Odblask czerwieni - Jeri Smith-Ready

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Wstrzymałam oddech, kiedy się zaczął... ostatni wers ostatniej piosenki z najnowszej płyty Logana.

Zostawił po sobie muzyczne przesłanie z czterech lat, takie jak ballada Tęsknię za tobą jak cholera, punkowo-hiphopowy miks - Piosenki na doła i rockowa pomoc w zakuwaniu - Jak nie znienawidzić matmy.

Niektóre znajdowały się na płytach w niebieskich plastikowych pudełkach ustawionych równiutko na mojej półce. Inne mieszkały w odtwarzaczu MP3, który cicho mruczał na szafce nocnej.

Ta, którą Logan stworzył po śmierci, Do dupy być duchem (Czasami) kończyła się właśnie cichym akustycznym brzmieniem. Jeden głos, jedna gitara, dokładnie tak jak wiele razy mi grał. Piosenka była bonusem - postscriptum artysty, iskierką nadziei dla nas.

Puściłam już chyba wszystkie płyty Logana, jedną co wieczór przez ostatnich dziesięć tygodni. Czekałam przy otwartym oknie i wsłuchiwałam się w każdą nutę. Wołałam go. Patrzyłam, jak mój oddech zamienia się w parę na mroźnym zimowym powietrzu.

Mówili, że nigdy nie wróci. Kiedy dusza z lśniącego fioletowego ducha - z myślami i nadziejami żywej osoby - zmieni się w ciemny rozwścieczony cień, jest po wszystkim.

Nie ma już spotkań z ludźmi, chyba że po to, by przyprawiać ich o mdłości.

Nie ma zdobywania punktów i naprawiania zła.

Nie ma nieba i pokoju. Nigdy.

Przemiana w cień jest drogą w jedną stronę - do piekła.

Ale "oni" nie wiedzieli jednego: Logan już odbył podróż w obie strony: z ducha stał się cieniem i na powrót duchem, tam, przed moim domem.

Skoro zrobił to raz, może zrobić to znowu. Wystarczyło tylko wierzyć. I czekać.

Z początku było łatwo, kiedy nie pojawiał dzień, tydzień, miesiąc. Trzymałam się wspomnień blasku jego ducha: Logan w konfesjonale, kiedy opowiada mi, jak to jest umierać. Logan na miejscu dla świadka mówi, że wszystkim, czego pragnie, jestem ja. Logan w moim łóżku, a jego fioletowy cień oświetla moją nagą skórę.

Ale kiedy lodowaty wiatr leniwie przywiewał słotną jesień, górę wzięły koszmarne wspomnienia. Logan dąsający się o moją przyjaźń z Zacharym. Logan szalejący z wściekłości, kiedy z nim zerwałam. Logan przemieniający się w cień podczas próby przejścia do wieczności.

Jeszcze teraz bolało mnie w piersiach na wspomnienie tamtej nocy w pubie Green Derby. Logan pożegnał się z tymi, których kochał - najpierw słowami, a później muzyką, śpiewając The Parting Glass przy akompaniamencie gitary i skrzypiec, na których grali jego brat i siostra. Doskonały finał przed opuszczeniem tego świata na zawsze.

Ale kiedy zaczęło w nim pulsować złotobiałe światło pokoju, coś poszło nie tak. Postać Logana pochłonęła ciemność i na naszych oczach zamieniła go w cień. Uciekł zawstydzony i smutny. Od tamtej pory nikt go nie widział.

Ścisnęłam mocniej okienny parapet, kiedy z ostatnim cichym akordem rozległo się błaganie. Ciszę przepełniały nocne odgłosy Baltimore - syk migoczących latarni, szum wiatru w koronach drzew, wycie syreny w oddali.

Muzyka zamilkła, a tylko nią mogłam go zwabić. Zostały jedynie słowa.

- Logan, gdzie jesteś? - Przesunęłam kciukiem po miejscu pod parapetem, w którym wyrył nasze inicjały. Dało mi to siłę, dzięki której opanowałam drżenie w głosie. - Wiem, że nie chcesz taki być. Wiem, że chcesz wrócić. Więc, proszę, wróć.

