Od Valinoru do Mordoru - Andrzej Szyjewski

-
Proszę czekać

WSTĘP

Gdzieś w okolicach 1969 r., kiedy jako sześciolatek buszowałem w stertach zalegających w całym mieszkaniu książek, wygrzebałem pozbawioną okładki, rozpadającą się i zaczytaną przez moje starsze rodzeństwo powieść, zaczynającą się od słów: "Aragorn spiesznie wspinał się na wzgórze...". Zaciekawiony nagle zarysowaną sytuacją pochłonąłem ją bardzo szybko (czytać bowiem nauczyłem się wcześnie i miałem już sporą liczbę książek na swoim koncie). Oczarowany tajemniczym światem elfów, krasnoludów i orków, dokopałem się następnego tomu zatytułowanego Powrót króla. Ślepy los, w postaci niezauważenia i niezakupienia przez moich rodziców pierwszego tomu Władcy Pierścieni, wydawanego przez Czytelnika w latach 1961-63, (noszącego wówczas tytuł Wyprawa) sprawił, że wielu rzeczy musiałem się domyślać i rekonstruować ze skąpych wzmianek na kartach drugiej i trzeciej części trylogii. Nauczyłem się tym samym zwracać uwagę nie tylko na akcję, ale i na tło zdarzeń w dziele Tolkiena. Moją pasją i największym marzeniem stało się odkrycie tego, co się działo przedtem; chodziło tu zarówno o początek całej historii z Pierścieniem, jak i mitologię Pierwszej Ery, kryjącą się w tle Władcy Pierścieni. Marzenie mego życia miało się spełniać stopniowo. Najpierw w lokalnej bibliotece odnalazłem ku swemu zaskoczeniu Hobbita, o którym wcześniej nic nie słyszałem, i dowiedziałem się, jak znaleziono Pierścień i kim naprawdę był Bilbo. Potem, kiedy już mogłem zapisać się do działu dla dorosłych, wypożyczyłem tam Wyprawę. Z jakim wzruszeniem, trzęsącymi się rękami wertowałem karty historii hobbitów i całej Drużyny Pierścienia! Niestety, szybko odkryłem, że choć Władca Pierścieni jest dziełem wspaniałym i porywającym, w dalszym ciągu niewiele wiadomo o losach Złotego Drzewa, Valarach, Wielkim Nieprzyjacielu czy pochodzeniu Saurona i Ungolianta (w pierwszym wydaniu trylogii tłumaczka obdarzyła Ungoliantę płcią męską).

I znów zatęskniłem gorąco do tego, by poznać cały tajemniczy świat elfów i ludzi zmagających się z Morgothem, by odsłonić z wydarzeń Pierwszego Wieku zarzuconą przez autora kurtynę. Jakże żałowałem, że Kroniki Królestw Zachodnich nic nie mówią o czasie początku, czyli Pierwszej Erze! Moje oczekiwanie wzmogło się, gdy doszły mnie słuchy o ukazaniu się w 1977 r. historii Pierwszego Wieku. Tym razem na spełnienie moich marzeń czekałem długo, bo aż do czasów studenckich, kiedy to w 1985 r. wydano polskie tłumaczenie Silmarillionu. W międzyczasie zaś, próbując odnaleźć ów świat zaginiony, tknięty odnalezioną na kartach Dodatków myślą, pożyczyłem książkę o mitologii skandynawskiej1 i ze zdumieniem stwierdziłem, że mowa tam także o krasnoludach (karłach), których władcą był Durin! Czy więc tajemnica Pierwszej Ery nie kryje się w kartach Eddy, przygodach bogów i ludzi? Zacząłem pochłaniać wszelkie dzieła i prace poświęcone mitom i religii, zwłaszcza religiom o bogatej mitologii. Odkryłem, podobnie jak Tolkien, Sygurda i smoka Fafnira, Kalevalę, ale też Gilgamesza, mity andamańskie, polinezyjskie, japońskie i setki innych, aż w końcu to mit i jego symbole stały się dla mnie najciekawszym przejawem życia duchowego człowieka. I to właśnie przekonanie skierowało mnie na studia religioznawcze, a potem do pracy naukowej w Instytucie Religioznawstwa UJ, gdzie poświęciłem się etnologii religii z jednej, a badaniom mitów i symboli religijnych z drugiej strony. Swoje dawne zainteresowania światem Tolkienowskim odstawiłem do lamusa.

Ostatni etap oświecenia Tolkienem dokonał się dziesięć lat temu, kiedy w jednym z krakowskich antykwariatów odnalazłem I tom The Book of Lost Tales. Kiedy zagłębiłem się w odrestaurowany przez Christophera Tolkiena świat pierwotnej, młodzieńczej mitologii jego ojca, odniosłem niepokojące i jeżące włosy na głowie wrażenie, że zaglądam pisarzowi przez ramię na kartkę papieru, a nawet i do umysłu, chwytam jego ideę w momencie powstawania i rozwijania się, i było to doświadczenie wstrząsające. Obecnie, wraz z opublikowaniem w 1996 r. ostatniego, dwunastego tomu Historii Śródziemia, The Peoples of Middle-Earth, dokumentacja została uzupełniona i wszyscy miłośnicy Tolkiena zdobyli kompletne niemal wyposażenie niezbędne do poruszania się w jego świecie. Jest to sytuacja luksusowa dla badacza literatury, kiedy zamiast żmudnych badań w archiwach i ślęczenia nad rękopisami otrzymuje, jak na tacy, całokształt dorobku pisarza.

Zapragnąłem wykorzystać okazję stworzoną udostępnieniem szerokim kręgom czytelników Historii Śródziemia i rojące mi się w głowie myśli przybrały postać kursu zatytułowanego Tolkien, mit, religia, który zyskawszy aprobatę władz macierzystego instytutu, został wprowadzony do katalogu kursów i jest regularnie prowadzony dla studentów religioznawstwa, a także chętnych spoza kierunku i wydziału. Tym samym po raz kolejny mogłem połączyć dawne i nowe pasje, oddając hołd zarówno autorytetom, na których wyrosła moja naukowa "kariera", jak i profesorowi z Oksfordu, który skierował mnie w stronę innego, mitycznego wymiaru rzeczywistości. Niniejszy tom jest więc echem prowadzonych zajęć; nie roszcząc sobie prawa do wyczerpania całości zarysowanego w tytule zagadnienia, czyli wzajemnych relacji wykreowanego systemu mitycznego z poglądami i wyznawanymi przez Tolkiena prawdami wiary, dąży do pokazania spójnego i dobrze przemyślanego świata myśli twórcy Silmarillionu.

Rzeszom zwolenników trylogii, czy to w formie pisanej, czy w wersji kinowej (z konieczności znacznie spłyconej), trzeba jednak od razu powiedzieć, że nacisk w analizach został położony na "mitopoeiczną" stronę twórczości Tolkiena, czyli na zbadanie prawdziwego dzieła jego życia, jakim był Silmarillion i powiązane z nim legendarium, nie zaś na Władcę Pierścieni, stanowiącego jedynie wtręt w zasadniczej konstrukcji Tolkienowskiego świata mitycznego. Tak przynajmniej widział to sam autor, którego chaotyczna, a zarazem drobiazgowa natura perfekcjonisty2 pozbawiła przyjemności inkarnacji własnego Logosu, czyli obejrzenia wydrukowanego dzieła jeszcze za życia. Tym samym autor miał świętą rację obruszając się na gadaninę krytyków twierdzących, że w jego książce "nie ma religii" czy "treści dla dorosłych". Problem w tym, że WP stanowi jedynie fragment konstrukcji - jeśli nie pojedynczy liść, to najwyżej jedną gałąź ogromnego i starego Drzewa o wielu konarach. Całość jego twórczości zawsze jest głęboko religijna, a przynajmniej taką była w zamierzeniu, skierowana też była do dorosłych jako przesłanie, które powinien odczytać każdy, komu nieobca była Tolkienowska wrażliwość na to, co cudowne.

W pracy starałem się korzystać przede wszystkim z dzieł samego Tolkiena, świadomie tylko w niewielkim stopniu odwołując się do literatury "tolkienologicznej", pełnej Freuda, lub antyfreudowskiej orientacji feministycznej (bardzo pouczający jest fragment krytyki autorstwa Brendy Patridge cytowany w pracy Pearce'a3) czy indywiduacji jungowskiej, jako że lwia część tych dzieł ukazała się przed opublikowaniem nawet Silmarillionu, nie mówiąc o Niedokończonych Opowieściach czy dwunastu tomach Historii Śródziemia. Jeśli zaś mamy prace późniejsze, wówczas regułę stanowi koncentracja założeń i wniosków na WP. Przykładem może być książka Patricka Curry, Defending Middle-Earth, we wstępie której autor stwierdza: "Nie wziąłem tu pod uwagę Silmarillionu. Powód jest prosty: koncentruję się na rozumieniu współczesnego świata przez Tolkiena i jego wpływie nań, a bez wątpienia wyrastają one prawie wyłącznie z Władcy Pierścieni i z Hobbita, jako swoistego wprowadzenia doń"4. Trudno o bardziej ostentacyjne nieliczenie się z intencjami autora Hobbita poprzez pomijanie podstawowych założeń konstrukcji mitycznego świata, z których wyrasta WP jako exemplummemento dla współczesności.

Z reguły też większa część autorów piszących o dziełach Tolkiena, nie mając pojęcia o innych niż psychoanalityczne teoriach mitu czy metodologii religioznawstwa, ma większe bądź mniejsze trudności w poruszaniu się w świecie Tolkienowskim na tyle zręcznie, by odnaleźć ślady idei. Nie twierdzę, że jestem jedynym, który rozumie Tolkiena, pragnę jedynie pokazać możliwości wyjścia poza zaklęty krąg wewnętrznych analiz literackich jako przyczynek do dyskusji nad dziełem Tolkiena. Chciałbym przy tym od razu usprawiedliwić się, jako że pracę zacząłem zanim w Polsce ukazały się książki poświęcone Tolkienowi (z wyjątkiem nie najlepszej jakości dziełka Błażejewskiego), zanim też pojawiły się tłumaczenia Księgi Zaginionych Opowieści, Listów, Potworów i krytyków, dlatego uważałem za ważne pokazanie wielu szczegółów i cytatów, z których teraz zapewne bym zrezygnował. Większość rozdziałów pracy powstało zrazu jako notatki do wykładów, kiedy niezbędne było wykazywanie pewnych tez na tekstach źródłowych. Czytelnicy mogą także się przekonać, że wiele zawdzięczam wnioskom T. A. Shippeya, moim zdaniem najlepszego z tolkienistów, korzystałem jednak z pierwszego angielskiego wydania nieświadomy wprowadzonych przez niego rozszerzeń tekstu związanych z publikowaniem Historii Śródziemia. Ku swemu zaskoczeniu odnalazłem je w świeżo wydanym polskim tłumaczeniu i wiele z jego nowych stwierdzeń znakomicie pasowało do wyprowadzanych przeze mnie idei. Postanowiłem jednak nie naruszać struktury swej pracy (z wyjątkiem aktualizacji przypisów), dowodzą one bowiem konwergencji myśli, potwierdzając zasadniczą słuszność wniosków dotyczących całokształtu dzieła Tolkiena. Moje rozważania są natomiast zdecydowanie odległe od tendencji przyświecających autorowi książki Tolkien, mit i łaska, Paolowi Gulisano. Stanowi ona znamienny dowód zauważenia Tolkiena przez środowiska katolickie po latach milczenia, z zupełnie niepotrzebnym przerysowaniem jego poglądów. Jeśli jednak miałbym polecać dzieło ujawniające rzeczywistego ducha religijnego Tolkiena, to zgrabny tomik Tolkien. Księga pamiątkowa, pod redakcją Josepha Pearce'a, mówi znacznie więcej i ciekawiej o tych ważnych sprawach.

Mottem tej pracy jest uwaga Mircea Eliadego o dziele Tolkiena5, na pozór niepochlebna, wiele jednak tłumacząca, jeśli chodzi o naturę pracy oksfordzkiego profesora. Jeden z największych religioznawców XX wieku dziwi się popularności książki, składającej się z fragmentów średniowiecznych legend, ponieważ zna dobrze te legendy i mają one dla niego istotną wartość jako oryginalne dzieła. Tolkienowi jednak zależało na tym, by wartości tych legend przekazać ludziom, którzy nigdy się z nimi nie zetknęli. Każdy czytelnik wzruszający się przy opisie śmierci Boromira dmącego w róg, przyzywającego pomocy, która nie nadchodzi, i osuwającego się na ziemię z pękniętym mieczem w dłoni, powtarza wzruszenia średniowiecznych słuchaczy Pieśni o Rolandzie, poruszonych walką dzielnego rycerza z nawałą Saracenów, z rozpaczą przemawiającego do strzaskanego Durendala i na próżno dmącego w swój róg. Czarodziejskie tchnienie Lothlórien jest echem tajemniczego królestwa Morgan Le Fay w lesie Broceliande. Straszliwe działanie Pierścienia Władzy, który wyniszcza swego nosiciela i zmusza go do posłuszeństwa swojej woli, budzi grozę podobną do przeklętego pierścienia Andwariego z Eddy. Jego zdolność zaślepiania powtarza opowieść o pierścieniu węża, który zauroczył Karola Wielkiego6. Groza Upiorów Pierścienia i mieszkańców Kurhanów powraca wraz z opowieścią o wikingu Soté, który opętany czarem pierścienia Wölunda żywcem pogrzebał się w kurhanie, czekając z mieczem w dłoni, aż ktoś spróbuje mu wydrzeć ukochany skarb. Złamany miecz Narsil powraca w tradycji symboliki arturiańskiego cyklu Graala i jest przekuty na nowo, jak Gram Sygurda Wölsunga. Wszystkie te przekazy niosą ze sobą istotne wartości i idee, które od dawna przestały interesować współczesnych przedstawicieli zachodniej kultury, zauroczonych postępem i zmianą. Jak próbuję wykazać, zamierzeniem Tolkiena było przypominanie tych wartości i odwoływanie się do nich jako do tych, ktore prowadzą do samych podstaw człowieczeństwa i relacji z sacrum. Warto dodać, że dokładnie taki sam program przyświecał religioznawczym badaniom Eliadego i że obaj wymienieni naukowcy mieli ze sobą znacznie więcej wspólnego niż wynikałoby z przytoczonego cytatu. Większość zamieszczonych w następnych rozdziałach wywodów próbuje pogodzić ze sobą ich pola aktywności tak, jak powiązały się one w moim życiu i w mojej praktyce badawczej.

1. Prywatne języki

Słynna zasada 5.6 Traktatu logiczno-filozoficznego mówi, że granice świata wykreślone są przez granice języka. Gdyby przyznać rację Wittgensteinowi, oznaczałoby to, że poznając język, poznajemy świat, który on opisuje. A co dzieje się, jeśli taki język tworzymy? Za podstawowy dla formacji świata Tolkienowskiego można niewątpliwie uznać pierwotny etap kreacji językowej. Choć praca nad nim trwała rzecz jasna do końca życia i stanowiła właściwą, nigdy niewygasłą miłość Tolkiena, tu trzeba przede wszystkim ustalić rudymenty powstania języków elfich, co stanowi rzeczywistą prehistorię Śródziemia. Jak zgodnie mówią biografowie, a potwierdza sam Tolkien, zaczęło się to niemal w dzieciństwie dwoma wydarzeniami. Pierwszym jest opowiadanie o "zielonym wielkim smoku", którego obecności rozpaczliwie pragnął, drugim zaś - zabawy z kuzynkami w tworzenie słowników wymyślonego "własnego języka", zapoczątkowane jeszcze w szkole średniej. Jak zwierza się sam Tolkien10, języki te, powstałe z dziecięcej potrzeby tajności, to: "zwierzęcy" [animalic], złożony z nazw gatunków zwierzęcych, i bardziej rozwinięty nevbosh ("nowe duby" lub "nowy nonsens"). Dały one podstawy inwencji językowej, która przyczyniła się do powstania ok. 1907 r. poważniejszej próby w postaci języka naffaryjskiego [naffarin], w którym staroangielskie konstrukcje gramatyczne i znaczeniowe czerpią melodię dźwięków zwłaszcza z hiszpańskiego. Pomysł ten zostaje porzucony na rzecz rekonstrukcji języka "pragermańskiego" na bazie gockiej (1908-1911). Nie sposób zaś badać germańskich rdzeni, nie liznąwszy mitologii, mrocznej atmosfery Eddy czy potężnych tomów Deutsche Mythologie Jakuba Grimma. W latach 1911-1912 w zasięgu badawczym Tolkiena pojawiają się języki fiński, walijski i staronordycki, które wówczas z zapałem studiuje. W jego prywatnym języku ujawnia się wpływ języka walijskiego (1911-1912) oraz następuje finizacja słownictwa i składni (1912-1915).

W efekcie od 1912 r. powstają dwa spokrewnione języki o wspólnym pochodzeniu: QenyaGoldogrin; Qenya (później Quenya) jest mocno sfinizowany, a Goldogrin ("gnomijski" - późniejszy Sindarin) oparty o wymowę walijską, zwłaszcza przy przegłosach. Ponieważ twórca założył pokrewieństwo między nimi, jego rola jako językoznawcy polegała na odnajdywaniu ich wspólnych źródeł i rekonstruowaniu dawnego "prajęzyka" w postaci rdzeni i ich znaczeń. Podobnie jak w przypadku rzeczywistych języków, poza gramatyką musiały one mieć też swoje teksty, a doświadczenie wskazuje, że najwcześniejsze znane teksty są zawsze mitologiczne11. Ostatnim krokiem było zatem znalezienie ludu, tworzącego odrębną mitologię, który posługuje się tymi językami. Jak się wydaje, w 1914 r. "prywatne języki" Tolkiena zostają przezeń uznane za języki elfów, których ogląda podczas swych podróży Eärendel, wobec czego konieczne stało się odkrycie nośnika dla ich przekazywania - nowego alfabetu. Czym były wówczas elfy dla autora, możemy się dowiedzieć badając pozostałe korzenie mitycznego świata.

2. Elfy dla dzieci

Elfy okazały się więc twórcami i głównymi bohaterami legend Śródziemia. Jednak wbrew pozorom i gwałtownym zaprzeczeniom samego autora koncepcja ich postaci i charakterystyka wyewoluowała z bardziej tradycyjnego ich postrzegania niż to, które widoczne jest na kartach Silmarillionu. Tolkien przyznał się do inspiracji Piotrusiem Panem, bohaterem dwóch bardzo dobrych książek J. M. Barriego12. Echa tej fascynacji widoczne są zwłaszcza we wczesnych wierszach Tolkiena i gdzieniegdzie w Księdze Zaginionych Opowieści. Elfy są tu wróżkami [fairies] na motylich skrzydłach, posypanych magicznym proszkiem, kryjącymi się wśród kwiatów na trawnikach. Barrie ściśle wiąże je z dziećmi: dzieci potrafią je zobaczyć, wiara w nie podtrzymuje ich życie (za każdym razem, kiedy jakieś dziecko przestaje wierzyć we wróżki, jedna z nich umiera). Z Piotrusiem Panem związana jest też idea, że "zagubione" dzieci znajdują się pod opieką elfów, a zatem "poza czasem", jak długo chcą przebywać w Czarodziejskiej Krainie i nie tęsknią za domem, nie zmieniają się. W londyńskim ogrodzie królewskim Kensington na jeziorze Serpentine jest cała wyspa, na której, póki nie zatęsknią za rodzicami, mieszkają zaginione dzieci, prowadząc życie ptaków, którymi były przed urodzeniem. W jednym z wczesnych wierszy Tolkiena z 1915 r. pojawia się więc Dworek Utraconej Zabawy, zasiedlony przez dzieci wizytujące we śnie czarowne ogrody i wśród wesołych zabaw przebiegające ich ścieżki. Wiedzie do niego Ścieżka Snów (Olórë Mallë), o której dorośli rychło zapominają i mimo poszukiwań, nie zdołają jej powtórnie odkryć13. Jest ona jedynym łącznikiem z czarodziejskim światem elfów. W KZO dzieci zamieszkują Mar Vanwa Tyaliéva - czyli Dworek Utraconych Zabaw na Samotnej Wyspie14. Związany z nim infantylny obraz elfów jako maleńkich duszków (jeszcze w KZO dom jest maleńki i aby do niego wejść, Eriol musi sobie zażyczyć redukcji wzrostu) rodzi się ze zmieszania celtyckiej i germańskiej demonologii, do czego jeszcze wrócimy w rozdziale VII.

Odpryskiem młodzieńczej fascynacji jest wiersz Stópki goblinów [Goblin Feet] z 1914 r., pierwszy wydrukowany utwór Tolkiena15, oraz poprzedzające go wiersze w rodzaju Wood Sunshine16 czy Tinfang Trelek [Tinfang Warble]17. Opisują one krajobraz magiczny, leśne polanki, na których spotkać można leśne duszki i elfy. Zawierają bardzo jeszcze klasyczny obraz tych istot zaczerpnięty z ludowej mitologii germańskiego obszaru językowego. Elfy są w nich maleńkimi mieszkańcami łąk i leśnych polan, dmącymi w różki i flety, świecącymi magicznymi lampkami, skocznie tańczącymi w korowodach do wtóru śpiewanych czarownych pieśni. Innymi słowy są wróżkami (Fairies, "Czarodziejskim Ludem"), z którymi zetknięcie zsyła ludziom piękne wizje, oczarowuje, ale powoduje też zniechęcenie wobec ludzkiego świata. Wczesne rysunki Tolkiena wyobrażające elfy nadają im, pogardzane później, infantylne cechy: niewielki wzrost, spiczaste czapki i "orientalne" buciki z wywiniętymi noskami. Jedynie ostro zakończone uszy, standardowo przydawane elfom, nie znalazły w jego oczach uznania (dlatego dziwi pokazanie ich w filmie Jacksona; czyżby w celu zdystansowania popularności uszu Spocka, gwiazdy Star Trek?).

Łatwo zauważyć, że późniejszy świat Tolkienowski dziedziczy z tej pierwszej fascynacji elfami także układ relacji między obu światami, Czarodziejską Krainą (Faery) i domeną ludzi. Później napisze Tolkien: "Jeśli bowiem elfy istnieją naprawdę i niezależnie od naszych opowieści, to prawdą jest także i to, że ani elfom nic do nas, ani nam do elfów. Nasze losy się rozdzieliły, nasze ścieżki rzadko się spotykają. Nawet na granicy Królestwa Czarów spotkać je można tylko wówczas, kiedy przypadkiem wejdą nam w drogę"18. Podstawowym punktem zetknięcia tych światów jest marzenie senne (Olós19), pełne czarodziejskiej atmosfery. W snach ludzkie dusze wizytują Krainę Czarów, bądź śniących nawiedza pochodzące spoza codzienności tchnienie czarodziejskiej rzeczywistości.

3. Wpływy i pierwsze konstrukcje literackie

Edukacja w angielskiej szkole wymagała niegdyś zapoznania się z bogactwem wczesnośredniowiecznej literatury. Młodemu Tolkienowi spodobały się te lektury, w rodzaju Beowulfa, Perły czy Sir Gaweina i Zielonego Rycerza. Najpiękniejsze jednak zdawały mu się skandynawskie przekazy zaczerpnięte z Eddy, znane mu wcześniej z adaptacji czołowego "bajarza" tamtych lat, Andrew Langa (w szczególności historia o Sygurdzie i Fafnirze). W 1911 r. Tolkien odkrywa z kolei (za pośrednictwem przekładu) świat Kalevali, a w następnym roku - rozkosze języka fińskiego. Być może nie wywarłoby to znaczącego wpływu na jego życie, gdyby nie istniejące oczarowanie światem elfów, prowadzące do postrzegania atmosfery cudowności. Dokonana przez Hammonda i Scull analiza wczesnych rysunków Tolkiena z tego okresu20 pokazuje, jak powoli nasiąkały one atmosferą inności, stawały się wypełnione archetypowymi formami megalitycznych wrót prowadzących poza horyzont bądź ginących we mgle dróg, postaci Starego Mędrca (np. szkic Myśl albo Niesamowitość), powstającymi ewidentnie pod wpływem modernistycznego symbolizmu. Jednym z ówczesnych przewodników ideowych Tolkiena był katolicki poeta mistyczny Francis Thompson. To właśnie pod wyraźnym wpływem wiersza Thompsona Sister Songs pisze wiersz Wood Sunshine, oparty o elfią charakterystykę z Piotrusia Pana. Shippey wskazuje także na twórczość Lorda Macaulaya, autora przetransponowanych na pieśni historii starożytnego Rzymu (The Lays of Ancient Rome) z 1842 r., jako na źródło pragnień ujęcia dziejów świata w formie poetyckiej21.

Jednakże najpoważniejszym żródłem, bezpośrednio inspirującym do pisania, było zauroczenie Williamem Morrisem i jego interpretacją dawnych legend i mitów. Morris to znana postać romantyzmu angielskiego, spadkobierca prerafaelitów, podobnie jak Wyspiański rozwijający zaskakująco różnorodne zainteresowania artystyczne, zwłaszcza jako poeta, stolarz i drukarz. Zauroczony romantycznym podejściem do mitologii tłumaczy wierszem i prozą stare sagi, Beowulfa, Eddę i klasyczne greckie mity heroiczne. Spośród wielu jego dzieł warto wskazać poemat Earthly Paradise (Ziemski Raj), oparty na cyklu opowieści od średniowiecznych po klasyczne, opowiadanych przez grupę wędrowców, którzy (trochę na wzór Dekameronu) uciekli z nawiedzonej zarazą Norwegii. Żeglując na zachód, natrafili na wyspę na Atlantyku, której ludność stanowiła zdumiewające połączenie starożytnych Greków z później przybyłymi barbarzyńskimi Germanami. Tworzą oni patetyczną kulturę, wspartą na wspaniałych przekazach mitycznych czerpanych z obu tradycji. Co dwa tygodnie główny kapłan urządza ucztę, na której przy kielichu przypominane są dawne legendy i tradycje, zarówno ojczyste, jak i te zebrane przez wędrówców po drodze. Cały poemat pisany jest w duchu Opowieści Kanterberyjskich Chaucera, zgodnie z zasadami średniowiecznej metryki i z pozycji pisarza średniowiecznego, wierzącego w przekazywane treści. We wszystkim przeważa ciężka gotycka atmosfera pełna mgieł i snów, mieszających się z mitami, zwłaszcza germańskimi. Jak piszą o Morrisie krytycy: "Wrodzone poczucie mistycyzmu przeniósł na obszar piękna, które było dlań czymś idealnym i tajemniczym, wcielającym się we wszystko, co istnieje".

