Od Atlantydy po Bałtyk - Kristian Aboner

-
Proszę czekać

Płomień

W odległej epoce, okrytej mrokiem i tajemniczością, na długo przed przybyciem Dorów do greckich krain i przed wybudowaniem mykeńskiej lwiej bramy, miało miejsce zdarzenie, które odmieniło losy ziemi. Pewnego dnia stworzono człowieka...

Ówczesny świat zamieszkiwali tylko bogowie i przeróżne formy żywe, obdarzone wolą i świadomością. Dzikie zwierzęta chodziły po polach, w przestworzach latały ptaki o fascynujących kształtach, a morza nie znały jeszcze statków z żaglami. Cała planeta należała do istot boskich, mających władzę nad wszelkimi tworami żywymi. Wszyscy z nich, począwszy od tych najpotężniejszych, mieszkających w pałacu na górze Olimp, a kończąc na najniżej stojących w hierarchii, byli spragnieni czci.

Jedni z nich mieli wygląd olbrzymów, drudzy podobni byli do snopów światła lub do świecących ogników, zaś jeszcze inni mieli wygląd trudny do opisania. Mogli w zależności od woli przybierać różne kształty. Ich samych stworzył nieobjawiony Byt, będący źródłem życia i absolutnego szczęścia. Nie wiedzieli jednak o tym.

Ziemskich bogów nikt nie czcił, z wyjątkiem ich samych. Prześcigali się w czynieniu rzeczy, które wzbudzały zachwyt braci i sióstr, mniej twórczych bogów. Taki obrót sprawy rodził uczucia zazdrości, nie mówiąc o kłótniach, które przeradzały się nieraz w krwawe wojny.

Był to czas, kiedy zapisywano pierwsze karty historii ziemi. Na porządku dziennym było obrażanie i cierpkie uwagi o obelżywej treści, zakamuflowane w serdeczności.

Właśnie wtedy jeden z tytanów przyniósł do pałacu bogów piękną suknię, która zmieniała kolor w zależności od pory dnia. Dar wręczył Herze, która nie tracąc czasu na zbędną skromność, rozebrała się do naga i na oczach gościa przywdziała suknię. Doskonała figura i mistrzowskie wymiary ubrania wzbudzały zachwyt obecnych przy tym bogów.

Tytan przyjął hołdy z wyrozumiałością, otrzymując wiele pochwał.

Nazywano go Prometeusz. Miał piękne, błękitne oczy, silne ramiona i doskonałą rzeźbę ciała. Wzbudzał w każdej istocie szacunek z racji umiaru i mądrości, jaką się odznaczał. Jego wrażliwe usposobienie do otaczającego go świata przyciągało do niego innych. Jednak wychodząc z pałacu, spotkał boga, który uchodził za pierwszego wśród nich, Dzeusa.

- Wy, tytani, nie macie w sobie zmysłu żywego piękna. Umiecie wprawdzie wytwarzać materialnie przedmioty i zachwycać nimi... hm, boginie, ale mi, bracie, nie dorównasz w tworzeniu. To ja przecież stworzyłem morskie potwory. Nie masz zbyt wielkiej wyobraźni. To potrafią nawet Cyklopi.

Uwaga wypowiedziana w obecności wielu osób, podszyta ogniem zazdrości, dotknęła do żywego wrażliwego twórcę. Tytan wrócił do siebie i usiadłszy na pieńku dębu, zaczął rozpamiętywać wszystkie swoje projekty, które po początkowym zachwycie spotykały druzgoczące opinie. Wielu z jego wielbicieli odwracało od niego twarz, by nie stracić pozycji na boskim dworze.

Był sam. Zrobiło mu się tak smutno, że zaczął w końcu płakać, a lejące się na ziemię łzy zaczynały przypominać jego własną osobę w miniaturowej skali. Nie chcąc, by jego obraz umarł bezpowrotnie, chwytał każdą łzę w rękę i odkładał w osobne miejsce. Lecz biorąc w ręce swe uczucia, wyrażone w łzach, brał też ziemię i glinę. Kopiec urósł do solidnych rozmiarów i zdało mu się, że w tej masie boskich i ziemskich substancji jest jakieś inne, tajemnicze życie.

Bryła się poruszyła. Niby oddech, niby westchnienie dało o sobie znać.

