Podziękowania
Finał prac nad książką to zawsze moment wielkiej satysfakcji dla autora i jednoczesnego przypływu dobrych uczuć wobec wszystkich, którzy mu w tej pracy pomogli. Podziękowania należą się całemu zespołowi Zakładu Socjologii Polityki Instytutu Socjologii UW, który, pracując pod moim kierunkiem, przeprowadził badania empiryczne podsumowane wspólną książką Praktyki obywatelskie Polaków i w pewnej mierze niniejszą książką. Zespół ten tworzyli: dr hab. prof. UW Jerzy Bartkowski, dr hab. Jarosław Kilias, dr Barbara Frątczak-Rudnicka, dr Przemysław Sadura, dr Agnieszka Kwiatkowska, dr Piotr Chmielarz, mgr Iza Lemańska, mgr Wojciech Rafałowski, mgr Jędrzej Ochremiak, mgr Anna Kuczyńska, mgr Jan Herbst. Spoza Zakładu wsparły nas w realizacji projektu dr Marta Bucholc i mgr Marta Szaranowicz. Szczególnie wdzięczny jestem Profesorowi Bartkowskiemu, który służył mi radą, podsunął ciekawe dane, zwrócił uwagę na niektóre kwestie metodologiczne, Piotrowi Chmielarzowi, który opracowywał statystycznie część zebranego przez nas materiału, oraz Izie Lemańskiej, znakomicie prowadzącej sprawy organizacyjno-finansowe projektu. Niezmiernie cieszy mnie to, że wszystkie osoby wchodzące w skład zespołu badawczego też mogły wynieść z projektu autorskie korzyści.
Innego rodzaju dług wdzięczności mam wobec Profesora Jerzego Wiatra. Wpłynął na moje zainteresowanie socjologią, a w szczególności socjologią polityki. Ponad 20 lat pracowałem pod jego kierunkiem. Stale zachęcał mnie do kolejnych badawczych i pisarskich przedsięwzięć. Ta książka trafia do księgarń w roku, w którym kończy 80 lat. Mam nadzieję, iż nie będzie rozczarowany jej lekturą i dostrzeże swój wieloraki wkład w jej powstanie. Dziękuję mu więc za ogólną inspirację, zachęty, rady - w równym stopniu za pochwały i uwagi krytyczne.
W pierwszej części książki wyprawiłem się na pole badawcze intensywnie eksplorowane przez prawników i politologów. Dlatego z prawdziwą wdzięcznością przyjąłem uwagi zarówno pochlebne, jak i krytyczne zawarte w recenzji wybitnego konstytucjonalisty, Profesora Wojciecha Sokolewicza. Równie zobowiązany jestem Profesorowi Henrykowi Domańskiemu za zawarte w jego recenzji komentarze i sugestie zmian. Część uwag recenzentów zdołałem uwzględnić w ostatniej fazie pracy nad książką. Podkreślić jednak pragnę, że w żadnej mierze ewentualne niedostatki tej pracy nie obciążają Recenzentów.
W powstaniu tej książki istotną rolę odegrały instytucje. Ich pozytywna rola też winna być kwitowana. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przyznało grant badawczy, biorąc za podstawę anonimowe - dla wnioskodawcy - recenzje. Stąd podziękowania za wysoką ocenę mego projektu kieruję do recenzentów, mimo iż pozostają nieznani.
Z zadowoleniem odnotowuję, iż moja macierzysta uczelnia, Uniwersytet Warszawski, tworzy korzystne warunki do prowadzenia projektów badawczych.
Podziękowania należą się Centrum Badania Opinii Społecznej za staranne i profesjonalne przeprowadzenie badania ankietowego. Profesor Mirosławie Grabowskiej, dyrektor Centrum, dziękuję szczególnie za cenne rady i zrozumienie dla finansowych ograniczeń projektu.
Dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN, że zechciało książkę wydać bez zbędnej zwłoki, dbając - jak zwykle - o wysoki standard edytorski. Szczególna w procesie wydawniczym była zasługa Pani Redaktor dr Sylwii Breczko.
ROZDZIAŁ 1 Obywatel w państwie i w społeczeństwie obywatelskim
Historyczne wzorce obywatelstwa
Instytucja obywatelstwa jest stara, bardzo stara. Wprawdzie obywatelstwo greckiej polis nie było tym samym co obywatelstwo średniowiecznej Florencji ani tym samym co obywatelstwo współczesnych Włoch, to jednak siatka pojęciowa służąca analizie tej instytucji, wypracowana w starożytności, zachowuje zdumiewającą aktualność. Najważniejsza wydaje się relacja: obywatel - terytorium - państwo (lub podobna polityczna organizacja obywateli). Tam Ateny, gdzie Ateńczycy: oto najkrótsze podsumowanie rozważań czwórki francuskich autorów na temat natury więzi między miastem-państwem a obywatelem w starożytnej Grecji[1]. Ta myśl, wskazująca pierwszeństwo instytucji obywatela przed mieszkańcem określonego terytorium w procesie fundowania wspólnoty politycznej, znajduje potwierdzenie w wywodzie Arystotelesa zawartym w księdze trzeciej Polityki (1275b): "Kto mianowicie w pewnym państwie ma prawo uczestniczenia w zgromadzeniach i trybunałach, tego nazywamy już obywatelem tego państwa, państwem zaś - krótko mówiąc - zwiemy ogół takich ludzi, odpowiednio wielki, by w wystarczającej mierze zapewnić sobie wszystko, co do życia potrzebne". Trzeba jednak zastrzec, że według Arystotelesa państwo nie jest - co sugerowałby ten cytat - zrzeszeniem autonomicznych jednostek kooperujących w celu zabezpieczenia elementarnych potrzeb. W innym miejscu powiada, iż takie interesowne zespolenie ludzi nie stanowi jeszcze państwa. Ono jest "wspólnotą szczęśliwego życia, obejmującą rodziny i rody, dla celów doskonałego i samowystarczalnego bytowania" (Polityka, 1280b). Państwo więc to wspólnota organiczna i etyczna, ale organiczna w innym sensie niż - na przykład - społeczność pszczół.
Nie ma w określeniach państwa i obywatela ani słowa o terytorium, nie mówi się też o uczestnictwie, lecz o prawie do uczestnictwa. To ważne - obywatela konstytuuje uprawnienie, a niekoniecznie jego realizacja. Stąd też zróżnicowanie instytucji obywatelstwa w zależności od ustroju państwa: inne jest obywatelstwo w demokracji, a inne w oligarchii czy tyranii, gdyż uprawnienia jednostki jako podmiotu politycznego bardzo różnią się w tych ustrojach. Często zróżnicowanie to wyraża się za pomocą dystynkcji obywatel - poddany, ale konwencja ta ma obok zalet zasadniczą wadę: tworzy nieostrą opozycję, poddany też jest bowiem obywatelem, gdy pamiętamy o prawnym ujęciu tej instytucji. Wcześniej przedstawiona sugestia, że obywatelstwo jest statusem niezwiązanym z terytorium, wymaga pewnego zastrzeżenia. Teza ta nie oznacza, że starożytni lekceważyli terytorialny kontekst państwa i obywatelstwa. Terytorium nie mogło - i nie może także dzisiaj - być traktowane jako rozstrzygające kryterium obywatelstwa, ponieważ "także metojkowie i niewolnicy mają wspólne z obywatelami miejsce zamieszkania" (Polityka, 1275a). Dziś nie ma już niewolników, ale są setki milionów współczesnych metojków, czyli ludzi niemających praw obywatelskich w miejscu zamieszkania.
Sens pojęcia obywatel z czasów starożytnych warto zderzyć już na wstępie z ujęciem tej instytucji we współczesnej doktrynie prawnej. Esencją jurydycznego ujęcia, które bliżej zostanie przedstawione w rozdziale następnym, jest wskazanie, iż obywatelstwo jest pewnym stanem abstrakcyjnym, manifestującym się w przynależności jednostki do konkretnego państwa i podległości władzy tego państwa, ograniczonej do konkretnego terytorium, nad którym państwo sprawuje suwerenną władzę. Obywatelstwo demokratyczne wymaga, aby ta relacja jednostka-państwo spełniała dwa dodatkowe postulaty: wolności obywateli oraz równości ich praw i obowiązków. W perspektywie prawnej, niezależnie od tego, czy mówimy o obywatelstwie demokratycznego państwa, czy państwa autorytarnego, największe znaczenie ma właśnie owa przynależność państwowa. Przy czym przynależność ta dla rdzennej ludności jest z nadania, w zasadzie przymusowa.
Przez wiele stuleci podstawowym kontekstem definicyjnym pojęcia obywatel było nie państwo, lecz miasto, a w przypadku starożytnej Grecji właściwie należałoby posługiwać się pojęciem miasto-państwo[2]. Na rolę miasta wskazuje etymologia pojęcia w języku łacińskim, w językach romańskich i germańskich[3]. Było się obywatelem miasta. Na warszawskich Powązkach można dostrzec taką oto inskrypcję: "Henryk Car, obywatel Warszawy i Pragi", obok znajduje się inny nagrobek z tablicą identyfikującą zmarłego jako "kupca i obywatela Warszawy". Oba nagrobki pochodzą z przełomu XIX i XX wieku, ale to nie brak państwowości polskiej wyjaśnia tę formułę, lecz tradycja instytucji obywatelstwa miejskiego[4]. Pamiętając o antecedencjach, trzeba wszakże zdecydowanie podkreślić, że współcześnie podstawowe jest rozumienie obywatelstwa jako obywatelstwa państwowego.
Wzorce starożytności
Po tym wstępie można już bardziej systematycznie zająć się dziedzictwem starożytności. Historycy państwa i prawa wyróżniają dwa wzorce obywatelstwa: grecki i rzymski[5]. Wzorzec grecki, związany z demokracją ateńską, odnosi się do obywatelstwa jako statusu niesłychanie ekskluzywnego. W V wieku p.n.e. w ateńskiej polis - jak się współcześnie szacuje - obywatele stanowili zaledwie 15% mieszkańców (Baszkiewicz 1998, s. 21). Fundamentem demokratycznego obywatelstwa było: osobista wolność, wynikająca z urodzenia z wolnych rodziców, zamieszkiwanie w obrębie polis, bycie pełnoletnim mężczyzną. Obywatelstwo oznaczało równość praw i obowiązków w stosunku do innych obywateli. Jednakże ekskluzywność tego statusu polegała także na czymś innym: na moralnym obowiązku obywateli czynnego uczestnictwa w decydowaniu o sprawach wspólnoty. Obywatelstwo było więc statusem moralnym, było cnotą. Oznaczało zaangażowanie, wiedzę o sprawach polis, roztropność. Te oczekiwania explicite znajdujemy i w Państwie Platona, i w Polityce Arystotelesa.
We współczesnym języku powiedzielibyśmy, iż wzorzec grecki zakłada podmiotowość obywateli, którzy tworzą związek obywateli - państwo. I nie są jego poddanymi, tylko twórcami, władza ma zaś charakter techniczny. Techniczny aspekt rządzenia znakomicie zostaje podkreślony przez fakt, iż dobór większości urzędników odbywał się przez losowanie z grona obywateli. Ale w demokracji ateńskiej istniała też stopniowalność obywatelstwa. Kobiety (wolne) miały wszelkie prawa z wyjątkiem praw politycznych - był to status na wpół obywatelski. Niektóre prawa mieli też metojkowie. Ateński, bardzo wymagający wzorzec obywatelstwa był możliwy dzięki temu, że większość mieszkańców stanowili niewolnicy, metojkowie, kobiety i dzieci, a obywatelstwo było prawie profesją[6]. Nawiasem mówiąc, diety za udział w zgromadzeniach - często krytykowane we współczesnym parlamentaryzmie - to pomysł grecki. Wzorzec grecki nie jest jednak tak bardzo indywidualistyczny, jakby z tej prezentacji wynikało. Georg Jellinek - przywoływany przez Trzcińskiego (2006, s. 33-35) - zauważał, że brakowało zinstytucjonalizowanych gwarancji sfery wolności obywatelskich i w konsekwencji wyraźnego oddzielenia sfery publicznej od prywatnej, ale mimo to Jellinek wskazywał na rozległy zakres wolności obywatela Aten (patrz Jellinek 1924). Natomiast myśliciel o wiek wcześniejszy, Benjamin Constant, w słynnej rozprawie O wolności starożytnych i nowożytnych podkreślał kolektywny charakter statusu obywatela, brak wolności osobistych i gwarancji bezpieczeństwa. Obywatelstwo mogło się w pełni urzeczywistnić tylko we współdziałaniu z innymi obywatelami (patrz Constant 2002). Ważny krytyczny argument wobec greckiego wzorca przedstawia także Giovanni Sartori (1994, s. 345-347). Zauważa, że w antycznej Grecji uformował się "obywatel totalny" w tym sensie, iż całym światem obywatela było życie polityczne, unieważniające inne sfery, zwłaszcza wytwarzanie dóbr ekonomicznych. Z czasem musiało to prowadzić do ostrego konfliktu klasowego, grabieży i upadku polis.
Argument za argument. Friedrich von Hayek (2006, s. 170-171) interpretuje koncepcję wolności i obywatelstwa starożytnych Greków wybitnie indywidualistycznie, wskazując na znaczenie równości wobec prawa, rządy prawa, niezawisłość sędziów i swobody w życiu prywatnym, co potwierdza następującym cytatem ze słynnej mowy Peryklesa: "W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności. W życiu prywatnym nie wglądamy z podejrzliwą ciekawością w zachowanie naszych współobywateli, nie odnosimy się z niechęcią do sąsiada, jeśli zajmuje się tym, co mu sprawia przyjemność" (Tukidydes 2003, s. 105). Hayek wprost krytykuje Constanta za przejęcie od Hobbesa i upowszechnienie fałszywego obrazu greckiej wolności. Ten wielowiekowy już spór, nadal żywy, jest w gruncie rzeczy fragmentem szerszego sporu między republikanizmem a liberalizmem i świadczy dodatkowo o tym, jak arbitralne oraz "konstruktywistyczne" może być odczytywanie klasyków.
Rzymska instytucja obywatela jest bardzo dobrze znana, gdyż znalazła skodyfikowany wyraz. Za sprawą Cycerona zaś zyskała wieczność właściwą filozoficznym ideom. Oto jego znana formuła zawierająca esencję kwestii obywatelstwa: "Czym jest bowiem państwo, jeżeli nie opartym na prawie związkiem obywateli"[7]. Odwracając definicję, mowa więc o członkostwie w związku noszącym nazwę "państwo". Przypomina to przywołane wcześniej nowożytne rozumienie obywatelstwa.
Instytucja obywatelstwa rzymskiego istotnie ewoluowała. Wyrastała z przekonania, że "wszyscy ludzie są wolni lub niewolni" (Gajus, cyt. za: Trzciński 2006, s. 50). W praktyce ta dychotomia załamywała się i z czasem wykształciło się kilkanaście kategorii ludności o zróżnicowanym statusie obywatelskim: od pozbawionego wszelkich praw niewolnika, przez wyzwoleńca, kolona, plebejusza aż do patrycjusza. W początkowym okresie republiki prawdziwie pełne obywatelstwo cechowało wyłącznie patrycjuszy. W III wieku p.n.e. plebejusze uzyskują pełne prawa polityczne, pojawiają się plebiscita, czyli uchwały plebsu, najpierw zatwierdzane przez senat, a później automatycznie zyskujące moc ustaw obowiązujących ogół Rzymian. Norman Davies (1998, s. 197), odwołując się do tej sytuacji, napisał, iż plebejusze stali się częścią politycznego establishmentu - przesadził, ale podkreślił to, że w pewnych warunkach sam status polityczny, niezależnie od statusu ekonomicznego, staje się podstawą wielkiego uprzywilejowania. Te warunki to sytuacja, w której większość ludzi z danej zbiorowości tego statusu nie ma, albo warunki, gdy status obywatelski jest podstawą prawnie gwarantowanego bezpieczeństwa socjalnego, co zdarzyło się dopiero dwa tysiąclecia później w obrębie europejskiego państwa dobrobytu.
Z czasem wykształcił się w imperium rzymskim model, którego podstawą był domicyl i status wolnego człowieka. Obywatelstwo zaczęło się odnosić do równej ochrony jednostek przez prawo. Idzie o równe podleganie prawu, a nie równość praw politycznych, gdyż te były bezpośrednią konsekwencją usytuowania w skomplikowanej strukturze rodowo-klasowej i administracyjnej. W pismach Cycerona mocno podkreśla się wymiar moralny państwa i obywatelstwa. Państwo jest opartą na zasadzie sprawiedliwości rzeczą wspólną (res publica). Podstawowe cnoty obywatelskie to służba wojskowa, przestrzeganie prawa, ewentualnie dobre pełnienie urzędów i, oczywiście, płacenie podatków. Ze statusem obywatela nie łączono jakichś szczególnie wysokich oczekiwań co do aktywnego uczestnictwa w stanowieniu prawa czy też podejmowaniu innych ważnych decyzji dotyczących wspólnoty. Co istotne, nie tylko obywatele byli zobowiązani do świadczeń na rzecz państwa (podatki i armia). Status obywatelski był coraz częściej nadawany za zasługi, a nie tylko dziedziczny.
W miarę rozwoju Imperium Romanum obywatelstwo nadawano również zbiorowo mieszkańcom niektórych przyłączanych terytoriów. Było to obywatelstwo ekstensywne i, inaczej niż u Greków, istniał wyraźny podział między tym, co prywatne a tym, co publiczne. Ważny był element kosmopolityczny tego obywatelstwa: zostało ono oderwane od etniczności. Obywatelstwo było dobrem zewnętrznym, zapewnianym i gwarantowanym przez państwo - to pragnę wyeksponować - oraz stopniowalnym, nawet formalnie. Było obywatelstwo i półobywatelstwo, brak obywatelstwa i jeszcze rozliczne odmiany tych statusów wynikające z bardzo szczegółowych praw. Nie był to też status totalny i niewzruszalny: obywatelstwo można było stracić, na przykład za długi. Łatwo dostrzec, jak wiele rzymski wzorzec obywatelstwa miał cech gotowych do wykorzystania w nowożytnych państwach - klasowych, o wielkiej liczbie ludności i zajmujących rozległe terytoria.
Wzorce średniowiecza
W wiekach średnich żaden z wzorców obywatelstwa czasów starożytnych nie był powszechny. W feudalnych monarchiach powstałych na gruzach imperium rzymskiego nastąpił zanik instytucji obywatelstwa, co po części wiązało się z dezurbanizacją wczesnośredniowiecznej Europy. Z czasem jednak zaczęły powstawać nowe miasta, a stare - odtwarzać się i rozwijać. Ich geneza i formy ustrojowe były bardzo zróżnicowane, tak że trudno mówić o jednolitej instytucji obywatelstwa. O mnogości form ustrojowych oraz skomplikowanej stratyfikacji społecznej średniowiecznych miast przekonuje, obok dzieł historyków[8], opus magnum Maxa Webera, Gospodarka i społeczeństwo (2002). W najdojrzalszych formach instytucja obywatelstwa miejskiego ukształtowała się we włoskich republikach miejskich. Tam też dostrzegamy kontynuacje starożytnych wzorców, łącznie z pewnymi formami demokracji.
Fundamentem obywatelstwa miejskiego była osobista wolność i w zasadzie zamieszkiwanie w obrębie miasta oraz posiadanie tam nieruchomości. Domicyl musiał być już wówczas rozumiany dość luźno, skoro zajęciem istotnej części ludności miejskiej był handel, który nierzadko wymagał długotrwałych podróży. Miasta gromadziły ludzi o zróżnicowanych statusach. Liczną grupę stanowili zbiegowie z feudalnych włości (a to w związku z zasadą, że "powietrze miejskie czyni wolnym"), wolni przybysze z innych miast - kupcy i rzemieślnicy, szlachta ziemska i rycerstwo. Miasta były obywatelskimi stowarzyszeniami z wyraźnymi regułami inkluzji i ekskluzji oraz z własnymi zbiorami praw i zinstytucjonalizowanymi mechanizmami ich egzekwowania, co między innymi podkreślał Weber[9]. Pisał on, że typowe średniowieczne miasto jest
"wyposażonym w szczególne i charakterystyczne organy związkiem "obywateli", którzy w tej swej roli podlegają obejmującemu jedynie ich wspólnemu prawu, są zatem stanowymi "równoprawnymi towarzyszami"" (Weber 2002, s. 926). Ten związek obywateli ograniczał się w praktyce do najwyższej warstwy mieszkańców miast - do patrycjatu, który tworzyli najzamożniejsi mieszkańcy i najstarsze rody. Kolejna warstwa, pospólstwo, korzystała z wolności i ochrony miasta, ale nie uczestniczyła w decydowaniu o jego sprawach lub miała nań znikomy wpływ. Plebs, również złożony z ludzi wolnych, znajdował się w ogóle poza systemem miejskiej przynależności i władzy. I tu dochodzimy do bardzo ważnej cechy obywatelstwa średniowiecznego miasta: miało ono korporacyjny charakter w tym sensie, że prawa i obowiązki obywatela miasta były konsekwencją jego stanowo-cechowej przynależności. Jednostka brała udział w życiu miasta i korzystała z jego praw jako członek cechu czy gildii, a nie jako wolna i równa innym jednostka. Najważniejszy wymiar statusu obywatelskiego w średniowiecznym mieście to wymiar ekonomiczny, a nie polityczny. Podstawą roszczeń ludności miejskiej do obywatelstwa i stałego rozszerzania wolności i praw z nim związanych było, aż po czasy nowożytne, posiadanie majątku. Średniowieczne miasta włoskie, a później też hanzeatyckie, to - według znanego określenia Alexandra Hamiltona - republiki handlowe.
Status obywatela miejskiego miał zazwyczaj charakter ekskluzywny i to w wielorakim sensie. W wypadku miast włoskich w XIII i XIV wieku doszło do ukształtowania się wąskiej oligarchii, która z obywatelskich praw partycypacyjnych uczyniła fikcję, a dodatkowo uzyskanie obywatelstwa w inny sposób niż przez urodzenie stało się bardzo trudne. Szacunki dotyczące liczby pełnoprawnych obywateli na przełomie XIV i XV wieku mówią o kilku procentach mieszkańców w skrajnie oligarchicznej Wenecji, do 10% w relatywnie demokratycznej Florencji (za: Bukowska 2010, s. 19-20). Drugi powód ekskluzywności to liczne obowiązki obywatela i cnoty, którymi powinien się odznaczać. Miał być absolutnie lojalny wobec miasta, bronić jego honoru (co potwierdzano przysięgą nieraz coroczną), w każdej chwili miał być gotowy do jego obrony i łożyć na utrzymywanie obronnej infrastruktury, płacić podatki, prowadzić uczciwe interesy, co oznaczało stosowanie się do reguł swojej korporacji, oraz pełnić godnie urzędy. Powinien też być religijny. Niezdolność do płacenia podatków na rzecz miasta właściwie wyłączała z obywatelstwa. Można było też formalnie stracić status obywatelski z powodu bankructwa, popełnionego przestępstwa, innowierstwa lub herezji i zostać skazanym na banicję.
Z instytucji obywatelstwa średniowiecznego miasta do czasów nowożytnych przeniósł się, chyba w największym stopniu, szczególny związek uprawnień obywatelskich z płaceniem podatków. W tym dziedzictwie można się też doszukiwać korzeni zjawiska lokalnego patriotyzmu i stowarzyszeń obywatelskich.
Nowożytne dylematy obywatelstwa
Nowożytne dylematy obywatelstwa są treścią całej tej książki, bo w gruncie rzeczy są to dylematy współczesne. Nie da się w sposób równie skrótowy, tak jak w przypadku dziedzictwa starożytności i wieków średnich, uporządkować koncepcji i praktyk obywatelskich, które pojawiły się i rozwinęły w ciągu kilku ostatnich stuleci. Procesy, które w największym stopniu określiły materialną treść nowożytnej instytucji obywatelstwa, to narodziny scentralizowanych państw oraz zwycięski marsz kapitalizmu. W sferze idei natomiast ostatecznie ukształtowały się dwie meganarracje odnoszące się do wszystkich aspektów relacji między jednostką a wspólnotą, społeczeństwem, państwem i do kwestii dobrego życia oraz sprawiedliwego ładu społecznego. Panuje zgoda, że owe narracje to republikanizm i liberalizm. Należy jednak podkreślić typologiczny charakter tej opozycji, albowiem w różnych konkretnych koncepcjach wątki liberalne i republikańskie mogą występować w takim powiązaniu, że sensowne okazuje się mówienie o republikańskim liberalizmie czy też liberalnym republikanizmie (Dagger 2002, s. 146). Poruszanie się w obrębie tej typologii, gdy mamy do czynienia z konkretnymi myślicielami, szczegółowymi ideami, ich ewolucją w czasie i zależnością od lokalnych kontekstów polityczno-kulturowych, jest więc kwestią dość arbitralnych wyborów. "Nie było, nie ma i najpewniej nie będzie żadnej liberalnej ortodoksji - pisze Jerzy Szacki (1994, s. 23) - żadnego liberalizmu wzorcowego, z którym zgodność lub niezgodność decydowałaby o tym, że czyjeś poglądy są lub nie są liberalne, ewentualnie są liberalne w większym lub mniejszym stopniu". To zdanie jest w dwójnasób trafne w stosunku do republikanizmu, o którym trudno nawet powiedzieć, że jest nurtem filozoficznym.
Republikanizm nowożytny, gdy idzie o koncepcję obywatela, odwoływał się bezpośrednio do wzorca starożytności w obu jego odmianach i istotne różnice między republikanizmem rzymskim a ateńskim, mocno eksponowane przez Quentina Skinnera (1998), znalazły w nim odzwierciedlenie. Wzorzec rzymski z naciskiem na równą ochronę jednostek przez prawo, domicyl, a nie przynależność etniczną czy narodową, z małymi oczekiwaniami względem partycypacji, z ideą pluralistycznego, ale przy tym scentralizowanego państwa, uzupełniony o Heglowskie rozumienie społeczeństwa obywatelskiego jako sfery prywatnych interesów, zwłaszcza ekonomicznych, stał się wręcz fundamentem niemieckiej doktryny państwa prawnego. Lista myślicieli firmujących ten nurt republikanizmu mogłaby wyglądać następująco: Jean Bodin, Thomas Hobbes, Georg W.F. Hegel, Georg Jellinek. Natomiast reprezentantami bardziej "republikańskiego republikanizmu", bliżej nawiązującego do wzorca ateńskiego - z większym naciskiem na potrzeby wspólnoty, na cnoty obywatelskie i konieczność partycypacji w życiu wspólnoty, na ideę państwa jako dobra wspólnego - byli Niccol? Machiavelli i przede wszystkim Jean-Jacques Rousseau, a także z pewnymi wątpliwościami Alexis de Tocqueville. Ten nurt republikanizmu rozkwitł później, w XIX wieku, splatając się z romantyczną ideą narodu.
Wstęp
Państwo nigdy nie może być tym, czym wydaje się teoretykom liberalnym, tj. li tylko ramą dla społeczeństwa obywatelskiego. Jest ono także narzędziem walki o określony kształt wspólnego życia. Dlatego, praktycznie rzecz biorąc, bycie obywatelem jest ważniejsze aniżeli wszystkie inne nasze - rzeczywiste i możliwe - przynależności. Nie znaczy to, że musimy być bez przerwy obywatelami, odnajdując w polityce, jak chciał Rousseau, fundament swojego szczęścia. Większość z nas będzie szczęśliwa gdzie indziej, sprawami państwa zajmując się tylko od czasu do czasu. Ale musimy mieć państwo otwarte dla naszego dorywczego zaangażowania.
Michael Walzer (1997, s. 102)
Rozpoczynam tę książkę od frazy zbyt długiej jak na motto, ale jest w niej i głęboki sens, i rzadka w tekstach naukowych literacka uroda. Uwiodło mnie zwłaszcza potraktowanie państwa jako narzędzia walki o kształt wspólnego życia i nacisk na wielkie znaczenie obywatelstwa, stonowany wszakże odrzuceniem radykalnie republikańskich postulatów obywatelstwa totalnego. Te idee są mi bardzo bliskie i znajdują w mojej książce wielorakie uzasadnienie. Walzer, zanim przedstawił przywołaną wypowiedź, sformułował pytanie o najlepsze siedlisko dla dobrego życia i instytucje, które zabezpieczałyby istnienie tego siedliska. Wskazał następnie na cztery podstawowe odpowiedzi udzielone przez myśl społeczną XIX i XX wieku. Pierwsza z nich najlepszym siedliskiem uczyniła demokratyczne państwo tworzone przez zaangażowanych obywateli i podtrzymywane przez ich codzienną aktywność; druga to Marksowska wspólnota wytwórców, wolnych i samoorganizujących się; trzecia odpowiedź za najlepsze siedlisko dobrego życia uznała rynek, na którym autonomiczne jednostki dokonują nieustannych wyborów; czwarta opcja natomiast wskazała na naród pojmowany jako wspólnota krwi i historii. Walzer odrzuca wszystkie odpowiedzi jako jednostronne i proponuje krytyczny asocjacjonizm, kwestionujący wyobrażenie o istnieniu jednego najlepszego siedliska dobrego życia (Walzer 1997, s. 88-106). Jak by się jednak nie wzbraniał przed sformułowaniem własnej pozytywnej odpowiedzi, to z pewnością można mu przypisać przekonanie, że nie może istnieć siedlisko dla dobrego życia bez demokratycznego państwa, bez obywateli aktywnie odnoszących się do tego państwa, zdolnych do działań indywidualnych, autonomicznych, ale też potrafiących się stowarzyszać i podzielających pewien kanon wartości.
Interdyscyplinarne studia nad obywatelstwem są w świecie od kilku dekad bardzo intensywne. Wiele jest ku temu powodów. W szczególności czas prosperity Zachodu i intensyfikacja procesów globalizacji sprzyjały wysunięciu roszczeń wobec państwa i sformułowaniu ich w kategoriach praw obywatelskich przez grupy wcześniej niewyodrębnione lub marginalne. Najsilniejszym impulsem, który uczynił z kwestii obywatelstwa "gorący" problem teoretyczny i polityczny, były milionowe migracje ludzi, kierowanych głównie względami ekonomicznymi. Doprowadziły one do uformowania się licznych mniejszości narodowych, etnicznych i religijnych, co zburzyło wcześniejsze wzory asymilacji i ledwo co osiągniętą kulturową homogeniczność państw narodowych. W sukurs mniejszościom przyszła rewolucja praw człowieka dokonująca się na poziomie międzynarodowym i przyspieszająca demontaż ładu westfalskiego. W podobnym kierunku oddziałują także procesy integracji regionalnej, których spektakularnym przykładem jest Unia Europejska.
Inne silne impulsy do redefinicji kwestii obywatelstwa powstały przy okazji przekładania na język praw obywatelskich konfliktów wybuchających z powodu rasy, płci, orientacji seksualnej, a nawet konfliktów ekologicznych. Do tego obrazu oczywiście należy dołożyć powojenny rozwój obywatelstwa socjalnego, szczególnie intensywny w ramach europejskiego państwa dobrobytu. Ostatnie hasło w tym skróconym katalogu to kwestia tożsamości. Obywatelstwo stało się w XX wieku - jak nigdy w historii, może z wyjątkiem starożytnych Aten i włoskich średniowiecznych republik miejskich - fundamentem tożsamości jednostek, przynależnością ważniejszą niż wszystkie inne "możliwe i rzeczywiste przynależności".
Wszystkie te okoliczności razem wzięte sprawiają, iż w naukach społecznych - jak podkreślają Isin i Turner (2002, s. 4) - zapanowała zgoda, że obywatelstwo należy ujmować jako proces społeczny, w trakcie którego jednostki i grupy określają swoje miejsce w wielowymiarowej przestrzeni społecznej, w szczególności miejsce w sferze publicznej, gdzie prawa są zdobywane, rozszerzane, ale nieraz też tracone.
W tej książce krążę wokół rdzenia problematyki obywatelstwa. Zaczynam od skrótowego odtworzenia dziejów idei i instytucji obywatelstwa, ale nie czynię tego na sposób historyka. Idzie w przywołaniach historycznych wzorców o znalezienie stosownych pojęć i antynomii, które mogłyby być pomocne w porządkowaniu współczesnego pola kwestii obywatelstwa. Wynikło z tego wielce konwencjonalne uporządkowanie problematyki, ale mam nadzieję, że w tym starym opakowaniu kryje się trochę świeżych treści. Podkreślam konwencjonalność strukturalizacji książki także dlatego, iż mimo jej socjologicznego charakteru, we wszystkich rozdziałach uwidacznia się moje przeświadczenie, że obywatelstwo w najbardziej podstawowym oglądzie, w punkcie wyjścia, jest instytucją prawną.
Po uporaniu się z obywatelem postrzeganym przez pryzmat członkostwa w państwie oraz praw i obowiązków zajmuję się obywatelstwem jako uczestnictwem w decydowaniu o sprawach państwa, w szczególności kwestią partycypacji wyborczej, zagadnieniem minimalnych kompetencji obywatelskich i powodami znacznych deficytów obywatelskości w Polsce. Te ostatnie kwestie, a także tożsamościowy wymiar obywatelstwa, zostały częściowo potraktowane jako zagadnienia empiryczne.
Książkę wieńczą dwa rozdziały o charakterze po trosze eseistycznym. W jednym z nich podejmuję, inspirując się twórczością Ulricha Becka, kwestię perspektyw obywatelstwa państwowego i szans upowszechnienia się obywatelstwa kosmopolitycznego, a w drugim, i zarazem ostatnim, stawiam fundamentalne pytanie o kondycję państwa współczesnego i przeciwstawiam się tezie, że
- mówiąc językiem Walzera - przestało ono być siedliskiem dla dobrego życia.
Deklarowane krążenie wokół rdzenia problematyki obywatelstwa ma pewne dobre i niedobre konsekwencje. Dobre, ponieważ każdy rozdział stanowi całość względnie zamkniętą i wraca do niektórych spraw podstawowych, dzięki czemu może być lekturą autonomiczną. Niedobre, ponieważ jasność i kompletność wywodów wymagają pewnego powtórzenia zdań, tez, idei przedstawionych już w innych miejscach. Powstaje także wrażenie braku jednego schematu narracji, na przykład od ogółu do szczegółu albo odwrotnie - od szczegółu do ogółu. Dodatkowo rozdziały bardzo się różnią poziomem ogólności rozważań: od drobiazgowej analizy wskaźników wiedzy obywatelskiej po rozważania dotyczące fundamentów ładu światowego. To jednak niekoniecznie jest wadą, ponieważ i szczegół, konkret jest ważny, i potrzebne są próby uogólnień.
Książka w kilku rozdziałach wspiera się na badaniach empirycznych przeprowadzonych w ramach kierowanego przeze mnie projektu "Obywatelstwo w perspektywie socjologicznej", finansowanego z grantu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego i realizowanego w latach 2008-2010. Stąd też tytuł tej książki - może trochę na wyrost - został przesądzony, zanim napisałem pierwsze zdanie. Raportem z tych badań jest praca zbiorowa pod moją redakcją, zatytułowana Praktyki obywatelskie Polaków, przygotowana przez cały zespół badawczy, a opublikowana we wrześniu 2010 roku przez Wydawnictwo IFiS PAN. Tam też przybliżono metodologię badań. Ilościową część projektu stanowiło badanie ankietowe przeprowadzone na losowej, reprezentatywnej próbie dorosłych obywateli Polski. Badanie, według przygotowanego przez mój zespół kwestionariusza, zrealizowało Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) metodą bezpośredniego wywiadu ankieterskiego wspomaganego komputerowo. Wywiady przeprowadzono w dniach 26 marca-2 kwietnia 2009 roku. Jakościowa część projektu objęła 38 pogłębionych wywiadów tematycznie zogniskowanych na rozumieniu obywatelstwa. Wywiady były realizowane na podstawie ustrukturowanego scenariusza. Kryterium doboru respondentów do badania było przewidywane teoretyczne nasycenie przypadków. Ankieterami/moderatorami były osoby doświadczone w przeprowadzaniu tego typu badań - głównie doktoranci Instytutu Socjologii UW. Wywiady zrealizowano między styczniem a czerwcem 2009 roku.
W przedstawianej Czytelnikowi książce wykorzystałem fragmenty swoich wcześniejszych publikacji. Zasadnicza część rozdziału 3 była opublikowana we wspomnianej już pracy zbiorowej Praktyki obywatelskie Polaków, w rozdziale 6 zaś wykorzystałem istotne fragmenty mego rozdziału pochodzące z książki Zrozumieć współczesność pod redakcją Grzegorza Babińskiego i Marii Kapiszewskiej. Najszerzej spopularyzowany został rozdział ostatni - "Państwo i lud: relacje stare i nowe". Pierwotnie był to referat, który przedstawiłem w sesji plenarnej XIV Ogólnopolskiego Zjazdu Socjologicznego w Krakowie. Następnie został opublikowany w języku angielskim na łamach "Polish Sociological Review" (1/2011), a zasadnicza jego część w języku polskim ukazała się równolegle na łamach kwartalnika "Zarządzanie Publiczne" (2/2010). W książce wykorzystałem też drobne fragmenty swoich artykułów opublikowanych na łamach czasopism "Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny" oraz "Decyzje".