W Ziemskim Raju motyw wędrowców-uciekinierów został wprowadzony, by połączyć ze sobą poszczególne opowieści mityczne. Historie te mają zapewnić ucieczkę z niepewnej, pełnej zarazy i śmierci teraźniejszości, do bezpiecznej, powoli zmieniającej się przeszłości, która w ten sposób nabiera cech wyzwalających ze śmiertelnych więzów. Oczywiście, na modłę swoich czasów, Morris przerobił znane sobie mity, wyprał je z rzeczywistego cierpienia, brutalnych scen i emocji, a także z seksu. Dokładniejsza lektura dzieł Morrisa ujawnia wiele z motywów występujących u Tolkiena, np. w Roots of the Mountains pojawia się pierwowzór Golluma i Easterlinga Broddy, a w The Well at the World's End - zapowiedź lasu Fangorn.

W pieśniach Morrisa pojawia się też poprzednik cyklu Eärendela, poemat The Land East of the Sun, West of the Moon (tytuł West of the Moon, East of the Sun nada Tolkien jednemu ze swych pierwszych wierszy o Eärendelu), zdradzający wpływy Shelleya. Znajdujemy w nim historię norweskiego żeglarza Thorolfa, który poślubił piękną królową Thorgerdę, utracił ją na długie lata, by na koniec ją odzyskać. Poszukując jej, przemierza morza i lądy, wreszcie kieruje statek ku "płomiennemu zachodowi". "Na skrzydłach burzy uniesiony, w końcu dobija do cudownej plaży i wędruje głęboką doliną. Ma Słońce za plecami, a Księżyc przed sobą" (The Earthly Paradise). Odnajduje mieszkańców, pięknych, odzianych na biało, ale zdają się go nie zauważać ani nie słyszeć. Na uczcie w pałacu miejsce króla jest puste. Thorolf zajmuje je, najada się i idzie dalej, by na plaży odnaleźć swą miłość "ze smutkiem lat na twarzy". Morrisowa wizja samotnego żeglarza, docierającego do pustej czarodziejskiej krainy, zostanie później wielokrotnie przez Tolkiena wykorzystana. Jego Eärendil Żeglarz, Eriol bądź Ćlfwin z Anglii korzeniami tkwią więc w koncepcjach Morrisa. Ziemski Raj staje się także podstawą narodzin jego koncepcji wprowadzenia Zaginionych Opowieści do dorobku ludzkiej kultury, jako relacji z podróży "syna Eärendela", czyli marynarza Eriola na Tol Eressëa, wysłuchującego szeregu przekazów składających się na mitologię dla Anglii.

Warto przy tym zauważyć, jak wielką rolę w twórczości Tolkiena odgrywa motyw jednoczesnego ukazania się Słońca i Księżyca. Oryginalna okładka do Hobbita jest tylko jednym z wielu obrazów, w których motyw ten powraca. Do wizji Morrisa jasno odnosi się rysunek z 1914 r. End of the World22, podobnie jak wiersz z WP, śpiewany najpierw przez wędrującą trójkę hobbitów w Leśnym Zakątku, potem powtórzony z charakterystyczną zmianą w drodze do Szarej Przystani23. Przypomnieć tu warto, że Słońce i Księżyc świata Tolkienowskiego pierwotnie wędrowały po niebie r a z e m, dopiero "z powodu próśb Irma i Estë, którzy skarżyli się, że sen i odpoczynek wygnano z Ziemi i że nie widać nad nią teraz gwiazd, Varda zmieniła plan, tak by dać światu porę cienia i półmroku"24. Światło Słońca i Księżyca daje razem odpowiednik pory "zmieszania świateł", odtwarzając pierwszą godzinę świata, kiedy to zakwitły Drzewa Valinoru; w świecie Tolkiena jest niezmiernie istotny moment kreacji. Intuicja nie zawiodła Tolkiena z uporem wracającego do tej wizji: w folklorze moment, kiedy jednocześnie ukazują się Słońce i Księżyc, jest momentem szczególnym, groźnym i niezwykłym, wpływającym na wykonywane wówczas czynności, zwłaszcza dotyczące prac polowych. Jest to bowiem zawieszony czas stworzenia.

Z nałożenia dwóch miłości - do mitycznego świata Kalevali i do literackiej obróbki mitów dokonanej przez Morrisa - rodzi się w 1914 r. pragnienie przełożenia run (pieśni) o Kullervo. Tolkien pracuje wówczas nad Historią Kullervo, która łączyłaby w sobie poezję z prozą epicką, tak jak u Morrisa. W końcu staje się ona, po całkowitej przeróbce i dodaniu motywów zaczerpniętych z Eddy (historia Sygurda, zabójcy smoka), podstawą opowieści o Túrinie Turambarze [The Lay of the Children of Húrin], powstałej prawdopodobnie w czasie pobytu w szpitalu w 1917 roku. Jednak najistotniejsze jest czerpane z tego źródła poczucie tajemnicy i piękna, ukryte w dawnych mitach, z którymi starożytni obcowali na co dzień.

5. Faza Zaginionych Opowieści (1916-1926)

Z pragnienia uzupełnienia życiorysu Eärendela i odreagowania koszmarnych przeżyć wojennych (1916) rodzi się pierwsza z Zaginionych Opowieści: Upadek Gondolinu (1917), przejmująca historia o zdradzie, pożodze wojennej, heroicznych zmaganiach i bohaterskiej śmierci. Następną z Zaginionych Opowieści była liryczna Opowieść o Tinúviel (później przekształcona w Pieśń o Berenie i Lúthien). Jej praźródłem są własne doświadczenia Tolkiena, który w latach 1917-18 leczył się z gorączki okopowej i spędzał długi czas z żoną Edith, spacerując po lasach Warwickshire. Tam śpiewała i tańczyła dla niego, stając się pierwowzorem jego Lúthien, unieśmiertelnionym w Silmarillionie25. Niewątpliwy wpływ wywarła na ten tekst przejmująca bajka Na skrzydłach Północnej Wichury26 ulubionego autora dzieciństwa, George'a Macdonalda.

W kolejnych latach powstaje cała Księga Zaginionych Opowieści [The Book of Lost Tales], motywowana ideą "mitologii dla Anglii", którą przedstawię bliżej w rozdziale VI. KZO zawiera pierwotną, ukształtowaną już wizję świata poprzedzającego w autorskim zamyśle nasz; świata, w którym działają Bogowie (Valarowie), z woli Ilúvatara kształtujący jego płaską powierzchnię i opiekujący się żyjącymi na niej istotami: roślinami, zwierzętami, elfami i ludźmi. Głównymi bohaterami KZO są elfy, powoli nabierające monumentalnych cech znanych z późniejszych dzieł, takich jak: mistrzowskie władanie bronią i kunsztami rzemieślniczymi, tragiczne odseparowanie od świata Valarów i tytaniczne zmagania z Melkiem. Świat ten różni się w wielu szczegółach od późniejszego jego rozwinięcia, tak jak ciężki, archaizowany na wzór biblijny język Zaginionych Opowieści różni się od zmiennego, mistrzowsko opanowanego stylu Władcy Pierścieni. Tym niemniej jednak trzon koncepcji narracyjnej zostaje ustanowiony w postaci wielkich zdarzeń mitycznej przeszłości, geograficznie rozdzielonych na Valinor i Beleriand (wówczas Broseliand27), spojonych wędrującą między nimi tajemniczą wyspą Tol Eressëa. Tak jak WP miał swych pośredników między światami w postaci hobbitów, tak w KZO rolę łącznika odgrywa Eriol-Ælfwin - błąkający się po Tol Eressëa przybysz z angielskiego średniowiecza, zauroczony elfimi czarami i opowieściami z Dawnych Dni.

Zaginione Opowieści nie zostały nigdy zakończone, choć w 1920 r. podległy częściowej przeróbce. Ani Opowieść o Eärendelu, ani stanowiąca zwornik całej księgi Historia Eriola nie zostały nigdy spisane w formie narracji, zachowały się jedynie jako seria luźnych szkiców. Przyczyniła się do tego zapewne zmiana pracy i podjęcie obowiązków wykładowcy w Leeds, ale przede wszystkim postanowienie Tolkiena, by uprawdopodobnić przekaz poprzez napisanie "oryginałów" Zaginionych Opowieści, tzn. epickich wierszy zawierających przynajmniej echo elfiego piękna poezji. Chodziło tu o wiersze, które można by uznać za dokonane przez Ćlfwina (w czasie jego pobytu na Tol Eressëa) przekłady z języka elfów. W efekcie powstają dwa ogromne, także niedokończone, poematy: aliteracyjny28 Children of Húrin [Dzieci Húrina] (1920-1925) i rymowany Lay of Leithian [Pieśń o Leithian] (1925-1931). Stanowią one pomost między pierwszą, infantylną jeszcze fazą mitologii, a dojrzewającym światem Silmarillionu. Tolkien rozwinął i uwznioślił zarysowaną w KZO rzeczywistość, nadając jej cechy straszne i groźne, a jego opisy przyrody przybliżyły jego świat oczom wyobraźni.

6. Faza pierwszego Silmarillionu (1926-1937)

Choć Pieśń o dzieciach Húrina pozostała nieukończona, Tolkien zdecydował się ją zaprezentować znajomym z klubu "Zjadaczy Węgla", czyli Coalbiterów. Części słuchaczy poemat bardzo się spodobał, nikt jednak nie miał pojęcia, z jakiej mitologii pochodzą opisane w nim zdarzenia. Nieświadomi (i nieuczeni) krytycy i czytelnicy często podejrzewali świat Tolkienowski o przynależność do kręgu celtyckiego. W efekcie, aby "niewtajemniczeni" mogli zrozumieć o co chodzi, Tolkien postanowił napisać Szkic mitologii ze szczególnym uwzględnieniem 'Dzieci Húrina' (Sketch of the Mythology z 192629), "skomponowany ok. 1926-1930 dla R. W. Reynoldsa, by wyjaśnić mu podłoże aliteracyjnej wersji Túrina & smoka"30. Ważny dla rozwoju jego koncepcji okazał się fakt, że pisząc go, nie miał przed sobą rękopisów KZO i nie tylko mógł swobodnie wycofać się z pewnych niefortunnych pomysłów okresu młodzieńczego, ale i kształtować nowy styl dzieła. Początkowo Szkic... miał postać krótkiego, kilkunastostronicowego streszczenia znanej z Zaginionych Opowieści wizji świata Valarów i elfów. Niebawem jednak zaczął rozrastać się narracyjnie i faktograficznie i przyjmować powoli formę poźniejszego Silmarillionu. Ok. 1930 r. na bazie Szkicu powstaje The Quenta, a właściwie Quenta Noldorinwa31, Historia Noldolian zaczerpnięta z Księgi Zaginionych Opowieści, pomyślana jako skrót wielkiej Parma Kuluinen - Złotej Księgi, dokonany przez Eriola na Tol Eressëa. Dlatego też tekstowi Quenta towarzyszył przypisany Eriolowi-Ælfwinowi "przekład" na staroangielski. W latach 1930-1937 Quenta zostaje rozszerzona i nazwana Quenta Silmarillion32 (Historia Silmarilów oraz - chwilowo - I Eldanyárë, Historia Elfów), spisana w postaci pięknego manuskryptu, którego autorstwo, jak wielu innych tekstów "elfich", zostaje przypisane mędrcowi-językoznawcy, Pengolodowi z Gondolina. Istotny dla dalszego rozwoju dzieła był rychły podział materiałów narracyjnych na dwa odrębne w poetyce i faktografii dzieła: narracyjny Quenta Silmarillion i oparte na idei latopisu Kroniki, czy też Roczniki [Annals].

Quenta Silmarillion był to coraz bardziej rozbudowywany Szkic mitologii, stanowiący, jak stwierdziliśmy, pierwotnie skrót Zaginionych Opowieści. W tym samym czasie Tolkien pracuje nad krótkim ujęciem chronologicznym swej mitologii, które także szybko się rozrasta. Dzieli ją na dwie części: Roczniki Valinoru (AV - Annals of Valinor) i Roczniki Beleriandu (AB - Annals of Beleriand)33. Autorstwo obu także zostaje przypisane Pengolodowi, a udostępnienie elfiego tekstu ludziom - Eriolowi-Ælfwinowi (także i tu powstają tłumaczenia staroangielskie). W pierwotnej wersji dzieje Pierwszej Ery liczyły sobie od stworzenia do odejścia Noldorów 3000 lat Valarów, czyli 30 000 solarnych (AV), a zmagania Noldorów z Morgothem w Beleriandzie - 250 do 300 lat (AB). W późniejszej wersji okres 3 000 lat rozpoczyna inkarnacja Valarów, nie stworzenie świata, a czas pobytu Noldorów w Beleriandzie wydłuża się do 400 lat. W ostatecznej redakcji Roczników od inkarnacji Valarów do zapalenia Drzew Valinoru upływa 3500 lat, a od zapalenia drzew do wzejścia Słońca i Księżyca - 1500 lat (w sumie 5000 lat Valarów). Natomiast w Beleriandzie walki z Morgothem wydłużyły się prawdopodobnie do 596 lat. Tak więc przekaz Parma Kuluinen stanowił podstawę dla tych późniejszych dzieł wewnątrz świata Tolkienowskiego. Można powiedzieć, że nastąpiła zmiana perspektywy. Silmarillion z dzieła ludzkiego (KZO), próbującego przybliżyć czytelnikom "średniowiecznym" zapomniane dawno przekazy ustne, przeistacza się w uczone elfie zapiski. Tekst zostaje zapisany z perspektywy mędrców, jak Rúmil czy Pengolod, narracja z wartkiego i soczystego opisu, wynikającego z ustnego charakteru przekazywania Zaginionych Opowieści Ælfwinowi, próbuje stać się lakonicznym opisem wydarzeń, spisanym przez bezpośrednich świadków i ich komentatorów.

Tym dwóm zasadniczym częściom legendarium towarzyszą szybko narastające dzieła uzupełniające, takie jak kosmologiczny traktat Ambarkanta [Kształt Świata]34 czy opis języków Lhammas35, oraz - jako wprowadzenie - Ainulindalë [Pieśń Ainurów], jedyne dzieło, którego tok narracyjny powstał poprzez stopniowe rozwijanie tekstu z KZO36. W drugiej połowie lat trzydziestych Tolkien zarzuca dalsze kształtowanie swej mitologii na wiele lat, gdyż pojawiła się możliwość wydania Hobbita, a potem Władcy Pierścieni. Zanim jednak do tego doszło, nastąpiło pierwsze poważne rozszerzenie jego dawnych idei.

7. Druga Era i katastrofa Atlantydy (1937-1950)

W latach trzydziestych po raz pierwszy zarysowuje się problem dalszych losów świata Tolkiena, czyli Druga Era. Zniecierpliwieni ubóstwem współczesnej im literatury fantastyczno-naukowej Tolkien i C. S. Lewis wpadli na pomysł napisania dwóch "podróży": Tolkien - podróży w czasie, Lewis - podróży w przestrzeni. W efekcie w 1937 r. powstaje Trylogia międzyplanetarna C. S. Lewisa, a właściwie jej pierwszy tom, Z milczącej planety. Tolkien zaś rozpoczyna powieść, punktem wyjścia której jest prześladujący go od wczesnej młodości sen o wielkiej fali zatapiającej wspaniały ląd (kompleks Atlantydy) i o towarzyszącym temu okrzyku: "Orły Władców Zachodu nadlatują!". W ten sposób kształtuje się The Lost Road37 [Zaginiona Droga], oparta na pomyśle katastrofy kosmicznej, w wyniku której ginie Atlantyda świata Tolkienowskiego, czyli Númenor, a Valinor i Tol Eressëa zostają przesunięte "do dziedziny rzeczy ukrytych". Płaski dotąd świat średniowiecznych kosmologii ulega zakrzywieniu, a Arda staje się kulą, co przez chwilę skłania Tolkiena do rewolucyjnej rewizji dotychczasowych idei kosmologicznych, na szczęście niebawem zarzuconej. Pomysł podróży w czasie zostanie jeszcze raz wykorzystany przez Tolkiena w The Notion Club Papers38 [Zapiski Klubu Pojęć] (1945-1946), dziele będącym w zamierzeniu parodią spotkań Inklingów, wkrótce przekształconym w opis duchowej podróży w czasie. W obu przypadkach mamy do czynienia z analogicznym schematem fabularnym, opartym na doświadczeniach serii postaci o analogicznych imionach znaczących: "Przyjaciel (lub Miłośnik) Elfów", "Przyjaciel Valarów (Bogów lub Mocy)" i "Przyjaciel Szczęścia (Szczęśliwiec)". Wspólnota imion stwarza też jakąś mistyczną więź między ich nosicielami, do których należą postacie historyczne (król Longobardów, Alboin, syn Auduina; Ælfwine, wnuk króla Alfreda; Ælfwine z bitwy pod Maeldon), postacie z mitologii Tolkienowskiej (Elendil i Valandil, Herendil, Ælfwin) oraz postacie ze współczesności, jak Alboin Errol z The Lost Road (jego imię można przetłumaczyć na quen. jako Elendil Eriol), Alwin Arundel Lowdham, syn Edwina z The Notion Club Papers. W losach tych postaci można odnaleźć wątki autobiograficzne samego Tolkiena.

Alboin Errol jest w narracji przedstawiony jako syn historyka Oswina Errola39 (quen. Valandila Eriola), współczesny miłośnik starożytności. Jako dziecko miewał sny, widzenia i słyszał słowa nieznanego języka. Później został językoznawcą i wykładał na uniwersytecie w południowej Anglii. Miał 28 lat, kiedy umarła jego żona, osierocając syna Audoina (Herendila), urodzonego w 1918 roku. Po jakimś czasie okazało się, że był on połączony mistyczną linią z innymi nosicielami imienia Przyjaciela Elfów, m.in. z Elendilem. Dzięki temu mógł odbyć podróż w czasie i po kolejnych wcieleniach w nosicieli tego miana, dostać się do Númenoru. "Wyzwalaczem" podróży w czasie był powtarzający się sen Alboina o Atlantydzie: potężna fala zatapiająca wspaniały, bogaty kraj, białe miasta i wysokie wieże. Z kolei Notion Club Papers to manuskrypt "odnaleziony po letnich egzaminach z 2012 r. na szczycie sterty papierów do wyrzucenia, w piwnicy jednej ze szkół oksfordzkich"40, a dotyczący dziwnych odkryć grupki przyjaciół klubowych z lat 1980-1990. Dwaj członkowie klubu: Michael George Ramer, "profesor filologii ugrofińskiej" i autor powieści, oraz Alwin Arundel Lowdham, filolog angielski wyrastający z kręgu anglosaskiego, islandzkich sag i krytycznych wierszy, w swoich snach słyszą słowa wypowiadane w dziwnych językach, mają wizje momentów czasu związanych z Przyjaciółmi Elfów i wędrują po Númenorze. W końcu, w czasie wielkiej burzy tracą swą współczesną tożsamość i w łódce wyruszają na poszukiwanie Najdalszego Zachodu.

Idei Númenoru towarzyszą próby włączenia tego kraju i jego dziejów do ukształtowanego korpusu mitologii. I tak sprawcą zagłady Númenoru okazuje się być Thû (Sauron), a opis tych dramatycznych zdarzeń zawiera kolejny człon legendarium The Fall of Númenor [Upadek Númenoru]. Nowemu dziełu towarzyszy też nowy język zapisu, adûnajski [Adûnaic], odczytany dzięki swoistemu Kamieniowi z Rosetty, czyli bilingwie quenejsko-adûnajskiej, narzucającej się umysłowi jednego z bohaterów powieści. Tekst ów nosi nazwę Akallabêth - Atalantë, a jego ostateczna wersja pojawia się w opublikowanym Silmarillionie. Odpryski tych pomysłów Tolkiena łatwo znaleźć w Dodatku A Władcy Pierścieni.

8. Twórczość dla dzieci (1920-1937)

Choć życie zawodowe oksfordzkiego profesora filologii angielskiej wyraźnie skłoniło go do ujęcia tworów swojej imaginacji w karby rzeczowej naukowości, to jednak nie ograniczyło twórczości. Tolkien, uwielbiający życie rodzinne (którego w dzieciństwie został pozbawiony), z upodobaniem uprzystępniał swój świat czwórce własnych dzieci. Wykorzystując moc wyobraźni do tworzenia dziecięcych opowieści, w żadnym razie nie spłycał ich do infantylnego poziomu umoralniających bajek. Z łatwością kreował atmosferę cudowności i tajemniczości, odwołując się zarówno do tych zjawisk, które zaludniały dziecięcą wyobraźnię, w rodzaju ich ulubionych zabawek, strachów nocnych, świętego Mikołaja, jak i do tworów czerpanych z własnego profesorskiego doświadczenia. Od 1920 r. (kiedy trzyletni John zapytał, jak wygląda święty Mikołaj) w każde Boże Narodzenie przysyłał dzieciom List od św. Mikołaja (a raczej Ojca Boże Narodzenie [Father Christmas]), opisując historię corocznej batalii świętego usiłującego dostarczyć wszystkim dzieciom prezenty ze wspaniałej siedziby na Biegunie Północnym. W zmaganiach tych brał udział jako główny bohater negatywny, komiczny i pechowy trickster, Niedźwiedź Polarny. Jednak rychło Listy świętego Mikołaja, pokazując dalszych mieszkańców Bieguna, zboczyły w stronę wewnętrznej, "prywatnej" mitologii, stając się areną zmagań elfów prowadzonych przez Ilberetha (!), sekretarza św. Mikołaja, z zamieszkującymi podziemia złymi goblinami. Podobnie ewoluują inne opowieści dla dzieci. Łazikanty [Roverandom] opisuje przygody zgubionej przez Michaela zabawki - małego pieska. Jednak ów Łazikanty, poza wieloma bajkowymi przygodami, odbywa cudowną podróż na Księżyc, gdzie odwiedza Księżycowego Człowieka, czyli Uolë Kuviona z KZO41, oraz jest mu dane zobaczyć błysk Valinoru42. Nielubiana przez Johna lalka w ludowym stroju holenderskim, omal przezeń nie utopiona w sedesie, staje się w opowieściach jego ojca Tomem Bombadilem, szacowną osobistością, nie tylko panem Starego Lasu, ale i duchem opiekuńczym krajobrazu, przeżywającym wspaniałe przygody z leśnymi istotami43. Nawet w nonsensownym opowiadaniu Mr Bliss, pełnym zabawnych przygód wynikłych z kupna samochodu, pojawia się nie tylko "stary Dziadunio Gamgee", Boffin (policjant) i Grubas (Fattie Dorkins), ale także strachy i gobliny.

Z pragnienia przekazania cudowności dzieciom rodzi się ok. 1930 r. Hobbit, początkowo istniejący w formie ustnej - bajki opowiadanej synom przed zaśnięciem. Jak głosi znana opowieść, kiedyś nudząc się przy sprawdzaniu papierów egzaminacyjnych (co było zmorą jego życia podejmowaną dla pieniędzy), profesor zapisał "na litościwie niezapisanej reszcie karty egzaminacyjnej" dziwne słowa: "Pewnego razu w norce na wzgórzu żył sobie pewien hobbit". Zachodząc potem w głowę, kim jest ów "hobbit", Tolkien zaczął opowiadać synom jego, stopniowo wymyślane, przygody. Jak łatwo zauważyć, rychło wśród zabawnych perypetii z krasnoludami, trollami i czarodziejami pojawia się nazwa Gondolinu, podziały wśród elfów, zadawniony antagonizm elfów z krasnoludami (czyli wojna Nogrodu z Doriathem), wreszcie ciemne interesy Czarnoksiężnika z Mrocznej Puszczy. Nikt jednak, a najmniej sam Tolkien, nie przypuszczał, że to niewinne zaplątanie Hobbita w opowieści z Dawnych Dni stanie się początkiem koncepcji Trzeciej Ery i końca mitycznego świata.

9. Trzecia Era (1937-1955)

Po wielkim sukcesie Hobbita, naciskany przez wydawców niemogących sie doczekać dalszego ciągu, Tolkien początkowo proponuje im Silmarillion w jego ówczesnej postaci. Zostaje on jednak odrzucony jako zbyt mroczny i "celtycki" - czytelnicy pragnęli więcej hobbitów. Profesor pisze więc rzeczywisty dalszy ciąg, ale przewrotnie odwracając schemat Hobbita, który zaczynał się rozdziałem Zabawa całkiem nieoczekiwana [An Unexpected Party]44 i dotyczył odnalezienia skarbu. Nowy Hobbit zaczyna się rozdziałem Zabawa z dawna oczekiwana [A Long-Expected Party], a jego treścią jest gubienie skarbu. Łamanie konwencji stało się regułą powstającego dzieła, które zaraz po starcie zanurza się w głębi wykreowanej przez Silmarillion mitologii, wykraczając poza stereotypy gatunkowe powieści dla dzieci. I tak powstaje Władca Pierścieni, zawierający wątki uznane przez Tolkiena za podstawowe dla myślenia mitycznego. Od razu trzeba dodać, że nie należy go uważać za trylogię, lecz za nadmiernie rozrośnięte pojedyncze dzieło; podział na trzy tomy był sztucznie dokonany przez wydawcę, a tytuły części: Drużyna Pierścienia, Dwie Wieże i Powrót Króla wymuszone na autorze.

Co stanowić miało główną treść WP? Pierwotnie Tolkien myślał o przygodach syna Bilba, Binga, który ogarnięty dziedziczoną po ojcu żądzą smoczych skarbów [Dragon Lust] podróżuje jego śladami w towarzystwie kilku innych hobbitów, tocząc niewinne pogawędki o niczym w hobbickim stylu. Jednak niemal natychmiast w hobbicką idyllę wplątują się Czarni Jeźdźcy, a z nimi groza Mordoru. Wówczas, jak wyjaśnia rozdział Cień Przeszłości, miejsce żądzy smoczej zajmuje żądza pierścienia, a w centrum zainteresowania staje dawny czarodziejski pierścień Bilba, który awansuje z roli magicznego artefaktu do Jedynego Rządzącego Pierścienia, z dawien dawna pożądanego przez Saurona. Tak więc rozgrywka o Pierścień staje się ze sprawy grupki hobbitów sprawą całego Zachodu, jak dowodzi narada u Elronda, gromadząca przedstawicieli wszystkich wrogów Saurona. Tu też zawiązuje się kolejny ważny wątek mitologii Tolkienowskiej: dotychczasowy tajemniczy hobbit Trotter (Kłusak, Kulas itp.), z którym sam autor nie wiedział, co począć, awansuje do roli króla Zachodu, Aragorna, zbawiciela z mieczem gniewu w dłoni. W końcu za przygodami Drużyny Pierścienia kryje się, podobnie jak w Panu Tadeuszu, wielka epopeja dotycząca przemijania, końca świata, którego dziejami Tolkien całe życie był zainteresowany. "Trzecia Era Świata skończyła się, nowa era się zaczyna. Twoim zadaniem jest pokierować tym początkiem i zachować to, co na trwanie zasługuje. Wiele bowiem ocaliliśmy, lecz wiele również musi teraz zniknąć. Władza Trzech Pierścieni także się skończyła. Wszystkie kraje, które stąd oglądasz, i inne, dalsze jeszcze, będą siedzibami ludzi. Nadchodzi teraz czas panowania człowieka, Najstarsze Plemię zwiędnie lub odejdzie" - mówi Gandalf Aragornowi. Koniec opowieści o Aragornie wyraża to explicité: "Odejściem Gwiazdy Wieczornej zamyka się w księdze rozdział Dawnych Dni [...], wtedy bowiem zaczęło się panowanie ludzi i zmierzch wszelkich innych istot obdarzonych mową i żyjących dotąd w Śródziemiu"45.

10. Teologia Śródziemia (1950-1973)

Przez jakiś czas Tolkien myślał o uczynieniu z Silmarillionu czwartego tomu Władcy Pierścieni. Jednak znowu, po długich pertraktacjach z wydawcami, musiał z tego pomysłu zrezygnować. Dalsze lata życia zajmuje mu więc stopniowe dopracowywanie szczegółów Silmarillionu, przerywane drobiazgowym przeglądem poprzednich dzieł, by doprowadzić swój świat do perfekcji i rozwijaniem ukrytych w nim zalążkowych idei. Z tych materiałów pochodzi większość zebranych w Niedokończonych Opowieściach scen. Ponieważ nie chciał wypuścić niedopracowanego dzieła, Silmarillion nie ujrzał światła dziennego za jego życia. Kiedy jego syn, Christopher Tolkien, próbował doprowadzić do końca owo opus magnum, zastał je w kilku fazach przeredagowywania.

Jedna z nich omal nie doprowadziła do upadku całej wypracowanej mitopoei. Tolkien, którego drobiazgowość i koherencja przedstawionego w WP świata powoli przekonała do ciągłego pogłębiania i rozbudowywania znaczeń i idei prezentowanych w dziejach Pierwszej Ery, w końcu doszedł do nowej wizji. Jego świat stał się bowiem już światem na serio, pełnym głębokiej wiedzy i mądrości oraz naturalnej religii. Nie pasowały do niego już koncepcje średniowiecznej kosmologii, płaskiej Ziemi, Słońca i Księżyca jako owoców z Drzew krążących wokół Ardy. Usiłując dokonać przewrotu kopernikańskiego w Śródziemiu, zaczął przepisywać początkowe rozdziały Silmarillionu w heliocentrycznej "Wersji Kulistego Świata", zgodnie ze współczesnymi standardami nauki. I poniósł klęskę. Nigdy też nie wyszedł poza nową wersję Ainulindalë i kilka szkiców z lat czterdziestych. Zorientowawszy się rychło, że zniszczyłoby to całkowicie mityczny efekt jego konstrukcji, zrezygnował z rozbudowania dalszych sekwencji.

X i XI tom Historii Śródziemia zawierają najbardziej rozwinięte wersje opracowywanych utworów, przez lata traktowanych przez Tolkiena jako odrębne dzieła, mających inną poetykę. Widać w nich jednak znaczącą zmianę perspektywy. Roczniki przyjmują nowe nazwy: Roczniki Amanu (AAm - Annals of Aman) i Szare Roczniki (GA - Grey Annals). AAm stają się dziełem Rúmila z Tirionu, poprawionym następnie i glossowanym przez Pengoloda, autora GA. Jedne i drugie Roczniki stają się rozbudowanymi, bogatymi literacko opowieściami, niestety GA pozostają niedokończone, nie obejmując czasu od śmierci Túrina do Wojny Gniewu. Z kolei pisząc kolejną wersję Quenta Silmarillion, Tolkien czerpał pełnymi garściami z kronik, co w końcu wymieszało oba dzieła. Ten fakt i niedokończenie Roczników prawdopodobnie przyczyniło się do tego, że redaktor Silmarillionu zdecydował się na zmianę ich w jedno wspólne dzieło.

Na lata pięćdziesiąte przypada też silna teologizacja dzieła. Tolkien, dorabiając sensy do już napisanych elementów, nasyca historie epickie filozofią, koncepcjami stworzenia, Boga, Jego opieki nad światem oraz pochodzenia zła. Kluczowe dla zrozumienia całości myśli autora okazują się: Historia Finwëgo i Míriel w obrębie Laws and Customs among the Eldar, Dysputa Manwëgo z Eru, Valaquenta, Dangweth Pengolod (Odpowiedź Pengoloda), Glorfindel oraz Athrabeth Finrod ah Andreth (Dysputa Finroda z Andreth). Pierwszy z tych tekstów mówi o wpływie Melkora-Morgotha na materię Ardy, ostatni zaś podejmuje trudny problem śmierci, grzechu i nagrody w kontekście obu pokoleń Dzieci Ilúvatara. Finrod toczy dyskurs z mędrczynią Edainów, Andreth, który okazuje się być zarazem próbą osobistej odpowiedzi na niespełnioną miłość Andreth do Aegnora, brata Finroda. Do tej samej fazy można zaliczyć wydane w NO Słowa Húrina i Morgotha, również zawierające spory ładunek teologiczny dotyczący istoty i działania zła.

Z ostatniego okresu życia Tolkiena pochodzi także wiele niedokończonych prób poszerzenia historii ze wszystkich trzech er w rodzaju: O Tuorze i Upadku Gondolinu, Narn i Chîn Húrin, Anaxartamel (O entach i orłach), Opis wyspy Númenor, Aldarion i Erendis, Palantíri, Amroth i Nimrodel, Klęska na Polach Gladden, Problem Ros oraz Tal-ElmarNowy Cień. Większość z nich opublikowano w tomie Niedokończone Opowieści.

Te podstawowe informacje ukazują nam stopniową ewolucję świata Tolkienowskiego, od języka i bajki, poprzez mitologię, ku traktatom teologicznym. Dalsze rozważania nie będą jednak wyznaczone taką linią chronologiczną, choć do tych faz będą się odwoływać. Przeciwnie, wydaje się, że rozpoczynając dzieło tworzenia mitologii dla Anglii, podobnie jak opowiadając bajki swym dzieciom, Tolkien musiał nasycić je treściami teologicznymi, zwłaszcza głębokimi przemyśleniami dotyczącymi pojmowania chrześcijaństwa. Katolicyzm, stanowiąc serce jego światopoglądu, nie oderwał go od umiłowania "pogańskiej" mitologii, lecz wzbogacił i skomplikował tworzony świat. Myślę, że uzyskana w ten sposób głębia jest jedną z głównych przyczyn sukcesu komercyjnego WP. Spróbujmy w kolejnych rozdziałach odszyfrować zapożyczane przez niego idee i w oparciu o nie poszukać kluczy do tych głębin.

Rozdział IIEÄRENDIL - KLUCZ DO MITOLOGII

Éarendel to niejasnego pochodzenia germańskie słowo znane z drugiej części poematu Chrystus, czyli Wniebowstąpienie (zachowanego w tzw. Księdze z Exeter), przypisywanego Cynewulfowi, mistycznemu poecie angielskiemu z przełomu VII i VIII wieku. Cynewulf jest jednym z niewielu znanych z imienia twórców wczesnośredniowiecznych, gdyż zwykł w ostatnie wersy swoich wierszy wplatać własny runiczny "podpis". Chrystus jest mistycznym poematem sławiącym Jezusa jako Zbawcę, herosa ofiarowującego całej ludzkości uwolnienie z cielesnych więzów. Zainspirowany teologicznymi rozważaniami Grzegorza Wielkiego i hymnem Bedy o Wniebowstąpieniu poeta zastanawia się, dlaczego w czasie zwiastowania i przy Bożym narodzeniu anioł nie jaśniał takim blaskiem, jaki przypisuje się aniołom towarzyszącym zstąpieniu do piekieł i wniebowstąpieniu. W tym celu Cynewulf rozważa kolejne szczeble zbawienia w postaci Bożych "kroków" łączących niebo i ziemię. Są to: zwiastowanie i wcielenie, narodziny, śmierć i złożenie do grobu, zstąpienie do piekieł, zmartwychwstanie oraz wyzwalające z niewoli ziemskości, zepsucia i grzechu wniebowstąpienie. Wniebowstąpienie jest drugą stroną wcielenia. Cynewulf przypomina, że tak jak Szatana pycha skłoniła do wniebowstąpienia (za co został strącony do piekieł), tak Chrystusa miłosierdzie skłoniło do wcielenia, czego rozwiązaniem musiało być wniebowstąpienie w chwale46. Człowiek ma odtąd wolny wybór, może podążać śladem Szatana lub drogą Chrystusa. Jasność aniołów symbolizowana przez biel ich szat była znakiem radości oczekiwanego ostatniego "kroku", czyli Dnia Sądu, i symbolem przemiany ludzkości w momencie pokazania i otwarcia drogi przez Chrystusa. Przyćmiona na początku drogi, stopniowo jaśniała coraz bardziej, przebóstwiając świat.

W czasie tego rozważania problemów jasności pada zdanie (w. 104-108), które w języku staroangielskim (anglosaskim) brzmi:

Éalá éarendel, engla beorhtast,

Chwała ci, Éarendelowi, z aniołów najjaśniejszemu,

ofer middangeard monnum sended

Ponad Śródziemiem do ludzi posłanemu47

ond sóðfjsta sunnam léoma,

i prawdziwa światłości słońca,

torht ofer tunglas - þú tída gehwane

jaśniejąca nad gwiazdami - ty co własnym swym blaskiem

of sylfumþé symle inlíthes.

na zawsze każdą porę oświecasz.

Słowa te wypowiadają prorocy i patriarchowie, cierpiący dotąd w piekle z przyczyny grzechu pierworodnego, kierując je do anioła, który jest Ambasadorem Chrystusa i zapowiada jego przybycie do piekieł, rozbicie bram piekielnych i wyzwolenie z deorc déþa es sceadu, "mrocznego cienia śmierci". Shippey twierdzi, że ta część poematu wzorowana jest na łacińskiej antyfonie O Oriens ("O Światło Wschodzące, blasku wiecznego światła i słońce sprawiedliwości: przyjdź i zaświeć dla tych, którzy pogrążeni są w ciemnościach i w cieniu śmierci"), analogiczne treści pojawiają się także w wielu innych tekstach łacińskich48.

Dotychczas słowo éarendel słowniki tłumaczyły po prostu jako "blask", "światło" lub "jasność", ewidentnie jednak kryło się za nim głębsze znaczenie. Tolkien początkowo, za tzw. Homiliami z Blicking [Blicking Homilies] - zbiorem kazań staroangielskich z Blicking Hall, odnosił to określenie do Jana Chrzciciela zapowiadającego przyjście Mesjasza49. Wierzył jednak gorąco, że Éarendel jest jeszcze przedchrześcijańskim określeniem gwiazdy zapowiadającej świt, czyli Wenus jako Gwiazdy Zarannej. W imieniu tym tkwiło piękno wykraczające poza codzienność brzmienia języka anglosaskiego i Tolkien, poruszony dogłębnie lekturą Cynewulfa w 1913 r., postanowił odcyfrować ów zaginiony sens. Później zwierza się: "z tych słów Cynewulfa wyrosła ostatecznie cała moja mitologia"50.

W The Notion Club Papers, kiedy członkowie klubu rozważają tajemnice języka, dyskutują problem Éarendela dokładnie tak, jak rozumie go Tolkien.

- (...) Niewiele można znaleźć [o Éarendelu] w anglosaskim, chociaż imię to brzmi tam całkiem dobrze. Niektórzy zgadują, że był to istotnie astronim, nazwa Oriona lub Rigela51. Promień, jasność, światło poranka: tak mówią glossy.

I zaśpiewał:

- "Chwała ci, Éarendelowi, z aniołów najjaśniejszemu, ponad Śródziemiem do ludzi posłanemu!". Kiedy znalazłem w słowniku ten cytat, poczułem dziwne drżenie, jakby coś się we mnie poruszyło, na wpół obudzone ze snu. Za tymi słowami tkwiło coś bardzo odległego i dziwnego, i pięknego, na ile mogłem ogarnąć - daleko poza staroangielskim.

Wiem teraz, rzecz jasna, więcej. Cytat ten pochodzi z Chrystusa; co tak naprawdę autor ma na myśli, nie jest jasne. Ale w tym miejscu jest to wystarczająco piękne. Nie wydaje mi się, żeby całkowicie niewłaściwe było stwierdzenie, że może zapożyczyło swoją własność zdumiewającego poruszania z jakiegoś dawniejszego świata.

- Dlaczego niewłaściwe? - spytał Markison. - Nawet jeśli te słowa odnoszą się do Chrystusa, to oczywiście zostały zapożyczone z przedchrześcijańskiego, dawnego świata, podobnie jak cała reszta języka.

- Tak jest - powiedział Lowdham - ale Éarendel wydaje mi się szczególnym słowem. Nie anglosaskim; albo raczej nie tylko anglosaskim, ale także innym, znacznie starszym. Myślę, że to znaczący przykład językowej koincydencji albo zbieżności. Takie rzeczy, rzecz jasna, się zdarzają. To znaczy, w dwóch różnych językach, zupełnie ze sobą niepowiązanych, gdzie niemożliwe są wzajemne zapożyczenia, można znaleźć bardzo podobne w brzmieniu i znaczeniu słowa. Zwykle umniejsza się ich wagę jako przypadkową; i twierdzę, że niektóre z nich nie są znaczące. Ale zabawne jak czasem mogą być efektem ukrytego procesu symbolotwórczego, różnymi drogami prowadzącego do tego samego rezultatu. Zwłaszcza jeśli ten rezultat jest piękny, a znaczenie pełne poezji, jak w przypadku Éarendela52.

Słowo to występuje w wielu językach germańskich w postaci imion własnych jak: Orendel, północnogermański Aurvandill (także w formie Orvendil/Örvandil) czy latynizowany Horwendillus z Saxa Gramatyka53, oraz longobardzki Auriwandalo (właściwie: Auriunanadalus). Warto przytoczyć główne konteksty ich pojawienia się. W Młodszej Eddzie (Prozaicznej)54 Aurvandill jest niezwykłym człowiekiem, mężem czarownicy Groi, tropicielem i zabójcą olbrzymów (jotunów). Z tej racji towarzyszy w wyprawie do Jotunheimu bogu Thorowi, a kiedy wracają, lodowy podmuch zamarzającej rzeki kosmicznej Elivagar zmusza go do schronienia się w koszu na barkach boga. Ratuje go to od śmierci, jednak wystający z kosza wielki palec stopy Aurvandilla ulega odmrożeniu. Thor odłamuje go i ciska w niebo, by stał się najjaśniejszą gwiazdą, określaną jako Aurvandilstá - "palec Aurvandilla", uznawany bądź za Gwiazdę Zaranną, bądź Rigel - "lewą stopę" Oriona. Orendel pojawia się w germańskim poemacie Orendel z XIII w., streszczonym przez J. Grimma w Deutsche Mythologie. Jest synem króla, który rozbił się w pobliżu Ziemi Świętej i nagi zostaje ocalony przez rybaka. Z jego pomocą łapie wieloryba, ze zdjętej z niego skóry wykrawa szarą szatę (grâwe roc) i w niej powraca do swej ziemi nawracać pogan. Szata ta jest płaszczem, w jaki przystrojono Chrystusa przed ukrzyżowaniem. Orendel dostaje odtąd przydomek der Graurock - Szary Płaszcz55.

Historia Orendela kieruje nas ku idei ofiary Chrystusa i jej znaku w postaci przygód Jonasza56. Połknięty przez Wielką Rybę, został niejako w nią "ubrany", brzuch Ryby jest jednocześnie Szeolem, a wyplucie - ponownymi narodzinami. Całość ma więc oczywisty kontekst soteriologiczny. W Silmarillionie Tolkien wykorzystał z niej jedynie Szary Płaszcz jako przydomek Elu Thingola, czyli quen. Elwë Sindakollo, ale na etapie KZO odwołał się do przedstawionych w Orendelu idei bezpośrednio. Otóż w jednym ze szkiców do KZO Eärendel otrzymał od Oarni (syren) "wspaniale lśniący, srebrny płaszcz"57, który staje się prototypem obsypanego pyłem diamentowym ubrania, w którym wznosi się na niebo, i odpowiednikiem "szaty światłości", o której będzie mowa w rozdziale X. Rozumiemy więc znaczenie płaszcza Orendela, ale co się tak naprawdę kryje za historią palca Aurvandilla? Po pierwsze sama soteriologiczna rola Oriona, którą omówimy w rozdziale III poświęconym Túrinowi. Z drugiej strony warto przypomnieć znaną niewątpliwie Tolkienowi opowieść Pauzaniasza o Orestesie. Kiedy ścigany przez erynie dotarł on do Megalopolis, aby pozbyć się tych wcieleń zemsty rodowej, odgryzł jeden ze swoich palców. Wówczas czarne erynie zmieniły barwę na białą i stały się Eumenidami "Łaskawymi", Orestes został uzdrowiony z szaleństwa i odprawił nabożeństwo ku ich czci w miejscu określanym jako Ake (Uzdrowienie), gdzie później zbudowano świątynię boga uzdrowień Asklepiosa i Pomnik Palca (Daktylou Mnema). W świątyni Asklepiosa także ci, którym wywróżono śmierć, mogli uratować się, odcinając sobie palec, a nawet w zastępstwie zostawiając jedynie pierścień z palca. Jeśli to jeszcze nie ustawia sprawy palca we właściwym wymiarze, wskazującym na zbawczą ofiarę Froda, to można przypomnieć średniowieczną legendę o Dolofacie, który jak Odyseusz, oślepiwszy więżącego go potwora, połaszczył się na jego złoty pierścień. Na nieszczęście pierścień raz założony nie dał się zdjąć i co chwilę krzyczał: "Tu jestem! Tu jestem!" (jak sakiewka trolli w Hobbicie). W końcu, by ocalić życie, Dolofat obcina sobie palec wraz z pierścieniem58. I wreszcie za znakomite podsumowanie powyższych rozważań może posłużyć podany w Złotej Gałęzi zwyczaj Czarnych Stóp: "w chwilach wielkiej, publicznej lub prywatnej potrzeby, wojownik odcina palec lewej ręki i ofiarowuje go Gwieździe Zarannej, kiedy ta wschodzi"59. Zawsze palec zostaje poświęcony w ofierze, by uratować zdrowie i życie, oraz skojarzony z odradzającym się ciałem niebieskim, określanym jako gwiazda nadziei.

Aiya Eärendil elenion ancalima! ["Chwała Eärendilowi, najjaśniejszej z gwiazd!"] - tak później brzmiały słowa hymnu Cynewulfa w wynalezionym przez Tolkiena języku, w którym Eärendel nabrał ogromnego znaczenia: stał się Gwiezdnym Żeglarzem, rdzeniem (re)konstruowanej mitologii. Te właśnie słowa wypowiadają Frodo i Sam w otchłani rozpaczy, w ciemnościach Mordoru, kiedy uciekają z wieży na Cirith Ungol i posłużywszy się flakonikiem, w którym Galadriela zamknęła światło gwiazdy Eärendil, wymykają się wrogiej mocy Milczących Wartowników. W mitologii Tolkiena słowa te jednak tkwią daleko głębiej, u samych początków tego świata.

Nie tylko w tekstach germańskich Tolkien znajdzie związek Gwiazdy Zarannej z nadzieją. W zawartej w Kalevali opowieści o porwaniu i wyzwoleniu niebieskich świateł [zob. rozdział X, s. 257-258] powrót Słońca na niebo sprawia, że Väinämöinen śpiewa pieśń dziękczynną:

Witaj Gwiazdo Zaranna!

Witaj, Księżycu złoty!

Dziś wargi nasze zaczną

Chwalić swojego pana,

Którego stworzyliśmy

Na swoim starym szlaku;

Wschodzisz teraz jak gołąb

I jak kukułka złota

Pogoda twoja szczera.

My ci składamy rachunek

Ze zdrowia wszystkich ludzi,

W borach i na polanach.

Jęczmiennym urodzajem

I siecią na jeziorach,

Deszczem ulewnym i śniegiem

Ty śmierć do życia budzisz60.

Symbolika Wenus jako gwiazdy zbawienia należy do uniwersaliów w religiach świata. Takie postaci jak aztecki Quetzalcoatl, egipski Ozyrys, babilońska Isztar, zachodniosemicki Aszthar, irańska Anahita i wreszcie wedyjska Uszas i jej indoeuropejskie odpowiedniki (bałt. Ausztra, gr. Eos, rzym. Aurora itd.) mają różnorodne odniesienia do Wenus, a zarazem są nosicielami zbawienia. Przyczyna tego faktu tkwi przede wszystkim w astronomicznej charakterystyce ruchu Wenus. Jak pisze A. Wierciński: "(...) w przeciwieństwie do Księżyca, który ma tylko jeden okres niewidoczności (nów), Wenus ma ich dwa (koniunkcja górna i dolna ze Słońcem), po których zjawia się jako Gwiazda Zaranna lub Wieczorna, a więc nadaje się znakomicie do symbolizacji dwóch śmierci i podwójnych narodzin (...)"61. Dlatego Mesjasz został zrodzony "z łona Jutrzenki" [Ps 110,3], a Jego przyjście jest tak pewne jak pojawienie się Jutrzenki o poranku [Oz 6,3].

Jak pisze Shippey: "Tolkien zapewne zauważył, że podczas gdy staroangielskie i staroskandynawskie źródła utożsamiają »Éarendela« z gwiazdą, to według źródeł staroangielskich i staroniemieckich jest on posłańcem nadziei dla pogan. Być może skojarzenie z nadzieją było równie stare, co związek z gwiazdą; być może »Éarendel« zawierał przeczucie zbawienia nawet dla dawnych bohaterów (jak Beowulf), którzy żyli, zanim przyniesiono w ich strony chrześcijaństwo"62. W chrześcijaństwie termin ten i związany z nim sens przypisywano Chrystusowi, ale jeszcze w kontekście pogańskim zapowiadał jakiegoś "poprzednika" Chrystusa, Zbawcę-Uzdrowiciela [stang. Hœland, niem. Heliand], którego natury Tolkien jak dotąd nie znał. Nic bardziej nie mogło podniecić ciekawości człowieka, który większość dotychczasowego życia poświęcił na analizowanie słów i odkrywanie kryjących się za nimi znaczeń; którego przepełniało pragnienie odnalezienia przedchrześcijańskiej mitologii Anglików i odszukania w niej śladów Bożej Prawdy. Spróbował więc opisać ową germańską Gwiazdę Nadziei posługując się własnym, "prywatnym językiem".

Imię Eärendel przejęte do "prywatnej" mitologii Tolkiena pierwotnie (w formie Éarendel) związane było z eaearen, elfimi słowami oznaczającymi "orła" i "orle gniazdo" (prawdopodobnie w związku ze stang. earnhama "orli przystrój"), co nie dziwi w kontekście roli przyznanej orłom w dziejach Tolkienowskiego świata. "Sama opowieść podaje, że imię to było rozmaicie interpretowane tak wśród ludzi, jak i elfów, i sugeruje, iż wywodziło się z jakiegoś »sekretnego« języka używanego przez lud Gondolinu. W SG [Słowniku Gnomijskim] pojawia się hasło Ioringli jako prawdziwe imię Eärendela w języku Gnomów, chociaż przyswoili oni także jego formę z języka Eldarów w pośredniej postaci Iarendel, Iorendel"63. Ponieważ "orzeł" w gnomijskim to ior, ioroth, a gîl oznacza gwiazdę, można przypuszczać, że imię Eärendela mogło znaczyć "Gwiazda Orła". W późniejszych pismach Tolkien zmienia znaczenie na eaarre-ndil "Miłośnik Morza", by staroangielski i sindariński zbiegły się znaczeniami: nieprzypadkowo ear- w anglosaskim znaczy właśnie "morze"64. Słownik Qenyi (SQ) wspomina, że marynarzy zwano "Synami Eärendela" - Eärendilyon. Mówi się, że jeśli promień gwiazdy Eärendel padnie na twarz nowo narodzonego dziecka, wówczas zostaje ono "Dzieckiem Eärendela", gdyż w jego sercu zamieszkuje tęsknota za wędrówką. Nazywano tak Eriola-Ælfwina. Pomysł ten zapewne pochodzi ze staroangielskiego poematu Żeglarz [The Seafarer], opisującego dojmującą tęsknotę za nieznanym, która zmusza autora do ciągłych poszukiwań. Tolkien w Lost RoadNotion Club Papers odnosi się bezpośrednio do Żeglarza, podając wersy 33-48 w następującej postaci:

To pragnienie ducha poprzez prądy morskie

każe mi podążać na poszukiwania w dali

poprzez potworne fal górskie grzbiety

Przyjaciół Elfów wyspy, gdzieś w Zewnętrznym Świecie.

Nie w głowie mi harfa ni złoto rozdane,

ni rozkosz z kobietą w świecie bez nadziei;

jedyne życzenie - pruć ruchome fale65.

Jak zwykle u Tolkiena jest to cytat niezupełnie wierny, został bowiem uzupełniony o wers o wyspie Przyjaciół Elfów (w oryginale mowa jest tylko o "ziemiach innych ludów w zamorskich stronach"), co zagarnia Żeglarza w obręb prywatnej mitologii Tolkiena. Motyw uporczywego poszukiwania na morzu tego, co niedostępne lub zaginione wielokrotnie powraca w jego pismach, zwłaszcza w historii Tuora i Opowieści o Aldarionie i Erendis. Kropkę nad "i" stawia kolejny powtarzany przez niego tekst staroangielski, którego strofy wsadza w usta Ælfwina Wídlásta:

Wiele jest spraw w zachodnich ziemiach ludziom nieznanych,

cudownych i dziwacznych istot, kraina piękna i cudowna

ojczyzna elfów i chwała Bogów.

Mało kto wie, jaka jest tęsknota tego,

kogo starość od powrotu tam odcięła66.

