Od nowa? - Ewa Studzińska

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

9

Do przyjazdu Dity zdarzyło się kilka wartych odnotowania sytuacji. W środę rano, kiedy zabrałam się do tłumaczenia kolejnych stron romansidła, znów zadzwonił prehistoryczny telefon. Gerard nie odbierał, więc po kilku dzwonkach zrezygnowana zeszłam na dół i podniosłam słuchawkę.

- Hallo - odezwał się męski głos - czy to restauracja w Baignes?

- Tak - odparłam - w czym mogę pomóc?

- Mielibyście trzydzieści wolnych miejsc na lunch?

- Słucham? - nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.

- Trzydzieści miejsc na lunch - powtórzył głośniej. - Jestem właśnie z grupą Anglików na zamku. Po zwiedzaniu mieliśmy zjeść lunch w Bistro Régent w Pontignac, ale mają tam problem z prądem czy coś... Jakaś miła starsza pani, chyba tu pracuje, poleciła mi waszą restaurację.

Czyżby hrabina? - uśmiechnęłam się w duchu na myśl, że ktoś mógłby pomylić ją z klasą pracującą.

Już miałam grzecznie odmówić i powiedzieć, że nie otwieramy aż do dziewiętnastej, ale w tej samej chwili przed oczami zawirowały mi euro i przeliczyłam w głowie, ile można by na tym zarobić.

- O której ten lunch? - spytałam.

- O pierwszej trzydzieści może być? Mam budżet dwadzieścia pięć euro na osobę. Przystawka, główne i lampka domowego wina. Pasuje?

- Pasuje - potwierdziłam, patrząc na zegarek. Była dopiero jedenasta. Wystarczająco dużo czasu, o ile Gerard jest w domu.

- Super, to widzimy się później.

Zadzwoniłam na komórkę Gerarda, który na szczęście był na miejscu i natychmiast pojawił się w kuchni. Wytłumaczyłam mu szybko o co chodzi, a potem przebiegłam wzrokiem spiżarnię, zastanawiając się, co mogę przygotować z naszych zapasów. Zaalarmowana telefonicznie Anne przybiegła od razu i zaczęła kroić warzywa na zupę cebulową. Znałam Anglików na tyle, by wiedzieć, że nie lubują się w daniach z innych krajów niż ich własny. Pamiętałam, jak Dita śmiała się, że angielscy turyści za granicą najchętniej jedzą fish and chips, lekceważąc lokalną kuchnię.

O ile ryba z frytkami brzmi jak najprostsza potrawa na świecie, to zadanie wcale nie jest takie łatwe. Są nawet światowe konkursy i nagrody za przygotowanie najlepszej wersji. Kiedyś robiłam ją dla Anglików, których Jarek poznał na jakimś kursie IT. Zdradzili mi, że dla najlepszego efektu panierka powinna być zmieszana z piwem. Także frytki są inne niż francuskie. Francuskie są cieniutkie, a Anglicy lubią grube i krótkie, tak zwane chunky chips.

- Gerard - zakomenderowałam - skombinuj mi trzydzieści pięć porcji fileta z dorsza. Podamy zupę cebulową i angielskie tradycyjne fish and chips z puree z zielonego groszku. Mam nadzieję, że nie ma w tej wycieczce wegan ani wegetarian, ale nawet gdyby, to zrobię im coś na poczekaniu.

Reszta, jak się to mówi, jest historią. Punktualnie o trzynastej trzydzieści na niewielki ryneczek zajechał wycieczkowy autobus Aquitaine Tour