Od Kaukazu po Sudety. Studia i szkice o poznawaniu i zamieszkiwaniu gór dalekich i bliskich - Ewa Grzęda

Kup ebooka

25.00 zł
20.50 zł (11,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Renata Gadamska-Serafin

ORCID: 0000-0001-5182-6097

Uniwersytet Jagielloński

Góry Kaukaz w poezji i we wspomnieniach Franciszka Ksawerego Pietraszkiewicza

Góry były - obok morza i bezkresu niebios - jedną z najważniejszych (i szczególnie naznaczonych semantycznie) przestrzeni romantycznego krajobrazu. W literaturze polskiej XIX wieku karierę zrobiły zwłaszcza Alpy i rodzime Tatry, ale sytuacja polityczna kraju sprawiła, że w poezji i prozie wspomnieniowej tamtego stulecia pojawiły się również góry Kaukaz, eksplorowane przez polskich zesłańców (rzadziej dobrowolnych emigrantów). Choć była to fascynacja wymuszona, przyniosła ciekawe i godne uwagi owoce artystyczne.

Jednym z zesłanych na Kaukaz był Franciszek Ksawery Pietraszkiewicz (1814-1887). Cały okres kilkuletniego wygnania spędził w Gruzji, toteż tylko jej górskie pejzaże odbijają się w lustrze jego pism. Spora część tych tekstów spoczywa dotąd w rękopisach1.

Fakt, że Pietraszkiewicz przetrwał kaukaską zsyłkę i powrócił do kraju, gdzie założył rodzinę i żył jeszcze kilkadziesiąt lat, zdecydował, że w przeciwieństwie do losów wielu innych kaukazczyków, jego biografia jest dość dobrze znana i zarejestrowana w Polskim Słowniku Biograficznym2. Przypomnijmy zatem tylko najistotniejsze fakty z jego życia.

Franciszek Ksawery Pietraszkiewicz pochodził z Ukrainy, z rodziny szlacheckiej o korzeniach żmudzkich. Młodzieńcza edukacja w świetnych szkołach bazyliańskich3 (w Lubarze i Humaniu4) zaszczepiła w nim gorącą miłość do kraju, wielką wrażliwość etyczną i żywe uczucia religijne. Kiedy po powstaniu listopadowym zamknięto z rozkazu Mikołaja I wszystkie szkoły polskie oraz Uniwersytet Wileński, podjął w 1835 roku studia na wydziale literacko-filozoficznym w nowo powstałym Uniwersytecie Kijowskim. Na czwartym roku studiów wstąpił do Stowarzyszenia Ludu Polskiego Szymona Konarskiego, a po wykryciu związku przez władze rosyjskie podzielił tragiczny los wszystkich konarszczyków. Został osadzony w cytadeli fortecy kijowskiej i poddany długiemu, niemal rocznemu dochodzeniu, w trakcie którego nie ugiął się przed szantażem, nie dał się zwieść żadnym podstępem ani nie wystraszył się miotanych gróźb5. Świadectwem więziennych przeżyć i refleksji jest zachowany w rękopisie wiersz Nowy Rok (1839) z więzienia w Kijowie6:

Nowy Rok, nowe pasmo łańcucha

Narodów życia i doli;

Nowością nowe tchnienie rozdmucha,

I nową siłę podniesie ducha,

Co się nie lęka niewoli.

Nowy Rok, a my więźnie w żałobie,

Przywdziejmy strój nasz godowy!

Toasty szczęścia spełnijmy sobie,

Co będą stypą na wroga grobie,

Bo nie dla niego rok nowy!

Cieszmy się bracia! nasze cierpienia

Weselsze niż wrogów gody:

W nas się odrodził duch odkupienia,

Za nami ludów błogie życzenia,

Przed nami sztandar swobody!

Cieszmy się bracia! świat nam zazdrości,

Choć żyjem na nim tułacze.

Ale zbawienie niesiem ludzkości,

Śpiewamy ludom hymny wolności

Wielkiego dzieła tłumacze.

Cieszmy się bracia! kres niedaleki,

A głosu wolnego echo,

Tłumione długo jarzmem opieki

Zabrzmi na koniec, ale na wieki,

Pod niską rolnika strzechą.

A wtenczas, wtenczas ludzkości wrogi

Zadrżyjcie, zadrżyjcie trony!

Bo bujne żniwo dają odłogi,

Na waszych miejscach wzniosą się stogi

Na wieczne ludzkości plony.

Rodzice, bracia, żony i dzieci,

Wy przyjaciele życzliwi

Gdy do was smutnych ta pieśń doleci,

Niech w waszych sercach pociechę wznieci,

Że my i w więzach szczęśliwi.

Że my i w więzach niepokonani,

Duch nasz w podziemiach nie skryty.

A broń zwycięska męczeństwu w dani.

Chrystus wybawił ojców z otchłani,

Gdy był na krzyżu przybity7.

Wycieńczonego chorobą studenta postawiono przed sądem wojennym, który skazał go na śmierć. Karę tę z łaski cara zamieniono na zesłanie "w sołdaty" bez wysługi (oraz utratę szlachectwa). Buszczyński odnotował, że Pietraszkiewicz odbył kilkusetkilometrową drogę na Kaukaz pieszo, przykuty wraz z innymi skazańcami do żelaznego pręta, żona zesłańca wspominała jednak, że jechał wozem, na którym omal nie umarł z zimna, gdyż powieziono go tylko w cienkim surducie8.

Otrzymał przydział do oddziału kaukaskiej artylerii (miał w nim służyć pięć lat). Informacje na temat miejsca powstawania kolejnych utworów literackich pozwalają wnioskować, że początkowo stacjonował w Gombori na terenie Kachetii, na wschód od Tyflisu.

Dopiero po jakimś czasie dostał się do Tyflisu, gdzie złączywszy się z kolegami, złączyli swoje fundusze i mogli sobie razem nająć mieszkanie, żyli skromnie, ale tak się swoim postępowaniem odznaczyli, że ich nazwali: Kniazja Polskije".

Ksawery Pietraszkiewicz rozpoczyna ciężki żywot żołnierza na tle obcym i pięknym dzikich gór i jeszcze dzikszych ludzi9.

W 1840 roku w Tyflisie powstał wiersz Zazdroszczę..., traktujący o głębokim sensie życia ofiarnego i bezsensie egzystencji egoistycznej, samolubnej. Wyraźnie pobrzmiewają w nim echa Ody do młodości:

Zazdroszczę wam możni świata,

Jeśli kto z was serce ma,

I w nędzarzu czci współbrata,

I współbrat nią dłoń mu da.

Zazdroszczę wam męże dzielni,

Jeśli was ukochał lud;

Snadź dla jego czynnej kielni,

Pożądany był wasz trud.

Zazdroszczę wam geniusze,

Gdy wiosenną brzmicie pieśń;

Pieśń co życiem karmi duszę,

I niemocy zdziera pleśń.

Zazdroszczę wam cni pasterze,

Gdy przez wasze usta Bóg,

Wieczne ludom śle przymierze,

Które ciągle zrywa wróg.

I wam, wam nawet nędzarze,

Co żebrany żywi chleb;

Jeśli macie w spólnym darze

Wolne tchnienie wolnych nieb. [...]

Lecz mocarze, karo boża,

Co tak długo już nas chłoszcze,

Wam, panom ziemi i morza,

Nie zazdroszczę, nie zazdroszczę!

I wam służalców ich karty [?],

[fragment nieczytelny - R.G.-S.] narzędzia ich zbrodni;

Wy głuszące ziarno chwasty,

Dla własnej ziemi wyrodni. [...]

Nie zazdroszczę, jednym słowem

Wszystkim, co ze swej skorupy,

Patrząc życiem czczem, jałowem,

Dla ludzkości, istne trupy,

Nie przynieśli żadnej dani.

Jakby od powicia chwili,

Na zwierzęcy byt skazani

Metempsychozę przebyli 10

Ciężko ranny w brzuch11 podczas działań wojennych, trafił do szpitala w Tyflisie12 (kula utkwiła w kości pacierzowej, a ponieważ nie zdołano jej wyjąć, pozostała tam już do końca życia). Paradoksalnie postrzał ten uratował Pietraszkiewiczowi życie, gdyż jako inwalida otrzymał upragnioną dymisję z wojska i mógł powrócić do kraju (stało się to 9 marca 1843 roku)13. Tak spełniło się jego widzenie z sonetu Kaukaz (1841), być może napisanego po ocaleniu od bliskiej śmierci:

I ledwie niedobitek, ledwie się wywlekłem,

A za mną zły duch pustyń, zawył wicher piekłem:

"Szczęśliwyś! ha szczęśliwyś! długo ci żyć jeszcze!"14

Rzeczywiście, Pietraszkiewiczowi dane było dożyć dość sędziwego wieku siedemdziesięciu trzech lat, co czyniło go jednym z nielicznych wyjątków w gronie naszych kaukazczyków.

Po powrocie postanowił przede wszystkim podjąć na nowo przerwane mu niegdyś studia. Pojawienie się byłego zesłańca na Uniwersytecie Kijowskim było wydarzeniem bezprecedensowym i zauważonym przez wszystkich15. Jego przyjaciel Stefan Buszczyński, inny znakomity absolwent tej uczelni16, pisał o nim po latach:

Należał do najznakomitszych uczniów w uniwersytecie. Obdarzony wielką pamięcią i nadzwyczajnymi zdolnościami, pilny, pracowity, wesoły, łatwy w towarzystwie, nie tylko kochany był przez kolegów, lecz niemal uwielbiany, a poważany przez wszystkich profesorów. Idąc na Kaukaz zostawił po sobie najchlubniejsze wspomnienie. Jego imię pokolenie młodsze studentów ze czcią wymawiało. Już nikt na uniwersytecie kijowskim od czasu jego założenia nie miał podobnej popularności17.

Franciszkowi Pietraszkiewiczowi udało się wprawdzie we wspaniałym stylu ukończyć studia, jednak powrót do kraju oznaczał dla niego, podobnie jak dla innych wygnańców, konieczność odnalezienia się w niełatwej rzeczywistości: w Syberii "drugiej", "pracy i pieniędzy", w której szanse ludzi obciążonych polityczną przeszłością na otrzymanie jakiejkolwiek posady państwowej były znikome. Piętno politycznego skazańca naznaczyło więc całe dalsze jego życie. Córka Jadwiga wspominała:

Chciał napisać swoje pamiętniki i zacząć je od wiersza, który ułożył w więzieniu w Kijowie, gdy mu przerwano studia uniwersyteckie - "Bo też los mój rzadki,/ Bo co zacznę, to nie skończę,/ Co krok stąpię, to rogatki,/ I plączę tylko i plączę" - Rzeczywiście, całe życie tak mu przeszło, był pod tym względem jak wielu innych ofiarą nieszczęść kraju, nigdy nie doszedł do żadnego stanowiska publicznego i dzieł swoich wydać nie mógł z powodu moskiewskiej cenzury. Po powrocie z Kaukazu skończył wprawdzie uniwersytet, ale go miano na oku i nie pozwalano pracować publicznie18.

Franciszek Pietraszkiewicz został więc prywatnym nauczycielem. Po kilkuletnim postyczniowym epizodzie paryskim (1863-1870) osiadł w Krakowie. Przybysza z Kresów traktowano tu z dystansem, wcale nie ułatwiając mu odnalezienia się w nowym otoczeniu:

Gdy przybył do Krakowa i tu znów nie mógł pracować publicznie, jak to było jego marzeniem całego życia, gdyż tutejsi zwierzchnicy nie dopuścili do zajęcia człowieka obcego i bez patentu, i gdy towarzystwo tutejsze mało go uznawało i słuchało, mając Go za człowieka zacofanych poglądów i bez stanowiska, bolał nad tym, że zapoznają te prawdy, które kochał [...]19.

Nie mając innych szans na zarobkowanie, Pietraszkiewicz założył (wraz z żoną Teofilą Górską i jej siostrą Seweryną) siedmioklasową pensję dla dziewcząt w kamienicy przy ulicy Garbarskiej 720.

Działalność pedagogiczna, która przyniosła mu wielkie uznanie i plon w postaci cenionych publikacji21, stała się źródłem skromnego utrzymania dla całej licznej rodziny byłego kaukazczyka (Pietraszkiewiczowie wychowali aż dziewięcioro dzieci). Listy pisane w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku do Stefana Buszczyńskiego zdradzają, że mimo wytężonej pracy Ksawery ciągle borykał się z problemami finansowymi22. Po jego śmierci przyjaciel ten, wówczas prezes krakowskiej Akademii Umiejętności, pisał z goryczą:

W każdym innym kraju, przy innej organizacji rządu, powiedzmy sobie szczerze, w każdym innym społeczeństwie umiejącym wznieść się do ocenienia go, umiejącym poznać się na tym nadzwyczajnym rozumie, ozdobionym niezgłębioną wiedzą, ten człowiek mógłby zająć wysokie stanowisko, mógłby być jednym z najpierwszych w narodzie, w Polsce całej, w Europie, mógłby o jaki krok naprzód posunąć ludzkość w postępie. Tymczasem czymże był? Skromnym, domowym nauczycielem!

To fatalizm tkwiący w opłakanym, anormalnym stanie narodu naszego!23.

W zbiorze korespondencji Buszczyńskiego, przechowywanym w krakowskiej Bibliotece Polskiej Akademii Nauk, zachowało się osiemnaście listów od Pietraszkiewicza (z 1871 roku oraz z lat 1883-1885), dokumentujących ich przyjaźń oraz krakowskie lata "przedostatnie" autora24. Pisane zmęczoną, niesprawną już starczą ręką nie zawierają wprawdzie wspomnień z Kaukazu, ale wymownie świadczą o śladach, jakie te dawne, tragiczne doświadczenia wycisnęły na świadomości i poglądach byłego zesłańca, wyczulonego na przykład na kwestie relacji polsko-rosyjskich25. Ponadto zachował się

jeden list do Teofila Lenartowicza, z hołdem i podziękowaniem za nadesłany wiersz Jagoda26.

Dom Pietraszkiewiczów był ważnym miejscem spotkań polskiej inteligencji, pojawiali się w nim: Adrian Baraniecki, sybiracy Marian Dubiecki (autor późniejszego nekrologu Pietraszkiewicza w "Kłosach") i Agaton Giller, generał Oktawian Augustynowicz i profesor Edmund Liwski (obaj absolwenci Uniwersytetu w Kijowie), Izydor Kopernicki, Marian Zdziechowski, Franciszek Duchiński, Antoni Edward Odyniec oraz Seweryn Goszczyński27. Ksawery znał także Józefa Bohdana Zaleskiego, Wincentego Pola, przyjaźnił się z sybirakiem Bronisławem Zaleskim. Na powinszowaniach dla Józefa Bohdana Zaleskiego, przesłanych do Paryża z okazji jego osiemdziesiątych urodzin, zachowały się nawet autografy Franciszka Ksawerego, jego żony Teofili i trojga dzieci (Ksawerego, Stanisława i Elżbiety)28.

Franciszek Pietraszkiewicz zmarł w Krakowie w 1887 roku. Byłego zesłańca kaukaskiego pochowano na Cmentarzu Rakowickim. "Na jego grobie zasłużony wyryto napis: Sprawiedliwemu"29. Córka zaś napisała o nim:

[...] był to jeden z rzadkich dziś ludzi, który tylko dla idei pracował, a nigdy nic nie zrobił dla interesu, zaszczytów lub sławy. Tak ukochał Boga, Ojczyznę i ludzi, że jego miłość własna w tej wielkiej miłości zupełnie stopniała. Egoizmu nigdyśmy nie dostrzegli, przez całe życie był delikatnym dla drugich, dla siebie nic nie wymagał [...].

Z usposobienia i pojęć był prawdziwie postępowym, ale rozumiał postęp jako coraz większe postępowanie w doskonaleniu się, zachowaniu tych zalet, jakie były w przeszłości, a nabywaniu nowych. Ale że postęp europejski zupełnie nie do doskonałości dąży, więc Ojciec był mu przeciwny i więcej należał do konserwatystów, z tą jednak różnicą, że konserwował tę przeszłość polską, którą ukochał, w której widział instytucje dobre, piękne i szlachetne, nie jak konserwatyści teraźniejsi, którzy na tę przeszłość patrzą oczami rozumu po dzisiejszych doświadczeniach i krytykują wszystko, co było30.

Pewne zamieszanie biograficzne, skutkujące uznaniem Pietraszkiewicza za "akademika wileńskiego", wywołał fragment jego kaukaskich wspomnień opublikowany na łamach poznańskiego "Dziennika Domowego" w 1841 roku (a więc równolegle do jego pobytu na Kaukazie, co było wówczas rzadkością):

Nazajutrz ledwiem się dowlókł do Tyflisu. Tu przez tydzień odżyłem wśród przyjaciół z znajomych, których tu wielu - a pożegnawszy się z towarzyszami wspólnych losów, dalej w drogę na wojnę. Ja na wojnę! - ja literat w Wilnie wypieszczony!31

W rzeczywistości Pietraszkiewicz nigdy w Wilnie nie studiował (lecz, jak powiedziano wyżej, w Kijowie), jednak wzmianka o jego związkach z matecznikiem polskiego romantyzmu nie była całkiem bezpodstawna. Córka Franciszka Ksawerego, Jadwiga Kwaśnicka, we wspomnianym liście do Mariana Dubieckiego przyznała, że ojciec jej

bardzo cenił stosunki z uniwersytetem wileńskim i duchem do Filaretów należał. Gdy był na Litwie, umyślnie zajechał poznać Odyńca jako jednego z nich. Gdy był w Krakowie, Odyniec go odwiedzał, ile razy przejeżdżał przez Kraków32.

Nie bez przyczyny, Ksawery był bowiem synowcem Onufrego Pietraszkiewicza (uwiecznionego w trzeciej części Dziadów jako Jacek), współzałożyciela i archiwisty Towarzystwa Filomatów, przyjaciela Adama Mickiewicza33. Ta rodzinna więź sprawiła, że głęboko utożsamiał się ze środowiskiem wileńskim, a swoje późniejsze doświadczenia więzienno-zesłańcze konceptualizował niezmiennie z punktu widzenia filomackiego przeżycia pokoleniowego. Kijowski proces i kaukaskie zsyłki stanowiły w jego optyce niejako kolejny akt procesu wileńskiego uwiecznionego w Mickiewiczowskim dramacie (i zarazem spełnienie złowieszczego proroctwa z wiersza Do matki Polki).

Silny związek emocjonalny i intelektualny z Wilnem miał zaciążyć także na jego poglądach na literaturę, a co za tym idzie - wpłynąć decydująco na kształt jego zesłańczych poezji. Pozostają ona pod przemożnym wpływem - formalnym i ideowym - dzieł Mickiewiczowskich (zwłaszcza Sonetów krymskich oraz trzeciej części Dziadów), niekiedy zdają się wręcz utkane z mocno wrytych w pamięć autora cytatów (bądź obrazów) z tamtych mistrzowskich strof34.Tym samym stanowią niezwykłe świadectwo dalekiego, twórczego promieniowania geniuszu autora Dziadów oraz wyrafinowanej atmosfery romantycznego, uniwersyteckiego Wilna35.

Słowa o "wypieszczeniu" trafnie oddają też subtelność i szlachetność natury Pietraszkiewicza, podkreślaną przez wszystkich, którzy mieli z nim styczność. Był on człowiekiem o kruchej budowie i równie delikatnej psychice, realizującym się przede wszystkim w sferze intelektualno-duchowej. Koszary i pola bitewne były doprawdy ostatnim miejscem, w jakim można go sobie wyobrazić. Zachowane fragmenty wspomnień oraz poezje więzienno-zesłańcze świadczą o tym, że zsyłkę "w sołdaty" znosił o wiele dotkliwiej niż jego współbracia z oddziału. Brzemię wojennego barbarzyństwa i niewoli ciążyło na jego barkach ze zdwojoną siłą, brutalnie miażdżyło jego wrażliwą duszę. Kaukaskie góry wydały mu się więc nie tyle jakąś mglistą reminiscencją Dantejskiego piekła, ile samym piekłem w całej jego potwornej dosłowności:

Czy znacie, co jest piekło? Kto nie był w tym piekle,

W całej swej wyobraźni nie ma dlań obrazu.

Czy znacie, co tęsknota? Znacie ją z wyrazu,

Coście jak ja nie czuli.

To piekło tu na ziemi.

Znacie, co to jest piekło? To dążność ku niebu,

Którą jeszcze w kolebce zapaliły duchy,

W całej swej sile żywcem pchnięta do pogrzebu,

W sile woli ukuta [w - R.G.-S.] przemocy łańcuchy.

Znacie, co to jest piekło? To ten ogień wielki,

Uczucie żałości, wspomnień i pragnienia.

A sercu ni pociechy, ani odrętwienia36.

Dopełnieniem tej - nader często pojawiającej się w polskiej literaturze kaukaskiej - topiki infernalnej jest wstrząsający obraz człowieka pogrzebanego żywcem:

Jest piekłem poniżenia, piekłem bezwładności,

Kto pełnem życiem, nadzieją niesiony,

W przyjaznem kole druhów i rodziny

Zasnął letargiem, i nagle zbudzony,

Znalazł się w trumnie ofiarą smętarza;

Pierś, jeszcze tętniącą, tłoczy bryła gliny,

Pierś, jeszcze tętniącą, ciężkie wieko gniecie,

A już przy grobie nie słychać grabarza;

Próżna usilność, wołania i jęki.

Któż jego rozpacz pojmie, jego straszne męki.

Lecz ciężej temu, kto żyjąc na świecie,

Na świecie jeszcze żywcem pogrzebiony37.