Zaczęły mnie dławić zwątpienie i strach. A jeżeli nie chce wrócić, nawet ze względu na mnie? Musiałam mieć pewność, choćby miała być bolesna.

- Jesteś szczęśliwy? Chcesz pozostać cieniem? Jeżeli chcesz, żebym zostawiła cię w spokoju, powiedz tylko. Daj mi znak. - Zamknęłam oczy, gotowa poczekać ten ostatni raz.

Mój mózg wypełnił rozdzierający krzyk. Chciałam zatkać uszy, ale nie mogłam oderwać dłoni od parapetu. Potrzebowałam kotwicy, która uchroniłaby mnie przed upadkiem i powstrzymałaby moje ciało i umysł, żeby się nie rozpadły przed gniewnym obliczem Logana.

Przeniknął przez okno, przeze mnie, wybuchając czarną energią, która pozbawiła mnie sił. Upadłam na podłogę, dygocząc z zimna.

- Auro! Powiedziałem ci, żebyś nie czekała!

- Nie słucham... cieni. - Wydobyłam z siebie słowa, dopóki jeszcze pamiętałam, jak się je wypowiada.

Znów krzyknął, zamieniając mój świat w pędzącą kolejkę górską. Chwyciłam się brzegu dywanu w sypialni i robiłam wszystko, żeby nie stracić przytomności.

Logan wył, a mój umysł uchwycił się jego obrazu sprzed pięciu miesięcy, kiedy mój ukochany występował z zespołem, kilka godzin przed śmiercią: jasne blond włosy lśniące w scenicznym świetle, błękitne oczy pełne ognia. Wybijająca się gwiazda.

- Nie oszukasz mnie - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - Za bardzo jaśniałeś.

Zapadła cisza, jakby cały świat przykryto całunem.

Zniknął.

Zacisnęłam mocniej powieki, bojąc się widoku pustego pokoju. Mdłości i ciężar smutku przybiły mnie do podłogi. Chciałam tu zostać na zawsze.

Aż nagle pojawił się blask, tak jasny, że widziałam go mimo zaciśniętych powiek. Sapnęłam i otworzyłam oczy.

- Nieźle.

Cichy szept Logana sprawił, że serce we mnie zamarło. Spojrzałam w górę, nad jego wysokie vany lśniące w ciemności na fioletowo.

Nad koszulę rozpiętą jak tamtej nocy, kiedy umarł.

Na jego zdumioną twarz.

- Auro, udało się! - Przyjrzał się swojej fioletowej ręce, jakby nigdy wcześniej jej nie widział, a później spojrzał w dół, na mnie. - O, mój Boże, nic ci nie jest? - Opadł na kolana i wyciągnął do mnie ręce tak, jak robił to setki razy, za życia i po nim. - Zrobiłem ci krzywdę? Uderzyłaś się w głowę? Mam wezwać pomoc?

Pokręciłam głową i usiadłam, walcząc z ustępującym zamroczeniem. Otworzyłam usta, ale łzy ścisnęły mnie za gardło i nie mogłam wypowiedzieć jego imienia.

- Ej, ej, nie rób tego. - Pogłaskał mnie po policzku dłonią, którą mogło poczuć jedynie moje serce. - Wiesz, że nie znoszę patrzeć, jak płaczesz.

Zmierzyłam wzrokiem jego postać. Był znowu taki, jakiego zapamiętałam - głos, uśmiech, blask, który wydawał się jaśniejszy niż jakiegokolwiek innego ducha.

To naprawdę, naprawdę był Logan.

Wypuściłam oddech, w którym szloch mieszał się ze śmiechem.

- Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę.

- Ani przez sekundę tak nie myślałaś. Wierzyłaś we mnie. - Odezwał się łagodnym, zadziwionym szeptem. - Kocham cię.

- Ja też cię kocham. - Otarłam łzy z mokrej twarzy, chociaż płynęły już nowe.

- Nie mogę uwierzyć, że tu jestem. Niech ci się przyjrzę. - Logan drżącymi dłońmi obrysowywał przestrzeń wokół mnie, jakby się upewniał, że ja też tu jestem. Kiedy znowu spojrzał na moją twarz, zmarszczył czoło zmartwiony. - Auro, chyba mało spałaś?

Potarłam oczy, świadoma ciemnych podkówek pod nimi.

- Martwiłam się - szeptałam, żeby nie obudzić ciotki Giny w pokoju obok. - Co się z tobą stało?

Wydał jęk i uniósł dłonie do skroni.

- Nawet nie wiem, od czego zacząć. Ciągle mam wrażenie, że w głowie szaleje mi huragan.

- Nie spiesz się. - Pogładziłam podłogę. Nie wiedzieć czemu bałam się, że jeżeli go nie zatrzymam, znowu zniknie. - Zacznij od początku. Dlaczego zamieniłeś się w cień?

Usiadł przede mną ze skrzyżowanymi nogami, kuląc ramiona, jakby był wyczerpany.

- Tamtej nocy po procesie miałem przejść do innego świata. Chyba o to chodziło, prawda?

- Raczej tak. - Kancelaria prawna mojej ciotki specjalizuje się w przypadkach nieprawidłowej śmierci, opierając się na teorii "pokój dzięki sprawiedliwości", która mówi, że po wygraniu procesu duch może opuścić ten świat zadowolony i usatysfakcjonowany.

- Po wygranej czułem się fenomenalnie. - Logan wygładził nogawki krótkich spodni z kieszeniami. - Spokojnie, wiesz? Jakbym powiedział wszystko, co musiałem powiedzieć. - Ścisnął szwy kieszeni. - Ale zanim dotarliśmy do Green Derby na nasz pożegnalny koncert, nie miałem już takiej pewności.

- Dylan wspomniał, że odczuwałeś pokusę. - Skrzywiłam się na wspomnienie poczucia winy widocznego na twarzy młodszego brata Logana. - Obwiniał się za to, że pozwolił ci pójść dalej.

- Nie! To moja wina. Byłem wystawiany na próbę, od tamtego razu, kiedy pociemniałem, chociaż trwało to tylko kilka sekund. Czułem się fatalnie z powodu śmierci i przez to, że proces mojej rodziny naraził cię na cały ten ból. - Odwrócił wzrok. - I przez to, że cię stracę.

Owinęłam pukiel czarnych włosów wokół palca, zmagając się ze znajomym poczuciem winy.

- Ale wydawałeś się taki szczęśliwy, kiedy się żegnałeś.

- Chciałem być szczęśliwy. Chciałem zostawić ciebie i całe moje życie tutaj. Ale chyba nie byłem na to gotowy.

Bolało mnie, że swoimi wątpliwościami potrafił podzielić się z Dylanem, a nie ze mną. Musiał wiedzieć, jak bardzo pragnę pójść dalej.

- Skoro nie byłeś gotowy, dlaczego nie mogłeś poczekać?

- Nie mogłem wszystkich zawieść. Ten ogromny tłum przyszedł, żeby zobaczyć, jak odnajduję pokój. A moja rodzina... Tak bardzo ich zraniłem, kiedy umierałem. Tylko przechodząc do innego świata, mogłem trochę poprawić sytuację. - Wsparł twarz na dłoniach i opuszkami palców gładził policzki. - A wszystko pogorszyłem.

Było mi niedobrze, kiedy patrzyłam, jak na nowo przeżywa tamte chwile. Ale musiałam wiedzieć.

- Co się stało?

Opuścił dłonie i spojrzał na mnie żałosnym wzrokiem.

- Prawie tam byłem, Auro. Widziałem niebo. Drzwi były otwarte, było jasno, muzyka grała cudownie. Każdy by chciał umrzeć, żeby tylko jej posłuchać. I nagle... bum! - Bezgłośnie uderzył pięścią w dłoń. - Drzwi zatrzasnęły mi się przed nosem. Kiedy zabrakło tego światła, poczułem się tak, jakbym w ciągu sekundy umarł sto razy. - Obiema dłońmi przeczesał włosy, chwytając jasne kosmyki. - Nawaliłem. Chyba odbiłem się rykoszetem i stałem się cieniem. Tak bardzo mi przykro.

- Teraz znów jesteś duchem, tylko to się liczy. - Bawiłam się dolnym guzikiem mojej fioletowej jedwabnej koszuli nocnej, marząc, żeby złagodzić jego cierpienie dotykiem. Ale to nadal było niemożliwe. - Co się stało po tym, jak zmieniłeś się w cień? Gdzie byłeś przez cały ten czas?

- Jaki cały czas? - Odwrócił gwałtownie głowę i rozejrzał się po pokoju. - Jaki mamy dzisiaj dzień?

- Dwudziesty marca. - Zerknęłam na budzik na nocnej szafce, na którym błyszczały delikatnie niebieskie cyfry. - Dwudziesty pierwszy marca.

- Jasny gwint, prawie trzy miesiące. - Potrzebował chwili, żeby to przetrawić. - Nie rozróżniałem nocy ani dnia. Wiedziałem tylko, że muszę się trzymać z daleka od żywych. - Podciągnął kolana do piersi i oparł się o nie. - Nie chciałem sprawiać bólu.

Okazał się bardziej powściągliwy niż większość cieni. Sama ich obecność może osłabić tych, którzy widzą duchy, czyli mnie i młodszych ode mnie.

Chociaż cienie nadal należały do rzadkości - w życiu widziałam cztery, włącznie z Loganem - było ich coraz więcej. Po tym, jak troje dzieci umarło parę lat temu po upadku z balkonu, który spowodował cień, Departament Czystości Metafizycznej utworzył specjalną jednostkę - Korpus Obsydian. Podczas gdy reszta DCM skupiała się na badaniach i technologii (prawdopodobnie), Obsydianie mieli jedną misję: eliminowanie cieni.

Ale ponieważ cieni nie można było schwytać ani zatrzymać, Obsydianie starali się nie dopuścić do ich przemiany, zatrzymując "narażone" duchy, które wydawały się o krok od przekroczenia tej granicy. Niestety, zatrzymanie oznaczało podróż w jedną stronę - do małego pudełka wyłożonego obsydianem, który zapobiegał ucieczce ducha. W ten sposób schwytano wiele niewinnych istnień, które potrzebowały pomocy, nie kary. Nie chciałam dla Logana takiego losu.

- Jak zamieniłeś się z powrotem w ducha?

- Zawołałaś mnie, więc przyszedłem - powiedział, jakby było to oczywiste. - Ty to spowodowałaś, Auro.

Spojrzałam na niego zmrużonymi oczami, zdezorientowana.

- Przecież wzywałam cię co wieczór, odkąd stałeś się cieniem.

- Usłyszałem dopiero kilka minut temu. To wołanie było straszliwie głośne. - Przytknął dłonie do uszu. - Brzmiało jak sprzężenie miliona amperów.

- Boże, to musiała być tortura.

- Fakt. - Pokręcił głową. - Piekło istnieje, Auro. Byłem tam i nigdy więcej nie wrócę.

- Nie pozwolę ci. - Splotłam dłonie z jego dłońmi, kolejny raz marząc o tym, żeby móc się do niego przytulić. Ale nie mógł zostać na zawsze. - Teraz możesz przejść dalej?

- Nie sądzę, jeszcze nie. - Rozmasował zagłębienie szyi. - Za dużo mrocznych wibracji. Muszę zmienić parę rzeczy. Całe dwa i pół miesiąca, kiedy byłem duchem, spędziłem na użalaniu się nad sobą albo usiłując zwrócić na siebie uwagę.

- Też mi coś, wszystkie duchy takie są. Nic dziwnego. Nie można pójść nigdzie, dokąd nie poszło się za życia. Nawet innych zmarłych się nie widzi. - Bycie duchem jest na tyle beznadziejne, że skłania większość z nich do natychmiastowego przejścia do innego świata, chyba że mają coś lub kogoś, kto ich tu trzyma. - Więc co można robić?

- Wiele rzeczy. Na przykład to. - Logan usiadł po turecku i przysunął się bliżej podekscytowany. - Kiedy byłem cieniem, trzymałem się trzech nadziei, żeby nie pękło mi serce. - Wyciągnął kciuk. - Po pierwsze. Pamiętasz, że powiedziałem, że chciałbym coś zmienić? Teraz, kiedy z cienia zamieniłem się z powrotem w ducha, mogę dużo zdziałać. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło, prawda?

- O ile ludziom wiadomo.

- Setki świadków widziało, jak zmieniłem się w cień tamtego wieczoru w Green Derby. Jeżeli świat się dowie, że to nie jest nieodwracalne, może Obsydianie przestaną zamykać pociemniałe duchy i znajdą sposób, żeby im pomóc. - Wskazał na siebie i na mnie. - Może wspólnie uda nam się wymyślić, jak to zrobić.

- Jasne. - Dostawałam mdłości na samą myśl o kolejnym cyrku medialnym. Ale pora przestać myśleć o świecie i czas zacząć go zmieniać. - A propos, nie nazywają ich już pociemniałymi duchami. Teraz to zagrożone duchy. W skrócie ZD.

- Od kiedy?

- Od twojej przemiany. Prasa doszczętnie zmiażdżyła agentów Obsydian, którzy próbowali cię schwytać.

- To dobrze. Zwłaszcza że dręczyli też ciebie i Dylana. Nic wam się nie stało?

- Mieliśmy tylko parę siniaków. - Potarłam nadgarstek, już nadwerężony, zanim rzuciłam się na agenta.

- Więc jestem sławny? - Logan przechylił głowę.

Sprawiał wrażenie o wiele za bardzo zadowolonego z siebie, więc zmieniłam temat.

- A twoja druga nadzieja?

- Chcę znów tworzyć muzykę.

- Ale Mickey i Siobhan są za starzy, żeby słyszeć duchy. - Jego rodzeństwo, brat i siostra, bliźniaki urodzone przed Przemianą, miały po osiemnaście lat.

- Będę śpiewał z poprzemiennymi. Łatwiej będzie ćwiczyć, kiedy będę mógł porozumiewać się z zespołem.

- A co z publicznością?

- Ty mnie usłyszysz i wszyscy młodsi od ciebie. - Uśmiechnął się szeroko. - Idealni odbiorcy, co? Będziemy pierwszą kapelą tworzącą dla was, dzieciaki. Wytwórnie będą się biły, żeby podpisać z nami kontrakt.

Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. Obietnica kontraktu z wytwórnią płytową była główną przyczyną śmierci Logana. Żeby wciągnąć go w interes, ludzie z A&R Warrant Records dali mu kokainę, która w połączeniu z olbrzymią ilością alkoholu zatrzymała jego serce na zawsze.

Dawny Logan powrócił, niewiele mądrzejszy. Miałam nadzieję, że to "niewiele" wystarczy.

- W głowie układałem kolejne piosenki - powiedział. - O tym, jak to jest być duchem i cieniem. - Jego twarz się wygładziła i spoważniała. - O tym, że zrobiłbym wszystko, żeby znów cię dotknąć.

Przesunął swoją eteryczną dłonią po mojej ręce, a mnie wydało się, że poczułam ruch na skórze. Ale to była po prostu moja wyobraźnia, podsycana pobożnymi życzeniami.

- Auro, trzecim powodem byłaś ty. Jedynym, który się liczy.

Zaparło mi dech w piersiach. Logan wrócił ze względu na mnie, ale czy ja byłam nadal w tym samym miejscu? Tej nocy, kiedy zamienił się w cień, wcisnęłam guzik pauzy w moim życiu.

Ale z nadejściem wiosny przełączyłam się na tryb zwolnionych obrotów: noc w dyskotece z przyjaciółką, Megan, wyprawa na zakupy z ciotką Giną. Popołudnie na meczu halowej piłki nożnej Zachary'ego (nienawidziłam oglądać meczów, ale lubiłam patrzeć na niego, bardziej niż chciałam przyznać).

A teraz, kiedy Logan był tu znowu, mogłam włączyć przycisk "start" i zacząć żyć na pełnych obrotach. Ale w którym kierunku miałam pójść?

- Nie wiem, czy mogę to zrobić.

- Ale co? - Nie przestawał się uśmiechać, ale głos mu się lekko załamał.

- Być z tobą w ten sposób. - Miałam wrażenie, że słowa, przechodząc przez gardło, poraniły je. - Jak wcześniej.

Jego uśmiech zniknął. Wargi się rozchyliły, potem zacisnęły, a później znów rozchyliły.

- Auro, ja... - Wstał szybko, promieniując nerwową energią. - Wróciłem dla ciebie.

- Nie tylko dla mnie. Musiałeś się uratować.

- Ty mnie uratowałaś. - Wskazał na mnie. - Twoja moc.

- Tego nie wiemy. Poza tym powiedziałeś mi, żebym na ciebie nie czekała, pamiętasz?

- No... tak. Ale wtedy byłem cieniem. A teraz nim nie jestem.

- Pożegnaliśmy się, zanim zamieniłeś się w cień.

- I przez cały ten czas usiłowałaś mnie odzyskać. - Uniósł dłonie. - Czy to nic nie znaczy?

- Nie wołałam cię po to, żebyś był moim chłopakiem. Robiłam to, bo cierpiałeś. Robiłam to dlatego, że cię kocham.

- Ale skoro mnie kochasz... - Cofnął się o krok, potem kolejny. - Jest już ktoś inny? Jesteś z tym Szkotem?

- Nie. Ale Zachary jest dla mnie ważny. - Zorientowałam się, że odwracam wzrok, kiedy wypowiadałam jego imię, podobnie jak kiedyś nie byłam w stanie spojrzeć Zachary'emu w oczy, kiedy padało imię Logana.

- Ważny? Ważna może być muzyka, ważna jest piłka, cholernie ważne są pyszne ciastka. - Logan zamilkł. - Ale on? Co to ma wszystko znaczyć?

- Jesteśmy przyjaciółmi. - Chłodny podmuch wiatru musnął moje nagie ramiona. Okno było cały czas otwarte.

- I?

- I umówiliśmy się jutro wieczorem. - Wstałam na drżących nogach i podeszłam do okna. - Na otwarcie wystawy o starożytnej astronomii w Centrum Naukowym Maryland.

- Więc chodzi o szkołę - westchnął z ulgą. - To do tej pracy, którą piszcie?

- Nasza promotorka załatwiła nam wejście na specjalne premierowe przyjęcie. To ważna sprawa. - Kiedy opuściłam żaluzję na oknie, palce niemal mi się po niej zsunęły. - Najpierw idziemy na kolację.

- Z promotorką.

- Nie. - Zasunęłam zasuwę.

Logan był tak cicho, że gdyby nie jego fioletowe odbicie w oknie, pomyślałabym, że zniknął.

- Kto cię zaprasza na bal? - spytał w końcu.

- Nikt. W każdym razie nikt, kogo lubię.

- Ja cię zaprosiłem, dzień po zjeździe absolwentów, pamiętasz? - Podszedł i stanął obok mnie. - Pójdźmy razem.

Ten pomysł powinien mnie rozśmieszyć, ale na wspomnienie zjazdu absolwentów zachciało mi się płakać. Myśleliśmy, że mamy przed sobą wieczność. Niecały tydzień później Logan nie żył.

- Duchy nie mogą wejść do mojej szkoły. - Odwróciłam się do niego twarzą. - Ridgewood jest całkowicie pokryte obsydianem.

- Więc będziemy tańczyć na zewnątrz. W maju będzie ciepło. Wszyscy się do nas przyłączą i będzie wielki...

- Logan, jesteś martwy.

Odskoczył, jakbym wymierzyła mu policzek. Potem na jego twarzy pojawiły się postrzępione linie.

- Wcześniej ci to nie przeszkadzało. Nie miałaś nic przeciwko temu, żebym co noc leżał w twoim łóżku. Nie miałaś nic przeciwko temu, żebym szeptał ci do ucha, kiedy się dotykałaś.

Zamurowało mnie. Logan powoli zakrył usta, a jego oczy zrobiły się wielkie i okrągłe.

Cofnął się.

- O, Boże. Auro, tak mi przykro. Nie mogę uwierzyć, że to powiedziałem.

Ukryłam palącą twarz w dłoniach. Dawny Logan nigdy nie byłby tak obcesowy. Co zrobiła z nim ta przemiana w cień?

- To było i dla mnie, i dla ciebie.

- Wiem, uwielbiałem to. Kocham cię. Ciągle bardzo cię kocham. - Podszedł, a jego blask przedzierał się przez przerwy pomiędzy moimi palcami. - Wiem, że nie możemy mieć takiej przyszłości, jakiej chcieliśmy, ale możemy mieć teraźniejszość, prawda?

- Nie mogę więcej tego robić. - Moje dłonie tłumiły słowa. - Obiecaj mi, że będziemy po prostu przyjaciółmi, albo zostaw mnie na zawsze.

- Dobra. Przyjaciele. Jak chcesz. - Jego głos drżał ze strachu. - Wiesz, że mówię poważnie. Duchy nie potrafią kłamać. Auro, spójrz na mnie.

Opuściłam ręce. Logan się pochylał, miał oczy na linii mojego wzroku. Pod jego rozpiętą koszulą widziałam fioletowy tors i wytatuowane na nim moje imię. Będzie tam na zawsze.

- Obiecujesz? - spytałam.

- Mało tego. - Uniósł lewą dłoń wewnętrzną stroną do dołu, rozpościerając palce. - Przysięga krzyżaka.

W końcu się roześmiałam. Tajemniczy uścisk dłoni, poważny jak przysięga przypieczętowana krwią, wymyśliliśmy, kiedy mieliśmy po sześć lat. Przysięga krzyżaka nigdy nie została złamana.

Rozpostarłam palce i wsunęłam pomiędzy jego palce. Opuściliśmy nasze splecione dłonie, kciuki wyciągając jak czułki pająka, i poruszyliśmy palcami udającymi osiem nóg krzyżaka.

- Przysięga krzyżaka - powiedzieliśmy razem z zamkniętymi oczami z taką powagą, jak wtedy, kiedy byliśmy dziećmi.

Moją dłoń nagle otoczyło ciepło. Przeniosłam wzrok od jego twarzy do miejsca, w którym byliśmy złączeni.

- Nieźle. - Szept Logana przerwał pełną przerażenia ciszę.

Moje usta się otworzyły, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Niemożliwe.

Czułam go.

Ciepła dłoń ściskała moją, sieć naszych palców splecionych razem. To nie mogła być prawda.

- Nie ruszaj się - wyszeptał ciszej niż kiedykolwiek. Powoli objął palcami moją dłoń.

Łzy popłynęły mi po policzkach, kiedy uświadomiłam sobie, że to musi być sen. Logan wcale do mnie nie wrócił. Nadal był cieniem, samotnie snuł się po świecie, zatruwając poprzemiennych swoją goryczą.

Nadal był w piekle.

- Nie chcę się obudzić. Proszę, Boże, spraw, żebym się nie obudziła.

Delikatna dłoń dotknęła mojej twarzy. Skrzywiłam się, spodziewając się ciotki Giny, która mnie obudzi i zaproponuje pożywne śniadanie.

Dłoń znów dotknęła mojego policzka. Nie była tak miękka i miła, jak dłoń Giny. Była ciepła, na opuszkach palców miała odciski jak u...

...gitarzysty.

Auro - wyszeptał Logan. - To nie sen.

Otworzyłam oczy. Dotykał mojej twarzy.

Logan. Dotykał.

Drugą dłonią odsunęłam połę jego miękkiej bawełnianej koszuli i napotkałam gładkie ciało. Ciało, które nie było już fioletowe, ale wyglądało jak żywe.

Serce mi łomotało. W jego piersiach też biło serce.

- Jak?

- Nie obchodzi mnie to. - Pocałował mnie.

Koniec wersji demonstracyjnej