Oczami serca - Maciej Adamski

Reflow text when sidebars are open.
Moje życie to jest bajka,
zjadam wszystko co mi wpadnie
Pizze, torty, słodkie ciastka,
a apetyt wciąż nie gaśnie!
Potem kokon duży robię,
śpię w nim nawet cały miesiąc
W taki sposób dbam o formę,
wcale przy tym się nie śpiesząc
Gdy się wyśpię, odlatuję,
już skrzydełka mam wspaniałe
Z góry wszystko obserwuję,
lżejszy jestem od zapałek!
Teraz będzie krótka puenta,
nie oceniaj po wyglądzie
Wszystko może się wydarzyć,
i do zmiany kiedyś dojdzie
Kumpel dał mi świetną książkę,
"super sprawa, nic nie ściemniam"
Myślę sobie - "dobrze, spojrzę,
i od razu mnie wciągnęła!
Co akapit zwrotów akcja,
samochody i pościgi
Później czary - jasna magia,
czarodzieje już przybyli!
Czytam zatem tak skupiony,
zatraciłem się bez końca
Nie chcę minąć choćby strony,
zakończenie pragnę poznać!
Aż tu nagle wielki kłopot,
w środku nadal cały płonę!
Nie doczytam gdzie jest złoto,
ktoś ostatnią wyrwał stronę!
"Mam wspaniałych kilka cyfr,
i strzałeczki dwie na sobie
Czas odmierzam - to mój styl,
wnet godzinę Ci podpowiem"
"Ja z kolei starsza jestem,
wypełniona złotym piaskiem
Krótkie chwile liczę szeptem,
byłam kiedyś nawet w bajce!"
"Wszystkie daty znam na pamięć,
rok calutki rozpisany
Chociaż w styczniu mnie wymieniasz,
to nie jestem zagniewany"
Teraz przyszła pora zgadnąć,
kto się kryje w tym wierszyku
Mam nadzieję, że mi powiesz,
wierzę w Ciebie czytelniku!
"Jestem śliczna i czerwona,
pięknie pachnę i mam kolce
Kiedy przyjdzie lata pora,
kwitnę cudnie, kocham słońce!"
"Ciebie lubią, mnie nie znoszą,
wyrywają wciąż z rabatek
I choć parzę, bitwy toczą,
nie dożyję wielu latek"
"Ja natomiast żółty jestem,
byłem gwiazdą u Van Gogha
W moich pestkach witaminy,
można zjadać je bez końca!"
"Ale nie masz ostrych kolców,
ze mną lepiej nie zadzierać!
Na pustyni sobie rosnę,
dużo wody mi nie trzeba!"
Mój rozumek jest malutki,
za to serce bardzo wielkie
Może jestem ciut głupiutki,
mam od miodu łapki lepkie
Królik szuka swej marchewki,
a Prosiaczek znów się boi
Tygrys skacze jak szalony,
on każdego z nas dogoni!
Jeszcze mamy tu Osiołka,
nie opuszcza wciąż go smutek
Kangurzycę wraz z Maleństwem,
mądrą Sowę pośród brzózek
I na koniec Krzysio dzielny,
choć nie mieszka w naszym lesie
To przyjaciel mój najlepszy,
zawsze radość w serce wniesie!
Chociaż cały jestem z drewna,
Tata mnie z miłości strugał
Wielkie serce w pracę włożył,
robił jak najlepiej umiał
Papierowe dał ubrania,
elementarz do nauki
Wciąż nie słucham rad najbliższych,
i odczuwam tego skutki
Mam problemy również z nosem,
kłamstwo wcale mu nie służy
Gdy wypowiem jakąś bujdę,
nagle już się staje dłuższy!
Wierzę jednak, że dam radę,
w swej podróży zmienię siebie
Uszczęśliwię super tatę,
niech poczuje się jak w niebie
Kocham Cię Polsko,
za góry i rzeki
Morze Bałtyckie,
niech to się nie zmieni
Za siłę i męstwo,
odwagę z przed laty
Waleczną historię,
jak wystrzał armaty!
Za godło czerwone,
z białym wciąż orłem
To symbol narodu,
co nigdy nie spocznie!
Kocham Cię Polsko,
powtarzam raz jeszcze
Nie dam Cię stracić,
jak bije mi serce!
Przyjdź narysuj mi baranka,
malutkiego - grzecznie proszę
Jest ukryty w skrzynce z dziurką,
tyle zrobić dla mnie możesz?
Bardzo tęsknie za mą różą,
choć kapryśna z niej roślinka
Dbałem o nią, rozmawiałem,
była dla mnie jak rodzinka
Wyruszyłem zatem w podróż,
zobaczyłem kilka planet
Tam poznałem różne twarze,
nieraz czułem w sercu zamęt
Muszę wrócić do swej róży,
ona bywa wciąż naiwna
Nie obroni się przed światem,
choć w to wierzy - jest ambitna
Wierz mi mały - to nie kit,
ja tu bardzo ciasno mam
Bo choć lampa złota, piękna rzecz,
to niezbyt duży metraż ma
Męczę się w niej już kolejny wiek,
potrzyj proszę szybko ją
Tylko tak uwolnisz wtedy mnie,
jak życzenia twoje powiedz brzmią
Tak, tak - dokładnie tak,
spełnię każdą twoją myśl
Mam potężne moce, siłę gór,
chcesz na koncie może więcej cyfr?
Jednak w tym zawodzie haczyk tkwi,
niebanalny - to jest fakt
Brak wolności wciąż doskwiera mi,
bardzo chciałbym zwiedzić świat!
Jakie piękne jest to święto,
serce bije wtedy mocniej
Wokół kwitnie kwiat miłości,
a czas płynie jakby wolniej
Bocian żabie śle buziaki,
i od rana pisze wiersze
Szybko chodzi, obserwuje,
chce swą żabkę widzieć częściej
Piesek z kotką już nie walczy,
spacerują razem zgodnie
Lis na kurę miło patrzy,
dla niej chce wyglądać modnie
Trzeba złość wyrzucić z serca,
miłość trzymać w nim rok cały
Walentynki będą wtedy,
znacznie dłużej dla nas trwały
Co Mikołaj chowa w worku,
z trudem może go utrzymać
Wypełniony jak co roku,
i przed dziećmi wciąż ukrywa
Jeden prezent jest ogromny,
drugi ledwo można dostrzec
Może bardzo był kosztowny,
trudno wtedy jest się oprzeć
Inne leżą gdzieś na dole,
kilka nawet już wypadło
Chciały dostać się najszybciej,
dzieciom ciągle było mało
Lecz to wszystko bez znaczenia,
rozmiar, cena czy też waga
Każdy prezent jest od serca,
przebył także kawał świata
Dawno temu w pewnej odległej dolinie żył sobie ślimak z żółwikiem. Obaj kłócili się każdego dnia o to, który z nich jest szybszy.
Kupujący na bazarku na początku mieli z tych kłótni dużo śmiechu, jednak z czasem zaczęło ich to już drażnić. Wytykali nawet palcami mówiąc:
- Przecież żaden z was nie jest symbolem szybkości. Wasze spory nie mają sensu. Dajcie już spokój!
Mimo tych uwag panowie dalej się kłócili i dogryzali sobie za każdym razem, gdy tylko się spotkali.
- Chyba żartujesz! Ja jestem szybszy! Twoje kłamstwa stają się cięższe nawet od skorupy! - wykrzyczał ślimak.
- To ty tu jesteś kłamcą! Jesteś najwolniejszą istotą w całej galaktyce! - odpowiedział żółwik.
Pewnego dnia, gdy po raz kolejny skorupki się kłóciły jedna z gąsienic wrzasnęła:
- Dosyć! Mam już dosyć! Zorganizujcie wyścig! Wtedy się okaże, kto jest szybszy. W innym przypadku ani ja, ani nikt z bazarku nic wam już nie sprzeda.
Gdy ślimak z żółwiem to usłyszeli, aż zaniemówili przez moment.
- Dobrze, zgadzam się. Ale wiedz, że robię to tylko po to, by nie latać na zakupy do sąsiedniej doliny. Nie potrzebuję udowadniać, że jestem szybszy. Ja to wiem! - powiedział ślimak.
- Skoro tak twierdzisz - odparł żółwik nie zwracając uwagi na przechwałki.
Następnego dnia wszystko było zorganizowane. Mrówki wyznaczyły trasę, postawiły krzesełka, które miały imitować trybuny, a także wybrały sędziego wyścigu.
Pierwszy na linii startu ustawił się ślimak:
- Na mecie też będę pierwszy - mruknął pod nosem.
Gdy padł strzał, obaj ruszyli w charakterystycznym dla nich tempie. Na początku prowadził jednak ślimak, choć po chwili żółw zdołał go dogonić. Na trybunach zebrani kibice dopingowali obu zawodników. Dla nich nie miało to znaczenia, kto wyjdzie zwycięski z tego starcia. Chcieli mieć już z głowy poranne spory na bazarku.
- Mam nadzieję, że gdy to się skończy przestaną tyle gadać - powiedziała jedna z mrówek.
- Zawsze mogą zrobić rewanż - odparł ktoś z tyłu.
Wtedy mrówka złapała się za głowę wdychając:
- Tylko nie to.
Ślimak z żółwiem nadal walczyli zaparcie o zwycięstwo. Żaden nie chciał dać za wygraną. Nie patrzyli nawet na siebie. Ich spojrzenia były skierowane tylko na metę, która z każdą chwilą stawała się bardziej widoczna.
W końcu po prawie piętnastu minutach wyścig dobiegł końca. Wszyscy nie mogli wręcz uwierzyć w to co widzą. Okazało się, że obydwaj przekroczyli metę jednocześnie.
- Na mamuta! Teraz to już na sto procent zrobią rewanż! - krzyknęła mrówka na trybunach.
Jednak żółw wraz z ślimakiem uznali, że nie będą próbować kolejnych startów.
- Jesteśmy tak samo wolni. Nie ma co się dalej oszukiwać - stwierdził ślimak.
- Hola kolego, ja bym tak tego nie ujął. Ruszamy się tak samo szybko! - odpowiedział żółwik.
Po tych słowach obydwaj się roześmiali dziękując zebranym za przybycie. Od tej pory nie było już kłótni ani sporów. Żyli w przyjaźni jakby nigdy nic się nie stało. Czasem nawet wspominali przebieg wyścigu stwierdzając, że było to bardzo fajne doświadczenie dla ich przyjaźni. Koniec.
Pytania sprawdzające
1. Kto na trybunach nie chciał rewanżu?
2. Kto wygrał wyścig?
3. Ile razy żółw ścigał się ze ślimakiem?
Opowiem wam teraz historię o pewnej gąsienicy. Alicja, bo tak miała na imię nasza bohaterka, lubiła zjadać dosłownie wszystko co się tylko dało zjeść, zwłaszcza kiedy nie było to zbyt zdrowe i małokaloryczne. Mimo problemów z wagą i złośliwości ze strony innych chodziła z uśmiechem na twarzy, wiedziała bowiem, że jest to stan przejściowy i nie potrwa on zbyt długo. Najbardziej złośliwe były mrówki. To one głównie komentowały wygląd Alicji.
- Patrzcie jaki grubas! - wołały na jej widok.
Jednym z niewielu, który nie dokuczał Alicji był jej przyjaciel Skoczek. Był on konikiem polnym i zawsze potrafił rozbawić naszą gąsienicę.
Pewnego dnia Alicja oznajmiła Skoczkowi, że zamierza wystartować w wyborach miss. Interesowała się modą niemal od urodzenia i gdy tylko podrosła uznała, że jej czas się zbliża i musi spróbować swoich sił w tym kierunku, choćby nikt na świecie nie dawał jej cienia szansy.
- Alicjo, czy to na pewno dobry pomysł? - zapytał nieśmiało Skoczek.
- Twoja waga nigdy mi nigdy nie przeszkadzała, ale komisja może mieć inne zdanie na ten temat.
Alicja gdy to usłyszała nie była zbyt szczęśliwa. Prawdę mówiąc spodziewała się innej reakcji, jednak zrozumiała też podejście przyjaciela.
- Tym się nie martw. Wybory nie są jutro. Zdążę zmienić swoją wagę, jeśli to jest jedyne zmartwienie. Widźmy się w tym miejscu w dniu konkursu - odrzekła.
Gąsienica nie chciała jednak tłumaczyć, co miała na myśli. Zostawiła dla siebie tę małą tajemnicę.
Gdy wszyscy poszli spać zrobiła duży kokon i sama w nim usnęła na długi okres chrapiąc przy tym niemiłosiernie.
W końcu nadszedł dzień wyborów i Alicja opuściła swój kokon. Konik zgodnie z ustaleniami czekał na gąsienicę w umówionym miejscu. Czekał i czekał, lecz wciąż nie widział swojej koleżanki.
- Gdzie jest Alicja? Zaraz będzie za późno! Gdzie się podziała ta gąsienica? - zamartwiał się Skoczek zerkając na zegarek.
- Nazwałeś kogoś gąsienicą? - zapytała Alicja zlatując z góry.
- Jak to? O co chodzi? Kim ty jesteś? Czemu masz głos Alicji? - pytał przerażony Skoczek.
- Widzę, że ktoś nie uważał w szkole. Teraz ci tego nie wytłumaczę, nie mamy czasu.