KRYZYS W ZWIĄZKU I CO DALEJ
W trakcie wielu lat pracy widziałam pary w różnych odsłonach, w różnej formie i z różnymi problemami. Czasami
przychodziły do mojego gabinetu ubrane w maskę uprzejmości względem
siebie, zza której wiało takim chłodem, że miałam ochotę okryć się
kocem. Innym razem emocje sięgały zenitu, zdarzyło się nawet, że jedno z partnerów wybiegło z gabinetu, trzaskając drzwiami. Najczęściej jednak
widywałam dwie zagubione osoby, które nie miały w sobie decyzji o rozstaniu, a jednocześnie nie wiedziały, co zrobić, aby czuć się ze sobą
dobrze. Trochę smutni, trochę zezłoszczeni, najczęściej bezradni
partnerzy. Siadali przede mną z poczuciem, że samodzielnie zrobili
"wszystko", aby było dobrze, ale nic nie pomaga.
Po czym poznać, że jesteście w kryzysie?
Po czym rozpoznać kryzys w związku
"Jest pani naszą ostatnią deską ratunku" - gdy para dochodzi do
momentu, w którym terapia jawi się jako "ostatnia deska ratunku",
oznacza to, że istotny problem w związku ciągnie się miesiącami lub
latami i aktualnie jest już bardzo "przenoszony".
Częste krytykowanie siebie nawzajem, nierzadko dotyczące
drobiazgów.
Pogarda względem partnera/partnerki - przejawia się najczęściej
tym, że tłumaczymy zachowanie drugiej strony jako dyktowane negatywnymi
cechami stałymi, a to blokuje komunikację opartą na szacunku (np. "On
jest nieudacznikiem" czy "Ona jest idiotką").
Przyjmowanie postawy obronnej w rozmowie z partnerem/partnerką -
uniemożliwia aktywne słuchanie drugiej strony i skupia się na
defensywnym atakowaniu ("A bo ty...").
Obojętność, zanikanie kontaktu - zazwyczaj pojawia się jako sygnał
głębokiego kryzysu, więc jeśli zauważasz przejawy wzajemnego
ograniczania kontaktu i dystansowania się od siebie, oznacza to, że w związku potrzebna jest zdecydowana interwencja.
Koncentracja głównie na dzieciach - w pewnych momentach życia jest
to zupełnie normalny stan rzeczy. Jednak koncentracja na dzieciach może
być również znakiem, że chcemy uciec od jakiejś trudnej kwestii, którą
powinno się rozwiązać w ramach relacji małżeńskiej, a nie
rodzicielskiej.
Związek sprowadzony tylko do sprawnego funkcjonowania gospodarstwa
domowego - jeśli jedynym spoiwem związku staje się podtrzymywanie
bieżącego funkcjonowania domu, oznacza to istotne zaniedbanie sfery
uczuciowej. Wskazane jest wtedy znalezienie czasu tylko dla siebie
nawzajem.
Brak bliskości.
Próby zmiany sytuacji w związku nie pomagają.O powodzeniu wyjścia z kryzysu w dużym stopniu decyduje szybkość
reakcji. Im wcześniej zareagujecie, tym większa szansa na powodzenie.
Ważne jest, aby nie dopuścić do sytuacji, w której niekonstruktywne
zachowania staną się nową normą dla związku.
Mimo wszystko, nawet jeśli zasiedzieliście się w kryzysie i trwa on parę
lat, zachęcam was do podjęcia próby zawalczenia o związek i zmianę
sposobu bycia razem. Jeśli się uda, wygracie, jeśli nie, zawsze możecie
wrócić do starych sposobów działania. Pamiętajcie jednak, że zamiatanie
problemów pod dywan nie rozwiązuje ich.
