Odbuduj bliskość w związku - Sylwia Sitkowska

Kup ebooka

33.90 zł
26.44 zł (17,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP

Książka, którą trzy­masz w ręku, pomoże ci uło­żyć rela­cje w swoim związku bez względu na to, czy będziesz pra­co­wać nad nimi samo­dziel­nie czy też wspól­nie z part­ne­rem/part­nerką.

Przed­sta­wiony tu pro­gram podzie­lony jest na 12 tygo­dni - w każ­dym tygo­dniu będziemy się zaj­mo­wać innym aspek­tem two­jego związku. Zawar­łam w nim naj­bar­dziej prak­tyczne i sku­teczne metody, które sto­sują szczę­śliwe pary z wie­lo­let­nim sta­żem. Uwa­żam, że więk­szość par jest w sta­nie nauczyć się zacho­wy­wać w związku w spo­sób, który wspo­maga budo­wa­nie bli­sko­ści, wza­jem­nej tro­ski, sza­cunku i poczu­cia szczę­ścia. Oczy­wi­ście nie każdy dla każ­dego, ale skoro zde­cy­do­wa­łeś/zde­cy­do­wa­łaś się na bycie z tą kon­kretną osobą oraz się­gasz po tę książkę, domy­ślam się, że zależy ci na tym związku, a to jest naj­waż­niej­szy aspekt poten­cjal­nej zmiany.

Czerp z roz­dzia­łów dowol­nie. Możesz czy­tać i wyko­ny­wać ćwi­cze­nia zgod­nie z kolej­no­ścią zapro­po­no­waną przeze mnie, ale możesz rów­nież pomi­jać nie­które roz­działy lub korzy­stać jedy­nie z tych, które są dla cie­bie naj­bar­dziej inte­re­su­jące. Na końcu książki, w Zeszy­cie ćwi­czeń, znaj­dziesz zamiesz­czone w poszcze­gól­nych roz­dzia­łach ćwi­cze­nia i testy, co uła­twi ci dowolne korzy­sta­nie z nich i da two­jemu part­ne­rowi/two­jej part­nerce miej­sce, jeśli także zechce je wyko­nać. Gdyby się oka­zało, że miej­sce pozo­sta­wione w książce na wyko­na­nie ćwi­cze­nia to dla cie­bie za mało, zawsze możesz sko­rzy­stać z luź­nych kar­tek lub wła­snego notat­nika.

Książka powstała na pod­sta­wie moich warsz­ta­tów tera­peu­tycz­nych online "Odbu­duj bli­skość w związku w 12 tygo­dni". W trak­cie warsz­ta­tów uczest­nicy korzy­stali z zamknię­tej grupy na Face­bo­oku oraz odby­wa­li­śmy gru­powe spo­tka­nia online, na któ­rych oma­wia­li­śmy zagad­nie­nia z mija­ją­cych tygo­dni. Jeśli chciał­byś/chcia­ła­byś wziąć udział w warsz­ta­cie, w trak­cie któ­rego wspól­nie popra­cu­jemy nad klu­czo­wymi aspek­tami two­jego związku, możesz zapi­sać się na niego przez stronę https://kursy.bli­sko­sie­bie.com.

O kolej­nej edy­cji warsz­ta­tów dowiesz się rów­nież z mojego Face­bo­oka oraz Insta­grama sitkowska_psycholog.

Tym­cza­sem oddaję do two­ich rąk książkę, która - w co bar­dzo mocno wie­rzę - pozwoli ci budo­wać zarówno sie­bie, jak swój zwią­zek.

KRY­ZYS W ZWIĄZKU I CO DALEJ

W trak­cie wielu lat pracy widzia­łam pary w róż­nych odsło­nach, w róż­nej for­mie i z róż­nymi pro­ble­mami. Cza­sami przy­cho­dziły do mojego gabi­netu ubrane w maskę uprzej­mo­ści wzglę­dem sie­bie, zza któ­rej wiało takim chło­dem, że mia­łam ochotę okryć się kocem. Innym razem emo­cje się­gały zenitu, zda­rzyło się nawet, że jedno z part­ne­rów wybie­gło z gabi­netu, trza­ska­jąc drzwiami. Naj­czę­ściej jed­nak widy­wa­łam dwie zagu­bione osoby, które nie miały w sobie decy­zji o roz­sta­niu, a jed­no­cze­śnie nie wie­działy, co zro­bić, aby czuć się ze sobą dobrze. Tro­chę smutni, tro­chę zezłosz­czeni, naj­czę­ściej bez­radni part­ne­rzy. Sia­dali przede mną z poczu­ciem, że samo­dziel­nie zro­bili "wszystko", aby było dobrze, ale nic nie pomaga.

Po czym poznać, że jeste­ście w kry­zy­sie?