Jak już wspomniano, drugim źródłem inspiracji, precyzującym postać Eärendila, jest wspomniany już poemat Ziemski Raj Williama Morrisa o żeglarzu, który przybywa do nieznanego kraju i wysłuchuje szeregu mitów greckich i germańskich. Ziemski Raj staje się także wzorem narracyjnym sposobu wprowadzenia Zaginionych Opowieści do dorobku ludzkiej kultury, jako relacja z podróży "syna Eärendela" (czyli marynarza), Eriola na Tol Eressëa i wysłuchania przekazów składających się na mitologię dla Anglii. Kiedy proces "objawienia" mitologii był po raz pierwszy przenoszony na papier, pragnieniem Tolkiena było zostać poetą, aby (znowu na wzór Morrisa), połączyć ze sobą piękno mowy wiązanej i czar mitu. Dlatego Eärendel pojawia się jako postać łącząca w całość cykl czterech wierszy. Ich wspólnym tematem jest wędrówka gwiezdnego żeglarza Eärendela poza granice świata. Nasycone zostają słownictwem i kryjącą się za nim mitologią, pochodzącymi z wypracowanego już języka. W jedno łączą się więc jego językoznawcze wynalazki, fascynacja językiem fińskim, walijskim, postacie elfów (wróżek - fairies) i pragnienie odtworzenia mitologii dla Anglii.

Najwcześniejszy poemat nosił tytuł Podróż Éarendela Gwiazdy Wieczornej [The Voyage of Éarendel the Evening Star], zmieniony później na Ostatnią Podróż Eärendela [The Last Voyage of Eärendel], któremu Tolkien przydaje ów pochodzący z Cynewulfa wers: Éalá Éarendel Engla Beorhtast jako staroangielską wersję tytułu. Wiersz opisuje Éarendela wyruszającego przed wschodem Słońca z Wybrzeży Zachodu. Jego błyszczący statek wyruszył z portu u Bram Nocy, mijając wiele innych gwiazd przepłynął ponad granicami świata. Twarz rozświetlał mu srebrny płomień, a pył diamentów osiadł na statku. Jego śladem podążył srebrny Okręt Księżyca ze wschodu, z przystani Słońca, rozświetlając białe wrota i zakotwiczył na niebie w ciemnościach. Ścigany przez Księżyc Éarendel uciekł powracając nad Śródziemie, gdzie słyszał głosy ludzi i ich płacz, świat zaś pokrył się chmurami. Wówczas Éarendel poprowadził Łódź Słońca, poprzedzając jego szlak, póki jego ognisty blask nie wypełnił ciemności i nie rozgrzał otchłani zimna.

W pierwszym wierszu nie ma jeszcze wzmianki o Zachodnim Raju elfów i Valarów ani o przyczynach łez mieszkańców Krain Zachodnich [Westerland], mimo że - jak sam Tolkien wspomina - już w 1910 r. w jego umyśle poczęła kształtować się idea Valinoru67. Jest to mistyczny opis wschodu Słońca, ognistej powodzi blasku, wyprowadzonej na niebo przez bohaterską żeglugę Éarendela. Bohaterowie wiersza to trójka astralnych protagonistów: Sternik łodzi Księżyca, Słońce i Wenus jako Gwiazda Zaranna. Podczas gdy Księżyc ściga nieulękłego żeglarza gwiezdnego strzałami Łowcy, zastępuje go Słońce. I tak będzie co noc, póki blask przepełniający Wenus-Éarendela, najjaśniejszą gwiazdę na niebie, nie wypali się. Nie ma potrzeby przytaczać niezliczone przykłady mitologiczne dla zbudowania analogii z tą wizją, wystarczy wspomnieć, że w mitach indoeuropejskich Księżyc jest mężczyzną (a nawet kwintesencją męskości) prześladującym i zapładniającym kobiety (m.in. jako przyczyna krwawień miesięcznych), Słońce zaś jest dawcą błogosławieństwa wizualizowanego w postaci światłości i promieni. W mitologii bałtyjskiej Meness (Księżyc) konkuruje z Aušeklisem (Wenus) o rękę Słonecznej Panny Saule, porywa ją i uprowadza. Wedyjska Uszas (Jutrzenka) ukazana jest jako otwierająca o wschodzie wrota dnia, poprzedzająca na swym rydwanie swego ojca Surję (Słońce) i wskazująca mu drogę, odpędzająca ciemności, stwarzająca światło i budząca do życia wszystkie istoty. Spójrzmy, jak hymn Rygwedy współbrzmi z pierwszym wierszem o Éarendelu:

Już zaprzęgnięty wielki wóz ofiarny

Wzniósł się Éarendel między żeglujące cienie

I nieśmiertelni na ten wóz wstępują,

Nad daleką i cichą krawędź Oceanu,

Wyłania się z Nocy podniosła i wdzięczna

Przemknął gładkie, mroczne bramy nocy,

Ušas, by jaśnieć w siedzibach człowieka.

Srebrzystą iskrą statku [...].

Wpierw niż świat cały zbudziła się ona,

Poza kres świata, w podróż bez końca

Zwycięska, wielka, z triumfem idąca [...].

Spieszy się nad pustynią skrzącą

Już zapłonęły ognie jaśniejące,

Od klejnotów i ponad mrokiem,

Mrokiem zakryte skarby wielkiej ceny.

Skąd wychynął się z twarzą płonącą

[RW, I.123]

Od pożądań srebrnego płomienia

[KZO III 72].

Tolkien nie mógł, co u niego charakterystyczne, uwzględnić seksualnego aspektu wschodu Słońca (Surja obejmuje w końcu miłosnym uściskiem Uszas), choć odwołał się do niego przy innej okazji (o czym pomówimy w rozdziale X, poświęconym światłości). Jego Éarendel jest mężczyzną, choć są dane germańskie wskazujące na płeć żeńską Gwiazdy Jutrzenki jako Osra, w wariancie anglosaskim Eastre.

Następne wiersze o Gwiezdnym Żeglarzu rozwijają szczególnie motyw jego długich wędrówek po morzach świata. Do wiersza Pieśń o Eaarendelu [The Lay of Eärendel], zmienionego później na Zaproszenie Minstrela [The Bidding of Minstrel], dołączony jest pierwszy szkic jego przygód.

Łódź Eärendela płynie przez Północ [na skrzydłach Północnego Wiatru], Islandię, Grenlandię i dzikie wyspy: potężny wiatr i narastająca wielka fala niosą go ku gorętszym rejonom, na skrzydłach Zachodniego Wiatru. Kraina dziwnych ludzi, ziemia magii. Dom Nocy. Pająk. Ucieka od strachów Nocy z kilkoma towarzyszami, widzi wielką górzystą wyspę i złote miasto [Kôr] - wiatr odpycha go na południe. Ludzie-drzewa, mieszkańcy Słońca, korzenie aromatyczne, ogniste góry, czerwone morze: obszar śródziemnomorski (tam traci swoją łódź [podróżuje pieszo przez dziką Europę?] albo Atlantyk. W domu. Wiek go kruszy. Buduje nową łódź. Żegna się ze swoim północnym krajem. Żegluje na zachód do warg świata, gdzie Słońce zanurza się w oceanie. Płynie dalej na niebo i nie wraca więcej na ziemię68.

Jak widać także tutaj Tolkien nie zdecydował się na odwołanie do własnego świata - podróże Eärendela odbywają się w obrębie znanych średniowieczu obszarów i odwołują się do celtyckiej konwencji Imramu, (por. rozdział IX, s. 221), jak i wspomnianego germańskiego poematu o pielgrzymce Orendela do Ziemi Świętej. Przełom następuje dopiero w tekście samego wiersza, na co wskazuje także zmiana pisowni Éarendel na Eärendel. Rozpoczyna go prośba do minstrela, by zaśpiewał więcej o przygodach Eärendela. Słuchacze opisują jego tęsknotę do morza i piękno fal, "co je Eldarowie przed zmianą światła uczynili"69. Na co minstrel odpowiada nostalgicznie: "But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old"70. Dodaje, że piękno wysmukłych statków elfów zaginęło, zgniło w zapomnieniu. Jedyne, co można zrobić, to oddać w swojej muzyce ledwie cień dawnego piękna pieśni dotyczących cudownego świata elfów.

I tak zostaje ukształtowany zrąb mitologii Śródziemia. Do pierwotnych, "niezdecydowanych" słów wierszy zostaje dodany komentarz sytuujący opisywane wędrówki w obrębie elfiej kosmografii, z Górą Kosmiczną Taniquetil i cudowną zachodnią krainą Valinor. Widzianym z wizji Eärendela "złotym miastem jest Kôr, gdzie słyszy muzykę Solosimpë i powraca, by odnaleźć je, odkrywa jednak, że wróżki [fairies] opuściły Eldamar (...). Pokryty pyłem diamentowym wędruje opuszczonymi ulicami Kôru"71.

Wędrowiec Eärendel, który przemierzył Oceany Świata na swym białym statku Wingelocie, osiadł na starość na Wyspie Morskich Ptaków wśród Północnych Wód, aż wypłynął w ostatnią podróż.

Minął Taniquetil i nawet Valinor i przeciągnął swój statek przez zagrodę na krawędzi świata, po czym wpłynął nim na Ocean Nieboskłonu. Ludzie nie wiedzą nic o jego przygodach, prócz tego jedynie, że ścigany przez pełny Księżyc uciekł z powrotem do Valinoru, gdzie z wież Kôru na skałach Eglamaru spoglądał na Oceany Świata. Do Eglamaru przybywa zawsze w czas pełni, gdy Księżyc płynie spiesznie za Taniquetil i Valinor72.

Następny wiersz, Brzegi Faëry [The Shores of Faëry], zostaje przez samego Tolkiena uznany za pierwszy utwór, w którym ujawnia się jego mitologia. Opisuje wybrzeża Eglamaru "na wschód od Księżyca, na zachód od Słońca". Stoi tam samotne wzgórze (Kôr), którego podnóże zanurzone jest w morzu, a wieże na nim lśnią białe i wysmukłe. Tu rosną Dwa Drzewa, które rodzą kwiecie Nocy i złoty owoc Południa. Poza nimi wznoszą się zwieńczone głową smoka wrota Księżyca i przystań gwiazd. Tam przycumowuje Wingelot "poza Taniquetilem i Valinorem", stamtąd Eärendel spogląda na świat. Ostatni wiersz cyklu, Szczęśliwi Żeglarze [The Happy Mariners]73, opisuje zachodnią wieżę Perłowego Zamku na Wyspach Półmroku, gdzie Wieczór zasiada w cieniu. Łodzie wróżek [fairy boats] mijają ją, płynąc z jaśniejących lądów wschodu, gdzie nurkowie elfów łowili perły - zestalone błyski światłości wschodzącego Słońca. Szczęśliwi marynarze powracają w łodziach, nie wiedząc, że w Perłowej Wieży ktoś Śpiący czeka na marynarza, który przepłynął poza Wrota Nocy.

Poemat o Eärendelu kreuje pierwszy poziom mityczny, który Tolkien zaczyna szybko pogłębiać. Punktem wyjścia jest spotkanie motywu Eärendela z wcześniejszą koncepcją Najdalszego Zachodu: w czasie swoich odległych wojaży, zakończonych wzniesieniem Wingelotu na niebo, jako gwiazdy Wenus zapowiadającej świt, Eärendel spotyka elfy (wróżki) bytujące w nieśmiertelnej krainie Valinoru. Kiedy, jak mówi oficjalna biografia, Tolkien prezentował swoje wiersze swemu jeszcze szkolnemu przyjacielowi G. B. Smithowi, ten, mając na myśli kontekst mityczny, spytał, o czym one właściwie są, na co Tolkien odpowiedział: "Nie wiem, spróbuję się dowiedzieć"74. Jest to dla jego metody pracy niezwykle charakterystyczne, "nie uważał się za autora opowieści, lecz za odkrywcę legendy". Klucze rozwoju narracji były wielorakie: słowa, zwłaszcza nazwy własne, imiona ustalone w toku pracy nad prywatnymi językami, marzenia senne, wzorce zaczerpnięte z innych mitologii. W efekcie mitopoeia Tolkienowska powstawała bardzo podobnie do rzeczywistych procesów tworzenia legend; przykładem może być wprowadzanie wymyślonych już postaci i idei w nowy kontekst sytuacyjny i dorabianie im coraz bardziej szczegółowej biografii. I tak jak do jego mitologii zostali inkorporowani Człowiek z Księżyca, czy później - Tom Bombadil, tak samo do opowieści o Eärendelu wkroczyli, Perłowa Wieża z jego snów i jej śpiący lokator a w ślad za nimi jego wyśnione miasto z białymi wieżami: Złote Miasto Kôr. Zamieszczony w wykładzie Tajony nałóg75 wiersz Earendel we "wczesnym Quenya" pokazuje, że ów kontekst obejmował także lirykę elfów; Eärendel stał się herosem nie tylko ludzkiej, ale i elfiej mitologii.

Poznawszy ostateczny los Eärendela wyniesionego na niebiosa, Tolkien z kolei zastanowił się, jak mogły wyglądać jego poprzednie perypetie. W ślad za tym pytaniem idzie opisanie dzieciństwa Eärendela, który okazuje się być istotą wyjątkową, jedynym na świecie dzieckiem dwóch ras, elfów i ludzi76, a jego przeznaczeniem było poznać wszystkie wody świata, i górne, i dolne, nie tylko morza czterech stron świata. Powstaje więc Opowieść o Upadku Gondolinu, najstarsza z Zaginionych Opowieści, w której groza ataku potwornych sił Melka na cudowne miasto elfów odzwierciedla własne doświadczenia Tolkiena z czasów I wojny światowej. Eärendel narodzony z "królewskiego" związku Idril i Tuora był dzieckiem wielkiej piękności, miał białą skórę i błękitne, bardziej niż niebo i szafiry Manwëgo, oczy, "miał piękno i mądrość elfów i siłę i męstwo ludzi"77. Wychowywano go w czujności i wrogości wobec Melka. W noc ataku Balrogów na Gondolin, Eärendel, cudem ocalony z rzezi, wydostał się z rodzicami tajemnym przejściem i opuścił upadłe miasto. Uchodźcy zamieszkali w Krainie Wierzb Tasarinan, potem osiedlili się w Arvernien u ujścia Sirionu.

Dalsza historia Eärendela nie została już spisana w formie narracji, pozostała jednak jako koncepcja w wielu szkicowych planach i kartach. Christopher Tolkien, redagując KZO, usiłował zebrać wszystkie dotyczące Eärendela materiały, z których można wydedukować następującą historię.

Eärendel dojrzewał w domu ojcowskim, wyrósł tam na najpiękniejszego z synów ludzkich, tak że kiedy pływał po wodach ujścia, zakochiwały się w nim nimfy. Ofiarowały mu lśniący srebrny pancerz (lub znany nam już płaszcz) i nauczyły go sztuki budowania okrętów. Gdy zaś Elwinga z uchodźcami z Doriathu dołączyła do nich, oboje, jeszcze jako dzieci, zakochali się w sobie. Kiedy Tuor się zestarzał, tęsknota do morza rozbudzona konchami Ulma rozpaliła się w jego sercu. Pewnego wieczoru zabrał ze sobą na plażę syna i zaśpiewał mu na pożegnanie pieśń o swoim objawieniu Ulma i wiecznym poszukiwaniu78. Eärendel na jego polecenie odcumowuje łódź, lecz słysząc z oddali śpiew ojca, wybucha płaczem. Rankiem Idril pobiegła na wybrzeże, ale zobaczyła tylko niknący w oddali żagiel. Dalsze jego losy są nieznane, choć pojawia się myśl, że spadł za krawędź świata. Eärendel, który kochał ojca ponad wszystko, przysiągł odnaleźć go, choćby w lochach Mandosa. Ponieważ Elwinga dała mu na podróż Nauglafring, ciążyło na nim jego przekleństwo i dlatego nie mógł odnaleźć drogi. Także Ossë był jego wrogiem. W innej wersji Ulmo zabronił mu szukać Mandosu, a gdy Eärendel go nie posłuchał, zdjął swą opiekę z ujścia Sirionu i dopuścił do splądrowania przystani przez Melka. Sam Eärendel w trakcie rejsu na daleką Północ rozbija się na krze lub mieliźnie. Ulmo ratuje go i objawia mu się, podobnie jak jego ojcu, polecając szukać Kôru. "W tym celu uratowano cię z ruin Gondolinu" - mówi79. Kiedy usłyszała to Elwinga, wpadła w rozpacz, gdyż "żaden człowiek nigdy nie wędrował po ulicach Kôru ani nie widział miejsc Bogów, ani nie mieszkał w Zewnętrznych Krajach"80.

Eärendel wyrusza w ponowną podróż w towarzystwie wiernego Voronwëgo. Znów rozbija się, napastowany przez sztorm Ossëgo, lecz jego i Voronwëgo ratuje zakochana w nim nimfa morska (Oarni) i holuje na brzeg koło Falasqil, gdzie niegdyś przebywał jego ojciec po ucieczce z Mithrimu. Uratowany, zwiedza dawną siedzibę swego ojca i Wyspę Ptaków Morskich, na której gromadzą się ptaki z całego świata. Powraca z Voronwëm do ujścia Sirionu, gdzie dowiaduje się, że jego matka Idril, nie mogąc się doczekać wieści o nim, sama pożeglowała na Zachód i ślad po niej zaginął. Eärendel w żałości modli się do Ulma i w odpowiedzi słyszy jego zew - konchy. Postanawia wyruszyć w ostatnią podróż. Buduje (z pomocą nimf) łódź "Wingilot", żegna się z Elwingą i odpływa. Płynął przez wiele lat, szukając już nie ojca w siedzibach Mandosu, lecz Valinoru i wzgórza Kôr; miotany burzami i wiatrami błądził po dalekich wyspach. Najpierw wiatry pognały statek na dalekie południe, gdzie ciemności panują nad wyspami. Tam zobaczył Ogniste Góry, Entów [Treemen], spotkał Pigmejów oraz Sarqindi - "ludożercze ogry". Kiedy z kolei wiatr poniósł go na zachód, spotkał Ungweliantë (Wirilomë) i zabił ją. W końcu, pokonawszy wszelkie niebezpieczeństwa, przemknąwszy przez leżące na Morzach Cienia Magiczne Wyspy i Wyspy Półmroku, zbudził nieświadomie swą matkę. Idril wylądowała bowiem na Wyspie Snów, w archipelagu Wysp Półmroku. Tam zbudowała dla siebie w najdalszym zakątku zachodu błyszczącą Perłową Wieżę i na jej szczycie zasnęła, by oczekiwać powrotu męża. Zbudził ją dopiero pokładowy gong, jednak ani jedno, ani drugie nie wiedziało, że się minęli. Ta wersja Śpiącego zostaje rychło odrzucona i Tolkien zastępuje ją śpiącym Gnomem, jednym z wysłanych wcześniej przez Turgona posłańców, który nieopatrznie postawił stopę na zaklętej wyspie. Obudzony, ostrzega Eärendela i Voronwëgo o niebezpieczeństwach i magiczym zagrożeniu czyhającym na wychodzących na ląd. Eärendel chce go zabrać, ale zaklęty Gnom nie może opuścić Wieży.

Eärendel płynie dalej i dociera do Kôru. Jednak wzgórze jest puste. Eärendel przybył za późno, gdyż ptaki uciekające z Gondolinu przekazały wszelkie wieści o losach elfów w niewoli Melka. Eärendel kroczy przez puste ulice, a pył diamentowy osiada mu na szacie. Z kamiennych tablic i z szumu morza odczytuje dawne dzieje świata, legendy opowiadane przez elfy. Pełen smutku powraca do domu, a kiedy mija Tol Eressëa, widzi olbrzymią armadę elfów szykującą się do wojny. Jednak wielki wiatr i ciemności nie pozwalają mu dołączyć do nich. Błąka się szukając drogi na południe, odegnany daleko - do krain, gdzie wstaje Słońce. W końcu zaś dociera do Przystani Sirionu i zastaje ją pustą i zniszczoną. Szukając wieści, zapuszcza się aż do ruin Gondolinu, gdzie dowiaduje się o splądrowaniu Przystani przez Melka i śmierci Elwingi. Ponoć Nauglafring zatonął, a ona została zmieniona w morskiego ptaka. Szukając jej, płynie do Falasqil, gdyż chce ją odnaleźć na Wyspie Morskich Ptaków. Wędruje wśród wraków nawołując Elwingi, lecz nie udaje mu się jej odnaleźć. Błądząc po ruinach świata dociera wszędzie, penetruje nawet spustoszone po wojnie z elfami Angamandi. Wygłasza wtedy proroctwo, iż "jego dziećmi będą ci wszyscy, których porywa tęsknota do nieskończonego żeglowania po morzach".

Eärendel odpływa, by już nie powrócić do Śródziemia, i dociera do Wyspy Morskich Ptaków, a w końcu, spełniając swoją przysięgę, do Siedziby Mandosa, gdyż ci, którzy cierpieli ponad miarę, mają ten przywilej. Tym samym Eärendel Tolkiena, gnany wiatrami z północy na południe i ze wschodu na zachód, dociera do największych głębin piekieł Angamandi i Domu Mandosa, idąc - jak można powiedzieć po lekturze Chrystusa Cynewulfa - tropami Chrystusa, by w końcu dostąpić wniebowstąpienia. Jak bowiem mówi dalsza opowieść, mija nawet wybrzeża Valinoru, podziwiając Taniquetil, przepływa (jak ojciec) granice świata i wznosi się na firmament, by tam spojrzeć na świat z wysokości nieba i odszukać zaginione - matkę i żonę. Jednak lśni tak jasno, że ściga go Księżyc-Łowca. Ucieka przed nim przez Bramy Nocy. Odtąd pod groźbą śmierci (gdyż zbyt wiele jest w nim z człowieka) nie może stamtąd powrócić, musi pozostać jako Gwiazda Zaranna. Elwingę znajdzie dopiero w czasie kończącej okres mityczny Wielkiej Podróży [Faring Forth]. Eärendel wciąż czeka na rozpalenie Magicznego Słońca i co wieczór pragnie powrócić z nieba do Kôru i zapytać, czy nadszedł już ten dzień. Jednak wciąż Księżyc zabiega mu drogę. Kiedy w końcu nastaje czas Wielkiej Podróży, Eärendel ma dotrzeć do Luthany (Albionu), by spotkać Ingwëgo, prawdopodobnie pierwszego ludzkiego mieszkańca tej wyspy. Zyskawszy u niego i jego ludu schronienie przed gniewem Ossëgo, daje mu do wypicia zapewniający mu nieśmiertelność łyk limpë. Opowiedziawszy mu o istnieniu Tol Eressëa, dokąd odeszła większość elfów po niepowodzeniu Podróży, rozbudza w jego sercu tęsknotę za elfami, po czym, pobłogosławiwszy wprzódy jego potomstwo, odpływa na zawsze. Z rodu Ingwëgo wywodzić się miał Ælfwin.

Tak więc w początkowym zamyśle Eärendil Żeglarz był spóźnionym Posłańcem i Wędrowcem, błakającym się po wodach świata, podobnie jak Odyseusz - raczej z powodu gniewu bogów niż, jak św. Brendan, z woli Boga. W jego osobie stopiły się różnorodne wątki "ostatniej podróży" bohatera: Artura, Brana, Väinämöinena czy Quetzalcoatla oraz obecnego w angielskich legendach tajemniczego żeglarza Inga, przybyłego zza morza. Ing, prawdopodobnie tożsamy z przodkiem Sasów (Ingwenonów), zrodziwszy potomków, wsiadł na swój statek i odpłynął, znikając na zawsze z horyzontu. Jego rydwan miał odjechać jego śladem. Tolkien celowo wprowadził Inga (Ingwëgo) do opowieści o Eärendelu, jest to bowiem łącznik, dzięki któremu wszystko, co widział i przeżył Eärendel, nie zostało przez ludzi zapomniane. Potomstwo Inga zachowało przekazaną przez Gwiezdnego Żeglarza wiedzę o dziejach elfów i Valarów i przekazało ją swym dzieciom. I tak tęsknota za Prawdziwym Zachodem nie wygasła w Anglii.

Taka była ówczesna nadzieja Tolkiena. Posługuję się słowem "nadzieja" celowo, gdyż należy ono do centralnych kategorii teologii Tolkiena i jej rudymenty uwidocznione są już w KZO (np. Gondolin jako błędna nadzieja Noldolich81 czy wzmianka o Eärendelu jako prawdziwej nadziei). Jednak wraz z rozwojem jego legendarium osoba i czyny Eärendela powoli nabierały silniejszego wyrazu. W późniejszym Szkicu mitologii zmianie ulega przede wszystkim układ Eärendel - Elwinga, pojawia się też ich syn Elrond. Eärendel, powracając z podróży na południe (gdzie zabił Ungoliantę), odnalazł wyludnione wybrzeże i spotkał Voronwëgo (Bronwega), który opowiedział mu o bratobójczym napadzie Maidrosa i skoku Elwingi do morza. Zasmucony Eärendel wraz z Bronwegiem wyrusza w drogę do Valinoru, szukając przy tym Elwingi. Mija wyspy i Tol Eressëa, w końcu przybija do Kôru. Znalazłszy go opuszczonym, nie odważa się wkroczyć dalej, w głąb Valinoru. Na wyspie na połnocnych morzach, gdzie przylatują morskie ptaki, buduje wysoką wieżę, by z niej wypatrywać Elwingi. Chcąc objąć wzrokiem całe Śródziemie, prosi o pomoc swych przyjaciół-ptaki. Te unoszą go na statku w powietrze, ale, jak Ikar, zostaje przypieczony przez Słońce, a poza tym poluje nań Księżyc. Długo wędruje po niebie jako spadająca, błądząca gwiazda.

Kiedy pokonano Morgotha, ostatni Silmaril z jego korony ofiarowano Eärendelowi, gdyż synowie Fëanora stracili do niego prawo. Maidros zdecydował się wobec tego dołączyć do Eärendela, który założywszy Silmaril na czoło, odszukał i ożywił Elwingę. Razem wpłynęli na niebiańskie sfery, najwyżej ze wszystkich gwiazd, nawet ponad Słońce i Księżyc. Tam trzymają straż nad Morgothem zrzuconym za Ściany Nocy, pilnując Bramy Nocy przed jego atakiem. Eärendel przechowuje Silmaril, by po Ostatniej Bitwie oddać go razem z pozostałymi odzyskanymi Maidrosowi, on zaś odkupi winy swoje i swego ojca, rozbijając je i uwalniając światło, które posłuży do odnowienia Dwóch Drzew.

Tutaj wreszcie postać Eärendela łączy się z Silmarilem, a światło tego klejnotu staje się światłem najjaśniejszej gwiazdy na niebie. W KZO Nauglafring wraz z Elwingą trafia na dno morza, unicestwiając zarazem klątwę rzuconą na skarby Nargothrondu. Szkic... zachowuje ten motyw (choć Elwinga zostaje uratowana przez Ulma), lecz przydaje Eärendelowi ostatni zachowany Silmaril (pierwszy wpada do morza, z drugim Maglor skacze do ognistej szczeliny) jako źródło blasku. Do tej pory światło gwiazdy pochodziło od jego pokrytych diamentowym pyłem Kôru szat. Prawdopodobnie do takiej decyzji przyczyniła się postać innego żeglarza z mitologii skandynawskiej, Thorkila, kilkakrotnie wspomnianego w Eddzie prozaicznej. Thorkil (niekiedy utożsamiany z samym Thorem) był nieulękłym podróżnikiem, mędrcem, który trafiał do najodleglejszych rejonów świata i tam oglądał mityczne postacie i zdarzenia. W czasie jednej ze swych podróży dotarł na krańce świata, do jaskini, w której spoczywał skowany Loki, cierpiąc za swe podłe czyny. Po drodze pokonać musiał morze ciemności aż po wielu dniach błądzenia dotarł do pieczary, w której dwóch olbrzymów piekło ryby. Aby ich minąć, trzeba było rozwiązać zadawane przez nich zagadki. Thorkil dotarł do nich dzięki klejnotowi, który zawiesił na przednim maszcie, a który odbijał światło ich ogniska rozświetlając drogę. Nic nie wiemy o naturze tego klejnotu, lecz w nim kryje się z pewnością zapowiedź funkcji Silmarila. Przekaz przypomina też legendę apokryficzną dotyczącą biblijnego potopu, według której Noe miał na dachu arki zawieszoną perłę oświetlającą jej wnętrze82.

Dopiero w Quenta Noldorinwa po raz pierwszy pojawia się na marginesie wzmianka, że Eärendel jednak stanął przed obliczem Bogów i prosił o pomoc jako Posłaniec [Messenger]. Elwinga dzięki Ulmowi ratuje się z zagłady Przystani Sirionu i zmieniona w morskiego ptaka, z Silmarilem na piersi pada w ramiona Eärendela, który rano zamiast ptaka znajduje swą żonę. Eärendel zakłada na czoło Silmaril i z jego pomocą przebija się przez cienie zaczarowanych archipelagów. Sam jeden wkracza na ziemię Valinoru, gdyż jego załoga obawia się gniewu Bogów. Kroczy pustymi ulicami Tûny, gdyż elfy świętują Bramy Lata w Valmarze83. Kiedy zrezygnowany ma zawrócić, Fionwë przemawia do niego (w wydanym Silmarillionie jest to oczywiście herold Manwego Eonwë, a nie jego syn Fionwë) słowami znanymi z Cynewulfa:

- Bądź pozdrowiony Eärendelu, najjaśniejsza z gwiazd, najwspanialszy posłańcu. Chwała ci, niosącemu światło starsze od Słońca i Księżyca, wyczekiwanemu, który przychodzisz niezapowiedziany, wytęsknionemu, który przychodzi, gdy zgasła nadzieja! Chwała ci, dumo dzieci świata, zabójco ciemności! Gwiazdo zachodu, bądź pozdrowiony! Chwała tobie, heroldowi poranka!84.

Prowadzi go przed oblicze Manwëgo. Tam Eärendel przemówił w imieniu cierpiących w cieniu śmierci od Morgotha elfów i ludzi i został wysłuchany. Stał się przewodnikiem Armii Zachodu powracającej do Śródziemia, ale Bogowie nie pozwolili mu powrócić, zbudowali mu wieżę na północnych wyspach, gdzie zlatują się wszystkie ptaki morskie, między nimi w tej postaci odwiedza go Elwinga. Ona wymyśliła skrzydła, z pomocą których uniósł się w niebiosa. Ludzie, widząc nową gwiazdę pojawiającą się na Zachodzie, domyślili się, że to Silmaril i zrodziła się w ich sercach nadzieja.

Quenta Silmarillion głosi, że Ostatnia Bitwa zacznie się, kiedy Morgoth zmyli straże i przekradnie się poprzez Bramę Nocy. Prowadzące do niej wydarzenia opisane są w taki sposób: Valarowie błogosławią statek Eärendela, przenoszą na firmament i przerzucają przez Wrota Nocy. Zadaniem Eärendela jest pilnowanie ich aż do chwili, kiedy Morgoth spróbuje się przedostać po raz ostatni. Zniszczy wówczas Słońce i Księżyc, ale Eärendel zstąpi za nim w postaci białego płomienia, strąci go z nieba i rozegra się Ostatnia Bitwa. Tu też Eärendel pojawia się wraz z ptakami i rozbija kontratak smoków, zabija Ankalagona i strąca go na wieżyce Thangorodrimu. Tym, który rozbije Silmarile (w tym ten przechowywany przez Eärendela, który zstąpi z niebios), będzie sam Fëanor.

W późniejszej wersji Bogowie, zastanawiając się nad losami Eärendela, postanowili, że odtąd wszyscy, którzy będą mieli domieszkę ludzkiej krwi, staną się śmiertelni z wyjątkiem Eärendela i jego potomków, którzy będą mieli prawo wybierać dziedzictwo. Elwinga poproszona przez męża wybrała ród elfów. Vingelota, pobłogosławionego przez Bogów, przeniesiono ponad Valinorem na najdalsze granice świata (przez Bramy Nocy) i wzniesiono na oceany niebieskie. Statek, wypełniony powiewającym płomieniem, z niosącym Silmaril Eärendelem za sterem, był zdolny do przemierzania nawet bezgwiezdnej pustki. Rankiem jednak i wieczorem powracał do Valinoru.

Elwinga, która nie mogła wytrzymać mrozu i pustki, zbudowała sobie wieżę na północnym krańcu świata, gdzie gromadzą się wszystkie ptaki morskie. Tam skonstruowała sobie skrzydła, gdyż nauczyła się latać i czasami elfy z Tol Eressëa widzą, jak w postaci białego ptaka leci na powitanie Eärendela. Kiedy po raz pierwszy nowa gwiazda pojawiła się na oceanie niebieskim, uznano ją za znak nadziei, gdyż poznano, że to musi być Silmaril, w którym wszak zaklęte były losy Ardy. Odtąd nazywano ją Gwiazdą Nadziei - Gil-Estel, gdyż prowadziła ku Zachodowi (później, kierując się światłem Eärendila, Edainowie znaleźli swą zachodnią ojczyznę).

Dla wyjaśnienia zmian narracyjnych posłużmy się opracowaną przez Christophera Tolkiena tabelą wariantów historii Eärendela (HM IV 204).

Szkic i I wersja Quenta Noldorinwa

II wersja Quenta Noldorinwa

Uzupełnienie II wersji: Quenta Silmarillion

Earendel (i Bronweg) odwiedza KEr, ale elfy już odeszły; przybyli za późno.

Buduje wieżę, dokąd zlatują się morskie ptaki i rozpacza z powodu utraty Elwingi.

Z pomocą ptaków Wingelot podnosi się na niebiosa.

Przypalony Słońcem i ścigany przez Księżyc błądzi jako spadająca gwiazda. Nie ma Silmarila.

Po Ostatniej Bitwie Silmaril Maidrosa zostaje powierzony Eëarendelowi i ten dzięki jego mocy odnajduje Elwingę. Płynie przez Zewnętrzne Ciemności z Elwingą, dzierżąc Silmaril.

Earendel (i Elwinga razem z Silmarilem) wkracza do Valinoru i zabrania Elwindze towarzyszenia sobie dalej, uznając się za ambasadora dwóch ras.

Jest przewodnikiem floty Zachodu; buduje Wieżę Ptaków Morskich, jest z nim Elwinga.

Elwinga wymyśla skrzydła dla Wingelota.

Żegluje po niebie dzierżąc Silmaril (z Elwingą?); widzą go mieszkańcy Śródziemia.

Zstępuje z nieba w czasie Ostatniej Bitwy na czele gromady ptaków i zabija Ankalagona.

Spalony Słońcem i ścigany przez Księżyc błądzi jako spadająca gwiazda. Jego łódź pobłogosławiona przez Valarów przechodzi Bramy Nocy. Elwinga jest z nim.

Eärendel żegna się na zawsze z Elwingą na brzegu Valinoru.

Statek Eärendela (Vingelot) pobłogosławiony przez Valarów wypływa na niebiosa.

Elwinga buduje Wieżę i wymyśla skrzydła dla siebie, ale nie może dosięgnąć Earendela i zostają rozdzieleni na zawsze.

W czasie Ostatniej Bitwy strąca z nieba Morgotha.

(Nie ma przy nim Elwingi).

Jak wspomniałem wyżej, kluczowe słowo "Eärendel" nabiera w językach elfów zupełnie innego bezpośredniego sensu niż germański éarendel. Jednak jego pole znaczeniowe zawiera "wykryte" konotacje germańskie: gwiazda nadziei zapowiadająca zbawienie ludziom pogrążonym "w mroku/cieniu śmierci", a z drugiej strony poświęcający się Gwiezdny Żeglarz gnany tęsknotą, Latający Holender przemierzający wszystkie morza świata, a ostatecznie także najrozleglejszy Ocean Niebios. Jak więc widać kompleks zbawienia, który od początku kryje się za mitem germańskim, stopniowo narasta u Tolkiena, obejmując swym wpływem nie tylko zbawienie dawnego świata elfów, ale i ostateczne zdarzenia w sensie eschatologicznym. Z pogromcy Ankalagona Eärendel przeistacza się w sprawcę ostatecznego upadku Morgotha.

Koncepcja śmierci i nadzieja na wyzwolenie z niej zostają rozwinięte w późnych pismach zamieszczonych w X tomie Historii Śródziemia - Morgoth's Ring, w którym dominuje motyw "skażenia Ardy". Ponieważ Míriel po urodzeniu Fëanora wyrzekła się dalszego życia, śmierć pojawia się nawet w Błogosławionym Królestwie. Czyn ten w konsekwencji przyniósł ustanowienie przez Valarów Statutów Sprawiedliwości, które miały na zawsze określić los zmarłych elfów i ludzi. Łamane były kilkakrotnie, za każdym razem z litości lub miłosierdzia: Beren powrócił do Śródziemia po śmierci, Eärendil, mimo Zakazu Valarów, dotarł do Amanu. Kiedy Statuty zostały ogłoszone, Mandos odwołał się do tej zasady bezpośrednio, mówiąc Manwëmu i Valarom, że wbrew pozorom właśnie dzięki surowym zakazom elfy i ludzie połączą się w Beleriandzie, a dzięki temu światło Amanu nigdy nie zagaśnie wśród wolnych ludów Ardy:

"Kiedy ten, który zwać się będzie Eärendil, postawi stopę na wybrzeżach Amanu, wspomnicie moje słowa. W tę godzinę nie powiecie już, że Statuty Sprawiedliwości zaowocowały śmiercią jedynie; i wszelkie smutki, które nastąpią, zważycie na szali i nie zdadzą się wcale tak ciężkie w porównaniu z nadejściem światła wtedy, gdy Valinor pogrąży się w mroku.

- Niech tak będzie - odrzekł Manwë"85.

Rozdział IIITÚRIN, KULLERVO I PRZEZNACZENIE

Poznaliśmy już nieco bliżej "germańską komponentę" świata Tolkiena w postaci echa mitologii astralnej, kryjącej się za słowem éarendel. Pora teraz zwrócić się ku tropom fińskim. Zacząć wypada od przypomnienia, że autor Silmarillionu za podstawę konstruowania osobistej mitologii zawsze uważał swoje upodobania filologiczne, które kazały mu między innymi zwracać szczególną uwagę na melodię słów i języka. Jego Quenya, jako wytwór najszlachetniejszych elfów, miała być wszak najpiękniejszym językiem świata, przez dźwięki którego brzmieć miała świętość Valinoru. Dlatego wśród wczesnych filologicznych zainteresowań Tolkiena poczesne miejsce zajął język fiński, pełen osobliwej dla Indoeuropejczyka melodii i harmonii samogłosek. Ciekawość języka wiodła do poznania spisanych w nim tekstów mitycznych. Kiedy w 1911 r. młody Tolkien czyta po raz pierwszy Kalevalę, odnajduje tu krzepkość i starożytny wigor, siłę, której jego zdaniem pozbawiła pierwociny literatury (czyli mitologii) wykształcona warstwa antyczno-chrześcijańska. Zauroczył go "ten dziwny naród i nowi bogowie, to plemię pozbawionych hipokryzji bohaterów, przyziemnych i skandalicznie się zachowujących" - "im więcej o nich czytałem, tym swobodniej się wśród nich czułem i tym bardziej mi się to wszystko podobało"86. Wspomina w liście: "Najważniejsze może po gockim było odkrycie w bibliotece Kolegium Exeter - kiedy miałem uczyć się do egzaminu Honour Mods [egzaminy klasyczne] - gramatyki fińskiej. Było to jak odkrycie piwnicy pełnej butelek wspaniałego wina nieznanego wcześniej gatunku i smaku. Zupełnie mnie to oszołomiło, tak że porzuciłem próbę stworzenia »niezapisanego« języka germańskiego, a mój »własny język« - czy też kilka wymyślonych języków - nabrał w warstwie fonetycznej i strukturalnej cech wyraźnie fińskich"87. Idea ta zawładnęła nim do tego stopnia, że jak się przyznaje: "Fiński prawie sprowadził zagładę na moje Hon. Mods. i stanowił zalążek Silmarillionu (...)"88.

Łatwo zauważyć, że brzmienie fińskiego zostało całkowicie zaadaptowane przez Tolkiena, wystarczy wysłuchać jakiegokolwiek zdania w Quenya i porównać choćby z początkiem Kalevali89:

Mieleni minun tekevi,

Pragnienie już język pali

Aivoni ajettelevi

Pora zacząć opowieść,

Lähtaäni laulamahan,

Wzbić się pieśnią rodzinną

Saa'ani sanelemahan

Nad klechdy wieczorne ludu,

Sukuvirttä suoltamahan,

Melodii rozwinąć skrzydła,

Lajivirttä laulamahan;

Ażeby pomysł z głowy

Puhe'et putoelevat,

Skoczył zwinnie na usta

Kielelleni kerkiävat,

I ulatywał z języka

Hampahilleni hajoovat.

Lekko, przystępnie, powoli.

Dzielony zębami na strofy.

Czytelnik Kalevali zagłębia się w spójną, bo wygładzoną przez Eliasa Lönnrota, wizję dziwnego świata, w którym chrześcijańskie cnoty są nieobecne, co robi wrażenie starożytności tekstów. Tak naprawdę jednak Lönnrot nie spisał już istniejącego pradawnego eposu, lecz zlepił wiele oddzielnych run opowiadających o wspólnych bohaterach, dołączając do epickich wersów zaklęcia magiczne, przysłowia i zagadki, często przekształcając ich sens i zmieniając chrześcijańskie naleciałości. Kalevala oparta jest na klasycznym epickim schemacie: zmaganiach mieszkańców jasnej, wspaniałej i pięknej Kalevali ze złowrogimi, demonicznymi czarownikami z mrocznej, północnej Pohjoli, skojarzonej z zaświatową krainą podziemną (Tuonelą lub Manalą). Kalevala to ojczyzna bohaterów, trójcy głównych herosów: Väinämöinena, Ilmarinena i Lemminkäinena. Ich czyny, w rodzaju zdobycia Słońca i Księżyca, małżeństwa z Dziewicą Północy Aino czy wykradzenia cudownego sampo, wymagają stałej konfrontacji z siłami Północy, z wykorzystaniem podstępów, zasadzek i magii. Tolkiena niezwykle silnie zauroczył ten heroiczny kontekst, widać jak uparcie w jego wczesnych obrazach pojawia się motyw Pohjoli i okolic polarnych, przetransponowany później na heroiczne zmagania Noldorów z Potęgą Północy. Ale zanim jeszcze powstał Silmarillion wykorzystujący wiele z wątków fabularnych Kalevali, Tolkien stwierdził, że ważna jest sama atmosfera dzieła. "W owych mitologicznych balladach mamy do czynienia z obfitością tego pierwotnego podłoża, które w literaturze europejskiej różnych narodów od wieków jest systematycznie i na różne sposoby eliminowane i redukowane"90. Tym samym określił, że z pomocą wyczuwania tego "podłoża" można by odwołać się do innych zaginionych już wątków i je odtworzyć; możliwe jest więc ponowne spisanie mitologii dla Anglii w duchu run Kalevali. W liście z października 1914 r. pisze do Edith Bratt: "Wśród innych prac próbuję przetworzyć jedną z opowieści [Kalevali] - która jest naprawdę wspaniałą i bardzo tragiczną historią - na opowiadanie nieco podobne do romansów [Williama] Morrisa z dorzuconymi kawałkami poetyckimi"91.

Wiele lat później napisze:

Wspomniałem o fińskim, ponieważ to on wszystko zapoczątkował. Ogromnie mnie pociągało coś w atmosferze Kalevali, nawet w kiepskim przekładzie Kirby'ego. Będąc zajętym wpływem fińskiego na »mój język«, nigdy nie nauczyłem się go na tyle, by przebrnąć pewniejszym krokiem przez choćby fragment oryginału, jak uczeń mozolący się nad Owidiuszem. Lecz początek legendarium, którego ta Trylogia jest częścią (zakończeniem), był próbą przerobienia fragmentów Kalevali, a szczególnie opowieści o nieszczęsnym Kullervo. To zaczęło się, jak powiadam, w okresie zdawania egzaminów końcowych; skończyło się natomiast niemal katastrofą, jako że chociaż mnie nie wyrzucono, to o mały włos nie odebrano mi stypendium. Powiedzmy, że trwało to od 1912 do 1913 roku. W miarę rozwoju opowieści zacząłem pisać wierszem92.

Tej pracy, jak wielu innych, Tolkien nigdy nie ukończył, ale stała się ona podstawą późniejszego, wielokroć przezeń wznawianego, wątku przegranej walki z losem. W czasie pobytu w szpitalu wojskowym (1917) pojawił się jego zalążek w postaci historii Túrina Turambara. Jako Pieśń o dzieciach Húrina historia Kullervo została wówczas gruntownie przearanżowana i zmieniona (z wyjątkiem, jak pisze w liście z 16 lipca 1964 r., tragicznego zakończenia).

Przyjrzyjmy się więc tym dwóm historiom: dziejom nieszczęsnego Kullervo z Kalevali i historii Túrina, próbując odnaleźć paralele i zapożyczenia. Mimo wzmiankowanej już niechęci samego Tolkiena do takiego grzebania w umyśle twórcy, myślę, że może się to okazać wartościowe będąc demonstracją podejścia Tolkiena do mitów jako wspólnego dziedzictwa ludzkości, którego wartości są tak nieprzebrane, że warto oburącz sięgać do ich skarbca. T. A. Shippey próbuje wyliczyć zbieżności w fabułach obu historii. W obu więc występuje: zrujnowanie rodzinnego domu i wychowanie w dzikości, brak wychowania; poślubienie lub skuszenie nieznanej, zaginionej dziewczyny, która okazuje się być siostrą i popełnia samobójstwo; w obu przypadkach heros powraca, by znaleźć swój opuszczony dom i matkę, która odeszła, zostaje przeklęty przez współbraci; obaj wreszcie dołączają do sióstr, popełniają samobójstwo rzucając się na miecz.

Żeby zrozumieć historię Kullervo, trzeba najpierw zdać sobie sprawę, kim jest jej bohater. W Kalevali jest jednym z wielu pomniejszych bohaterów, postacią epizodyczną, której losy zawarte są w runach od 31 do 36. Z danych porównawczych jednak wynika, że jest postacią herosa-oracza, znaną w folklorze eurazjatyckim, przede wszystkim zaś odpowiada estońskiemu Kalevipoegowi, głównej postaci estońskiego eposu o tym tytule93. Kalevipoeg to syn Kaleva, przodka wszystkich ludów fińskich (Kalevitan). Kalev z kolei to heros kulturowy, którego głównym dziełem jest stworzenie, (we współzawodnictwie w ciskaniu olbrzymimi głazami z siewcami chaosu, olbrzymami - wanapaganami), rzeźby terenu: gór, dolin, jezior i równin. Jego potomkami byli trzej wielcy herosi: Kalevipoeg, Alevipoeg i Olevipoeg, odpowiadający funkcjonalnie (choć nie treściowo) fińskiej triadzie bohaterów: Väinämöinenowi, Ilmarinenowi i Lemminkäinenowi. W fińskim eposie występuje także postać o imieniu Kaleva, eponim całego kraju i prawdopodobnie przodek jego mieszkańców. Tak więc, jeśli uznać poprawki estońskie, Kullervo jest, jako syn samego Kalevy, o wiele ważniejszą postacią niż wskazuje Kalevala, w której ojca Kullervo nazywa się Kalervo i nie wiąże się z wielkim przodkiem ludów fińskich Kalevą. Oznaczałoby to, że syn Kalevy, noszący w Kalevali imię Istervo, to prawdopodobnie pierwowzór Kullervo. Zatem para Kalervo-Kullervo to przekształcona para dawnych herosów, ojca i syna (Kalevo-Istervo), odgrywających niegdyś kluczową rolę w mitycznym światopoglądzie Finów.

Kalevala

Kalevipoeg

ojciec

syn

wróg

Kalervo (Kaleva?) Kullervo (Istervo?) Untamo

Kalev

Kalevipoeg

Tuslar

Tak Kalevipoeg, jak i Kalevala umieszczają tego bohatera w trójdzielnym schemacie genealogicznym. W wariancie fińsko-karelskim trzech łabędzich braci zostaje rozdzielonych przez orła. Kalervo wyrasta z łabędziątka porwanego do Karelii, z uprowadzonego do Rosji powstaje kupiec, a z tego, które pozostało - Untamo wojownik. W wersji estońskiej we dworze, "co na wpół był zanurzony w lesie, na pół stał w szczerym polu", wyrastało trzech braci. Jeden wyjechał na Ruś i został kupcem, drugi udał się do Turiamaa (prawdopodobnie Norwegia lub Finlandia) i stał się wojownikiem, trzeciego porwał orzeł do krainy Wiru (jednej z dzielnic Estonii), był to Kalev. Synem Kalervy był Kullervo, synem Kaleva - Kalevipoeg. W obu przypadkach są to pogrobowcy: Kalev umiera po spłodzeniu najmłodszego syna, Kalervo ginie w wojnie z Untamo (potem jednak okazuje się, że ocalał z pogromu). W wyniku waśni sąsiedzkiej Untamo wybija cały ród swego brata Kalervy i zamienia jego synową w niewolnicę. Uznaje jej nowo narodzone dziecko za swoje i nadaje mu imię Kullervo - "Chrobry". Dziecko błyskawicznie dojrzewa, po trzech dniach rozbija swoją kołyskę. "Po trzech miesiącach już myślał / I mówił to, co czuł / nie licząc się ze słowami"94. Pojąwszy, że w jego własnym domu rośnie mściciel, Untamo każe wrzucić go w beczce na dno morza, lecz znajduje go beztrosko łowiącego ryby. Palony na stosie trzy dni, bawi się węglami, powieszony na dębie, rzeźbi go dla zabicia czasu.

Kalevipoeg także po miesiącu rozbija swoją kołyskę, po trzech zaczyna chodzić. Motyw zemsty pojawia się jednak w innej postaci, którą zreferujemy tu w całości. Czarownik z Finlandii - zaklinacz wiatrów Tuslar, przybywa w swaty do Lindy, wdowy po Kalevie, ta jednak odrzuca wszystkich zalotników. Tuslar, odczekawszy aż wszyscy Kalevitanie pójdą na łowy, porywa Lindę. Ta wzywa na pomoc bogów i Pan Gromu Eike razi Tuslara, pozbawiając go przytomności, a Lindę zamienia w skałę. Ścigając uciekającego za morze Tuslara Kalevipoeg rzuca się do wody. Pokonawszy szczęśliwie morskie otchłanie zatrzymuje się na wyspie, na której spotyka piekną dziewczynę. Wykorzystuje w porywie lekkomyślności jej nieświadomość, ona zaś, kiedy zdradza jej swe imię, rzuca się do wody i tonąc zostaje morską panną. Na domiar złego w pijanym widzie Kalevipoeg chwali się pozbawieniem dziewictwa mieszkanki wyspy, za co wyzywa go jej ukochany, starszy syn fińskiego kowala, od którego odbierał ojcowski miecz. Wybucha bójka i Kalevipoeg ścina mu głowę tym samym mieczem, przy którego wykuwaniu kowal trudził się przez siedem lat, rzucając tym samym przekleństwo na świętą klingę. Te przeklęte postępki prześladują go później całe życie. Dostawszy się do Finlandii, krwawo rozprawia się z wojownikami Tuslara, po czym, nie słuchając tłumaczeń i błagań czarownika, pozbawia go życia. Oszalały z rozpaczy, szuka matki w pustym domu, a gdy wyczerpany zapada w sen, jawi mu się Linda, co przekonuje go o jej ostatecznym odejściu. Całość w ogólnym przebiegu odpowiada więc głównym motywom historii Kullervo.

Przyjrzyjmy się teraz historii Túrina. W odróżnieniu od fińskiego wzorca, Túrin nie jest pogrobowcem, pamięta swojego ojca Úrina (w wersji KZO), późniejszego Húrina. Nie ma konfliktu prowadzącego do bratobójczej waśni, przetrwało tylko jego echo w postaci dwóch braci, Huora i Húrina, i przeciwstawnych losów ich potomstwa. Drzewo genealogiczne Ludu Hadora, Trzeciego Domu Edainów, wygląda następująco:

Jak łatwo zauważyć, Húrin i Huor mają te same predyspozycje do sprowadzenia zbawienia dla cierpiących pod jarzmem Morgotha. Obaj pochodzili z rodu królewskiego, obaj odwiedzili Ukryte Miasto Gondolin i widzieli jego potęgę i chwałę, obaj byli bohaterskimi wojownikami. Tworzą niemal jedność: "Bracia kochali się serdecznie i w młodości rzadko zdarzało im się rozstawać"95. Tym niemniej, co jest bardzo ważne dla Tolkiena, przy jasnowłosej urodzie domu Hadora różnił ich wzrost, Húrin był, po matce, niski i wytrwały, Huor, po ojcu, wysoki i szybki. Jednak przeznaczenie wybrało jednego z nich, drugiego pogrążając na zawsze. Huor ginie bohatersko w Nirnaeth Arnoediad, Húrin mimo bohaterskiego oporu zostaje wzięty do niewoli. Zadziera z Morgothem, zarzucając mu kłamliwość i niemoc w stosunku do Zachodu. W efekcie Morgoth rzuca na niego i cały jego ród klątwę, której spełnienie napełni goryczą serca elfów i ludzi i da początek najsmutniejszej z pieśni Pierwszej Ery, Pieśni o Dzieciach Húrina. Za to dzieckiem Huora jest Tuor, pogrobowiec wychowany przez elfy, a później niewolnik u władcy Easterlingów - Lorgana. Tym samym wątek fabularny run o Kullervo zostaje przez Tolkiena rozdysponowany na parę bratanków; nieszczęsnego Túrina o ciemnej (po matce) karnacji, który zmarnował miłość księżniczki Noldorów - Finduilas i którego los w efekcie pchnie w ramiona własnej siostry, oraz triumfującego jasnowłosego Tuora, który zamieszka w Gondolinie i stanie się następcą Turgona, poślubiając jego córkę, księżniczkę i najlepszą partię Noldorów! I tylko raz ścieżki dwóch bratanków się przecinają: jednego gna wówczas rozpacz i ślepe szaleństwo, drugiego jasno prowadzi przeznaczenie i nakaz Valarów96.

Kullervo charakteryzuje niezwykła siła, dobroć serca, która jednak nie ujawniała się w stosunkach z innymi ludźmi (Kullervo chciał być dobry, / Ale nie umiał być taki97), prostoduszność, miłość do ojca oraz predestynacja do zemsty. Dokładnie tak samo można opisać Túrina Turambara. Silniejszy od innych ludzi i odważny ponad miarę, zapalczywy i porywczy "gorzej sobie radził z wszelką twórczością, nieprzywykły bowiem jeszcze do swej siły, łatwo nieostrożnym ruchem niszczył obiekt starań"98.

Wiele wiedzy był poznał niewątpliwej mądrości

Lecz zły los go gonił ledwie czegoś zapragnął

I cokolwiek by zrobił na złe się zwracało

To co kochał - znikało za czym tęsknił - szło w las;

Przyjaźń ciężko mu zyskać tę prawdziwą od serca

Oczy smutkiem mu zaszły towarzyszy nie pragnął.

Smutne serce miał Túrin bo strapienia rozstania

Młodość już mu zatruły męką znacząc mu twarz99.

Wiele czynów Kullervo zdradza całkowite nieopanowanie ogromnej siły i mocy magicznej: zamiast zrąbać drzewo, wycina cały las; kiedy ma kołysać dziecko, wytrząsa z niego duszę; wiosłuje tak szybko, że łódź się pod nim rozpada. Túrin w KZO, obrażony przez możnego elfa Orgofa, ciska w niego pucharem i zabija go. W późniejszych wersjach Silmarillionu tylko rozbija wargi swego wroga (zwanego tu Saerosem), natomiast potem, pokonawszy go w pojedynku, ściga zhańbionego z niepohamowaną nienawiścią, doprowadzając do upadku na skały i śmierci. Saeros jednak na taki los w pełni zasłużył, obrażając na uczcie nie tylko samego Túrina, ale i kobiety Edainów100. A Túrin darzył swą matkę i nieznaną siostrę gorącą, choć milczącą miłością i tęsknotą, która kazała mu idealizować kobiety tak bardzo, że nie dostrzegał tych, które darzyły go przychylnością bardziej przyziemną, jak Nellas i Finduilas.

Kullervo kilkakrotnie, zapiekły w zemście, doprowadza do śmierci swoich wrogów. Sprzedany Ilmarinenowi, idzie paść bydło. Tymczasem żona Ilmarinena, Syöjatar, piękna dziewczyna z Pohjoli o twardym sercu, zapieka mu kamień w chlebie i Kullervo łamie na nim nóż:

Ten nóż był na pustkowiu

Jego bratem i siostrą.

Ten nóż był darem ojca,

Który dawno nie żyje.

Nie będzie już na świecie

Drugiego takiego noża101.

Zemsta Kullervo za zniszczenie ojcowskiego noża jest straszna. Magiczną mocą zmienia dzikie zwierzęta w bydło, wprowadza je do obory, gdzie czeka na udój żona Ilmarinena, i zamyka drzwi. Nie pomagają ani jej przekleństwa, ani błagania o litość. "Kullervo nie dał się wzruszyć / jej fałszywymi słowami"102. Próżno oczekiwać po bohaterze Kalevali miłosierdzia. Sam bóg nieba, Ukko, potwierdza słuszność jego czynów, rażąc w końcu piorunem rozdzieraną na sztuki żonę kowala (podobnie jak w wersji estońskiej Eike).

Właśnie w tym miejscu, rzecz charakterystyczna, opis Túrina rozchodzi się diametralnie z wizerunkiem Kullervo. W domu Húrina najbardziej pogardzany sługa, okulawiony przez własną niezręczność, Sador, staje się ulubionym towarzyszem młodziutkiego Túrina. Chłopiec kocha go tak bardzo, że kiedy dostaje od ojca nóż ze stali elfów, natychmiast, mimo że dar ukochanego rodzica był ogromnej wartości, daje go Sadorowi. Dowiedziawszy się o tym, Húrin wypowiada znaczące słowa: "Wszystkie te trzy rzeczy twoimi były i rozdać je mogłeś wedle swej woli, Túrinie: miłość, współczucie, a w końcu i nóż"103. Jakże różne zachowania związane z utratą noża jako pamiątki po ojcu! Dlaczego Tolkien zupełnie inaczej rozwiązał kwestię noża w "swojej" wersji Kullervo?

Odpowiedź łatwo można uzyskać, przyjrzawszy się roli, jaką w Śródziemiu odgrywa miłosierdzie. Kiedy Frodo dowiaduje się od Gandalfa o tym, jak Gollum doprowadził do ujawnienia miejsca pobytu Pierścienia, woła: "Jakże mi żal, że Bilbo nie zadźgał tej poczwary, skoro miał po temu okazję!". Gandalf odpowiada: "Żal? Przecież to właśnie żal i litość wstrzymały wówczas jego rękę. Litość i miłosierdzie przypomniały mu, że bez wyraźnej konieczności nie wolno dobywać miecza [...]. A kiedy nadejdzie ta chwila, może właśnie litość okazana przez Bilba rozstrzygnie o niejednym losie"104. Wyobraźmy sobie, jak wyglądałyby losy Śródziemia, gdyby Gollum zginął z ręki Bilba w podziemiach orków lub Froda w Emyn Muil, albo Sama na zboczach Orodruiny, co mu się po stokroć należało. Dobry uczynek przynieść może bowiem nieoczekiwany plon, po stokroć zwracający wydatkowany wysiłek. W rozwiniętej przypowieści Liść, dzieło Niggle'a tytułowy bohater, alter ego samego Tolkiena, rozchorowuje się i umiera, gdyż w czasie ulewy jedzie po doktora dla chorej żony nielubianego sąsiada. "Na wiele próśb nie miał odwagi odpowiedzieć »nie«, bez względu na to, czy traktował je jako obowiązki, czy nie"105. Nie robi jednak tego z braku asertywności, lecz z litości dla kulawego (!) sąsiada, Parisha. To otwiera mu drogę do kraju, w którym jego ukochane malowidło, dzięki wspólnym wysiłkom jego i Parisha, staje się rzeczywistością. Także Frodo w ostatnim akcie Wojny o Pierścień, na progu własnego, zbezczeszczonego domu, woła w chwili, gdy zdradziecki sztylet Sarumana łamie się na kolczudze z mithrilu: "Stój Samie! Nawet teraz nie zabijaj!". Na co upokorzony Saruman odpowiada mu: "Wyrosłeś niziołku. Tak, tak, bardzo wyrosłeś. Jesteś mądry i okrutny. Odarłeś moją zemstę ze słodyczy i muszę stąd odejść z gorzkim poczuciem, że zawdzięczam życie twojej litości"106. Ten czyn uzupełnia dojrzewanie Froda do tego, by stać się godnym podróży na Zachód. Podobnie jak Bilbo i Niggle, Túrin wykazuje więc nieobecne w "pogańskiej" Kalevali cnoty chrześcijańskie, co leży w wielkim kosmicznym planie Ilúvatara, ale czego w żadnym razie nie mógłby poprzeć fiński Ukko.

Oczywiście nie należy sądzić, że Túrin pozostał równie niewinny jak Frodo, który po powrocie z Mordoru wzbrania się brać miecz do ręki. Jego zapalczywość, wzmożona złymi czarami Glaurunga, każe mu wtargnąć do głównej sali siedziby Easterlinga Broddy i mimo że jest jego gościem, jednym ciosem ściąć mu głowę (KZO) lub cisnąć go o stół tak, że skręca kark (NO). Potem zabija kulawego Brandira (w KZO Tamara - oczywiście od Timura Chromego - Tamerlana) za przyniesienie żałobnych wieści o Nienor. Kalevala opisuje Kullervo w tej samej sytuacji, kiedy pragnienie zemsty odbiera mu rozum. Także Kullervo miota się po całej Kalevali siejąc śmierć i zniszczenie. Targają nim sprzeczne uczucia, z jednej strony chce dokonać zemsty, z drugiej być kochającym synem. Kiedy po zemście na Syöjatar chce wrócić i pokarać dom Untamo, "niewiasta odziana w błękit"107 powstrzymuje go i kieruje do cudem ocalałego ojca (Kalervo), który żyje za trzema wodospadami. Jednak nie na długo udaje się utrzymać go w domowych pieleszach, co staje się przyczyną kolejnej tragedii - uwiedzenia własnej siostry. Wówczas Kullervo wyrzeka się rodziny i krzyczy:

Ja muszę źródła zła znaleźć,

Które bez przerwy kuje

Na moich biodrach łańcuch;

Śmierć musi sięgnąć człeka,

Który spopielił nasz dom,

Potrzebna mi śmierć Untamo

Bardziej niż ojciec i matka.

Pogalopował w bój prosto,

Grając pieśni na rogu

Z prośbą o zwiastowanie

Wielkiego miecza gniewu.

Wtedy z wyżyny nieba

Miecz taki w jego dłoń wtargnął,

Miecz ślepy od swoich zwycięstw,

Błyskawicą ostrzony.

Tym mieczem ród Untamo

Zgładził od progu do nieba (...)108.

Ślepa zemsta prowadzi jednak donikąd, uczy historia Kullervo, mimo że wspierają ją siły niebiańskie, wsadzając w dłoń Kullervo ów "wielki miecz gniewu", fiński Excalibur, który staje się bardzo ważny w mitologii Tolkienowskiej. U Tolkiena "miecz gniewu" wpada w ręce Túrina w zupełnie innych okolicznościach, związanych z kolejnym zabójstwem niewinnej ofiary. Brodda przynajmniej zasługiwał na śmierć, ale zabójstwo Belega, jedynego przyjaciela i towarzysza broni, kładzie się czarnym cieniem na życiu Túrina. Kiedy Beleg, ryzykując życiem, wkrada się do pilnie strzeżonego obozu orków i wyciąga stamtąd swego druha, ten, nagle obudzony, bierze wysiłki swego zbawcy za kolejną torturę orków, wyrywa mu z dłoni broń i zabija jego własnym mieczem. Ten miecz to Anglachel ("Żelazny Płomień"), bliźniaczy miecz Anguirela, wspaniały oręż wykuty z żelaza meteorytowego (a zatem "spadł z nieba"!) przez Eöla. Eöl z niechęcią podarował tę cudowną parę mieczy Thingolowi w zamian za zezwolenie na zamieszkanie w lasach Nan Elmoth. Zaklęta w nim była ciemna złość ponurego płatnerza109, nic dziwnego, że losy jego były nieszczęsne. Miecz ten na prośbę Belega ofiarował mu Thingol, gdy ten udawał się na poszukiwanie Túrina. Przecinał każde inne żelazo jak masło, dlatego też Beleg użył go do rozcięcia kajdan orkowych, co stało się przyczyną jego zguby.

Túrin przyjął miecz przyjaciela jako własny, chcąc z jego pomocą zadośćuczynić swej zbrodni, choć klinga stała się czarna i tępa. Płatnerze z Nargothrondu przekuli go, ale nie zdołali zmienić barwy. Túrin nazwał go Gurthang - "Żelazo Śmierci" (w KZO Gurtholfin - "Różdżka śmierci"). "Zdarzało się, że miecz ten z żądzy zabijania sam wskakiwał mu w dłoń, a niekiedy podobno szeptał mu nawet mroczne tajemnice"110; każdy, którego dosięgnął - ginął. Od charakterystycznego koloru broni Túrina zwano Mormegilem - "Czarnym Mieczem". Pozbawił życia ogromną ilość nieprzyjaciół, a spośród nich Glaurunga, najstraszliwszego i najzłośliwszego ze smoków Morgotha. Nim Túrin rozgromił Easterlingów Broddy, zabił nim też niewinnego Brandira, a w końcu za zgodą miecza rzucił się na jego ostrze.

Oczywiście najpoważniejszy motyw, ktory popycha Túrina do samobójstwa, to nieświadome kazirodztwo. Wędrując po lasach Brethilu spotyka bowiem niemą, oszalałą dziewczynę, pozbawioną tożsamości i nagą (spełnienie szyderstwa Saerosa). Nazywa ją Níniel - "Dziewczyną we łzach", i zakochuje się w niej, nie wiedząc, że jest to Nienor (KZO: Nienóri), siostra, której nie widział od dzieciństwa, pozbawiona pamięci za sprawą czarów Glaurunga. Motyw nieświadomego kazirodztwa jest oczywiście także zapożyczony z Kalevali. Kullervo zostaje przez ojca wysłany do miasta, by zapłacić podatek. Wracając, spotyka nieznajomą dziewczynę i przy pomocy bogactw zgromadzonych w kufrze skłania ją do przychylności. Rano okazuje się, że jest ona jego zaginioną niegdyś siostrą, której szukał. "Skoczyła wprost w wodospad z białych sań". Według jednej z ludowych wersji przekazu, odpowiadającej historii Kalevipoega, staje się morską panną. Kullervo, szukając jej, wchodzi w morze i ginie. Tak samo Nienor, uwolniona od czarów Glaurunga, skacze w wodospad Nen Girith (KZO) lub w wąwóz Teiglinu Kabed-en-Aras (S). Kullervo powraca do domu. Na widok pustych ścian wymarłego domostwa wstępuje weń śmierć, "jego szał wojenny zmienia się w czarny lament". Z rodziny zostaje mu pośmiertny dar matki - pies Musti, który prowadzi go na miejsce śmierci siostry. Tam rozgrywa się scena samobójstwa.

Kullervo, syn Kalervy,

Wydobył swój ostry miecz,

Zapytał gładką stal,

Co ma do powiedzenia,

Miecz pojął zamiar człowieka,

Zrozumiał myśl Kullervo.

Zarył się rękojeścią

U jego stóp w miękkiej ziemi.

Stał odwrócony ostrzem

Jasno błyszczącym do góry

I mówił ostrym głosem

To, co pan w niego wpajał:

"Pić krew człowieka bez przerwy,

Taka jest moja rola.

Napiję się i twojej,

Wskaż tylko dobre miejsce,

Z którego pić pozwolisz111.

Niemal tak samo brzmi ostatnia rozmowa Túrina z jego mieczem. Dokonawszy pomsty za śmierć Belega i Brandira, Gurthang pękł na dwoje, pogrzebano go u boku Túrina w kurhanie pod głazem. Tak się kończy historia Anglachela-Gurthanga w wydanym Silmarillionie, jednak nie taka idea przyświecała Tolkienowi, kiedy kształtował opowieść o Túrinie Turambarze. Zanim jednak rozwiążemy jego zagadkę, warto obszerniej zastanowić się nad równie zagadkowym fińskim odpowiednikiem Gurthanga, bowiem wyraźnie wskazuje on na rolę Túrina w procesie oczyszczania świata112. Strofy Kalevali mówiące o "wielkim mieczu gniewu", przypisane przez Lönnrota wątkowi Kullervo, pochodzą tak naprawdę z zaklęć wymawianych przy ukąszeniu żmii oraz przy wszelkich ropiejących ranach. Broń (włócznia lub miecz) wymieniana w zaklęciach należy do syna Kalevy, Istervo - jak wykazano powyżej - jednej z postaci Kullervo. W formułach zamawiania padają zwykle takie określenia: "włócznia pęka na dwoje"; "brązowy gwóźdź (miecz)" wypada w ostre i złe miejsce (skrzynka z pieprzem, łajno); "bóle na końcu kipiały, rany na końcu ropiały". Istervo został tym samym uznany za pana fistuły, leczącego ropiejące rany zadane przez łasicę i węża, a także ropnie na rękach żeńców, powstające od wbijanych w dłonie ości kłosów żyta.

Zgodnie z uzyskanym z zaklęć fińskich obrazem, za powstawanie zgnilizny, rozkładu i ropy odpowiada Gad Manali, czyli demon zepsucia, archetypowy obraz węża destrukcji, przodek wszystkich żmij. Walczyć ze żmijami i ich jadem trzeba więc odwołując się do kosmicznych zmagań Gada Manali z bohaterskim herosem, dzierżącym w ręku błyszczący miecz gniewu. Co stanowi jego kosmologiczną podstawę - odpowiada badający te zaklęcia Martti Haavio. Zgodnie z jego słowami: "gdy miecz Oriona zaczyna wschodzić na niebie, zapalają się ognie Kalevy, czyli ognie Kapeet, inaczej błyskawice sierpniowe, które »wywołują dojrzewanie zboża«"113. W Finlandii dojrzewanie żyta następowało w drugiej połowie sierpnia, "miesiąca żniw", który często zwany był "zgniłym miesiącem". Dlaczego? Zgnilizna kojarzy się Finom z ropiejącymi ranami żniwiarzy. Tym samym owa mityczna walka rozgrywa się w sierpniu, kiedy na niebie ukazuje się gwiazdozbiór Oriona, a bohaterem jest estoński Kalev bądź jego syn Kalevipoeg114, fiński Kaleva lub jego syn; jego gwiazda to Syriusz, a miecz - Pas Oriona. Jego ognie - błyskawice, mówią, że jest to miecz błyskawicy, taki, jakim zwykle bogowie burzy walczą ze swymi wężokształtnymi adwersarzami w mitach bliskowschodnich i indoeuropejskich. Nieprzypadkowo więc Tolkien, przerabiając dzieje Kullervo w historię Túrina, dodał do niej wątek smokobójstwa. Glaurung, "Gad Morgotha", podobnie jak Gad Manali ginie od ostrza miecza herosa. Tu jednak Tolkien, być może z powodu braku opisu tej walki w Kalevali, odbiegł od reguł pojedynku kosmologicznego na rzecz zwykłego heroicznego smokobójstwa i zaczerpnął z Eddy motyw śmierci smoka od ciosu w brzuch z zasadzki. Túrin zabija Glaurunga podobnie jak Sygurd Fafnira115.

Przy analizie zaklęć fińskich Orion nasuwa się natychmiast jako odpowiednik Kalevy bądź jego potomka Istervo-Kullervo. Przy okazji otrzymujemy wyjaśnienie, dlaczego Kullervo prowadzony jest na grób siostry-żony przez psa Musti - czyli Syriusza116. Dane porównawcze wskazują na ogromną rolę przydawaną Orionowi w ciekawym kontekście w większości tradycji religijnych. Pamiętając, że ludy fińskie wywodzą się z zachodniej Syberii, rozpatrzmy, jako materiał porównawczy, kilka wątków syberyjskich. U Ewenków Orion to wielki myśliwy Main lub Mangi ścigający Kosmiczną Łoszę Chegłen (Wielką Niedźwiedzicę). Mleczna Droga jest śladem nart Mangi, który pod postacią Oriona widnieje po prawej stronie sklepienia niebieskiego117. Ten mit Kosmicznego Polowania ma swój rytualny odpowiednik w postaci Święta Ożywienia (ikenipe): "Co roku, gdy tylko pierwsza zieleń pojawiała się w tajdze, a przychówek w stadzie, symscy Ewenkowie dokonywali specjalnych obrzędów (...). Te obrzędy ożywienia czy odrodzenia trwały wiele dni, a ich istotną treścią były pantomimy naśladujące pogoń za kosmiczną łoszą (reniferem). Mityczne niebiańskie zwierzę «ścigał» po Środkowym i Górnym Świecie cały zespół uczestniczących w obrzędzie myśliwych, aż wreszcie dopadano je w niebiańskiej tajdze. W toku dalszego rozwoju akcji zabite przez myśliwych kosmiczne zwierzę cudownie zmartwychwstawało, a wraz z nim zmartwychwstawała cała przyroda: ruszały lody, topniały śniegi, w tajdze pojawiała się nowa zieleń, przychodziły na świat renifery, pomnażał się przychówek u zwierząt i wykluwały pisklęta u leśnego i wodnego ptactwa. Wraz z odrodzeniem się przyrody pomnażały się dobra dostępne człowiekowi, źródła pożywienia i wszystkiego, co niezbędne do życia w tajdze"118. Aby mit i rytuał miały sens, zdarzenia gwiezdne, które je odzwierciedlają, powtarzają się nie co noc, lecz co roku na wiosnę - chodzi o pojawienie się na niebie Oriona.

W przypadku zachodniosyberyjskich Ketów miejsce Maina-Mangi zajmuje heros kulturowy Alba, ścigający złą Chośadam. Alba to pierwszy człowiek i pierwszy szaman. Utorował drogę Jenisejowi, wzdłuż którego ścigał Chośadam. Potem dosiadłszy renifera wjechał na niebo, gdzie jego wierzchowiec zmienił się w gwiazdozbiór Oriona Sel'd - "Głowa Renifera". Sam zaś odszedł na zachód, by w postaci kamienia oczekiwać końca świata. Analogiczny motyw dotyczy mongolskiego Gromowładcy Chucherdej-mergena: Pas Oriona to Gurbam-marał - "Trzy jelenie" zabite przez Chucherdeja. Buriacki Chucherdej-Chochoso, zwany mergen - "Zręczny" lub "Niebiański Strzelec", mongolski Köködei, ojracko-kałmycki Kökoadö, był bogiem polowania i wojny, walczącym piorunami ze złymi duchami. Ścigał trzy jelenie lub łanię z dwoma jelonkami, które uciekły przed nim na niebo119. Pozostał na niebie jako patron myśliwych.

Dane syberyjskie wskazują więc, że Orion wiązany jest powszechnie na Syberii z ideą zachowania ładu kosmicznego - jako Niebiański Myśliwy umożliwia odradzanie się przyrody albo stanowi Kosmiczną Wędkę, ustalającą fundament świata. Finowie, podobnie jak Węgrzy120, przynieśli ten obraz do swojej nowej ojczyzny i dostosowali do lokalnych warunków, np. sierpniowych żniw121. Co jednak całe te rozważania mają wspólnego z Túrinem, oprócz tego, że Gada Manali można łatwo zidentyfikować z Glaurungiem, Gadem Morgotha? Wydaje się, że Tolkien, który co prawda mitologię fińską znał jedynie za pośrednictwem Kalevali, trafnie wyczuł kryjącą się za kosmicznym mieczem w dłoni Kullervo symbolikę. Widać to w momencie, kiedy Beleg przymierza się do rozcięcia żelaznych kajdan Túrina. Wygłasza wówczas zaklęcie, w którym wymienia znane ostre miecze122, w tym nawet "słynny Celeg Aithorn, który kiedyś rozszczepi świat"123. Nic więcej o tym mieczu nie wiemy. Christopher Tolkien przypuszcza, że jest to "miecz błyskawicy", etymologicznie oznacza bowiem "spadający bieg". Można skojarzyć go z postacią olbrzyma Surta z mieczem ognistym, znanego z Eddy, którego wystąpienie ma zakończyć świat124. Otóż na etapie KZO i cytowanej Pieśni o dzieciach Húrina miecz Túrina Gurtholfin nie był jeszcze wydartą Belegowi bronią (Anglachelem), lecz niezależnym dziełem gnomijskich kowali z Nargothrondu. To on właśnie stać się miał w przyszłości mieczem Damoklesa dla świata, kosmicznym niszczycielem Celeg Aithorn.

Jak twierdzi bowiem KZO: "bogowie ulitowali się nad nieszczęsnymi, przez co Túrin i Nienóri wstąpili do Fôs'Almir - Kąpieli Płomienia - zupełnie jak przed wiekami Urwendi i jej służki, gdy szykował się pierwszy wschód słońca. Ogień obmył oboje ze smutków oraz ran i zamieszkali między błogosławionymi jako jaśniejący Valarowie, a w tej postaci miłość brata i siostry nie ma już w sobie nic zdrożnego. W dniu Wielkiego Zniszczenia Turambar stanie u Fionwëgo boku, a Melko i jego smoki przeklną jeszcze miecz Mormakila"125. Na podstawie rozproszonych notatek i szkiców do KZO nie da się rozpoznać, jaką konkretnie rolę odegra Túrin, w każdym razie Fionwë, syn Manwëgo i Telimektar, syn Tulkasa stoczą wtedy ostatni bój z Melkiem. "Wiedziony wielką miłością do Urwendi (zabitej przez Melka), Fionwë Úrion, syn Manwëgo, przywiedzie ostatecznie Melka do zguby i aby unicestwić wroga, zburzy świat cały, aż wszystko w pył pójdzie"126. Telimektar to w KZO właśnie Orion, Niebiański Szermierz wędrujący po niebie "ze srebrnym mieczem", schowanym w gwiezdnej pochwie z diamentami, darem Vardy. To on wraz z towarzyszącym mu Ingiem (Ingwë) - Syriuszem, strzeże nieba przed atakiem Melka (później tę rolę przejmie Eärendil).

Scenariusz zostaje rozwinięty w późniejszych wariantach mitologii. Jak mówią różne wersje Silmarillionu127, po powrocie elfów z Wojny Gniewu, Bogowie zasiedli w Kręgu Przeznaczenia, megalitycznym Máhanaksarze, i zadecydowali o usunięciu Morgotha za Ściany Nocy. Mandos wygłosił wówczas przepowiednię o Dagor Dagorath - "Bitwie Bitew", czyli Ostatniej Bitwie świata. Kiedy świat się zestarzeje i "Potęgi się zużyją", Morgoth-Melkor, który jest skuty poza Ścianami Nocy, zostanie uwolniony, powróci przez Bramę z Bezczasowej Nocy. Zniszczy Słońce i Księżyc, ale Eärendil, który strzegł Bramy, spadnie nań jak biały płomień i strąci go. Wtedy na polach Valinoru rozpocznie się Ostatnia Bitwa. Manwë zejdzie ze szczytu Taniquetil, pod jego sztandarem zbiorą się wszyscy miłujący dobro. Wtedy Tulkas zmierzy się z Melkorem, po jego prawicy stać zaś będzie Fionwë, a po jego lewicy Túrin Turambar, syn Húrina (wyzwolony z lochów Mandosa lub jako zaliczony do "Synów Valarów", a w ostatniej koncepcji przybyły spoza kręgów Świata128), tym razem jako prawdziwy Zwycięzca Losu. Diamenty na jego mieczu zaczerwienią się, kiedy wyciągnie go w Ostatniej Bitwie i to czarny miecz Túrina przyniesie śmierć Melkorowi. Tak zostaną pomszczone wszystkie dzieci Húrina i wszyscy Ludzie zwiedzeni przez Melkora.

Jedynym wyjaśnieniem tych słów jest uznanie, że Orion to Túrin, quenejski Menelmakar-Telumehtar, sindariński Menelvagor wzniesiony na niebo. I rzeczywiście AAm pod datą 1000-1050 Ery Drzew stwierdzają, opisując tworzenie nowych gwiazdozbiorów przez Vardę: "największym z nich był Menelmakar, Niebiański Szermierz. To, jak mówią, był znak Túrina Turambara, który przyjdzie na świat, i przepowiednia Ostatniej Bitwy, która odbędzie się u kresu Dni"129. I w takiej formie Orion trafia na karty Władcy Pierścieni: "Ukazał się Szermierz Nieba, Menelvagor, przepasany blaskiem, pnący się na krawędź świata"130, co skłania towarzyszących Frodowi Noldorów do zaintonowania chwalebnej pieśni.

Tak więc opowieść o Túrinie i smoku (gnom. Foalókë) jest klasycznym niemal przykładem historii tragicznego bohatera, na próżno zmagającego się z losem, którego walka przeciąga się poza ten świat, by spleść się w jedno z przeznaczeniem całego kosmosu. Tym, co przede wszystkim fascynowało Tolkiena w Historii Kullervo, był fatalizm, walka bohatera z tym, co mu przeznaczone i ostatecznie poniesiona klęska. Te same cechy można znaleźć u większości bohaterów mitycznych w rodzaju Edypa czy Sygurda Wölsunga131. Taki punkt widzenia, gdzie człowiek podlega nieszczęśliwemu losowi, od którego nie ma ucieczki, rozpropagowały greckie tragedie. Nawet najlepsze intencje człowieka prowadzą tam do winy (hybris) i gniewu. W efekcie, chcąc zrozumieć historię Túrina, trzeba zająć się koncepcją przeznaczenia.

Motyw walki z nieuchronnym losem przepaja runy opowieści o Kullervo. Kalevala tak tłumaczy trapiące go nieszczęścia:

(...) To ważne bardzo, kto dziecko

Do snu kołysze za młodu;

Czy je kołysze twardo

Czy kołysze starannie132.

[...]

Gdy do snu dziecko usypia

Kobieta zła i głupia,

Musi przez całe życie

Jej dziecko iść pod zły wiatr133.

Chodzi tu oczywiście o źródło freudowskich kompleksów: brak wychowania w rodzinnym cieple, dojrzewania u boku kochanych rodziców. Kullervo, tak jak i Túrin, wychowuje się sam w dziczy i nie ma wystarczającej ogłady, która pozwoliłaby mu przeciwstawiać się swym popędom i temperować siłę. "Umysł uzyskał połysk, / Lecz kształtu nie posiadał / i był rozkołysany"134. Kullervo, doznawszy wielu klęsk, najpierw zastanawia się, co sprawia, że jego czyny zawsze obracają się na złe:

Kto mi nadał ten kształt,

Z którym się muszę godzić,

Kształt, dla którego błądzenie

Jest jedyną busolą?135,

by w końcu desperacko wystąpić przeciw złemu losowi w jedyny sposób, w jaki potrafi - zbrojnie:

Ja muszę źródła zła znaleźć,

Które bez przerwy kuje

Na moich biodrach łańcuch;

[...]

Pomknął teraz naprzeciw

Nieznanej sobie przygodzie,

Naprzeciw przeznaczeniu,

Z którym się jawnie zderzał136.

Túrin, przekonawszy się, że klątwa ciąży nad jego losem, także próbuje poradzić sobie z losem, tak jak potrafi. Uciekłszy z dworu Thingola, nie widząc innej możliwości, przystaje do bandy banitów, zwanych wilkołakami. Pobity i schwytany, po tragicznym wyzwoleniu jeszcze raz sięga po broń w Nargothrondzie, pociągając za sobą na zgubę królestwo Orodretha. Szuka swej matki w Dor-lómin, lecz zamiast odzyskać szczęście rodzinne rozprawia się z Broddą i Easterlingami, ściągając prześladowania na Aerinę i niedobitki ludu Hadora. Na koniec występuje przeciw Glaurungowi w Brethilu, ale ceną zwycięstwa jest śmierć Brandira, przywódcy Haladinów (zagładę całemu Domowi Halethy przynosi jednak już nie Túrin, lecz jego uwolniony ojciec137). Za każdym razem próbuje też oszukać los, zmieniając imię. Wśród bandytów jest Neithanem - "Skrzywdzonym", broniąc Amon Rûdh razem z Belegiem zwie się Gorthol - "Groźny Hełm"138, gdyż ukrywa za smoczym hełmem swoją twarz. W Nargothrondzie przedstawia się jako Agarwaen - "Splamiony Krwią", syn Úmartha - "Złego Losu", by stać się później Adanedhelem - "Elfem-Człowiekiem", i Mormegilem - "Czarnym Mieczem"; w Brethilu nazywa się Drúadanem - "Dzikim Człowiekiem". Ostatnie, gorzkie miano, jakie sobie nadaje w rozpaczliwym wysiłku pokonania losu, to Turambar - "Władca Losu". Przynosi to wiadomy skutek, wyrażony ostatnimi słowami Nienor: A Túrin Turambar turún' ambartanen - "Żegnaj, Panie Losu, przez Los pokonany"139.

Tolkien opracowując zręby swojej mitologii dla Anglii, musiał sięgnąć po inną niż w Kalevali koncepcję przeznaczenia, opierając ją na germańskich ideach obecnych na kartach Eddy. Tworzą one koncepcję bliską większości ludów indoeuropejskich; łacińskie fatum czy grecką mojra rozumiano podobnie jak germańskie wyrd-urd. Charakterystyka koncepcji przeznaczenia nie jest łatwa140, gdyż określenie to obejmuje zwykle dwa różne układy: los każdego człowieka i przeznaczenie kosmosu. H. Ringgren stwierdza, że wiara w osobowe determinanty przeznaczenia uruchamia odpowiednie zachowania religijne, wiara w nieosobowe - nie. Jednak oba rodzaje przeznaczenia są przemieszane, często razem występują w jednej i tej samej religii, w tych samych postaciach. Bowiem z punktu widzenia światopoglądu mitycznego makrokosmos jest ściśle związany z mikrokosmosem i nierozdzielny. Potwierdzenie tej idei można znaleźć w koncepcji śmierci Baldra i wynikłego z niej Ragnarökku.

Ludy indoeuropejskie dziedziczą po swych przodkach wyobrażenie trójdzielnego losu, w antyku grecko-rzymskim personifikowanego przez mojry-parki, w Skandynawii przez trzy norny - Urd, Werdandi i Skuld, u ludów celtyckich przez trzy wieszcze matrony bądź trzy Brygidy, u Słowian przez trzy rodzanice, u Bałtów przez Łajmę w trzech postaciach. We wszystkich tych przypadkach potrojenie bóstwa losu wiązane jest z personifikowaniem trzech jego czynności: zaplatania nici przeznaczenia, pilnowania jego właściwego przebiegu i nieuniknionego przecinania. Mitoznawcy twierdzą jednak, że za tymi trzema postaciami kryje się jedno prastare bóstwo losu (żeńskie - jako że przędzenie jest czynnością kobiecą) w rodzaju pragermańskiej Urdhr i wczesnogreckiej Mojry. W tym pierwotnym układzie, którego ślady można znaleźć u Homera i w Eddzie poetyckiej, przeznaczenie jest ponad bogami, którzy muszą przyjmować wyroki losu. W późniejszym rozwoju myśli religijnej Najwyższa Istota zyskuje władzę zmieniania wyroków losu i władania nimi, np. już Ahura Mazda jest Dawcą Przeznaczenia. Zakończeniem procesu emancypacji jest teoria predestynacji obecna w islamie czy w kalwińskim protestantyzmie, stawiająca Stwórcę ponad przeznaczeniem.

Bliższego dookreślenia w kontekście losu wymaga tak fascynujące Tolkiena pojęcie tragiczności141. Tragiczność dla Greków pojawia się wraz z postacią herosa, który będąc bosko-ludzkiego pochodzenia, przypisuje sobie moc boską (grzech hybris). Dzieje się to po części z woli bogów, którzy zsyłają na człowieka zaślepienie - Ate (córkę Zeusa, co wskazuje na jej ważność). Ludzie zaś, stworzeni przez Zeusa z popiołu tytanów, noszą zarazem w sobie dobro i zło, porządek i chaos. Pokrewny temat w postaci bosko-ludzkich Nefilim (gigantów) wprowadza też Biblia142. Z tego rozdarcia nie ma ucieczki, zawsze następuje zderzenie zasad. Mit prometejski i jego tragiczność polega np. na tym, że w imię człowieka i jego dobra następuje naruszenie ustanowionego ładu. Walka Prometeusza toczy się przeciw dawcy porządku, praw, przywódcy "drugiego pokolenia" - Zeusowi. Także boskość polega na tym, że tkwi w niej dobro i zło, ustanawia bowiem los - Mojrę, która nie wybiera jedynie jednej strony. Dlatego nawet taki bóg jak Zeus nie jest na tyle silny, by wyzwolić człowieka z nędzy jego egzystencji i śmiertelności. Nie ma innej drogi wyzwolenia ze zła jak przez współodczuwanie i katharsis. Trzeba spokojnie pogodzić się z losem, tragiczna wizja świata wyklucza odpuszczenie grzechów.

Podobne ujęcie wynika z danych germańskich. U Germanów silna była wiara w los złowieszczo ciążący nad bohaterami, którzy świadomie dążyli ku tragicznej śmierci. Germanowie posługują się na określenie losu stwierdzeniem: "to było mu przeznaczone" czyli "przydzielone" (np. wurd-wyrd - "stawanie się" w Beowulfie143), czemu odpowiada słowiańskie "taka już jego dola"144. Tchnięcie życia w pierwszych ludzi, Askra i Emblę, równało się nadaniu im losu. Podobnie dzieje się przy narodzinach każdego człowieka, kiedy przybywają Norny, by określić "to, co mu nadane". Los zatem "kładzie się przed człowiekiem" i zazwyczaj oznacza wydarzenie tragiczne. Próba zmiany losu przez walkirię Sygrdrifę kończy się tragicznie, wywołując łańcuch nieszczęść i śmierć Sygurda.

Człowiek został wyrzeźbiony z drzewa (Askr to "Jesion", a Embla - "Olcha" lub "Wiąz"), dlatego istnieją zależności między losem człowieka i losem jego Drzewa Życia. Ale jest też Kosmiczne Drzewo Życia - Jesion Yggdrasill145, oś kosmiczna, której korzenie sięgają krynicy Urd w Hel. To spod tego korzenia wyszły Norny, córki Völvy - "Wieszczki" (tej, która ogłosiła Odynowi Ragnarökk), kiedy trzeba było określić los pierwszych ludzi. Najstarszą Norną jest Urd - "Była", "Stająca się", "Nieunikniona". Druga to Verdhandi - "Obecna", "Powinność", a Trzecia to Skuld - "Przyszła", "Dług", "Konieczność". Od Regin - "Doradczyni", nauczyły się sztuki tkackiej. Przędły nici losu bohaterów i przywiązywały ich końce do "sal księżycowych" nieba wiążąc tym samym niebo z ziemią tkaniną przeznaczenia146. Losu przez nie wyznaczonego nawet sam Odyn nie znał w pełni, nie mógł go też zmienić. Drugim ich zadaniem było podlewanie wodą z krynicy Urd korzeni i liści Yggdrasilla, gdyż aby świat mógł trwać nadal, Drzewo Kosmiczne musiało żyć. Yggdrasill jest więc podlewany wodą przeznaczenia. Czas odmierzany jest przez nieuniknione obalenie Yggdrasilla, którego korzenie bez przerwy podgryza smok czasu Nidhögg ("Gryzący z Dołu"). Kiedy to nastąpi, zapieje złoty kogut na szczycie Drzewa - symbol Zmartwychwstania, Nowego Życia. Tym samym indywidualny los spleciony jest z przeznaczeniem kosmicznym, wszak w czasie Ragnarökku para ludzi, Lif i Lifthrasir, schroni się z powrotem w Yggdrasillu niczym w arce, dzięki czemu ludzkość ocaleje147.

Pytanie podstawowe, które musi się nasunąć przy rozpatrywaniu koncepcji przeznaczenia, jest następujące: czy w ujęciu danej tradycji religijnej możliwe są samodzielne próby zmiany losu? Jeśli Norny ukazywały się pierwotnie na polu bitwy wybranemu bohaterowi, by go przywołać w zaświaty (później zastąpiły je walkirie, pierwotnie rodzaj indywidualnych duchów opiekuńczych), to czy można po takim ostrzeżeniu uniknąć wyznaczonej śmierci? Sygdrifa na przykład mówi Sygurdowi: "Teraz masz wybierać, dany ci jest wybór, / Tobie, coś jest ostrej broni klonem", ale zaraz potem dodaje: "Mów albo milcz - sam to postanowisz - / Wszystkie nieszczęścia z góry przeznaczone"148. Można z tego wysnuć wniosek, że jedynym wyborem jest wybór między tchórzliwą ucieczką przed nieuniknionym a bohaterskim stawieniem mu czoła. Zdaniem L. Słupeckiego, u początku świata bogowie igrali losem - prowadzili grę złotymi tablicami przeznaczenia, tafli. Jednak powstanie ludzi i karłów oraz konieczność wyznaczenia im losu spowodowały, że niejako z samych źródeł rzeczywistości pojawiły się Norny i określiły ørlog, czyli pra-prawo, przeznaczenie kosmiczne, obejmujące odtąd także bogów. Dopiero po przeminięciu tego świata (Ragnarökku), złote tafli przejdą z powrotem we władanie bogów149. Ta idea, w połączeniu z koncepcją Walhalli jako raju wybranych wojowników, zbieranych na wszystkich polach bitew przez wysłanniczki Odyna do tego ostatniego boju sił porządku z siłami chaosu, sprawiła, że współczesnym czytelnikom religia germańska wydaje się mroczna i fatalistyczna. A przecież istniało pojęcie szczęścia i przypadku, któremu można było pomagać przez modlitwy, ofiary i inne obrzędy religijne, noszenie amuletów (słynnych młotów Thora, odpędzających złe siły), wróżby, przepowiednie itp. Jak się wydaje, koncepcja przeznaczenia wpływała na życie codzienne Germanów w taki sposób, iż wiadomo było, że każdy człowiek ma wyznaczony sobie przebieg życia i trzeba dbać, by wykorzystać go godziwie. Jak mówi Pieśń Najwyższego - swoista pogańska odpowiedź na dylematy Hioba:

Zdycha ci bydło, umierają krewni

I ty sam umierasz;

Lecz sława, którąś sobie zdobył

Nie umrze nigdy150.

Zastanówmy się, co w losach Túrina sprawiło, że bohater nie mógł za życia zostać Turambarem. Jest to oczywiście klątwa Morgotha, obecna już od poziomu KZO: "Taką bowiem torturę wymyślił dla Úrina Nieugiętego, że usadziwszy go na wysokiej górze, sam stanął obok i nałożył na niego i na jego lud straszne klątwy Valarów, nienawiść, śmierć i żal im przeznaczając [...]. - Patrz - powiedział Melko - na żywot syna twego, Túrina, który łzy wyciskać będzie z oczu elfom i ludziom, ile razy zbiorą się, by dawne dzieje wspominać. - Przynajmniej litować się nad nim nie będą, że tchórza miał za ojca - odparł Ùrin"151. Trudno o większe zbliżenie do koncepcji moralności obecnej w Hávamál i w Beowulfie. Z powodu zobowiązania heroicznego i sławy Beowulf musi pod koniec swego królowania zmierzyć się ze smokiem ognistym, choć wie, że zwycięstwo nie przedłuży mu życia. To jednak wątek poboczny całej historii, nie problem etyczny stanowi jej istotę, lecz stojące za słowami i dziełem Melka założenie, że Valarowie mogą kształtować los. W Silmarillionie Morgoth explicité twierdzi, że w jego ręku są losy Ardy152. Czy tak jest istotnie? Żeby w pełni zrozumieć koncepcję Tolkiena, trzeba odejść od historii Túrina-Kullervo i rozpatrzyć problem przeznaczenia w kontekście całości kreacji Tolkiena.

Sind. słowo Amarth (quen. Ambar-Umbar) - "Przeznaczenie", "Los", dotyczy zarówno przeznaczenia kosmicznego, jak i losu ludzkiego. Wywodzi się w tolkienowskiej etymologii ze złożenia am - "przed", "na" [up], i mbarat - "przyszłość", w sensie ustalenia, posadowienia (od mbar - "pomieszkanie"). Odpowiada więc germańskiemu pojmowaniu wyrd-urdr jako tego, co nałożone, przydzielone. Sposób, w jaki biec mają dzieje świata, został bowiem ustalony niejako z góry w czasie jego tworzenia poprzez Pieśń Ainurów - Ainulindalë. Stworzenie świata miało bowiem trzy (w KZO dwa) warunkujące się etapy: Pieśń, Wizję i Tworzenie. Pieśń i Wizja wyznaczyły ogólny bieg świata i ci z Ainurów, którzy w nich uczestniczyli, poznali go na tyle, na ile ich umysły i uwaga pozwoliły. Najmożniejsi z nich, zwani później Valarami, decydując się na zstąpienie na obszar Ardy, związani zostali ze światem, póki czas się nie dopełni. Przyjęli tym samym na siebie więzy Pieśni, zrodzonej z idei Ilúvatara i przez nich wykonywanej, i nie mogą poza nią sięgnąć. "Teraz Valarowie znaleźli się u początku Czasu i zrozumieli, że muszą wypełnić zarysy dane im w Wizji i zapowiedziane w Pieśni"153. A więc Ainulindalë odpowiadałaby skandynawskiemu ørlog, a Amarth - wyrd-urdr. Valarowie, jako bogowie Ardy, przeznaczenia kosmicznego zmienić nie mogą. Dzieje Ardy muszą rozegrać się do ostatniego akordu, Dagor Dagorath, Tolkienowskiego Ragnarökku.

Valarowie nie są jednak całkowicie bezwolni w odniesieniu do Przeznaczenia154, między innymi dlatego, że Ilúvatar całkowicie panując nad Przeznaczeniem, nie objawił wszystkiego, co zamyślił. Wprowadza rzeczy nowe i dlatego bieg losów jest dla wszystkich do końca nieprzewidywalny. Tym, który całkowicie poświęcił się wiedzy o przeznaczeniu, Odynem Valarów, był Mandos, ale nawet on, tak jak Odyn, nie wie wszystkiego. Podobnie pozostali: "Nie poznali jej w pełni, bo wizja zniknęła, zanim zamknęły się kręgi czasu. Niektórzy z Ainurów mówili, że stracili ją z oczu przed nastaniem ery panowania ludzi i zmierzchem Pierworodnych; tak tedy, chociaż Muzyka objęła wszystko, Valarowie nie zobaczyli czasów późniejszych ani końca Świata"155. Ulmo mówi Tuorowi: "Los [Fate] (jak nazywać go zwykły Dzieci Ziemi) zawsze zostawia szczeliny pomiędzy swymi wyrokami, a mury gmachu przeznaczenia [Doom] mają liczne wyłomy, i trwa to tak, aż rzecz się dopełni w chwili przez was zwanej Końcem"156. Możemy z tego wnioskować o sposobach wpływania przez Valarów na przeznaczenie.

Ten sam element niewiedzy i niepewności jest także udziałem skandynawskich Asów. Jednak nie wynika on z panowania Najwyższej Istoty nad przeznaczeniem, tego zaczerpniętego z doktryny chrześcijańskiej elementu brakuje w Eddzie, podobnie jak i koncepcji wolnej woli. Przejmujące w swej grozie wysiłki Odyna, w rodzaju szamańskiej próby na Drzewie Kosmicznym, wyłupienia swego oka czy wyprawy do otchłani piekieł, mają na celu lepsze poznanie wyroków losu, a nie panowanie nad nim. Powiedzmy, że w pewnym stopniu Odyn, podobnie jak Mandos, zdobył władzę nad Losem, ponieważ "wie", co się zdarzy dzięki magii - zna objawione mu po dziewięciu dniach cierpień runy (wszak symbolem przeznaczenia była runa X, zwana gebu - "dar"). Innym symbolem mądrości jest woda z krynicy Mimira ("Mądrość"), której udzielił mu jej posiadacz, żądając w zamian boskiego oka. Dlatego Odyn jest Fjolsvidh - "Wiele Widzącym", ale zarazem Baleygr - "Niewidomym" i Twiblindi - "Dwakroć ślepym". Kiedy Wanowie zdekapitowali Mimira, Odyn zatrzymał jego głowę i posługiwał się nią, gdy chciał poznać przyszłość. Głowa Mimira przynosiła mu wieści z dalekich krajów, podobnie jak jego dwa kruki: Hugin i Muninn - "Myśl" i "Rozum". Te dwa kruki sprowadziły do Asgardu właśnie Norny. Dzięki swej wiedzy Odyn mógł ratować z pola bitwy wielkich bohaterów, którzy stanowili jego świtę, oni bowiem mieli wspomóc go w czasie Ragnarökku.

Tak samo Valarowie panują nad Przeznaczeniem przez wiedzę o biegu dziejów. W sytuacji, kiedy rozwiązanie jest nieznane bądź pojawia się nowy problem, Valarowie mogą zasiadać na swych tronach w Máhanaksar - "Kręgu Przeznaczenia" [Ring of Doom], na wzgórzu Ezellohar-Korollairë, ustalając wspólnie dalszy rozwój wypadków, co odpowiada często wspomianym w pieśniach Eddy naradom Asów u stóp Yggdrasilla: "wtedy bogowie na tronach sędziowskich [thular stol] zasiedli"157. Podjęta wówczas decyzja staje się wiążąca dla dalszych dziejów świata. Dzieje się tak, gdyż Ainulindalë była ich zbiorowym tworem. Każdy zaś z Valarów wyłonił się z pewnych myśli Ilúvatara, można więc powiedzieć, że zbiorowo odtwarzają Jego umysł. Melkor tę właśnie władzę kwestionował, uważał się bowiem za wyłącznego Pana Tego Świata. Dlatego po zatruciu Drzew "stanął pośrodku Kręgu Przeznaczenia i przeklął go; skalał sędziowski tron Manwëgo i obalił trony Valarów"158. Tocząc dysputę z Húrinem, tak mówi o sobie: "Cień mych zamysłów zalega nad Ardą i wszystko, co ją tworzy, ulega z wolna, ale nieuchronnie, mej woli. Nad tymi zaś, których kochasz, zawiśnie niczym chmura widmo Zagłady, aż bez reszty pograżą się w mroku i rozpaczy. Gdziekolwiek pójdą, zło podąży za nimi. Cokolwiek powiedzą, fatalną okaże się radą, każdy czyn przeciw nim się obróci"159.

Melkor w Ainulindalë jest jeszcze najpotężniejszy, w największym stopniu bliski Ilúvatarowi, ponieważ ma razem wszystko to, czym z osobna włada każdy z Ainurów: "Melkorowi dana była szczególna władza i wiedza, a nadto udział we wszystkich darach, rozdzielonych miedzy innych jego braci, Ainurów"160. Roztrwonił jednak swoją władzę, rozmienił ją na drobne i sprzeciwiając się Ilúvatarowi, utracił swe prawa. Dlatego jego moc była coraz bardziej ograniczona. Kiedy rozgoryczona niespełnioną miłością Andreth, mędrczyni Edainów, twierdzi, że Morgoth sprowadził śmierć na ludzkość, Finrod jest przerażony, gdyż oznaczałoby to jego rzeczywistą władzę nad losami całego świata.

Znamy Melkora, Morgotha i wiemy, że jest potężny. Zaiste, widziałem go i słyszałem jego głos; i stałem oślepiony wśród ciemności, które są w jądrze cienia, ty zaś, Andreth, nic nie wiesz oprócz tego, co zasłyszane w pamięci twego ludu. Ale nigdy, przenigdy, w mroku nie wierzyliśmy, że może on wziąć górę nad Dziećmi Eru. Mógł je zwodzić, mógł znieprawić, ale zmienić przeznaczenie całego ludu Dzieci, zrabować im dziedzictwo? Jeśli mógł tego dokonać wbrew Eru, to większy i straszliwszy jest o wiele bardziej niż zgadywaliśmy; wówczas całe męstwo Noldorów jest jedynie zarozumiałością i głupotą - więcej, Valinor i Góry Pelóri zbudowane są na piasku!161.

Byłoby to tym straszniejsze, że ze wszystkich tworów Ardy to właśnie ludzie "mają moc kształtowania własnego życia w sposób nie wyznaczony przez Muzykę Ainurów, która określa niejako los wszystkich innych istot i rzeczy; działanie ludzi, ich obyczaje i uczynki, ukształtuje ostatecznie świat, aż się dopełni wszystko do końca i w każdym szczególe"162. Jest to oczywiście wprowadzenie w fatalistyczny świat "pogański" katolickiego ujęcia wolnej woli. Dysputa Finroda z Andreth, podobnie jak Słowa Húrina i Morgotha, sprowadzają jednak dalej możliwość wpływu Morgotha na przeznaczenie do znieprawiania jednostek.

Valarowie indywidualną mocą są w stanie natchnąć opatrznościowymi pomysłami i wywołać pomyślne zdarzenia, co określa się potocznie mianem szczęśliwego trafu (sind. gwalt, quen. Valto) lub dobrą fortuną (gwalweth), a właściwiej - "szczęściem Valarów" (i walt ne Vanion)163. Morgoth może posłużyć się mocą Valara i wpłynąć na los jednostki takiej jak Túrin. Jednak, mówi Húrin, są moce potężniejsze od woli Morgotha, który sam jest więźniem przeznaczenia; wykuty przez Valarów łańcuch Angainor wciąż na niego czeka, a na północnym niebie wisi na urągowisko Morgotha ich sierp Valakirka164. Można wnioskować, że gdyby Morwena nie była tak dumna i gdyby uciekła śladem syna do Doriathu, zło by się nie stało. Doriath objęty był bowiem Obręczą Meliany, wysłanniczki Valarów, i pod jej osłonę czarne myśli Morgotha nie sięgały (w Trzeciej Erze tę samą rolę wobec Saurona odgrywała Galadriela). Morgoth potrzebował też bezpośredniego udziału swego ukochanego tworu, Glaurunga, by doprowadzić do końca własne przekleństwo. Wolna wola człowieka może się Morgothowi przeciwstawić i kształtować los samodzielnie, wreszcie nie wolno zapominać, że istnieje Ilúvatar poza kręgiem świata jako instancja ostateczna.

Jak wiadomo z lektury Władcy Pierścieni, przypadek, traf czy zbieg okoliczności [chance, fortune, coincidence] w Śródziemiu nie istnieje, jest pewnego rodzaju złudzeniem czy grą językową. Mówiąc słowami Bombadila: "Sprowadził mnie do was przypadek, jeśli tak chcecie go nazwać"165, Gildora: "W tym dzisiejszym spotkaniu jest, być może, coś więcej niż przypadek"166, czy Gandalfa strofującego Pippina po kradzieży palantíru: "Ocalałeś, a wraz z tobą ocaleli twoi przyjaciele jedynie szczęśliwym trafem, jak to się potocznie mówi"167. Wreszcie, kiedy Frodo mówi o swej ranie: "Co za szczęście, że nie wiedziałem o tym strasznym niebezpieczeństwie [...]. Istny cud, że ocalałem", Gandalf odpowiada: "Tak, sprzyjało ci szczęście czy może przeznaczenie"168. Elrond na początku narady, w czasie której najtajniejsze zamysły wrogów Saurona zostają przedstawione grupie zebranych "przypadkowo" gości, mówi wprost:

W tym celu właśnie zostaliście tu wezwani. Mówię: "wezwani", jakkolwiek nie ja was do swego domu zwoływałem, goście z różnych dalekich stron! Przybyliście tu i spotkaliście się wszyscy w tym samym dniu jakby przypadkiem. A jednak to nie przypadek. Zechciejcie raczej uwierzyć, że to nakaz dany właśnie nam, tu zgromadzonym, byśmy znaleźli radę na niebezpieczeństwo, grożące zgubą całemu światu169.

Wszyscy krytycy, którzy twierdzili, że Władca Pierścieni nie jest książką religijną, powinni bić się w piersi, gdyż cała sprawa zostaje odkryta niemal na początkowych kartach Drużyny Pierścienia, a rozwiązana na końcu. Gandalf, dyskutując z Frodem o zdumiewającym fakcie wpadnięcia Pierścienia właśnie w ręce Bilba, stwierdza: "Wdały się w sprawę inne siły, niezależne od zamysłów twórcy Pierścienia. Nie mogę ci tego jaśniej wytłumaczyć, wiedz tylko, że ktoś chciał, żeby właśnie Bilbo znalazł Pierścień, ktoś inny, nie twórca Pierścienia. A z tego wynika, że ciebie też ktoś wybrał na następcę Bilba"170. Komentując to później, Gandalf mówi: "Pewien mały i przerażony hobbit dowiedział się, że Bilbo miał znaleźć Pierścień, że skoro pisane było to jemu, a nie Twórcy Pierścienia, to i Frodo winien zostać Powiernikiem. Mogłem dodać jeszcze: moim zaś zadaniem było doprowadzić do jednego i drugiego"171. W tych "siłach" można by domyślić się Valarów, którzy wszak posłali Gandalfa i pozostałych Czarodziejów do Śródziemia. Zgodnie z Niedokończonymi Opowieściami ostatnia szansa uniknięcia bądź osłabienia Proroctwa Północy i Klątwy Mandosa w postaci pojawienia się w Valinorze posła Śródziemia była dalekosiężnym planem Ulma172. Jednak tak wszechobejmujący wpływ na los Ardy w kluczowym momencie nadciągającej Wojny o Pierścień mógł mieć tylko Ilúvatar i na niego wskazuje, komentując ten fakt, sam Tolkien. Opisuje Froda jako narzędzie Opatrzności i twierdzi, że problemem, który często umyka umysłom zarówno mędrców, jak i prostego ludu jest istnienie "tego dziwnego elementu świata, który nazywamy Litością lub Miłosierdziem, a który stanowi także warunek konieczny przy osądzie moralnym (jako że jest obecny w naturze boskiej). W jego najwyższej formie jest właściwy Bogu"173.

Jak wiemy z Ainulindalë, każde zdarzenie wplecione jest w zamysły Ilúvatara, nawet złowrogie i ohydne poczynania Morgotha i jego sług są w ostatecznej instancji odwracane na chwałę Ilúvatara. Dlatego cierpienia Túrina i jego siostry (czy Froda) nie były próżnymi, wywierając wpływ na współczesnych choćby przez piękno pieśni o ich nieszczęściach. Apoteoza Túrina, bezprecedensowe zadośćuczynienie cierpieniom ponad wszelką ludzką i elfią miarę w postaci zaliczenia do grona Valarów jest wpisana w bieg kosmicznej materii, tak jak apoteoza Heraklesa po jego męczeńskiej śmierci na stosie czy, w skali ostatecznej, zbawcza ofiara Chrystusa. Dlatego kiedy dopełnią się Dni, Túrin pojawi się znowu.

Na zakończenie rozważań o związku losów Túrina z koncepcją przeznaczenia warto więc zwrócić uwagę na koniec Pieśni. Urwała się ona "na jednym akordzie, głębszym niż Otchłań i wyższym niż Firmament, przenikliwym jak światło oczu Ilúvatara"174. Jest to zapowiedź końca świata, ambar metta - "dopełnienia losu", którego świadomość jest powszechnie obecna w świecie Tolkienowskim na wzór skandynawskiego Ragnarökku. Tolkien nawiązuje tu do znanej z tekstu islandzkiego przysięgi gridamal, odwołującej się do wizji zagłady świata: np. Elendil, lądując w Śródziemiu, wypowiedział znane słowa o końcu świata; przysięga lenna Peregrina trwać miała, "dopóki świat się nie skończy"; Gandalf życzy Aragornowi, by władza królewska była błogosławiona, "dopóki trwać będą trony Valarów" (w WPp III bardziej neutralnie: "Oto nastały dni króla, oby jak najszczęśliwsze"). Co będzie się działo dalej, Valarowie i ich uczniowie, elfy, nie wiedzieli175. KZO mówiła o Wielkim Marszu [Faring Forth] i "ponownym rozpaleniu Magicznego Słońca" [Rekindling of the Magic Sun]176 jako nadziei elfów, jednak jak można sądzić ze szkiców do tekstu, zdarzenie to nie było końcem trwania świata, lecz końcem obecności elfów w Śródziemiu. W "niekanonicznych" wersjach Silmarillionu można wyczytać proroctwo Mandosa o Dagor Dagorath, a w nim scenariusz końca świata układa się następująco.

Piękno Silmarilów, w których zaklęto losy Ardy177, przetrwa koniec świata. Po ostatecznym pokonaniu Morgotha Silmarile zostaną sprowadzone z dna morza i głębin Ziemi; z nieba zstąpi zaś Eärendil i zwróci swój Silmaril w postaci płomienia. Wtedy Fëanor, który powróci z Hal Mandosa, weźmie Trzy i odda je Yavannie. Ona zaś rozbije je i z pomocą skrytego w nich blasku przywróci do życia Dwa Drzewa, z których wydobędzie się wielki blask. Góry Valinoru zostaną zrównane i światło będzie się mogło rozprzestrzeniać po całym świecie. W świetle tym Valarowie znów odmłodnieją, Elfy zbudzą się ze swej śmierci w Mandosie, a po zmartwychstwaniu to, co wyznaczył im Ilúvatar, zostanie im objawione. "Ale o Ludziach Przepowiednia ta nic nie mówiła, z wyjątkiem Túrina, którego zaliczyła do Bogów"178.

Jak głosi Silmarillion, Pierwsza Muzyka Ainurów, która już wybrzmiała, zostanie zastąpiona Drugą Muzyką:

powiedziane jest, że chóry Ainurów i Dzieci Ilúvatara zaśpiewają piękniejszą jeszcze pieśń przed Jego obliczem po dopełnieniu się dni. Wówczas dopiero objawione przez Niego tematy znajdą wyraz doskonały i w tym samym momencie staną się Bytem, gdyż każdy będzie już w pełni rozumiał jego myśl zawartą w przydzielonej sobie cząstce i będzie wiedział, że pozostali pojmują równie dobrze swoje cząstki, a Ilúvatar natchnie ich tajemnym ogniem i będzie się radował [...]. Valarowie powiedzieli elfom, że ludzie włączą się w Drugą Muzykę Ainurów; Ilúvatar jednak nigdy nie objawił, co wedle jego zamierzeń stanie się po końcu Świata z elfami i tej tajemnicy Melkorowi nie udało się przeniknąć179.

Eldarowie przypuszczali, albo że elfy i ludzie staną się wówczas jednym ludem, albo że ludzie będą mogli dołączyć do grona elfów na obszarze Ardy Uzdrowionej lub ich odwiedzać, choć nie będzie ona ojczyzną ludzi. Pojawia się także możliwość, że Arda skończy się jako trwanie w czasie i stanie się dopełnioną opowieścią, którą będzie można kontemplować tak jak czytaną książkę i tak podziwiać - lecz nie powrócić do czasu180. Ludzie mieli być w jakiś sposób Odnowicielami Ardy. Natomiast wśród Edainów istniała tzw. Dawna Tradycja Nadziei: "Powiadają, że Jedyny we własnej osobie zstąpi na Ardę i uzdrowi ludzi i całe Skażenie od początku do końca"181.

Ten scenariusz silnie tkwi zarówno w światopoglądzie chrześcijańskim, jak i - zdaniem Tolkiena - jest tak czy inaczej zapowiedziany w mitach "pogańskich". Dagor Dagorath i jej następstwa zapożyczone bowiem zostały przede wszystkim z Eddy poetyckiej, z zakończenia Wieszczby Wölwy (Völuspá 59-66), które przez badaczy podejrzewane było o wpływy chrześcijańskie. Na zakończenie Ragnarökku, kiedy cały świat pochłoną płomienie, powstanie nowa ziemia i nowe niebo, piękne i oczyszczone. Młodzi bogowie, synowie Asów, kierować będą losami tego nowego świata, unikając fatalistycznego końca, "zło w dobro się przemieni". Z otchłani Hel powróci Baldr pod rękę ze swym bratem-zabójcą Hödem, by zapanowała wieczysta szczęśliwość. Przepowiednia kończy się słowami:

Wtedy przyjdzie Wielowładny, co sądzi,

Wszechmocny z Wysokości, co rządzi182.

Rozdział IVPOCHODZENIE I POSTACIE ZŁA

Istnienie na świecie zła i cierpienia stanowi jeden z najpoważniejszych problemów teologicznych, który jest na różne sposoby rozwiązywany w historii religii. Najważniejsze odpowiedzi wykreowały teologie monoteistyczne i dualistyczne. W systemach monoteistycznych zawsze rodzi się teodycea, czyli próba odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, że Bóg, będąc z natury dobry, dopuszcza do istnienia śmierci czy zła; dlaczego, jeśli jest sprawiedliwy, najczęściej cierpią i podlegają złu niewinni. W systemie judeochrześcijańskim problem teodycei pojawia się w kontekście cierpień Hioba, bogobojnego i sprawiedliwego, który stał się przedmiotem zakładu między Bogiem a szatanem, rozumianym tu jako syn Boży, Anioł Śmierci, działający z jego woli i rozkazu. Życiowy problem Hioba, teodycea, nie zostaje rozwiązany w inny sposób jak przez stwierdzenie, że niezbadane są ścieżki Pańskie. "Nie istnieje żadna ludzka odpowiedź i musimy pogodzić się z tajemniczością działań Boga, mając nadzieję, że mają one więcej sensu, niż nam się wydaje"183. Hiob, kiedy Bóg ukazuje mu swą potęgę i chwałę, która powala najstraszliwsze stworzenia Chaosu, Lewiatana i Behemota, może jedynie odpowiedzieć: "Wiem, że Ty wszystko możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić. Kto przesłania zamiar nierozumnie? O rzeczach wzniosłych mówiłeś. To zbyt cudowne. Ja nie rozumiem. Posłuchaj, proszę. Pozwól mi mówić! Chcę spytać. Racz odpowiedzieć! Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem, stąd odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i w popiele"184. Odwołanie jest tu terminem prawniczym, dotyczy sporu z Bogiem i pozwania Go na sąd w obliczu złamania zawartego z patriarchami Przymierza. Ale nie znaczy to, że sam problem znika.

Jego istota tkwi w relacji między Bogiem a szatanem. Wyznawcy dualistycznego zaratusztrianizmu, wchodząc z chrześcijanami i muzułmanami w spory teologiczne, śmiali się, jak można wierzyć w miłosiernego, wszechmocnego Boga, który stwarza podległego sobie szatana, by ten zsyłał cierpienie na wiernych, co wszak jest niczym innym jak stwierdzeniem, że Bóg jest de iure twórcą zła. Kształtujące się w polemikach z manicheizmem i gnozą chrześcijaństwo oddzielało wprawdzie ściśle od siebie dobro i zło, ale tylko dobro usytuowało w Bogu, a złu odmówiło wszelkiej substancjonalności, przez co uwikłało się w trudności teodycei. Hervé Rousseau185, opisując sposoby odpowiedzi na problem zła, uznaje wersje dualistyczne za odpowiedź na dylemat monoteizmu. Stąd wzajemne przeplatanie się obu rozwiązań w dziejach, z tym że "nie istnieje dualizm absolutny, nie ma absolutnego monizmu; istnieją tylko ich stopnie". Całokształt rozwiązań tego problemu można więc usytuować w postaci pewnej "drabiny dualizacyjnej" rozwiązań monistycznych przechodzących w dualizm:

1. Bóg stworzył dobro i zło, sam jest ponad wszelkimi podziałami. Stworzony przez Niego świat jest więc przesiąknięty jednym i drugim.

2. Wszystko, co Bóg stworzył, jest z gruntu dobre, jednak niektóre stworzone przezeń istoty, posiadające wolną wolę, miały możność wybrać zło. Pierwszym był szatan, którego działanie sprowadza zło na świat.

3. Istnieje Bóg pierwotny (Zurwan akarama w zerwanizmie), który wydał na świat dwie istoty współtworzące świat, dobrą (Ahura Mazda) i złą (Angra Mainju).

4. Bóg pierwotny dał impuls stwórczy w postaci kolejnych emanacji, jedna z niższych (w gnostycyzmie - Demiurg) doprowadziła do powstania świata, co było złem z powodu ignorancji, niewiedzy o prawdziwym Bogu.

5. Bóg stworzył dobry świat duchowy, ale niektóre jego twory zbuntowały się; jeden z nich stworzył zły świat materialny, jak u katarów.

6. Dwa pierwotne pierwiastki, Ormuzd i Aryman, koegzystują, a każdy uczestniczy w tworzeniu części naszego świata. W mazdaizmie dobry świat jest pułapką, która ograniczyła Arymana do stworzenia. Manicheizm głosi, że stworzenie jest dziełem dobrego Demiurga, chcącego uratować boską substancję uwięzioną w materii.

7. Każdy z przeciwstawnych pierwiatków tworzy swój świat: pierwiastek dobra tworzy świat duchowy, pierwiastek zła - świat materialny, w którym więzi anielskie dusze (katarzy).

Widać to w rozwoju zaratusztrianizmu, który rozpoczał się monoteistyczną w zasadzie reformą Zaratusztry, porządkującą pierwotny świat "politeistyczny", gdzie różne bóstwa miały różne formy kultu. W najstarszych tekstach (Gathach) jest tylko jeden bóg - Ahura Mazda ("Mądry Pan"), sprawiedliwy i dobroczynny, który stworzył wszystko, także Światłość i Ciemność, reprezentowane przez dwa duchy: Spenta Mainju ("Duch Święty") i Angra Mainju ("Duch Zła") - bliźnięta dokonujące wyboru między Arta-Asza ("Ład Kosmiczny", określenie odpowiadające wedyjskiemu ryta) i Druh ("Nieład"; później Drudż - "zła siła"). Ahura Mazda wedle swej woli zsyła na nas pomyślność lub nieszczęście.

W Jasztach (Młodsza Awesta) mamy do czynienia z konkretyzacją panteonu dobra: powstaje koncepcja Amszaspandów (awest. ameša spenta - "święty nieśmiertelny"), sześciu pomocników Ahura Mazdy, którym przeciwstawiono sześciu wrogów (dewów). Angra Mainju jest zły z natury (nie ma możliwości wyboru). Następuje podwójne stworzenie (menog-getig): w praczasie i w materii, a świat jest areną zmagań obu wrogów. Później w księgach pahlawijskich (Bundahiszn), prawdopodobnie na skutek odrzucenia monoteizmu, następuje przejście do absolutnego dualizmu Ormuzd - Aryman, a Spenta Mainju znika roztopiony w Ormuździe. Istnieją zatem dwie natury wiecznie antagonistyczne. Aryman jest agresywny, atakuje światłość swym kontrstworzeniem: złymi zwierzętami, ułomnościami i wadami ducha oraz godnymi potępienia praktykami. To "stworzenie" jest nierozdzielnie związane ze światem dobrym i drąży go jak robak. Stworzony świat jest próbą zamknięcia Arymana, skanalizowania jego złych mocy w ograniczeniu do świata materialnego i ostatecznego skończenia z nim. Aryman jest skazany na porażkę.

Propozycja zerwanistyczna zaakcentowała perspektywę wieczności (Zurwan akarama), w której rozgrywa się dramat kosmicznej walki obu pierwiastków. Zurwan jest wszechogarniającym czasem nieskończoności, który zapragnął dzieła czasowego - jego stwórcą miał być Ormuzd. Jednak ze zwątpienia Zurwana w swe możliwości rodzi się jako pierworodny Aryman, stąd konieczność oddania mu ziemi we władzę. Aryman wie wiele, Ormuzd musi się od niego uczyć, jak go usidlić: stworzenie światłości wymaga kazirodztwa. Według zerwanistów Aryman ma pełne moce stwórcze: "To nie jest tak, że ja nie mogę stworzyć bytu dobrego, ja nie chcę" - i na potwierdzenie swoich słów stworzył pawia. Przez ortodoksyjny mazdaizm zostało to uznane za herezję, zły duch jest tam jedynie zdolny do kontrstworzenia.

Jak wśród tych rozwiązań sytuuje się koncepcja Tolkiena? Wydawać by się mogło, że mamy do czynienia z ortodoksyjną kosmologią chrześcijańską. Propozycja Tolkiena próbuje jednak rozwiązać problem "dualizm - monizm" poprzez ciekawe wyciągnięcie konsekwencji z rozwiązań irańskich. Stwórcą świata jest u Tolkiena Eru - "Jedyny" (The One186), zwany Ilúvatarem - "Ojcem Wszystkiego", posiadający wszystkie cechy osobowego Boga chrześcijańskiego, w tym wyłączność na stwarzanie życia. W świecie Tolkiena nastąpiło jednak swoiste przemieszanie zasady chrześcijańskiej (2) z ideami irańskimi (6) poprzez wprowadzenie Valarów, odpowiadających Amszaspandom. Dodatkowo, konflikt dobro-zło nie ma w nim natury kosmicznej, lecz został ograniczony do Ardy, co zbliża go do teologicznego pomysłu zaratusztrian "zamknięcia" Arymana w pułapce stworzenia.

Spróbujmy przyjrzeć się jak wyglądały narodziny zła, śledząc Tolkienowską mitopoeię. Początkiem zła jest w niej samodzielność Melka-Melkora. Imię jego oznacza "Powstający z Mocą"187, a więc zapoczątkowujący moc, prawdopodobnie był pierworodnym w gronie Ainurów188, według Ainulindalë obdarzony największymi darami wiedzy i mocy (a zatem większymi nieco od swego brata Manwëgo). Ilúvatar przeznaczył mu stworzenie Ardy i władanie nią189. Samotność, czyli oddzielenie od Boga sprawiły, że jego myśli toczyć się poczęły innym niż Stwórcy torem. Już na poziomie KZO jest to główna przyczyna "błędu" Melkora. Mówi się, że samotnie przemierzał ciemne miejsca i pustkę, poszukując Tajemnego Ognia, który dawał Życie i Rzeczywistość. Paliła go chęć tworzenia, gdyż jego zdaniem Ilúvatar był pasywny (nie zdradzał żadnych planów co do pustki).

Valaquenta wspomina o znaczącym wydarzeniu, które mogło wpłynąć na oddalenie się Melkora i jego późniejszy stosunek do Manwëgo: "Varda (...) jeszcze przed początkiem Muzyki poznała i odtrąciła Melkora, który ją znienawidził i lękał się jej bardziej niż wszystkich innych istot stworzonych przez Jedynego"190. Varda jest Panią Gwiazd, rządzi światłością i jest najpiękniejszym ze stworzeń Ilúvatara. Porównajmy to do awestyjskiego Angra Mainju, który zaatakował światłość, przyciągany przez jej nieodparty urok, manichejskich zmagań Światłości z Ciemnością czy gnostyckiego uroku, jaki wywiera Sofia na Demiurga. Melkor ewidentnie tęskni za światłością ("początkowo łaknął Światła"191), dlatego właśnie zagrabił Silmarile, a jego pogoń za Tajemnym Ogniem jest najpierwszym z dowodów tego gnostyckiego motywu. Później na ostatnim, "teologicznym", poziomie zmian w swojej mitologii Tolkien miał rozwinąć ten mit Światłości, zaczątki pomysłu są jednak obecne już w KZO m.in. w postaci prześladowania Urwendi. Wątkowi temu poświęcony będzie rozdział X: Teologia światłości.

Czym jest ów pożądany przez Melkora Tajemny Ogień lub Niezniszczalny Płomień z Ainulindalë192, we Władcy Pierścieni wymieniony przez Gandalfa, zwracającego się do Balroga: "Jam jest sługą Tajemnego Ognia, władam płomieniem Anoru"? W Ainulindalë jest boskim elementem w stworzeniu, twórczą aktywnością, "iskrą bożą", która sprawia, że dana rzecz ma własne życie i rozwija się niezależnie od stwórcy. Nie włada nim nikt prócz samego Ilúvatara. Wyposażenie w taką iskrę jest błogosławieństwem lub natchnieniem czasami udzielanym "poślednim stwórcom"; Ilúvatar udzielił Tajemnego Ognia np. "sercom" lub "umysłom" Valarów. Tolkien nazwał to "tajemnicą autorstwa"193 i przywiązywał doń ogromną wagę. Tego Ognia od dawna poszukiwał Melkor, kiedy zstępował z mocą na powierzchnię Ardy; jak mówi Valaquenta: "Początkowo łaknął Światła, ale że nie mógł go posiąść na swoją wyłączną własność, zstąpił przez ogień i gniew w straszny żar i niżej jeszcze w Ciemność"194. Tę metaforę można rozumieć też bardzo dosłownie. Ponieważ Ilúvatar rozpalił Niezniszczalny Płomień "w sercu świata", Melkor szukał go w głębinach Ziemi, lecz tam znalazł jedynie i uwolnił "fizyczne" ognie wnętrza Ziemi. On jest władcą tych ogni jako "czarnego płomienia Udûnu" (= Piekła Utumno), czego symbolem są jego najstraszliwsi słudzy - Balrogowie, demony ognia, odpowiadające ognistym duchom Muspellheimu, ich władcy Surtowi, a poniekąd i jego bratu Lokiemu w mitologii skandynawskiej. Innego ognia Melkor nie znalazł, "gdyż ma go jedynie Ilúvatar" i ma on charakter duchowy; przebijając się dalej, trafił na pustkę i ciemności.

Tak więc, podsumowując, w naturze Melkora leżało rozpoczynanie stworzenia i dlatego niecierpliwie pragnął aktywności. Ponieważ, aby móc stwarzać, niezbędny był mu Tajemny Ogień, szukał go wędrując samotnie w pustce. Nie znalazł go, jednak w ten sposób oddalił się od harmonii myśli chórów Ilúvatara. Jego odmienne myśli, a co za tym idzie tematy muzyki, wywołane zostały więc oddaleniem od Boga (fizycznym symbolizującym oddalenie duchowe), spowodowanym żądzą tworzenia. W muzycznej terminologii Ainulindalë przerodziły się w dysonanse (a więc niezgodności). Rozwijane konsekwentnie przez Melkora i tych, którzy ulegli sile jego głosu, zmieniły pierwotną harmonię w "ohydę".

Melkor w Ainulindalë jest w zamyśle Ilúvatara największy i najbliższy samemu Ilúvatarowi, ponieważ ma razem wszystko to, czym z osobna włada każdy z Ainurów. Sam Ilúvatar chciał, żeby Ainurowie nasycili dany przezeń temat własnymi myślami; domyślamy się, że stworzenie Ainurów było dla Ilúvatara próbą pokonania samotności, tworzy ich jednak ze swych myśli, więc rozmowy czy śpiewy z nimi byłyby w istocie przemawianiem do lustra, gdyby nie wyposażenie ich w twórczą iskrę Płomienia. Melkor stał się rysą czy pęknięciem tej tafli, jego myśli nie współgrały z myślami Ilúvatara - "pochodziły z Zewnętrznych Ciemności" (KZO). Okazało się zaś, że najpełniej pojął go Manwë "ukochany syn", przygotowywany do królowania nad Ardą: miał on rozwijać to, co Melkor miał zacząć. Ten motyw dwóch braci odpowiada myśli zerwanistycznej, jednak zrozumieć go można odwołując się do hinduistycznej koncepcji Trimurti (oczywiście nie twierdzę, że z niej Tolkien zaczerpnął swoje idee). W Trójpostaci Brahmana każda z jej składowych odpowiedzialna jest za inny stan świata: Brahma jest Wielkim Stwórcą, Wisznu poprzez swoje awatary czuwa nad podtrzymywaniem biegu świata, zaś Siwa będzie Niszczycielem, jego taniec położy kres tej epoce. W pierwotnym zamyśle Ilúvatara Melkor miał pełnić rolę Brahmy, Manwë - Wisznu195, Melkor został jednak Niszczycielem i to zanim rozpoczęło się stworzenie.