Często zastanawiałam się, dlaczego pary czasami latami zwlekają ze
zwróceniem się po pomoc do specjalisty. Najczęstsze stwierdzenia, z którymi się spotkałam, to:
"Jeszcze nie jest wcale tak źle". Pamiętajcie, że im dłużej
zwlekacie z sięgnięciem po pomoc, tym bardziej narażacie swój związek na
rozpad. Im wcześniej zauważymy, że w naszym związku coś nie gra, i im
wcześniej podejmiemy pierwsze działania, by naprawić sytuację, tym
lepiej dla nas. Kryzys trwający latami niestety może się utrwalić i zamienić w normę.
"Skoro sami nie możemy sobie pomóc, jak ktoś inny mógłby to
zrobić?" Trudno pomóc samemu sobie, kiedy jest się głęboko zanurzonym
w silnych emocjach - złości, rozgoryczeniu, smutku. Tkwienie w takim
stanie przez długi czas zaburza naszą zdroworozsądkową percepcję
aktualnej sytuacji. Osoba z zewnątrz może rzucić świeże spojrzenie na
związek i pomóc w racjonalnej analizie sytuacji. Terapeuta ma możliwość
przyjrzenia się waszemu związkowi z dystansu i dzięki temu jest w stanie
zwrócić uwagę na aspekty, o których sami byście nawet nie pomyśleli.
"Tak już będzie, takie jest życie". Z tą podporządkowaną postawą
względem świata także się czasami spotykam na sesjach. Naprawdę jednak
mamy wpływ na nasze życie i powinniśmy nim kierować tak, by pod jego
koniec móc sobie powiedzieć, że niczego nie żałujemy. W tym celu warto
przyjąć aktywną postawę kształtowania swojego życia. Wiem, jak wiele
można zmienić w sobie, a tym samym w otoczeniu, dzięki samorozwojowi,
którym bez wątpienia jest praca nad związkiem. Nie poddawajcie swojego
związku walkowerem.
"Spróbujemy sami sobie z tym poradzić..." Jeżeli kryzys w związku
trwa miesiącami, a nawet latami, jest to wyraźny sygnał, że
prawdopodobnie nie jesteście już w stanie sami poradzić sobie z problemem. Skąd wiem? Stąd, że jeśli mielibyście sobie z nim poradzić,
już byście to zrobili, przecież zatruwa wam życie od długiego czasu.
"Szkoda pieniędzy!" Korzystanie z usług psychologa jest niekiedy
postrzegane jako zbędny wydatek. Ale jeśli inwestycja w samego siebie,
we własny rozwój oraz nasz związek - a więc w naszą przyszłość - jawi
się jako strata pieniędzy, co w takim razie stratą pieniędzy nie jest?
Inwestycja w samego siebie jest najlepszą inwestycją, jakiej możemy
dokonać. W moim odczuciu zwraca się po stokroć. Nic nie jest tak bardzo
warte swojej ceny jak wasze samopoczucie i dobrostan.
"Nie wiem, gdzie się zwrócić". Koniec języka za przewodnika.
Rekomendacje znajomych są zawsze bardzo dobrą metodą poszukiwania.
Istotne jest również doświadczenie osoby, do której chcemy się zwrócić
po pomoc - jak długo pracuje w zawodzie, jakie posiada wykształcenie
oraz czy ukończyła szkołę psychoterapii.
"Nie wiem, na czym to polega". Terapia polega na wprowadzeniu
trzeciej, niezaangażowanej emocjonalnie w związek osoby, która pomoże
wam zidentyfikować obszary problemu oraz je rozwiązać. O szczegóły
przebiegu terapii najlepiej dopytać bezpośrednio u specjalisty, do
którego zamierzamy się zwrócić z naszym problemem.
Cieszę się, że sięgnąłeś/sięgnęłaś po tę książkę. Wygląda na to, że
naprawdę zależy ci na twoim związku, że wziąłeś/wzięłaś sprawy w swoje
ręce i chcesz zacząć działać. Gratuluję!
Jeśli mimo wykonania ćwiczeń z książki w twojej relacji nie nastąpią
zmiany na lepsze (w co nie wierzę!), zwróć się po pomoc do specjalisty,
nie odwlekaj tego.