Po czym roz­po­znać kry­zys w związku
"Jest pani naszą ostat­nią deską ratunku" - gdy para docho­dzi do momentu, w któ­rym tera­pia jawi się jako "ostat­nia deska ratunku", ozna­cza to, że istotny pro­blem w związku cią­gnie się mie­sią­cami lub latami i aktu­al­nie jest już bar­dzo "prze­no­szony". Czę­ste kry­ty­ko­wa­nie sie­bie nawza­jem, nie­rzadko doty­czące dro­bia­zgów. Pogarda wzglę­dem part­nera/part­nerki - prze­ja­wia się naj­czę­ściej tym, że tłu­ma­czymy zacho­wa­nie dru­giej strony jako dyk­to­wane nega­tyw­nymi cechami sta­łymi, a to blo­kuje komu­ni­ka­cję opartą na sza­cunku (np. "On jest nie­udacz­ni­kiem" czy "Ona jest idiotką"). Przyj­mo­wa­nie postawy obron­nej w roz­mo­wie z part­ne­rem/part­nerką - unie­moż­li­wia aktywne słu­cha­nie dru­giej strony i sku­pia się na defen­syw­nym ata­ko­wa­niu ("A bo ty..."). Obo­jęt­ność, zani­ka­nie kon­taktu - zazwy­czaj poja­wia się jako sygnał głę­bo­kiego kry­zysu, więc jeśli zauwa­żasz prze­jawy wza­jem­nego ogra­ni­cza­nia kon­taktu i dystan­so­wa­nia się od sie­bie, ozna­cza to, że w związku potrzebna jest zde­cy­do­wana inter­wen­cja. Kon­cen­tra­cja głów­nie na dzie­ciach - w pew­nych momen­tach życia jest to zupeł­nie nor­malny stan rze­czy. Jed­nak kon­cen­tra­cja na dzie­ciach może być rów­nież zna­kiem, że chcemy uciec od jakiejś trud­nej kwe­stii, którą powinno się roz­wią­zać w ramach rela­cji mał­żeń­skiej, a nie rodzi­ciel­skiej. Zwią­zek spro­wa­dzony tylko do spraw­nego funk­cjo­no­wa­nia gospo­dar­stwa domo­wego - jeśli jedy­nym spo­iwem związku staje się pod­trzy­my­wa­nie bie­żą­cego funk­cjo­no­wa­nia domu, ozna­cza to istotne zanie­dba­nie sfery uczu­cio­wej. Wska­zane jest wtedy zna­le­zie­nie czasu tylko dla sie­bie nawza­jem. Brak bli­sko­ści. Próby zmiany sytu­acji w związku nie poma­gają.

O powo­dze­niu wyj­ścia z kry­zysu w dużym stop­niu decy­duje szyb­kość reak­cji. Im wcze­śniej zare­agu­je­cie, tym więk­sza szansa na powo­dze­nie. Ważne jest, aby nie dopu­ścić do sytu­acji, w któ­rej nie­kon­struk­tywne zacho­wa­nia staną się nową normą dla związku.

Mimo wszystko, nawet jeśli zasie­dzie­li­ście się w kry­zy­sie i trwa on parę lat, zachę­cam was do pod­ję­cia próby zawal­cze­nia o zwią­zek i zmianę spo­sobu bycia razem. Jeśli się uda, wygra­cie, jeśli nie, zawsze może­cie wró­cić do sta­rych spo­so­bów dzia­ła­nia. Pamię­taj­cie jed­nak, że zamia­ta­nie pro­ble­mów pod dywan nie roz­wią­zuje ich.

Czę­sto zasta­na­wia­łam się, dla­czego pary cza­sami latami zwle­kają ze zwró­ce­niem się po pomoc do spe­cja­li­sty. Naj­częst­sze stwier­dze­nia, z któ­rymi się spo­tka­łam, to:

"Jesz­cze nie jest wcale tak źle". Pamię­taj­cie, że im dłu­żej zwle­ka­cie z się­gnię­ciem po pomoc, tym bar­dziej nara­ża­cie swój zwią­zek na roz­pad. Im wcze­śniej zauwa­żymy, że w naszym związku coś nie gra, i im wcze­śniej podej­miemy pierw­sze dzia­ła­nia, by napra­wić sytu­ację, tym lepiej dla nas. Kry­zys trwa­jący latami nie­stety może się utrwa­lić i zamie­nić w normę. "Skoro sami nie możemy sobie pomóc, jak ktoś inny mógłby to zro­bić?" Trudno pomóc samemu sobie, kiedy jest się głę­boko zanu­rzo­nym w sil­nych emo­cjach - zło­ści, roz­go­ry­cze­niu, smutku. Tkwie­nie w takim sta­nie przez długi czas zabu­rza naszą zdro­wo­roz­sąd­kową per­cep­cję aktu­al­nej sytu­acji. Osoba z zewnątrz może rzu­cić świeże spoj­rze­nie na zwią­zek i pomóc w racjo­nal­nej ana­li­zie sytu­acji. Tera­peuta ma moż­li­wość przyj­rze­nia się waszemu związ­kowi z dystansu i dzięki temu jest w sta­nie zwró­cić uwagę na aspekty, o któ­rych sami byście nawet nie pomy­śleli. "Tak już będzie, takie jest życie". Z tą pod­po­rząd­ko­waną postawą wzglę­dem świata także się cza­sami spo­ty­kam na sesjach. Naprawdę jed­nak mamy wpływ na nasze życie i powin­ni­śmy nim kie­ro­wać tak, by pod jego koniec móc sobie powie­dzieć, że niczego nie żału­jemy. W tym celu warto przy­jąć aktywną postawę kształ­to­wa­nia swo­jego życia. Wiem, jak wiele można zmie­nić w sobie, a tym samym w oto­cze­niu, dzięki samo­roz­wo­jowi, któ­rym bez wąt­pie­nia jest praca nad związ­kiem. Nie pod­da­waj­cie swo­jego związku wal­ko­we­rem. "Spró­bu­jemy sami sobie z tym pora­dzić..." Jeżeli kry­zys w związku trwa mie­sią­cami, a nawet latami, jest to wyraźny sygnał, że praw­do­po­dob­nie nie jeste­ście już w sta­nie sami pora­dzić sobie z pro­ble­mem. Skąd wiem? Stąd, że jeśli mie­li­by­ście sobie z nim pora­dzić, już byście to zro­bili, prze­cież zatruwa wam życie od dłu­giego czasu. "Szkoda pie­nię­dzy!" Korzy­sta­nie z usług psy­cho­loga jest nie­kiedy postrze­gane jako zbędny wyda­tek. Ale jeśli inwe­sty­cja w samego sie­bie, we wła­sny roz­wój oraz nasz zwią­zek - a więc w naszą przy­szłość - jawi się jako strata pie­nię­dzy, co w takim razie stratą pie­nię­dzy nie jest? Inwe­sty­cja w samego sie­bie jest naj­lep­szą inwe­sty­cją, jakiej możemy doko­nać. W moim odczu­ciu zwraca się po sto­kroć. Nic nie jest tak bar­dzo warte swo­jej ceny jak wasze samo­po­czu­cie i dobro­stan. "Nie wiem, gdzie się zwró­cić". Koniec języka za prze­wod­nika. Reko­men­da­cje zna­jo­mych są zawsze bar­dzo dobrą metodą poszu­ki­wa­nia. Istotne jest rów­nież doświad­cze­nie osoby, do któ­rej chcemy się zwró­cić po pomoc - jak długo pra­cuje w zawo­dzie, jakie posiada wykształ­ce­nie oraz czy ukoń­czyła szkołę psy­cho­te­ra­pii. "Nie wiem, na czym to polega". Tera­pia polega na wpro­wa­dze­niu trze­ciej, nie­za­an­ga­żo­wa­nej emo­cjo­nal­nie w zwią­zek osoby, która pomoże wam ziden­ty­fi­ko­wać obszary pro­blemu oraz je roz­wią­zać. O szcze­góły prze­biegu tera­pii naj­le­piej dopy­tać bez­po­śred­nio u spe­cja­li­sty, do któ­rego zamie­rzamy się zwró­cić z naszym pro­ble­mem.

Cie­szę się, że się­gną­łeś/się­gnę­łaś po tę książkę. Wygląda na to, że naprawdę zależy ci na twoim związku, że wzią­łeś/wzię­łaś sprawy w swoje ręce i chcesz zacząć dzia­łać. Gra­tu­luję!

Jeśli mimo wyko­na­nia ćwi­czeń z książki w two­jej rela­cji nie nastą­pią zmiany na lep­sze (w co nie wie­rzę!), zwróć się po pomoc do spe­cja­li­sty, nie odwle­kaj tego.

Możesz naprawdę dużo wygrać.

1 TEO­RIA MIŁO­ŚCI, CZYLI NIE MYL MIŁO­ŚCI Z NAMIĘT­NO­ŚCIĄ

Weszli do mojego gabi­netu tro­chę zagu­bieni, nie­pewni. Nie wyglą­dali na skłó­co­nych. Pre­zen­to­wali się raczej jak "stare dobre mał­żeń­stwo", które nie bar­dzo wie, co ze sobą zro­bić. Po moim pyta­niu: "Co pań­stwa do mnie spro­wa­dza?" zer­kali na sie­bie ukrad­kiem, jakby szu­ka­jąc w sobie nawza­jem wspar­cia. Pierw­sze zda­nie wypo­wie­dział męż­czy­zna.

On: Chyba się już nie kochamy.

Ja: Po czym pan to roz­po­znaje?

On: To się czuje. Nie ma tego ognia, żaru, seksu, tęsk­noty...

Ja: A co jest?

On: Przy­zwy­cza­je­nie, wspólne wycho­wy­wa­nie dzieci, pro­wa­dze­nie domu...

Ja: Czy jest coś dobrego mię­dzy wami?

On: O tak! - Oży­wił się. - Wspie­ramy się, rozu­miemy, cza­sami się kłó­cimy, ale nie jest to pro­ble­mem. Żona jest mi bli­ska, sporo roz­ma­wiamy i stwier­dzi­li­śmy, że z naszym związ­kiem dzieje się coś złego, że nie ma już tych emo­cji co kie­dyś...

Ona: Nie wiem dla­czego. Niby wszystko jest dobrze, ale jed­nak jakoś tak ina­czej.

Ja: Witaj­cie w kolej­nej fazie związku.

Tak mogłaby wyglą­dać wizyta pary u psy­cho­te­ra­peuty. Po pierw­szych fajer­wer­kach emo­cje opa­dają i zwią­zek wcho­dzi w inną fazę. Mniej w nim namięt­no­ści, wię­cej prze­wi­dy­wal­no­ści i sta­bi­li­za­cji. Ale od początku...

Wydaje się, że każdy z nas wie, czym jest miłość. Więk­szość z nas miała szczę­ście jej doświad­czyć, więc po co w ogóle o niej mówić? Prze­cież to się po pro­stu czuje! Kocham albo nie, pro­sta sprawa. Im bar­dziej kocham, tym bar­dziej cier­pię albo im bar­dziej kocham, tym czuję się szczę­śliw­sza, albo jesz­cze ina­czej: gdy kocham, moje życie nabiera sensu, a gdy nie, wszystko traci barwy...

Zachwyt, brak tchu, olbrzy­mie emo­cje, cza­sami wręcz zabój­cze. Taki wła­śnie roz­e­mo­cjo­no­wany model miło­ści lan­sują media, a że silne emo­cje są pocią­ga­jące dla więk­szo­ści z nas, to zachłan­nie łykamy ten nie­praw­dziwy obraz miło­ści, marząc o tym, aby poja­wiła się w naszym życiu i pozo­stała już na zawsze. Muszę cię zmar­twić. Faza, którą tak namięt­nie opi­sują auto­rzy powie­ści czy przed­sta­wiają sce­na­rzy­ści fil­mowi, to tylko jeden z eta­pów miło­ści. Co wię­cej, naj­krót­szy. Naj­czę­ściej mija jak mru­gnię­cie okiem. Pełna miłość może, ale nie musi, poja­wić się póź­niej.

Robert Stern­berg, ame­ry­kań­ski psy­cho­log, w roku 1986 zapro­po­no­wał trój­czyn­ni­kową kon­cep­cję miło­ści. Roz­ło­żył on poję­cie "miłość" na trzy ele­menty. Może nie jest to zbyt roman­tyczne, ale dzięki temu i set­kom badań - prze­pro­wa­dzo­nych mię­dzy innymi przez Polaka, pro­fe­sora Bog­dana Woj­ciszke - dzi­siaj wiemy o miło­ści znacz­nie wię­cej niż wcze­śniej. Wiemy na przy­kład, że więk­szość związ­ków prze­cho­dzi nie­mal te same etapy roz­woju.

Pro­fe­sor Woj­ciszke prze­pro­wa­dził meta­ana­lizę na sze­roką skalę, czyli zebrał i dokład­nie prze­ana­li­zo­wał różne bada­nia doty­czące miło­ści. Ana­liza ta wyka­zała ist­nie­nie powta­rzal­nego wzorca rela­cji! Oka­zuje się, że trzema powta­rzal­nymi ele­men­tami miło­ści są:

namięt­ność intym­ność zaan­ga­żo­wa­nie.

W zależ­no­ści od fazy związku prze­wagę zdo­bywa jeden z ele­men­tów bądź jakaś ich kom­pi­la­cja. Przyj­rzyjmy się po kolei każ­demu z nich.

Namięt­ność

Poja­wia się na początku i rośnie naj­szyb­ciej ze wszyst­kich trzech skład­ni­ków. Apo­geum osiąga w krót­kim cza­sie, ale w rów­nie krót­kim cza­sie jej inten­syw­ność zaczyna spa­dać. Na namięt­ność skła­dają się seks, pożą­da­nie, silne emo­cje i wszystko to, co robimy na sku­tek wzmo­żo­nego dzia­ła­nia hor­mo­nów. Funk­cjo­nu­jemy wtedy jakby na auto­pi­lo­cie. Nagle to, że on jest naj­pięk­niej­szy i naj­mą­drzej­szy na świe­cie, oka­zuje się darem Boga dla kobiet, i gdzie on się w ogóle podzie­wał przez całe moje życie?! Z namięt­no­ścią mocno zwią­zana jest ide­ali­za­cja i potrzeba nie­malże zla­nia się z part­ne­rem. Naj­waż­niej­sze to być z nim/nią, cała reszta świata scho­dzi na dal­szy plan. Łączy się z tym prze­ży­wa­nie bar­dzo sil­nych emo­cji - i pozy­tyw­nych, i nega­tyw­nych - czę­sto też silne pobu­dze­nie fizjo­lo­giczne. Domi­nu­ją­cym ele­men­tem jest pra­gnie­nie ero­tyczne, cho­ciaż z racji wielu innych doznań nie można namięt­no­ści spro­wa­dzać jedy­nie do potrzeby sek­su­al­nej. Gdy zwią­zek znaj­duje się w tej fazie, wiele osób uznaje, że to jest wła­śnie miłość i że tak wygląda praw­dziwe uczu­cie. Gdy namięt­ność zaczyna opa­dać, co dzieje się nie­chyb­nie we wszyst­kich związ­kach, uzna­jemy miłość za zakoń­czoną i ruszamy na poszu­ki­wa­nie kolej­nych sil­nych wra­żeń.

Na eta­pie namięt­no­ści czę­sto jeste­śmy ślepi i głusi na sygnały alar­mowe doty­czące part­nera/part­nerki, nie dostrze­gamy rys na nie­ska­zi­tel­nym wize­runku uko­cha­nego czy uko­cha­nej. Działa tutaj mecha­nizm wypar­cia, poszu­ku­jemy infor­ma­cji potwier­dza­ją­cych wyjąt­ko­wość naszego obiektu, a pomi­jamy wszystko, co mogłoby się wią­zać z jego ure­al­nie­niem. Stąd nie­jed­no­krot­nie sły­szymy: "Jak ja mogłam tego nie widzieć?!", "Sygnały powi­nie­nem był zauwa­żyć już na eta­pie narze­czeń­stwa". Bio­lo­gia jed­nak dba o to, aby­śmy łączyli się w pary i prze­dłu­żali gatu­nek, m.in. zaśle­pia­jąc nas miło­śnie. W orga­ni­zmie poja­wia się feny­lo­ety­lo­amina, tzw. hor­mon zako­cha­nia, w kon­tak­cie z obiek­tem zako­cha­nia wzra­sta rów­nież poziom dopa­miny i adre­na­liny. Są to tak silne sty­mu­la­tory, że namięt­ność bywa porów­ny­wana do uza­leż­nie­nia, a praca tera­peu­tyczna z klien­tem porzu­co­nym w tej fazie związku jest prak­tycz­nie nie­moż­liwa.

Hor­mo­nalny auto­pi­lot wyłą­cza się jed­nak dosyć szybko, kur­tyna opada i zaczy­namy widzieć part­nera takim, jaki jest. Czę­sto jest to na tyle roz­cza­ro­wu­jące, że dodat­kowo zaczy­namy mu przy­pi­sy­wać nega­tywne cechy, a stąd już pro­sta droga do roz­sta­nia, ale o tym w kolej­nych roz­dzia­łach książki.

Faza namięt­no­ści jest eta­pem jed­no­ra­zo­wym i prze­mi­ja­ją­cym. Zda­rzają się oczy­wi­ście piki sek­su­alne w cza­sie trwa­nia związku, jed­nak emo­cje z począt­ko­wej jego fazy nie wra­cają. Póź­niej poja­wiają się zupeł­nie inne, wcale nie gor­sze.

Intym­ność

W miarę roz­wi­ja­nia się związku rodzi się intym­ność. Podob­nie jak namięt­ność poja­wia się już na początku, ale wzra­sta zde­cy­do­wa­nie wol­niej i utrzy­muje się znacz­nie dłu­żej. Prze­ja­wia się m.in. poprzez wypra­co­wy­wa­nie wspól­nego języka, wspólne doświad­cze­nia, dotyk, czas spę­dzany razem, dba­nie o dobre samo­po­czu­cie part­nera, tro­skę, radość z powodu bycia razem, wza­jemne zro­zu­mie­nie, dzie­le­nie się prze­ży­ciami. Part­ner/part­nerka staje się ważną osobą nie tylko na pozio­mie rela­cji fizycz­nej, ale i emo­cjo­nal­nie. Chcemy zwie­rzać się sobie z codzien­no­ści, ale też z głęb­szych sekre­tów. Intym­ność to coś wię­cej niż tylko namięt­ność i silne emo­cje. Intym­ność dodaje związ­kowi sta­bil­no­ści, prze­wi­dy­wal­no­ści, poczu­cia bez­pie­czeń­stwa i buduje wza­jemne zaufa­nie. To ona scala zwią­zek, zapew­nia­jąc mu trwa­łość. Jed­nak intym­ność z cza­sem rów­nież zaczyna opa­dać, więc ważne jest, aby ją pie­lę­gno­wać. Dla­czego intym­ność opada? Mię­dzy innymi dla­tego, że przy­zwy­cza­jamy się do dobrego i z bie­giem czasu zaczy­namy uwa­żać pozy­tywne zacho­wa­nia part­nera za coś, co się nam należy. Obiad, który ona ugo­to­wała za cza­sów narze­czeń­stwa i który wychwa­la­łeś pod nie­biosa, stał się jej obo­wiąz­kiem i gdy wra­casz z pracy, a nie ma nic cie­płego do jedze­nia, oka­zu­jesz nie­za­do­wo­le­nie. Za to gdy jest, nie wygła­szasz nawet skrom­nego komen­ta­rza: "Cał­kiem smaczne". Ot nor­mal­ność, prze­cież cie­pły obiad na stole to nic wiel­kiego.

To, w jakim tem­pie wygasa intym­ność, zależy w dużym stop­niu od komu­ni­ka­cji mię­dzy part­ne­rami, udzie­la­nia sobie wspar­cia i pomocy, a to wykształca się na prze­ło­mie trwa­nia związku. Intym­ność roz­wija się nie tylko w rela­cjach sek­su­al­nych, ale rów­nież w związ­kach przy­ja­ciel­skich. Uczu­cia i zacho­wa­nia skła­da­jące się na intym­ność są sil­nie sko­re­lo­wane ze sty­lem przy­wią­za­nia z okresu dzie­ciń­stwa, o czym pisa­łam w książce Dzie­ciń­stwo do poprawki.

Zaan­ga­żo­wa­nie/zobo­wią­za­nie

To skład­nik miło­ści rosnący naj­wol­niej i utrzy­mu­jący się naj­dłu­żej. Roz­wija się i wzra­sta przez cały czas trwa­nia rela­cji. Klu­czo­wym ele­men­tem zaan­ga­żo­wa­nia jest posta­no­wie­nie o byciu w danym związku oraz chęć utrzy­ma­nia go w przy­szło­ści. Czyn­nik ten jest rezul­ta­tem świa­do­mej decy­zji i na ogół naj­bar­dziej sta­łym ele­men­tem miło­ści, gdyż wysiłki wkła­dane w utrzy­ma­nie związku wpły­wają pozy­tyw­nie na jego samo­pod­trzy­my­wa­nie się. Zaan­ga­żo­wa­nie odcho­dzi od JA, aby two­rzyć MY. Składa się na nie poświę­ca­nie sobie nawza­jem czasu, ale też na przy­kład posia­da­nie wspól­nego konta w banku, kota, psa, dzieci czy... kre­dytu. Zaan­ga­żo­wa­nie jest fun­da­men­tal­nym ele­men­tem związku. Jeśli jed­nak nie towa­rzy­szy mu intym­ność czy namięt­ność, zwią­zek staje się pusty. Zda­rza się, że w moim gabi­ne­cie poja­wiają się pary na tym eta­pie związku. Są razem, gdyż mecha­nizm "uto­pio­nych kosz­tów" powo­duje, że trudno im się roz­stać.

Trój­czyn­ni­kowa kon­cep­cja miło­ści w uję­ciu prof. Woj­ciszke (z mody­fi­ka­cją J.A. Kowal­skiego)

Rodzaje związ­ków

W zależ­no­ści od ele­men­tów domi­nu­ją­cych w naszej rela­cji przy­biera ona okre­śloną dyna­mikę. W lite­ra­tu­rze nadano im nawet nazwy; i tak, gdy w związku wystę­puje:

intym­ność bez namięt­no­ści i zaan­ga­żo­wa­nia - jest to po pro­stu sym­pa­tia. namięt­ność bez zaan­ga­żo­wa­nia i intym­no­ści - miłość ślepa, czyli zako­cha­nie. zaan­ga­żo­wa­nie bez intym­no­ści i namięt­no­ści - zwią­zek pusty. intym­ność i namięt­ność bez zaan­ga­żo­wa­nia - miłość roman­tyczna. intym­ność oraz zaan­ga­żo­wa­nie bez namięt­no­ści - miłość przy­ja­ciel­ska. namięt­ność i zaan­ga­żo­wa­nie bez intym­no­ści - miłość fatalna. intym­ność, namięt­ność oraz zaan­ga­żo­wa­nie - miłość kom­pletna.

Jeśli zaś nie ma żad­nego z trzech ele­men­tów, trudno taką rela­cję nazy­wać miło­ścią.

Związki możemy kla­sy­fi­ko­wać zależ­nie od tego, jakie skład­niki w nich domi­nują, a jakich bra­kuje. Taką typo­lo­gię przed­sta­wia poniż­sza tabela.

Skład­niki Rodzaj miło­ści Intym­ność Namięt­ność Zaan­ga­żo­wa­nie Brak miło­ści brak brak brak Sym­pa­tia jest brak brak Miłość ślepa (zako­cha­nie) brak jest brak Pusta brak brak jest Roman­tyczna jest jest brak Przy­ja­ciel­ska jest brak jest Fatalna brak jest jest Kom­pletna jest jest jest

Brak miło­ści - nie wymaga więk­szego obja­śnia­nia. Jest to stan bez odczu­wa­nia któ­rej­kol­wiek z trzech skła­do­wych miło­ści.

Sym­pa­tia - czyli lubie­nie, jest wyni­kiem funk­cjo­nu­ją­cej w rela­cji intym­no­ści. Dobrym przy­kła­dem jest kole­żanka z pracy. Z jed­nej strony bar­dzo się lubi­cie i chęt­nie spę­dza­cie wspól­nie prze­rwy kawowe, z dru­giej nie czu­je­cie potrzeby spo­ty­ka­nia się poza pracą ani pla­no­wa­nia wspól­nych waka­cji. Ot, czy­sta sym­pa­tia.

Miłość ślepa - czyli zako­cha­nie. Można powie­dzieć, że jest to ostra faza związku. Ma ona nawet swój numer jed­nostki cho­ro­bo­wej (F63.9) w pod­ręcz­niku dia­gno­stycz­nym dla spe­cja­li­stów (ICD-10) jako "nie­okre­ślone zabu­rze­nie nawy­ków i popę­dów".

Z zako­cha­niem bywa jak w sta­rej pio­sence Azylu P Mała Mag­gie:

"...Wszy­scy się śmieją z tego, że ja

nie mogę jeść, nie mogę spać

I myślę o niej przez cały czas...".

Nie ma w tych sło­wach ani grama prze­sady. Chyba każdy z nas prze­żył podobny stan cho­ciaż raz w życiu. Naukowcy doszli do wnio­sku, że bio­lo­giczne ogra­ni­cze­nie tej fazy ma bar­dzo duży sens, ponie­waż gdyby trwała dłu­żej, mogli­by­śmy wręcz fizycz­nie, nie tylko meta­fo­rycz­nie, umrzeć z miło­ści, czyli z wyczer­pa­nia orga­ni­zmu. Dzieje się tak głów­nie z powodu sza­le­ją­cych w nas hor­mo­nów, które na tym eta­pie zna­jo­mo­ści dzia­łają inten­syw­nie.

Przy­znam szcze­rze, że nie­szczę­śli­wie zako­chani klienci są dla mnie naj­trud­niejsi. W tym sta­nie jeste­śmy ślepo-głusi. Nie widzimy i nie sły­szymy. Ener­gia orga­ni­zmu kon­cen­truje się wyłącz­nie na obiek­cie zako­chania i zakoń­cze­nie związku, gdy jedno z part­ne­rów jest na tym eta­pie, może mieć poważne kon­se­kwen­cje na całe życie. Jest to jakby nie­do­koń­czona histo­ria. Uży­wa­jąc moto­ry­za­cyj­nego porów­na­nia, powiedzmy, że w cza­sie krót­kiej (zazwy­czaj) jazdy pozna­jemy wer­sję demon­stra­cyjną, naj­bar­dziej luk­su­sową i kom­pletną. Nie­stety bez moż­li­wo­ści dłuż­szej prze­jażdżki nie mamy oka­zji prze­ko­nać się, że te cudow­nie wyglą­da­jące pla­stiki jed­nak tro­chę trzesz­czą, przy­spie­sze­nie wcale nie jest tak spek­ta­ku­larne, jak opi­sy­wane w kata­logu, fotele w dłuż­szych tra­sach są nieco za mięk­kie, a zawie­sze­nie za sztywne. Gdy­by­śmy mieli oka­zję doświad­czyć bycia razem tro­chę dłu­żej, zoba­czy­li­by­śmy te wszyst­kie man­ka­menty, dzięki któ­rym jeste­śmy ludźmi, a nie nad­ludźmi, i ślepa miłość mogłaby się zamie­nić w miłość pełną bądź zde­cy­do­wa­li­by­śmy się na rozsta­nie, ale ze świa­do­mo­ścią, że ten cudowny okaz to tylko... czło­wiek, a nie super­bo­ha­ter.

Zwią­zek pusty - wystę­puje wtedy, gdy jedy­nym spo­iwem związku jest czas, dom, kre­dyt, zna­jomi lub wspólne inte­resy. Gdy namięt­ność i intym­ność wyga­sły, pozo­staje tylko wspólne zobo­wią­za­nie, z któ­rego czę­sto trudno zre­zy­gno­wać na sku­tek zasy­gna­li­zo­wa­nego już tu mecha­ni­zmu "uto­pio­nych kosz­tów" - im wię­cej zain­we­sto­wa­li­śmy, tym więk­szą mamy nadzieję na zwrot z inwe­sty­cji, nawet gdy wszel­kie znaki na nie­bie i ziemi wska­zują, że tego zwrotu nie dosta­niemy. Dobrym przy­kła­dem są tutaj gra­cze gieł­dowi, któ­rzy tra­cąc for­tunę, dostają jasny komu­ni­kat, że może czas się wyco­fać, ale - mię­dzy innymi - przez to, że zaan­ga­żo­wali w to dzia­ła­nie tyle czasu, wysiłku i pie­nię­dzy, łudzą się (naj­czę­ściej), że tym razem się uda, i... grają dalej. Gene­ral­nie każdy zwią­zek zmie­rza w stronę stanu pustego. Tak, wiem, brzmi to strasz­nie, ale lepiej mieć tego świa­do­mość. Pamię­tajmy jed­nak, że możemy pra­co­wać nad intym­no­ścią, czyli zacho­wa­niami, które wzmac­niają naszą rela­cję, dzięki czemu będziemy mieć szansę nie zna­leźć się w miej­scu związku pustego. To jed­nak wymaga naszej inten­cji, intym­ność sama "się nie robi".

