Oczko 2 - Karolina Kasprzak-Dietrich

Kup ebooka

12.00 zł
8.80 zł (8,80 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Kap, kap, kap. Kropla deszczu spłynęła po oknie. Do szyby przylepił się liść. Kolejna kropla deszczu obmyła okno i razem z liściem spłynęła na parapet.

Sześcioletnia Kasieńka obserwowała to, co działo się za oknem. Jej zdaniem przyroda płakała, więc i jej miało się na płacz. Siedząc na bujanym fotelu w swoim pokoju, poprawiła różową falbankę od sukienki.

Zrzuciła domowe kapcie w kształcie rekinków i wsunęła nogi pod siebie. Minę miała nietęgą. Nie dało się tego ukryć - zwłaszcza przed mamą, która właśnie zajrzała przez uchylone drzwi.

- A co to moja Kasieńka taka zamyślona? Za pół godzinki będzie obiad - oznajmiła, wpatrując się w smutną minę córki. - A na podwieczorek naleśniki z dżemem wiśniowym - dodała.

Lecz nawet ta informacja nie wywołała na ustach dziewczynki uśmiechu. Mama weszła więc do pokoju i stanęła blisko Kasi. Chciała dowiedzieć się, co ją trapi. Kasieńka pierwsza zaczęła rozmowę.

- Mamo, ale ten liść był piękny, zupełnie inny niż latem. - Dziewczynka wskazała paluszkiem na powoli ześlizgujący się po szybie brunatny liść.

- Czy masz na myśli tego listka, który leży teraz na parapecie i czeka, aż zdmuchnie go wiatr? - dopytywała rodzicielka.

- Tak. - Kasia pokiwała głową. - Piękny! Kiedy wyschnie, a wiatr nie zdąży go zdmuchnąć, to go wezmę i schowam między kartki zeszytu, będę miała pamiątkę.

Mama delikatnie się uśmiechnęła.

- Kiedy byłam w twoim wieku, też zbierałam jesienne liście na pamiątkę. I też chowałam je między kartki zeszytu, a czasem nawet przyklejałam klejem, by ich nie pogubić.

- Naprawdę?

Na ustach Kasieńki pojawił się znikomy uśmiech, by po chwili znowu zniknąć.

- Mamo, dlaczego liście na starość robią się pomarańczowe?

- Bo chcą radośnie i kolorowo pożegnać się z latem. To ich tradycja. Swoimi kolorami zachęcają lato, żeby w następnym roku szybciej przyszło.

- Ale to dziwne!

- Kasieńko - mama pogłaskała córkę po głowie - jeszcze wiele rzeczy będzie ci się wydawało dziwne. Ale patrz, liście nie tylko robią się pomarańczowe, liście... na starość... To znaczy jesienią robią się też żółte, czerwone, a zupełnie na starość robią się brunatne. Mają różne barwy.

- A latem są zielone? Czyli lato żegna się z wiosną tylko jednym kolorem i nie jest tak hojne jak jesień?

- Hmm, masz rację.

Mama ciężko odsapnęła i zaraz odgarnęła z czoła swojego niesfornego loczka. Kasieńka uwielbiała, kiedy mama to robiła. Obiecała sobie, że gdy będzie starsza, to zrobi sobie identyczną fryzurę i też zapuści sobie takiego loczka, by móc go wciąż trącać.

- A mogę wiedzieć, dlaczego jesteś smutna? - zapytała w końcu mama. Poprawiła pliskę na swojej spódnicy i usiadła na wersalce. Czuła, że szykuje się dłuższa rozmowa.

- Mamo, wciąż pada i pada, a ja dzisiaj chciałam iść do lasu na spacer. Siedzę i czekam, ale słońce o mnie zapomniało. Wyglądam przez okno z nadzieją, że jeszcze dziś je zobaczę.

- Dlaczego akurat do lasu? - W oczach mamy pojawiło się szczere zaciekawienie.

- Bo Bruno mi wczoraj powiedział, że w lesie mieszkają elfy. Obiecał, że gdy będę grzeczna, to mi je pokaże.

- Tak...?

- No... i ja byłam grzeczna, wcale nie psociłam. Nawet pomogłam mu pościelić łóżko. Tylko ta pogoda wszystko zepsuła. - Kasia kolejny raz ze smutkiem spojrzała w okno. - Mamo, a jak dokładnie wyglądają elfy?

- Elfy...? Niech no się zastanowię. Elfy mają czerwone noski i rumiane policzki.

- Rumiane? - Kasieńka się roześmiała. - A co to znaczy "rumiane"?

- To znaczy...