obudzić sny - Edyta Nowak
10.10 zł
8.38 zł
(8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
co ty wyprawiasz
życie moje
między światami
sama tu stoję
spoglądam w tęczy
złote kolory
we mnie grasują
czarne demony
co rozrywają
duszę w kawałki
już mało zostało
strzęp poszarpanych
nie umiem ich zlepić
wciąż uciekają
w czarne kruki
się zamieniają
wzlatują wysoko
szponami chwytają
resztki mnie w otchłań
głęboko rzucają
codziennie rano spoglądam w lustro
szukam dziewczyny z tamtych lat
w odbiciu widać tylko cierpienie
zmarszczki na twarzy rysuje świat
oczy przepełnia czara goryczy
łez wylewają strumienie do rzek
usta nie znają słodkiego uśmiechu
spoczywa na nich smutek i żal
ciało bezwładne szuka dotyku
takiego co budzi motyli szał
co tęskni za drżeniem
za oczu spojrzeniem
za serca biciem w miłości życiem
codziennie rano spoglądam w lustro
na smutne zamglone odbicie
w samotnej krainie
samotna dziewczyna
powoli traci życie
zatańcz ze mną zatańcz
ten jeden jedyny raz
chwyć moją rękę chwyć
dla mnie zatrzymaj czas
obejmij w tańcu obejmij
szal ze mnie zerwij
poprowadź odważnie poprowadź
w szaleństwa ton wprowadź
tańczmy do rana w kroplach szampana
zatopmy strapienia i troski
w tańcu zatrzymaj gasnący płomień
swym pocałunkiem po ciele mym płyń
tym jednym drżeniem oczu spojrzeniem
zabierz w rozkoszy smak
wirując w tańcu w objęciach twych
pozwól się skryć pozwól śnić
uwolnij mnie z czeluści
ciemnej i zimnej
z lodu serce
by zaczęło znów bić
z deszczowej krainy
zziębniętą mokrą obolałą
bym mogła żyć sobą całą
wypij ze mnie rzekę łez
która zalała mą duszę
aby z nią nie utonęło ciało
pozwól się w tobie osuszyć
by serca nie ubywało
wyprowadź do słońca
bym ogrzać się mogła
w jego gorących promieniach
i ułóż wygodnie
na zielonej polanie
otul dłonie spękane
spraw bym poczuła od nowa
serca swego bicie
odbuduj mnie
bym znów pokochała życie
każdego dnia
napięcie
wzburzenie
niepokój kochanie
takie fundujesz mi śniadanie
nienawiść
harmider zazdrość i gniew
niechęć gotujesz na obiad serwujesz
i na kolację pełna zastawa
udręka
cierpienie
strapienia i męka
a nocą ciemną rośnie ten strach
niepewność i lęk
obawa i zgroza
ot cała życia proza
dzisiaj układ mam z aniołem
dał mi skrzydła by polatać
by popatrzeć co tam w dole
i jak rany swe załatać
świat ujrzałam całkiem inny
otworzyłam wreszcie oczy
tu na górze świat niewinny
a na dole łza łzę toczy
kiedy zejdę już na ziemię
kiedy skrzydła oddam białe
wtedy zmienię najpierw siebie
uratuję strzępki małe
poukładam mały świat
otworzę serce malutkie
podążę ścieżką bez bólu i wad
rozpocznę od nowa życie calutkie
w pościeli kładę swe ciało
zamarznięte i kruche
bez ciebie
jeszcze suche
zanurzę się w niej
bo za chwilę mi przyjdziesz
na jawie we śnie
ubrany w kolory tęczy
dzień długi męczy
a nocą każdą obejmujesz czule
odkrywasz miejsca nie znane
delikatne dłonie jakby z nici pajęczyn utkane
rozpalasz ciało tego chcę kochanie
gdy rankiem Cię ujrzę
i zjemy śniadanie
a ty boso po cichu bez słów
wymykasz się szybko
lecz przyjdziesz mi znów
noc taka ciemna
dziwnie tak
zmęczone oczy
wytrzeszcz północy
pies dziwnie szczeka
najeżył swoją sierść
ktoś obok stoi ktoś jest
a może nie
kolejna nocka
taka stargana
czekać muszę jasnego rana
i znowu cisza
dookoła martwa
serce kruszeje
jak stara dratwa
gdzieś tam za ścianą
znowu ten krzyk
wezmę wody łyk
bym nie spragniona
była tej nocy
a gardło nie wyschło
wołając pomocy
w martwą ciszę
pozwól mi odejść
z twojej niewoli
pozwól mi cieszyć się życiem
powoli
tam gdzie jest słońce
chce widzieć je
księżyc i gwiazdy na nocy tle
pozwól mi odejść po cichu spokojnie
bez słów zbędnych szarpań wzajemnych
pozwól mi odejść od ciebie już
nie rań mnie tonem z kolcami róż
nie ma już nic pomiędzy nami
dzielimy się tylko obowiązkami
wygasła miłość ta co jej nie było
zmuszona siła trochę fałszywa
pozwól mi odejść bo serce mi pęka
dusza już jęczy
bo to udawanie bardzo mnie męczy
przyrzekałeś mi przyjaźń
taką prawdziwą
mówiłeś mi często
że jestem wyjątkową dziewczyną
i na zawsze przy mnie będziesz
że posiadam ten dar
którego zazdrości mi każdy
a ty ze mną będziesz
mówiłeś też że serca swego dajesz połowę
i że czasami traciłeś głowę
ale zawsze przy mnie będziesz
że do końca życia będziesz mówił
jak dużo dla ciebie znaczę
i zawsze przy mnie będziesz
mówiłeś też że w każdej potrzebie
mogę liczyć na ciebie
bo na zawsze przy mnie będziesz
a dziś już wiem
że te słowa te obietnice
były puste bez pokrycia
a obiecywałeś do końca życia
może kiedyś spotkamy się
powiem wtedy
że nigdy o tobie nie zapomniałam
jeśli spotkamy się
powiem wtedy
że zawsze o tobie myślałam
gdy spotkamy się powiem wtedy
że tak musiało być
jak już spotkamy się za kilka lat
zapytam wtedy
gdzie byłeś gdy cię potrzebowałam
co robiłeś gdy łzy wylewałam
opuściłeś choć tak kochałam
a dziś chcesz ze mną być
gdy ja nauczyłam się
bez ciebie żyć
tylko ty
dostrzegłeś w tych oczach
iskierki tlące się jeszcze w popiele uczuć
tylko ty
widziałeś uśmiech w tej twarzy
choć spowita smutkiem cierpieniem
tylko ty
słyszałeś szepty z tych ust zaszytych milczących
tylko ty
odkryłeś wnętrze tej duszy uwięzionej za kratami losu
i tylko ty
przez grube mury doświadczeń złych
poczułeś umierającego serca bicie
to ty tylko ty
przywróciłeś to życie
wczoraj wszystko było nasze
nasze wschody i zachody
nasze deszcze nasze burze
nawet ziemia była nasza
tak jak ptaki wszystkie drzewa
nawet róże
wczoraj wszystko było nasze
nasze niebo nasze gwiazdy
nawet księżyc świecił jasno
szczęścia chwile te spojrzenia
nasze wspólne uniesienia
wspólne plany i marzenia
wczoraj wszystko było nasze
dziś już nie ma wspólnych chwil
dzisiaj nie ma słowa my
dziś oddzielny mamy świat
dzisiaj nie ma tamtych nas
oto ja
jak lwica dzielna waleczna
o niezniszczalnej sile
nie dam się wam
panowie świata ciemności
istoty z podziemia nie tego
wy demony chorób i śmierci
krew wysysające słabych dusz
rzucić na kolana się nie dam
oto ja
wojowniczka i strażniczka
o potężnej sile do walki
oświetlam
mroczne chwile sierot płaczących
zamieniam wszystkie blizny w piękno
tych co jeszcze kuleją
podnoszę upadłe anioły
przeprawa przez życie
łatwa nie była
ale przez trudności coście podali
wykułam potężną zbroję
gotowa do walki
oto ja
niczym ptak w locie
pokażę wam gniew
jak tsunami siła
a miłością lśniącą blaskiem
jak anioł błogosławiony
wypędzam was
jesteście pokonani
jak feniks jestem
oto ja
już więcej nie spłynie
z żadnych oczu łza...
przyszedłeś dziś do mnie
widziałam cię
choć oczy nieprzytomne
chwyciłeś w ramiona
me zimne dłonie
tak pokazałeś uczucie które płonie
ogromną miłością pragnieniem nieznanym
tak tajemniczym i tak czekanym
przyszedłeś do mnie
widziałam twą postać
tak mało tak krótko
nie mogłeś zostać
gdy rankiem o świcie
swe oczy otwieram
resztki snu z tobą w szkatułkę zbieram
pragnę cię zamknąć w sercu na dnie
byś nie przychodził tylko we śnie
chce budzić się z tobą widzieć i czuć
z tobą oddychać marzenia swe snuć
śmierć powolna
bardzo boli
to odcinana
kawałek po kawałku
cząstka duszy i ciała
jesteś jak nóż
tylko
nie naostrzony
tniesz głęboko
zostawiając jedynie ból
przedziera się krew
wypływa pomiędzy nami
zostawia pustkę
skurczone żyły
tętna brak
trudno się goją
rany szarpane
to blizn niezliczony ślad
to słowa
wypowiedziane nie usłyszane
to krzyk
choć głos już padł
jeśli chcesz zabić
to zrób to raz