rozdział pierwszy
Bezsilność
Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.
- Krok I
Zwijasz jak tkacz moje życie i odcinasz je od nici. Za dzień i jedną noc mnie zamęczysz. Krzyczę aż do rana, lecz jak lew kruszysz wszystkie me kości. Jak pisklę jaskółcze, tak kwilę, wzdycham jak gołębica.
- Iz 38,12-14
Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię... Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie.
- Rz 7,15-18
A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani
i porzuceni, jak owce niemające pasterza.
- Mt 9,36
Muszę być z wami szczery - naprawdę nie rozumiem, dlaczego Bóg stworzył świat w taki sposób. Nie wiem, dlaczego Paweł mówi, że "moc w słabości się doskonali" albo że "ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny" (2 Kor 12,9-10). Wydawać by się mogło, że Bóg jest sprytnym oszustem, który wciąga nas w swoje gry; że ukrył całą świętość i pełnię w tajemniczym miejscu, które znaleźć mogą tylko upokorzeni. Z sobie tylko wiadomych powodów odwrócił wszystko do góry nogami i zdecydował, że ci, którzy spadają na dno, dostrzegą, iż owo dno jest prawdziwym szczytem, a ci, którzy próbują wspinać się na szczyt, nie znajdą tam niczego, o co można byłoby się oprzeć. Po co to całe zamieszanie? Po co ta zabawa w chowanego?
Największe zaskoczenie ze strony nieustannie zakamuflowanego Boga
Wszystko, co wiem, opiera się na moich własnych obserwacjach. Nie będę udawał, że rozumiem Boga, ale mogę podzielić się tym, co widzę: ludzie, którzy osiągają pozorne sukcesy, rzadko rozumieją, co tak naprawdę znaczy sukces. Ci, którzy doznają porażek - nawet jeśli są one zgodne tylko z ich własną definicją porażki - często odnajdują samych siebie po stronie oświecenia i współczucia. Ciągle stanowi to dla mnie tajemnicę i będzie nią również dla ciebie, nawet jeśli przeczytasz tę książkę do końca. Wielką, naprawdę wielką różnicę sprawi zaakceptowanie przez ciebie i rozkoszowanie się tą kosmiczną ekonomią łaski. To największa niespodzianka Boga, Jego wieczny kamuflaż - ale tylko wtedy zrozumiesz, że to prawda, gdy sam przez to przejdziesz i wyjdziesz po drugiej stronie samego siebie. Nie dowiesz się tego, tylko chodząc do kościoła, czytając Pismo Święte czy słuchając rozmów innych, nawet jeśli całkowicie się z nimi zgadzasz.
Dopóki nie osiągniesz dna i nie wyczerpiesz zapasów swojego paliwa, dopóty nie będziesz miał powodu, aby korzystać z paliwa bogatszego w oktany. Po co miałbyś to robić? Nie nauczysz się czerpać z Większego Źródła, dopóki nie zużyjesz własnych zasobów. Tak naprawdę nie będziesz nawet wiedział, że istnieje jakiekolwiek Większe Źródło, jeśli całkowicie wystarczają ci twoje własne zapasy.
Dopóki nie natrafisz na osobę, sytuację, wydarzenie, ideę, konflikt lub relację, którymi nie będziesz w stanie "kierować", dopóty nie odnajdziesz Prawdziwego Kierownika. Dlatego też Bóg zawsze stawia na twojej drodze sprawy, z którymi sam nie potrafisz sobie poradzić. Ludzie o heroicznym typie osobowości i tacy, którzy wszystko zawdzięczają swojej pracy, z pomocą silnej woli i determinacji spróbują jeszcze wzmocnić własne "ja", dzięki czemu będą w stanie odzyskać swoją pozycję i pozorną kontrolę. Większość podziwia takie podejście, nie zauważając, że rezultatem jest nieugięta, czasami dumna, a w końcu sztywna osobowość, która zmuszona będzie działać w wykreowanym przez siebie schemacie sukcesów i mechanizmów obronnych. Taka arogancka postawa zazwyczaj sprzyja tworzeniu ludzi o głębokiej potrzebie panowania nad innymi, a nie kochających. Ostatecznie cała ta gra wymyka się spod kontroli, chyba że sprawisz, by inni, nawet najbliżsi, zapłacili cenę za twoją agresję i egoizm - a to zdarza się nader często.
