie, błysnęła oczamii rozpłynęła się w powietrzu.