Oddech Wschodu - Ada Tulińska

Kup ebooka

47.00 zł
39.01 zł (39,95 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Oczekiwanie

Laura sie­działa po tu­recku na łóżku w swo­jej nie­wiel­kiej ka­wa­lerce. Na be­żo­wej ka­pie z wielką man­dalą roz­ło­żyła kilka opa­słych, świeżo przy­nie­sio­nych z bi­blio­teki to­mów. Od­gar­nęła z twa­rzy orze­chowe loki, zwią­zała je na czubku głowy w kok i wpięła w śro­dek ołó­wek, ni­czym gej­sza.

Jęk­nęły sprę­żyny fo­tela. Leon, ka­na­powy pie­sek w kro­wie łatki, wdra­py­wał się na stare, wy­słu­żone sie­dzi­sko. Od czasu do czasu wy­da­wał prze­cią­głe po­mruki nie­za­do­wo­le­nia. Fo­tel w końcu był stary i nie­wy­godny, nie to, co mię­ciutka sofa ze świeżo wy­pra­nym, pach­ną­cym na­kry­ciem. Dziew­czyna kon­se­kwent­nie igno­ro­wała te dźwięki, za­głę­biona w lek­tu­rze. Nie­znu­że­nie prze­glą­dała stro­nice, szu­ka­jąc od­po­wie­dzi na nur­tu­jące ją od pew­nego czasu py­ta­nia. Ga­briel wszystko cier­pli­wie jej tłu­ma­czył, ale po po­wro­cie do Pol­ski wszystko wy­da­wało się od­le­głym, ba­śnio­wym snem.

Ona sy­reną? Czy jak to Ga­briel mó­wił - aqu­arianną? Przez pierw­szy ty­dzień swo­jego no­wego ży­cia nie­ustan­nie wkła­dała ręce pod wodę i ob­ser­wo­wała zmie­nia­jący się ko­lor skóry - biały z błę­kitną po­światą.

Na­ci­nała nad­gar­stek i pa­trzyła z nie­do­wie­rza­niem, jak szybko tkanka zra­sta się pod wpły­wem wody. Ga­siła świa­tło i po­ru­szała ra­mie­niem, po­dzi­wia­jąc, jak jej zna­mię na pra­wej ręce ema­nuje nie­bie­skim świa­tłem ni­czym zo­rza po­larna i oświe­tla plam­kami cały po­kój. To było trudne do ogar­nię­cia przez nie­przy­zwy­cza­jony do pa­ra­nor­mal­nych za­gad­nień umysł.

Zna­mię opla­ta­jące pra­wie całe przed­ra­mię wy­glą­dało jak piękna flo­ralna bran­so­leta. Za dnia przy­po­mi­nało le­dwo wi­doczny ta­tuaż z ko­ziego mleka, swoją szla­chet­ność uka­zy­wało zaś w ciem­no­ściach i pod do­ty­kiem wody. "To zda­rzyło się na­prawdę", mó­wiła so­bie. Jed­nak jej ludzki umysł po­trze­bo­wał na­uko­wego wy­ja­śnie­nia. Ry­tuał przej­ścia?

Ga­briel tłu­ma­czył... Ga­briel... Ogar­nął ją przy­jemny dreszcz na wspo­mnie­nie tego imie­nia.

Nie­sa­mo­wi­cie uro­kliwy młody aqu­aria­nin, który mo­men­tal­nie spra­wiał, że jej serce pró­bo­wało opu­ścić klatkę pier­siową. Mo­gła go­dzi­nami pa­trzeć w jego prze­ni­kliwe, księ­ży­cowo nie­bie­skie oczy i do­ty­kać ak­sa­mit­nej, kru­czo­czar­nej grzywki. Cały jego ród żył w ukry­ciu od ty­sięcy lat. Były to istoty dłu­go­wieczne, piękne, mą­dre, wy­wo­dzące się z głę­bin mor­skich, które od­kryły, jak przy­sto­so­wać się do ży­cia na lą­dzie.

