Rozdział 4DALSZE REPOZYTORIA
W całym kraju było siedemdziesięciu naczelnych inspektorów, czyli takich ważniejszych kustoszy, nieliczni tylko byli antyfaszystami, po 8 września 1943 roku pozbawionymi stanowisk. Ale prawie wszyscy, zarówno antynaziści, jak i część faszystów, stanęli do walki o sztukę. Mimo trudności niezliczone transporty wyruszyły w drogę w każdym rejonie Włoch. Muzealnikom brakowało samochodów, brakowało paliwa i obrazy nierzadko wieziono na wozach ciągniętych przez woły po bocznych drogach, nieasfaltowanych i uciążliwych, ale bezpieczniejszych, bo ta akcja ukrywania zbiorów trwała przez całą wojnę, także w czasie bombardowań.
REJON EMILII
O Marchii i Toskanii już mówiłam, teraz kilka słów o rejonie Emilii. W Parmie i Piacenzy ochroną dzieł sztuki zajęło się głównie małżeństwo, Armando Ottaviano Quintavalle z Augustą Ghidiglia64, byłą dyrektor Galerii d'Este w Modenie, zwolnioną ze stanowiska z powodu pochodzenia, jako że była Żydówką. Tych dwoje dzielnych i niezwykle ofiarnych ludzi z pomocą gromady wolontariuszy zorganizowało ogromną akcję: przewieźli setki skrzyń do Willi Paganiniego w Vigatto, a dziewięć tysięcy dzieł do XV-wiecznego zamku Torrechiara koło Langhirano. Kiedy Niemcy dotarli do tego zamku, przeszukiwali go dokładnie, ale nic nie znaleźli, ponieważ obrazy ukryto w starannie zamaskowanych szczelinach muru.
W akcji tej od początku do końca ogromnie pomagał im pewien Niemiec, humanista, po wojnie profesor języków romańskich na Uniwersytecie w Würzburgu, Albert Junker. Włosi piszą o nim anima buona, zacna dusza; człowiek, który ocalił wiele ludzi i moc dzieł sztuki. Bywały momenty niezwykle trudne i groźne, naciski ze strony prohitlerowskiego rządu, kiedy to on jeszcze decydował o dziełach sztuki. Z obawy przed grabieżą, aby skarby nie opuściły Włoch, Junker zdecydował się wywieźć część dzieł sztuki z zamku Torrechiara65 do pałacu Boromeuszy na wyspie Isola Bella na Lago Maggiore, gdzie szczęśliwie doczekały się aliantów66.
Willa Torre a Cona w San Donato, fot. współczesnaAgencja Fotolia/Triple8
Kolumna Marka Aureliusza w Rzymie obmurowana na czas wojny, sierpień 1941Narodowe Archiwum Cyfrowe
Kolumna Trajana w trakcie zabezpieczania na wypadek bombardowania, sierpień 1941Narodowe Archiwum Cyfrowe
Łuk Konstantyna w Rzymie w całości osłonięty workami z piaskiem i deskami, październik 1940Narodowe Archiwum Cyfrowe
Demontaż murowanej osłony rzeźby Mojżesza po wojnieThe U.S. National Archives and Records Administration
RZYM - UKRYWANIE I OCHRONA ZABYTKÓW
Akcja ukrywania i zabezpieczania dzieł sztuki objęła oczywiście również Rzym. Jeszcze przed okupacją niemiecką władze bardzo prężnie organizowały akcję ewakuacji i ochrony dzieł sztuki, przeznaczając na to grube miliony. Obrazy wywożono w rozmaite miejsca na terenie Lacjum, nie do średniowiecznych zamczysk, bo tu takich nie było, lecz do klasztorów i pałaców w niewielkich miejscowościach.
To, czego nie dało się ukryć, ze względu na rozmiary czy rodzaj zabytku, na przykład mozaiki czy kolumny, zabezpieczano na miejscu. Tak robiono już podczas pierwszej wojny światowej i akcję tę powtórzono po dwudziestu latach. Mozaiki zabezpieczano gęstymi płatami gazy, kolumny Trajana i Marka Aureliusza obudowano i osłonięto workami z piaskiem, Łuk Konstantyna (wys. 21 m, szer. 25 m) zabudowano ogromnymi rusztowaniami, uszczelnionymi workami z piaskiem.
Zachowała się dokumentacja fotograficzna, jak zadbano o rzeźbę Mojżesza Michała Anioła w kościele San Pietro in Vincoli podczas pierwszej wojny. Wtedy do ściany grobowca papieskiego Juliusza II dostawiono dziwaczną murowaną konstrukcję, niczym zaślepioną kapliczkę, zamykając nią tylko jedną kondygnację, w której tkwił Mojżesz. Pozostałe rzeźby chyba też zamurowano. Teraz odłączono Mojżesza, przesunięto do westybulu i tam szczelnie zamurowano, a ścianę z pozostałymi rzeźbami - obudowano.
To wszystko zrobiono w obawie przed bombami. Kiedy zaś po zerwaniu przez Włochów sojuszu we wrześniu 1943 roku Rzym znalazł się pod okupacją niemiecką, trzeba było chronić dzieła sztuki z kolei przed grabieżą. Bo na przykład naczelny dowódca Kesselring nakazał wywieźć do Mediolanu, pod pozorem zabezpieczenia, trzydzieści dziewięć skrzyń pochodzących z rzymskiego Palazzo Venezia, a ukrytych wcześniej w Genazzano67, i określonych jako własność osobista Duce, który trwał nadal w sojuszu z Hitlerem w utworzonej na północy Włoch faszystowskiej Republice. Tu zasłużył się ogromnie nadinspektor Emilio Lavagnino68; o jego działalności piszę dokładnie w dalszej części książki, gdzie omawiam okres po zerwaniu przez Włochów sojuszu z Hitlerem.
DZIELNA KUSTOSZ - PALMA BUCARELLI
Koleżanką Lavagnina ze studiów była Palma Bucarelli (1910-1998), inna ogromnie zasłużona osoba w ratowaniu sztuki. Od 1941 roku była dyrektorem Galerii Narodowej Sztuki Współczesnej. Stała na straży dzieł szczególnie zagrożonych, tych z przełomu XIX i XX wieku i nowszych, ponieważ przez miłującego malarstwo Hitlera zostały zakazane "jakiekolwiek inne formy niż spotykane w naturze"69. Obrazy impresjonistów i ich następców, i w ogóle przedstawicieli licznych nowych kierunków, od ekspresjonizmu i kubizmu poczynając, uznano za "zepsute", zdegenerowane i w Niemczech nie dość, że zakazane, to skazane na stos. Bucarelli zorganizowała aż trzydzieści cztery wyprawy do Capraroli, gdzie w Palazzo Farnese ukryła sześćset siedemdziesiąt dwa obrazy i sześćdziesiąt trzy rzeźby. A kiedy po upadku faszystowskiego rządu niebezpieczeństwo zagłady ideologicznej minęło, a pojawiło się równie groźne w postaci alianckich bomb i frontu, z Palazzo Farnese trzeba było te zasoby na gwałt zabierać. Zrobiła to z pomocą inspektora Lavagnino i zimą 1944 roku wszystko trafiło do Castel Sant'Angelo70, obiektu należącego do Watykanu. Po wojnie Palma Bucarelli aż do 1975 roku kierowała ocaloną galerią, jako pierwsza kobieta w tej roli.
NEAPOL I BRUNO MOLAJOLI
Naczelnym inspektorem zabytków na Kampanię był młody i energiczny Bruno Molajoli. Już w 1939 roku uruchomił program ukrywania dzieł sztuki. Pierwsze ricovero znalazł w opactwie Badia di Cava de'Tirreni, drugie - w opactwie w Loreto, trzecie - w klasztorze franciszkańskim w Santa Maria a Parete (tu przewieziono dziesięć płócien wymontowanych z barokowego sufitu w kościele Santa Maria a Maiella, pędzla kolegi Caravaggia, Mattia Preti) i czwarte - w kościele parafialnym w Salza Irpina. Molajoli bohatersko przewiózł ponad sześćdziesiąt tysięcy dzieł, najpierw krytymi ciężarówkami, a potem czym się tylko dało71.
Innym wielkim repozytorium skarbów neapolitańskich został klasztor Benedyktynów w Montevergine, pięćdziesiąt kilometrów na wschód od Neapolu. Tam wiosną 1943 roku, już w trudnych warunkach (bo wszystko, co się ruszało, mogło się stać celem alianckich bombowców nurkujących) przewieziono dzieła sztuki z Pałacu Królewskiego, muzeów i prywatnych kolekcji. Do kilku różnych punktów pod Salerno wywieziono dalszą część skarbów. W Museo di Capodimonte zostało tylko pięćset eksponatów72.
To muzeum powstało w 1758 roku z inicjatywy króla Hiszpanii i Królestwa Obojga Sycylii Karola Burbona. Król najpierw ufundował wspaniały pałac, położony na szczycie wzgórza, stąd nazwa Capo di Monte, na skraju ogromnego parku z rozległym widokiem na Zatokę Neapolitańską, przeznaczony na ekspozycję zbiorów rodziny królewskiej. Z czasem muzeum stawało się coraz bogatsze, szczególnie w zbiory obrazów powstałych od czasu renesansu do baroku, i wielkie szczęście, że skarby te udało się w czasie wojny ochronić, choć - jak to opiszę dalej szczegółowo - piętnaście skrzyń Niemcy przejęli z depozytu na Monte Cassino i wywieźli do Carinhall w Niemczech. Ale większość obrazów po wojnie odzyskano.
W pobliżu Neapolu leży niewielka miejscowość Sorbo Serpico z kościołem pod wezwaniem San Antonio. To było jeszcze jedno, ostatnie już miejsce, w którym ukryto skarby z Neapolu. Kiedy do kościoła przyszli Niemcy, strażnik ich nie wpuścił, powiedział, żeby przyszli następnego dnia. W nocy skrzyknął kobiety z wioski i te chłopki na własnych plecach wyniosły w góry siedemnaście dużych skrzyń z obrazami i cennymi przedmiotami z kościoła. Kiedy rano pojawili się Niemcy, nic nie znaleźli. Oto jak odważnie i ofiarnie ludność broniła swoich świętości73.
RICOVERO NA MONTE CASSINO
Okazało się jednak, że zarówno schrony wybrane wcześniej przez Molajolego, szczególnie Loreto, jak i Montevergine przestały być bezpieczne. Kiedy więc alianci wkroczyli na Sycylię, podjęto rozpaczliwą akcję ratowania ukrytych, jak się okazało niefortunnie, dzieł, przewożąc je na Monte Cassino. Myślano, że tam, w innym klasztorze Benedyktynów, leżącym osiemdziesiąt kilometrów na północ, solidnym, świetnie usytuowanym wysoko na wzgórzu, będą bezpieczne.
Spakowano do stu osiemdziesięciu skrzyń najcenniejsze eksponaty, arcydzieła malarstwa i zabytki z Pompejów, i 6 września 1943 przewieziono je z Montevergine na Monte Cassino. Część eksponatów pozostawiono, ale nawet kiedy Niemcy tam dotarli, mnisi jakoś tak potrafili zadziałać, że nie węszyli oni za bardzo i nie odkryli żadnych dzieł.
Wkrótce się okazało, że ten, najsolidniejszy ze wszystkich, klasztor Monte Cassino stał się najmniej bezpiecznym repozytorium ze wszystkich. Tędy bowiem biegła zasadnicza linia obrony, Linia Gustawa, i tu, pod klasztorem pamiętającym czasy św. Benedykta i przechowującym jego szczątki, miała się rozpętać kilkumiesięczna krwawa batalia o zdobycie ufortyfikowanego wzgórza, blokującego drogę do Rzymu. Zanim więc klasztor znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, kolejny raz doszło do ewakuacji dzieł sztuki. Jak i kiedy - o tym opowiem w drugiej części książki.
Ruiny opactwa na Monte Cassino, maj, 1944
Oficerowie z Monuments Men przeszukują ruiny opactwa, maj, 1944The U.S. National Archives and Records Administration
SYCYLIA - PALERMO, MONREALE, CEFAL?
Sycylia także miała swoje repozytoria, ale miała też skarby, które nie nadawały się do transportu: mozaiki, grobowce i rzeźby przyścienne w kościołach. W Palermo zabytkowe budynki osłaniano wiszącymi materacami ogniotrwałymi, obudowywano ścianami z desek i worków z piaskiem. Belki, dźwigary dachowe, nasycano specjalnymi substancjami, które miały powstrzymać ogień, miejscami ustawiano dodatkowe podpory. Korzystano z doświadczeń wyniesionych z pierwszej wojny światowej w nadziei, że ten trud okaże się wystarczający.
Szczególną troską objęto ogromną katedrę, która stanęła w XII wieku na miejscu swoich kilku poprzedniczek, sięgając korzeniami bazyliki wczesnochrześcijańskiej z IV wieku. Pod koniec XVIII wieku została przebudowana w duchu neoklasycznym, zacierając niestety ślady normańskie, ale wewnątrz przechowuje moc cennych dzieł sztuki i pamiątek historycznych, jak choćby groby cesarskie i królewskie. I właśnie te groby stały się przedmiotem szczególnej troski. Obudowano je wysokimi drewnianymi regałami, na których ustawiono gęsto w szeregu worki z piaskiem, niczym książki, tworząc istny mur z worków. Podobnie obudowano rzeźby przyścienne, otaczając workami i stabilizując jeszcze dechami zbitymi na krzyż.
Innym ogromnie cennym obiektem jest kaplica przy Pałacu Normanów, Cappella Palatina, wzniesiona w XII wieku przez króla Rogera II. To doprawdy niezwykłe miejsce, gdzie spotykają się wszystkie style ówczesnego świata: normańska architektura z bizantyńskimi mozaikami, sycylijsko-arabskie dekoracje na dźwigarach stropu z posadzką, dziełem rzymskich specjalistów od marmurów, zwanych Kosmatami. Tu króluje piękno. Jak powiedział mi jeden z przyjaciół (bo ja tam niestety nie dotarłam): "Wszedłem, zamarłem, pomyślałem sobie, że jestem w raju".
Tu nigdy, pod żadnym pozorem, nie powinno dojść do wojny, ale cóż... Na wszelki wypadek całe ściany, wszystkie podłucza z mozaikami oklejono kilkoma warstwami gazy bawełnianej, zabezpieczając te cuda74.
Palermo, Capella Palatina z cudownymi mozaikami, fot. współczesnaAgencja Pixabay/Taken
Fasada katedry w Monreale, wewnątrz całej wyłożonej złocistą mozaiką, fot. współczesnaAgencja 123RF/Laszlo Konya