Miłość roman­tyczna - w takim związku jest tro­chę jak w zako­cha­niu, ale spo­koj­niej, gdyż namięt­no­ści towa­rzy­szy intym­ność, czyli ele­ment sta­bi­li­zu­jący rela­cję. Roz­sta­nie na tym eta­pie rów­nież jest cio­sem i wiąże się ze stra­co­nymi nadzie­jami, bywa więc bar­dzo bole­sne i trudne. W miło­ści roman­tycz­nej rzadko jed­nak docho­dzi do roz­sta­nia, gdyż naj­czę­ściej nastę­puje ono na wcze­śniej­szym lub póź­niej­szym eta­pie. Miłość roman­tyczna to czas fascy­na­cji - na­dal widzimy part­nera przez różowe oku­lary i przy­pi­su­jemy mu same pozy­tywne cechy. Jeśli nawet zauwa­żymy roz­rzu­cone skar­petki, prę­dzej pomy­ślimy: "Jaki on słodko roz­trze­pany" niż "Co za flej­tuch". Jest to czas poszu­ki­wa­nia podo­bieństw i zle­wa­nia się z part­ne­rem, co sta­nowi pod­łoże miło­ści kom­plet­nej.

Miłość kom­pletna - naj­bar­dziej pożą­dany stan. Nie prze­ży­wamy już sza­lo­nych sko­ków ciśnie­nia, jeśli ona nie odbie­rze tele­fonu (może coś jej się stało???), a jed­no­cze­śnie na­dal w związku ist­nieje namięt­ność, intym­ność zaś funk­cjo­nuje w peł­nej kra­sie. Na tym eta­pie docho­dzi zaan­ga­żo­wa­nie, czyli jasna decy­zja o pla­no­wa­niu wspól­nej przy­szło­ści i byciu razem, co buduje poczu­cie bez­pie­czeń­stwa i zaufa­nia. Dobrą wia­do­mo­ścią jest to, że w miło­ści kom­plet­nej mamy całe trio: namięt­ność, intym­ność oraz zaan­ga­żo­wa­nie. Złą, że od tego etapu namięt­ność zaczyna opa­dać.

Miłość przy­ja­ciel­ska - jest to zaan­ga­żo­wa­nie oraz intym­ność, ale bez kom­po­nentu namięt­no­ści. Bar­dzo sta­bilny, prze­wi­dy­walny i kom­for­towy stan. W róż­nych bada­niach oka­zuje się, że jest to naj­bar­dziej har­mo­nijna i pożą­dana przez wiele par faza związku. Może to być zaska­ku­jące, ale wyobraź sobie, że twój mąż, part­ner, twoja żona czy part­nerka staje się twoją naj­lep­szą przy­ja­ciółką/twoim przy­ja­cie­lem, a dzieje się to na takim eta­pie życia, gdy seks prze­staje być prio­ry­te­tem.

Miłość fatalna - potocz­nie nazy­wana tok­syczną, poja­wia się, gdy w związku wystę­pują zaan­ga­żo­wa­nie oraz namięt­ność. Taką miło­ścią czę­sto darzą się kochan­ko­wie, gdy każde z nich ma wła­sną rodzinę i zobo­wią­za­nia. Po pierw­szej fazie fascy­na­cji, jeśli jedno z kochan­ków chce, a dru­gie nie chce roz­wi­jać rela­cji w kie­runku jedy­nej i pod­sta­wo­wej, może się poja­wić mię­dzy nimi sporo zło­ści, a stąd już pro­sta droga do miło­ści fatal­nej. Ile razy sły­sza­łam, że "z jed­nej strony chcę z nim być, mamy cudowny seks, z dru­giej nie cier­pię go i daję mu to odczuć, bo nie chce odejść od żony i być ze mną". Ta forma "miło­ści" zwią­zana jest z sil­nymi emo­cjami, czę­sto poja­wia się mani­pu­la­cja, gra­nie na uczu­ciach dru­giej strony czy zacho­wa­nia zorien­to­wane na reak­cje uko­cha­nego to stan­dard. Bar­dzo trudna, uwi­kłana rela­cja, z któ­rej trudno się uwol­nić.

Liczne bada­nia wska­zują, że naj­bar­dziej kom­for­to­wym sta­nem dla związku, oprócz miło­ści kom­plet­nej, jest... miłość przy­ja­ciel­ska!

Czy teraz ina­czej spoj­rzysz na naszą parę z początku roz­działu?

Ćwi­cze­nie

Zasta­nów się, na jakim eta­pie związku - według wykresu trój­czyn­ni­ko­wej kon­cep­cji miło­ści - jesteś. Jaki rodzaj miło­ści prze­ja­wia się w twoim związku, które z jej kom­po­nen­tów są naj­sil­niej­sze?

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki