Obudź w sobie Olbrzyma - Tony Robbins

-
Proszę czekać

Rozdział trzeciSIŁA, KTÓRA KSZTAŁTUJE TWOJE ŻYCIE

Kiedy na chwilę przestaje panować rozum, ludzie żyją pod rządami nastroju i pasji.

SIR THO­MAS BROW­NE

Kie­dy to się sta­ło, upra­wia­ła bieg już od pół go­dzi­ny. Na­gle chy­ba tu­zin mło­dych chłop­ców pu­ścił się pę­dem w jej kie­run­ku. Za­nim zda­ła so­bie spra­wę z tego, co się dzie­je, do­pa­dli ją, wcią­gnę­li w krza­ki i za­czę­li bić oło­wia­ną rur­ką. Je­den chło­piec ko­pał ją w twarz tak dłu­go, aż za­czę­ła ob­fi­cie krwa­wić. Na­stęp­nie zgwał­ci­li ją i zo­sta­wi­li prze­ko­na­ni, że nie żyje.

Je­stem pe­wien, że sły­sza­łeś o tej tra­ge­dii. To okrop­ne prze­stęp­stwo mia­ło miej­sce w Cen­tral Park w No­wym Jor­ku kil­ka lat temu. Tam­tej nocy by­łem w No­wym Jor­ku. Czu­łem się wręcz spa­ra­li­żo­wa­ny bru­tal­no­ścią ata­ku, ale chy­ba jesz­cze więk­sze wra­że­nie zro­bi­ła na mnie wia­do­mość, kim byli na­past­ni­cy. Były to dzie­ci w wie­ku od czter­na­stu do sie­dem­na­stu lat. Wbrew pa­nu­ją­cym ste­reo­ty­pom, nie były one bied­ne ani też nie po­cho­dzi­ły z pa­to­lo­gicz­nych ro­dzin. Wszyst­ko to byli chłop­cy z pry­wat­nych szkół, dzie­cia­ki gra­ją­ce w klu­bach spor­to­wych i bio­rą­ce pry­wat­ne lek­cje mu­zy­ki. Nie dzia­ła­li pod wpły­wem nar­ko­ty­ków ani też nie kie­ro­wa­li się mo­ty­wa­mi ra­so­wy­mi. Na­pa­dli tę dwu­dzie­sto­ośmo­olet­nią ko­bie­tę i omal jej nie za­bi­li wy­łącz­nie z jed­ne­go po­wo­du: dla za­ba­wy.

Wy­my­śli­li na­wet okre­śle­nie na to, co pla­no­wa­li zro­bić i co zro­bi­li: "za­ba­wa w dzicz".

Nie wię­cej niż dwa­dzie­ścia pięć mil od sto­li­cy na­sze­go kra­ju sa­mo­lot ru­nął na zie­mię tuż po star­cie z Lot­ni­ska Kra­jo­we­go pod­czas ol­brzy­miej śnie­ży­cy. Ude­rzył w most Po­to­mac w sa­mym środ­ku go­dzin szczy­tu. Na miej­sce wy­pad­ku na­tych­miast wy­sła­no eki­py ra­tun­ko­we. Ruch był cał­ko­wi­cie za­blo­ko­wa­ny i most stał się jed­ną wiel­ką sce­ną pa­ni­ki i cha­osu. Pra­cę stra­ża­ków i ekip ra­tun­ko­wych utrud­niał ogrom znisz­czeń. Raz po raz nur­ko­wa­li, usi­łu­jąc ra­to­wać ofia­ry ka­ta­stro­fy.

Pe­wien męż­czy­zna, jed­na z ofiar wy­pad­ku, od­da­wał swo­ją ka­mi­zel­kę ra­tun­ko­wą in­nym, ile­kroć mu ją zrzu­ca­no. Oca­lił w ten spo­sób ży­cie wie­lu lu­dziom, ale nie wła­sne. Za­nim do­tarł do nie­go he­li­kop­ter ra­tun­ko­wy, wpadł pod lód. Od­dał swo­je ży­cie, aby ura­to­wać zu­peł­nie ob­cych lu­dzi! Co spra­wi­ło, iż tak wy­so­ko ce­nił on ży­cie in­nych lu­dzi, któ­rych na­wet nie znał, że go­tów był od­dać dla nich wła­sne?

Co po­wo­du­je, że czło­wiek "z do­bre­go domu" za­cho­wu­je się tak bru­tal­nie i nie ma na­wet naj­mniej­szych wy­rzu­tów su­mie­nia... pod­czas gdy inny czło­wiek po­świę­ca wła­sne ży­cie dla ra­to­wa­nia ob­cych so­bie lu­dzi? Co czy­ni bo­ha­te­ra i prze­stęp­cę, ego­istę i spo­łecz­ni­ka? Co wa­run­ku­je róż­ni­cę mię­dzy za­cho­wa­nia­mi po­szcze­gól­nych lu­dzi? Od­po­wie­dzi na to py­ta­nie szu­kam z pa­sją przez całe ży­cie. Jed­no jest dla mnie ja­sne: isto­ta ludz­ka nie jest isto­tą przy­pad­ko­wą i wszyst­kie na­sze dzia­ła­nia mają ja­kieś po­wo­dy. Cza­sem nie zda­je­my so­bie z tych po­wo­dów spra­wy, ale bez wąt­pie­nia za każ­dym ludz­kim czy­nem kry­je się siła, któ­ra nami kie­ru­je. Siła ta wy­wie­ra wpływ na każ­dy aspekt na­sze­go ży­cia, od kon­tak­tów z in­ny­mi i sy­tu­acji fi­nan­so­wej, po na­sze cia­ła i umy­sły. Czym jest ta siła, któ­ra kon­tro­lu­je two­je dzia­ła­nia na­wet w tej chwi­li i bę­dzie nad nimi pa­no­wać aż do koń­ca twe­go ży­cia?

Cier­pie­nie i przy­jem­ność! Wszyst­ko, co ro­bi­my, ro­bi­my albo z po­trze­by unik­nię­cia cier­pie­nia, albo z po­trze­by zy­ska­nia przy­jem­no­ści.

Tak czę­sto sły­szę lu­dzi mó­wią­cych o zmia­nach, ja­kie chcie­li­by wpro­wa­dzić w swo­im ży­ciu. Ale nie mogą się prze­ła­mać. Czu­ją się sfru­stro­wa­ni, przy­gnie­ce­ni oko­licz­no­ścia­mi, są na­wet na sie­bie źli, po­nie­waż wie­dzą, że po­win­ni pod­jąć ja­kieś dzia­ła­nia, ale nie po­tra­fią się do tego na­kło­nić. Pod­sta­wo­wa przy­czy­na tego sta­nu rze­czy jest na­stę­pu­ją­ca: wszy­scy oni pró­bu­ją zmie­nić swo­je za­cho­wa­nie, któ­re jest skut­kiem, za­miast za­jąć się kry­ją­cą się za nim przy­czy­ną.

Zro­zu­mie­nie i wy­ko­rzy­sta­nie sił cier­pie­nia i przy­jem­no­ści po­zwo­li ci od razu wpro­wa­dzić trwa­łe zmia­ny oraz ulep­szyć za­rów­no sa­me­go sie­bie, jak i tych, któ­rzy są ci bli­scy. Nie­zro­zu­mie­nie tych sił ska­zu­je cię na ży­cie ste­ro­wa­ne re­ak­cja­mi, a więc funk­cjo­no­wa­nie po­dob­ne do zwie­rząt czy ma­szyn. Być może wy­da­je ci się to zbyt­nim uprosz­cze­niem, ale za­sta­nów się nad tym chwi­lę. Dla­cze­go cza­sem nie ro­bisz tego, co wiesz, że po­wi­nie­neś zro­bić?

Czym w koń­cu jest na­wyk od­kła­da­nia wszyst­kie­go na póź­niej? To ocią­ga­nie się to sy­tu­acja, kie­dy wiesz, że po­wi­nie­neś coś zro­bić, ale nie ro­bisz. Dla­cze­go? Od­po­wiedź jest pro­sta: na ja­kimś po­zio­mie świa­do­mo­ści je­steś prze­ko­na­ny, że pod­ję­cie da­nych dzia­łań w da­nej chwi­li przy­nio­sło­by ci wię­cej sze­ro­ko ro­zu­mia­ne­go cier­pie­nia niż ich odło­że­nie na póź­niej. Czy kie­dy­kol­wiek zda­rzy­ło ci się od­kła­dać coś tak dłu­go, że na­gle po­czu­łeś ko­niecz­ność zro­bie­nia tego, pod­ję­cia dzia­ła­nia. Co się sta­ło? Zmie­ni­ła się two­ja oce­na rze­czy przy­jem­nych i nie­przy­jem­nych. Nie­podej­mo­wa­nie dzia­ła­nia sta­ło się na­gle bar­dziej bo­le­sne. Od­czu­wa to wie­lu Ame­ry­ka­nów w oko­li­cach 14 kwiet­nia!3

Człowiek, który cierpi, gdy nie jest to konieczne, cierpi bardziej, niż jest to konieczne.

SE­NE­CA

Co po­wstrzy­mu­je cię przed za­gad­nię­ciem męż­czy­zny lub ko­bie­ty two­ich ma­rzeń? Co po­wstrzy­mu­je cię przed uru­cho­mie­niem in­te­re­su, któ­ry pla­nu­jesz od lat? Dla­cze­go wciąż od­kła­dasz przej­ście na die­tę? Dla­cze­go uni­kasz pi­sa­nia pra­cy ma­gi­ster­skiej? Dla­cze­go nie kon­tro­lu­jesz kwot prze­zna­czo­nych na in­we­sty­cje? Co po­wstrzy­mu­je cię przed przed­się­wzię­ciem wszyst­kich tych dzia­łań, któ­re uczy­ni­ły­by two­je ży­cie do­kład­nie ta­kim, ja­kim je so­bie wy­obra­żasz?

Choć do­brze wiesz, że wszyst­kie te dzia­ła­nia przy­nio­sły­by ci ko­rzy­ści, że z pew­no­ścią da­ły­by kie­dyś wie­le przy­jem­no­ści, nie ro­bisz nic tyl­ko dla­te­go, że w okre­ślo­nym mo­men­cie dzia­ła­nie ko­ja­rzy ci się z więk­szy­mi przy­kro­ścia­mi niż odło­że­nie wszyst­kie­go na póź­niej, niż prze­pusz­cze­nie ja­kiejś oka­zji. W koń­cu co się sta­nie, je­śli za­gad­niesz wy­ma­rzo­ną oso­bę i spo­tkasz się z od­mo­wą? Co - je­śli nie po­wie­dzie ci się pro­jekt biz­ne­su i utra­cisz bez­pie­czeń­stwo, ja­kie daje ci obec­na pra­ca? Co - je­śli za­czniesz die­tę i prze­cier­pisz wszyst­ko, co jest zwią­za­ne z gło­dze­niem się, tyl­ko po to, by póź­niej znów przy­tyć i wró­cić do obec­nej wagi? A je­śli za­in­we­stu­jesz i stra­cisz pie­nią­dze? Po co więc pró­bo­wać?

U wie­lu lu­dzi strach przed stra­tą jest o wie­le sil­niej­szy niż żą­dza zy­sku. Co zmo­bi­li­zo­wa­ło­by cię bar­dziej: po­wstrzy­ma­nie ko­goś przed ukra­dze­niem ci stu ty­się­cy cięż­ko za­pra­co­wa­nych w cią­gu ostat­nich pię­ciu lat do­la­rów czy też może per­spek­ty­wa za­ro­bie­nia tych sa­mych stu ty­się­cy w cią­gu ko­lej­nych pię­ciu lat? Fak­tem jest, że więk­szość z nas o wie­le cię­żej pra­co­wa­ła­by, aby utrzy­mać coś, co już po­sia­da­my, niż aby pod­jąć ry­zy­ko ko­niecz­ne dla zdo­by­cia cze­goś, cze­go na­praw­dę chce­my.

Sekret sukcesu polega na tym, aby nauczyć się, jak wykorzystać cierpienie i przyjemność i jak nie pozwolić, aby cierpienie i przyjemność wykorzystywały ciebie. Jeśli to zrobisz, panujesz nad swoim życiem, jeśli nie, twoje życie panuje nad tobą.

AN­THO­NY ROB­BINS

Czę­sto pod­czas dys­ku­sji nad tymi dwie­ma si­ła­mi, któ­rym pod­le­ga­my, po­ja­wia się in­te­re­su­ją­ce py­ta­nie: Dla­cze­go lu­dzie, któ­rzy zno­szą cier­pie­nia, nie chcą się zmie­nić? Otóż nie do­świad­czy­li oni wy­star­cza­ją­co wie­lu cier­pień, nie osią­gnę­li jesz­cze gra­ni­cy, któ­rą na­zy­wam PRO­GIEM EMO­CJO­NAL­NYM. Je­śli kie­dy­kol­wiek zna­la­złeś się w de­struk­cyj­nie wpły­wa­ją­cym na cie­bie związ­ku emo­cjo­nal­nym i w koń­cu pod­ją­łeś de­cy­zję, by użyć swo­jej siły, za­cząć dzia­łać i zmie­nić swo­je ży­cie, sta­ło się tak praw­do­pob­nie dla­te­go, że cier­pie­nie osią­gnę­ło taki po­ziom, że nie chcia­łeś go już dłu­żej zno­sić. Każ­dy z nas prze­żył kie­dyś chwi­lę, w któ­rej po­wie­dział so­bie: "Dość tego, nig­dy wię­cej, mu­szę coś zmie­nić!"

To wła­śnie ta ma­gicz­na chwi­la, w któ­rej cier­pie­nie sta­je się na­szym sprzy­mie­rzeń­cem. Zmu­sza nas ono do pod­ję­cia no­wych dzia­łań i osią­gnię­cia no­wych re­zul­ta­tów. W ta­kiej chwi­li przy­mus dzia­ła­nia sta­je się jesz­cze sil­niej­szy, je­śli za­czy­na­my so­bie rów­nież wy­obra­żać, jak wiel­ką przy­jem­ność przy­nio­są nam w przy­szło­ści za­mie­rzo­ne zmia­ny.

Ten pro­ces nie ogra­ni­cza się oczy­wi­ście tyl­ko do związ­ków emo­cjo­nal­nych. Być może osią­gną­łeś próg emo­cjo­nal­ny w związ­ku z wła­sną kon­dy­cją fi­zycz­ną: w koń­cu po­czu­łeś, że masz do­syć, kie­dy nie mo­głeś wci­snąć się w fo­tel na po­kła­dzie sa­mo­lo­tu, nie mie­ści­łeś się już w sta­re ubra­nia albo bar­dzo się mę­czy­łeś, wcho­dząc po scho­dach. Po­wie­dzia­łeś so­bie w koń­cu "Do­syć!", i pod­ją­łeś de­cy­zję. Co sta­no­wi­ło mo­ty­wa­cję tej de­cy­zji? Chęć usu­nię­cia z ży­cia cier­pie­nia i przy­wró­ce­nia przy­jem­no­ści - przy­jem­no­ści wy­ni­ka­ją­cej z dumy, przy­jem­no­ści, jaką daje kom­fort, przy­jem­no­ści zwią­za­nej z wy­so­ką sa­mo­oce­ną i tej wy­ni­ka­ją­cej z pro­wa­dze­nia ży­cia, na ja­kie za­słu­gu­jesz.

Jest wie­le po­zio­mów bólu i przy­jem­no­ści. Na przy­kład po­czu­cie po­ni­że­nia sta­no­wi ra­czej wy­so­ki po­ziom cier­pie­nia emo­cjo­nal­ne­go. Po­czu­cie nie­wy­go­dy jest rów­nież cier­pie­niem, po­dob­nie jak nuda. Nie­któ­re z tych uczuć są oczy­wi­ście mniej in­ten­syw­ne, ale każ­de z nich sta­no­wi ele­ment w rów­na­niu po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji. Ele­men­ta­mi tego rów­na­nia są rów­nież przy­jem­no­ści. Wie­le z na­szych ży­cio­wych mo­ty­wa­cji bie­rze się z prze­wi­dy­wa­nia lep­szej przy­szło­ści, do któ­rej do­pro­wa­dzą nas obec­ne dzia­ła­nia, z prze­ko­na­nia, że wy­ko­ny­wa­na obec­nie pra­ca przy­nie­sie wkrót­ce re­zul­ta­ty, że na­gro­da w po­sta­ci przy­jem­no­ści jest już bli­sko.

Rów­nież w przy­pad­ku przy­jem­no­ści mo­że­my mó­wić o wie­lu po­zio­mach. Na przy­kład przy­jem­ność wy­ni­ka­ją­ca z za­chwy­tu, choć dla więk­szo­ści z nas bar­dzo in­ten­syw­na, może zo­stać cza­sem prze­wa­żo­na przez przy­jem­ność wy­ni­ka­ją­cą z kom­for­tu. Wszyst­ko za­le­ży od in­dy­wi­du­al­nych punk­tów wi­dze­nia.

Roz­waż­my dla przy­kła­du na­stę­pu­ją­cą sy­tu­ację: pod­czas prze­rwy na lunch prze­cho­dzisz obok par­ku, w któ­rym wła­śnie gra­ją sym­fo­nię Beetho­ve­na. Czy za­trzy­masz się, żeby po­słu­chać? Za­le­ży to przede wszyst­kim od wagi, jaką przy­kła­dasz do mu­zy­ki po­waż­nej. Nie­któ­rzy rzu­ci­li­by do­słow­nie wszyst­ko, aby po­słu­chać gwał­tow­nych tak­tów Ero­iki. Dla nich Beetho­ven ozna­cza czy­stą przy­jem­ność. Jed­nak dla in­nych słu­cha­nie mu­zy­ki po­waż­nej jest rów­nie istot­ne jak ze­szło­rocz­ny śnieg. Zno­sze­nie dźwię­ków by­ło­by więc dla nich cier­pie­niem. Tacy lu­dzie przej­dą obok par­ku jak naj­szyb­ciej i uda­dzą się z po­wro­tem do pra­cy.

Jed­nak na­wet nie­któ­rzy mi­ło­śni­cy mu­zy­ki po­waż­nej nie zde­cy­du­ją się, by przy­sta­nąć i po­słu­chać. Może prze­wi­dy­wa­na przy­krość wy­ni­ka­ją­ca ze spóź­nie­nia się do pra­cy prze­wa­ży przy­jem­ność słu­cha­nia mu­zy­ki? Mogą też być prze­ko­na­ni, że słu­cha­nie mu­zy­ki w środ­ku dnia jest stra­tą cza­su i ból spo­wo­do­wa­ny po­czu­ciem ro­bie­nia cze­goś nie­wła­ści­we­go bę­dzie więk­szy niż przy­jem­ność, któ­rej mo­gła­by do­star­czyć mu­zy­ka?

Na­sze ży­cie jest co­dzien­nie wy­peł­nia­ne tego typu psy­chicz­ny­mi ne­go­cja­cja­mi. Nie­ustan­nie roz­wa­ża­my róż­ne moż­li­wo­ści dzia­ła­nia oraz wpływ, jaki mia­ły­by one na nas.

NAJ­WAŻ­NIEJ­SZA LEK­CJA W ŻY­CIU

Do­nald Trump i Mat­ka Te­re­sa po­wo­do­wa­ni są do­kład­nie tą samą siłą. Już sły­szę, jak mó­wisz: "Chy­ba masz coś nie tak z gło­wą. Tony! Nie moż­na chy­ba zna­leźć dwóch bar­dziej róż­nych od sie­bie osób". Nie da się oczy­wi­ście za­prze­czyć, że wy­zna­wa­ne przez nich war­to­ści leżą do­kład­nie na dwóch prze­ciw­nych koń­cach ska­li. Ale i jed­no, i dru­gie kie­ru­je się przy­jem­no­ścią i cier­pie­niem. Ży­cie każ­dej z tych istot ukształ­to­wa­ne jest tym, z cze­go na­uczy­li się czer­pać przy­jem­no­ści, i tym, co we­dle ich do­świad­czeń przy­spa­rza cier­pień. Naj­waż­niej­szą lek­cją w ży­ciu jest od­kry­cie, co spra­wia nam przy­jem­ność, a co po­wo­du­je ból. Treść tej lek­cji jest zu­peł­nie inna w przy­pad­ku każ­de­go z nas i dla­te­go każ­dy z nas jest inny.

Co pro­wa­dzi­ło Do­nal­da Trum­pa przez cale ży­cie? Na­uczył się osią­gać przy­jem­ność z pły­wa­nia na naj­więk­szych i naj­droż­szych jach­tach, na­by­wa­nia naj­bar­dziej eks­tra­wa­ganc­kich bu­dyn­ków, do­ko­ny­wa­nia naj­spryt­niej­szych trans­ak­cji. Krót­ko mó­wiąc, czer­pał przy­jem­no­ści z po­sia­da­nia naj­więk­szych i naj­droż­szych za­ba­wek. Z czym na­uczył się ko­ja­rzyć cier­pie­nie? W wie­lu wy­wia­dach ujaw­nił, że naj­więk­sze ży­cio­we cier­pie­nie to dla nie­go świa­do­mość, że jest w czymś gor­szy od ko­go­kol­wiek. Cier­pie­nie to w jego przy­pad­ku nie­po­wo­dze­nie. Siła, któ­ra wciąż pcha­ła go do suk­ce­su, ma na­praw­dę swój po­czą­tek w uni­ka­niu cier­pie­nia. To o wie­le sil­niej­szy czyn­nik mo­ty­wu­ją­cy niż dą­że­nie do przy­jem­no­ści. Wie­lu kon­ku­ren­tów z ra­do­ścią oglą­da­ło cier­pie­nie, któ­re­go Trump do­świad­czył po upad­ku swo­je­go im­pe­rium fi­nan­so­we­go. Jed­nak o wie­le cen­niej­sze niż osą­dza­nie go - lub ko­go­kol­wiek in­ne­go, włącz­nie z sa­mym sobą - może się oka­zać zro­zu­mie­nie, co nim kie­ro­wa­ło, oraz współ­czu­cie dla cier­pie­nia, któ­re­go nie­wąt­pli­wie do­świad­czył.

Mat­ka Te­re­sa sta­no­wi zu­peł­nie inny przy­kład tego sa­me­go zja­wi­ska. Oto ko­bie­ta, któ­ra trosz­czy się o in­nych tak bar­dzo, że ile­kroć wi­dzi cier­pie­nie in­nych lu­dzi, sama cier­pi. Nie­spra­wie­dli­wość sys­te­mu ka­sto­we­go ra­ni­ła ją moc­no. Od­kry­ła, że kie­dy po­dej­mo­wa­ła dzia­ła­nia, by po­móc in­nym, zni­ka­ło ich cier­pie­nie, a więc i jej wła­sny ból.

Mat­ka Te­re­sa po­tra­fi od­na­leźć osta­tecz­ny cel ży­cia w jed­nej z naj­uboż­szych dziel­nic Kal­ku­ty, Mie­ście Ra­do­ści, któ­re prze­peł­nio­ne jest po­nad mia­rę mi­lio­na­mi gło­du­ją­cych i cho­rych uchodź­ców. Dla niej przy­jem­no­ścią może być prze­dzie­ra­nie się z tru­dem przez ba­gno od­pad­ków, od­cho­dów i bru­du, by dojść do wa­lą­cej się cha­łu­py i tam pie­lę­gno­wać wy­mę­czo­ne cho­le­rą i dy­zen­te­rią nie­mow­lę­ta i star­sze dzie­ci. Naj­po­tęż­niej­szą kie­ru­ją­cą nią siłą jest prze­ko­na­nie, że wy­cią­ga­nie in­nych z bie­dy ła­go­dzi jej wła­sny ból, że po­ma­ga­nie im w po­zna­niu choć tro­chę lep­sze­go ży­cia - da­wa­nie im przy­jem­no­ści - daje przy­jem­ność rów­nież jej. Na­uczy­ła się, że po­świę­ca­nie sie­bie sa­mej dla in­nych sta­no­wi naj­wyż­sze do­bro. Dzię­ki temu jest prze­ko­na­na, że jej ży­cie po­sia­da praw­dzi­we zna­cze­nie.

Być może wie­lu z nas uzna za na­cią­gnię­te po­rów­na­nie wznio­słej po­ko­ry Mat­ki Te­re­sy z ma­te­ria­li­zmem Do­nal­da Trum­pa.

Mimo to jed­nak po­win­ni­śmy za­wsze pa­mię­tać, że tych dwo­je lu­dzi ukształ­to­wa­ło swo­je ży­cie za­leż­nie od tego, z czym na­uczy­li się ko­ja­rzyć przy­jem­ność, a z czym cier­pie­nie. Oczy­wi­ście oto­cze­nie i wy­cho­wa­nie ode­gra­ły rolę w do­ko­ny­wa­nych przez nich wy­bo­rach, jed­nak w koń­cu i jed­no, i dru­gie pod­ję­ło ŚWIA­DO­MĄ de­cy­zję, za co się na­gra­dzać, a za co ka­rać.

TO, Z CZYM KO­JA­RZYSZ CIER­PIE­NIE, A Z CZYM PRZY­JEM­NOŚĆ, KSZTAŁ­TU­JE TWO­JE PRZE­ZNA­CZE­NIE

De­cy­zję, któ­ra mia­ła póź­niej cał­ko­wi­cie zmie­nić moje ży­cie, pod­ją­łem we wcze­snym dzie­ciń­stwie. Wte­dy za­czą­łem od­naj­do­wać wiel­ką przy­jem­ność w ucze­niu się. Zda­łem so­bie spra­wę z fak­tu, że od­kry­cie stra­te­gii i wie­dzy, któ­re mo­gły­by mi po­móc kształ­to­wać za­cho­wa­nie i emo­cje ludz­kie, może dać mi do­słow­nie wszyst­ko, cze­go chcia­łem od ży­cia. Może mnie uwol­nić od cier­pie­nia i przy­spo­rzyć wie­lu przy­jem­no­ści. Od­kry­cie se­kre­tów kry­ją­cych się za na­szy­mi dzia­ła­nia­mi może po­móc stać się zdrow­szym, roz­wi­jać się le­piej fi­zycz­nie oraz moc­niej zwią­zać się z tymi, na któ­rych mi za­le­ży. Ucze­nie się po­zwa­la­ło mi dać coś od sie­bie in­nym lu­dziom, wnieść do ota­cza­ją­ce­go mnie świa­ta coś na­praw­dę war­to­ścio­we­go. Da­wa­ło mi po­czu­cie ra­do­ści i sa­mo­speł­nie­nia.

Mniej wię­cej w tym sa­mym cza­sie od­kry­łem jesz­cze chy­ba wspa­nial­szą for­mę przy­jem­no­ści, a mia­no­wi­cie dzie­le­nie się wła­sną wie­dzą z in­ny­mi. Kie­dy zaś prze­ko­na­łem się, że wie­dza, któ­rą prze­ka­zu­ję in­nym, po­zwa­la im po­lep­szyć po­ziom ży­cia, do­tar­łem do naj­wspa­nial­sze­go źró­dła przy­jem­no­ści. Ce­lem mo­je­go ży­cia stał się roz­wój sa­me­go sie­bie.

Ja­kie przy­jem­ne lub bo­le­sne do­świad­cze­nia ukształ­to­wa­ły two­je ży­cie? Na przy­kład fakt, czy wią­za­łeś z nar­ko­ty­ka­mi uczu­cie przy­jem­no­ści czy cier­pie­nia, z pew­no­ścią miał ol­brzy­mi wpływ na twój los. Po­dob­nie uczu­cia, któ­re na­uczy­łeś się łą­czyć z pa­pie­ro­sa­mi, al­ko­ho­lem, kon­tak­ta­mi z in­ny­mi ludź­mi, a na­wet z po­ję­cia­mi da­wa­nia i za­ufa­nia.

Je­śli je­steś le­ka­rzem, to czy po­wzię­ta wie­le lat temu de­cy­zja stu­dio­wa­nia w aka­de­mii me­dycz­nej nie była zwią­za­na z prze­ko­na­niem, że ten za­wód po­zwo­li ci się do­brze czuć?

Każ­dy le­karz, z któ­rym do­tych­czas roz­ma­wia­łem, czer­pie wiel­ką przy­jem­ność z po­ma­ga­nia in­nym lu­dziom, ra­to­wa­nia ich ży­cia i przy­no­sze­nia ulgi w cier­pie­niu. Czę­sto do­dat­ko­wą mo­ty­wa­cją była duma z po­wszech­ne­go sza­cun­ku spo­łecz­ne­go.

Mu­zy­cy po­świę­ci­li się swo­jej sztu­ce dla­te­go, że je­dy­nie nie­wie­le rze­czy może im dać aż tak wiel­ką przy­jem­ność. Sze­fo­wie naj­więk­szych firm na­to­miast wią­żą przy­jem­ność z po­dej­mo­wa­niem wiel­kich de­cy­zji, z dys­po­no­wa­niem ol­brzy­mim po­ten­cja­łem, któ­ry po­zwa­la im wpro­wa­dzać trwa­łe zmia­ny w ży­ciu wie­lu lu­dzi.

Po­myśl o ogra­ni­cze­niach wy­ni­ka­ją­cych z przy­jem­no­ści i cier­pie­nia w przy­pad­ku Fred­die­go Prin­ze'a, Ji­mie­go Hen­dri­xa, Elvi­sa Pre­sleya, Ja­nis Jo­plin i Jima Mor­ri­so­na. Fakt, iż trak­to­wa­li oni nar­ko­ty­ki jako uciecz­kę, szyb­kie roz­wią­za­nie wła­snych pro­ble­mów, spo­sób na za­mia­nę cier­pie­nia w krót­ko­trwa­łą przy­jem­ność, z pew­no­ścią przy­czy­nił się do ich upad­ku. Wszy­scy oni za­pła­ci­li naj­wyż­szą cenę za to, że nie pa­no­wa­li nad wła­sny­mi uczu­cia­mi i umy­sła­mi. Po­myśl, jaki przy­kład dali mi­lio­nom fa­nów.

Ja sam nig­dy nie na­uczy­łem się brać nar­ko­ty­ków ani pić al­ko­ho­lu. Czy dla­te­go, że je­stem tak mą­dry? Nie, po pro­stu mia­łem dużo szczę­ścia. Jed­nym z po­wo­dów, dla­cze­go nig­dy nie pi­łem al­ko­ho­lu, jest fakt, że jako dziec­ko czę­sto ob­ser­wo­wa­łem we wła­snej ro­dzi­nie pew­ną parę, któ­ra po spo­ży­ciu al­ko­ho­lu za­cho­wy­wa­ła się tak od­ra­ża­ją­co, że z pi­ciem ko­ja­rzy­ło mi się wy­łącz­nie cier­pie­nie. Szcze­gól­nie moc­no utkwił mi w pa­mię­ci ob­raz mamy mo­je­go ów­cze­sne­go naj­lep­sze­go przy­ja­cie­la. Była ona wy­jąt­ko­wo oty­ła - wa­ży­ła chy­ba ze trzy­sta fun­tów - i cią­gle piła. Ile­kroć była pi­ja­na, za­wsze mnie obej­mo­wa­ła i okrop­nie się przy tym śli­ni­ła. Jesz­cze dzi­siaj za­pach al­ko­ho­lu w czy­imś od­de­chu po­wo­du­je, że zbie­ra mi się na wy­mio­ty.

Jed­nak z pi­wem było zu­peł­nie in­a­czej. Kie­dy mia­łem ja­kieś je­de­na­ście, dwa­na­ście lat, nie uzna­wa­łem piwa za na­pój al­ko­ho­lo­wy. W koń­cu mój oj­ciec pił piwo i nie był po­tem od­ra­ża­ją­cy. Wręcz od­wrot­nie, po kil­ku pi­wach wy­da­wał mi się we­sel­szy. Pi­cie piwa ko­ja­rzy­ło się mi z przy­jem­no­ścią, po­nie­waż chcia­łem być taki jak oj­ciec. Ale czy pi­cie piwa rze­czy­wi­ście by mnie do nie­go upo­dab­nia­ło? Oczy­wi­ście, że nie, ale czę­sto wy­twa­rza­my w na­szym sys­te­mie ner­wo­wym fał­szy­we sko­ja­rze­nia (neu­ro­aso­cja­cje) na te­mat rze­czy da­ją­cych przy­jem­ność i po­wo­du­ją­cych cier­pie­nie.

Któ­re­goś dnia po­pro­si­łem mamę o piwo. Za­czę­ła mi tłu­ma­czyć, że piwo nie jest dla mnie do­bre. Ale wszel­kie pró­by prze­ko­na­nia mnie o tym, gdy już mia­łem swo­je zda­nie, a w do­dat­ku któ­re były wy­raź­nie sprzecz­ne z mo­imi ob­ser­wa­cja­mi na te­mat ojca, mu­sia­ły speł­znąć na ni­czym. Nig­dy nie wie­rzy­my temu, co sły­szy­my, po­nie­waż je­ste­śmy pew­ni, że na­sze spo­strze­że­nia są wła­ści­we - a ja by­łem wte­dy prze­ko­na­ny, że pi­cie piwa sta­no­wi ko­lej­ny krok na dro­dze mo­je­go roz­wo­ju. W koń­cu mama zro­zu­mia­ła, że je­śli nie da mi do­brej na­ucz­ki, pój­dę na piwo gdzie in­dziej. Pew­nie pod­świa­do­mie wie­dzia­ła, że musi zmie­nić to, co ko­ja­rzę z pi­wem. Po­wie­dzia­ła więc: "W po­rząd­ku. Chcesz pić piwo i za­cho­wy­wać się jak oj­ciec? Mu­sisz więc ro­bić do­kład­nie to samo co on". Za­py­ta­łem na­tych­miast: "To zna­czy co?", i mama od­par­ła: "Mu­sisz wy­pić całe opa­ko­wa­nie z sze­ścio­ma pi­wa­mi". Zgo­dzi­łem się na­tych­miast. "Nie ma pro­ble­mu" - po­wie­dzia­łem.

"Ale mu­sisz to zro­bić tu­taj" - do­da­ła. Pierw­szy łyk sma­ko­wał okrop­nie, zu­peł­nie nie tego się spo­dzie­wa­łem. Oczy­wi­ście za nic w świe­cie bym się wte­dy do tego nie przy­znał. W koń­cu cho­dzi­ło o moją dumę. Po­cią­gną­łem więc kil­ka ko­lej­nych ły­ków, ale po skoń­cze­niu pierw­szej pusz­ki po­wie­dzia­łem: "Już się na­pi­łem, mamo. Już nie chcę". Ona jed­nak od­po­wie­dzia­ła: "Nic z tego!", i otwo­rzy­ła ko­lej­ne piwo. Po trze­ciej albo czwar­tej pusz­ce zro­bi­ło mi się nie­do­brze. Z pew­no­ścią bez kło­po­tu zgad­niesz, co sta­ło się póź­niej. Zwy­mio­to­wa­łem, za­bru­dziw­szy przy tym sa­me­go sie­bie i całą kuch­nię. To było od­ra­ża­ją­ce, a jesz­cze trud­niej było chy­ba to sprzą­tać. Na­tych­miast za­czą­łem ko­ja­rzyć za­pach piwa z tor­sja­mi i całą resz­tą tych okrop­no­ści. Nie mia­łem już w umy­śle żad­nych in­nych sko­ja­rzeń zwią­za­nych z pi­ciem piwa. W moim sys­te­mie ner­wo­wym wy­two­rzy­ło się sko­ja­rze­nie emo­cjo­nal­ne - neu­ro­aso­cja­cja, któ­ra mia­ła w przy­szło­ści wpły­wać na moje de­cy­zje. Od tam­te­go dnia nie wy­pi­łem na­wet łyka piwa!

Czy sko­ja­rze­nia zwią­za­ne z przy­jem­no­ścią i cier­pie­niem mogą mieć skut­ki prze­kła­dal­ne na kon­kret­ne dzia­ła­nia? Z pew­no­ścią tak. Ta ne­ga­tyw­na neu­ro­aso­cja­cja łą­czą­ca się z pi­wem spo­wo­do­wa­ła wie­le de­cy­zji w moim ży­ciu. Wpły­wa­ła ona na to, ja­kich ko­le­gów do­bie­ra­łem so­bie w szko­le. Zde­cy­do­wa­ła o spo­so­bach znaj­do­wa­nia so­bie przy­jem­no­ści. Nie pi­łem al­ko­ho­lu. Za­miast tego uczy­łem się, upra­wia­łem sport i od­kry­wa­łem, jak wspa­nia­le jest po­ma­gać in­nym. Sta­łem się więc uczniem, do któ­re­go wszy­scy zwra­ca­li się ze swo­imi pro­ble­ma­mi i roz­wią­zy­wa­nie tych pro­ble­mów po­lep­sza­ło hu­mor za­rów­no im, jak i mnie. Nie­któ­re spra­wy nie zmie­ni­ły się od lat!

Nig­dy też nie bra­łem nar­ko­ty­ków, rów­nież ze wzglę­du na po­dob­ne do­świad­cze­nie. Kie­dy by­łem w czwar­tej kla­sie, po­li­cja zor­ga­ni­zo­wa­ła w szko­le po­kaz fil­mów opi­su­ją­cych skut­ki zbra­ta­nia się z nar­ko­ma­na­mi. Wi­dzia­łem lu­dzi, któ­rzy strze­la­li, umie­ra­li i ska­ka­li przez okna. Jako mło­dy chło­pak sko­ja­rzy­łem nar­ko­ty­ki z brzy­do­tą i śmier­cią, nig­dy więc po nie nie się­gną­łem. Moje szczę­ście po­le­ga­ło na tym, że po­li­cja po­mo­gła mi wy­two­rzyć neu­ro­aso­cja­cje, po­wo­du­ją­ce cier­pie­nie na samą myśl o nar­ko­ty­kach. Dla­te­go wła­śnie nig­dy na­wet nie przy­szło mi na myśl, by je sto­so­wać.

Jaki stąd wnio­sek?

Po pro­stu: je­śli z ja­ki­miś dzia­ła­nia­mi lub wzor­ca­mi emo­cjo­nal­ny­mi bę­dzie się nam ko­ja­rzyć ol­brzy­mie cier­pie­nie, za wszel­ką cenę bę­dzie­my uni­kać po­dej­mo­wa­nia tych dzia­łań. Wnio­sek ten mo­że­my wy­ko­rzy­stać dla pod­po­rząd­ko­wa­nia so­bie sił cier­pie­nia i przy­jem­no­ści po to, aby zmie­nić w na­szym ży­ciu do­słow­nie wszyst­ko: od na­wy­ku od­kła­da­nia spraw na póź­niej po nar­ko­ty­ki.

Jak to zro­bić? Po­wiedz­my, że chcesz utrzy­my­wać swo­je dzie­ci z dala od nar­ko­ty­ków. Trze­ba je prze­ko­nać, za­nim jesz­cze za­czną eks­pe­ry­men­to­wać, za­nim ktoś inny na­uczy je fał­szy­wej aso­cja­cji wią­za­nia nar­ko­ty­ków z przy­jem­no­ścią.

Wspól­nie z moją żoną Bec­ky zde­cy­do­wa­li­śmy, że naj­lep­szym spo­so­bem, by na­sze dzie­ci nig­dy nie się­gnę­ły po nar­ko­ty­ki, jest spo­wo­do­wa­nie, by sko­ja­rzy­ły je one z ol­brzy­mim cier­pie­niem. Wie­dzie­li­śmy, że je­śli nie na­uczy­my ich, czym na­praw­dę są nar­ko­ty­ki, ktoś inny może je kie­dyś prze­ko­nać, że nar­ko­tyk sta­no­wi po­ży­tecz­ny śro­dek na uciecz­kę przed cier­pie­niem.

Aby to osią­gnąć, skon­tak­to­wa­łem się z na­szym do­brym przy­ja­cie­lem, ka­pi­ta­nem Joh­nem Ron­do­nem z Ar­mii Zba­wie­nia. Przez wie­le lat po­ma­ga­łem Joh­no­wi prze­ko­ny­wać lu­dzi z Bro­nxu i Bro­okly­nu, by pod­nie­śli wy­ma­ga­nia w sto­sun­ku do ży­cia, by dźwi­gnę­li je na wyż­szy po­ziom, zmie­ni­li ogra­ni­cza­ją­ce ich prze­ko­na­nia i roz­wi­nę­li umie­jęt­no­ści, któ­re po­zwo­lą im kie­ro­wać wła­snym ży­ciem. Bec­ky i ja je­ste­śmy bar­dzo dum­ni z tych lu­dzi uli­cy, któ­rzy wy­ko­rzy­sta­li to, cze­go ich na­uczy­li­śmy, i zna­leź­li dom oraz god­ne ży­cie. Za­wsze trak­to­wa­łem moje wi­zy­ty w dziel­ni­cach slum­sów jako ro­dzaj zwro­tu tego, co sam do­sta­łem, ro­dzaj po­dzię­ko­wa­nia za szczę­ście, ja­kie mnie spo­tka­ło. Te spo­tka­nia po­zwa­la­ją mi do­ce­nić przy­wi­lej, ja­kim jest ży­cie, któ­re pro­wa­dzę. Dają mi też wła­ści­we spoj­rze­nie na świat i dzię­ki nim utrzy­mu­ję rów­no­wa­gę du­cha.

Wy­ja­śni­łem swo­je cele ka­pi­ta­no­wi Ron­do­no­wi. Obie­cał mi wte­dy zor­ga­ni­zo­wać dla na­szych dzie­ci wy­ciecz­kę, któ­rej mia­ły nig­dy nie za­po­mnieć i któ­ra mia­ła im dać praw­dzi­we do­świad­cze­nia na te­mat wpły­wu nar­ko­ty­ków na psy­chi­kę czło­wie­ka. Wy­ciecz­ka za­czę­ła się od wi­zy­ty w za­szczu­rzo­nym, roz­pa­da­ją­cym się blo­ku. Jak tyl­ko we­szli­śmy, moje dzie­ci za­ata­ko­wał smród ury­ny, brud śli­skich pod­łóg, ob­raz nar­ko­ma­nów nie­zwra­ca­ją­cych zu­peł­nie uwa­gi na oto­cze­nie, wi­dok dzie­cię­cych pro­sty­tu­tek za­cze­pia­ją­cych prze­chod­niów i płacz za­nie­dba­nych, za­po­mnia­nych dzie­ci. Tak więc moje dzie­ci na­uczy­ły się ko­ja­rzyć nar­ko­ty­ki z umy­sło­wym, emo­cjo­nal­nym i fi­zycz­nym spu­sto­sze­niem. Było to czte­ry i pół roku temu. Od tego cza­su wie­le razy sty­ka­ły się z nar­ko­ty­ka­mi, ale na­wet ich nie tknę­ły. Po­tęż­ne neu­ro­aso­cja­cje na za­wsze ukształ­to­wa­ły ich prze­zna­cze­nie.

Jeśli martwisz się jakąś rzeczą, twoje cierpienie nie wynika z rzeczy samej w sobie, lecz jest skutkiem sposobu, w jaki ją oceniasz. A to możesz w każdej chwili zmienić.

MA­REK AU­RE­LIUSZ

Je­ste­śmy je­dy­ny­mi isto­ta­mi na na­szej pla­ne­cie, któ­re pro­wa­dzą tak bo­ga­te ży­cie we­wnętrz­ne, że li­czą się dla nas nie tyle same wy­da­rze­nia, co wła­sna in­ter­pre­ta­cja tych wy­da­rzeń, i ona wła­śnie wa­run­ku­je nasz spo­sób po­strze­ga­nia sa­mych sie­bie, a tak­że ro­dzaj na­szych przy­szłych dzia­łań. Jed­ną z cech, któ­ra czy­ni nas tak wy­jąt­ko­wy­mi, jest umie­jęt­ność ad­ap­to­wa­nia, prze­kształ­ca­nia oraz ma­ni­pu­lo­wa­nia przed­mio­ta­mi oraz my­śla­mi po to, by osią­gnąć po­ży­tek lub przy­jem­ność. A naj­waż­niej­szym spo­śród na­szych ta­len­tów ad­ap­ta­cyj­nych jest zdol­ność ko­ja­rze­nia ży­cio­wych do­świad­czeń, łą­cze­nia ich z in­ny­mi do­świad­cze­nia­mi i two­rze­nia w ten spo­sób jak­by ka­lej­do­sko­pu zna­czeń, któ­ry od­róż­nia od­czu­cia jed­ne­go czło­wie­ka od od­czuć każ­de­go in­ne­go. I tak na przy­kład tyl­ko czło­wiek po­tra­fi zmie­nić swo­je sko­ja­rze­nia w ten spo­sób, aby ból fi­zycz­ny przy­no­sił mu przy­jem­ność, lub na od­wrót.

Po­myśl o lu­dziach de­cy­du­ją­cych się na strajk gło­do­wy. Dla do­bra ja­kiejś spra­wy po­tra­fią od­ma­wiać so­bie je­dze­nia przez trzy­dzie­ści dni. Ból fi­zycz­ny, ja­kie­go przy tym do­świad­cza­ją, jest znacz­ny, ale prze­wyż­sza go przy­jem­ność i sa­tys­fak­cja z po­wo­du zwró­ce­nia uwa­gi świa­ta na daną spra­wę. Ale prze­cież o wie­le czę­ściej spo­ty­kasz lu­dzi, któ­rzy na­rzu­ci­li so­bie ostry re­żim fi­zycz­ny po to, aby za po­mo­cą ćwi­czeń pięk­nie ukształ­to­wać swo­je cia­ło. Na­uczy­li się łą­czyć uczu­cie wiel­kiej przy­jem­no­ści z "cier­pie­nia­mi" fi­zycz­ny­mi. Dys­kom­fort wy­sił­ku fi­zycz­ne­go za­mie­ni­li na sa­tys­fak­cję wy­ni­ka­ją­cą z wła­sne­go roz­wo­ju. Dla­te­go wła­śnie za­cho­wu­ją się tak kon­se­kwent­nie i dla­te­go osią­ga­ją tak wspa­nia­łe re­zul­ta­ty.

Tak więc dzię­ki sile woli mo­że­my prze­ciw­sta­wić wy­ni­ka­ją­ce z gło­du cier­pie­nia fi­zycz­ne cier­pie­niom psy­chicz­nym spo­wo­do­wa­nym za­rzu­ce­niem wła­snych ide­ałów. Mo­że­my two­rzyć wyż­sze zna­cze­nia, mo­że­my wyjść z "pu­deł­ka Skin­ne­ra"4 i prze­jąć nad sobą kon­tro­lę. Je­śli jed­nak nie przej­mie­my kon­tro­li nad wła­sny­mi sko­ja­rze­nia­mi do­ty­czą­cy­mi cier­pie­nia i przy­jem­no­ści, na­sze ży­cie nie bę­dzie róż­nić się ni­czym od eg­zy­sten­cji zwie­rząt lub ma­szyn: nie­ustan­nie bę­dzie­my re­ago­wać na bodź­ce oto­cze­nia i po­zwo­li­my, by każ­dy ko­lej­ny po­ja­wia­ją­cy się ele­ment oto­cze­nia wy­zna­czał kie­ru­nek oraz po­ziom na­sze­go ży­cia. Wra­ca­my do pu­deł­ka. Ży­je­my tak, jak­by­śmy byli pu­blicz­nym kom­pu­te­rem, do któ­re­go z ła­two­ścią ma do­stęp każ­dy pro­gra­mi­sta ama­tor.

Na­sze za­cho­wa­nie, za­rów­no świa­do­me, jak i pod­świa­do­me, zo­sta­ło ukształ­to­wa­ne cier­pie­nia­mi i przy­jem­no­ścia­mi do­star­cza­ny­mi z wie­lu źró­deł: ró­wie­śni­cy w dzie­ciń­stwie, ro­dzi­ce, na­uczy­cie­le, tre­ne­rzy, bo­ha­te­ro­wie fil­mo­wi i te­le­wi­zyj­ni i tak da­lej. Być może wiesz, choć nie jest to oczy­wi­ste, kie­dy to pro­gra­mo­wa­nie i wa­run­ko­wa­nie się za­czę­ło. Mo­gły to być czy­jeś sło­wa, ja­kieś szkol­ne wy­da­rze­nie, zdo­by­cie na­gro­dy w za­wo­dach spor­to­wych, ja­kaś kło­po­tli­wa sy­tu­acja, same piąt­ki na świa­dec­twie szkol­nym - a może same dwój­ki. Wszyst­kie te czyn­ni­ki przy­czy­ni­ły się do tego, jaki je­steś dzi­siaj. Nie ma chy­ba słów, któ­ry­mi mógł­bym wy­ra­zić, Jak waż­ne są dla kształ­to­wa­nia two­je­go prze­zna­cze­nia rze­czy, z któ­ry­mi ko­ja­rzysz cier­pie­nie i przy­jem­ność.

Czy prze­glą­da­jąc dziś wła­sne do­tych­cza­so­we ży­cie, po­tra­fisz do­strzec wy­da­rze­nia, któ­re stwo­rzy­ły w to­bie ja­kieś neu­ro­aso­cja­cje, a więc w ten spo­sób za­po­cząt­ko­wa­ły sze­reg po­wią­zań przy­czy­no­wo-skut­ko­wych i do­pro­wa­dzi­ły cię tam, gdzie obec­nie się znaj­du­jesz? Jak waż­ne są dla cie­bie te wy­da­rze­nia? Je­śli nie masz żony lub męża, to czy trak­tu­jesz mał­żeń­stwo jako peł­ną szczę­ścia po­dróż ze współ­mał­żon­kiem czy też jako kulę przy­ku­tą do nogi ślub­ny­mi zo­bo­wią­za­nia­mi. Czy po­si­łek sta­no­wi dla cie­bie waż­ny mo­ment, w któ­rym do­star­czasz or­ga­ni­zmo­wi ko­lej­nej por­cji ener­gii, czy też może po­chła­niasz wszyst­ko, co po­da­dzą, wy­łącz­nie dla przy­jem­no­ści?

Mężczyźni, podobnie jak kobiety, o wiele częściej słuchają serca niż rozumu.

LORD CHE­STER­FIELD

Choć­by­śmy za­prze­cza­li naj­gwał­tow­niej, fak­tem po­zo­sta­je, że na­szym ZA­CHO­WA­NIEM Kie­ru­je nie kal­ku­la­cja in­te­lek­tu­al­na, lecz IN­STYNK­TOW­NA RE­AK­CJA na cier­pie­nie i przy­jem­ność.

Cho­ciaż ro­zum mówi wy­raź­nie, że je­dze­nie cze­ko­la­dy jest nie­zdro­we, się­ga­my po nią cią­gle. Dla­cze­go? Po­nie­waż nie kie­ru jemy się ro­zu­mem, lecz wy­uczo­ny­mi sko­ja­rze­nia­mi sys­te­mu ner­wo­we­go zwią­za­ny­mi z cier­pie­niem i przy­jem­no­ścią. To wła­śnie na­sze NEU­RO­ASO­CJA­CJE - sko­ja­rze­nia, któ­re usta­no­wi­li­śmy we wła­snym sys­te­mie ner­wo­wym - de­cy­du­ją o tym, co zro­bi­my. Choć bar­dzo chcie­li­by­śmy wie­rzyć, że kie­ru­je­my się in­te­lek­tem, w więk­szo­ści wy­pad­ków na­praw­dę rzą­dzą nami emo­cje, od­czu­cia, któ­re ko­ja­rzy­my z wła­sny­mi my­śla­mi.

Wie­le razy pró­bu­je­my zła­mać ten sys­tem. Przez ja­kiś czas trzy­ma­my się die­ty, ale w koń­cu tra­ci­my za­pał, po­nie­waż spra­wia nam ona zbyt wie­le cier­pie­nia. Roz­wią­zu­je­my pro­blem na krót­ko, jed­nak je­śli nie zli­kwi­du­je­my przy­czy­ny pro­ble­mu, po­ja­wi się on po­now­nie. Aby zmia­na była trwa­ła, mu­si­my swo­je daw­ne za­cho­wa­nie sko­ja­rzyć z cier­pie­niem, a nowe z przy­jem­no­ścią. Mu­si­my to nowe sko­ja­rze­nie wa­run­ko­wać do­pó­ty, do­pó­ki nie sta­nie się sta­łe. Pa­mię­taj, że każ­dy z nas zro­bi wię­cej dla unik­nię­cia cier­pie­nia niż dla zy­ska­nia przy­jem­no­ści. Przej­ście na die­tę i po­ko­na­nie wła­sne­go cier­pie­nia za po­mo­cą siły woli nig­dy nie trwa dłu­go, po pro­stu dla­te­go, że uni­ka­nie tu­czą­cych, ale smacz­nych po­sił­ków wciąż ko­ja­rzy nam się z cier­pie­niem. Aby ta zmia­na trwa­ła dłu­go, mu­si­my sko­ja­rzyć cier­pie­nie z je­dze­niem tu­czą­cych po­sił­ków po to, by na­wet o nich nie my­śleć, na­to­miast przy­jem­ność czer­pać z je­dze­nia tych po­traw, któ­re nas od­ży­wia­ją, a nie tu­czą. Lu­dzie spraw­ni i zdro­wi są prze­ko­na­ni, że nic nie sma­ku­je le­piej niż zdro­we po­sił­ki. Czę­sto też z przy­jem­no­ścią od­su­wa­ją oni od sie­bie ta­lerz, na któ­rym jesz­cze znaj­du­je się je­dze­nie. Sym­bo­li­zu­je to dla nich fakt, że w peł­ni pa­nu­ją nad wła­snym ży­ciem.

Na­praw­dę PO­TRA­FI­MY do­sto­so­wać do wa­run­ków na­sze umy­sły, cia­ła i emo­cje tak, aby łą­czyć przy­jem­ność i cier­pie­nie z do­wol­nie wy­bra­ny­mi rze­cza­mi lub po­ję­cia­mi.

Zmie­nia­jąc zaś swo­je WY­UCZO­NE OD­CZU­CIA na te­mat cier­pie­nia i przy­jem­no­ści, mo­że­my na­tych­miast ZMIE­NIĆ SWO­JE ZA­CHO­WA­NIE.

Na przy­kład, by rzu­cić pa­le­nie, wy­star­czy po­łą­czyć cier­pie­nie z pa­le­niem, a przy­jem­ność z rzu­ce­niem pa­le­nia. Masz dość siły, by zro­bić to na­tych­miast, ale być może nie wy­ko­rzy­stu­jesz tej siły, po­nie­waż na­uczy­łeś się łą­czyć pa­le­nie z przy­jem­no­ścią albo bo­isz się, że rzu­ce­nie pa­le­nia przy­nie­sie ci zbyt wie­le cier­pień. Je­śli jed­nak spy­tasz ko­goś, kto rzu­cił pa­le­nie, do­wiesz się, że zro­bił to w jed­nej chwi­li, w dniu, kie­dy na­praw­dę zmie­nił to, co zna­czył dla nie­go pa­pie­ros.

JE­ŚLI TY NIE MASZ PO­MY­SŁU NA WŁA­SNE ŻY­CIE, MA GO KTOŚ INNY

Rola Ma­di­son Ave­nue spro­wa­dza się do zmia­ny tego, z czym łą­czy­my przy­jem­ność i cier­pie­nie. Au­to­rzy re­klam z pew­no­ścią zro­zu­mie­li, że na­szy­mi dzia­ła­nia­mi kie­ru­ją od­czu­cia, ja­kie wy­wo­łu­ją w nas ich pro­duk­ty, a nie in­te­lekt. Skut­kiem tego sta­li się oni eks­per­ta­mi w sto­so­wa­niu ła­god­nej i uspo­ka­ja­ją­cej lub agre­syw­nej mu­zy­ki, na­tręt­ne­go lub dys­kret­ne­go ob­ra­zo­wa­nia, ja­skra­wych bądź przy­tłu­mio­nych ko­lo­rów oraz ca­łej gamy in­nych ele­men­tów, któ­re mają wy­wo­łać w nas okre­ślo­ne sta­ny emo­cjo­nal­ne. A kie­dy już emo­cje się­gną szczy­tu, po­ka­zu­ją swój pro­dukt tak dłu­go, aż sko­ja­rzy­my go z tymi po­żą­da­ny­mi przez nas od­czu­cia­mi.

Kon­cern Pep­si-Cola wy­ko­rzy­stał tę stra­te­gię wspa­nia­le w wal­ce o więk­sze udzia­ły na ryn­ku na­po­jów chło­dzą­cych ze swo­im głów­nym kon­ku­ren­tem, Coca-Colą. Spe­cja­li­ści Pep­si do­strze­gli fe­no­me­nal­ny suk­ces Mi­cha­ela Jack­so­na, mło­de­go czło­wie­ka, któ­ry przez całe ży­cie uczył się, jak wzbu­dzać ludz­kie emo­cje za po­mo­cą swo­je­go gło­su, cia­ła, twa­rzy i ge­stów. Mi­cha­el śpie­wał i tań­czył w spo­sób, któ­ry sty­mu­lo­wał wie­lu słu­cha­czy tak bar­dzo, że czę­sto ku­po­wa­li oni póź­niej jego pły­ty, aby pod­trzy­mać lub od­two­rzyć wzbu­dzo­ne emo­cje. Lu­dzie z Pep­si za­da­li więc so­bie py­ta­nie, jak mogą prze­nieść te od­czu­cia na swój pro­dukt. Ro­zu­mo­wa­li oni, że je­śli lu­dzie będą ko­ja­rzyć z Pep­si te same przy­jem­ne uczu­cia, któ­re ko­ja­rzą z Mi­cha­elem Jack­so­nem, będą ku­po­wać Pep­si tak samo, jak ku­pu­ją jego pły­ty. Pro­ces wią­za­nia no­wych uczuć z pro­duk­tem lub ideą jest nie­odzow­ną czę­ścią trans­fe­ru nie­zbęd­ne­go dla pod­sta­wo­we­go wa­run­ko­wa­nia, o któ­rym wię­cej do­wiesz się w roz­dzia­le szó­stym, kie­dy za­po­zna­my się z na­uką wa­run­ko­wa­nia neu­ro­aso­cja­cyj­ne­go.

Na ra­zie jed­nak po­wie­my so­bie tyl­ko jed­no: Ile­kroć znaj­du­je­my się w sta­nie du­że­go po­bu­dze­nia emo­cjo­nal­ne­go, kie­dy sty­ka­my się z moc­ny­mi od­czu­cia­mi bólu lub przy­jem­no­ści, co­kol­wiek za­cznie się po­ja­wiać kon­se­kwent­nie, zo­sta­nie po­łą­czo­ne z tymi od­czu­cia­mi neu­ro­lo­gicz­nie. Dla­te­go wła­śnie ile­kroć w przy­szło­ści to coś po­ja­wi się raz jesz­cze, po­wró­ci to­wa­rzy­szą­cy temu zja­wi­sku na po­cząt­ku stan emo­cjo­nal­ny.

Pew­nie sły­sza­łeś o Iwa­nie Paw­ło­wie, ro­syj­skim na­ukow­cu, któ­ry w koń­cu XIX wie­ku prze­pro­wa­dzał eks­pe­ry­men­ty zwią­za­ne z bodź­ca­mi i re­ak­cja­mi. Naj­sław­niej­szy jego eks­pe­ry­ment po­le­gał na tym, że ile­kroć po­da­wał psu je­dze­nie, dzwo­nił dzwon­kiem, sty­mu­lu­jąc w ten spo­sób gru­czo­ły śli­no­we psa i ko­ja­rząc od­czu­cia psa z dźwię­kiem. Po wy­star­cza­ją­co wie­lu po­wtó­rze­niach ta­kie­go wa­run­ko­wa­nia Paw­łow od­krył, że sam tyl­ko dźwięk dzwon­ka po­wo­do­wał śli­nie­nie się psa - na­wet je­śli nie po­da­wa­no już przy tym je­dze­nia.

Co ma wspól­ne­go Paw­łow z Pep­si? Naj­pierw kon­cern Pep­si wy­ko­rzy­stał Mi­cha­ela Jack­so­na dla roz­bu­dze­nia na­sze­go sta­nu emo­cjo­nal­ne­go. Na­stęp­nie, w do­kład­nie okre­ślo­nym mo­men­cie, po­ka­zy­wał nam swój pro­dukt. Kon­se­kwent­ne po­wta­rza­nie tego wy­two­rzy­ło wię­zi emo­cjo­nal­ne u mi­lio­nów fa­nów Mi­cha­ela Jack­so­na. A tak na­praw­dę Mi­cha­el Jack­son nie pije Pep­si! I kie­dy stoi przed ka­me­ra­mi, nie trzy­ma na­wet w ręku pusz­ki z tym na­po­jem!

Mo­żesz so­bie pew­nie po­my­śleć: "Czy ci lu­dzie po­wa­rio­wa­li? Za­pła­ci­li fa­ce­to­wi za re­kla­mę pięt­na­ście mi­lio­nów do­la­rów, a on nie trzy­mał na­wet w ręku ich pro­duk­tu! A w do­dat­ku mówi wszyst­kim, że nie pije Pep­si! W ta­kim ra­zie co z nie­go za rzecz­nik? Co to za głu­pi po­mysł!".

Tak na­praw­dę po­mysł był wspa­nia­ły. Sprze­daż Pep­si wzro­sła tak bar­dzo, że fir­ma L.A. Gear wy­na­ję­ła po­tem Mi­cha­ela Jack­so­na za dwa­dzie­ścia mi­lio­nów do­la­rów i zle­ci­ła mu re­pre­zen­to­wa­nie wła­snych pro­duk­tów. Po­nie­waż Mi­cha­el Jack­son nadal po­tra­fi zmie­niać uczu­cia lu­dzi (jest w nim coś, co na­zy­wam "źró­dłem sta­nu"), fir­ma Sony/CBS pod­pi­sa­ła z nim dzie­się­cio­let­ni kon­trakt na na­gra­nia, któ­ry po­dob­no opie­wa na mi­liard do­la­rów! Jego umie­jęt­ność zmie­nia­nia od­czuć ludz­kich czy­ni go bez­cen­nym.

Mu­si­my zdać so­bie spra­wę z fak­tu, że wszyst­ko to opar­te jest na łą­cze­niu przy­jem­nych od­czuć z okre­ślo­ny­mi ro­dza­ja­mi za­cho­wa­nia. Cała fi­lo­zo­fia spro­wa­dza się do prze­ko­na­nia nas, że je­śli uży­je­my da­ne­go pro­duk­tu, speł­ni­my wła­sne ma­rze­nia. Au­to­rzy re­klam na­uczy­li nas, że je­śli ktoś jeź­dzi BMW, to jest oso­bą nie­zwy­kłą, o wy­jąt­ko­wym gu­ście. Je­śli jeź­dzisz hy­un­da­iem, je­steś in­te­li­gent­ny, je­śli to­yo­tą, prze­ży­wasz wspa­nia­łe chwi­le, a jaz­da pon­tia­kiem przy­nie­sie ci dresz­czyk emo­cji. Na­uczo­no cię, że wy­star­czy uży­wać wody ko­loń­skiej Ob­ses­sion, aby wpaść w wir sek­su­al­nej or­gii. Je­śli pi­jesz pep­si, bę­dziesz po­tra­fił po­ru­szać się w tań­cu jak M.C. Ham­mer, a je­śli chcesz być "do­brą" mat­ką, mu­sisz kar­mić swo­je dzie­ci cia­sta­mi owo­co­wy­mi fir­my Ho­stess oraz ba­to­na­mi Twin­kies.

Au­to­rzy re­klam za­uwa­ży­li, że je­śli uda im się wy­wo­łać od­po­wied­nio duże uczu­cie przy­jem­no­ści, ich od­bior­cy nie będą do­strze­ga­li cier­pie­nia. Spe­ce od re­kla­my twier­dzą, że "wszyst­ko się sprze­da dzię­ki sek­so­wi". Nie ma naj­mniej­szej wąt­pli­wo­ści, że przy­jem­ne sko­ja­rze­nia sek­su­al­ne, wy­wo­ła­ne re­kla­ma­mi pra­so­wy­mi i te­le­wi­zyj­ny­mi, prze­ko­nu­ją lu­dzi, by ku­pić dany pro­dukt. Weź­my za przy­kład tren­dy, któ­re po­ja­wi­ły się w re­kla­mach spodni dżin­so­wych. Kie­dyś były to spodnie ro­bo­cze i uzna­wa­no je za brzyd­kie. Dzi­siaj sta­ły się mię­dzy­na­ro­do­wym sym­bo­lem wszyst­kie­go, co sexy, mod­ne i mło­dzień­cze. Czy kie­dy­kol­wiek wi­dzia­łeś re­kla­mę spodni Le­vis 501? Czy mo­żesz ją so­bie przy­po­mnieć? Na pew­no była bez sen­su, ale po jej obej­rze­niu trud­no oprzeć się od­czu­ciu, że gdzieś obok ktoś upra­wiał seks. Czy tego typu stra­te­gia na­praw­dę po­ma­ga sprze­da­wać dżin­sy? Oczy­wi­ście, że tak! Le­vis jest naj­lep­szym w Ame­ry­ce pro­du­cen­tem ubio­rów dżin­so­wych.

Czy siła wa­run­ko­wa­nia zmie­rza­ją­ce­go do ukształ­to­wa­nia na­szych sko­ja­rzeń ogra­ni­cza się je­dy­nie do ta­kich pro­duk­tów, jak na­po­je, sa­mo­cho­dy i spodnie? Od­po­wiedź brzmi: nie. Czy wiesz, że w roku 1986, mimo prze­wi­dy­wań ol­brzy­mich zbio­rów, ka­li­for­nij­scy pro­du­cen­ci ro­dzy­nek wpa­dli w pa­ni­kę? Rok po roku ob­ser­wo­wa­li spa­dek sprze­da­ży o ko­lej­ny je­den pro­cent. Zroz­pa­cze­ni zwró­ci­li się więc do agen­cji re­kla­mo­wej z proś­bą o zna­le­zie­nie wyj­ścia z tej sy­tu­acji. Roz­wią­za­nie oka­za­ło się pro­ste: mu­sie­li oni zmie­nić od­czu­cia lu­dzi na te­mat swo­je­go pro­duk­tu.

We­dług Ro­ber­ta Phin­neya, ów­cze­sne­go pre­ze­sa rady pro­du­cen­tów ro­dzy­nek5, więk­szość lu­dzi ko­ja­rzy­ła ten pro­dukt ne­ga­tyw­nie. Tak więc za­da­nie było ja­sne: na­pom­po­wać wy­su­szo­ne owo­ce od­po­wied­nią daw­ką po­zy­tyw­nych emo­cji. Przy­łą­czyć od­czu­cia, któ­rych chcą kon­su­men­ci. Sło­wa "po­marsz­czo­ny" i "wy­su­szo­ny" z pew­no­ścią nie ko­ja­rzą się z po­zy­tyw­ny­mi od­czu­cia­mi. Pro­du­cen­ci ro­dzy­nek za­czę­li więc za­cho­dzić w gło­wę, z czym mo­gli­by po­łą­czyć ro­dzyn­ki tak, aby lu­dzie chcie­li je ku­po­wać.

Od­ro­dze­nie po­pu­lar­no­ści prze­ży­wał w tym cza­sie sta­ry szla­gier: Sły­sza­łem to w win­ni­cy. I wte­dy przy­szedł im do gło­wy po­mysł, aby wy­ko­rzy­stać po­pu­lar­ność tej pio­sen­ki i po­łą­czyć prze­ży­wa­ne w związ­ku z nią po­zy­tyw­ne od­czu­cia z ro­dzyn­ka­mi. Wy­na­ję­li więc twór­cze­go ani­ma­to­ra na­zwi­skiem Will Vin­ton, któ­ry stwo­rzył mniej wię­cej trzy­dzie­ści gli­nia­nych ro­dzyn­ko­wych fi­gu­ry­nek. Mia­ły one tań­czyć w rytm po­pu­lar­nej me­lo­dii. Wte­dy wła­śnie na­ro­dzi­ły się ro­dzyn­ki ka­li­for­nij­skie (do dziś jed­na z naj­po­pu­lar­niej­szych ma­rek). Pierw­sza kam­pa­nia re­kla­mo­wa na­tych­miast wy­wo­ła­ła bu­rzę od­czuć, któ­re lu­dzie za­czę­li wią­zać z ro­dzyn­ka­mi. Małe tań­czą­ce ro­dzyn­ki ko­ja­rzy­ły się z ra­do­ścią, śmie­chem i za­ba­wą i w ten spo­sób od­kry­to je na nowo, za­czę­to łą­czyć z prze­ka­zy­wa­nym bez słów w każ­dej z re­klam ko­mu­ni­ka­tem: Je­śli bę­dziesz jadł ro­dzyn­ki, bę­dziesz we­so­ły i ra­do­sny.

Re­zul­ta­ty? Prze­mysł pro­du­cen­tów ro­dzy­nek wy­cią­gnię­ty zo­stał z upad­ku i sprze­daż wzra­sta­ła o dwa­dzie­ścia pro­cent w każ­dym ko­lej­nym roku. Pró­ba zmia­ny sko­ja­rzeń za­koń­czy­ła się suk­ce­sem: kon­su­men­ci na­uczy­li się wią­zać z tymi owo­ca­mi nie nudę, ale od­czu­cia za­ba­wy i ra­do­ści.

Wy­ko­rzy­sta­nie re­kla­my jako for­my wa­run­ko­wa­nia nie ogra­ni­cza się oczy­wi­ście do pro­duk­tów. Na szczę­ście - albo na nie­szczę­ście - bez prze­rwy ob­ser­wu­je­my, jak te­le­wi­zja i ra­dio wy­ko­rzy­sty­wa­ne są jako na­rzę­dzia zmia­ny na­szych sko­ja­rzeń z uczest­ni­ka­mi róż­nych pro­ce­sów po­li­tycz­nych. Naj­wię­cej chy­ba wie o tym je­den z naj­by­strzej­szych ob­ser­wa­to­rów sce­ny po­li­tycz­nej i czło­wiek, któ­ry naj­le­piej po­tra­fi kształ­to­wać opi­nię pu­blicz­ną, Ro­ger Ailes.