Możesz naprawdę dużo wygrać.
1 TEORIA MIŁOŚCI, CZYLI NIE MYL MIŁOŚCI Z NAMIĘTNOŚCIĄ
Weszli do mojego gabinetu trochę zagubieni, niepewni. Nie wyglądali na
skłóconych. Prezentowali się raczej jak "stare dobre małżeństwo", które
nie bardzo wie, co ze sobą zrobić. Po moim pytaniu: "Co państwa do mnie
sprowadza?" zerkali na siebie ukradkiem, jakby szukając w sobie nawzajem
wsparcia. Pierwsze zdanie wypowiedział mężczyzna.
On: Chyba się już nie kochamy.
Ja: Po czym pan to rozpoznaje?
On: To się czuje. Nie ma tego ognia, żaru, seksu, tęsknoty...
Ja: A co jest?
On: Przyzwyczajenie, wspólne wychowywanie dzieci, prowadzenie domu...
Ja: Czy jest coś dobrego między wami?
On: O tak! - Ożywił się. - Wspieramy się, rozumiemy, czasami się
kłócimy, ale nie jest to problemem. Żona jest mi bliska, sporo
rozmawiamy i stwierdziliśmy, że z naszym związkiem dzieje się coś złego,
że nie ma już tych emocji co kiedyś...
Ona: Nie wiem dlaczego. Niby wszystko jest dobrze, ale jednak jakoś tak
inaczej.
Ja: Witajcie w kolejnej fazie związku.
Tak mogłaby wyglądać wizyta pary u psychoterapeuty. Po pierwszych
fajerwerkach emocje opadają i związek wchodzi w inną fazę. Mniej w nim
namiętności, więcej przewidywalności i stabilizacji. Ale od początku...
Wydaje się, że każdy z nas wie, czym jest miłość. Większość z nas miała
szczęście jej doświadczyć, więc po co w ogóle o niej mówić? Przecież to
się po prostu czuje! Kocham albo nie, prosta sprawa. Im bardziej kocham,
tym bardziej cierpię albo im bardziej kocham, tym czuję się
szczęśliwsza, albo jeszcze inaczej: gdy kocham, moje życie nabiera
sensu, a gdy nie, wszystko traci barwy...
Zachwyt, brak tchu, olbrzymie emocje, czasami wręcz zabójcze. Taki
właśnie rozemocjonowany model miłości lansują media, a że silne emocje
są pociągające dla większości z nas, to zachłannie łykamy ten
nieprawdziwy obraz miłości, marząc o tym, aby pojawiła się w naszym
życiu i pozostała już na zawsze. Muszę cię zmartwić. Faza, którą tak
namiętnie opisują autorzy powieści czy przedstawiają scenarzyści
filmowi, to tylko jeden z etapów miłości. Co więcej, najkrótszy.
Najczęściej mija jak mrugnięcie okiem. Pełna miłość może, ale nie musi,
pojawić się później.
Robert Sternberg, amerykański psycholog, w roku 1986 zaproponował
trójczynnikową koncepcję miłości. Rozłożył on pojęcie "miłość" na trzy
elementy. Może nie jest to zbyt romantyczne, ale dzięki temu i setkom
badań - przeprowadzonych między innymi przez Polaka, profesora Bogdana
Wojciszke - dzisiaj wiemy o miłości znacznie więcej niż wcześniej. Wiemy
na przykład, że większość związków przechodzi niemal te same etapy
rozwoju.
Profesor Wojciszke przeprowadził metaanalizę na szeroką skalę, czyli
zebrał i dokładnie przeanalizował różne badania dotyczące miłości.
Analiza ta wykazała istnienie powtarzalnego wzorca relacji! Okazuje się,
że trzema powtarzalnymi elementami miłości są:
namiętność
intymność
zaangażowanie.
W zależności od fazy związku przewagę zdobywa jeden z elementów bądź
jakaś ich kompilacja. Przyjrzyjmy się po kolei każdemu z nich.
