OBUDZIŁAM SIĘ ZIMNĄ NOCĄ i wyciągnęłam rękę, aby dotknąć śpiącego obok dziecka.
Ilekroć budzę się w nocy, to zdanie tłucze się po mojej głowie jak szczur po klatce, nie pamiętam, skąd je wzięłam, jest jak sen, który czmychnął tuż po obudzeniu i zostawił po sobie nieokreślony absmak, komórkową pamięć czegoś, co się wydarzyło w innym czasie, innym świecie.
Śpi, ale zsunęło z siebie kołdry i palta, ciężkie jak sterta desek. Jednak jest ciepłe, jakby zimno go nie dotyczyło. To zimno, które obezwładnia mnie codziennie od początku października do maja, a ja nie mogę się do niego przyzwyczaić.
Leży na brzuchu w polarowym zajęczym kostiumie z wielkimi uszami sterczącymi z kaptura.
Hej, zajączku. Zajączko. Przykryję cię. Tak?
Nasuwam na nią po kolei kołdry i płaszcze, a ona wyczołguje się spod nich przez sen jak żółw wędrujący po piasku. Odgarniam więc te wszystkie warstwy, którymi chciałam ją zniewolić, i przykrywam tylko puchową pianką opakowaną w gładki batyst, luksusową, kosztowną pierzynką, prezentem ślubnym od byłej dziewczyny pana młodego. Dziecko zwija się w kłębek, obejmując skraj pierzynki, nieruchomieje, oddycha spokojnie i cicho.
Chce mi się palić. Z samego wierzchu sterty przykryć biorę twoją puchówkę, zakładam ją i wychodzę na taras. Na dworze jest zimniej niż w domu, ale nie jest to tak dotkliwy chłód, wiatr jest prawie ciepły, papieros jarzy się prawdziwym ogniem, mocny wdech rozgrzewa mnie od środka. Ciemna ściana lasu podchodzi coraz bliżej, ale e-ściana otacza dom drżącą poświatą, nawet mysz się nie przeciśnie, co dopiero większy obiekt. Przeleciały dwa drony, szperając po krzakach zimnymi reflektorami, a potem zapadła dziwna, niepokojąca cisza, niezwykła, bo zawsze słychać jakieś warkoty, dalekie wystrzały, krzyki. Idealny spokój, jakby zaraz miało coś się wydarzyć. Nikogo. I nagle widzę ognik, maleńki płomyczek za e-ścianą, drżący. Jakby ktoś zapalał papierosa. A potem żarzący się punkcik wędrujący po czarnej tablicy lasu, kreślący niezrozumiałe hieroglify. Palimy. Jak żołnierze w okopach po dwóch stronach frontu, kiedyś, na jakiejś wojnie, czytałam. Międzynarodówka palących. Wyklęty lud dymu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki