Rozdział 1
Rafał patrzył w ekran telewizora, nie mogąc wyjść z szoku, jak łatwo stać się w tym kraju gwiazdą telewizji i bohaterem narodu - w dodatku niemal w ciągu jednego dnia. Ubrany w ciemną koszulkę i dżinsy, z rozwichrzonymi włosami, siedział na kanapie w mieszkaniu, które wynajmował na obrzeżach Warszawy. Jeszcze wynajmował. Skoro jego notowania na rynku pracy gwałtownie podskoczyły, może niedługo będzie mógł w końcu pozwolić sobie na kupno własnego, o którym marzył od kilku lat. A przynajmniej tak stwierdził jego ojciec, kiedy spotkali się dzisiaj na lunchu.
- Witamy w świecie ludzi sukcesu - powiedział z dumą w głosie i poklepał syna po ramieniu.
Kamieński uśmiechnął się na to wspomnienie, ale szybko skupił się znów na programie telewizyjnym. Powtarzano właśnie wywiad, którego udzielił dziś rano dla jednej z głównych stacji. Blondwłosa dziennikarka w zielonej sukience pytała go akurat o to, w jaki sposób znalazł trop grupy przestępczej zajmującej się handlem ludźmi, której ofiarą padła niedawno młoda studentka, Ewelina Moskal.
Ewelina Moskal - powtórzył w myślach, pewny, że do końca życia będzie pamiętał imię i nazwisko tej dziewczyny. Chociaż pracował w agencji detektywistycznej ojca od kilku lat, sprawa jej zaginięcia była pierwszym tak dużym i samodzielnym zleceniem, które przydzielił mu Bernard.
- Nie schrzań tego - powiedział, kiedy wręczał mu akta.
Rafał pokiwał wtedy głową pełen ekscytacji i spragniony nowych wyzwań. No, a teraz ta sprawa stała się niespodziewanie kluczem do jego sukcesu, przyniosła mu popularność i stanowiła początek nowego rozdziału w jego karierze. Kto mógł się tego spodziewać?
Chociaż szum medialny wokół jego osoby trwał już od trzech dni, detektyw czasami nadal miał wrażenie, że to tylko piękny sen i zaraz się z niego obudzi, a tym samym wróci do tropienia zdradzających mężów lub robienia z ukrycia zdjęć niewiernym żonom. Właśnie tym zajmował się na przestrzeni ostatnich lat. Jego ojciec był rozchwytywanym prywatnym detektywem, jednym z najskuteczniejszych i najlepszych w kraju, ale do ich biura zgłaszali się naprawdę różni klienci. Większość spraw była nudna jak flaki z olejem i właśnie nimi, ku swojemu nieszczęściu, zajmował się dotąd Rafał. Choć ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim i rzetelnie wykonywał swoją pracę, ojciec traktował go dotychczas jak nieopierzonego detektywa i dopiero niedawno postanowił dać mu szansę, żeby syn mógł się wykazać. Wcześniej Rafał jeździł za kobietami do restauracji, w których umawiały się z kochankami, chodził incognito do barów nocnych, gdzie urzędowali niewierni mężczyźni, ewentualnie szukał czasem świadków jakichś drobnych przestępstw, ale i to nie było dla niego zbyt pasjonujące. Zawsze uważał się za dobrego śledczego, na studiach z kryminologii wykładowcy nie szczędzili mu pochwał. Zajmując się tak prostymi sprawami jak dotychczas, najzwyczajniej w świecie miał wrażenie, że się marnuje.
- Nie smęć. Życie to nie film akcji. Przynajmniej masz za co opłacać rachunki - mówiła jego siostra, kiedy zwykł na to narzekać.
Teraz jednak wyglądało na to, że Rafał przestanie w końcu się nudzić, podejmując nowe wyzwanie. Sprawa Eweliny Moskal, którą ojciec mu przydzielił, bo sam miał kilka poważnych zleceń, stała się jego przepustką do sukcesu i do spraw, o jakich marzył. Kinga, jego siostra, która zajmowała się w biurze ojca wstępną selekcją zleceń, zaczęła ostatnio coraz częściej odbierać telefony od klientów mających znacznie ciekawsze problemy od tych małżeńskich. I chociaż Rafał jeszcze żadnego zlecenia nie przyjął - skupiał się raczej na tym, żeby dobrze wykorzystać swoje pięć minut w mediach, wiedział, że kiedy wróci do pracy, nie będzie musiał w nieskończoność ślęczeć w samochodzie przed jakąś kamienicą czy restauracją i czekać na dobry moment, żeby zrobić zdjęcie. Sprawa Eweliny Moskal otworzyła mu drzwi do świata, którego od dawna pragnął być częścią. Opuści w końcu to swoiste przedszkole. Miał aspiracje i nie zamierzał rozmieniać się na drobne w nieskończoność.
Trochę dziwnie się czuł, słuchając teraz swojego głosu zmodyfikowanego przez mikrofon, a potem głośniki telewizora, ale kiedy pojawiły się końcowe napisy programu, uznał, że wypadł całkiem nieźle. Odpowiadał na pytania stanowczo, konkretnie, czasami przemycił jakiś żarcik. Sprawa zaginięcia studentki sama w sobie była pasjonująca. Temat zaginięć młodych kobiet w krajach afrykańskich lub na Bliskim Wschodzie od kilku lat budził w Polsce duże emocje i niejeden detektyw zabłysnął, rozwiązując tego typu zagadkę.
- Ojciec miał nosa, biorąc to zlecenie - stwierdziła Kinga, kiedy Rafał rozmawiał z nią dzisiaj przez telefon, i chociaż wolałby tylko sobie przypisać ten sukces, nie zamierzał umniejszać roli Bernarda.
- To stary wyjadacz. Dobrze wiedział, co robi - mruknął do słuchawki.
- Moim zdaniem chciał dać ci prezent - ciągnęła Kinga.
- Prezent? Niby z jakiej okazji.
- Niedługo twoja trzydziestka, nie pamiętasz?
- Taaa... Urodziny. - Rafał puknął się w głowę.
- Może ojciec uznał, że to dobry wiek, żebyś przestał w końcu bawić się w romanse? Przestał uważać cię za małego chłopca?
Rafał nie patrzył na to w ten sposób, ale Kinga mogła mieć rację. Wiedział jednak, że jeżeli zapyta o to wprost ojca, ten wszystkiego się wyprze. Bernard po prostu taki był. Chociaż bezsprzecznie kochał swoje dzieci, nigdy nie był mistrzem w okazywaniu emocji i wolał pomagać im z ukrycia, zamiast grać w ich życiu pierwsze skrzypce. Kinga czasami złościła się z tego powodu, ponieważ wolałaby, żeby ojciec był bardziej wylewny, ale Rafał nigdy nie miał do niego o to pretensji. Pewnych cech nie da się zmienić. Gdyby Bernard pił, bił ich albo źle traktował matkę, wtedy mieliby o co go winić, ale tak? Robił dla nich, co mógł. Na swój własny sposób.
W telewizji znowu zaczęto emitować reklamy, więc Rafał wyłączył odbiornik. Nie lubił marnować czasu na głupoty. Z powodu szalejących w nim emocji postanowił pójść się przewietrzyć. A może spontanicznie zajrzy do Kingi?
Na wszelki wypadek wziął kluczyki do samochodu i wyszedł z mieszkania. Po klatce schodowej krzątała się akurat pani od sprzątania, ale zamiast z nią pogawędzić, rzucił tylko krótkie: dzień dobry i zbiegł po schodach. Na dworze oślepiło go palące słońce, więc uznał, że spacer w upale to nie najlepszy pomysł, postanowił jednak pojechać do siostry. Ruszył w stronę samochodu, a jego myśli po raz kolejny powędrowały ku zaginionej studentce. Niestety, nie zdołał odnaleźć jej przed śmiercią, ale jak powtarzał mu ojciec, i tak wiele zrobił. Odkrył przyczynę porwania, wyjaśnił sprawę dla rodziny zmarłej.
- Inaczej w nieskończoność jej rodzice zastanawialiby się, czy ona żyje i co się z nią dzieje - powiedział mu Bernard podczas spotkania w porze lunchu. - Wierz mi, czasami wiadomość o czyjejś śmierci jest dla bliskich prawdziwym błogosławieństwem. Nawet kiedy nam się wydaje, że nie przyszliśmy z pomocą na czas.
Rafał wiedział, że ojciec ma rację, ale mimo wszystko wyrzucał sobie, że nie myślał, nie działał szybciej. Chociaż robił, co w jego mocy, rozpracowanie tej sprawy zajęło mu trochę czasu. Właściwie w pewnym momencie miał nawet wrażenie, że nie podoła. Wtedy go olśniło i postanowił prześledzić przeszłość byłych chłopaków zaginionej. Policja zajęła się tylko ostatnim, ale on zlustrował życiorysy kilku dawnych partnerów studentki. Dziewczyna nie była nazbyt kochliwa, lecz miała w życiu paru chłopaków. Parę tygodni przed zaginięciem rozstała się z ostatnim, a kobiety w rozpaczy czasem dziwnie się zachowują, na przykład szukają pocieszenia w ramionach swoich byłych. Rafał wpadł na ten pomysł, kiedy jedna z jego znajomych na Facebooku ogłosiła powrót do byłego męża. Jak się okazało, to był strzał w dziesiątkę - właśnie jeden z dawnych ukochanych Eweliny Moskal namówił ją na podróż do Turcji, jak to napisał, w ramach odreagowania stresów. A potem sprzedał ją jakiemuś facetowi, który obszedł się z nią okrutnie i brutalnie. Polka zmarła po licznych aktach przemocy fizycznej i gwałtach. Na szczęście dzięki Rafałowi przynajmniej udało się dopaść oprawców i teraz całą grupą czekali w aresztach na proces. Detektyw miał nadzieję, że nie wyjdą z więzienia przez długi, długi czas.
Kinga mieszkała kilka kilometrów od brata. Jakiś czas temu wzięli z mężem kredyt i kupili mieszkanie na typowo rodzinnym osiedlu. Rafał na razie nie widział siebie w takim miejscu, ale lubił tam bywać. Jeśli chodziło o sytuacje rodzinne, byli z siostrą na zupełnie innych etapach. On uchodził za singla, a ona kilka lat temu związała się z warszawskim lekarzem, z którym miała teraz dwójkę dzieci. Szczęśliwie dla Rafała byli to chłopcy, z którymi całkiem nieźle się dogadywał. Czasem wpadał do nich po południu, żeby pograć na PlayStation albo podrzucić im jakąś nową grę komputerową, komiks czy ciekawą książkę. Z dziewczynkami pewnie nie byłoby tak łatwo.
Osiedle, na którym mieszkała Kinga z rodziną, miało parking dla gości, więc Rafał bez problemu zaparkował. Przeszedł obok budki dozorcy i ruszył w stronę znajomej klatki. Zadzwonił domofonem i kiedy jeden z siostrzeńców go wpuścił, wbiegł po schodach na drugie piętro.
W drzwiach czekał już na niego starszy syn Kingi, Jeremiasz.
- Oglądaliśmy z mamą twój najnowszy wywiad - oznajmił zamiast powitania. - Nieźle wypadłeś. I nawet już się nie jąkasz.
Rafał zaśmiał się i zmierzwił mu włosy.
- Dzięki. Nie ma to jak szczera opinia.
Chłopak ukazał zęby w uśmiechu.
- Do usług.
- Jest mama?
- Tak, wejdź. Modli się w łazience.
- Modli się? - Rafał nie krył zdziwienia. Jego siostra nie była przesadnie religijna, a już z pewnością nie zamykała się w tym celu w łazience.
- Tak. Do pralki. - Jeremiasz wpuścił wujka do środka i zamknął za nim drzwi.
- Ach. To wiele wyjaśnia.
- Franca znowu nie chce działać. Mama mówi, że chyba będzie musiała pomyśleć o nowej, bo ostatnio spotykają ją takie atrakcje średnio raz w tygodniu.
- Może wystarczyłoby wezwać fachowca?
- Był tu taki jeden, ale chyba nie bardzo pomógł.
- Wiesz co? Może tam zajrzę.
- Myślałem, że przyszedłeś, żeby znów z nami pograć.
- Najpierw porozmawiam z mamą, a potem rozegramy jakiś meczyk. - Rafał posłał mu uśmiech, po czym zapukał do łazienki, w której Kinga faktycznie klęczała na podłodze. W dodatku z głową w bębnie od pralki.
- O, cześć. - Na jego widok podniosła się z kolan.
- Jeremiasz powiedział, że macie problem z pralką.
- Nic nie mów. Mam ochotę wyrzucić ją przez okno.
- Coś poważnego?
- Cholerna elektronika działa tak, jakby chciała, a nie mogła. Wezwaliśmy fachowca, niby naprawił usterkę, ale znowu pojawił się ten sam problem. Chyba będziemy musieli kupić nową, bo nie chcę się bez przerwy zastanawiać, czy chłopcy pójdą do szkoły w czystych majtkach, czy nie.
- Zawsze można przeprać je wieczorem ręcznie - zasugerował z uśmiechem.
Kinga posłała mu lodowate spojrzenie.
- Bardzo śmieszne.
- Przecież wiesz, że żartowałem. Będziesz dalej się modliła do tej maszyny czy znajdziesz chwilę, żeby napić się ze mną kawy?
Kinga wygładziła nogą dywanik łazienkowy, a potem odwróciła się do lustra i poprawiła niedbały kok na głowie, w który zawsze związywała włosy, kiedy była w domu. W czarnych spodniach dresowych i luźnej koszulce wyglądała zupełnie inaczej niż w pracy. Do biura zwykle zakładała obcisłe dżinsy i marynarki albo eleganckie sukienki, ale Rafał chyba wolał ją w tym domowym wydaniu. Nawet teraz wyglądała jednak na pewną siebie, stanowczą i twardą babkę, którą była. Odziedziczyła te cechy po ojcu.
Przeszli do kuchni. Rafał odsunął sobie krzesło i usiadł przy stole, Kinga w tym czasie włączyła ekspres do kawy. Potem pospiesznie starła z blatu okruszki i poprawiła prostokątne podkładki pod talerze.
- Wybacz. Chłopcy jedli dzisiaj na obiad hamburgery i jak widać, nakruszyli.
- Nie szkodzi.
- Został jeden. Nie jesteś przypadkiem głodny?
- Prawdę mówiąc, nie jadłem jeszcze obiadu.
- Odgrzać ci?
- Jeśli byłabyś tak miła, to bardzo chętnie zjem, dzięki.
- Jasne.
Rafał zlustrował obrazki narysowane przez chłopców, które wisiały przypięte magnesami do drzwi lodówki. Jeden z nich przedstawiał szczęśliwą rodzinę, a inny jakiegoś mitycznego stwora.
- Szymek nadal interesuje się starożytnością? - zapytał.
- Tak. To minotaur.
- Ciekawe - mruknął.
Po kilku minutach Kinga podała Rafałowi zarówno talerz ze smakowitą bułką na ciepło, jak i kubek kawy, po czym usiadła naprzeciw niego.
- A więc mówisz, mój sławny braciszku, że postanowiłeś zaszczycić skromną siostrę swoją obecnością. - Zerknęła na niego żartobliwie.
Rafał uśmiechnął się lekko.
- Po pierwsze, oboje dobrze wiemy, że żadna z ciebie skromnisia, a po drugie... Uznałem, że dobrze by było z kimś porozmawiać.
- Dziennikarze przestali ci wystarczać?
Spojrzał na nią wymownie.
- Typowa ty. Ironiczna i cyniczna.
Kinga zatrzepotała rzęsami wyraźnie rozbawiona.
- Cóż mogę powiedzieć? Cięty język to mój znak rozpoznawczy.
- Kuba w pracy? - Rafał wziął do ręki burgera i ugryzł pierwszy kęs.
- Ma dzisiaj dyżur.
- A więc nie będzie zły, że zjadłem jego porcję?
- Pewnie kupi sobie coś do jedzenia w szpitalu.
- A ty walczysz z pralką.
- Nie przypominaj mi o niej. Jeżeli do wieczora nie zadziała, to będę musiała spakować pranie i zabrać je jutro do biura, a potem wręczyć ojcu i poprosić go, żeby wyprał u siebie.
- Jeśli chcesz, to ja mogę zabrać, wyprać i przywieźć ci rano do pracy.
- Proszę, proszę... - Kinga zmrużyła oczy i upiła łyk kawy. - Czyżbyś zamierzał wrócić w końcu do biura?
- Ile można chodzić po stacjach radiowych i telewizyjnych?
- Wierz mi, znam takich, którym nigdy się to nie znudzi.
- Ja już trochę mam dość.
- Sądziłam, że dłużej wytrzymasz.
- Rozczarowana?
- Delikatnie.
- Wobec tego żałuję, że cię zawiodłem.
- Nie martw się, jakoś to przeboleję.
- Tak, tak - odparł rozbawionym tonem. - Słyszałem to już wiele razy. Patrzcie tylko na mnie - sparodiował jej głos - jestem silna i niezależna.
Kinga pokręciła głową i znowu napiła się kawy.
- Ja tak nie mówię.
- Ale tak myślisz.
- Zamiast rozmawiać o mnie, lepiej pomówmy o pracy.
- No tak. Zapomniałem, że ty nie potrafisz się od niej oderwać.
Kinga zignorowała jego komentarz i wyjaśniła:
- Dzwoniła do mnie kolejna dziennikarka z programu śniadaniowego. Zaprosiła cię.
- W jaki dzień?
- W piątek. Chyba na dziesiątą piętnaście, ale potwierdzę ci jeszcze godzinę SMS-em albo mailem. A jutro o szesnastej zobaczysz się z dziennikarzem z lokalnego radia. Są zainteresowani dłuższą rozmową.
- Dziękuję, że zapytałaś mnie o zgodę, zanim umówiłaś oba te spotkania.
- Drobiazg. - Uśmiechnęła się słodko. - Jest jeszcze jakieś trzecie, też w piątek, ale babeczka ma jeszcze dać znać o której.
- Widzę, że spodobało ci się bycie moją menedżerką.
- Czy ja wiem... Robię to od lat, z tym, że zwykle dla ojca. Bez różnicy, którego z was umawiam.
- Myślisz, że to szaleństwo niedługo się skończy? - spytał Rafał między jednym a drugim kęsem burgera.
- Sądziłam, że cieszysz się ze swoich pięciu minut sławy - zdziwiła się siostra.
- Bardzo, ale powoli kończą mi się pomysły, jak w różny sposób opowiadać o tym samym. Nie chcę, żeby odbiorcy pomyśleli, że mam ograniczony zasób słownictwa i w kółko mówię to samo.
- Jesteś detektywem, nie profesorem filologii polskiej.
- Ale wypadałoby jednak porządnie się wysławiać.
- Obejrzałam większość wywiadów, których ostatnio udzieliłeś, i ani razu nie odniosłam wrażenia, że się powtarzasz. To też jest część twojej pracy - powiedziała stanowczo.
- Miałem na myśli powrót do tej normalnej pracy - zaznaczył. - W której nie muszę zakładać garniturów i dziesięć razy myśleć nad swoimi słowami, zanim je wypowiem.
- Nie obraź się, braciszku, ale nie masz zadatków na gwiazdę. Jesteś przystojny i charyzmatyczny, owszem, lecz chyba brak ci zacięcia i przebojowości.
- Nie wszyscy muszą dobrze sobie radzić z medialnym szumem - skwitował obojętnie Rafał.
- Ciesz się, że paparazzi jeszcze za tobą nie chodzą.
- Powiedz, że żartujesz.
- Ojca kiedyś śledzili. - Kinga podparła brodę ręką. - Nie mówił ci o tym?
Rafał pokręcił głową.
- Może to i dobrze - mruknęła.
- Robili mu zdjęcia? - spytał zaciekawiony.
- Tak, ale ich pogonił.
- I dobrze. Jeszcze tego by brakowało, żeby wywlekli na światło dzienne jakieś nasze brudy rodzinne.
- Nie mamy brudów rodzinnych.
- Kto może wiedzieć, do czego by się dokopali? Może jakaś ciotka babci od strony matki miała nieślubne dziecko? Tego nie wiemy.
- Daj spokój. Jeżeli już, to rozpisywaliby się o przeszłości taty.
- Więc mamy szczęście, że ojciec dobrze się prowadzi. - Rafał dokończył burgera i sięgnął po kawę. - Dziękuję. Był pyszny.
- Taki obiad przygotowany na szybko. - Kinga zabrała talerz i od razu włożyła go do zmywarki. - A wracając do paparazzich... W twoim przypadku mieliby o czym pisać - powiedziała znacząco.
- Do czego pijesz?
- No wiesz, był taki etap, że nie przebierałeś w kobietach.
- To były nic nieznaczące, przelotne znajomości. Poza tym dobrze wiesz, że żadnej z nich nie skrzywdziłem ani nic w tym rodzaju. Nie robiłem nic złego, chodząc na randki.
- Mnie nie musisz tego tłumaczyć. Powiedz to dziennikarzom.
- To kolejny powód, dla którego chciałbym już wrócić do pracy. Tej normalnej pracy - zaznaczył.
- Sugerujesz, że mam poszukać dla ciebie jakiegoś ciekawego zlecenia?
- A mogłabyś?
- Jasne. Tylko co na to ojciec?
- Jak to co? Ucieszy się - odparł z przekonaniem.
Kinga zmrużyła powieki.
- Tak sądzisz?
- Nie rób z niego tyrana ani gwiazdora. Owszem, cieszy się moim sukcesem, ale na pewno zrozumie, że chciałbym już uciec od mediów. Na dłuższą metę ich zainteresowanie jest cholernie męczące.
- Nie przeklinaj - upomniała go Kinga. - Chłopcy są za ścianą.
- Przepraszam. - Rafał odruchowo spojrzał przez ramię w stronę drzwi, ale szybko wrócił wzrokiem do siostry. - To jak? Załatwisz mi jakieś ciekawe zlecenie? - zapytał błagalnie.
- Zobaczę, co da się zrobić - odparła, ale nagły błysk w jej oku powiedział mu, że coś już chodzi jej po głowie.