Odczarowanie - Marek Morawski

Reflow text when sidebars are open.
"Żaden Bóg nigdy nie dał człowiekowi prawa do wolności przekonań".
Jerzy Kijewski
Rozważania nad fenomenem, jakim jest wiara milionów ludzi w istnienie nadprzyrodzonych i niewytłumaczalnych sił trwa nieprzerwanie od wieków. W zależności od głoszonych przekonań oraz miejsca i czasu ich upublicznienia możliwe było nałożenie ewentualnych konsekwencji na śmiałków poddających w wątpliwość całość lub część przekonań religijnych. Nawet współcześnie krytyka podstaw religii i religijności jest często uważana za zbyt daleko idącą ingerencję w obszar prawnie chroniony lub przynajmniej za działania dalece nietaktowne. Prowadzi to niejako do wymuszonej akceptacji obarczonego licznymi wewnętrznymi sprzeczności religijnego sposobu pojmowania rzeczywistości.
Uderzające okazuje się zbiorowe wyrzeczenie się naturalnego dla każdego człowieka dążenia do potwierdzenia, zbadania wszystkich przesłanek stojących za wyznawanym przekonaniem. Prowadzi to do sytuacji, gdy wbrew własnej logice przyjmujemy tezy z założenia irracjonalne uznając je jedynie na podstawie wieloletniej tradycji czy potęgi instytucji je głoszącej, co w żadnym przypadku nie może zastąpić rzetelnej weryfikacji dowodów przemawiających za lub przeciw nim. Sam Harris pisał wręcz o ludzkim mózgu, że jest on istną fabryką przekonań, która stale chłonie, wytwarza i łączy różne liczne przekonania o otaczającym nas świecie ale i o nas samych[1].
Każdy chyba doświadczył takiego odczucia np. po nietrafionym zakupie, kiedy to wobec zaistniałej już sytuacji usilnie szukamy dobrych jej stron, by w konsekwencji przyznać "może to w końcu nie jest takie złe". Potrafimy się w końcu sami oszukiwać by uzyskać emocjonalny komfort wobec niewygodnych faktów.
Mogłoby się wydawać, że w XXI wieku badający rzeczywistość rozum wygra z niczym niepopartymi zabobonami. Tak się jednak nie stało, a wiara ze swoimi irracjonalnymi założeniami trzyma się mocno przechodząc z pokolenia na pokolenie. Fenomen ten zapewne można wytłumaczyć przywiązaniem do tradycji z jednej strony oraz strachem lub raczej pewną formą zabezpieczenia się na przyszłość na zasadzie "a co jeśli to jednak prawda?" Jest to swoista forma polisy ubezpieczeniowej, kiedy to ponosimy stosunkowo niewielki koszt dzisiaj by zabezpieczyć się wobec niepewnej przyszłości.
Wiara dodatkowo podejmuje próby "wyjaśnienia" świata znacznie prościej niż czyni to nauka. Aby pojąć zasady funkcjonowania świata trzeba się wysilić i zdobyć wiedzę z obszaru fizyki, chemii i jeszcze kilku innych nauk przyrodniczych. Religia tłumaczy to samo znacznie prościej, w sposób idealny dla szerszych mas odbiorców.
Taka interpretacja fenomenu wiary nie zmienia jednak jej irracjonalnych podstaw. W dalszym ciągu nie jest ona poparta żadną wiedzę naukową, a brak dowodów powinien stać się dość jednoznaczną i wyraźną przesłanką. Każde twierdzenie nieudowodnione przez ponad dwa tysiące lat powinno wzbudzać poważne wątpliwości co do swojej prawdziwości.
Podczas dyskusji z osobami wierzącymi na argument dotyczący dowodów na istnienie jakichkolwiek sił nadprzyrodzonych niezwykle często pada argument o analogiczne dowody na nieistnienie Boga. Podstawowy błąd takiego rozumowania wynika z równego traktowania obowiązków obu stron dyskusji obligując wszystkich, w takim samym stopniu, do prezentacji dowodów potwierdzających ich punkt widzenia. Równowaga ta jest jednak zaburzona, co wynika z jej logicznych podstaw[2]. Jeżeli ja wymyślę dowolny byt obdarzony nadprzyrodzoną mocą to absurdem byłoby twierdzenie, że istnieje on tylko, dlatego że inni nie potrafią udowodnić jego nieistnienia, tak więc to pomysłodawca, a obecnie raczej wyznawca ma obowiązek udowodnić swoje twierdzenia, a nie oponent ma poszukiwać dowodów na ich podważenie. Obowiązek ten jest jeszcze dodatkowo potęgowany przez samą religię poprzez tzw. obowiązek ewangelizacji[3]. Tak więc propagowane są na kolejne pokolenia wypracowane przez wieki przekonania niepoparte żadnymi dowodami naukowymi.
Przyjmując założenie, że to pomysłodawca wprowadzający nowe twierdzenie ma obowiązek udowodnienia jego prawdziwości widzimy dalsze tego konsekwencje. Najstarsze ślady kultu religijnego przedstawicieli naszego gatunku pochodzą z przed 95 tys. lat, początki samego tylko Homo Sapiens czyli już człowieka rozumnego datowane są na ok 300 tys. lat temu[4] tak więc najpierw byliśmy niewierzący, co więcej dłużej byliśmy niewierzący niż wierzący.
Zawsze też można rozbudować koncepcję Boga o niemożliwość jego udowodnienia. Wówczas brak dowodów staje się elementem wiary, swoistą cechą jego samego. Jeżeli powiem, że wierzę niewidzialnego Boga to fakt, że nikt go nie widzi będzie wspiera tą wiarę bo spełniona jest jego cecha, którą przyjęliśmy na samym początku. Zatem brak dowodów na niemożliwego do udowodnienia Boga jest potwierdzeniem jego cechy.
Chociaż można by podejmować próby doszukiwania się nietzscheańskich inspiracji niniejsze opracowanie było w dużej mierze pisane pod wpływem m.in. prac amerykańskiego filozofa Daniela C. Dennetta oraz profesora Richarda Dawkinsa z Uniwersytetu Oksfordzkiego czy publicysty Sama Harrisa, którzy w swoich dotychczasowych publikacjach nie tylko krytykowali wyznawanie niczym nieudowodnionej wiary, ale prezentował postawę niezłomnego naukowca, który nieustannie poszukuje niepodważalnych dowodów na poparcie swoich tez. Podobnie jak i oni nie jestem w stanie przyjąć za ogólnie obowiązującą prawdę twierdzenia, które nie zostało wiarygodnie zbadane, potwierdzone i udowodnione. Nie ukrywam też, że spora część tej publikacji jak i jej podobnych zawiera jeszcze sporą dawkę twierdzeń, hipotez lub spekulacji stanowiących jednocześnie ciekawy punkt startowy wymagający dalszych badań i dociekań. Jeżeli nawet niewielka część stawianych tu hipotez znalazłaby swoje potwierdzenie to naprawdę mamy już nad czym się zastanawiać w kwestiach wiary.
Czy zatem zagadnienia religii można poddać surowemu osądowi nauki? Czy poszczególne twierdzenia i dogmaty można wpleść w tryby bezdusznego wnioskowania i analizy uzyskanych wyników? Na styku religia i nauka dominuje przekonanie, że są to zupełnie rozdzielne obszary, że religii nie da się zweryfikować naukowymi metodami. Sprzeciw wobec takiego postawienia sprawy legł u podstaw dalszych rozważań tego opracowania. Religię da się i należy badać, a argumentów za tym dostarcza nam sama religia, która niejako wkracza w obszar nauki twierdząc o stanie faktycznym rzeczywistości. To religia poprzez opisy ze swoich świętych ksiąg podaje konkretne wydarzenia jako historyczne, jako zaistniałe na tym świecie. Morze czerwone w końcu miało rozstąpić się na tym świecie, a nie gdzieś w zaświatach. Jezus miał chodzić po tafli konkretnie określonego zbiornika wodnego. Tak więc jeżeli chcemy twierdzić, że tak właśnie było i podawać to jako fakt historyczny musimy poddać to weryfikacji. Sam kościół sięga do narzędzi naukowego poznania. W swoich procedurach bada w pełni naukowymi metodami cuda przypisywane kandydatom na przyszłych świętych. Jednocześnie wiara stała się już tak silnym, powszechnym i wpływającym na codzienne funkcjonowanie całych społeczeństw zjawiskiem, że wręcz nie może pozostawać poza obszarem naukowej weryfikacji. Jeżeli zgadzamy się z przyznaniem religii silnej roli w kształtowaniu bieżącej rzeczywistości od polityki poprzez kształtowanie prawa po stosunki międzyludzkie to musimy o niej możliwie jak najwięcej wiedzieć.
Dodatkowo jeśli zgodzimy się z tym, że wielu ludzi wręcz osobiście doznaje objawień, bo oto ujrzą boską postać lub usłyszą głos przemawiający wprost do nich to już nie możemy twierdzić, że jest to poza zasięgiem i zainteresowaniem nauki. Ludzki mózg w swoich licznych połączeniach neuronowych odebrał uznany za "realny" dźwięk i obraz zatem jest to już jak najbardziej pole działań nauki.
W dalszej części przedstawione zostaną różne wyniki badań ludzi, którzy na przestrzeni lat przyglądali się zagadnieniom wiary. Przykładając "szkiełko i oko" do tematu, który uznawany jest za tabu odkrywali różne nieznane nam tajniki tego zagadnienia. Dowiemy się, m.in. że uczucia duchowe można np. sztucznie wywoływać odpowiednio stymulując nasz mózg, przyjrzymy się również efektom pracy takich znakomitości świata nauki jak Sigmund Freud czy Karol Darwin. Poszukamy ponadto naturalnych, czysto biologicznych i ewolucyjnie uzasadnionych mechanizmów zdolnych do wytworzenia wierzeń.
"Czy nie starczy, że ogród jest piękny? Czy muszą w nim jeszcze mieszkać wróżki?"
Douglas Noël Adams