Klęska
Francja doby Pétaina po dzień dzisiejszy przyciąga uwagę historyków i wszystkich zainteresowanych zarówno dziejami drugiej wojny światowej,
bądź też po prostu fenomenami społecznymi wstrząsającymi
dwudziestowieczną Europą.
I choć zdrada rządu Pétaina jest niewątpliwa, wciąż rodzą się pytania,
jak mogło do niej dojść, jakie siły społeczeństwa francuskiego ponoszą
współodpowiedzialność. Omawiając okres "panowania" Vichy należy
pamiętać, że nie było to jakieś "deus ex machina", nadzwyczajne
wydarzenie polityczno-społeczne, które ot, nagle, spadło nie wiedzieć
skąd i czemu, choć owszem, wydarzenia towarzyszące były nadzwyczajne:
wojna.
Ona wyzwoliła jednak tylko sprężyny, które tkwiły już przedtem w społeczeństwie. Mniejsza o poszczególne osoby tworzące lub zaplątane w system państwa francuskiego pod wodzą Pétaina, ważniejsze jest pytanie o grupy, które nalegały na określone rozwiązania. Grupy społeczne zaś,
wraz z ich poglądami i koncepcjami, nie rodzą się z dnia na dzień.
A więc wszystko się zawaliło. III Republika, powstała po klęsce
cesarstwa Napoleona III w wyniku wojny prusko-francuskiej, właściwie już
nie istnieje, dogorywa. Przedwojenne rządy odeszły w dal. "Mężem
opatrznościowym" jest zwycięzca spod Verdun -?Pétain.
Jest 13 czerwca 1940 roku. W jednym z zamków nad Loarą, tam gdzie -?jak
niektórzy uważają -?we Francji jest najpiękniej, marszałek Pétain w drodze do Bordeaux zarządza improwizowane posiedzenie rady ministrów.
Wszyscy zbierają się w zamku Cangé.
Pétain przedstawia krótką deklarację: "Tylko emigrując lub dezerterując
rząd może opuścić terytorium francuskie. Cokolwiek nastąpi, obowiązkiem
jego jest pozostać w kraju pod groźbą, iż nie będzie już uznawany.
Pozbawienie Francji jej naturalnych obrońców w okresie powszechnej
rozterki oznacza oddanie jej na pastwę nieprzyjaciela, zamordowanie
ducha Francji, oznacza w konsekwencji uniemożliwienie jej odrodzenia
się. Odnowy francuskiej powinniśmy oczekiwać w znacznie większym
stopniu, pozostając na miejscu, od duszy naszego kraju, którą tym
sposobem będziemy chronić, niż w oczekiwaniu na odbicie terytorium za
pomocą sprzymierzonych działań, w warunkach i w czasie niemożliwym do
przewidzenia. Jestem więc zdania, że nie należy opuszczać ziemi
francuskiej i zaakceptować cierpienie, jakie zostanie narzucone
ojczyźnie i jej synom. Odrodzenie francuskie będzie owocem tego
cierpienia... Oświadczam, w tym co się tyczy mojej osoby, że nawet
gdybym nie był członkiem rządu, jeśli do tego dojdzie, odmówię
opuszczenia terytorium metropolii. Pozostanę wśród francuskiego narodu,
by dzielić jego trudy i nieszczęścia. W moich oczach zawieszenie broni
stanowi warunek przetrwania wiecznej Francji".
Oświadczenie to stało się jak gdyby podstawą założenia reżimu
vichystowskiego i jego pierwszym usprawiedliwieniem. Zawieszenie broni
staje się już faktem dokonanym, konsekwencją klęski, prawica przejmuje
ster rządów w swoje ręce i nic nie jest już przypadkiem. Jeszcze przed
oświadczeniem Pétaina generał Weygand złożył swoje, strasząc rzekomym
powstaniem rządu komunistycznego w Paryżu.
Panujące zamieszanie nie sprzyjało w żadnej mierze jednoznacznej
wykładni tego, co się stało i dokonywało. Odczuwała to zwłaszcza prasa.
W dzień po oświadczeniu Pétaina "Le Courrier du Centre", ukazujący się w Limoges, pisał o decyzji senatu amerykańskiego, który wyraził zgodę na
sprzedaż broni aliantom, o tysiącach armat, które niebawem zawitają do
Francji, a także o Anglii, która miała wysłać swych żołnierzy na front
francuski. "Nasze oddziały zdobywają osiem kilometrów w wyniku
kontrataku na Oise..". -?brzmiał komunikat francuskiego sztabu
generalnego.
W cztery dni później, to znaczy 18 czerwca, czytelnicy dowiadują się, iż
Francja wystąpiła z propozycją zawieszenia broni i zapoznają się z treścią oświadczenia marszałka.
Tego samego dnia po raz pierwszy z Londynu falami eteru biegnie do
Francuzów głos generała de Gaulle'a. Ludzie Pétaina nie doceniają go
wtedy jeszcze, a on sam dostrzega pewne, sensowne jego zdaniem, aspekty
reżimu Vichy w obliczu stałej, bezpośredniej groźby nieprzyjacielskiej.
Ale wiele lat później powie: "Vichy skompromitowało między innymi ideę
odnowy politycznej, bo ją skarykaturyzowało".
Wkrótce Pétain żąda zaocznego skazania de Gaulle'a na karę śmierci za
niesubordynację.
Reakcja de Gaulle'a:
"Pétain upodobał sobie hasło: Praca, rodzina, ojczyzna. Ojczyznę ten
zwycięzca spod Verdun zdradził! Jeśli chodzi o rodzinę, to przecież ten
stary libertyn nigdy nie chciał mieć dzieci! A w tym, co się tyczy
pracy, to od dawna stracił ów nawyk!"
Ale de Gaulle, zawodowy wojskowy, widzi jeszcze coś ważniejszego:
"Marszałek nie pojął, iż w tej wojnie Marna znajdowała się na wysokości
Morza Śródziemnego. Planetarny aspekt konfliktu umyka mu całkowicie.
Powiada on sobie: przegraliśmy w 1870, wygraliśmy w 1918, przegraliśmy w 1940 raz jeszcze. Była to trzecia runda, a przed nami czwarta. Jego
perspektywa nie wysuwa się poza tradycyjny antagonizm
francusko-niemiecki. Widzi tylko powtórzenie poprzednich konfliktów. A do tego porzućcie mieszaninę społecznego konserwatyzmu i strach przed
komunizmem. I oto macie całe Vichy. Ach, co innego zostać pokonanym, a jeszcze co innego warunki, w jakich się zostaje pokonanym".
I jeszcze o Pétainie: "Za bardzo go kochałem, żeby go teraz nie
nienawidzić".
Pani de Gaulle słucha. Jej syn przemawia przez radio. Jest ciężko chora.
Schroniła się w Bretanii. Dwudziestego szóstego czerwca de Gaulle mówi:
"Panie marszałku, ponad morzem, poprzez fale radiowe przemówi do pana
żołnierz francuski. Wczoraj słyszałem pana głos, który znam tak dobrze,
i nie bez wzruszenia słuchałem tego, co pan mówił Francuzom, by
usprawiedliwić to, co pan uczynił".
W rodzinie de Gaulle'ów rebelia przeciw marszałkowi Francji to dramat.
Ale pani de Gaulle nie waha się. Jej syn jest patriotą. Pamięta jeszcze
z dzieciństwa, z 1870 roku, zapłakanych rodziców: "Marszałek Bazaine
skapitulował".
Pani de Gaulle wkrótce umiera. Nie usłyszy już sentencji wyroku śmierci
na swego syna. Został wydany w lipcu 1940 roku.
Motywację spisze później sam Pétain. Po latach jest krętacko łagodna:
"Wyrok na generała de Gaulle'a narzucał się: Z powodu konieczności
dyscypliny wojskowej. Jako przykład służący zakończeniu ucieczek
oficerów francuskich za granicę.
Jest rzeczą jasną, że wyrok ten, jako zaoczny, może być utrzymany tylko
dla zasady. Nie zamierzałem mu nigdy nadać dalszego ciągu. Jestem
natomiast gotów sprzymierzyć się z każdym działaniem, które umożliwi
przywrócenie we Francji porządku i związek serc między wszystkimi
Francuzami".
Tekst ów pozbawiony jest daty. Prawdopodobnie pisany był pod koniec
"epopei" marszałka.
Ważne jest tutaj co innego. Przede wszystkim de Gaulle, szef Wolnych
Francuzów, został skazany na karę śmierci z całą powagą. Po drugie,
jeśli Pétain nie miał zamiaru go rozstrzeliwać, gdyby nawet mógł to
uczynić, to opinia publiczna o tym przecież nie wiedziałaby.
Natomiast Laval mówił, że kara śmierci to najlepsza przysługa
wyświadczona de Gaulle'owi.
Pétain w więzieniu! "Ja skazałem de Gaulle'a na śmierć i on mnie skazał
na śmierć, jesteśmy kwita".
Pétain nadal nic nie rozumie. Ale akt oskarżenia de Gaulle'a po wojnie
gdzieś ginie.
Dwuznaczności i jednoznaczność
Przez pierwsze lata trwania wojny część północna i południowa Francji
różniły się od siebie niepomiernie. Stan taki trwał do listopada 1942
roku, kiedy to cały kraj znalazł się pod niemiecką okupacją. Różnice
między dwiema strefami dotyczyły w pierwszym okresie wszystkich niemal
przejawów życia, można jednak zaryzykować twierdzenie, iż największy
podział dokonał się i utrwalił w sferze psychologicznej.
Gdy nastąpiła całkowita okupacja terytorium narodowego, zróżnicowanie to
zaczęło się zmniejszać, nigdy wszakże nie zniknęło całkowicie. W Paryżu,
na przykład, Niemcy, gestapo, instytucje III Rzeszy znajdowały się na
miejscu, a Pétain daleko. Stąd też legendzie łatwiej było powstać i znaleźć miejsce w sercach i umysłach Francuzów, którzy pragnęli wierzyć,
iż gdzieś tam czuwa nad nimi wielki i zmyślny patriota.
Zwieść dawali się niekiedy nawet ludzie przytomni i świadomi opcji
politycznych i społecznych marszałka. Choć częstokroć nie podzielali
jego poglądów, chcieli jednak wierzyć, że mimo wszystko istnienie Vichy
to możliwość stawiania legalnego oporu. Z obrzydzeniem gotowi byli
wybaczać nawet faszystowskie ciągotki, nim się jeszcze wykształciły
struktury kolaboracji.
A kolaboracja w sposób ewidentny miała rządowi Vichy posłużyć do rewanżu
za lata międzywojenne, kiedy to nigdy skrajna prawica nie zdołała tak
naprawdę dorwać się do władzy. Miała to być zemsta nie tylko na ideach
mniej lub bardziej socjalistycznych bądź postępowych, ale wręcz na
pojęciu demokracji. Zastąpienie haseł o wolności, równości i braterstwie
przez hasła o pracy, rodzinie, ojczyźnie było tego najdobitniejszym
przykładem, a jednocześnie dowodem. Należy pamiętać, że Pétain i jego
ludzie doszli do władzy po eksperymencie Frontu Ludowego.
Francuskie środki masowego przekazu z dnia na dzień zaczynały
przypominać gazety i rozgłośnie niemieckie. Przy tym dokonano
mistyfikacji polegającej na nieustannym ględzeniu o patriotyzmie, na
hołubieniu folkloru, który miał być namiastką suwerenności.
A do tego wszędzie, od rana do rana, pétainowsko-patriotyczne śpiewy,
emblematy francusko-faszystowskie, jedność, portrety, okrzyki. Filozofia
Führerprinzip góruje nad wszystkim. A führerem Francji jest Pétain,
nacjonalistyczny wódz nowego ładu francuskiego.
Na nowe stanowiska i urzędy wyciąga się z lamusa różnych dobrze
urodzonych, całą administrację przenika wojsko. Przemysł znajduje się w rękach "komitetów organizacyjnych", a te są ściśle kontrolowane przez
wielkie firmy. W tej dziedzinie wzorem były Włochy Mussoliniego.
Kiedy już nowy ład został ustanowiony, przyszła kolej na represje.
Tu niby francuski patriotyzm, gdzie indziej szowinizm, zwłaszcza
skierowany przeciw Anglii, jeszcze gdzie indziej bezprzykładne
wychwalanie Niemiec i Hitlera, tworzenie francuskiego SS, a po cichu
dawanie do zrozumienia, że to wszystko tak trochę na niby, bo w gruncie
rzeczy Vichy Francję ratuje. Przeciętny Francuz mógł być
zdezorientowany.