Jeszcze częściej bywa tak, że wielu chrześcijan sprowadza wielką Ewangelię do zaledwie kilku zagadnień moralnych, które zazwyczaj nie wymagają od nich osobistego zaangażowania, za to wzmacniają poczucie triumfu i wyższości nad innymi. Ego zawsze usiłuje moralizować lub - jak doskonale ujął to św. Paweł - "grzech czerpie podnietę z przykazania, by mnie uwieść i przez nie zadać mi śmierć" (Rz 7,11). To naprawdę nadzwyczajne spostrzeżenie apostoła, w które sam bym nie uwierzył, gdyby oszustwa ego nie były tak powszechne (żyjący w celibacie księża, dla których kontrola urodzin i aborcja są istotą zła; heteroseksualiści uznający homoseksualne małżeństwa za największe zagrożenie dla społeczeństwa; liberałowie zaangażowani w poprawność polityczną i jednocześnie całkowicie odizolowani od faktycznego cierpienia na świecie; nawiedzeni biblijni kaznodzieje, ignorujący większość fragmentów Biblii, które wymagają od nich własnej, osobistej przemiany; całe narody imigrantów nastawione wrogo do imigrantów etc.). Jak widać, ego wciąż sprawuje kontrolę i zakłada odmienne maski w zależności od tego, czy działa po lewej, czy po prawej stronie większości grup i problemów.
To właśnie imperialistycznie nastawione ego musi odejść i tylko bezsilność potrafi je od tego zmusić. Bill W. przyznał to już na samym początku działalności Programu Dwunastu Kroków. W przeciwnym razie będziemy próbowali przeprowadzić naszą przemianę przy pomocy własnych reguł i tylko o własnych siłach, co z definicji nie jest żadną przemianą! Wydaje się, że w żaden sposób nie jesteśmy zdolni do pokierowania własnym nawróceniem. Jeśli spróbujemy zmienić własne ego z pomocą własnego ego, otrzymamy to samo ego, tyle że lepiej zamaskowane. Często i na różne sposoby mówił o tym Albert Einstein: żaden problem nie może być rozwiązany przy pomocy tej samej świadomości, która problem spowodowała.
Na określenie aroganckiego ego Jezus używał metafory "ziarno pszenicy" albo "latorośl odcięta od winnego krzewu"; Paweł użył niefortunnego słowa "ciało" (ang. flesh), co spowodowało, że większość z nas sądzi, iż mówił tylko o ludzkim ciele (ang. body)14. Z tego powodu niektóre współczesne tłumaczenia Biblii używają pojęcia "samopobłażanie"15, które jest znacznie bliższe oryginalnemu znaczeniu. Jednak zarówno Jezus, jak i Paweł wskazywali na wyizolowane i ochraniane "małe "ja"". Obaj twierdzili, że musi ono odejść: "Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity" (J 12,24). Według Pawła "ciało" lub ego nie może zabrać cię tam, dokąd chcesz dojść (Ga 5,19) - jego troski są zbyt małe i zbyt samolubne.
Reakcja ego zawsze jest nieadekwatna, a nawet niewłaściwa. Nie jest ono w stanie pogłębić i poszerzyć miłości, życia albo wewnętrznego szczęścia. Ponieważ samo w sobie nie posiada wewnętrznej substancji, zawsze przywiązuje się tylko do tego, co zewnętrzne. Ego definiuje siebie poprzez swoje przywiązania i niechęci wobec innych. Dusza natomiast nie przywiązuje się ani nie nienawidzi; pożąda, kocha i pozwala odejść. Proszę, pomyśl o tym przez chwilę - może to zmienić całą twoją koncepcję religii.
Każda dojrzała duchowość to porzucanie
Jak zauważyło wielu nauczycieli Programu Dwunastu Kroków, ten pierwszy z nich jest prawdopodobnie najtrudniejszy, najbardziej wypierany i najczęściej unikany. Jeśli tak, to cały proces może się nigdy nie rozpocząć! Ludzie nie chcą, aby umarł ktoś, o kim myślą jako o sobie samym. Ich fałszywe "ja" jest wszystkim, co mają - stwierdził Thomas Merton w Nowym posiewie kontemplacji. (Ta klasyczna książka Mertona wciąż jest prawdopodobnie najlepszym objaśnieniem tego, co rozumiemy jako prawdziwe oraz fałszywe "ja"). Odpuszczanie i porzucanie nie są częścią niczyjego programu osiągnięcia szczęścia, a mimo to w każdej dojrzałej duchowości chodzi właśnie o porzucanie i oduczanie się. Możesz potraktować to jako prawdę absolutną. Jak powiedział Mistrz Eckhart, niemiecki mistyk i filozof, życie duchowe polega bardziej na odejmowaniu niż na dodawaniu.
Ego nienawidzi zmiany bardziej niż czegokolwiek innego na świecie - nawet jeśli obecna sytuacja jest straszna albo bezużyteczna. Zamiast cokolwiek zmieniać, wykonujemy coraz więcej bezsensownych czynności, które nie przynoszą żadnego pozytywnego skutku. W ten sposób wielu mówi o osobach uzależnionych, a ja rozciągnąłbym to zdanie na nas wszystkich. Powtarzamy te czynności, za każdym razem bowiem, kiedy je wykonujemy, nie dają nam głębokiej satysfakcji. Angielski poeta, W.H. Auden, powiedział o tym w wierszu "Apropos of Many Things": "Wolimy dać się zniszczyć niż się zmienić. Wolimy umrzeć w strachu niż wspiąć się na krzyż teraźniejszości i pozwolić, aby umarły nasze złudzenia".