Namiętność
Pojawia się na początku i rośnie najszybciej ze wszystkich trzech
składników. Apogeum osiąga w krótkim czasie, ale w równie krótkim czasie
jej intensywność zaczyna spadać. Na namiętność składają się seks,
pożądanie, silne emocje i wszystko to, co robimy na skutek wzmożonego
działania hormonów. Funkcjonujemy wtedy jakby na autopilocie. Nagle to,
że on jest najpiękniejszy i najmądrzejszy na świecie, okazuje się darem
Boga dla kobiet, i gdzie on się w ogóle podziewał przez całe moje
życie?! Z namiętnością mocno związana jest idealizacja i potrzeba
niemalże zlania się z partnerem. Najważniejsze to być z nim/nią, cała
reszta świata schodzi na dalszy plan. Łączy się z tym przeżywanie bardzo
silnych emocji - i pozytywnych, i negatywnych - często też silne
pobudzenie fizjologiczne. Dominującym elementem jest pragnienie
erotyczne, chociaż z racji wielu innych doznań nie można namiętności
sprowadzać jedynie do potrzeby seksualnej. Gdy związek znajduje się w tej fazie, wiele osób uznaje, że to jest właśnie miłość i że tak wygląda
prawdziwe uczucie. Gdy namiętność zaczyna opadać, co dzieje się
niechybnie we wszystkich związkach, uznajemy miłość za zakończoną i ruszamy na poszukiwanie kolejnych silnych wrażeń.
Na etapie namiętności często jesteśmy ślepi i głusi na sygnały alarmowe
dotyczące partnera/partnerki, nie dostrzegamy rys na nieskazitelnym
wizerunku ukochanego czy ukochanej. Działa tutaj mechanizm wyparcia,
poszukujemy informacji potwierdzających wyjątkowość naszego obiektu, a pomijamy wszystko, co mogłoby się wiązać z jego urealnieniem. Stąd
niejednokrotnie słyszymy: "Jak ja mogłam tego nie widzieć?!", "Sygnały
powinienem był zauważyć już na etapie narzeczeństwa". Biologia jednak
dba o to, abyśmy łączyli się w pary i przedłużali gatunek, m.in.
zaślepiając nas miłośnie. W organizmie pojawia się fenyloetyloamina,
tzw. hormon zakochania, w kontakcie z obiektem zakochania wzrasta
również poziom dopaminy i adrenaliny. Są to tak silne stymulatory, że
namiętność bywa porównywana do uzależnienia, a praca terapeutyczna z klientem porzuconym w tej fazie związku jest praktycznie niemożliwa.
Hormonalny autopilot wyłącza się jednak dosyć szybko, kurtyna opada i zaczynamy widzieć partnera takim, jaki jest. Często jest to na tyle
rozczarowujące, że dodatkowo zaczynamy mu przypisywać negatywne cechy, a stąd już prosta droga do rozstania, ale o tym w kolejnych rozdziałach
książki.
Faza namiętności jest etapem jednorazowym i przemijającym. Zdarzają się
oczywiście piki seksualne w czasie trwania związku, jednak emocje z początkowej jego fazy nie wracają. Później pojawiają się zupełnie inne,
wcale nie gorsze.
Intymność
W miarę rozwijania się związku rodzi się intymność. Podobnie jak
namiętność pojawia się już na początku, ale wzrasta zdecydowanie wolniej
i utrzymuje się znacznie dłużej. Przejawia się m.in. poprzez
wypracowywanie wspólnego języka, wspólne doświadczenia, dotyk, czas
spędzany razem, dbanie o dobre samopoczucie partnera, troskę, radość z powodu bycia razem, wzajemne zrozumienie, dzielenie się przeżyciami.
Partner/partnerka staje się ważną osobą nie tylko na poziomie relacji
fizycznej, ale i emocjonalnie. Chcemy zwierzać się sobie z codzienności,
ale też z głębszych sekretów. Intymność to coś więcej niż tylko
namiętność i silne emocje. Intymność dodaje związkowi stabilności,
przewidywalności, poczucia bezpieczeństwa i buduje wzajemne zaufanie. To
ona scala związek, zapewniając mu trwałość. Jednak intymność z czasem
również zaczyna opadać, więc ważne jest, aby ją pielęgnować. Dlaczego
intymność opada? Między innymi dlatego, że przyzwyczajamy się do dobrego
i z biegiem czasu zaczynamy uważać pozytywne zachowania partnera za coś,
co się nam należy. Obiad, który ona ugotowała za czasów narzeczeństwa i który wychwalałeś pod niebiosa, stał się jej obowiązkiem i gdy wracasz z pracy, a nie ma nic ciepłego do jedzenia, okazujesz niezadowolenie. Za
to gdy jest, nie wygłaszasz nawet skromnego komentarza: "Całkiem
smaczne". Ot normalność, przecież ciepły obiad na stole to nic
wielkiego.
To, w jakim tempie wygasa intymność, zależy w dużym stopniu od
komunikacji między partnerami, udzielania sobie wsparcia i pomocy, a to
wykształca się na przełomie trwania związku. Intymność rozwija się nie
tylko w relacjach seksualnych, ale również w związkach przyjacielskich.
Uczucia i zachowania składające się na intymność są silnie skorelowane
ze stylem przywiązania z okresu dzieciństwa, o czym pisałam w książce
Dzieciństwo do poprawki.
Zaangażowanie/zobowiązanie
To składnik miłości rosnący najwolniej i utrzymujący się najdłużej.
Rozwija się i wzrasta przez cały czas trwania relacji. Kluczowym
elementem zaangażowania jest postanowienie o byciu w danym związku oraz
chęć utrzymania go w przyszłości. Czynnik ten jest rezultatem świadomej
decyzji i na ogół najbardziej stałym elementem miłości, gdyż wysiłki
wkładane w utrzymanie związku wpływają pozytywnie na jego
samopodtrzymywanie się. Zaangażowanie odchodzi od JA, aby tworzyć MY.
Składa się na nie poświęcanie sobie nawzajem czasu, ale też na przykład
posiadanie wspólnego konta w banku, kota, psa, dzieci czy... kredytu.
Zaangażowanie jest fundamentalnym elementem związku. Jeśli jednak nie
towarzyszy mu intymność czy namiętność, związek staje się pusty. Zdarza
się, że w moim gabinecie pojawiają się pary na tym etapie związku. Są
razem, gdyż mechanizm "utopionych kosztów" powoduje, że trudno im się
rozstać.
Trójczynnikowa koncepcja miłości w ujęciu prof. Wojciszke (z modyfikacją
J.A. Kowalskiego)
Rodzaje związków
W zależności od elementów dominujących w naszej relacji przybiera ona
określoną dynamikę. W literaturze nadano im nawet nazwy; i tak, gdy w związku występuje:
intymność bez namiętności i zaangażowania - jest to po prostu sympatia.
namiętność bez zaangażowania i intymności - miłość ślepa, czyli
zakochanie.
zaangażowanie bez intymności i namiętności - związek pusty.
intymność i namiętność bez zaangażowania - miłość romantyczna.
intymność oraz zaangażowanie bez namiętności - miłość przyjacielska.
namiętność i zaangażowanie bez intymności - miłość fatalna.
intymność, namiętność oraz zaangażowanie - miłość kompletna.
Jeśli zaś nie ma żadnego z trzech elementów, trudno taką relację nazywać
miłością.
Związki możemy klasyfikować zależnie od tego, jakie składniki w nich
dominują, a jakich brakuje. Taką typologię przedstawia poniższa tabela.
Składniki
Rodzaj miłości
Intymność
Namiętność
Zaangażowanie
Brak miłości
brak
brak
brak
Sympatia
jest
brak
brak
Miłość ślepa (zakochanie)
brak
jest
brak
Pusta
brak
brak
jest
Romantyczna
jest
jest
brak
Przyjacielska
jest
brak
jest
Fatalna
brak
jest
jest
Kompletna
jest
jest
jest
Brak miłości - nie wymaga większego objaśniania. Jest to stan bez
odczuwania którejkolwiek z trzech składowych miłości.