Kaukaz wyłaniający się z utworów Pietraszkiewicza jest przestrzenią o cechach infernalno-funeralnych, szatańską i apokaliptyczną. Do tych złowrogich, "głębinowych" i mrocznych obrazów dołącza jeszcze jeden motyw, wszechobecny w poezji zesłańczej: gór jako nieprzebytej granicy ("W dalekiej Azji, górami zaparty"). W optyce wygnańców łańcuch Kaukazu wytyczał limes okrutnej azjatyckiej barbarii, za którym nie obowiązywały już cywilizowane prawa. Ściana gór przeradzała się w rodzaj diabelskiego potrzasku. Towarzystwo wrogów, innych równie "wystraszonych niewolników" i dzikich zwierząt, potęgowało tylko poczucie absolutnej samotności zesłańca na tym "świata odłogu":

Rzuciłem strony mej ojczystej ziemi,

Od swoich, swoim okrutnie wydarty;

W dalekiej Azji, górami zaparty,

Obcy sam sobie pomiędzy obcymi.

W żelaznych szponach wielkiego Kaina

Bez żadnej ulgi, bez żadnej nadziei,

Błądzę samotny wśród tej dzikiej kniei.

Nikt mię nie czuje, nikt mię nie rozumie,

Nigdzie pierś moja echa sobie nie ma,

W tym przestraszonym niewolników tłumie.

Chyba na głos dziki żalów,

Przedrzeźnianie tylko słyszy

Skał i lasów, i szakalów,

Mych szczęśliwszych towarzyszy. [...]

Teraz jak dziecko chodzić mię tu uczą38, [...]

I chcą mnie, mnie człowieka, w machinę przemienić39.

Ratunkiem przed narzucającą się skrajną rozpaczą było zapatrzenie w transcendencję:

Lecz człowiek innych światów mieszkańcem,

Dalszym ogniwem tych światów łańcucha.

Tam gdy wzleci, gdy pozna dążność swego ducha,

I cel bytu na ziemi, i za świata krańcem,

On już nie jest jednostką, już nie jest wygnańcem40.

Wiersz Tęsknota, którego fragmenty zamieszczono powyżej, nie jest arcydziełem - jest bardzo nierówny, chwilami błyskotliwy, niekiedy wręcz słaby. Pozostaje jednak ważnym świadectwem czasów i miejsca, godnym odnotowania w dziejach polskiej literatury romantycznej, która obok absolutnych arcydzieł mieści przecież w sobie wiele podobnych bolesnych pomników. Okoliczności jego powstania tłumaczą w jakiejś mierze brak wycyzelowanej formy. Jej niewątpliwe mankamenty - niezgrabności językowe, zakłócenia rytmu, mało wyraźne rymy i nieogładzony tok - podnoszą jednak ekspresję tekstu, oddają dramatyczny bieg strumienia świadomości skazańca. W dramacie formy skrywa się dramat człowieka. Nie sposób patrzeć na ten zapis zesłańczej ręki bez najgłębszego poruszenia41.

Jak informuje nota zamieszczona przy tytule, wiersz powstał w pierwszych miesiącach (może nawet tygodniach lub dniach) pobytu autora na zesłaniu (co dobitnie tłumaczy jego depresyjny, tęskny ton), w miejscu pierwotnego obozowania oddziału Pietraszkiewicza - w "Hamborach", to jest we wsi Gombori (gruz. ???????, ros. Гомбори), położonej około 30 kilometrów na zachód od Telavi i 50 kilometrów na wschód od Tyflisu, na wysokości 1079 metrów n.p.m., w paśmie malowniczych Gór Gomborskich (Gomboris K'edi), zaliczanych do łańcucha Wielkiego Kaukazu [fot. 1]. Była to wówczas mała wojskowa osada - właśnie tam znajdowały się strategiczne fortyfikacje strzegące drogi do gruzińskiej stolicy. Mieszkańcy tych terenów do dziś pamiętają o stacjonujących tu w XIX wieku, siłą wcielonych do armii carskiej Polakach42.

Nazwę Gombori nosi obecnie zarówno wspomniana wieś, jak i całe pasmo górskie (Tsiv-Gombori, gruz. ???-????????????), a także malownicza Przełęcz Gomborska. Tamtejsze góry nie dorównują wprawdzie potędze czy grozie cztero- i pięciotysięczników rozlokowanych po obu stronach Gruzińskiej Drogi Wojennej, jednak i ta wschodnia odnoga "Kaukazu w pomniejszonej skali" odznacza się niezaprzeczalną urodą43. Od północy zbocza gór schodzą do urodzajnej i pięknej Kotliny Kachetyjskiej, po której malowniczo snuje się rzeka Alazań i gdzie uprawiane są dorodne winogrona.

Przygwożdżony rozpaczą i duchowym cierpieniem Pietraszkiewicz początkowo nie dostrzegł otaczającego go zewsząd przepychu gór. Niewrażliwości tej nie zmieniał nawet fakt, że było to dla niego zupełnie nowe doświadczenie przestrzeni - nie znał przecież takich pejzaży z rodzinnych stron. Trauma pierwszych miesięcy wygnania sprawiła, że Góry Gomborskie zrosły się w jego poetyckiej wyobraźni (i pamięci) z jednym tylko uczuciem: tęsknotą. Zostały nawet opatrzone w jego zapiskach stałym epitetem: "tęskne Hambory"44. Nie był to zapewne (lub wyłącznie) zabieg poetyckiego dookreślenia przestrzeni, lecz forma transpozycji duchowych przeżyć na rejestrowany wokół pejzaż.

Kontakt "wileńskiego akademika" z "Hamborami" miał jednak wkrótce przynieść owoce literackie. Nazwa tych gór pojawia się jeszcze dwukrotnie w poezji Pietraszkiewicza pisanej "za Kaukazem": w spoczywającym dotąd w rękopisie, a skreślonym w 1839 roku poemacie Noc w Hamborach45 oraz w sonecie Góra Hambor46, opublikowanym w latach czterdziestych XIX wieku w Poznaniu.

Pierwszy z wymienionych utworów świetnie wpisuje się w romantyczną konwencję samotnych nocnych dumań, zdradza także wyraźne powinowactwa z Mickiewiczowskim arcydramatem (trzecia część Dziadów). Liryczny nokturn przynosi nareszcie świetne obrazy kaukaskich pejzaży (w niezbyt często spotykanej w twórczości kaukazczyków wersji nokturnowej właśnie) oraz opis orientalnej nocy, ujęty w zespół pysznych metafor ("nieba pawilon", "ogniem tkane szaty", "wonne wschodu kadzidła"). Bogactwo wrażeń wzrokowych, słuchowych i zapachowych przywodzi na myśl Mickiewiczowską "apologię sensorium orientalnego"47 - Ałusztę w nocy. W poemacie Pietraszkiewicza pierwotna doskonałość natury - dzieła boskiego - jest jednak brutalnie pogwałcona przez "antydzieło" człowieka:

Już północ!... jakże smutno - o! to smutek we mnie,

Śliczna noc rozwinęła ogniem tkane szaty,

Wonne wschodu kadzidła rozdmuchują kwiaty,

I strumień na modlitwę śpiące echa budzi.

Wymowna uroczystość: - czemuż nadaremnie

Wszystko do mnie przemawia, wszystko tak ponuro,

O! wszędzie śliczna jesteś, ślicznaś ty naturo,

Prócz gdzie cię ludzie szpecą więzieniem dla ludzi48.

Także obraz gór wpisany jest tu w całościową wizję natury wtórnie skażonej złem, naznaczonej dysharmonią. Groźne "skał zawory" tworzą "żałobną ścianę" "świątyni kiru", są jedynie potrzaskiem, "więzieniem", złowrogą przeszkodą oddzielającą zesłańca od ojczyzny i bliskich:

Wkoło góry olbrzymie, wkoło głuche bory,

Groźne wznoszą wygnańcom skał swoich zawory,

A gdy noc je zasklepi namiotem z szafiru,

Żałobną w okrąg ścianą opaszą Hambory;

I rozdół ten jest wtenczas jak świątynia kiru,

Nieszczęść, ucisku, boleści człowieka,

Wszędzie ścielą się mroki, wszędzie gonią cienie,

Tylko nieba pawilon rozwidnia sklepienie.

Jakby napis, że tylko tam szczęśliwość czeka49.

Obecność niemal substancjalnego zła w tej przestrzeni sprawia, że doświadczanie dawnego "przymierza" z naturą jest już niemożliwe. Złowrogi łańcuch gór przesłania nawet perspektywę gwiaździstego nieba ("W dzień wasz widnokrąg góry mi zaleśną / Od świata, od was oddzielą"), stanowiącego w zakłóconym uniwersum jedyną sferę constans - gwarant metafizycznego ładu:

Nocy! ty niegdyś moich dumań powiernico,

Czyż mię dzisiaj w twoim nie utulisz łonie.

Też gwiazdy co i pierwej na twym niebie świecą,

Ta sama cisza, ta świeżość, te wonie,

Dlaczegóż z duszą niemą, z spaloną źrenicą

Dziko i martwo patrzę na twe czary,

Jak szkielet - w piaskach Sahary!

Pamiętam, niegdyś każdego wieczora,

Równie niebo twe miłe, chmurne czy pogodne

Tak samo dziś świeciło, jak świeciło wczora

I sercem kołysały uczucia swobodne

I mogłem rozumieć Ciebie

I czytać na Twych gwiazdach, czytać na Twym niebie

Nuty wielkiej harmonii, co w bezgranic chórze

Brzmi od początku świata w tej cudów Naturze. [...]

Myśl jak ptak złotopióry, swobodna, wesoła,

Szczęśliwa cudnych marzeń obiegała światy,

Nim ją pęta znękały i więzienne kraty. [...]

Dziś! i dziś w nocy widzę gwiazdy twoje,

Też same gwiazdy, co w mej świecą stronie,

Tam wytężam oko moje,

Zawieszam go na ich łonie,

I stamtąd patrzę na ojczyznę moję [...].

Ja was witam nocną porą

Przez te świetnych gwiazd tysiące

Też same, co u nas gorą [...].

W dzień wasz widnokrąg góry mi zaleśną

Od świata, od was oddzielą. [...]

Ale tam moje słowa do was nie dolecą.

Patrzcie tam brylantowe gdzie lśnią się Plejady,

Tam się wzrok nasz przynajmniej niech w jedno zestrzeli.

Wśród burz niepogody, wśród losów topieli

Dobrze, gdy jednych uczuć niezatarte ślady

I jedne, zawsze będą jedne nasze cele.

Ale już jutrznia błysnęła po górach

I gwiazdy gasną na porannych chmurach.

- Tak wszystko gasło przede mną! -

Już po niebie źrenicą błądzę nadaremnie,

Bywaj zdrowa rodzino, bracia, przyjaciele50. -

Z horyzontu świadomości zesłańca nie znika również poczucie ciągłego zagrożenia ze strony kaukaskich górali, walczących - paradoksalnie - z tym samym co Polacy ciemiężcą:

Cicho - ni jeden listek nie szeleśnie,

Czasem tylko ciągłe słychać wart wołania,

A może w jednej chwili rozniosą gór cieśnie

Zmieszane echa wrzawy, trwogi, zamieszania.

Może Lezginy już zasadzką zdradną

Grożą, i nagle z gór jak potok spadną

Wytną, wypalą, zabiorą jak swoje.

I miejsca tylko zgliszczami naznaczą

Na zemsty swej minarety.

Ja jeden tylko ich się tu nie boję.

Bo mi snadniej jest zginąć od człowieka ręki,

Niźli znosić ciągłe męki,

Ach tej niemocy sztylety,

Przez te nędzne marionety,

Co po nici wielkiego ich sztukmistrza skaczą51.

Wbrew tytułowi Noc w Hamborach nie jest jednak poświęcona górom - stanowią one jedynie fascynującą, majestatyczną scenerię, na tle której rozbrzmiewa dramatyczny monolog podmiotu lirycznego, przypominający sekwencje Wielkiej Improwizacji. Antycarski, antydespotyczny ton wiersza jest równie ostry, jak w trzeciej części Dziadów. W utworze Pietraszkiewicza zanegowana została nawet tradycyjna kulturowa typizacja przestrzeni i słuszność wynikającej z niej antynomii: azjatycka barbaria - europejska cywilizacja:

O snadniej mi jest zginąć od Lezginów ręki;

A jeżeli mię z sobą uprowadzą razem,

Ja więzień w tych dzikich znajdę więcej serca,

Niż go mają w Europie, niźli ten morderca,

Co jednym miliony zabija ukazem52.

W dalszej części poematu kaukaski couleur locale znika całkowicie, a refleksja etyczna bierze górę nad poezją pejzażową. Górski nokturn staje się Konradowskim niemal monologiem - rozrachunkiem podmiotu z własnym więzienno-zesłańczym losem i jednocześnie świadomie konstruowanym świadectwem martyrologii całego narodu ("Ja żyję dla narodu, i cierpię z narodem"):

Czemże jest nuta śpiewaka niewoli,

Wygnańca samotnika czemże jest piosenka,

Co go przeszłość nie bawi, obecność nie boli, ani

go przyszłość nie lęka?

Którego dusza niema i serce jak z głazu...

Przeszłość - tam tylko same zostały mi groby,

Rodziców i przyjaciół i kochanych braci.

Ich drogie, ale zimne i trupie postacie,

Mojego szczęścia nadzieje!

Jakiegoż tam w mej pieśni mam szukać obrazu! [...]

Obecność - o jej ciężkie, nadto ciężkie razy,

Abym mógł uczuć ich bole,

Abym swą i mych braci wyśpiewał niedolę,

I nieszczęść tylu rodzin smutniejsze obrazy.

O, jak moje uczucia zwiędły, zaniemiały

Kiedym, z rozdartym sercem, widział tyle straty.

I męczeństwa za prawdę, i za cnotę winy,

I w okuciach daleko pędzon, od rodziny,

Słyszał jeszcze tryumfu piekielne chorały,

Słyszał na zgubę ludów wzniesione wiwaty,

Gdy się świeżą zdobyczą krwawili morderce.

O! wtenczas we krwi własnej zastygło mi serce53.

Niemal rówieśny cytowanemu wyżej poematowi (i zapewne połączony z nim miejscem powstania) jest sonet Góra Hambor, otwierający cykl trzech Sonetów kaukaskich opublikowanych przez "Dziennik Poznański" w 1841 roku. Liryk Pietraszkiewicza to ciekawy przykład romantycznego "portretu" góry, eksponującego monumentalność i wertykalizm obiektu (z wyraźną skłonnością do hiperboli) oraz jego opozycję wobec doliny ("Jak olbrzymi obelisk wznosi się z doliny"):

Jak olbrzymi obelisk wznosi się z doliny,

spodem go wieńczą lasy rosłemi czymary54.

W piersiach - orłów siedlisko - wejść dawnych pieczary,

Na szczycie zamku starego zwaliny -

Któż ze szczytu bez trwogi spojrzy w zerw głębiny?

A niegdyś tu lud mieszkał wojowników stary,

Najsilniejsze tu zamki po kraju Tamary

Najdzielniejsze Gruzinów tu były drużyny -

Dziś i ducha ich nie ma, zwierząt legowiska,

I krajowiec mniej dbały o swych dziejów treści -

Tylko gdzieś letnich starców pamięć jeszcze chowa

Dawnych czasów, dawniejszej ich sławy powieści,

Tylko szepcą tajemnie sierotne zwaliska

Do czułego przechodnia jakieś skargi słowa55.

Trzeba przyznać, że poetycka miniatura Pietraszkiewicza wspaniale oddaje topografię i atmosferę miejsca. Góry Gomborskie miały bowiem od najdawniejszych czasów duże znaczenie strategiczne - ulokowane na ich niedostępnych szczytach warowne "orle gniazda" strzegły pogranicza i dostępu w głąb kraju, zatrzymywały pochody Arabów i Persów. Przymierze człowieka z górami zaowocowało tu fascynującymi arcydziełami średniowiecznej architektury militarnej, jak spektakularnie położona twierdza Udżarma (gruz. ???????????, ros. Крепость Уджарма), rozbudowana przez walecznego króla Wachtanga I Gorgasalego56, otoczony gęstymi lasami zamek Bochorma (gruz. ????????????), związany z osobą Herakliusza II, czy forteca Hornabudżi (gruz. ?????????, ros. крепость Хорнабуджи), nazywana także zamkiem królowej Tamary57.

Nietrudno dostrzec pokrewieństwo strof Pietraszkiewicza z Mickiewiczowskim cyklem krymskim (Sonety krymskie), wyraźnie zasugerowane zresztą w tytule (Sonety kaukaskie). Cytowana wyżej kaukaska miniatura liryczna przywodzi na myśl zwłaszcza sonet Czatyrdah, podobnie zbudowany wokół jednego obrazu: statycznej wizji szczytu, "którego cechą dominującą jest niewzruszone trwanie - stałość"58, zderzona z przemijalnością dzieł człowieka, z ludzką vanitate59.

Drugim źródłem inspiracji był bez wątpienia "ruinowy" sonet Ruiny zamku w Bałakławie:

Te zamki, połamane w zwaliska bez ładu,

Zdobiły cię i strzegły, o niewdzięczny Krymie!

Dzisiaj sterczą na górach jak czaszki olbrzymie,

W nich gad mieszka lub człowiek podlejszy od gadu60.

Przyjęty w Górze Hambor kulturowy wzorzec interpretacji krajobrazu sprawia, że trop refleksji poetyckiej wiedzie, podobnie jak w Sonetach krymskich, w kierunku lektury pisma ruin, dociekań historiozoficznych i zgłębiania metafizyki czasu, nie zaś czystej kontemplacji natury i poezji pikturalnej. Przedmiotem zadumy staje się orientalna przestrzeń61, jej krajobraz i historia (zwłaszcza to, co po niej pozostało) oraz "mocowanie się przedmiotów z czasem"62. Romantycznej lekturze pamiątek przeszłości towarzyszy refleksja o dziejach, cyklach świetności i upadku, zamyślenie nad trwaniem i przemijaniem, dawnym bohaterstwem i współczesnym skarleniem, ocaleniem bądź utratą pamięci.

Góra zwieńczona ruiną staje się podwójnym znakiem: natury i kultury. Pozostałości dawnych twierdz, prezentujące się oczom "czułego przechodnia" już tylko jako "sierotne zwaliska", są milczącymi depozytariuszami narodowej sławy Gruzinów. Pejzaż ruin jest nie tylko czytelnym znakiem vanitatis, ale także analogonem sytuacji duchowo-politycznej narodu zniewolonego, którego kultura, zwłaszcza pozbawiona troski "krajowców" niedbałych już "o swych dziejów treści", skazana jest na powolną zagładę. Zapewne na kształcie tych rozważań zaważył nie tylko romantyczny historyzm - podobnie jak w Sonetach Mickiewicza, hermeneutą znaków przestrzeni jest wygnaniec, pozbawiony przeszłości i przyszłości "przechodzień", dla którego skarbnica "pamięci" staje się jedynym azylem chroniącym przed całkowitym wykorzenieniem i rozpaczą.

Franciszek Pietraszkiewicz przebywał w "Hamborach" do 15 marca 1840 roku, kiedy jego baterię skierowano do Tyflisu "dla przyjęcia górnych dział". Fragment opisujący moment opuszczenia Gór Gomborskich to zupełnie wyjątkowe (ponieważ chyba jedyne pogodne) miejsce w opublikowanych urywkach wspomnień autora, zdradzające jego wyczulenie na piękno górskiego krajobrazu - nie dlatego oczywiście, by takiej wrażliwości mu brakowało, lecz dlatego, że na ogół przeżycia wojenne całkowicie predyspozycję tę miażdżyły:

Po przeglądzie żołnierzy, wychodzących na wyprawę, wyruszyliśmy dnia 15. Marca 1840 do Tyflisu, dla przyjęcia górnych dział, bo nasze ciężkie. Z początku zdało mi się to przechadzką, gdyż rańce (lederwek) [plecaki z podtrzymującymi je pasami rzemiennymi - R.G.-S.] pozwolono na podwodę [wóz z zaprzęgiem - R.G.-S.] położyć: - piękne położenie śród gór, dzień pogodny, a wreszcie i wydobycie się z moich tęsknych hambor [tu następujące objaśnienie wydawcy: "uroczysko, czyli fortyfikacja o wiorst 50 od Tyflisu" - R.G.-S.], uprzyjemniały tę przechadzkę63.

Z Tyflisu odkomenderowano oddział Pietraszkiewicza do działań bojowych wzdłuż Gruzińskiej Drogi Wojennej - głównego szlaku biegnącego w poprzek łańcucha wielkiego Kaukazu. Trakt ten stanowił najważniejszą (i w zasadzie jedyną) drogę przerzutową wojsk rosyjskich z Władykaukazu na południe, toteż rozlokowane wzdłuż niego szczyty, przełęcze i górskie rzeki najczęściej pojawiały się w twórczości i wspomnieniach polskich zesłańców.

Bohaterką opisów i lirycznych impresji była zwykle Przełęcz Krzyżowa, nazywana przez Polaków po prostu "Górą Krzyżową" lub "Górą Świętokrzyską" [fot. 2], w sonecie Pietraszkiewicza uwiecznione zostało jednak inne osobliwe miejsce na tej drodze, mianowicie "przepaść" rozwierająca się u stóp góry "Hud"64 [fot. 3-4]:

Droga nad przepaścią Hud (góry)

Wśród chmur, wśród wiecznych śniegów na Kaukazu szczycie

Utonąłem w chaosie przestrzeni bez końca,

Nic nie widać, ni ziemi, ni nieba, ni słońca,

Tylko wrzask, szum, łoskot, świadczą jakieś życie,

Czy nowy cud stworzenia?

Przewodnik. - (Karawana wschodu)

Szum Aragwy, gdzieś zasyp, tu przepaść Hud góry.

Tu ostrożnie! - patrz w odmęt u nóg twoich bury,

Tam kości wiatr rozniesie, nim dolecisz spodu,

Jeśli się o włos tylko tu sanie ześlizną. -

Ktoś się stoczył! - zmów pacierz, próżny trud pośpiechu

Przybiegam - wisiał młodzian nad samą głębizną,

I śmiał się - o ja tego nie zapomnę śmiechu!

Widać mu pożądańsze te otchłanie były -

Nie wiem, kto go zatrzymał - tajemnicze siły65.

Góra "Hud" wznosi się niedaleko Przełęczy Krzyżowej (2379 metrów n.p.m.). W XIX wieku znajdowała się tam tylko stacja pocztowa, na której carscy kurierzy wymieniali konie, dziś zaś u stóp "Hudu" tętni życiem jeden z najważniejszych kurortów Gruzji, popularny ośrodek sportów zimowych - Gudauri (2200 metrów n.p.m.)66. Tuż za miejscowością zaczyna się podejście na dwa szczyty: Sadzele (3260 metrów n.p.m.) i sąsiedni Kudebi (3008 metrów n.p.m.). Prawdopodobnie właśnie ten masyw jest wspomnianym "Hudem" czy "Gudem" utrwalonym w dziewiętnastowiecznym piśmiennictwie polskim.

Sytuacja zobrazowana w wierszu: pochłonięcie przez śnieżną czeluść otwierającą się u podnóża majestatycznego szczytu, nie była bynajmniej "wyobraźniowa", wyimaginowana na potrzeby literackie - było to doświadczenie, które autor sonetu znał z kaukaskiej autopsji.

Niebezpieczną marcową przeprawę pod "Gudem" Pietraszkiewicz opisywał we wspomnieniach opublikowanych w poznańskim "Dzienniku Domowym":

[...] przeprawa nasza przez góry była to prawie przeprawa Hannibala przez Alpy - z Kaszauru do Kobi przechodzi droga przez sam szczyt Kaukazu: tu śnieg wieczny. Ciemno jeszcze było, kiedyśmy wyszli z noclegu, biliśmy się po stepach śniegu, brnąc po brzuch w jego zaspach bez drogi i bez przewodnika. Co krok stawać trzeba dla przewiezienia armat po niebezpiecznej drodze nad przepaściami, które ledwie spostrzec można było - wszędzie biało i biało, ani śladu nogi ludzkiej, tylko jedne spotkaliśmy złamana powózkę z bagażów saperów, którzy przeszli wczoraj - koło niej stał żołnierz na warcie - jeden człowiek wśród tej strasznej pustyni, wśród tej zamieci, zawiany prawie cały śniegiem - przebyliśmy wreszcie górę Hud i Krzyżową, tu spadły zaspy śniegu i nowe groziły upadkiem, już kilku na przodzie żołnierzy przybiła jedna zaspa i aż w Terek z sobą zaniosła. Trzeba rozkopywać góry śniegu, trzeba stać kilka godzin po pas w śniegu na jednym miejscu, bo nie ma gdzie się podziać, a tu nad głową wisi nowa zaspa - przyznam się jednak, nie czułem żadnego strachu, wszystko straszne z daleka tylko, niczym jest największa okropność, kiedy się już w niej znajdujem67.

Tytuł sonetu jest parafrazą tytułu Mickiewiczowskiego arcydzieła Droga nad przepaścią w Czufut-Kale z cyklu krymskiego. Oba utwory łączy

wspólny temat, zajmujący eksponowane miejsce w ikonograficznym repertuarze romantycznym (przeprawa wzdłuż krawędzi górskiego urwiska) oraz nośna symbolika przepaści-otchłani, fundamentalna kategoria nieskończoności determinująca wizję przestrzeni, ponadto obecność orientalnego przewodnika-mistrza i dialogiczna forma, podkreślająca egzystencjalną dwoistość bohatera68, wreszcie hiperboliczność obrazowania ("Tam kości wiatr rozniesie, nim dolecisz spodu"). W obu wypadkach:

Wertykalistyczne aktualizacje promienia nieskończoności kierują uwagę ku motywom wysokości i głębiny69.

Pierwsza część utworu Pietraszkiewicza jest zapisem romantycznego przeżycia szczytu góry ("na Kaukazu szczycie / Utonąłem w chaosie przestrzeni bez końca"), górskie wierzchołki wszak "w sposób wręcz wyjątkowy zajmowały, fascynowały, pochłaniały [...] romantyczną świadomość"70. Wizualna utrata jakichkolwiek znaczników przestrzeni (z powodu śnieżycy) czyni to doświadczenie niemal fizycznym zetknięciem z nieskończonością. Część druga jest ciekawym naśladowczym wariantem Mickiewiczowskiej wizji górskiej przepaści-otchłani w Czufut-Kale - najdoskonalszej pod względem artystycznym i zarazem najbardziej sugestywnej wizji tego typu w całej literaturze polskiej71.

Motyw przepaści szczególnie frapował wyobraźnię poetycką Pietraszkiewicza, pojawia się on bowiem już w pierwszym z Sonetów kaukaskich - Górze Hambor ("Na szczycie zamku starego zwaliny - / Któż ze szczytu bez trwogi spojrzy w zerw głębiny?").

W wierszu Droga nad przepaścią Hud (góry) gruziński (osetyński?) przewodnik, podobnie jak jego tatarski prototyp z Czufut-Kale (muzułmański Mirza-farys), "uosabia lokalną wiedzę Wschodu" i "realne doświadczenie, które staje się dobrem człowieka kontemplacji"72. Obyty z tajemnicami miejscowych gór, analogicznie "doradza swojemu interlokutorowi ostrożność i rozsądek"73. Życiowa mądrość podpowiada mu bowiem, że:

Postrzeganą przez moment otchłań może wypełniać tyleż chaos pranatury, co substancjalne zło, zepchnięte przed wiekami w niezgruntowaną przepaść74.

I w krymskim pierwowzorze, i w jego kaukaskiej parafrazie głębia jest domeną sił demonicznych, "synonimem bezładu"75, miejscem kontaktu z "ciemną, [...] przerażającą stroną bytu"76. Bohaterowie jednakowo doświadczają "kuszenia chaosu"77, podejmują ryzyko i przekraczają zakaz spojrzenia w głąb i (lub) zawiśnięcia na kraju przepaści. O ile jednak u Mickiewicza "następujące po sobie wyobrażenia przemieniają górskie urwisko w metafizyczną bezdeń, której eksploracja grozić może pogrążeniem umysłu w stan chaosu"78, a wiersz staje się wielką metaforą epistemiczną79, sugerującą niewyrażalność oraz niewystarczającą moc słowa, o tyle u Pietraszkiewicza wyeksponowane jest niebezpieczeństwo utraty życia, lekkomyślnego lub umyślnego "stoczenia się" w bezdenną czeluść i finalny akt ocalenia. Otchłań pod górą "Hud" zyskuje wymiar metaforyczny: staje się pociągającą i zniewalającą przestrzenią potencjalnej zatraty, areną psychomachii - walki ludzkiej duszy i walki o ludzką duszę. Być może sardoniczny, zuchwały śmiech młodzieńca jest głosem niedoszłego samobójcy ("Widać mu pożądańsze te otchłanie były").

Obraz "młodziana" zawieszonego "nad samą głębizną" i cudem ocalonego za sprawą "tajemniczych sił" (Opatrzności?, anioła stróża?, modlitwy?) można różnie odczytywać, na różnych poziomach konkretyzacji: jako uniwersalną figurę losu człowieka, stale zagrożonego duchową katastrofą lub śmiercią80, jako metaforę poznawczego nienasycenia81, obraz romantyka opętanego demonicznym "hipnotyzmem głębi"82, zwiedzionego nieprzepartym, mrocznym czarem "wnętrza" gór, wreszcie jako wizerunek zesłańca nieustannie narażonego w górach Kaukazu na śmierć i podszepty złego ducha nakłaniającego do samobójstwa83.

Trzeci sonet z cyklu, zatytułowany Lekurii, cechuje się największą oryginalnością (choć niekoniecznie najwyższym poziomem artystycznym), nie ma bowiem oczywistego pierwowzoru. Zrodził się z fascynacji kulturą, zwłaszcza tańcem kaukaskich górali, który Pietraszkiewicz miał okazję podziwiać w Tyflisie:

Czangury84, dairy85, brzęczą dziką nutę kraju,

W koło na tachtach86 tłumne klaszczą godów dłonie,

Patrz w pośrodku, czy złote kandaharu87 błonie

Czy to peri przelata z Mahometa raju

Zdaje się nieruchoma, a ledwie źrenica

Ją doścignie - tak szybko, tak lekko przelata,

To nagle krąg orzuci, jak gdyby pół świata;

Tylko jego ślad przemknie jej ocz błyskawica -

I znów płynie - znów koło czarowne zakreśli

Zdaje się cała postać tej pięknej Gruzinki -

Postacią duszy samej, poezją Wschodu.

Poezjo! harmonio dzieł, uczuć i myśli

Co na wszystkim grasz życiem pieśń ducha narodu

Ciebie ja widzę, w tańcu namiętnym Lezginki88.

Wydawca Sonetów kaukaskich zauważył, że świetnym komentarzem do tego poetyckiego tekstu są listy Pietraszkiewicza. Urywki jego korespondencji zamieszczono, nawet bez wiedzy autora (podobnie zresztą jak same sonety), na łamach poznańskiego pisma89:

Naród tutejszy lubi śpiewy i muzykę swoją, na każdej ulicy miasta można widzieć Szaraudara otoczonego w koło, który śpiewa wtórując na swojej stwirni. Żadna biesiada bez takiego się śpiewaka nie obejdzie. Zdaje mi się, że widzę rapsodów greckich z czasów Homera, tworzących nieśmiertelną Iliadę; powszechnym tańcem i prawie narodowym, lubo zdaje się, że od Persów naśladowanym, jest tak nazwany po krajowemu Lekurii, czyli jak go Europejczycy nazywają, Lezginka; powiadają jednak, że u Lezginów go nie ma. Ten taniec jest najulubieńszy Gruzinów. On mnie zachwycił, gdym go raz pierwszy zobaczył90.

Lezginka to widowiskowy, żywiołowy i skoczny taniec górali kaukaskich (zwany też islamey bądź czeczenka), wywodzony z kultury walecznych Lezginów91, do dziś niezmiernie popularny w Gruzji, Czeczenii i Dagestanie. Charakteryzuje się drobnymi, szybkimi krokami oraz gwałtownymi ruchami ramion i ciała. Tancerze często upadają na kolana, aby natychmiast szybko z nich powstać. Znamienne jest także przyjmowanie "pozy orła" - ptaka gór: z lekko wzniesionymi do góry, rozpiętymi ramionami. Bardzo dynamiczne metrum (6/8) sprawia, że lezginka wymaga nieprzeciętnej zręczności, gibkości i siły.

Wspaniałą poetycką adaptację tego kaukaskiego tańca stworzył Tadeusz Łada-Zabłocki, najsłynniejszy przedstawiciel dziewiętnastowiecznej "tbiliskiej grupy" polskich poetów zesłańczych92. W jego utworze na plan pierwszy wysuwa się mistrzowskie oddanie rytmu lezginki, gruntowna znajomość orientalnych realiów: obyczajowych, religijnych i historycznych, oraz pasja etnograficzna:

Hadżar! różo wschodnich róż!

Prędzej mię uściskiem darz;

Bo jak Monker, grobów stróż,

Idę Giaurom zajrzeć w twarz,

Za Kaukazu śnieżne wały

Poza Nuchę, Zakatały.

Przy mnie trafna moja broń,

Przy mnie chandżar pocisk chmur,

I towarzysz bitew - koń,

Co to nieraz z wierzchu gór,

Na przelękłe ich kolumny

Spadał niby Samur szumny. [...]

Póki w sercu kipi krew

Muszę toczyć z wrogiem bój,

Nie płacz, proszę, dziewo dziew!

Jeszcze wróci Ali twój

I przywiezie jak w korabiu

Złota, srebra i jedwabiu.

Co dostarczyć może Wschód,

Wszystko z rąk odbierzesz mych,

Dary ziemi, dary wód;

Wtenczas w gronie drużek swych

Zajaśniejesz jak śród łanu

Wdzięczna roża Dagestanu.

Piękna Hadżar patrzy nań,

I łzy gorą w oczach jej:

Na co mi bogata dań.

Dosyć dla mnie duszy twej,

Jedź więc i za dary nowe

Wywieź z boju własną głowę.

Zniknął Ali w kłębach mgły,

Zacichł tentent końskich nóg,

Długo, ach! Hadżary łzy

Pył zruszały krętych dróg,

Próżne żale i modlitwy

Już nie wróci Ali z bitwy.

Tam gdzie Alazani zdrój 

Czerpa fale z piersi chmur,

Długo kipiał krwawy bój

I ty'ś poległ, synu gór!

Pod czynarem, na kurhanie

Wieczne'ć dano pomieszkanie93.

Franciszkowi Pietraszkiewiczowi, który podziwiał lezginkę w subtelnym wykonaniu kobiecym, taniec ten wydał się kwintesencją mentalności i temperamentu Gruzinów, doskonałym odbiciem ich narodowego ducha. W jego epistolarnych rozważaniach wybrzmiewa echo kilku niezmiernie ważnych wątków romantycznego "światopoglądu kulturowego", mianowicie: uznanie dla tradycji ludowej jako fundamentu kultury narodowej, kwestia "ducha narodowego" prześwitującego w literaturze (poezji), przekonanie o duchowej istocie sztuki oraz fascynacja poezją Orientu (przy czym pojęcie "poezja" jest tu rozszerzone na całą dziedzinę artystyczną):

Jak każda epoka w ogólności, tak każdy naród w szczególe kryje w swym łonie myśl, co go ożywia i na wszystkim swe odbije piętno. Rzemiosło, sztuki, poezja, słowem wszystkie żywioły ludzkiej natury tchną jednym duchem tej myśli. One są jakby symbolami tej niewidzialnej siły, która przenika wszystko i znamionuje czas, wiek i naród. Pod skwarnym niebem wschodu, wpośród olbrzymich i wspaniałych widoków, gdzie każdy strumień toczy swe wody z wściekłością, musiał się i duch wykształcić ognisty i bujny. Poezja wschodu jest tak wzniosła, tak płomienna, jak jego słońce, tak lotna jak wicher gór i pustyń jego. [...]

Duch tej poezji wydobywając się z więzów powłoki swojej, pokonywają ciało, utworzył ten taniec; trzeba go wiedzieć, ażeby go poznać, trudno opisać tę lekkość, tę nienaśladowaną postawę, gdzie zdaje się zamarło ciało i duch w jego postaci unosi się w powietrzu; tak lotnie jak myśl jego, tak żywo jak jego życie, trudno wyrazić to czucie, tę namiętność dla naszych ziemskich oczu, prawie do szaleństw posuniętą, tę lubość pięknej Gruzinki w skinieniach ręki, w spojrzeniu i całej postaci. Przy dzikim brzęku muzyki przy głośnych okrzykach i oklaskach mnogich widoków w tym chaosie wrzawy, widać ją jak w pośród gromowej burzy, szybującego w powietrzu gołębia94.

"Duch sztuki - pisał Wilhelm H. Wackenroder - jest i pozostanie dla człowieka wieczną tajemnicą, i człowiekowi aż kręci się w głowie, kiedy pragnie zmierzyć jego głębie; ale jest on też przedmiotem najwyższego podziwu: jak wszystko, co wielkie na świecie"95. Obraz wirującej w tańcu Gruzinki staje się w sonecie Pietraszkiewicza metaforą lotnej "jak wicher gór i pustyń" poezji Wschodu. Przenośnia ta znajduje głębokie uzasadnienie w romantycznej wizji Orientu, był on wszak uważany za "krainę poezji"96 w najpełniejszym tego słowa znaczeniu, za najdoskonalszą "szkołę poezji romantycznej"97. "Na Wschodzie winniśmy szukać największej romantyczności" - pisał Friedrich von Schlegel98.

W utworze Pietraszkiewicza natrafimy na wyraźne znaczniki orientalizacji tekstu. Wschodni koloryt współtworzą tu miejscowe nazwy własne (instrumentów i tańca) oraz obraz skrzydlatej "Peri" - postaci wywodzącej się z mitologii irańskiej (staropers. parik?-, średniopers. par?g, pers. par?99). Istoty te, zajmujące pośrednią pozycję w hierarchii duchów dobrych i złych, znane z ksiąg Awesty (pairik?), tekstu Wedy i literatury manichejskiej100, w młodszej literaturze perskiej (między innymi w eposach Szahname Ferdousiego i S?mn?ma Kwajo-ye Kerman?101) utraciły wszelkie negatywne konotacje. Stały się dobrymi wróżkami, nimfami, rodzajem dobrych dżinów (przeciwieństwem złych diwów), obdarzonych pociągającym wyglądem i zdolnych rozkochiwać w sobie mężczyzn (rdzeń par?- można do dziś odnaleźć w wielu żeńskich imionach perskich). Wykazywały zatem wiele cech wspólnych ze słowiańskimi rusałkami102. W literaturze romantycznej Europy, także polskiej, imię "Pari"(zmodyfikowane do "Peri") zrobiło oszałamiającą karierę103.

W poznańskim wydaniu Sonetów kaukaskich nie znalazł się wiersz Kaukaz, napisany przez Pietraszkiewicza (jak informuje znajdująca się pod nim notatka) również na zesłaniu, w tym samym 1841 roku, ale opublikowany dopiero po latach w Księdze zbiorowej na uczczenie pięćdziesięcioletniego jubileuszu Seweryna Goszczyńskiego, zatytułowanej Sobótka (1875)104. Pomyślany zapewne jako kolejne ogniwo orientalnego cyklu, rozpisany jest na dialogiczne role, podobnie jak Droga nad przepaścią Hud (góry) oraz jej Mickiewiczowski pierwowzór. Funkcję wschodniego mistrza-przewodnika pełni tym razem gruziński "sazandar" - ludowy śpiewak:

SAZANDAR105

Żal mi ciebie wygnańcze! zginiesz tu bez śladu:

Tu natura i ludzie i niebo są w zmowie;

Z powietrzem tchniesz trucizny, co ci wyssą zdrowie,

I na sen twój czyhają złe żądła owadu106.

Śmierć, gdzie stąpisz! tam zieją wiry wodospadu,107

Tam cię góry przywalą108 - patrz! a tam w parowie

Błysła broń najezdnika - biada twojej głowie!

Jeślisz uszedł - nie ujdziesz zemsty kazowadu109.

WYGNANIEC

Ha! dziej się wola Boża! Nie minąłem razów

Po zatopach, przepaściach, pod gromami głazów,

W świście szaszek110, kul brzmiało to! "zginiesz" złowieszcze;

I ledwie niedobitek, ledwie się wywlekłem,

A za mną zły duch pustyń, zawył wicher piekłem:

"Szczęśliwyś! ha szczęśliwyś! długo ci żyć jeszcze!"

Pisane na Kaukazie 1841 r.111

Przestrogi gruzińskiego "wajdeloty" składają się na rejestr potencjalnych niebezpieczeństw - naturalnych i pochodzących od człowieka - czyhających w tych stronach na samotnego wygnańca (wodospady, lawiny błotne i kamienne, jadowite zwierzęta, kaukascy górale prowadzący "świętą wojnę" z Rosją). Ten złowrogi katalog jest zwieńczony zapowiedzią nieuchronnej śmierci ("Śmierć, gdzie stąpisz!"). Wizja Kaukazu wyłaniająca się z pierwszej części utworu nie odbiega od tej, jaką znamy z wiersza Tęsknota, poematu Noc w Hamborach i sonetu Droga nad przepaścią Hud (góry) - góry jawią się tu jako przestrzeń zagrożenia, sfera złowroga, tanatyczna. Zdaje się, że koincydencja przestrzeni górskiej i funeralnej na stałe wrosła w wyobraźnię poetycką Pietraszkiewicza.

Złowieszcza przepowiednia nie spełnia się jednak, a "zły duch pustyń" pierzcha w piekielną czeluść. Ocalenie przynosi głośna, prowidencjalistyczna deklaracja wygnańca ("Ha! dziej się wola Boża!"). Po raz kolejny sonet staje się zapisem romantycznej (i chrześcijańskiej) prawdy o prymacie Absolutu w świecie oraz trwałości gwarantowanego przezeń porządku.

Cykl sonetów Pietraszkiewicza, pomyślany na wzór orientalnych miniatur Mickiewiczowskich, choć dużo skromniejszy w rozmiarze i nieco epigoński (nieosiągający również takich wyżyn poezji transcendentalnej jak Sonety krymskie), stanowi jednak godny wzmianki przykład adaptacji tego romantycznego arcydzieła, jego transpozycji ("translacji") na grunt i koloryt kaukaski. Mimo wpisania w cykl sonetowy innej geograficznej przestrzeni, z jej odrębnością topograficzno-kulturową, kluczowe doświadczenia egzystencjalne i poznawcze pozostają bardzo bliskie tym, jakie stały się udziałem krymskiego "Pielgrzyma". Podobnie jak dzieło Mickiewiczowskie, nie jest to poezja czysto deskryptywna, mimetyczna, ale wizyjna, będąca zapisem procesu poznania i rewelatorką ontologiczno-aksjologicznych prawd. W obu zbiorach lirycznych podmiot wygnaniec odbywa wędrówkę w dwóch co najmniej wymiarach: przemierza orientalną krainę w poszukiwaniu tajemnic bytu i historii oraz podróżuje "w głąb" samego siebie, swojej pamięci i serca. Stan duchowego kryzysu, zbłąkania, zagubienia, w jakim się znajduje, udaje się przezwyciężyć dzięki nagłym przejściom do całościowego rozeznania świata112: rozpoznania jego metafizycznego ładu i przysługującego mu dobra ontologicznego.