Ga­briel tłu­ma­czył, że aqu­aria­nie nie pla­nują ry­tu­ałów. To się dzieje samo. Raz na ja­kiś czas wy­spa wy­syła sy­gnał w eter. Ni­gdy nie wia­domo, kto na niego od­po­wie, ale wszy­scy jej miesz­kańcy wie­rzą, że jest to od­po­wied­nia osoba - i to się spraw­dza.

Laura za­uwa­żyła, że aqu­aria­nie po­kła­dają wiarę w pewne bó­stwo, pewną moc, ale ni­gdy jej nie na­zy­wają. Ta moc kie­ruje ich ży­ciem, a oni w pełni jej się od­dają.

Na­dal nie mo­gła tego zro­zu­mieć, nie po­tra­fiła po pro­stu uwie­rzyć. Jed­nak ry­tuał się od­był, czego była do­wo­dem. I miała te­raz sio­strę. Ariana była dru­gim ogni­wem ry­tu­ału. Cząstką wody, która tchnęła w Laurę ma­giczne wła­ści­wo­ści w za­mian za zu­peł­nie ludz­kie ce­chy po­zwa­la­jące od­dy­chać po­wie­trzem na po­wierzchni.

Tak na­prawdę zy­skała na tym znacz­nie wię­cej. Wie­działa, że te­raz nie tylko ma sio­strę, ale rów­nież całą ro­dzinę. Bra­ko­wało jej wspól­nych chwil spę­dzo­nych z Ga­brie­lem, Ollą, Le­ifem i bliź­nia­kami.

Laura pierw­szy raz od wielu lat czuła, że gdzieś przy­na­leży. Jed­nak cały czas nie mo­gła oprzeć się wra­że­niu, że to cu­downy sen, który za­raz się skoń­czy i znik­nie jak bańka my­dlana pę­ka­jąca pod do­ty­kiem palca dziecka. W jej sercu za­tliła się rów­nież inna na­dzieja.

- Czy ist­nieje szansa, żeby ule­czyć moją cio­cię? - spy­tała Ga­briela, kiedy była jesz­cze na wy­spie.

On uśmiech­nął się le­ciutko i po­ca­ło­wał jej dłoń.

- Nie wiem skar­bie, to nie­wy­klu­czone.

- Czy mogę ją tu przy­wieźć i za­aran­żu­jemy ko­lejny ry­tuał? - py­tała.

- To tak nie działa. Czło­wiek musi zo­stać wy­brany.

Laura się nie­cier­pli­wiła, ale nie za­mie­rzała się pod­da­wać. Mu­siał ist­nieć ja­kiś spo­sób.

Moc aqu­arian mo­gła zmie­nić świat. Mo­gła le­czyć raka, de­men­cję, sta­rość. Mo­gła po­wstrzy­mać wojny i okru­cień­stwo. Prawo su­rowo za­bra­niało roz­po­wszech­nia­nia sta­ro­żyt­nej wie­dzy. Nie za­mie­rzała ro­bić nic wbrew ich woli, ale w jej gło­wie już na­ro­dził się pe­wien po­mysł. Na­dal miała tylko strzępki in­for­ma­cji, które nie­udol­nie pra­gnęła po­skła­dać w ca­łość.

Mi­to­lo­gie wy­po­ży­czone z bi­blio­teki nie­stety nie oka­zały się po­mocne. Po­mimo dłu­giego i żmud­nego stu­dio­wa­nia Laura do­wie­działa się je­dy­nie, że nor­dyccy bo­go­wie byli bar­dzo okrutni i otwar­cie mó­wili, że nie ma więk­szej chwały niż zro­bie­nie krwa­wej mia­zgi z prze­ciw­nika. Im wię­cej krwi, tym le­piej. Jęk­nęła po prze­stu­dio­wa­niu opisu ry­tu­ału krwa­wego orła. Był to ro­dzaj tor­tur po­le­ga­jący na wy­kro­je­niu z nie­szczę­śnika że­ber i roz­ło­że­niu ich na kształt skrzy­deł. Zde­cy­do­wa­nie była prze­ciwna ta­kiemu roz­wią­zy­wa­niu spo­rów.

Znała jed­nego czło­wieka, który mógł udzie­lić jej po­rady. Re­mek był stu­den­tem bio­lo­gii na Uni­wer­sy­te­cie Me­dycz­nym. W wol­nych chwi­lach zaj­mo­wał się tro­pie­niem istot nad­przy­ro­dzo­nych i gra­niem na ba­sie. Cho­dził z czer­woną ban­danką prze­wią­zaną na ru­da­wych wło­sach i w czar­nych gla­nach, na­wet la­tem. Laura była pewna, że jest fa­nem ze­społu Guns N'Ro­ses. Do­brze, że przy­naj­mniej nie cho­dził w czar­nym cy­lin­drze.

Było jedno ale... Od­kry­cie se­kretu aqu­arian po­sta­wił so­bie za punkt ho­noru. W do­datku przy­jaź­nił się z Lja­mem, który nie tylko tro­pił fan­ta­styczne stwory, ale także na nie po­lo­wał.

Laurę prze­szedł zimny dreszcz. Czy wstę­pu­jąc w sze­regi sy­ren, mu­siała po­rzu­cić zna­jo­mość z tą dwójką? Od­po­wiedź była oczy­wi­sta.

Wie­działa, że na tym się nie skoń­czy. Nie­ba­wem bę­dzie mu­siała na za­wsze po­że­gnać swoje naj­lep­sze przy­ja­ciółki. Dłu­go­wiecz­ność miała wy­soką cenę. Skrzy­wiła się jesz­cze bar­dziej na myśl o nie­unik­nio­nym roz­sta­niu. A gdyby tak zli­kwi­do­wać po­działy? Czy ist­niała ja­kaś re­cepta na zdrowy, har­mo­nijny świat? Prze­ło­żyła książki z po­wro­tem na sto­lik. Leon le­ni­wie wstał z fo­tela i usa­do­wił się na ka­na­pie, da­jąc do zro­zu­mie­nia, że jest nie­za­do­wo­lony, że tak długo to trwało. Laura chwy­ciła pi­lota i włą­czyła te­le­wi­zję. Przez chwilę ska­kała bez sensu po ka­na­łach, aż w końcu za­trzy­mała się na Ani­mal Pla­net. Wła­śnie le­ciała po­wtórka "Za­kli­na­cza psów".

Pro­wa­dzący od­wie­dzał ro­dziny, które miały kło­po­tliwe psy.

- Leon, patrz i się ucz!

Pies uniósł lekko łe­bek, ale zo­rien­to­waw­szy się, że to tylko fał­szywy alarm i Laura nie trzyma nic do je­dze­nia, po­ło­żył się z po­wro­tem i za­mknął oczy.

Pre­zen­ter był dzi­siaj u lu­dzi, któ­rzy mieli ho­dowlę rot­twe­ile­rów. Psy zdo­mi­no­wały całe ich ży­cie, zaj­mo­wały ka­napę, a kiedy ktoś z do­mow­ni­ków pró­bo­wał usiąść, war­czały i ob­na­żały zę­bi­ska. To samo działo się, gdy mąż pró­bo­wał przy­tu­lić żonę.

Pro­wa­dzący po szyb­kich oglę­dzi­nach stwier­dził, że tak fa­tal­nej sy­tu­acji jesz­cze w ży­ciu nie wi­dział i bę­dzie to dla niego nie lada wy­zwa­nie. Za­bawne, że po­wta­rzał to w każ­dym od­cinku, na­wet kiedy po­skra­miał cią­gle uja­da­ją­cego pu­delka. "Bu­duje na­pię­cie jak Hitch­cock, nie ma co", skwi­to­wała Laura. Mimo wszystko chęt­nie oglą­dała po­skra­mia­nie psów. Za­kli­nacz tłu­ma­czył do ka­mery, że trzeba na­mie­rzyć osob­nika alfa i to jego zdo­mi­no­wać. Je­żeli psu się po­każe, że czło­wiek rzą­dzi, on to po pro­stu za­ak­cep­tuje, nie bę­dzie się sprze­ci­wiać, tylko po­kor­nie przyj­mie nową rolę. Reszta stada się do­sto­suje. Ja­koś nie chciało jej się w to wie­rzyć. Chwilę póź­niej na ekra­nie zo­stał tylko za­kli­nacz i rze­czony sa­miec alfa. Ro­dzina zo­stała po­pro­szona o po­cze­ka­nie w ogro­dzie, po­nie­waż - jak to pro­wa­dzący okre­ślił - "sceny mogą być zbyt dra­styczne". Miał ra­cję, po­czą­tek po­skra­mia­nia wy­glą­dał nieco dra­ma­tycz­nie.

Pies war­czał i po­ka­zy­wał zęby, gniew­nie stro­sząc sierść na karku. Tre­ser nie pa­trzył mu w oczy, tylko ob­ser­wo­wał swoje czarne adi­dasy. Laura za­sta­na­wiała się, czy jest aż tak nie­roz­sądny, czy to ja­kaś sztuczka. O dziwo, pies prze­stał być agre­sywny. Za­in­te­re­so­wał się za to pla­strem boczku, który po­skra­miacz umie­ścił przed nim na pod­ło­dze. Pro­wa­dzący od­wró­cił się z po­wro­tem do ka­mery i po­ka­zał kciuk do góry. Jego bladą, zde­ner­wo­waną twarz po­kry­wały czer­wone plamy, które spra­wiały, że wy­glą­dał jak wielka kulka źle wy­mie­sza­nych lo­dów ma­li­no­wych.

- To zwy­kłe prze­kup­stwo - po­wie­działa do Le­ona, choć mo­gła się za­ło­żyć, że nie miałby nic prze­ciwko ta­kiej tre­su­rze. Chwilę póź­niej pro­wa­dzący już trzy­mał rękę na karku by­dlę­cia i przy­ci­skał go do ziemi. Czwo­ro­nóg pisz­czał prze­raź­li­wie.

- Nic mu się nie dzieje, spo­koj­nie - mó­wił do ka­mery. - Jest zdez­o­rien­to­wany.

Bry­tan chwilę jesz­cze się opie­rał, po czym ustą­pił. Pro­wa­dzący gła­skał go po brzu­chu, a pies wy­wa­lił ję­zyk z roz­ko­szy.

- Te pro­gramy są wy­re­ży­se­ro­wane - po­wie­działa Laura, któ­rej ni­gdy nie udało się w pełni wy­tre­so­wać Le­ona. "To jest pies z am­bi­cjami, nie bę­dzie wy­ko­ny­wał cyr­ko­wych sztu­czek", tłu­ma­czyła so­bie. Nie ozna­czało to, że pies był nie­po­słuszny. Był od­da­nym, naj­lep­szym przy­ja­cie­lem i chęt­nie słu­chał swo­jej pani, jed­nak tylko wtedy, kiedy miał na to ochotę.

Się­gnęła po te­le­fon i za­lo­go­wała się na skrzynkę ma­ilową. Nie­cier­pli­wie cze­kała na wia­do­mość od Ga­briela. Za­ło­żyli wspólne konto, dzięki któ­remu mo­gli ko­mu­ni­ko­wać się tylko przez za­pi­sy­wa­nie ko­pii ro­bo­czych, ka­su­jąc po­przed­nie. Ga­briel twier­dził, że wów­czas wia­do­mo­ści będą trud­niej­sze do prze­chwy­ce­nia przez nie­po­wo­łane osoby. Nie­stety, jego ko­mu­ni­katy po­ja­wiały się co­raz rza­dziej i były co­raz bar­dziej zdaw­kowe, jakby pi­sał je w po­śpie­chu. "Ma dużo pracy", "ma pro­blem z do­stę­pem do in­ter­netu", tłu­ma­czyła go. Syn hra­biego dźwiga dużo na bar­kach - zwłasz­cza te­raz, kiedy przy­rodni brat, Za­giel, ich opu­ścił.