Dzień 4
Jaki z Ciebie pożytek, Boże?
[Mężczyźni zawijali mamę w prześcieradło].
- Poczekaj chwilę - powiedział jeden z mężczyzn i wyjął z palców mamy różaniec, który rzucił na kolana Sary. - Założę się, że ona chciała, byś to miała - powiedział.
Kończył zaszywać prześcieradło, a ona przesuwała paciorki między chłodnymi palcami i patrzyła niewidzącymi oczami.
Wszyscy wyszli, zabierając ze sobą mamę. Sara siedziała długi czas, zastanawiając się, czy Rab dotrzyma słowa i zaopiekuje się nią. Kiedy nadeszła noc, a on nie wracał, Sara zeszła do doków i wrzuciła różaniec do pojemnika na śmieci.
- Jaki z ciebie pożytek? - krzyknęła w stronę nieba.
Nie otrzymała odpowiedzi.
Pamiętała, jak mama chodziła do dużego kościoła i rozmawiała z mężczyzną w czerni. Mówił bardzo długo, a mama słuchała z pochyloną głową. Po jej policzkach płynęły łzy. Mama nigdy już nie poszła do kościoła, ale czasem przesuwała paciorki różańca między szczupłymi palcami, podczas gdy w okno uderzały krople deszczu.
- Jaki z ciebie pożytek? - znów krzyknęła. - Powiedz mi!
Jaki z Ciebie pożytek, Boże? Bądźmy szczerzy, każdemu, w takiej czy innej formie, zdarzyło się kiedyś zadać to pytanie. Być może mówiliśmy to bardziej pokornie, z mniejszą niż Sara złością, ale wszyscy się kiedyś zastanawialiśmy, czy Boża obecność faktycznie coś zmienia.
Sara zadała to pytanie, bo widziała, że życie jej matki było w rozsypce i skończyło się tragicznie, mimo że modliła się o pomoc. Sara została sama - była bezbronnym dzieckiem, a jedyną osobą, która miała się nią opiekować, był pijak. Czuła się porzucona i odrzucona. Po raz kolejny. Jaki był pożytek z Boga? Czy odwrócił się do niej plecami?
W momencie życiowego kryzysu - śmierci bliskiej osoby, trudności finansowych lub bolesnego rozstania - możemy zwątpić w Bożą opiekę. Kiedy wydaje się, że wszystko idzie nie tak, odczuwamy frustrację i zmęczenie, jesteśmy zdezorientowani. Przecież ufamy Bogu, dlaczego nie rozwiąże naszych problemów i nie oszczędzi nam tych przytłaczających zmagań? Dlaczego mamy za Nim podążać, skoro nie mamy z tego żadnych wymiernych korzyści? Gdzie On jest? Dlaczego nas odrzucił?
Pismo Święte nie zawiera odpowiedzi na wszystkie nasze pytania, ale jest pełne mądrości i prawd, których możemy się uchwycić w trudnych chwilach.
Psalm 34,19 zawiera obietnicę: "Pan jest blisko skruszonych w sercu i wybawia złamanych na duchu". Z kolei w Księdze Powtórzonego Prawa 31,8 czytamy: "sam Pan, który pójdzie przed tobą, On będzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci. Nie lękaj się i nie drżyj!".
Kiedy jesteśmy na dnie - przytłoczeni, rozbici, zdruzgotani - On jest blisko. Wie, co czujemy. Obchodzi Go to. Jest z nami, wspiera nas i towarzyszy nam, gdy przechodzimy przez próby.
Jego obecność nie odpowie na wszystkie nasze pytania. Nie zlikwiduje naszych problemów ani nie sprawi, że nagle wszystko będzie dobrze. Być może nasze życie nadal będą wypełniały trudy. Jednak jeden z najwspanialszych darów, jakie daje nam Bóg, to Jego obecność - nie musimy być w tym wszystkim sami. Bez względu na to, z jak trudnymi okolicznościami musimy się zmierzyć, bez względu na to, czy znaleźliśmy się w nich z własnej winy - Pan wszechświata jest z nami.
Dopóki żyjemy, będziemy przechodzić przez różne zmagania - to nieodłączna część życia. Nie pozwól więc sobie wmówić, że skoro pojawiają się przed tobą nowe wyzwania, to znaczy, że Bóg cię odrzucił. Skup się raczej na myśli, że On jest Bogiem, który się o nas troszczy, kiedy jesteśmy w samym centrum zawieruchy. W 2 Liście do Koryntian 1,3-4 czytamy: "Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy. Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu [...]".
W Ewangelii Jana 11 opisane jest przybycie Jezusa do Betsaidy po śmierci Jego przyjaciela, Łazarza. Gdy nasz Pan zobaczył, że siostra Łazarza, Maria, i jego przyjaciele są pogrążeni w rozpaczy, dołączył do nich.
"Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: "Gdzieście go położyli?" Odpowiedzieli Mu: "Panie, chodź i zobacz!". Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: "Oto jak go miłował!"" (w. 33-36).
Zadziwia fakt, że choć Jezus wiedział, że za chwilę wskrzesi Łazarza, to nie usiłował uczynić tego cudu natychmiast. Poświęcił swój czas, żeby opłakiwać śmierć Łazarza i utożsamił się z bólem jego rodziny i przyjaciół. Ten ból miał znaczenie, nawet jeśli ostatecznie sytuacja miała ulec odwróceniu.
Kiedy zastanawiasz się, gdzie jest Bóg i czy mu na tobie zależy, wyobraź sobie Jezusa, który pełen współczucia płacze nad grobem Łazarza. Płacze z płaczącymi, jest blisko, pociesza nas we wszystkich naszych troskach.
Naucz się na pamięć wersetu Ps 34,19lub Pwt 31,8. Kiedy poczujesz się przy-tłoczony lub zniechęcony, powtarzaj sobie wybrany werset i pamiętaj, że Bóg jestz tobą w samym centrum zawieruchy.
Rezygnacja
Rezygnacja to poddanie się czemuś, co jest dla nas nieprzyjemne, ale czego nie możemy zmienić. Każdego dnia spotykamy zrezygnowanych ludzi. Poczucie beznadziei widać w ich oczach i słychać w wypowiadanych słowach. Są jak pijacy, którzy wloką się noga za nogą i próbują jakoś przetrwać kolejny dzień. Rezygnacja mówi: "Takie jest życie. Dorastamy, ciężko pracujemy, starzejemy się i umieramy".
Kiedy byłam w college'u, dokonałam aborcji. Wskutek tej decyzji całkowicie wycofałam się z życia. Bardzo żałowałam, że zrobiłam coś, co w moim odczuciu było niewybaczalnym grzechem - odebrałam życie swojemu dziecku. Przed aborcją i po niej różni ludzie mówili mi, że podejmuję właściwą decyzję i że to nawet nie było jeszcze dziecko. Ale ja nie zwracałam na to uwagi, bo znałam prawdę. W moim sercu pojawiła się pustka, której nic nie było w stanie wypełnić.
Rozważałam samobójstwo. Moja śmierć byłaby przecież w tej sytuacji właściwa i sprawiedliwa. Odebrałam życie, więc wyrzeknę się swojego. Powstrzymywał mnie jednak strach. Wierzyłam, że taki czyn skaże mnie na piekło, a nie chciałam tam trafić. Lepiej było pozostać przy życiui głęboko zakopać wspomnienia, poczucie winy i wstyd, a dzięki temu może kiedyś zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Nie dało się przecież cofnąć czasu. Musiałam żyć z tym bólem, nie było innego wyjścia.
Prawda była jak kamień, który spadł na dno mojego serca i odbił się echem konsekwencji na całym moim życiu. Odczuł to również Rick, choć nie miał udziału w mojej decyzji. Wzięliśmy ślub i straciliśmy trójkę dzieci, które poroniłam. Rick był zdruzgotany, ja natomiast czułam rezygnację. Przecież właśnie to mi się należało.
Rezygnacja może zdusić nadzieję, nakarmić depresję, pozbawić nas radości. Rezygnacja oznacza poddanie się niewoli. Czując ją na plecach, będziesz z trudem wlec się przez życie. "Tak już musi być. Nic się nie zmieni na lepsze. To wszystko moja wina".
Przyczyną rezygnacji nie zawsze są nasze własne wybory. Czasem wynika ona z tego co nam zrobiono i zakładamy ją jak maskę, która ma nam pomóc przetrwać.
Na świecie zdarzają się porwania dzieci, ich wykorzystywanie, przetrzymywanie w niewoli, handel nimi.
Zdarza się, że żołnierz zostanie ciężko ranny w walce.
Może się zdarzyć, że ktoś utraci w wyniku pożaru cały swój dobytek. Pożar może strawić całą dzielnicę czy miasteczko.
Lista rzeczy, nad którymi nie mamy kontroli, jest długa: trzęsienia ziemi, powodzie, wojny, kryzysy ekonomiczne, choroby, śmierć bliskich. Jednak czy z tego względu mamy znosić życie? Czy nie lepiej po prostu żyć?
Tyle rzeczy może pójść nie tak, ale to ostatecznie od naszej decyzji zależy, jak przetrwamy trudy. Bez względu na to, w jak niekorzystnych okolicznościach się znajdujemy, naszym życiem nie musi rządzić rezygnacja. I choć wydaje się to nieprawdopodobne, tym, co może wnieść do naszego życia oczyszczający ogień, odświeżenie i radość, których tak pragniemy, jest decyzja o ogłoszeniu kapitulacji.