Artur Leist, który wyprawił się w XIX wieku na Kaukaz jako podróżnik, żałował niegdyś, że wielcy poeci europejscy (z wyjątkiem rosyjskich) nie bywali w tym regionie świata. Szczególnie ubolewał nad tym, że losy nie zawiodły tam najgenialniejszego polskiego poety - Mickiewicza:

Dzika i wspaniała przyroda gór kaukaskich, życie romantyczne pulsujące wówczas jeszcze tutaj, i tysiące uroczych podań i legend nie mogły być bez wpływu na tak poetyczne umysły, jak Puszkina i Lermontowa, i dlatego też utwory ich pisane na Kaukazie, albo powstałe pod wrażeniem wspomnień o tym cudnym kraju, noszą na sobie jakąś dziwnie uroczą cechę, i tchną tą orlą siłą, jaką widok tej wspaniałej przyrody prawie w każdym nieco wrażliwym rozbudza człowieku. Pobyt wśród tych dzikich, niebotycznych gór, wśród ludzi odważnych, namiętnych i do uniesień skłonnych, miał przed kilkudziesięciu laty potężny jeszcze urok i wabił na Kaukaz wielu młodych, przygód chciwych ludzi, z których niejeden do swego rodzinnego kraju wrócił jako poeta. Po Puszkinie i Lermontowie, przecież i Leon Tołstoj przebył część swojej młodości na Kaukazie i wrażenia z niego wyniesione odbiły się w jego pierwszych utworach. Prócz tych znakomitych pisarzy, znalazło jeszcze tu kilku podrzędniejszych poetów rosyjskich ową iskrę natchnienia, której gdzieindziej daremnie szukali. Kto wie, jaki cudny wianek pieśni uplótłby jeszcze Mickiewicz, gdyby z Krymu, którego piękności już tak go natchnęły, udał się był na Kaukaz! Byron również marzył o Kaukazie i wyznał to w jednej z uwag do swego Child Harolda. Życie i przyroda tego kraju mogłyby mu jeszcze dostarczyć wiele materiału do poematów w rodzaju "Korsarza" i "Narzeczonej z Abydos", gdyż ówczesne życie w Gruzji obfitowało w podobne epizody113.

Wspomniane "niedostatki" twórczości Mickiewiczowskiej z dość dobrym skutkiem "nadrabiał" w swoim cyklu Sonetów kaukaskich Franciszek Ksawery Pietraszkiewicz. Zapożyczył on od Mickiewicza całą poetycką kosmologię i jej kluczowe kategorie (chaos, kosmiczny ład, natura, Absolut, nieskończoność), wizję etyczno-przyrodniczego paralelizmu we wszechświecie, poetycką frazeologię ogromu. W jego sonetach manifestuje się podobne romantyczne wyczulenie na ontyczny dualizm świata (i przestrzeni) oraz mowę znaków. Niesprawiedliwie byłoby jednak uznać Sonety kaukaskie za dzieło całkowicie nieoryginalne, naśladowcze - trzeba przyznać, że kaukaski genius loci został w nich świetnie uchwycony, a "ekwiwalenty" Mickiewiczowskich przestrzeni krymskich dobrane bardzo trafnie. Kaukaz Pietraszkiewicza, choć widziany i przeżywany przez pryzmat lektury mickiewiczowskiej, zachowuje swój koloryt, przemawia własnym, niepowtarzalnym językiem orientalnej kultury.

Kaukaskie detale topograficzne i kulturowe pojawiają się jeszcze w dwóch urywkach wspomnieniowych Pietraszkiewicza, opublikowanych na łamach tego samego "Dziennika Domowego" z 1841 roku (w numerach 23-24), a więc przed ukazaniem się Sonetów (te znalazły się dopiero w numerze 26). Wydawca informował, że są to "wyjątki z niedrukowanych dotąd pamiętników" kaukaskiego artylerzysty. Relacjonują one opuszczenie "tęsknych hambor" i drogę do Tyflisu, tygodniowy pobyt w mieście, następnie marcowe, przypominające "przeprawę Hannibala przez Alpy", przejście Gruzińską Drogą Wojenną na północ i wreszcie zażarte walki z Czeczeńcami toczone w kwietniu 1840 roku w okolicach Władykaukazu (podczas których autor został ciężko ranny). Wspomnienia zdominowane są przez opisy żołnierskich trudów, fizycznych i duchowych cierpień, zasadzek i potyczek oraz pełne zamętu i krwi sceny batalistyczne. Wstrząsający charakter tych deskrypcji unaocznia choćby krótki fragment o nocnej przeprawie przez rzekę po bitwie z Czeczeńcami:

Urwiste brzegi trzeba było skopywać, przeprawialiśmy się całą noc, szczególniej rażący był widok tej nocy: ciemna, pożar aułu, Czeczeńce w około niego oświeceni ogniem, wygrzebujący z niego drążkami ciała pobitych, wycie psów, płaczliwe jęki górali grzebiących swoich pobitych114.

Franciszek Pietraszkiewicz miał wyraźną predylekcję do kreślenia scen nocnych, zapewne nie tylko dlatego, że gustował w romantycznej poetyce nokturnowej, ale także ze względów całkiem prozaicznych - zwykle tylko noc przynosiła strudzonemu żołnierzowi chwile wytchnienia i spokoju, stwarzała okazje do obserwacji i zadumy:

[...] noc była ciemna, wiatr dął gwałtowny z wąwozów gór poza górą i tworzył dziwnie straszną harmonię z wściekłym szumem rzeki. Nad urwistym wysokim jej brzegiem paliły się ognie naszych żołnierzy i oświecały w koło siebie siedzące ich marsowe postacie; podchmielone śpiewy wojaków mieszały się z muzyką natury. Chodziłem wzdłuż urwisk rzeki pomiędzy ogniami, lub z dala z mroków patrzyłem na ich łuny - podobała mi się ta scena, zdało mi się, żem i ja bohater zahartowany już w wojennych trudach; myślałem, czyli że tak rzekę, dumałem, i myśl mi przyszła - ale jakaś daleka, tęskna, ponura, i poczułem chłód na dworze, zmarzłem potężnie, a więc niewiele myśląc obwinąwszy się w szenelę (płaszcz żołnierski), poszedłem spać do stajni na siano - ot i cała poezja i moja pociecha115.

Ani horrendum wojennej rzeczywistości, ani nieznajomość miejscowego języka nie stłumiły kulturowej wrażliwość romantycznego inteligenta, pochylającego się nad każdym znakiem kaukaskiej przeszłości:

Ten nocleg był w Mcchecie, dawnej stolicy Gruzji, dziś nędznym aule, wiosce czy miasteczku, nie wiem, jak nazwać - wprawdzie została jeszcze forteca z muru obwalona w koło, a w środku niej cerkiew wielka, a może największa w całej Gruzji, gdzie są złożone ciała królów tutejszych - odwiedziłem te groby, nie mogłem wyczytać napisów, prócz jednego po rusku, a ten był Heraklejusza, ostatniego z królów116.

Z listu córki wynika, że Pietraszkiewicz nosił się z zamiarem spisania całości pamiętników, jednak ostatecznie planów tych nie zrealizował. Wypada tego jedynie wielce żałować, literatura polska zyskałaby bowiem jeszcze jedną, ważną relację z Kaukazu (zważywszy na cechy osobowości autora - zapewne zupełnie na tle innych odrębną), polska historiografia zaś - kolejny cenny dokument. W Bibliotece Jagiellońskiej zachował się w rękopisie wstęp prawdopodobnie do tego właśnie dzieła (nie wiadomo, czy spisany jeszcze na wygnaniu, czy dopiero wiele lat później w kraju), nigdy dotąd niepublikowany.

Zgodnie z romantycznym kodem Kaukaz zyskał w tej autorskiej przedmowie cechy przestrzeni sakralnej, biblijnej, wręcz genezyjskiej. Góry stały się "stopniem ołtarza" Stwórcy, dostojną, odwieczną i transcendentną scenerią, sięgającą "pamięcią" początku czasu, niemym świadkiem misterium stworzenia, sferą, "gdzie graniczą Stwórca i natura", a więc miejscem odpowiednim, żeby roztrząsać tak fundamentalne kwestie, jak "tajemnica życia" i "odwiecznych przeznaczeń człowieka":

Odwieczna Prawdo, jednio nieskończonej całości, wszechobecna myśli [...], coś z ciemnego chaosu milionami zaświeciła światów i te miliony spoiła nierozerwalnym ogniwem jedności, - wzywam cię z chaosu tego padołu, z tego bojowiska nieustannej waśni, rozświeć mi tajemnicę życia, co tylu sprzecznymi żywiołami dysze, a jednak owiane harmonijnym tchnieniem Twoim.

Pod tym gwiaździstym namiotem, na dalekiej równi stepu, - obozowego posłania i śmierci, - u stóp śnieżnego Kaukazu, co tak ślicznie na błękitnej dali światów kryształową zarysował smugą jeden stopień ołtarza Twego, wzywam Cię Prawdo Święta, rozświeć mi tajemnicę przeznaczeń człowieka, co tak różny od wszystkiego, co go otacza117.

Z tekstu wyłania się znamienna dla romantycznej kosmologii wizja mistycznej jedni nieskończonego i harmonijnego wszechświata (jeszcze bardziej konsekwentna niż w lirykach Pietraszkiewicza), którego Logosem (siłą konstytutywną, organizującą, słowem: ontologiczną zasadą) jest przedwieczna Prawda, manifestująca się na wszystkich poziomach rzeczywistości i prześwitująca w każdej formie natury:

Prawdo! wszakże zarówno w słońcu, jak i w drobnym przeświecasz kwiatku, boś je zarówno pobłogosławiła świętą treścią swoją, boś wszystko zespoiła wszechduchem całości jednej, nieskończonej, jedną doskonałą muzyką harmonii. - Miałżeby człowiek tylko nie pojmować istoty Twojej i bluźnić Imieniowi Twemu, używając go w sprzecznych nieprawych swych modłach?

...na zewnątrz, na jaw, na światło - a nazywam światem ducha Prawdy, bo duchem Prawdy osnuty. Świat więc ten, powtarzam, jest ludzki, ile objawiający się w ludziach i przez ludzi, lecz jest razem światem ducha prawdy, bo na jej oparty prawach i podług niej się kształci. Ludzie, że się tak wyrażę, są najemnikami tego ducha prawdy, ale najemnikami wielkiej zapłaty, bo nieśmiertelnej chwały i szczęścia wiecznego w tym świecie, który sami budują118.

Kosmiczna perspektywa, czasowa głębia, bliskość "prapoczątku" i stylizacja na opowieść genezyjską przywodzą na myśl mistyczną prozę Juliusza Słowackiego. Miejsce "skał oceanowych" zajmują tu jednak góry, zwłaszcza "śnieżny Kazbek" (uchodzący w XIX wieku za najwyższy szczyt Kaukazu), będący miejscem rewelacji tych ontologiczno-kosmologicznych prawd.

Parabiblijny przekaz o doskonałości stworzenia przeradza się w - również do biblijnej paralelną - opowieść o dramatycznie zakłóconej harmonii i bratobójstwie. Miejsce sprawcy pierwotnej dysharmonii - szatana - zajmuje teraz "jeden człowiek": car-Kain, który zapełnił świętą i przyjazną niegdyś przestrzeń natury "wrzaskiem mordu i nienawiści, jękiem konania i bólów". Uroczysty nastrój wschodniej nocy zostaje powtórnie zmącony, podobnie jak w poemacie Noc w Hamborach:

Uroczysta godzina nocy, oświeconej lampą Kazbeku jakąś świętością przemawia - przyroda w koło pokojem darzy, wiosna tchnie wonią strojnej szaty swojej, powietrzem rozlewa balsamy miłości i szczęścia - a tylko jeden człowiek zamieszał ten pokój wrzaskiem mordu i nienawiści, jękiem konania i bólów - zabrudził kwitnące wiosną ziemi kobierce krwawymi szaty ciał własnych - zadymił wonne powietrza szyby zgliszczami spustoszeń i nędzy - i krwią Abla plami uroczystość niedzieli Twojej!119

Infernalny wymiar Kaukazu okazuje się zatem wtórny wobec jego pierwotnej sakralności, a "dzieło" degradacji tej przestrzeni przypisane jest nowemu Kainowi.

Wymowa Wstępu idealnie współbrzmi z przesłaniem Sonetów kaukaskich i innych zesłańczych liryków Pietraszkiewicza. Mamy tu do czynienia z konsekwentnie rozwijaną, monolityczną wizją literacką i filozoficzną: chaosu dziejów - wpisanego wszakże w porządek przygodności i przemijania - oraz transcendentnej, wiecznej Prawdy, konstytuującej ponadczasowy ład.

Namaszczony styl wprowadzenia do dzieła, które nigdy nie powstało, pozwala wnioskować, że zamierzeniem Pietraszkiewicza nie było sporządzenie typowego tomu wspomnień, rozprawy historycznej, opisu topograficznego lub etnograficznego Kaukazu, ale stworzenie gatunku kaukaskiej "prozy metafizycznej" - czegoś na kształt prozatorskiego odpowiednika romantycznego dramatu metafizycznego. Miała to być uniwersalna wizja (parabola?) kosmologiczno-historiozoficzna; metaforyczna opowieść o doczesności widzianej w perspektywie Absolutu, o zwycięstwie "świata ducha" nad złem i mrokiem historii. Ten niezłomny romantyk wierzył bowiem, że odkrywanie "praw ducha" przynieść może ludzkości korzyści stokroć większe niż zgłębianie praw natury (duchowością tą wszakże przenikniętej):

W ogromie widowni, jaka się rozwinęła przed nią [myślą autora - R.G.-S.], podziwiając cudowną strojność w najrozmaitszej niestrojności, nie mogła wszakże skupić w jedno całości niezmiernej w tysiącznych złamaniach światła rozdrobnionej, a jednak jednej, jednym duchem wszechwiedzy owianej. - Odkraść tego ducha tajników prawdy, jest to przyjść do niej. Wprawdzie jest to nad możność człowieka, ale postępować do uogólnienia swej wiedzy w tym duchu, jest to dochodzić bliższych krain prawdy, jest stawać się coraz silniejszym w słowie swej wiedzy. - Jeżeli wykrycie ogólniejszego pierwiastka w naturze widomej tyle cudownych wynalazków daje tyle zwycięskiej przewagi nad olbrzymimi jej siły, nam mdłym stworzeniom tylko, i tyle razem przynosi korzyści całemu rodowi ludzkiemu, cóż dopiero wykrycie ogólniejszego pierwiastka w naturze ducha? - tamto jest tylko niskim szczeblem do tego wysokiego dobra, do tego zadatku wiecznej zapłaty, które świat ducha dać może120.

Dzieło tak zakrojone, choć oczywiście trudno je sobie wyobrazić w całości na podstawie krótkiego urywku, byłoby czymś bezprecedensowym w polskiej literaturze zesłańczej, żadna z zachowanych zesłańczych deskrypcji Kaukazu nie ma bowiem podobnej mistycznej formy i równie spirytualnej głębi. Prymat etyki nad estetyką, wyczulenie na Absolut, stałe skupienie na przejawach "świata ducha" wskazują po raz kolejny na silny związek pism Pietraszkiewicza z dziełem i romantyzmem Mickiewiczowskim121.

Na koniec wypada jeszcze postawić pytanie o miejsce, jakie przypada Pietraszkiewiczowi w gronie romantycznych piewców gór. Niewątpliwie był on poetą, który odkrył dla literatury polskiej Góry Gomborskie Gruzji, znacznie rzadziej pojawiające się w relacjach dziewiętnastowiecznych zesłańców niż monumentalne pasmo ciągnące się po obu stronach Gruzińskiej Drogi Wojennej. W jego twórczości manifestują się typowo romantyczne wzorce interpretacji górskiego krajobrazu: monumentalizacja, wertykalizacja i sakralizacja gór, predylekcja do hiperboli, obecność kategorii wzniosłości i nieskończoności, eksploatacja motywu górskiego szczytu i przepaści, czytanie znaków przeszłości (ruina), skłonność do sięgania po wykładnie metaforyczno-symboliczne (chaos - ład moralny, dobro - zło, Absolut - demonizm) i temu podobne. Pióro Pietraszkiewicza nie było piórem realisty ani etnografa, kreślił on pejzaże metafizyczne, kosmiczne, etyczne. W jego wizji nieskończonego wszechświata, eksponującej wertykalizm i transcendencję, góry stanowią "stopień ołtarza Stwórcy". Kaukaz jest częścią "raju utraconego", przestrzenią sacrum, przechowującą "pamięć" o tajemnicy początku i pierwotnej harmonii, ale brutalnie sprofanowaną, bo zamienioną w więzienie i naznaczoną zbrodnią. Doświadczenie zła nie pozwala kontemplować tego pejzażu w naiwnym stanie świadomości sprzed upadku.

Warto te zapomniane nieco romantyczne obrazy gór Gruzji przypomnieć współczesnym ich miłośnikom.

Streszczenie

Góry Kaukaz w poezji i we wspomnieniach Franciszka Ksawerego Pietraszkiewicza

Franciszek Ksawery Pietraszkiewicz (1814-1887), synowiec uwiecznionego w Mickiewiczowskiej trzeciej części Dziadów Onufrego Pietraszkiewicza, był jednym z zesłańców kaukaskich, którym udało się przeżyć zsyłkę i szczęśliwie powrócić do kraju. Spora część jego utworów spoczywa dotąd w rękopisach w Bibliotece Jagiellońskiej, korespondencje zaś - w Bibliotece Jagiellońskiej oraz w Bibliotece PAN w Krakowie. Pietraszkiewicz spędził czas kilkuletniego wygnania w Gruzji, toteż wyłącznie jej górskie krajobrazy odbijają się w lustrze jego pism. Poeta uwiecznił monumentalne pejzaże Gruzińskiej Drogi Wojennej (sonet Droga nad przepaścią Hud (góry)) oraz niższe pasmo "tęsknych" Gór Gomborskich (Noc w Hamborach, Góra Hambor). Wśród jego utworów na uwagę zasługuje zwłaszcza cykl Sonetów kaukaskich, pomyślany na wzór Mickiewiczowskich Sonetów krymskich. Choć dużo skromniejszy w rozmiarze i nieco epigoński, stanowi godny wzmianki przykład adaptacji romantycznego arcydzieła, "transpozycji" tych samych ujęć i motywów na grunt oraz koloryt kaukaski. Podobnie jak dzieło Mickiewiczowskie, nie jest to poezja czysto deskryptywna, mimetyczna, ale wizyjna, będąca zapisem procesu poznania i rewelatorką ontologiczno-aksjologicznych prawd. Pietraszkiewicz nosił się również z zamiarem spisania pamiętników z zesłania, jednak planów tych nie zrealizował. W Bibliotece Jagiellońskiej zachował się jednak rękopis wstępu, prawdopodobnie do tego właśnie dzieła, nigdy dotąd niepublikowany. Zamiarem autora było, jak się wydaje, stworzenie gatunku kaukaskiej prozy "metafizycznej". Spod pióra zesłańca wyłania się uniwersalna wizja (parabola?) kosmologiczno-historiozoficzna. W tej metaforycznej opowieści o doczesności widzianej w perspektywie Absolutu, o zwycięstwie "świata ducha" nad złem i mrokiem historii, góry stanowią "stopień ołtarza Stwórcy", element pejzażu metafizycznego. Kaukaz jawi się jako część "raju utraconego", przestrzeń sakralna, przechowującą "pamięć" o tajemnicy początku i pierwotnej harmonii, ale brutalnie sprofanowana, bo zamieniona w więzienie i naznaczona carskimi zbrodniami. Doświadczenie zła nie pozwala już kontemplować gór w naiwnym stanie świadomości sprzed upadku.

Summary

The Caucasus Mountains in the poetry and memories of Franciszek Ksawery Pietraszkiewicz

Franciszek Ksawery Pietraszkiewicz (1814-1887), a nephew of Onufry Pietraszkiewicz, immortalized in Mickiewicz's third part of Dziady, was one of the Caucasian exiles who managed to survive the deportation and successfully return to his homeland (Poland). A considerable part of his works have been so far in manuscripts in the Jagiellonian Library, and his correspondence - in the Jagiellonian Library and in the Library of the Polish Academy of Sciences in Kraków. Pietraszkiewicz spent a few years in exile in Georgia, so only its mountain landscapes are reflected in his writings. The poet immortalized the monumental landscapes of the Georgian Military Road (the sonnet Road over the Hud mountain's precipice) and the lower Gombor mountains cordillera (Night in Gombor mountains, Gombor mountain). The cycle of The Caucasian Sonnets, inspired by Mickiewicz's Crimean Sonnets, deserves special attention among his works. Although much smaller and epigonous, it is a worthy example of the adaptation of a romantic masterpiece, the "transposition" of the same shots and motives to the Caucasian ground and color. Like Mickiewicz's work, it is not purely descriptive, mimetic, but visionary poetry, which is a record of the process of learning and a revelator of ontological and axiological truths. Pietraszkiewicz also intended to write diaries from the exile, but he did not implement these plans. However, the Jagiellonian Library has preserved a manuscript of admission to this work, which still hasn't been published. It seems that the author's intention was to create a type of the Caucasian "metaphysical" prose. He created universal, cosmological and historiosophic vision (a parable?). In this metaphorical tale of the temporality seen from the perspective of the Absolute, of the victory of the "spiritual world" over evil and the darkness in the history, the mountains are "the step of the Creator's altar", an element of the metaphysical landscape. The Caucasus appears as part of the "Paradise Lost", a sacred space that stores a "memory" of the beginning of the world and original harmony, brutally defiled, turned into a prison and marked with Russian emperor's crimes. The experience of evil no longer allows to contemplate on the mountains in a naive state of pre-fall awareness.

Słowa klucze:

Pietraszkiewicz Franciszek Ksawery, Sonety kaukaskie, Kaukaz, polska literatura zesłańcza XIX wieku, góry, Mickiewicz, Sonety krymskie, przepaść, lezginka

Keywords:

Pietraszkiewicz Franciszek Ksawery, Cauciasian sonets, Caucasus, Polish exile literature of the 19th century, mountains, Mickiewicz, Crimean sonnets, the abyss, the precipice, lezginka

Bibliografia

Adamczak Sławomir, Gruzja, Armenia i Azerbejdżan, Przewodnik ilustrowany, Bielsko-Biała 2013.

Brzeziński Jerzy, O języku poezji Tadeusza Łady-Zabłockiego, Zielona Góra 2001.

Buszczyński Stefan, Korespondencja Stefana Buszczyńskiego z lat 1881-1885, Biblioteka PAN w Krakowie, Rkp. 2064, t. 1, k. 413-414; t. 3, k. 413, 422-423, 429-430, 455-456, 475-476, 480-481, 494-495, 502-503, 512-513, 518-519, 540-541, 563-564, 584-585, 604-607, 606-607, 612-613, 780.

Buszczyński Stefan, Xawery Pietraszkiewicz. Drobny przyczynek do dziejów naszych. Życiorys z portretem, Kraków 1888.

Dopart Bogusław, Mickiewiczowski romantyzm przedlistopadowy, Kraków 1992.

Dubiecki Marian, Franciszek Ksawery Pietraszkiewicz, "Kłosy" 1887, t. 44, nr 1147, s. 403-404.

Filina Maria, Ossowska Danuta, Losy Polaków na Kaukazie. Cz. I. "Tbiliska grupa" polskich poetów zesłańczych, Tbilisi 2007.

Gadamska-Serafin Renata, Kaukaz jako wrota Orientu. Motywy orientalne w twórczości Tadeusza Łady-Zabłockiego, [w:] Góry - Literatura - Kultura, red. E. Grzęda, t. 11, Wrocław 2017, s. 111-142.

Gadamska-Serafin Renata, Przepaście, wąwozy, wulkany i skarby kopalnego świata w pismach polskich kaukazczyków (Gralewski, Łada-Zabłocki, Strzelnicki, Andrzejkowicz-Butowt, Pietraszkiewicz, Strutyński), [w:] Literackie podróże do wnętrza Ziemi, red. J. Ławski, M. Burzka-Janik, Białystok [w przygotowaniu].

Gralewski Mateusz, Kaukaz. Wspomnienia z dwunastoletniej niewoli, oprac. P. Adamczewski, Poznań 2015.

Janion Maria, "Kuźnia natury", [w:] eadem, Prace wybrane, red. M. Czermińska, t. 1: Gorączka romantyczna, Kraków 2000, s. 275-322.

Jaśkiewicz Małgorzata, Bohater i przestrzeń w "Sonetach krymskich" Adama Mickiewicza, "Acta Universitatis Wratislaviensis", nr 3267, "Prace Literackie", t. L, Wrocław 2010, s. 27-40.

Kalinowski Karol, Pamiętnik mojej żołnierki na Kaukazie i niewoli u Szamila od roku 1844 do 1854, Warszawa 1883.

Kolbuszewski Jacek, Góry, [w:] Słownik literatury polskiej XIX wieku, red. J. Bachórz, A. Kowalczykowa, Wrocław-Warszawa-Kraków 1997, s. 326-328.

Kwaśnicka Jadwiga, List Jadwigi Kwaśnickiej, córki K. Pietraszkiewicza, do Mariana Dubieckiego, 22 marca 1887, BJ Rkp. Przyb. 184/61.

Leist Artur, Szkice z Gruzji, Warszawa 1886.

Łada-Zabłocki Tadeusz, Poezje, Petersburg 1845.

Małachowska Mira, Ksawery Pietraszkiewicz. Życie i myśli, Warszawa 1935.

Mickiewicz w 190-lecie urodzin, red. H. Krukowska, Białystok 1993.

Orografia Kaukazu Józefa Chodźki z francuskiego przez L. M., 1864 rok, Biblioteka PAU i PAN w Krakowie, Rkp. 1252.

Pietraszkiewicz Franciszek Ksawery, List F.K. Pietraszkiewicza do T. Lenartowicza z 27 listopada 1879 roku, Biblioteka PAN w Krakowie, Rkp. 2028, t. 8, k. 60-61.

Pietraszkiewicz Franciszek Ksawery, Poezje, BJ Rkp. Przyb. 184/61.

Pietraszkiewicz Franciszek Ksawery, Sonety kaukaskie, "Dziennik Domowy" 1841, nr 26, s. 213-215.

Pietraszkiewicz Franciszek Ksawery, Wyjątki z niedrukowanych dotąd pamiętników Xawerego Pi..., byłego akademika wileńskiego, teraz żołnierza w artylerii korpusu kaukaskiego, "Dziennik Domowy" 1841, nr 23, s. 187-189.

Pietraszkiewicz Franciszek Ksawery, Wyjątki z niedrukowanych dotąd pamiętników Xawerego Pi..., "Dziennik Domowy" 1841, nr 24, s. 197-198.

Skręt Rościsław, Pietraszkiewicz Franciszek Ksawery, [w:] Polski Słownik Biograficzny, Kraków 1981, t. XXVI.

Słoka Ewa, Romantyczne przeżycie szczytu, [w:] Góry - Literatura - Kultura, red. J. Kolbuszewski, t. 1, Wrocław 1996, s. 31-56.

Sobótka. Księga zbiorowa na uczczenie pięćdziesięcioletniego jubileuszu Seweryna Goszczyńskiego, Lwów 1875.

Strutyński Juliusz, Kilka badań geologicznych i dziejowych Kaukazu, Berlin 1857.

Renata Gadamska-Serafin - doktor nauk humanistycznych (UJ), wykładowca na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego (Katedra Historii Literatury Oświecenia i Romantyzmu). Autorka kilkudziesięciu publikacji z zakresu literatury i kultury polskiego romantyzmu, między innymi Człowiek w myśli i twórczości C. K. Norwida; "Promethidion" Norwida i "List Ojca św. do artystów" w epoce upadku piękna; Norwidowskie arabica/islamica; "Ten sam jest Bóg" Norwid - Abd el-Kader - Ibn 'Arabi; "Lud Koranu - Lud Ewangelii". Norwid o historii relacji chrześcijańsko-muzułmańskich; "Obliczem całym w niebo wryty". Niebo Norwida; "Kosmiczny patriotyzm-kapusty-kwaśnej" i "jajecznica narodowa", czyli kulinaria w dyskursie Norwidowskim; "Pamięć serca". "Król-Duch" i kwestia Armenii.

1 Rękopisy poezji Pietraszkiewicza zebrane są w jednym zeszycie, przechowywanym w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie (BJ Rkp. Przyb. 184/61).

2 Zob. R. Skręt, Pietraszkiewicz Franciszek Ksawery, [w:] Polski Słownik Biograficzny, Kraków 1981, t. XXVI (https://bit.ly/3cycBp8 [dostęp: 12 stycznia 2018 roku]). O zesłańczych losach Pietraszkiewicza pisał w kaukaskich wspomnieniach Mateusz Gralewski (Kaukaz. Wspomnienia z dwunastoletniej niewoli, oprac. P. Adamczewski, Poznań 2015, s. 538-539, 546), który zamieścił w nich także (nie podając jednak nazwiska autora) wiersz Pietraszkiewicza Tęsknota. Tuż po śmierci Pietraszkiewicza w 1887 roku "Kłosy" zamieściły poświęcone mu wspomnienie pośmiertne, spisane ręką jego serdecznego kolegi - Mariana Dubieckiego (Franciszek Ksawery Pietraszkiewicz, "Kłosy" 1887, t. 44, nr 1147, s. 403-404), również absolwenta Uniwersytetu Kijowskiego, dawnego powstańca styczniowego, sybiraka dwukrotnie zsyłanego do Rosji. W kolejnym roku ukazała się w Krakowie kilkunastostronicowa biografia Pietraszkiewicza autorstwa Stefana Buszczyńskiego (Xawery Pietraszkiewicz. Drobny przyczynek do dziejów naszych. Życiorys z portretem, Kraków 1888), innego przyjaciela z Uniwersytetu Kijowskiego, byłego powstańca styczniowego, pisarza oraz zarządcy kilku ważnych instytucji naukowych: fundacji raperswilskiej, Towarzystwa Naukowego Krakowskiego (od 1869 roku), a później (od 1872 roku) krakowskiej Akademii Umiejętności. Nekrologi pojawiły się również w innych czasopismach. Zachował się ponadto list córki Ksawerego - Jadwigi Kwaśnickiej, pisany do Mariana Dubieckiego, przygotowującego wówczas publikację w "Kłosach", zawierający sporo ważnych informacji. W latach trzydziestych XX wieku Mira Małachowska (Ksawery Pietraszkiewicz. Życie i myśli, Warszawa 1935) odtworzyła dość szczegółowo biografię i pedagogiczne przesłanie Pietraszkiewicza na podstawie wspomnień jego córki Anny, Stefana Buszczyńskiego oraz żyjących wychowanic krakowskiej szkoły dla dziewcząt, prowadzonej niegdyś przez Ksawerego, jego żonę Teofilę i siostrę żony Sewerynę. Wszystko to pozwoliło ocalić pamięć o byłym kaukazczyku.

3 Ze względu na unickie poglądy bazylianie byli prześladowani w Imperium Rosyjskim i na ziemiach zaboru rosyjskiego. Na synodzie połockim w 1839 roku podjęto decyzję o likwidacji wszystkich klasztorów bazyliańskich na terenie państwa carów bądź ich przekształceniu w prawosławne monastery.

4 Szkołę tę kończyli także Bronisław Zaleski i Seweryn Goszczyński.

5 O szczegółach śledztwa pisze Stefan Buszczyński (Xawery Pietraszkiewicz..., s. 10), który dobrze znał jego przebieg z relacji samego Pietraszkiewicza.

6 Sytuacja odmalowana w wierszu do złudzenia przypominała tę, w jakiej znalazł się główny bohater trzeciej części Mickiewiczowskich Dziadów, a także sam Mickiewicz i jego filomaccy towarzysze. W tym narodowym arcydramacie symboliczną datą stał się 1 listopada - liturgiczne święto upamiętniające przejście ze śmierci do życia i wieczności. W więziennym wierszu Pietraszkiewicza takim znaczącym momentem jest noworoczna noc - czas przełomu niosący zapowiedź wolności i wybawienia z otchłani. W obu wypadkach perspektywę niezłomnej nadziei otwiera tajemnica Odkupienia. Taktyki stosowane w kijowskim śledztwie przez generała Dmitrija Bibikowa (w latach 1837-1852 gubernatora kijowskiego, wołyńskiego i podolskiego) i pułkownika Afanasjewa (zwanego "Wujaszkiem") nie odbiegały wcale od metod Nowosilcowa: więźniom podawano słone śledzie, odmawiając im jednocześnie wody, a ze szpitali przynoszono do cel cuchnące wiadra z odchodami i wymiocinami, zmuszając aresztantów do ciągłego oddychania ich fetorem. Pietraszkiewicza, jako szczególnie niepokornego i niezłomnego, odosobniono w klaustrofobicznej piwnicznej celi (o długości czterech kroków i szerokości trzech), do której światło wpadało tylko od góry, przez wąską szczelinę. Izbę tę wybrano dla niego z diabelskim rozmysłem: była ona mroczna, niska, ciasna i duszna, a po jej ścianach spływały fekalia z więziennych kloak. Nic dziwnego, że po kilku miesiącach pobytu w tym odrażającym miejscu aresztant zapadł ciężko na zdrowiu, a na jego ciele pojawiły się wrzody. Nikogo jednak nie wydał. Zob. S. Buszczyński, Xawery Pietraszkiewicz...

7 F.K. Pietraszkiewicz, Nowy Rok (1839) z więzienia w Kijowie, BJ Rkp. Przyb. 184/61 [podkreślenie autora].

8 Nie przekazano bowiem Franciszkowi kożucha przyniesionego do kijowskiej twierdzy przez jego brata Edmunda (kożucha kupionego "za ostatni ciężko zebrany grosz"). Zob. M. Małachowska, Ksawery Pietraszkiewicz..., s. 12. W rodzinnych zapiskach czytamy dalej: "Wjechawszy na Kaukaz, klimat cieplejszy, ale Tatę nie puścili wolno tylko go zamknęli do osobnego więzienia (kazamaty) i zapomnieli o nim tak, że o mało z głodu nie umarł" (za: ibidem, s. 12).

9 Za: M. Małachowska, Ksawery Pietraszkiewicz..., s. 12-13.

10 F.K. Pietraszkiewicz, Zazdroszczę..., BJ Rkp. Przyb. 184/61.

11 Różne źródła podają, że ranę tę odniósł dopiero w 1843 roku, jednak o wydarzeniu tym wspomina już w Wyjątkach z niedrukowanych dotąd pamiętników Xawerego Pi... opublikowanych w 1841 roku na łamach poznańskiego "Dziennika Domowego" (1841, nr 24, s. 198): "Oficer w moich oczach zleciał z konia i skonał jednego słowa nie przemówiwszy, ranionych wiedli do doktora, pobiegłem do jaszczyka wziąć granat o który zawołano, gdym wrócił, Czeczeńce już biegli nazad, aż w tym, jak gdyby mi kto dał szczutka w brzuch, zrobiło mi się mgło, raniony jestem w brzuch i pewny już byłem, żem ubity, a kiedy doktor szukając długo zontem kuli w mym brzuchu namacał się gdzieś daleko, kiedy spojrzał na drugiego, myśląc, że ja nie widzę jakby mówił, nic z niego nie będzie, i potrząsł głową, zacząłem konać, prosiłem, aby mi dano wody. Żołnierz ranny już konający, co leżał przy mnie, także prosił wody, oddałem mu swoją - napił się i skonał". Dużo bliższe prawdy wydaje się zatem to, że Pietraszkiewicz został raniony już w 1841 roku.

12 Stefan Buszczyński (Xawery Pietraszkiewicz...) wspomina o pobycie Pietraszkiewicza w szpitalu w Tyflisie, ale z listu Tadeusza Łady-Zabłockiego do Romualda Podbereskiego wynika, że w czerwcu 1843 roku Pietraszkiewicz leczył się już w znanym kurorcie w Piatigorsku. Zob. T. Łada-Zabłocki, List do R. Podbereskiego z 10 VI 1843 roku, [w:] M. Filina, D. Ossowska, Losy Polaków na Kaukazie. Cz. I. "Tbiliska grupa" polskich poetów zesłańczych, Tbilisi 2007, s. 252-253.

13 Został ponadto odznaczony Krzyżem św. Jerzego za zasługi wojenne.

14 F.K. Pietraszkiewicz, Kaukaz, [w:] Sobótka. Księga zbiorowa na uczczenie pięćdziesięcioletniego jubileuszu Seweryna Goszczyńskiego, Lwów 1875, s. 187.

15 "Zjawienie się [...] Pietraszkiewicza - wspominał Buszczyński - było zdarzeniem ważnym, było, można powiedzieć, epoką w dziejach tej szkoły, a prosty sołdat, przystępujący do egzaminu uniwersyteckiego, przedstawiał wówczas pierwszy, jedyny przykład. Powtarzano sobie tę wiadomość w Kijowie, na prowincji, wszędzie" (S. Buszczyński, Xawery Pietraszkiewicz..., s. 15).

16 Buszczyński był także świadkiem składania egzaminów przez Pietraszkiewicza: "Kończyłem wtedy uniwersytet, gdy Pietraszkiewicz powrócił z Kaukazu. Razem zdawaliśmy egzamina. Byłem więc świadkiem, jak znakomicie wywiązał się z nader ciężkiego zadania. [...] Wszyscy byli zdziwieni, słuchając tego żołnierza z kulą wewnątrz, z Georgia krzyżem w pętlicy. Blady, wynędzniały, z wyraźnymi śladami strasznych cierpień w skrzywionej mimowolnie twarzy wyrytych, stał przed tym gronem i błyskał promieniami wzniosłego umysłu, niezwykłej wiedzy. [...] Profesor filozofii [...] z podziwienia wyjść nie mógł, że "na Kaukazie, pośród kul czerkieskich, nie zapomniał tak trudnych przedmiotów, jak filozoficzne". [...] Otrzymał więc Pietraszkiewicz stopień kandydata filozofii. Był to prawdziwy triumf żołnierza. Szlachectwo, którego był pozbawionym przez sąd wojenny, zostało mu przez to samo przywrócone, a z nim dopiero dane prawo kształcenia młodzieży" (ibidem, s. 16-17). Pietraszkiewicz był mocno związany ze swoją kijowską uczelnią. Po latach, w 1883 roku, pisał z Krakowa do Stefana Buszczyńskiego o zbliżającej się pięćdziesiątej rocznicy powołania tego uniwersytetu, na które to obchody - jako absolwenci - spodziewali się otrzymać zaproszenia: "i do nas przyszlą, ale pewnie nie pojedziemy" (List F.K. Pietraszkiewicza do S. Buszczyńskiego z 1 listopada 1883 roku, [w:] Korespondencja Stefana Buszczyńskiego z lat 1881-1885, Biblioteka PAN w Krakowie, Rkp. 2064, t. 3, k. 475-476). Pietraszkiewicz ustalił, że był wówczas najstarszym pośród żyjących w Krakowie absolwentów Uniwersytetu Kijowskiego.

17 S. Buszczyński, Xawery Pietraszkiewicz..., s. 14-15.

18 List Jadwigi Kwaśnickiej, córki K. Pietraszkiewicza, do Mariana Dubieckiego, 22 marca 1887, BJ Rkp. Przyb. 184/61.

19 Ibidem.

20 Na tyłach kamienicy przy ulicy Garbarskiej 7 znajdowała się niegdyś parcela stanowiąca własność rodziny Pietraszkiewiczów. Syn Franciszka Ksawerego - Stanisław - sprzedał ją na początku XX wieku Uniwersytetowi Jagiellońskiemu. Wybudowano na niej Bursę Akademicką (im. Stanisława Pigonia) Uniwersytetu Jagiellońskiego (dziś mieści się tu hotel, Dom Profesorski Uniwersytetu Jagiellońskiego, Szkoła Języka i Kultury Polskiej oraz Restauracja "Pigoniówka"). Budynek bursy znajduje się pod numerem 7a.

21 Owocem, który wyrósł z dramatycznych doświadczeń życiowych Pietraszkiewicza, stał się jego system pedagogiki oparty na sprawiedliwości, dobru i pięknie, składających się razem na prawdę. Nauczanie to przenikała głęboka, niezłomna wiara, którą osobisty dramat jedynie utwierdził i oczyścił z wszelkich wątpliwości. Uderzająca jest ogromna wrażliwość etyczna tego człowieka, emanująca ze wszystkich jego pism.

22 W liście z 23 lutego 1884 roku Pietraszkiewicz dziękował Buszczyńskiemu, przebywającemu wówczas we Włoszech, za nadesłane pieniądze: "Dziękuję Ci bardzo za pieniądze, tak mi teraz kręto, bo płyną jak woda, a szacowni wieśniacy [zapewne rodzice dziewcząt przebywających w Krakowie na pensji - R.G.-S.] nie wiedzą, że jak nie ma pieniędzy w mieszku, to i obiadu nie ma, bo mają gotowe kury, gęsi, kaczki, a wreszcie i woły pod ręką, a tu wszystko kupić trzeba od pietruszki [...], których oni nie kupują - więc się nie spieszą z wysyłaniem należytności - aż rozpacz porywa człowieka" (List F.K. Pietraszkiewicza do S. Buszczyńskiego z 23 lutego 1884 roku, [w:] Korespondencja Stefana Buszczyńskiego..., t. 3, k. 563-564). Z pewnym zażenowaniem posłuchał rady Buszczyńskiego, by wystarać się o stypendium dla syna, które mogło nieco umniejszyć jego finansowe obciążenia: "Bardzo Ci wdzięczny jestem za to zainteresowanie się moim biedactwem, ale cóż, kiedy już prawdziwie rady sobie dać nie mogę, tak na wszystkie strony naciągnięty, by wystarczyć nie w stanie. Nigdy bym się nie starał o żadne stypendium, nie chcąc biedniejszym odbierać, ale też i sam na równi z nimi jestem" (List F.K. Pietraszkiewicza do S. Buszczyńskiego z 30 marca 1884 roku, [w:] Korespondencja Stefana Buszczyńskiego..., t. 3, k. 584-585).

23 S. Buszczyński, Xawery Pietraszkiewicz..., s. 18.

24 Zob. List F.K. Pietraszkiewicza do S. Buszczyńskiego z 23 kwietnia 1871 roku, [w:] Korespondencja Stefana Buszczyńskiego..., t. 1, k. 413-414; t. 3, k. 413, 422-423, 429-430, 455-456, 475-476, 480-481, 494-495, 502-503, 512-513, 518-519, 540-541, 563-564, 584-585, 604-607, 606-607, 612-613, 780.

25 Listy te, z wyjątkiem pierwszego, pochodzącego jeszcze z 1871 roku, wysyłane były od lipca 1883 do listopada 1885 roku przez Pietraszkiewicza, mieszkającego przy ulicy Garbarskiej 7, do Teplitz i do Włoch, gdzie kolejno przebywał (dla podratowania zdrowia) Buszczyński. Podczas jego nieobecności w kraju Pietraszkiewicz opiekował się jego krakowskim mieszkaniem. Prywatna korespondencja informowała adresata przede wszystkim o codziennych, zwykłych sprawach, jak niedomagania Ksawerego i jego codzienne letnie kąpiele w Wiśle, cierpienie z powodu bólu zębów, wyjazdy na wieś, wyświadczane Buszczyńskiemu przysługi (na przykład zamówienie dlań futra u kuśnierza, dostarczanie jego publikacji do redakcji różnych czasopism), losy dzieci i wspólnych przyjaciół, lektury (na przykład refleksje o świeżo wydanej powieści Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza, artykułach z "Czasu" i "Gazety Krakowskiej"), nowinki krakowskie, obchody narodowe (na przykład wieczorek mickiewiczowski 28 listopada 1883 roku oraz nabożeństwo za ojczyznę u karmelitów i dominikanów w rocznicę powstania listopadowego). Życie posuniętego już wtedy w latach Pietraszkiewicza upływało wciąż pracowicie na działalności nauczycielskiej ("lekcje za lekcjami i czas leci"), ale pełne też było problemów zdrowotnych, powodowanych wiekiem i narastającą niedołężnością. Miał już trudności z opuszczaniem domu i pensji, jego świat zawężał się coraz bardziej do kręgu uczniów, najbliższych i znajomych. Na uwagę zasługują zwłaszcza fragmenty listów poświęcone sprawie polskiej oraz jej odbiorowi na arenie międzynarodowej, a także sytuacji Polaków w świecie. Były to zagadnienia szczególnie leżące na sercu byłego zesłańca. Na przykład 12 listopada 1883 roku pisał do przyjaciela odpoczywającego we Włoszech: "Dzięki Bogu, że choć jeden kącik w Europie, gdzie Polak wypocznie, nie dla Polaka ta pociecha, a prędzej zaszczyt dla tych, w których choć iskierka ludzkiego uczucia, ludzkiej godności błyszczy. Wszystko i wszyscy w podłości błocie i to smutno, więc nie miłość własna cieszy się tym objawieniem godności cudzej, jeśli się gdzie ukaże jako dowód, iż niezupełnie zginęła, jako nadzieja, że jeszcze może się roztlić na większą miarę - jako otucha, że jeszcze nie jest apokaliptyczny znak końca świata" (List F.K. Pietraszkiewicza do S. Buszczyńskiego z 12 listopada 1883 roku, [w:] Korespondencja Stefana Buszczyńskiego..., t. 3, k. 480-481). Cieszyły go odczyty Buszczyńskiego wygłaszane w różnych włoskich miastach (między innymi w Wenecji i Bolonii), przybliżające tamtejszym słuchaczom, słabo orientującym się w stosunkach słowiańskich, sprawę polską. Pietraszkiewicz uważał za konieczne stałe przypominanie opinii światowej o znaczeniu Polski oraz "o nagrodzie, jaką zyskała Polska swoim poświęceniem i krwi, i dobra swego" (List F.K. Pietraszkiewicza do S. Buszczyńskiego z 24 kwietnia 1884 roku, [w:] ibidem, k. 604-607). Uradowany przesłaną mu publikacją z "Il Tempo" na temat jednej z prelekcji Buszczyńskiego, pisał: "Ślicznieś zrobił, żeś Włochów swą mową oświecił, a może i naelektryzował. Tak dzisiaj mało o nas wiedzą, bo też i my niewiele o sobie znać dajemy, gdy tymczasem wrogi nasze największe fałsze i potwarze rzucają, a Europa bierze je za dobrą monetę, a nawet chętnie, bo lżej jej na sumieniu" (List F.K. Pietraszkiewicza do S. Buszczyńskiego z 21 grudnia 1883 roku, [w:] ibidem, k. 512-513 [podkreślenie autora]). Z kolei list z 24 stycznia 1884 roku zawiera następujące zdanie na temat losu Polaków: "Prawda, że tyle kolek na świecie, ale cóż zrobić, trzeba je jak można tępić, do tego już przywykliśmy, to nasz stan normalny, ale to nasza siła" (ibidem, k. 540-541). Ważne refleksje na temat potrzeby powrotu narodu do myślenia historycznego zawiera list napisany po lekturze świeżo wydanej powieści Sienkiewicza Ogniem i mieczem: "Mnie ona się wydaje nie tylko powieścią, ale żywo odgrzebaną przeszłością, dającą patrzeć na siebie [...]. Mnie nie tok, czyli układ, ani styl, nie romans dodatkowy, ale duch wydobyty głębokim zbadaniem albo intuicją, duch naszej przeszłości zajmuje. Ale mi się zdaje, że dziś tak się ludzie wryli w obecne warunki, iż żadną miarą innych nie mogą zrozumieć i tylko dzisiejszą miarą mierzą. Piszę tylko to do Ciebie, bo może się mylę, ale zachwycony jestem tą powieścią tak dalece, że mnie aż palce świerzbią napisać to, co myślę o niej, a czego Tarnowski nie powiedział - może i dobrze zrobił - dlatego może dla czego i ja się chwieję, bo by to było czymś dziwacznym przy takim upadku najwyższych ideałów i tej ofiarności, co tak nie licuje z pozytywizmem" (List F.K. Pietraszkiewicza do S. Buszczyńskiego z 6 maja 1884, [w:] ibidem, k. 606-607). Oburzony był atakami kanclerza Ottona von Bismarcka na Polaków: "Rządy robią swoje jak urządzą, a zabite narody jak upiory ich przestraszają. [...] I czego on chce od nas? Nikt palcem nie ruszy, a oni najeżeni bagnetami srożą się ciągle i boją się bezbronnych. Ludzkość [...] na to obojętnie się patrzy, a jeszcze potakuje" (List F.K. Pietraszkiewicza do S. Buszczyńskiego z 14 maja 1884 roku, [w:] ibidem, k. 612-613). Inny charakter ma ostatni list w tym zbiorze, niepodpisany, z listopada 1885 roku, zawierający rozporządzenie: "List ten użyj, jak zechcesz, ale bez mego nazwiska, a tylko po prostu napisz: list odebrany od kogoś", jest on bowiem rozprawą na temat stosunku Rusi do plemion słowiańskich i dopowiedzeniem do wywodów historyka Juliana Bartoszewicza dotyczących etymologii nazwy "Ruś". Tekst ten został przeznaczony przez odbiorcę do umieszczenia go w Posłannictwie Słowian w charakterze wstępu. Powołując się na kronikę Nestora i przekazy mnichów z kijowskiej Ławry Peczerskiej (którą jako student autor listu niejednokrotnie odwiedzał), Pietraszkiewicz przypominał o najezdniczym, niesłowiańskim charakterze Waregów (Rusinów), którzy przybywszy na ziemie nazwane później Rusią, od początku traktowali Słowian jako niewolników i znęcali się "nad narodem bożym" ("Stąd jasno wynika, jaki stosunek był Rusinów do plemion słowiańskich"). Przypominał, że właśnie w jaskiniach znajdujących się pod ławrą ukrywali się niegdyś Słowianie napadnięci przez okrutnych Warego-Rusinów, co poświadczają stare przekazy, powtarzane nawet przez mnichów tej ławry. Były zesłaniec uważał za konieczne odświeżenie pamięci rodaków o tym zapominanym nagminnie fakcie, zwłaszcza w związku z głoszonymi przez Rosję ideami panslawistycznymi. Ubolewał, że Słowianie współcześni tracą "pamięć najdawniejszych czasów", ponownie "naginając swe karki pod dawne Rusinów obuchy" (List F.K. Pietraszkiewicza do S. Buszczyńskiego z listopada 1885 roku, [w:] ibidem, k. 780 i n.).

26 Zob. List F. K. Pietraszkiewicza do T. Lenartowicza z 27 listopada 1879 roku, Biblioteka PAN w Krakowie, Rkp. 2028, t. 8, k. 60-61. Pietraszkiewicz wyrażał w nim również radość z planów osiedlenia się Lenartowicza w Krakowie: "Trudno tu wprawdzie znaleźć jakąś posadę - pisał - ale sądzę, że dla Pana łatwiej by to przyszło. Ma się tu założyć Muzeum Narodowe, może przy takim Muzeum znalazłoby się miejsce. Zapewne znajomy Pan dobrze z Kraszewskim; gdyby on w tym względzie napisał do komitetu, to jego żądanie wiele by zaważyło, bo przecież z powodu jego jubileuszu to muzeum przedsięwzięte. Cieszymy się tu wszyscy nadzieją, że powitamy Pana w Krakowie i to nie na chwilkę tylko jak pierwej; a ja nie ostatni między nimi jako szczery wielbiciel prac i zasług krajowych tak niezwykłego pisarza i obywatela".

27 Zob. R. Skręt, Pietraszkiewicz Franciszek Ksawery...

28 Zob. BJ Rkp. 9189 IV, t. 3, k. 136.

29 S. Buszczyński, Xawery Pietraszkiewicz..., s. 20. Grób Pietraszkiewicza nie zachował się do naszych czasów. Na cmentarzu Rakowickim znajduje się jednak grobowiec rodzinny Pietraszkiewiczów, w którym pochowani zostali jego syn Ksawery (inżynier) oraz córka Elżbieta (https://bit.ly/2HCpjI0 [dostęp: 15 lutego 2018 roku]).

30 List Jadwigi Kwaśnickiej... Córka pisała również o wielkim umiłowaniu książek przez ojca: "Książek miał dużo, gdyż mimo trudności dostania i braku środków, zebrał z zamiłowania dość liczną bibliotekę dzieł wielkiej wartości naukowej, starożytnej, kilka rzadkości bibliograficznych, które kupując, każde sumiennie przewertował. Ta biblioteka jest u Mamy" (ibidem). Przypominała jeszcze wiersz Brodzińskiego, który jej ojciec zwykł cytować swoim uczniom:

Chociaż nie skończysz, zawsze rób.

Ciebie, nie dzieło weźmie grób.

A choć na świecie krótko nas,

Czas wszystko skończy,

Bo ma czas.

31 F.K. Pietraszkiewicz, Wyjątki z niedrukowanych dotąd pamiętników Xawerego Pi..., s. 187. Maria Filina i Danuta Ossowska (Losy Polaków na Kaukazie..., s. 66) uznały tę adnotację pod tytułem wspomnień Pietraszkiewicza drukowanych w Poznaniu na łamach "Dziennika Domowego" za fałszywą sugestię, celowo podsuniętą rosyjskim władzom (i szpiclom) w celu ich zmylenia.

32 List Jadwigi Kwaśnickiej...

33 Mira Małachowska (Ksawery Pietraszkiewicz..., s. 7-8) pisała: "[...] ruch ideowy młodzieży wileńskiej, której żywym wcieleniem w domu był filareta Onufry Pietraszkiewicz, przyjaciel Mickiewicza, cała młoda, gorąca filozofia życia, zamykająca się w słowach:

W ksiąg greckich, rzymskich steki,

wlazłeś, nie żebyś gnił,

byś bawił się, jak Greki

I jak Rzymianin bił...

składały się na atmosferę młodości Pietraszkiewicza".

34 Córka Jadwiga (List Jadwigi Kwaśnickiej...) wspominała między innymi o stale cytowanych przez ojca wersach z Pieśni Filaretów ("Mierz siłę na zamiary, nie zamiar podług sił") oraz z wiersza Rozum i wiara ("Rozumie ludzki! tyś mały przed Panem").

35 Drugim romantycznym mistrzem Pietraszkiewicza był Zygmunt Krasiński.

36 F.K. Pietraszkiewicz, Tęsknota (1839 Hambory), BJ Rkp. Przyb. 184/61. Wiersz ten został opublikowany w tomie wspomnień Mateusza Gralewskiego (Kaukaz..., s. 541-544).

37 F.K. Pietraszkiewicz, Tęsknota...

38 Zapewne mowa o musztrze wojskowej.

39 F.K. Pietraszkiewicz, Tęsknota... [podkreślenie autora].

40 Ibidem.

41 Podobne wrażenie robiła zesłańcza twórczość Pietraszkiewicza na Mirze Małachowskiej (Ksawery Pietraszkiewicz..., s. 13): "Z niemałym wzruszeniem odczytuje się strofy kreślone przez poetę-żołnierza, gdyż odnajdujemy w dalekim, tak rosyjskim, lermontowskim Kaukazie, w tym rosyjskim, tak wrogim wojsku, serce bijące po polsku, bijące romantycznie. Sonety kaukaskie i większy poemat Noc w Hamborach oddychają poezją Mickiewicza - czasami Pietraszkiewiczowi zabraknie tchu i wiersz się staje niezdarnym rymowaniem, ale ze słów przebija wszędzie wzniosła, niepodrabiana, szczera, polska myśl romantyczna".

42 Dziewiętnastowieczne fotografie Kaukazu, które wykonał rosyjski fotograf Дмитрий Иванович Ермаков, można obejrzeć na stronach internetowych: https://bit.ly/3kTrjtH i https://bit.ly/3i6meMY [dostęp do obu: 15 lutego 2018 roku].

43 Najwyższy szczyt Gór Gomborskich - Ciwi (Mta Tsivi) - ma tylko 1991 metrów n.p.m., a Przełęcz Gomborska leży na wysokości 1610 metrów n.p.m.

44 Zob. F.K. Pietraszkiewicz, Wyjątki z niedrukowanych dotąd pamiętników Xawerego Pi..., s. 187.

45 Zob. idem, Noc w Hamborach, BJ Rkp. Przyb. 184/61. Krótki fragment tego utworu opublikowała w 1935 roku w niewielkiej monografii Mira Małachowska (Ksawery Pietraszkiewicz..., s. 14).

46 Zob. F.K. Pietraszkiewicz, Góra Hambor, [w:] idem, Sonety kaukaskie, "Dziennik Domowy" 1841, nr 26, s. 213.

47 Zob. B. Dopart, Mickiewiczowski romantyzm przedlistopadowy, Kraków 1992, s. 130.

48 F.K. Pietraszkiewicz, Noc w Hamborach...

49 Ibidem.

50 Ibidem.

51 Ibidem.

52 Ibidem.

53 Ibidem.

54 Redaktorzy poznańskiego "Dziennika Domowego" zamieścili tu przypis objaśniający, że czymary to topole. Wydaje się on błędny, bowiem w języku azerskim topola to qovaq, w języku tureckim - kavak, w języku gruzińskim - ????? (alvis), w języku perskim zaś - syndar. W rękopisie widniało prawdopodobnie słowo "czynary", błędnie odczytane przez wydawców (n wzięto za m). Ta botaniczna nazwa pojawia się wielokrotnie w poezji i relacjach polskich kaukazczyków i sprawia wydawcom niemało kłopotów (różni autorzy przypisują jej bowiem różne znaczenia - raz buk, innym razem platan, a jeszcze kiedy indziej - topola). Mateusz Gralewski (Kaukaz..., s. 164) wyraźnie zaznaczył w kaukaskich wspomnieniach, że czynarami nazywa "wiekowe rozłożyste buki", a mimo to autor przypisów do wydania tej książki z 2015 roku objaśnił, że "bajecznej wysokości i wspaniałości" czynary rosnące w Gruzji w mieście Gandża to... platany (zob. ibidem, s. 385, 427). Buki nazywał czynarami także przebywający w niewoli czeczeńskiej Karol Kalinowski: "na rozłożystych gałęziach olbrzymich czynarów czyli buków" (K. Kalinowski, Pamiętnik mojej żołnierki na Kaukaziei niewoli u Szamila od roku 1844 do 1854, Warszawa 1883, s. 23, zob. także s. 57, 92).Tymczasem w poezji innego kaukaskiego zesłańca - Tadeusza Łady-Zabłockiego - "czynary" są zawsze platanami (zob. J. Brzeziński, O języku poezji Tadeusza Łady-Zabłockiego, Zielona Góra 2001). Rzeczywiście, w językach azerskim i tureckim platan to çinar. Również hrabia Juliusz Strutyński pisze w naukowej rozprawie o Kaukazie, że czynar to Platanus orientalis (zob. J. hr. Strutyński, Kilka badań geologicznych i dziejowych Kaukazu, Berlin 1857, s. 14). Platan (Platanus orientalis) jest popularnym drzewem na Kaukazie, także w Gruzji. W położonej na południowym i południowo-zachodnim zboczu Ciw-Gombori stolicy Kachetii - Telawi - rośnie platan uważany za najstarszy w całym kraju (ponoć dziewięćsetletni). Gigant ten mierzy 46 metrów wysokości i ma prawie 12 metrów obwodu. Wobec tego semantycznego zamieszania trudno jednoznacznie wskazać, o jakim drzewie mowa w wierszu Pietraszkiewicza.

55 F.K. Pietraszkiewicz, Góra Hambor...

56 Szacuje się, że twierdza zajmowała powierzchnię około 1 hektara. Zob. S. Adamczak, Gruzja, Armenia i Azerbejdżan. Przewodnik ilustrowany, Bielsko-Biała 2013, s. 179.

57 Czasy panowania tej średniowiecznej władczyni (XII wiek) uważane są za "złoty wiek" w historii Gruzji.

58 D. Zawadzka, O "Sonetach krymskich" Adama Mickiewicza, [w:] Mickiewicz w 190-lecie urodzin, red. H. Krukowska, Białystok 1993, s. 126.

59 Ibidem.

60 A. Mickiewicz, Ruiny zamku w Bałakławie, [w:] idem, Dzieła, t. I: Wiersze, oprac. Cz. Zgorzelski, Wydanie Rocznicowe: Warszawa 1998, s. 251.

61 W obu cyklach poetyckich ważnym elementem tej przestrzeni były góry.

62 J. Kolbuszewski, Góry, [w:] Słownik literatury polskiej XIX wieku, red. J. Bachórz, A. Kowalczykowa, Wrocław-Warszawa-Kraków 1997, s. 326.

63 F.K. Pietraszkiewicz, Wyjątki z niedrukowanych dotąd pamiętników Xawerego Pi..., s. 187.

64 Polską wersję nazwy góry - "Hud" - Pietraszkiewicz stworzył, stosując językową analogię typu "gołota - hołota". W języku rosyjskim zwano bowiem ten górski masyw "Gudem". Na temat motywu przepaści w twórczości Pietraszkiewicza i cytowanego sonetu zob. więcej w: R. Gadamska-Serafin, Przepaście, wąwozy, wulkany i skarby kopalnego świata w pismach polskich kaukazczyków (Gralewski, Łada-Zabłocki, Strzelnicki, Andrzejkowicz-Butowt, Pietraszkiewicz, Strutyński), [w:] Literackie podróże do wnętrza Ziemi, red. J. Ławski, M. Burzka-Janik, Białystok [w przygotowaniu].

65 F.K. Pietraszkiewicz, Droga nad przepaścią Hud (góry), "Dziennik Domowy" 1841, nr 26, s. 214.

66 Zob. K.N. Ciemnołoński, Gruzińska Droga Wojenna. Od Tbilisi do Gudauri (Tbilisi-Ananuri-Pasanuri-Gudauri) (https://bit.ly/340tLb0 [dostęp: 15 marca 2018 roku]).

67 F.K. Pietraszkiewicz, Wyjątki z niedrukowanych dotąd pamiętników Xawerego Pi..., s. 187-188.

O górze "Gud" pisał także Mateusz Gralewski, który podobnie jak Pietraszkiewicz przedstawił ją jako miejsce śmiertelnie niebezpieczne: "Był wtedy początek czerwca, więc mało było śniegu na górach a i ten nie groził zasypami. Brnęliśmy po błocie, a w niektórych miejscach przechodziliśmy po niestajałych jeszcze bryłach lodu na potokach spływających do Aragwy. Deszcz lał jak z wiadra. Zatrzymaliśmy się dla wytchnięcia u Gud-góry.

Góra Gud jest najniebezpieczniejszym miejscem w porze zimowej i na początku wiosny. Niejeden kurier, niejeden dziesiątek kupców, znikał tam na zawsze zrzucony lawiną śniegu w przepaścisty wąwóz, w którym białą i jasną wstęgą płynie Aragwa. Corocznie w czasie spadania lawin, podróżni, karawany, wojsko, musi się zatrzymywać po dni kilka i kilkanaście, zanim zdoła się jako tako oczyścić drogę i przejście uczynić możliwym.

Góra Gud w tych strasznych dniach zniszczenia, z swymi zawiejami światło dzienne zakrywającymi, z szumem a hukiem, jest podobna do burzy morskiej. O! kogo burza zastanie na Gudzie pokrytym śniegiem, ten zapewno zapomni o towarach jeśli on kupiec, o sławie bojowej jeśli on żołnierz, i każdy o wszelkich projektach ziemskich zapomni, gdy uczuje się igraszką natury i ofiarą w ręku śmierci!... Nic Gudowi się nie oprze, tak wówczas jest on mocny i potężny!" (M. Gralewski, Kaukaz..., s. 417-418). Gralewski zanotował też zasłyszaną legendę osetyńską związaną z górą Gud, potwierdzającą doniosłość tego miejsca w kulturze Kaukazu i wyobraźni zamieszkujących go ludów: "W pojęciu mieszkańców Gud ma ducha swego, bo na Kaukazie ma go mieć i każda inna góra, ale duch Guda jest najstraszliwszy. [...] Ruszyliśmy potem z miejsca, ciągle brnąc po błocie. Przechodząc koło głębokiego wąwozu, w którym widać było wioskę, rozmowny Osetyn ozwał się:

- Ja wam opowiem ciekawą historię, jaka się stała w tej oto wiosce, a dowiecie się jakie głody u nas bywają.