Nagle Prometeusz wpadł na doskonały pomysł.

- Stworzę samego siebie! - wykrzyknął tak silnie, że siedzące na drzewach ptaki wzbiły się ze strachu w przestworza.

Pracę nad dziełem trzymał w tajemnicy. Nie zjawiał się w pałacu, nie spotykał się z innymi bogami. Z trudnym do opisania przejęciem rzeźbił swoje odbicie, zapominając o bożym świecie. Czas przestał istnieć w pieczarze, gdzie miał pracownię.

Stworzył pierwszego mężczyznę.

W jego oczy tchnął marzenia, serce napełnił czułością do wszystkiego, co miało go otaczać. W surowy sposób wpajał mu prawa i poszanowanie dla innych istot. Trudno nawet opisać uczucia, jakie towarzyszyły tym wydarzeniom. Cichy płacz, radość o niepojętej głębi i duma napełniały mu duszę. Niewykorzystaną materię schował do skarbca na później. Stworzonemu człowiekowi dawał wszystko po trochu. Jak dziecku. Często wychodził z nim do ogrodu. I niemal od razu tytan dostrzegł w nim fascynację blaskiem bijącym od gwiazd i ognia.

Tytan trzymał człowieka w domu, wiedział bowiem o niebezpieczeństwach, jakie mogą mu zaszkodzić. Doskonalił swe dzieło.

Nieobecność Prometeusza i ciągłe odmowy na zaproszenia wzbudzały podejrzliwość u olimpijskich władców.

- Może bunt? - rzekł któryś z dworzan.

Zasiadający na tronie podchwycił uwagę i powiedział, patrząc podejrzliwie ma twarz najmłodszego ze swoich braci, Hadesa, który nie miał żadnego zajęcia i spędzał czas na marzeniach.

- A któż to wie? Zewsząd otaczają mnie istoty o wielkich ambicjach.

Po dwóch dniach od tej rozmowy zaszła do tytana pewna istota, będąca skomplikowanym dziełem natury. W połowie była koniem, lecz zamiast szyi i końskiej głowy miała korpus boski i głowę byka. Pragnęła kupić kilka gwoździ odpowiedniej wielkości.

Schodząc do pracowni, ten dziwny centaur ujrzał na tronie człowieka, który siedząc w spokoju, głaskał u swych stóp psa. Istota o dwóch naturach spytała dziwnym głosem:

- Co to za posąg... Któż to?

- Człowiek! Żywy obraz bogów - odpowiedział z dumą tytan i zaraz zeszli do podziemi, by wybrać gwoździe.

W podziemiach było wyjątkowo zimno. Rozjaśniał je nieco ogień tlący się w wielkim piecu. Płomienie były żywe, skakały po przeznaczonej na unicestwienie grubej gałęzi, tworząc ognisty wzór, którego nikt nie umiał odczytać.

Zajęci wyborem metalowych igieł, nie zauważyli, jak do sali wkradła się istota ludzka, ogarnięta fascynacją blaskami. Podeszła zbyt blisko płonącego pieca, mówiąc:

- Cóż to za dziwny błysk w ciemnościach? Jakie przyjemne ciepło bije od niego, podobne do blasku gwiazd, słońca i księżyca. Czy mogę się w nim zatopić?

Marzycielski głos pozbawiony był absolutnie rozsądnej oceny sytuacji. Westchnienie z jego piersi świadczyło, że przeważają w nim pierwiastki boskie niż ludzkie. Reakcja Prometeusza była błyskawiczna.

- Nie!

Ryk tytana odbił się echem po ścianach pieczary. Za chwilę zaczął tłumaczyć, że z ogniem należy obchodzić się z rozsądkiem.

- Można być poparzonym, odczuć ból, a nawet stracić życie.

Stojący z boku gość zrobił zdziwioną minę i z cynizmem graniczącym z niegrzecznością rzekł:

- Nie zna ognia? Daj mu się nim nacieszyć. Niech weźmie w dłonie całą palącą się żerdź i niech się bawi. Pora, by wypłynął na szerokie wody. Najlepszą naukę zdobywa się przez własne, bolesne doświadczenie.

Tytan nie był zadowolony z wypowiedzi przybysza i czym prędzej go wyprosił. Zresztą i tamtemu spieszno było wracać.