Sympatia - czyli lubienie, jest wynikiem funkcjonującej w relacji
intymności. Dobrym przykładem jest koleżanka z pracy. Z jednej strony
bardzo się lubicie i chętnie spędzacie wspólnie przerwy kawowe, z drugiej nie czujecie potrzeby spotykania się poza pracą ani planowania
wspólnych wakacji. Ot, czysta sympatia.
Miłość ślepa - czyli zakochanie. Można powiedzieć, że jest to ostra
faza związku. Ma ona nawet swój numer jednostki chorobowej (F63.9) w podręczniku diagnostycznym dla specjalistów (ICD-10) jako
"nieokreślone zaburzenie nawyków i popędów".
Z zakochaniem bywa jak w starej piosence Azylu P Mała Maggie:
"...Wszyscy się śmieją z tego, że ja
nie mogę jeść, nie mogę spać
I myślę o niej przez cały czas...".
Nie ma w tych słowach ani grama przesady. Chyba każdy z nas przeżył
podobny stan chociaż raz w życiu. Naukowcy doszli do wniosku, że
biologiczne ograniczenie tej fazy ma bardzo duży sens, ponieważ gdyby
trwała dłużej, moglibyśmy wręcz fizycznie, nie tylko metaforycznie,
umrzeć z miłości, czyli z wyczerpania organizmu. Dzieje się tak głównie
z powodu szalejących w nas hormonów, które na tym etapie znajomości
działają intensywnie.
Przyznam szczerze, że nieszczęśliwie zakochani klienci są dla mnie
najtrudniejsi. W tym stanie jesteśmy ślepo-głusi. Nie widzimy i nie
słyszymy. Energia organizmu koncentruje się wyłącznie na obiekcie
zakochania i zakończenie związku, gdy jedno z partnerów jest na tym
etapie, może mieć poważne konsekwencje na całe życie. Jest to jakby
niedokończona historia. Używając motoryzacyjnego porównania, powiedzmy,
że w czasie krótkiej (zazwyczaj) jazdy poznajemy wersję demonstracyjną,
najbardziej luksusową i kompletną. Niestety bez możliwości dłuższej
przejażdżki nie mamy okazji przekonać się, że te cudownie wyglądające
plastiki jednak trochę trzeszczą, przyspieszenie wcale nie jest tak
spektakularne, jak opisywane w katalogu, fotele w dłuższych trasach są
nieco za miękkie, a zawieszenie za sztywne. Gdybyśmy mieli okazję
doświadczyć bycia razem trochę dłużej, zobaczylibyśmy te wszystkie
mankamenty, dzięki którym jesteśmy ludźmi, a nie nadludźmi, i ślepa
miłość mogłaby się zamienić w miłość pełną bądź zdecydowalibyśmy się na
rozstanie, ale ze świadomością, że ten cudowny okaz to tylko... człowiek,
a nie superbohater.
Związek pusty - występuje wtedy, gdy jedynym spoiwem związku jest
czas, dom, kredyt, znajomi lub wspólne interesy. Gdy namiętność i intymność wygasły, pozostaje tylko wspólne zobowiązanie, z którego
często trudno zrezygnować na skutek zasygnalizowanego już tu mechanizmu
"utopionych kosztów" - im więcej zainwestowaliśmy, tym większą mamy
nadzieję na zwrot z inwestycji, nawet gdy wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tego zwrotu nie dostaniemy. Dobrym przykładem są
tutaj gracze giełdowi, którzy tracąc fortunę, dostają jasny komunikat,
że może czas się wycofać, ale - między innymi - przez to, że
zaangażowali w to działanie tyle czasu, wysiłku i pieniędzy, łudzą się
(najczęściej), że tym razem się uda, i... grają dalej. Generalnie każdy
związek zmierza w stronę stanu pustego. Tak, wiem, brzmi to strasznie,
ale lepiej mieć tego świadomość. Pamiętajmy jednak, że możemy pracować
nad intymnością, czyli zachowaniami, które wzmacniają naszą relację,
dzięki czemu będziemy mieć szansę nie znaleźć się w miejscu związku
pustego. To jednak wymaga naszej intencji, intymność sama "się nie
robi".