Wybitny dziennikarz francuski, wówczas młody człowiek, a wkrótce jeden z przywódców Ruchu Oporu, Claude Bourdet, tak opisuje swoje ówczesne
wrażenia po rozmowie z Labusqui?re'em, szefem gabinetu generała
Huntzingera, który piastował godność ministra wojny rządu Vichy:
-?Z kim właściwie trzymacie? Z Anglikami, z Niemcami, czy Vichy jest
naprawdę neutralne?
Labusqui?re odpowiedział bez wahania: -?Nie zmieniliśmy sojuszy; pewnego
dnia poprowadzimy wojnę dalej, u boku Anglików. Na razie nic nie możemy
zrobić. Wszystko, czego nam trzeba, to zyskać na czasie.
-?No, ale w takim razie -?czy zdajecie sobie sprawę z tego, co robicie z krajem? Wasze radio, wasza prasa, wszystkie oficjalne przemówienia pełne
są antyangielskiej propagandy. Nie krępujecie się niczym: nie tracicie
żadnej okazji, by oskarżać Brytyjczyków o wszystkie grzechy, by
Hitlerowi wybaczać, a nawet chwalić go i jego armię, a wszystko to
czynicie w imieniu ojczyzny z nielichym podnieceniem i w łopocie
trójkolorowych sztandarów, grając bez reszty na prestiżu zwycięzcy spod
Verdun. Jakże więc znaczna część kraju ma znajdować się pod wpływem owej
akcji? Co uczynicie w dniu, gdy zechcecie zmienić sytuację i powrócić do
naszej dawnej polityki?
Labusqui?re uśmiechnął się łagodnie i przyjaźnie, lecz z niejaką
wyniosłością: -?Mój mały, nie powinieneś się niepokoić. Nic prostszego:
ośmiodniowa kampania prasowa i wszystko będzie jak dawniej".
Młody Bourdet rozumiał coraz mniej. Coś tu było nie tak. Przecież
widział co dnia, jak -?poza całym cyrkowym kabotyństwem rządu Vichy i jego prominentów -?ta głoszona polityka jest naprawdę realizowana, że to
nie teatr z jego umownością. Spróbował więc nieśmiałego protestu:
-?Ale czy nie lęka się pan tego, że wielu ludzi bierze dosłownie waszą
dzisiejszą politykę, że angażują się oni w nią bez reszty i biorą was za
słowo tak dalece, że nie będą już potem mogli włączyć wstecznego biegu?
Labusqui?re uśmiechnął się ponownie: -?Tylko kretyni znajdą się w takim
położeniu.
Dialog ów jest niezmiernie interesujący, ukazuje bowiem, że u podłoża
decyzji i skołowania niektórych osób leżała wiara w możliwość "podwójnej
gry" i przekonanie, że Pétain jest istotnie jej czołowym graczem. A zważywszy na założenia ustroju i wynikającą z nich kolaborację, reszta
była konsekwentnym dopełnieniem matackich początków i konsekwencją
kroczenia za przykładem Pétaina również i tych, którzy połączyli się z Vichy w dobrej wierze.
Ówczesny ambasador amerykański w Vichy tak pisał po latach, gdy
relacjonował swoje rozmowy z przywódcami reżimu:
"To, co się rzuca w oczy w owych rozmowach, to niesamowite wrażenie, iż
przywódcy francuscy chcą wyrwać z korzeniami to wszystko, co Francja
uosabiała w czasie ostatnich dwóch pokoleń, że klęska zarówno z materialnego, jak i moralnego punktu widzenia była tak całkowita, iż
przyjęli za swoją myśl o tym, że Francja miałaby się stać prowincją
nazistowskich Niemiec. Nadto, by mieć jak najliczniejszy orszak niedoli,
żywią nadzieję, że Anglia zostanie rychło i całkowicie pokonana przez
Niemcy i że Włochy zaznają tego samego losu. Ich nadzieją jest ujrzeć,
jak Francja staje się uprzywilejowanym landem Niemiec".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki