1. Karolina
Mieliście tak kiedyś, że mimo posiadania wszystkiego, co zadowoliłoby każdego przeciętnego człowieka, stale wam czegoś brakowało?
Ja tak miałam. Pomimo dobrej pracy, w miarę ustabilizowanej sytuacji finansowej oraz długoletniego związku coś mi nie grało. Nie narzekałam nawet na urodę. Wręcz przeciwnie. Gęste, brązowe, sięgające pupy włosy, duże niebieskie oczy, pełne usta i nieskazitelna cera robiły swoje. Nieskromnie mówiąc, byłam super laską. Ale co z tego, skoro czułam się zaniedbywaną przez faceta super laską. I od tego właśnie zaczęłam porządki w swoim życiu.
Musiałam coś zrobić.
Wierzyłam, że ta zmiana to początek nowego życia.
Rozstania nigdy nie są łatwe, zwłaszcza przy takim stażu. Siedem lat to kawał czasu, w naszym przypadku zmarnowanego.
- Czego nie rozumiesz w słowach to koniec? - wrzeszczałam na niego jak głupia, aż zrobiło mi się go przez chwilę żal. Stał jak ta sierota, która po upływie tylu lat nadal nie wiedziała, jakie oczekiwania mam względem niego.
Zaprosiłam go do siebie na szczerą rozmowę. Akurat rodziców nie było w domu. Brat jeszcze nie wrócił z pracy. Miałam więc dogodną sytuację, aby zakończyć to w miarę po cichu, a nawet gdyby polały się łzy, nikt by ich nie zobaczył. Nie chciałam robić tego przez telefon czy smsem. Tak zachowują się dzieci, a ja w wieku dwudziestu pięciu lat byłam na tyle dojrzała, aby zrobić to, patrząc mu prosto w oczy.
Z Bartkiem byliśmy parą od liceum. Pierwsza miłość, zarówno jego, jak i moja, no i nasz wspólny pierwszy raz. I jeśli mam być szczera, każdy kolejny stosunek z nim nie był wcale lepszy od poprzedniego.
Bartek okazał się wyjątkowo nieudolny w łóżku. Robił, co mógł, starał się, a z czasem zwyczajnie przestałam mieć ochotę na jakiekolwiek zbliżenie. Mogę śmiało stwierdzić, że w tej sferze czuję się jak dziewica.
- Miałem zamiar ci się oświadczyć. Tego chciałaś. Nic z tego nie rozumiem... - Usiadł obok mnie na łóżku, potem spróbował mnie przytulić, ale uciekłam przed tym. Zaczęłam nerwowo krążyć po pokoju.
- No właśnie. Ja chciałam. To ja na tobie to wymusiłam. Ty wcale tego nie chcesz. Bałeś się, że cię zostawię. I patrz... to się dzieje. Nie męczmy się dalej. Nie katujmy się swoją obecnością. Nic z tego nie wyjdzie. Wypaliło się.
- Rób co chcesz. - Zerwał się nagle z łóżka. - Jeszcze będziesz tego żałować i wrócisz do mnie z podkulonym ogonem.
- To, że nie jesteśmy razem, nie znaczy, że nie możemy być... - próbowałam go uspokoić, ale efekt okazał się zgoła przeciwny.
- Przyjaciółmi? - prychnął. - Nie rozśmieszaj mnie. Tak sobie to wyobrażasz? Może ty dasz radę, bo ja na pewno nie. Nie po tylu wspólnych latach. Mam cię wspierać przy wyborze nowego partnera? Wybierać z tobą suknię ślubną albo planować ustawienie stolików?
- Dlaczego podchodzisz do tego tak emocjonalnie? Ludzie się rozstają. Takie rzeczy się zdarzają. Nie pasujemy do siebie.
- Szkoda, że nie powiedziałaś mi tego siedem lat temu - kpił ze mnie.
- Uważasz, że to tylko moja wina, tak?
- Tak. Uważam, że jest nam dobrze. A ty coś sobie ubzdurałaś.
- Twoje zerowe ambicje zawodowe, brak pracy, totalne lenistwo to mało? Wiesz, co? Ja chciałam się rozstać kulturalnie, w przyjaznej atmosferze, bez wywlekania brudów, ale jeśli chcesz, to powiem ci, dlaczego cię rzucam.
- Nie - złagodniał. - Jeśli to koniec tej rozmowy, to pójdę już. - Skierował się do drzwi. - Gdybyś zmieniła zdanie...
- Bartek. - Popatrzyłam na niego wymownie.
- Nie zmienisz. Rozumiem. To na razie. - Zamknął za sobą drzwi.
To nie tak, że obwiniałam go za wszystkie problemy, które doprowadziły do rozpadu naszego związku. Ja też się do tego przyczyniłam, choć nadal twierdzę, że w mniejszym stopniu. Jednym z głównych powodów była nasza rozłąka. Wyjechałam na studia do Krakowa, pozostawiając Bartka we Wrocławiu. Nie mógł mi tego darować. A ja nie mogłam już słuchać wiecznego wypominania, że nie mam dla niego czasu, że go zostawiłam albo że podjęłam pracę, równocześnie studiując.
Sam, nie dając nic od siebie, pogłębiał przepaść, która nas zawsze dzieliła. Przez pięć lat mojego pobytu w Krakowie, odwiedził mnie zaledwie trzy razy. Do tego dochodziła jeszcze jego chorobliwa zazdrość.
Nasz związek to były wieczne wyrzuty, brak zaufania, brak zainteresowania moimi potrzebami i sfera seksualna, która prawie nie istniała. Szantażem i obrażaniem się wymuszał na mnie współżycie, na które wcale nie miałam ochoty. O chemii nie wspominając, bo jej już dawno między nami nie było. A może nigdy?
Gdy zamknął za sobą drzwi, poczułam ulgę. Wielką ulgę. Leżałam na łóżku z uśmiechem na ustach. Może byłam egoistką. W głębi duszy cieszyłam się jak głupia, a on tymczasem mógł cierpieć, mogło mu być źle. Jednak znałam go na tyle dobrze, by być pewna, że nawet go to nie obeszło. Przez cały nasz związek myślał tylko o sobie, mając mnie głęboko w poważaniu.
Ja się jednak cieszyłam.
Uwolniłam się od niego.
Uwolniłam się od monotonii, bezradności i rozczarowania.
Zamknęłam za sobą ten beznadziejny rozdział, otwierając tym samym nowy. Jedno było pewne. Bez wyrzutów sumienia i z podniesioną głową byłam gotowa przyjąć to, co miał zgotować mi los.