Gdy wyszedł na ziemię z pieczary, miał niezwykle czerwoną twarz, lecz powodem tego zjawiska nie była bliskość stania przy rozpalonym piecu. Galopował ku zalesionemu wzniesieniu, by tam ukryć się w którymś z wąwozów. Napotkane przezeń trzy osobniki tego samego gatunku nie zbliżyły się ku niemu, lecz umknęły w gęstwinę. To samo w sobie było dziwne i raczej niespotykane.

Samotny centaur dotarł do urwiska, pod którym płynęła rzeka. Wyjął z sakwy gwoździe i z wielką złością cisnął je w granatowe, pędzące dokądś wody. Natychmiast przybrał własną postać najwyższego z bogów. Zazdrość paliła mu twarz.

To, co stworzył Prometeusz, napełniało go obawą o swój los i nieuleczalną zazdrością. W swym sercu już podjął zamiar upodlenia nowo stworzonej istoty.

- Unicestwię, skompromituję przed bogami głupca stworzonego przez Prometeusza.

I niebawem tytan dostał kolejne zaproszenie, które ponownie odrzucił, wymyślając jakieś wiarygodne kłamstwo.

Raz jedna z bogiń zapukała do jego drzwi. Stanowczym głosem nakazał, by więcej nie przychodziła.

Nieznajoma odeszła cienistą aleją, ale zgrzyt zamykanej okiennicy uświadomił tytanowi, że nie tylko on ją widział.

- Musiał ją zobaczyć!

Zapytawszy człowieka, upewnił się w swym podejrzeniu. Człowiek powiedział "tak". Nie umiał ani nie chciał kłamać. Obaj wrócili do przerwanej nauki, lecz mądry bóg dostrzegł w oczach człowieka trudną do określenia tęsknotę. Tytan odkładał chwilę nadania mu jakiegoś imienia, bez którego trudno żyć. Uczeń jednak uczył się szybko, zdradzając na każdym kroku uwielbienie dla ognia.

Raz byli świadkami zaćmienia słońca. W dzień zrobiło się ciemno. Mądry nauczyciel przewidział podobną scenę i ciekaw był reakcji człowieka. Ten, gdy tylko ciemność zapanowała nad światem, ukląkł przy tytanie i wzniósł ręce do nieba, pragnąc, by nie odbierano światłości, bez której niepodobna żyć. Dobrotliwy stwórca wyjaśnił, że jest to zdarzające się zjawisko natury. Zasypiając, powiedział do siebie:

- Dąży do światłości. Serce jego jest dobre. Za wcześnie jednak, by dać mu we władanie ogień. Musi się jeszcze wiele nauczyć.

Prometeusz musiał jednak opuścić na dzień swoją posiadłość w górach i zostawić go samego. Wzywał go jakiś kuzyn, a sprawa była niecierpiąca zwłoki. Wychodząc, rzekł:

- Surowo ci przykazuję, abyś nie podchodził do ognia.

Człowiek został sam z sobą.

Jakże słaba była to istota! Wiejący od wschodu zimny wiatr przewrócił go, a własne odbicie w tafli wody przestraszyło. Błyskawica na horyzoncie zafascynowała go, odgłos gromu napełnił serce strachem, nieudana próba uruchomienia młyna wprawiła w stan, że zwątpił w swoje siły. Zaszył się w najbardziej zacisznym miejscu ogrodu Prometeusza i patrzył na ptaki fruwające w przestworzach.

W dniu swoich narodzin z niebytu, z nieistnienia, dostał wisiorek ze swoją podobizną. Był to jego najcenniejszy skarb, z którym nie rozstawał się ani na krok. Marzył o słońcu, o nieśmiertelnych rozkoszach bogów zamieszkujących przestworza, o sztuce ujarzmiania ognia. I marząc tak krok po kroku odpływał w senną rzeczywistość.

Zasnął.

Prometeusz wrócił wcześniej, niż zamierzał i niemal od razu dostrzegł swojego podopiecznego. Ten spał, a podczas snu płaczem wyrażał swe uczucia. Był sam na świecie, nie dano mu przecież żadnego poważnego zadania, a mądrość kusiła go i popychała, by czynić postęp swojej osoby.

Tytan zdziwił się łzom człowieka. Przypominały mu jego własną historię i były jakieś... Nie tracąc czasu na zbędne rozmyślania, zebrał je wszystkie i zaniósł do swojej pracowni, otworzył skarbiec, wymieszał boskie i ziemskie pierwiastki. I znów włożył w to, co robił, całe swoje serce. Człowiek spał całymi dniami, a jego stwórca pracował, zapominając o całym świecie. Rzeźbił...

Wreszcie drugie dzieło zostało ukończone. Prometeusz stworzył kobietę i ona obudziła śpiącego człowieka. Podobnie jak on nie miała imienia. Ale pasowali do siebie we wszystkim. Ulepieni z tej samej gliny, mieli jedną naturę. Ich odbicia były podobne, dzielili się ze wszystkim, tworząc niejako doskonałą harmonię. On ze swej strony podarował jej najcenniejszy swój skarb, jaki miał. Ofiarował jej medalion, ona zaś podarowała mu jeden pocałunek. Ich oczy świeciły niczym gwiazdy na niebie.

Po jakimś czasie człowiek dostrzegł pewną zmianę w zachowaniu towarzyszki. Niezbyt pilnie przykładała się do powierzonego jej zadania wyhaftowania na płaszczu wzorów danych przez Prometeusza. Od jakiegoś czasu codziennie chodziła w południe nad potok. Nie chciała zabierać nikogo z sobą, a na wymówki zazwyczaj odpowiadała.

- Jeżeli ci na mnie zależy, nie śledź mnie i pozwól mi być samą nad wodami potoku.

Człowiek pochylił głowę i godził się na taki stan rzeczy, a nie chcąc zaprzątać głowy tytana własnym niepokojem, nic mu nie mówił ani się nie skarżył.

Raz jednak nie wytrzymał i poszedł za kobietą. Skrył się w gęstwinie i zaczął ją obserwować. Jego towarzyszka weszła do wody. Kąpała się przeszło kwadrans. Stworzona przez Prometeusza istota nie widziała nic złego w jej zachowaniu. Może jedynie tajemniczość. Już miał wyjść z ukrycia, gdy nagle ujrzał niepojęty cud. Bóg rzeki wyszedł z wody, przybierając boską postać. Rzeka na tym odcinku wyschła, odkrywając piaskowe dno i trzepocące ryby, które nie zdążyły umknąć do zatrzymanych wód.

Oblicze boga świeciło jasnością i wzbudzało fascynację. Podszedł do niej i pomógł nałożyć suknię.

- Nie wiem, dlaczego nie możesz być ze mną? Naturę można przecież zmienić, zapominając o przeszłości - rzekł boski mężczyzna, uśmiechając się kusicielsko. Ona natomiast przypomniała sobie człowieka i jego niemoc.

W porównaniu z bogiem wypadł on mizernie. Poczuła, że miłość do istoty stworzonej przez tytana przeradza się w uczucie pozbawione namiętności.

Znów usłyszała boski głos:

- On jest śmiertelny. Umrze, zabiją go dzikie zwierzęta, przygniecie go starość. Będąc ze mną, zyskasz nieśmiertelność. Cóż to jest? - Wskazał na zawieszony na jej szyi medalion, a ona opowiedziała okoliczności, w jakich został jej dany.

Śmiech rozbawionego boga kłuł twarz człowieka skrytego w zaroślach. Następnie nieśmiertelny wziął ją w ramiona i pocałował ze wzajemnością. Która z nich mogłaby się oprzeć boskim ustom? Dotknął wisiorka i rzekł:

- Porzuć to, a zmienisz przeznaczenie.

Bóg wrócił do wyschniętego koryta, a kiedy stanął na suchym dnie, rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając po sobie miły zapach. Wody wróciły do poprzedniego stanu. Wtedy zdjęła z szyi medalion i wrzuciła go w wodne odmęty.

Zapytana przez człowieka o swój medalion, odrzekła, że musiała go gdzieś zgubić. Pierwsze kłamstwo zrodziło drugie kłamstwo. Lecz jej towarzysz nie dał tego po sobie poznać, kryjąc roztargnienie i smutek w okazywaniu zachwytu nad tym, co pokazywał mu tytan.