- A bardzo prosimy, rzekliśmy wszyscy.

- Wieś ta nazywa się Omlet, mówił Osetyn. Nie wielka ona, bo tylko z kilku sakli (domów) złożona. W jednej z tych sakli żyła kiedyś cudo dziewczyna. Była ona tak piękna i powabna, że wszystko na nią patrzało jak w tęczę. Czy miejscowi, czy obcy, wszyscy się nią zajmowali, a przechodzący kupcy z karawanami zawsze jej zostawiali drogie upominki. Nie tylko ludzie, ale i duchy w niej się kochały. Najbardziej zakochał się duch Gud-góry. Gdy dziewczyna wstępowała na wyżynę, ścieżka się z nią podnosiła, obok kwiatki dla niej wyrastały, a kamienie dla niej układały się we wschody. Gdy wszystkim pastuchom zawsze coś przepadało ze stada, dziewczynie ani jedno Jagnie nigdy nie zginęło. Po minionych jej 15 rogach (latach) zakochał się w pięknej dziewczynie i młodzieniec ze wsi. A że on był dorodny, tęgi jeździec, wyborny strzelec i że zręcznie tańczył lezginkę, więc go i dziewczyna sobie podobała. Odbyły się zaręczyny, ale ślubowi sprzeciwiał się Gud i różnymi psotami dokuczał młodzianowi. To go zabłąkał w dolnych gęstwinach, gdy polował na jelenie; to go zaćmił tumanem, gdy wracał ze stadem owiec, albo go imał w tańce zawieruchy. Odwaga młodziana dzielnie wszystko zwyciężyła aż do ciężkiej zimy. Gdy przyszła zima i zapędzała wszystkich do ognia na kominie, straszliwy Gud rozigrał burzę, która zrzuciła lawinę śniegu na saklę, w której się młodzi i oblubienicy razem bawili. Ochłonąwszy z przerażenia i znalazłszy parę kawałków chleba i sera, cieszyli się że nie doznają głodu, dopóki ich ludzie nie odkopią. Przeszedł dzień i drugi i trzeci i już dawno chleba nieszczęsnym nie starczyło. Młodzian stał się najprzód smutnym, potem złym, a potem jakby wściekłym. Miłość go najprzód opuściła, potem pożegnała go i ludzkość. Stał się jakby zwierzęciem, jakby tygrysem... porwał w żylaste swe ręce dziewczynę, zapuścił w jej białe ciałko ostre swe zęby i wyrwał jej kawałek mięsa. Wtedy łopatnicy odszukujący ofiar, usłyszeli przeraźliwy, ale słaby krzyk dziewczyny, wzięli się szybko do odkopywania śniegu i odgrzebali nieszczęsnych. Odtąd pogarda dziewczyny na zawsze padła na młodziana, a Gud w zemście zadowolony tak się śmiał z obojga, że trzęsąc się poruszał bryły kamienne, które staczały się aż w wąwozy, szyderczym zaś świstem swoim napełniał powietrze do koła. Osetyn wierzący w bajkę, którą opowiadał, oddał ją z całym ogniem siły imaginacyjnej. Lubował się wdziękami cuda-dziewczyny, straszył się niezmierną mocą Gud-góry; a gdy o głodzie oblubieńców mówił, mienił się aż na twarzy!.." (ibidem, s. 418-420). "Góra Gud" została odnotowana w Orografii Kaukazu Józefa Chodźki. W rękopisie tym natrafimy na następującą informację na jej temat: "Góra Gud-góra na wojenno-gruzyjskiej drodze, wysokość 8030 stóp angielskich (rosyjskich)" (Orografia Kaukazu Józefa Chodźki z francuskiego przez L. M., 1864 rok, Biblioteka PAU i PAN w Krakowie, Rkp. 1252).

68 Zob. B. Dopart, Mickiewiczowski romantyzm przedlistopadowy..., s. 129.

69 Ibidem, s. 120.

70 E. Słoka, Romantyczne przeżycie szczytu, [w:] Góry - Literatura -Kultura, red. J. Kolbuszewski, t. 1, Wrocław 1996, s. 32. Zob. R. Gadamska-Serafin, Przepaście, wąwozy, wulkany...

71 J. Kolbuszewski, Góry..., s. 327.

72 B. Dopart, Mickiewiczowski romantyzm przedlistopadowy..., s. 129.

73 M. Jaśkiewicz, Bohater i przestrzeń w "Sonetach krymskich" Adama Mickiewicza, "Acta Universitatis Wratislaviensis", nr 3267, "Prace Literackie", t. L, Wrocław 2010, s. 37 (https://bit.ly/343ivKV [dostęp: 15 marca 2018 roku]).

74 B. Dopart, Mickiewiczowski romantyzm przedlistopadowy..., s. 124.

75 Ibidem, s. 38.

76 M. Janion, "Kuźnia natury", [w:] eadem, Prace wybrane, red. M. Czermińska, t. 1: Gorączka romantyczna, Kraków 2000, s. 304.

77 B. Dopart, Mickiewiczowski romantyzm przedlistopadowy..., s. 133.

78 M. Jaśkiewicz, Bohater i przestrzeń..., s. 37.

79 Zob. D. Zawadzka, O "Sonetach krymskich" Adama Mickiewicza, [w:] Mickiewicz w 190-lecie urodzin..., s. 124 i n

80 Obraz ten przywodzi także na myśl tradycyjne dewocyjne przedstawienia anioła stróża ratującego nieświadome zagrożenia dziecko stąpające skrajem przepaści. Kojarzy się również z wyobrażeniami "drabiny do nieba", z której niektórzy, zwodzeni przez złego ducha, spadają w przepaść.

81 Niewykluczone bowiem, że i w tym wypadku powodem zawiśnięcia nad przepaścią były romantyczne pokusy epistemiczne: żądza metafizycznego wtajemniczenia, pragnienie wejrzenia w tajniki bytu, poznania "tamtej" strony, przedarcia się do niedostępnej śmiertelnikom i niedającej się zwerbalizować "w języku żyjących" rzeczywistości.

82 Określenie Marii Janion ("Kuźnia natury"..., s. 302). Autorka przytacza zdanie Gastona Bachelarda, które doskonale przystaje do sposobu myślenia romantyków: "Jesteśmy bytami głębinowymi" (ibidem, s. 303).

83 Zob. R. Gadamska-Serafin, Przepaście, wąwozy, wulkany...

84 Czangury - czterostrunowy instrument muzyczny z grupy strunowych szarpanych, popularny na Kaukazie, w Iranie i Anatolii. Pietraszkiewicz nazywał go rodzajem gitary, inni zesłańcy porównywali go raczej ze skrzypcami lub harfą.

85 Dairy - bębny.

86 Tachta - mebel do leżenia, bez oparcia i bez wałków, pokryty dywanem albo makatą.

87 W poznańskim wydaniu znalazło się tu następujące objaśnienie: "Część kandaharu nazywano peryia czyli czarodziejska strona peri, nimfa u Muzułmanów". Kandahar to dziś region w południowym Azerbejdżanie (nazwę tę nosi także jego stolica, założona przez Aleksandra Wielkiego). Prowincja ta znajdowała się niegdyś pod panowaniem perskim, była również przedmiotem pożądania dynastii indyjskich Mogołów.

88 F.K. Pietraszkiewicz, Lekurii, "Dziennik Domowy" 1841, nr 26, s. 214.

89 "Młody autor tych sonetów obiecuje nas wzbogacić dokładniejszym opisem okolic kaukaskich, za lepszym poznaniem ducha i języka krajowców stron, które znaglony jest zamieszkiwać; umieszczając bez jego wiedzy niniejsze utwory, dla objaśnienia niektórych wyrazów, zwyczajów i miejscowego położenia, musieliśmy korzystać z jego listów. - Umieszczamy z nich niektóre wyjątki" - pisał wydawca (zob. ibidem, s. 214).

90 F.K. Pietraszkiewicz, fragment listu do redakcji "Dziennika Domowego" [bez daty] (ibidem). Lezginka, zwłaszcza w wykonaniu kobiecym, budziła niezmiennie poruszenie wśród widzów. W polskiej literaturze zesłańczej odnajdziemy wiele świadectw prozatorskich i poetyckich, potwierdzających ten zachwyt: "Znowu zabrzmiała lezginka. Wystąpiły dwie niewiasty [...]. Tańczyły same, bez jedności ze sobą. Każda z nich miała swoje myśli. Jedna wirowała i kołysała się w jednym miejscu, a druga płynęła w takt muzyki po całym kole. Nieco przejrzyste ich osłony, podkreślające tajemniczą piękność, bardzo oddziaływały na wyobraźnię widzów. Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem sto par oczu palących się ogniem i sto par promieni zapałem przebijających zasłony. Trzeba namiętności gniewu, zazdrości lub lubieżności, aby tak patrzeć!..." (M. Gralewski, Kaukaz..., s. 202-203). Także Artur Leist - dziewiętnastowieczny miłośnik Gruzji - pisał z uwielbieniem o lezgince tańczonej przez kobiety: "Po śpiewach następują najczęściej tańce, z których najulubieńszym jest lezginka. Skoro zagrają lezginkę wnet wszyscy powstają aby brać udział w pląsach lub podziwiać taniec, który więcej niż każdy inny odpowiada usposobieniu Gruzina. Lezginkę tańczy mężczyzna w towarzystwie kobiety, lecz zawsze oddzielnie, nietrzymając jej za ręce. Wir taneczny wzmaga się podczas korowodu jak fale wzburzonego morza i prawie do szalonych dochodzi obrotów, które jednak zawsze są zręczne i estetyczne. Może w żadnym innym tańcu nie uwydatnia się tyle zręczność i zwinność ciała co w lezgince, figurę której jakaś szlachetna, poetyczna cechuje harmonia.

Kiedy taniec się rozpoczyna, towarzystwo staje w kole i do taktu klaszcze w ręce, lub okrzykami podnieca zapał tańczących, którzy ze swojej strony za każde słowo zachęty lub oklaski dziękują zręcznym ukłonem, uśmiechem albo tylko spojrzeniem. Tym oznakom podziękowania szczególnie kobiet nadają tyle wdzięku i szlachetnej wstydliwości, że sam uśmiech albo ukłon ponowne wywołuje oklaski.

Najlepiej tańczą lezginkę mieszkańcy gór, przede wszystkim Czerkiesi, kobiety których na całym wschodzie z niezwykłej słyną piękności. Strój Czerkiesek jest wprawdzie nader nie gustowny, ale same za to są prawie bez wyjątku powabne a często poprostu czarujące. Prawie dziecinna ich wstydliwość, wcale nie jest skutkiem wrodzonej bojaźliwości gdyż przeciwnie. Czerkieski okazują prawie zawsze podziwienia godną odwagę i żadna z nich nie drgnie, gdy jej tancerz tuż przy niej wywija kindżałem, albo gdy kula z pistoletu u samych nóg jej wryje się w ziemię. Ta córa gór, patrząca codzień na straszne przepaście i harcująca po brzegach urwisk na ognistym rumaku, przyzwyczajona od kolebki do grzmotu burz, huczenia wichrów do wycia wilków i hien, ta świeża róża cienistych gór, nie zna strachu. Spokojnym jest jej cudne, czarne oko na widok niebezpieczeństwa. Dziś tańce europejskie zaczynają rugować lezginkę z salonów i przyjdzie może czas, kiedy teatr jedynym jej będzie przytułkiem" (A. Leist, Szkice z Gruzji, Warszawa 1886, s. 42-44 (https://bit.ly/3n6mFL1 [dostęp: 15 marca 2018 roku]).

91 Lezgini zamieszkiwali południowo-wschodni Dagestan i północny Azerbejdżan, jednak w XIX wieku często określano tym mianem wszystkich mieszkańców Dagestanu.

92 Zob. R. Gadamska-Serafin, Kaukaz jako wrota Orientu. Motywy orientalne w twórczości Tadeusza Łady-Zabłockiego, [w:] Góry - Literatura - Kultura, red. E. Grzęda, t. 11, Wrocław 2017, s. 111-142.

93 T. Łada-Zabłocki, Lezginka, [w:] idem, Poezje Tadeusza Łady-Zabłockiego, Petersburg 1845 (https://bit.ly/2EE7S8I [dostęp: 15 marca 2018 roku]).

94 F.K. Pietraszkiewicz, List do redakcji "Dziennika Domowego"..., s. 214-215.

95 W.H. Wackenroder, Wynurzenia serdeczne rozmiłowanego w sztuce braciszka zakonnego, [w:] Pisma teoretyczne niemieckich romantyków, wybrał i oprac. T. Namowicz, Wrocław-Warszawa-Kraków 2000, s. 52.

96 Novalis, Henryk von Ofterdingen, [w:] ibidem, s. 94.

97 A.W. von Schlegel, Wykłady o literaturze pięknej i sztuce, [w:] ibidem, s. 241.

98 F. von Schlegel, Rozmowa o poezji, [w:] ibidem, s. 157.

99 Imię to pojawia się również w mitologii armeńskiej: irańska Par?g staje się armeńską parik. Pari obecna jest także w folklorze ludów gór Hindukusz (Pakistan-Afganistan) jako paris, baris bądź bar ais. Określenie to zostało odniesione w kulturach Wschodu również do tancerki. Zob. S. Adhami, Pairik?, [w:] Encyclopaedia iranica (https://bit.ly/3idFJmC [dostęp: 27 marca 2017 roku]).

100 Zob. ibidem.

101 Imię Pari (i Parizada) można odnaleźć także w Księdze tysiąca i jednej nocy, w jednej z finalnych opowieści Szeherezady.

102 Zob. S. Adhami, Pairik?...

103 Zob. R. Gadamska-Serafin, Kaukaz jako wrota Orientu..., s. 134-136. Imię to rozpowszechnił na Zachodzie oczarowany perskim Orientem Thomas Moore w poemacie Lalla Rookh (1817). Jego fragment - Paradise and the Peri (Raj i Peri) - został przełożony na język polski w latach czterdziestych XIX wieku przez Antoniego Edwarda Odyńca (wydano go w 1843 roku). Zob. T. Moore, Peri i raj, przeł. A.E. Odyniec, [w:] Tłumaczenia Antoniego Odyńca, t. 5, Wilno 1843, s. 54. Autor przekładu objaśnił: "Peri, w mitologii wschodniej, są to duchy dobre, stopniem tylko niższe od aniołów, chociaż równej piękności. Niegdyś wygnane z Raju, mieszkające na powietrzu, w wodzie i w najpiękniejszych okolicach na ziemi: w zaczarowanych napowietrznych ogrodach lub w kryształowych na dnie morskim pałacach. Żyją wonią kwiatów i rosą" (ibidem, s. 55). O niebiańskich Peri oczekujących w Raju na obrońców wiary pisał w orientalizującej młodzieńczej poezji Ludwik Spitznagel (Do Konstantego Rdułtowskiego zamierzając z nim podróż na Wschód, "Dziennik Wileński" 1824, t. II, nr 7, s. 295). Adam Mickiewicz czule obdarzał tym imieniem Marylę Wereszczakównę w swojej filomackiej korespondencji z Tomaszem Zanem, a Juliusz Słowacki porównywał z Peri bohaterkę swej powieści poetyckiej Lambro (1833). Jednak szczególne miejsce przypadło temu wyobrażeniu w literaturze kaukaskiej (zwłaszcza w erotykach Tadeusza Łady-Zabłockiego), która przywróciła ten piękny motyw do jego pierwotnego, orientalnego kontekstu.

104 Zob. F.K. Pietraszkiewicz, Kaukaz, [w:] Sobótka. Księga zbiorowa na uczczenie pięćdziesięcioletniego jubileuszu Seweryna Goszczyńskiego, Lwów 1875, s. 187.

105 Sazandar - "śpiewak ludowy w Gruzji" [objaśnienie autora].

106 Mowa o skorpionach.

107 "Często nawet w kształcie lawy błota całe oddziały zalewają. Taką śmiercią zginął Zach z wielu ludźmi, ledwie po pierścionku później poznany" [objaśnienie autora].

108 "Nie tylko lawiny śnieżne, ale i kamienne zasypują często wielkie przestrzenie, grzebiąc i ludzi pod sobą" [objaśnienie autora].

109 "Kazowad, wojna święta, tak Czerkiesi nazywają wojnę z Moskalami" [objaśnienie autora].

110 Szaszka - biała broń używana przez plemiona kaukaskie, rodzaj niezbyt zakrzywionej, bezjelcowej szabli o rękojeści otwartej z rozdwojoną głowicą.

111 F.K. Pietraszkiewicz, Kaukaz..., s. 187.

112 Zob. B. Dopart, Mickiewiczowski romantyzm przedlistopadowy...

113 A. Leist, Szkice z Gruzji..., s. 81-82.

114 F.K. Pietraszkiewicz, Wyjątki z niedrukowanych dotąd pamiętników Xawerego Pi..., nr 24, s. 198.

115 Ibidem, nr 23, s. 187.

116 Ibidem.

117 Idem, Wstęp, BJ Rkp. Przyb. 184/61. Dalej czytamy: "Otóż ten świat nie jest moim ani ja go buduję, ośmielam się tylko zdjąć rysunek z niego, a ośmielam się przez wrodzone natchnienie prawdy i zbiorową, na ile stało, wiedzą dzisiejszego wieku. Jeżelim źle wykonał i zbyt uszczuplił obraz samego dzieła, to albo on był nad moją możność, albo skądinąd nieprzyjazne okoliczności odbierały środki do wykończenia jego, i czuję, jak mało, jak bardzo mało zadowoliłem nie tylko światłych czytelników, ale nawet własną myśl moją".

118 Ibidem [podkreślenie autora].

119 Ibidem.

120 Ibidem [podkreślenie autora]. Na tych słowach urywa się rękopis Wstępu.

121 Nadzieja na zwycięstwo rzeczywistości duchowej nad "zamętem i nocą" wybrzmiewa wszak w finalnych wersach Ody do Młodości:

W krajach ludzkości jeszcze noc głucha:

Żywioły chęci jeszcze są w wojnie;

Oto miłość ogniem zionie,

Wyjdzie z zamętu świat ducha:

Młodość go pocznie na swoim łonie,

A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie (A. Mickiewicz, Oda do Młodości, [w:] idem, Dzieła wszystkie, t. 1: Wiersze..., s. 44).

Wstęp

Niniejszy zbiór studiów, zatytułowany Od Kaukazu po Sudety. Studia i szkice o poznawaniu i zamieszkiwaniu gór dalekich i bliskich, stanowi próbę uniwersalizującego spojrzenia na niezwykle różnorodne i złożone aspekty życia na obszarach górskich, zamieszkiwania w nich i ich badania, zdobywania coraz trudniej dostępnych pasm i szczytów, a także ich naukowej i turystycznej penetracji z punktu widzenia rosnącej w miarę upływu czasu popularności gór i związanej z nimi tematyki w literaturze i sztuce oraz postępującej turystyfikacji pewnych rejonów górskich. Wskazując rozległość sygnalizowanej w ten sposób problematyki podjętej w prezentowanym tomie, godzi się jednocześnie podkreślić, że zawarte tu prace - pod względem metodologicznym osadzone w założeniach badań literaturoznawczych, antropologicznych i kulturoznawczych - reprezentują pewien specyficzny sposób myślenia "góroznawczego", w którym integrują się doświadczenia badawcze budowane na kanwie wiedzy lekturowej z autopsyjnymi doznaniami górskimi. Bezpośrednia konfrontacja z górską przyrodą oraz szeroko pojętą kulturą górską - nie tylko pasterską - stanowi bowiem istotny czynnik "testujący" poprawność analizowanych zjawisk. Sytuuje to studia zawarte w niniejszej publikacji w obrębie badań rozwijających się w ramach humanistycznego wariantu metodologii mountain studies1. Zakrojone na dużą skalę mountain studies mają obecnie formę zinstytucjonalizowaną i są prowadzone w takich ośrodkach jak Mountain Studies Institute (MSI) w Silveerston w Colorado (Stany Zjednoczone) czy Centre for Mountain Studies University of the Highlands and Islands w Perth (Wielka Brytania). Rację bytu i sens tych badań dobrze objaśnił James R. Veleto z Wydziału Antropologii Uniwersytetu Georgii (Stany Zjednoczone), pisząc:

Co najmniej od czasów dziewiętnastowiecznych publikacji prekursorskich prac Aleksandra von Humboldta (1814) obszary górskie na całym świecie budziły wyjątkowe zainteresowanie różnych badaczy reprezentujących podejście interdyscyplinarne w pracy naukowej. Od 1970 roku można zaobserwować we wszystkich dziedzinach prawdziwą eksplozję badań and górami, w wyniku której nauki humanistyczne i społeczne zostały zaangażowane w znacznie większym stopniu w dziedzinę badawczą tradycyjnie zdominowaną przez nauki przyrodnicze [...]. Potrzeba zrozumienia wpływu człowieka na górskie ekosystemy w latach dziewięćdziesiątych XX wieku stała się przewodnim tematem badawczym w międzynarodowym kręgu badaczy pracujących w ramach paradygmatu zrównoważonego rozwoju. Obecnie badacze zmagają się ze znalezieniem odpowiedzi na pytanie o to, czym jest i jak można osiągnąć zrównoważony rozwój w warunkach wrażliwych środowisk górskich. Przekonanie, że ludzki wymiar studiów nad górami wymagał bardziej skoncentrowanego wysiłku badawczego, nie było bezzasadne. Wśród ludzi zamieszkujących obszary górskie lub żyjących w pobliżu gór, można zaobserwować niezwykle wysoki stopień kulturowej, biologicznej i językowej różnorodności. W dużej mierze przypisuje się ją geograficznym warunkom górskiego odosobnienia, takim jak różne mikroklimaty, środowiskowe nisze i strefy wysokości, w połączeniu z ekonomiczną i kulturową izolacją, która wspiera dywersyfikację strategii zdobywania środków do życia i tradycji kulturowych. Mapowanie wykorzystujące dane systemu informacji geograficznej (GIS) empirycznie dowiodło, że na obszarach górskich na całym świecie występują ścisłe powiązania między różnorodnością biologiczną, kulturową i językową, stanowiące podstawę biokulturowej różnorodności [...]. Czynnikiem ogromnej wagi dla przetrwania człowieka jest wysoka korelacja między górskimi ekosystemami i różnorodnością w rolnictwie: góry stanowią system podtrzymywania życia, zawierający w zasadzie wszystkie dzikie gatunki i lokalne odmiany najważniejszych roślin uprawnych (ziemniaki, kukurydza, ryż, jęczmień i pszenica), które dostarczają ponad osiemdziesięcioprocentowej dawki kalorii i odżywienia niezbędnego człowiekowi do życia2.

We współczesnej refleksji nad szeroko pojętymi interakcjami, które zachodzą między fenomenem gór i kondycją ludzką we wszystkich jej aspektach: fizycznym, umysłowym i duchowym, wyraźnie eksponuje się kulturotwórcze znaczenie obszarów górskich w ich pierwotnej postaci, wskazując, że obecnie coraz silniej są one zagrożone przez ekspansję elementów cywilizacyjnych, a także przez rozwijające się intensywnie w ostatnich dziesięcioleciach zjawisko turystyfikacji gór, co istotnie zmienia ich krajobraz. To z kolei pociąga za sobą jego degradację, powodując zatracenie się pierwotnych znaczeń krajobrazu. Należy jednak zauważyć, że wspomniany wyżej proces turystyfikacji miał charakter płynny, rozpoczął się on bowiem już z chwilą przełamania bariery strachu przed górami i wkroczenia na ich teren pierwszych eksploratorów oraz zdobywców, rywalizujących w zdobywaniu nietkniętych ludzką stopą szczytów. Za tą czołową grupą w XIX i XX wieku podążyły coraz liczniej zarówno rzesze zwykłych turystów, tworzących modę na uprawianie górskich wycieczek, jak i różnego typu interesariuszy, zainteresowanych czerpaniem korzyści materialnych z eksploatacji obszarów górskich. Stąd mniej więcej od połowy XVIII wieku, gdy ogromną poczytność zdobyła Nowa Heloiza Jeana-Jacques'a Rousseau, można także dostrzec potęgujące się z każdą kolejną dekadą zjawisko społecznej fascynacji górami, dokumentowane i zwrotnie podsycane przez literaturę i sztukę. Interesująco odniósł się do niego współczesny angielski pisarz i podróżnik Robert Macfarlane w głośnej książce Mountains of the Mind z 2003 roku, wydanej w Polsce w 2008 roku pod tytułem Góry. Stan umysłu. Macfarlane zwrócił uwagę na humanistyczny wymiar relacji człowieka z górami, a także na zagadkowość swoistego heroizmu związanego z eksploracją najbardziej niedostępnych szczytów i jaskiń. Wskazał on, że to ich wszechstronne oddziaływanie na wyobraźnię skłania do podejmowania ekstremalnego wysiłku w celu rozpoznania ich natury, co staje się sprawdzianem ludzkich możliwości w bezpośrednim obcowaniu z nieujarzmioną i nieprzystępną naturą gór, zwłaszcza podczas przebywania w zagrażających ludzkiemu życiu, niezwykle trudnych warunkach. Co przy tym ważne, wskazał on także, że już u progu historii eksploracji gór można dostrzec silny związek ludzkiej aktywności w górach z różnego typu piśmiennictwem, wynikający z naturalnej potrzeby utrwalenia wiedzy tam zdobytej, dotyczącej zarówno eksplorowanej przestrzeni w jej wymiarze fizycznym (topograficznym, przyrodniczym), jak i reakcji na nią ludzkiego organizmu, z uwzględnieniem szerokiej palety wrażeń zmysłowych i stanów emocjonalnych powstałych w trakcie bezpośredniej konfrontacji z górami. Naturalna zatem potrzeba wyrażenia doznań i emocji związanych z doświadczeniem górskiej wędrówki i obcowania z górską naturą, na przykład podczas wspinaczki wysokogórskiej, szła w parze z tworzeniem użytkowych opisów przecieranych, a także nowo wytyczanych dróg i szlaków, spisywania relacji zawierających komentarze odnoszące się do panujących w górach warunków klimatycznych oraz zjawisk przyrody martwej i ożywionej w celu upowszechnienia wiedzy z tego zakresu.

Analizując i komentując procesy oraz zjawiska związane z poznawaniem i zamieszkiwaniem gór, autorzy prac zamieszczonych w niniejszym tomie szczególną uwagę poświęcili nie tylko ich wymiarowi literalnemu, ale przede wszystkim mentalnemu. W polu ich uwagi, obok faktów społeczno-kulturowych, znalazły się różne świadectwa literackie dokumentujące rozległe kontakty człowieka z górami (zarówno piśmiennictwo naukowe, jak i literatura piękna i stosowana), które odegrały istotną rolę w procesie poznawania gór, chociażby dlatego, że uprzystępniały wiedzę o górach w szerokich kręgach i stawały się ważnym źródłem inspiracji do podejmowania dalszego, niejednokrotnie ryzykownego wysiłku eksploracji górskich. Nieocenione w tym aspekcie wydają się pierwsze opisy Alp. W tym wymiarze nie można nie wspomnieć fundamentalnego ośmiotomowego dzieła Horace'a-Bénédicta de Saussure'a Voyages dans les Alpes (1779-1796) czy należącego do klasyki literatury alpinistycznej dzieła Edwarda Whympera The Ascent of the Matterhorn. O ile wielotomowe dzieło de Saussure'a stanowi wzbogaconą o elementy literackie narrację naukową, o tyle relacja Whympera daje początek współczesnej książce wyprawowej, ale oba warianty osiągają cel poznawczy i systematyzują wiedzę o topografii i naturze Alp. Za specyficzną formę poznania gór wypada także uznać sam akt twórczy, podczas którego przenikliwy umysł artysty dokonuje zarówno analizy, jak i syntezy wrażeń górskich, z wykorzystaniem intuicyjnie dobranych form ekspresji językowej. Stąd literatura piękna podejmująca problematykę górską, obok literatury typu non fiction (na przykład relacja z wyprawy), może być także postrzegana jako ważny instrument poznania gór oraz ich mieszkańców. Jednocześnie ci mieszkańcy, identyfikowani jako ludzie gór, na przełomie wieków stawali się atrakcyjnymi bohaterami literackimi. W wypadku ludności autochtonicznej zamieszkującej różne obszary górskie ciekawość budziły ich tożsamość etniczna, narodowa, język i kultura.

Za klasyczne dzieło w zakresie humanistycznie zorientowanych badań góroznawczych nie przypadkiem uchodzi monografia Claire-Éliane Engel (1903-1976) La littérature alpestre en France et en Angleterre aux XVIIIe et XIXe si?cles3. Inicjując nowoczesne badania nad dziejami tematyki alpejskiej w literaturze, Engel wskazała celowość połączenia analizy literaturoznawczej z elementami historii alpinizmu. W ślad za tą rozprawą zaczęły powstawać inne studia o charakterze humanistycznym, wyrastające na kanwie badań literaturoznawczych, historycznych i etnograficznych, skoncentrowane wokół związanych z górami turystycznych i alpinistycznych doświadczeń poznawczych, wyrażanych w rozmaity sposób także za pośrednictwem języka literatury i sztuki. Pomijając tu rozważania na temat metodologicznych podstaw realizacji tych badań, na potrzeby niniejszego szkicu wystarczy konstatacja, że rozległe te prace w pierwszym rzędzie dotyczyły kręgu problemów topograficznie związanych przede wszystkim z Alpami. Rozwinięcie tego wątku wymagałoby napisania osobnej sporej rozprawy, tu ograniczmy się tylko do stwierdzenia, że historię eksploracji i deskrypcji innych wielkich pasm górskich zaczęto badać później - na przykład literatura andynistyczna nowatorsko opracowanej koncepcji badania doczekała się dopiero niedawno4. Dostrzegając więc, że w badaniach góroznawczych dominują dzieła dotyczące alpinizmu i himalaizmu, pozwalamy sobie przedstawić propozycję alternatywną, kierując uwagę w stronę rejonów i problemów peryferyjnych.

Nie przypadkiem zatem niniejszy tom otwiera obszerne studium poświęcone specyficznej formie zamieszkiwania i równocześnie poznawania obcych, egzotycznych gór, jaką była na przykład sytuacja przymusowego zesłania na Kaukaz, który, jak pisze Renata Gadamska-Serafin: "W optyce wygnańca [...] wytyczał limes [...] azjatyckiej barbarii, za którym nie obowiązywały już cywilizowane prawa". Autorka omawia proces powolnego poznawania i oswajania natury oraz istoty piękna i grozy legendarnego Kaukazu opisany w pamiętnikach przez Franciszka Pietraszkiewicza, zesłanego w pierwszej połowie XIX wieku do Gruzji. Osobną uwagę poświęca także walorom poznawczym jego twórczości poetyckiej osadzonej w realiach kaukaskich.

Współczesny antropolog kultury Łukasz Smyrski, na podstawie własnych badań terenowych dotyczących szeroko pojętych relacji między sferą wierzeń, stylem życia i kulturą codzienności mieszkańców Ałtaju a otaczającym ich środowiskiem naturalnym, proponuje zupełnie nowy, holistyczny sposób interpretowania tych relacji, co sam komentuje następująco:

W dalszych rozważaniach nie traktuję jednak gór ałtajskich w rozumieniu przyrodniczym, geograficznym czy geologicznym. Nie zajmuję się również analizą ich piękna przy użyciu kategorii estetycznych. Przede wszystkim skupiam się na lokalnych konceptualizacjach związanych z punktem widzenia miejscowych - jednostek zamieszkujących Ałtaj. Przyjęcie takiej perspektywy pozwala dostrzec podwójną naturę gór i komplementarnie traktować je w kategoriach materialnych i ideacyjnych. Podążam w tym zakresie tropem duńskiej antropolożki Kirsten Hastrup (1994), która zwracała uwagę na tego rodzaju dwoistość form materialnych.

Przyjęcie powyższego założenia zmienia jakościowo percepcję gór. W lokalnej kosmologii ulegają zatarciu podziały charakterystyczne dla zachodniej epistemologii konstruktywistycznej. Miejscowa ontologia opiera się na istnieniu duchowej jedności i cielesnej różnorodności wszelkich podmiotów zamieszkujących świat: ludzi, zwierząt, gór oraz sił i energii immanentnie tkwiących w ziemi, określanych z reguły mało precyzyjnym i nienaukowym terminem "duchy".

Z kolei sekwencja szkiców poświęconych zarówno związkom między literaturą alpejską i karkonoską, dziewiętnastowiecznym czeskim wędrówkom po Karkonoszach, jak i polskiej tradycji Sobótki (Ślęży), która miała charakter odmienny od tradycji niemieckiej, choć wykazywała z nią pewne konwergencje, dokumentuje proces upowszechniania związanej z górami pasji poznawczej za pośrednictwem szeroko pojętego piśmiennictwa, ze szczególnym uwzględnieniem literatury wysokoartystycznej, która popularyzowała wzorce przenikliwego patrzenia na górski krajobraz i stawała się kluczem do jego zrozumienia, niejednokrotnie silniej oddziałując na zbiorową świadomość niż hermetyczne traktaty naukowe. Ciekawie ujął ten problem Jan Pacholski, komentując koncepcję twórczości niemieckiego pisarza związanego z Karkonoszami:

Może zaskakiwać, że spędziwszy tylko jedną jedyną noc w (Starej) Śląskiej Budzie, poczynił GutsMuths tak wiele nader trafnych spostrzeżeń, które później skrupulatnie przelał na karty swojego dzieła. Jeśli jednak założymy, że obserwacje te poprzedziła skrupulatna lektura wciąż jeszcze popularnego w krajach niemieckojęzycznych poematu Hallera, nasze zaskoczenie ustąpi miejsca pewności, że wbrew zapewnieniom przytoczonej wcześniej przedmowy, quedlinburczyk niezwykle starannie przygotował się do swojej wyprawy, między innymi studiując literaturę, wśród której Alpy musiały być pozycją obowiązkową. Podobnie jak nieco wcześniej Volkmar, który - naczytawszy się u Scheuchzera o lodowcach Szwajcarii - koniecznie chciał odkryć podobną formację w swoich górach, quedlinburczyk spoglądał na mieszkańców najwyższego pasma Sudetów przez okulary berneńczyka, będąc oczywiście przekonany, że także wśród karkonoskich górali znajduje znakomite potwierdzenie jego tez, które notabene tymczasem przyjął za swoje.

W podobnym duchu o znaczeniu literatury podróżniczej zaangażowanej w kształtowanie nowoczesnych postaw wobec gór i budowanie wprawdzie emocjonalnych, ale jednak opartych na konkretnej wiedzy relacji człowieka z górami, piszą Karel Stibral i Veronika Faktorová, którzy podkreślają także istotną rolę ikonografii w upowszechnieniu wiedzy nie tylko o krajobrazowych i estetycznych, ale także kulturowych walorach Sudetów:

Wiedzę na temat tego, co należy zobaczyć w Karkonoszach, przynosiły oprócz publikacji Hosera również inne książki podróżnicze czy różne przewodniki turystyczne, a także grafika. Prawdopodobnie pierwszym zestawem arkuszy graficznych wykonanych przez artystę wywodzącego się ze środowiska czeskiego był Cyklus pohledů na Krkonoše a Adršpašské skály z lat 1792-1794. Ich twórca, Antonín Karel Balzer, studiował w Dreźnie i Wiedniu, a podkolorowane akwaforty wykonał na podstawie własnej wędrówki przez Karkonosze. [...] Warto nadmienić, że podobną koncepcję miały rysunki i obrazy malarzy ze strony pruskiej. Zaledwie rok od ukazania się drugiej części działa Hosera, w 1806 roku wyszła drukiem słynna seria graficzna, której autorem był Christoph Nathe - Malebné putování Krkonošemi ve Slezsku (Mahlerische Wanderungen durch das Riesengebirge in Schlesien in XVI grossen Aquantita-Blättern), ukazująca wiele miejsc uchwyconych podczas różnych pór dnia i w rozmaitych warunkach atmosferycznych, które z podobnej perspektywy zostały opisane także przez Hosera.

Osobne studium poświęcone zostało także nadawaniu znaczeń Śnieżce w różnych obiegach językowych i tradycjach narodowych: czeskiej, niemieckiej i polskiej, co do metodologii badań góroznawczych wprowadza istotny aspekt komparatystyczny. Wyraźną tożsamością metodologiczną odznacza się studium Jagody Wierzejskiej o asymilacji kultury społeczności autochtonicznych z ogólnonarodową, widzianej w perspektywie zmiany przynależności państwowej oraz w sytuacjach konfliktu politycznego i zbrojnego. W rozprawie o historii turystyfikacji Karpat Wschodnich punktem wyjścia uczyniła ona stwierdzenie, że:

W rezultacie wojny polsko-ukraińskiej o wschodnią Galicję, toczącej się w latach 1918-1919, cała habsburska prowincja zwana Galicją - a z nią licząca około sześciuset kilometrów część Karpat - została włączona do Polski odrodzonej po pierwszej wojnie światowej i istniejącej do 1939 roku. Polskie łańcuchy karpackie rozciągały się w tym okresie od Beskidu Śląskiego na zachodzie przez Tatry do Karpat Wschodnich z ich najważniejszymi pasmami: Bieszczadami, Gorganami i Czarnohorą. [...] Bieszczady, Gorgany i Czarnohora były uważane przez Polaków za część dziedzictwa terytorialnego Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ale w odróżnieniu od Tatr nie odgrywały dla nich roli "krajobrazu narodowego".

Wspomniane tu łańcuchy górskie przez Polaków z dawnego zaboru rosyjskiego i pruskiego były postrzegane jako odległe i obce. Co więcej, zamieszkujący je górale - Bojkowie i Huculi - istotnie się od Polaków katolików różnili: byli Słowianami wschodnimi wyznania prawosławnego lub greckokatolickiego, a posługiwali się dialektami, które przypominały język ukraiński. Sami Ukraińcy uważali Bojków i Hucułów (podobnie jak Łemków w Beskidzie Niskim) za część narodu ukraińskiego i prowadzili wśród nich działalność narodowotwórczą nie tylko przed 1918 rokiem, ale także po 1918 roku, choć władze Drugiej Rzeczypospolitej bardzo starły się przeciwdziałać ich wysiłkom. Górale z kolei, o ile byli świadomi i aktywni politycznie, sympatyzowali z różnymi orientacjami - ukrainofilską, moskofilską, staroruską lub propolską. Ogólnie rzecz biorąc, byli jednak słabo przekonani lub wcale nieprzekonani do idei polskości regionu. Im bardziej wschodnie części Karpat zamieszkiwali, tym bardziej byli podatni na wpływy ukraińskie.

Praca Jagody Wierzejskiej prezentuje te złożone i trudne sprawy z pełnym obiektywizmem.

Dwie inne rozprawy - Anny Pigoń i Marii Kościelniak - choć mają charakter stricte literaturoznawczy, napisane zostały z wykorzystaniem odniesień do interesujących źródeł etnograficznych i historycznych, co wprowadza do prezentowanego tu zbioru studiów jeden jeszcze oryginalny rys metodologiczny. Podejmując wybrane aspekty życia górali podhalańskich (tu ze szczególnym uwzględnieniem kondycji kobiet) i gorczańskich, a także historii poznawania Podhala i Gorców, wnoszą one do wiedzy o literackiej tradycji Podhala i Gorców pewne nowe rysy.

Na uwagę zasługują również opracowania Jacka Kolbuszewskiego o Sobotniej Górze oraz Anny Brzezińskiej-Winkiel, Doroty Nowickiej i Anny Pigoń, analizujących recepcję Śnieżki przez autorów reprezentujących narody żyjące w XIX stuleciu w Karkonoszach i eksplorujących te góry: Czechów, Niemców i Polaków.

Proces poznawania gór w świetle badań autorów niniejszego tomu jawi się więc jako zjawisko wieloaspektowe, przebiegające wielopoziomowo, zależne od statusu społecznego, wykształcenia i tożsamości osoby wchodzącej w interakcje z przestrzenią górską. Studia zawarte w książce Od Kaukazu po Sudety wskazują, że wielość tych interakcji wiązała się z koncepcją ról społecznych, jakie przyjmowali na siebie ich aktorzy: eksploratorzy, badacze, turyści chodzący po górach, piszący o nich pisarze czy poeci oraz utrwalający ich piękno malarze. Wydaje się więc, że podjęcie w zamieszczonych tu studiach i tego wątku stanowi ważny element metodologicznej legitymacji tego dzieła.

Ewa Grzęda

ORCID: 0000-0001-5254-9458

1 V. della Dora, Mountain: Nature and Culture, London 2016.

2 "Mountain areas of the world have been of special interest to a diversity of interdisciplinary researchers since at least the 19th century seminal work of Alexander von Humboldt (1814). Since the 1970s there has been an explosion in the study of mountains across all disciplines, and has resulted in the increased involvement of the human and social sciences in a field of study that has been traditionally dominated by natural sciences [...]. The need to understand the impact of humans on mountain ecosystems has become a prominent research theme in the sustainable development paradigm that has taken root in international development circle since the 1990s. Today researchers grapple with what sustainability means and how it can be achieved in fragile mountain environments. The recognition that the human dimension of mountain studies needed more focused scholarly attention was not unfounded. [...] Among people who live in or near mountains is an unusually high concentration of cultural, biological, and linguistic diversity. This is thought to be in large part due to isolated mountain geographies that include various microclimates, environmental niches, and altitudinal zones; in combination with economic and cultural isolation which promotes diversification in livelihood strategies and cultural traditions [...]. GIS mapping has empirically shown that mountain areas throughout the world contain strong linkages between biological, cultural, and linguistic diversity, or biocultural diversity [...]. Of particular and immediate importance to human survival is the high correlation between mountain ecosystems and agricultural biodiversity: Mountains provide the life support systems that contain virtually all of the wild species and ancestral landraces of the major crops (potatoes, maize, rice, barley, and wheat) providing over 80 percent of the human calorie intake and nutrition" (J.R. Veteto, From mountain anthropology to montology? An overview of the anthropological approach to mountain studies, [w:] New Horizons in Earth Science Research, t. 1, red. B. Veress, J. Szigethey, New York 2020, s. 281). Por. Bridging Human and Ecological Landscape: Participatory Research and Sustainable Development in an Andean Agricultural Frontier, red. R.E. Rhoades, Dubuque, Iowa 2001.

3 C.-É. Engel, La littérature alpestre en France et en Angleterre aux XVIIIe et XIXe si?cles, Montmélian 1930.

4 M. Kopf, Alpinismus - Andinismus: Gebirgslandschaften in europäischer und lateinamerikanischer Literatur, red. J.B. Metzler, Berlin 2016.