Miłość romantyczna - w takim związku jest trochę jak w zakochaniu,
ale spokojniej, gdyż namiętności towarzyszy intymność, czyli element
stabilizujący relację. Rozstanie na tym etapie również jest ciosem i wiąże się ze straconymi nadziejami, bywa więc bardzo bolesne i trudne. W miłości romantycznej rzadko jednak dochodzi do rozstania, gdyż
najczęściej następuje ono na wcześniejszym lub późniejszym etapie.
Miłość romantyczna to czas fascynacji - nadal widzimy partnera przez
różowe okulary i przypisujemy mu same pozytywne cechy. Jeśli nawet
zauważymy rozrzucone skarpetki, prędzej pomyślimy: "Jaki on słodko
roztrzepany" niż "Co za flejtuch". Jest to czas poszukiwania
podobieństw i zlewania się z partnerem, co stanowi podłoże miłości
kompletnej.
Miłość kompletna - najbardziej pożądany stan. Nie przeżywamy już
szalonych skoków ciśnienia, jeśli ona nie odbierze telefonu (może coś
jej się stało???), a jednocześnie nadal w związku istnieje namiętność,
intymność zaś funkcjonuje w pełnej krasie. Na tym etapie dochodzi
zaangażowanie, czyli jasna decyzja o planowaniu wspólnej przyszłości i byciu razem, co buduje poczucie bezpieczeństwa i zaufania. Dobrą
wiadomością jest to, że w miłości kompletnej mamy całe trio: namiętność,
intymność oraz zaangażowanie. Złą, że od tego etapu namiętność zaczyna
opadać.
Miłość przyjacielska - jest to zaangażowanie oraz intymność, ale bez
komponentu namiętności. Bardzo stabilny, przewidywalny i komfortowy
stan. W różnych badaniach okazuje się, że jest to najbardziej harmonijna
i pożądana przez wiele par faza związku. Może to być zaskakujące, ale
wyobraź sobie, że twój mąż, partner, twoja żona czy partnerka staje się
twoją najlepszą przyjaciółką/twoim przyjacielem, a dzieje się to na
takim etapie życia, gdy seks przestaje być priorytetem.
Miłość fatalna - potocznie nazywana toksyczną, pojawia się, gdy w związku występują zaangażowanie oraz namiętność. Taką miłością często
darzą się kochankowie, gdy każde z nich ma własną rodzinę i zobowiązania. Po pierwszej fazie fascynacji, jeśli jedno z kochanków
chce, a drugie nie chce rozwijać relacji w kierunku jedynej i podstawowej, może się pojawić między nimi sporo złości, a stąd już
prosta droga do miłości fatalnej. Ile razy słyszałam, że "z jednej
strony chcę z nim być, mamy cudowny seks, z drugiej nie cierpię go i daję mu to odczuć, bo nie chce odejść od żony i być ze mną". Ta forma
"miłości" związana jest z silnymi emocjami, często pojawia się
manipulacja, granie na uczuciach drugiej strony czy zachowania
zorientowane na reakcje ukochanego to standard. Bardzo trudna, uwikłana
relacja, z której trudno się uwolnić.
Liczne badania wskazują, że najbardziej komfortowym stanem dla
związku, oprócz miłości kompletnej, jest... miłość przyjacielska!
Czy teraz inaczej spojrzysz na naszą parę z początku rozdziału?
Ćwiczenie
Zastanów się, na jakim etapie związku - według wykresu trójczynnikowej
koncepcji miłości - jesteś. Jaki rodzaj miłości przejawia się w twoim
związku, które z jej komponentów są najsilniejsze?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki