Odbiorca ubezwłasnowolniony. Teksty o kulturze masowej i popularnej - Stanisław Barańczak


Reflow text when sidebars are open.
Rozrywki umysłowe
"Kultura łatwa": w gruncie rzeczy do tego sprowadzały się zawsze rozmaite próby uściślenia pojęcia "kultury masowej". Bo co znaczy właściwie "masowa"? Odbierana przez masy, w masowym obiegu społecznym, zgoda; natychmiast jednak pojawia się pytanie: co mianowicie powoduje, że kultura ta - w przeciwieństwie do "niemasowej", "elitarnej", "wysokoartystycznej" - może zawsze liczyć na popularność? Oczywiście - odpowiada się zwykle - jej łatwość, to, że nie zmusza ona do aktywnego wysiłku umysłowego. Nikomu z teoretyków nie przychodzi jakoś do głowy, że jest to odpowiedź niewystarczająca. Czy rzeczywiście niechęć do intelektualnego wysiłku jest tak powszechną i niezmienną cechą tzw. masowego odbiorcy? Czy istotnie szuka on zawsze najłatwiejszych wyjść? Czy nie można by znaleźć konkretnych faktów, świadczących, że właśnie trudności, pokonywanie przeszkód, wysiłek umysłu są nieraz w cenie wśród najszerszych rzesz odbiorców?
Naturalnie - można. I fakty takie wcale nie będą naciąganymi dowodami z pogranicza kultury "masowej" i "elitarnej", dowodami świadczącymi raczej o dążeniu pewnych grup odbiorców do kulturalnego awansu. Przeciwnie: będą to fakty przynależące w pełni do dziedziny kultury masowej. A więc na przykład powieść kryminalna. A więc rozmaite quizy czy zgaduj-zgadule. A więc, wreszcie, cała ogromna dziedzina tzw. rozrywek umysłowych: rebusów, krzyżówek, szarad... Wszystkie te fakty kulturalne nie należą wcale (z wyjątkiem niektórych odmian powieści kryminalnej - ale nimi możemy się tu nie zajmować) do sfery kultury "ambitnej", "wysokoartystycznej", "wyrafinowanej". A przecież są trudne! Są zadaniami czy zagadkami bardzo nieraz trudnymi, zawikłanymi i skomplikowanymi, zmuszają odbiorcę do maksymalnego wysiłku umysłowego. I, co ważniejsze, nie mimo to, ale właśnie d l a t e g o są tak niebywale popularne. Takiej właśnie rozrywki potrzebuje - choćby dla uniknięcia monotonii - ten sam masowy odbiorca, dla którego w innych okolicznościach źródłem największej uciechy są rozrywki maksymalnie łatwe i uproszczone.
Chcę przez to powiedzieć, że jednoznaczne rozumienie kultury "masowej" jako "łatwej" uwzględnia tylko jedną stronę problemu. Być może jest po prostu tak, że samą łatwizną nie będzie mógł się długo żywić nawet najbardziej "rozrywkowo" nastawiony konsument kultury: prędzej czy później, choćby dla urozmaicenia, sięgnie po coś, co oferuje mu przyjemność pokonywania trudności. Ale i tu wystrzegajmy się uproszczeń: ktoś, kogo pasjonują rebusy i szarady, nie zawsze jest miłośnikiem awangardowej plastyki czy poezji. A nawet na ogół nie jest. Przeciwstawienie kultury "masowej" i "elitarnej" nie jest zatem urojeniem. Na czym więc polega? Czym różni się "trudność" rozwiązywania szarady od "trudności" rozszyfrowywania wiersza Białoszewskiego? Czy jest to tylko różnica stopnia?
Nasuwa mi się tutaj pewne porównanie, które ma zresztą niejaki związek z dziedziną "rozrywek umysłowych". L a b i r y n t: każdy fakt kulturalny, przed którym staje odbiorca, można przyrównać do labiryntu. Ale istnieją dwa rodzaje labiryntów: w pierwszym trudność dotarcia do końcowego punktu polega tylko na tym, że trzeba kroczyć bardzo nieraz długim i meandrycznym korytarzem, o którym wiadomo jednak, że nie posiada bocznych odnóg i że zaprowadzi nas prędzej czy później do celu. Drugi typ labiryntów cechuje się natomiast pewną perfidią: kroczący nim staje co chwila przed koniecznością wyboru pomiędzy dwoma czy trzema kierunkami, nie wie nigdy, czy decydując się pójść w lewo lub w prawo, nie natknie się na ślepą ścianę, czy nie zostanie nagle wyprowadzony poza obręb labiryntu lub, ostatecznie zbłąkany, straci wszelką orientację. W pierwszym labiryncie dyrektywą jest po prostu "iść naprzód". W drugim: "wybierać i próbować kolejnych możliwości". Różnica polega więc nie tyle na trudności większej czy mniejszej, na większym czy mniejszym zawikłaniu drogi: różnica polega na obecności bądź nieobecności czynnika w o l n o ś c i w y b o r u.
W dziedzinie przyswajania sobie zjawisk kultury ta wolność wyboru jest faktem zarówno zewnętrznym (wtedy, kiedy dotyczy dylematu: wziąć do ręki książkę czy ją odrzucić, włączyć czy wyłączyć telewizor, pójść czy nie pójść na koncert), jak i wewnętrznym, objawiającym się już w trakcie odbioru danego dzieła. Ten ostatni przypadek jest dla nas szczególnie interesujący, on to bowiem właśnie pozwala sprecyzować różnicę między kulturą "masową" a "elitarną". Dzieło kultury masowej jest mianowicie labiryntem bez bocznych odnóg: dojść do celu, do ostatecznego rozwiązania jest nieraz trudno z uwagi na długość drogi, zakręty, nawet przeszkody, które trzeba omijać - ale odbiorca, który powziął już decyzję wgłębienia się w ten labirynt, jest zwolniony z wszelkich decyzji dalszych, zwolniony z konieczności wybierania, pozbawiony uciążliwego brzemienia wolności. To nie on decyduje - labirynt sam go prowadzi do końcowego celu. W dziele kultury "elitarnej" ("wysokoartystycznej") jest zupełnie inaczej: tutaj każdy kolejny element stylu, kompozycji, ideologii dzieła stawia odbiorcę na rozstajach dróg, z których jedną trzeba wybrać, nie będąc nigdy pewnym, czy wybrało się właściwie. Jedynie w dziełach tego rodzaju możliwa jest rzeczywista tajemnica, rzeczywista wieloznaczność, rzeczywisty tragizm, rzeczywisty twórczy współudział odbiorcy w kształtowaniu artystycznego świata.
Gdybym miał najkrócej określić różnicę między rozwiązywaniem łamigłówki a rozszyfrowywaniem znaczeń wiersza (z pozoru są to czynności bardzo podobne), powiedziałbym, że łamigłówka ma zawsze rozwiązanie, i to tylko jedno, to "właściwe"; wiersz natomiast każe wybierać pomiędzy wieloma rozwiązaniami i bywa nieraz tak, że żadne z nich nie może być uważane za ostateczne i wystarczające. Mowa w tej chwili o rozwiązaniach "ostatecznych", o tych końcowych formułach, do których dociera się w ostatecznym efekcie pokonywania trudności; ale to samo dotyczy każdego najdrobniejszego nawet kroku, jaki tylko można postawić w którymś z tych dwu labiryntów. Z jednej strony mamy maksymalne ograniczenie wolności wyboru, z drugiej - jej maksymalne rozszerzenie.
Badaczom i publicystom, których nęka nierozwiązywalna sprzeczność kultury "masowej", a przecież niekoniecznie "łatwej" (aby rozwiązać zadanie z "Szaradzisty", trzeba mieć sporą wiedzę i rutynę), zaleciłbym obowiązkową lekturę Ucieczki od wolności Ericha Fromma. W tym rzecz: kultura masowa jest domeną ucieczki nie tyle od trudności i wysiłku, ile od wolności. Jest wyrazem tęsknoty do czegoś, co by nami manipulowało z zewnątrz, nie naruszając niczym naszej słodkiej bierności. Chcemy mieć złudzenie pokonywania przeszkód, ale nie narażać się przy tym na rozczarowanie; łudzić się, że rozwiązujemy zagadkę, nie dostrzegając, że zagadka sama nami kieruje w stronę ostatecznego rozwiązania; chcemy obcować z tajemnicą, ale taką, która sama ku naszej uldze rozwikła się w jednoznaczną formułę.
Jak powiada "Przekrój", "krzyżówka to rozrywka zdrowa i tania": również i w tym sensie, że za rozwiązanie nie trzeba tu płacić niepewnością, poczuciem nierozwiązywalności zagadki czy choćby ryzykiem własnej decyzji.