On wła­śnie od­po­wia­dał za klu­czo­we ele­men­ty kam­pa­nii pre­zy­denc­kiej z 1984 roku, kie­dy Ro­nald Re­agan po­ko­nał Wal­te­ra Mon­da­le'a. Rów­nież on re­ży­se­ro­wał tak sku­tecz­ną kam­pa­nię Geo­r­ge'a Bu­sha prze­ciw­ko Mi­cha­elo­wi Du­ka­ki­so­wi w 1988 roku. Ailes opra­co­wał stra­te­gię, w ra­mach któ­rej prze­ka­zy­wał wy­bor­com nie­ko­rzyst­ne in­for­ma­cje na te­mat Du­ka­ki­sa, do­ty­czą­ce jego sła­bo­ści w trzech dzie­dzi­nach: obron­no­ści, ochro­ny śro­do­wi­ska i wal­ki z prze­stęp­czo­ścią. Stra­te­gia ta mia­ła spo­wo­do­wać, by wią­za­li oni z Du­ka­ki­sem ne­ga­tyw­ne uczu­cia. Jed­na z re­klam pod­czas kam­pa­nii przed­sta­wia­ła ry­wa­la Bu­sha w czoł­gu jako "chłop­ca ba­wią­ce­go się w woj­nę", inna ob­wi­nia­ła go za za­nie­czysz­cze­nie śro­do­wi­ska w por­cie bo­stoń­skim. Naj­czę­ściej jed­nak po­ka­zy­wa­no ob­ra­zek przed­sta­wia­ją­cy prze­stęp­ców wy­pusz­cza­nych z wię­zień w Mas­sa­chu­setts przez drzwi ob­ro­to­we, gra­jąc w ten spo­sób na bar­dzo ujem­nych opi­niach wy­wo­ła­nych w ca­łym kra­ju przez "spra­wę Wil­lie­go Hor­to­na". Ska­za­ny za mor­der­stwo, Wil­lie Hor­ton zo­stał wy­pusz­czo­ny na wol­ność w ra­mach kon­tro­wer­syj­ne­go pla­nu urlo­po­wa­nia więź­niów, wpro­wa­dzo­ne­go w ro­dzin­nym sta­nie Du­ka­ki­sa. Hor­ton nie zgło­sił się z po­wro­tem do wię­zie­nia i dzie­sięć mie­się­cy póź­niej zo­stał aresz­to­wa­ny za ter­ro­ry­zo­wa­nie mło­de­go mał­żeń­stwa, zgwał­ce­nie ko­bie­ty i na­paść na męż­czy­znę.

Do wie­lu lu­dzi prze­mó­wi­ły ne­ga­tyw­ne prze­ka­zy tych ko­mu­ni­ka­tów. Ja oso­bi­ście uwa­żam je za wy­so­ce ma­ni­pu­la­cyj­ne, jed­nak trud­no im od­mó­wić sku­tecz­no­ści opar­tej na fak­cie, że lu­dzie zro­bią wię­cej dla unik­nię­cia cier­pie­nia niż dla zy­ska­nia przy­jem­no­ści. Wie­lu lu­dziom nie po­do­bał się spo­sób pro­wa­dze­nia tej kam­pa­nii - sam Geo­r­ge Bush był jed­nym z nich, jed­nak trud­no było po­le­mi­zo­wać ze stwier­dze­niem, że cier­pie­nie jest bar­dzo sil­nym czyn­ni­kiem mo­ty­wu­ją­cym dzia­ła­nia ludz­kie. Jak po­wie­dział Ailes: "Ne­ga­tyw­ne prze­ka­zy do­cie­ra­ją do lu­dzi szyb­ciej. Lu­dzie zwy­kle po­świę­ca­ją im wię­cej uwa­gi. Kie­row­cy nie za­trzy­mu­ją sa­mo­cho­du, aby po­dzi­wiać sie­lan­ko­wy wi­dok po oby­dwu stro­nach au­to­stra­dy. Ale każ­dy zwol­ni, żeby obej­rzeć skut­ki wy­pad­ku"5. Sku­tecz­ność kam­pa­nii Aile­sa jest nie­kwe­stio­no­wa­na. Bush zdo­był zde­cy­do­wa­ną więk­szość w gło­so­wa­niu po­wszech­nym, a jego zwy­cię­stwo nad Du­ka­ki­sem w ko­le­gium elek­tor­skim nie ma wie­lu so­bie po­dob­nych w ca­łej hi­sto­rii pań­stwa.

Siła kształ­tu­ją­ca świa­to­wą opi­nię pu­blicz­ną oraz na­wy­ki ku­pu­ją­cych są tą samą siłą, któ­ra kształ­tu­je wszyst­kie na­sze dzia­ła­nia. Tyl­ko od cie­bie za­le­ży prze­ję­cie nad nią kon­tro­li i świa­do­me de­cy­do­wa­nie o wła­snych dzia­ła­niach, po­nie­waż je­śli nie kie­ru­jesz wła­sny­mi my­śla­mi, wpa­dasz w szpo­ny tych, któ­rzy chcą zmu­sić cię do od­po­wia­da­ją­ce­go im za­cho­wa­nia. Cza­sem i tak wy­bra­li­by­śmy te same za­cho­wa­nia, cza­sem jed­nak nie. Au­to­rzy re­klam wie­dzą, jak zmie­niać to, z czym ko­ja­rzy­my cier­pie­nie i przy­jem­ność, po­przez zmia­nę na­szych od­czuć w sto­sun­ku do re­kla­mo­wa­nych pro­duk­tów. Je­śli chce­my prze­jąć kon­tro­lę nad wła­snym ży­ciem, mu­si­my się na­uczyć "przed­sta­wiać re­kla­my" na­sze­mu umy­sło­wi. Co wię­cej, mo­że­my to zro­bić w jed­nej chwi­li. Jak?

Wy­star­czy z za­cho­wa­nia­mi, któ­re chce­my po­wstrzy­mać, po­łą­czyć cier­pie­nie tak in­ten­syw­ne emo­cjo­nal­nie, że za­cho­wa­nia te już nig­dy wię­cej nie przyj­dą nam do gło­wy.

Czyż nie ma rze­czy, któ­rych za nic w świe­cie byś nie zro­bił? Za­sta­nów się nad uczu­cia­mi, któ­re wzbu­dza­ją one w to­bie. Je­śli te same uczu­cia i od­czu­cia po­łą­czysz z za­cho­wa­nia­mi, któ­rych chcesz uni­kać, nig­dy wię­cej ich nie po­wtó­rzysz.

Po­tem wy­star­czy sko­ja­rzyć przy­jem­ność z za­cho­wa­niem po­żą­da­nym. Po­przez po­wta­rza­nie i na­tę­że­nie emo­cjo­nal­ne wa­run­ku­jesz w so­bie te za­cho­wa­nia tak dłu­go, aż sta­ną się one au­to­ma­tycz­ne.

Jaki jest pierw­szy krok two­rze­nia zmia­ny? Pierw­szy krok to po pro­stu uświa­do­mie­nie so­bie siły, z jaką cier­pie­nie i przy­jem­ność wpły­wa­ją na każ­dą de­cy­zję, któ­rą po­dej­mu­je­my, i na wszyst­kie na­sze dzia­ła­nia. Sztu­ka uświa­do­mie­nia so­bie tego po­le­ga na do­strze­że­niu, że nie­ustan­nie wcho­dzą ze sobą w re­la­cje my­śli, sło­wa, ob­ra­zy, dźwię­ki oraz uczu­cia przy­jem­no­ści i cier­pie­nia.

Twierdzę, że przyjemności należy unikać, jeśli ich skutkiem ma być większe od nich cierpienie, a pożądać tych cierpień, które przyniosą większą niż one przyjemność.

MI­CHEL DE MON­TA­IGNE

Pro­blem po­le­ga na tym, że więk­szość z nas po­dej­mu­je de­cy­zje o dzia­ła­niu, opie­ra­jąc się na roz­wa­że­niu moż­li­wych przy­jem­no­ści

1 cier­pień w krót­kim cza­sie. Ale je­śli mamy od­nieść suk­ces, więk­szość z rze­czy, któ­re ce­ni­my, wy­ma­ga od nas prze­brnię­cia przez krót­ko­trwa­łe cier­pie­nie dla osią­gnię­cia dłu­go­trwa­łej przy­jem­no­ści. Mu­sisz od­rzu­cić chwi­le stra­chu i po­ku­sy i sku­pić się tyl­ko na tym, co jest dla cie­bie naj­waż­niej­sze w pla­nach dłu­go­fa­lo­wych.

Pa­mię­taj też, że kie­ru­je nami nie rze­czy­wi­ste cier­pie­nie, ale oba­wa, że coś je spo­wo­du­je... po­dob­nie z przy­jem­no­ścią - kie­ru­je nami nie ona sama, lecz na­sze prze­ko­na­nie, na­sze po­czu­cie pew­no­ści, że pod­ję­te dzia­ła­nia spra­wią nam przy­jem­ność. Kie­ru­je nami nie rze­czy­wi­stość, lecz na­sze po­strze­ga­nie rze­czy­wi­sto­ści.

Więk­szość lu­dzi sku­pia się je­dy­nie na tym, co im może przy­nieść cier­pie­nia lub przy­jem­no­ści w naj­bliż­szym cza­sie i dla­te­go w ska­li dłu­go­fa­lo­wej przy­no­si im to cier­pie­nia. Roz­waż­my przy­kład. Po­wiedz­my, że ktoś chce stra­cić kil­ka zbęd­nych fun­tów wagi. (Wiem, że nig­dy nie przy­da­rzy­ło się to to­bie, ale wy­obraź­my so­bie na chwi­lę, że tak było.) Z jed­nej stro­ny oso­ba ta ma do dys­po­zy­cji wie­le wspa­nia­łych po­wo­dów, aby schud­nąć: bę­dzie się czuć o wie­le le­piej, znów bę­dzie się mie­ścić w swo­je ubra­nia, po­czu­je się pew­niej wśród przed­sta­wi­cie­li prze­ciw­nej płci. Z dru­giej jed­nak stro­ny jest rów­nie wie­le po­wo­dów, by nie po­dej­mo­wać ku­ra­cji od­chu­dza­ją­cej: trze­ba bę­dzie przejść na die­tę, cier­pieć cią­głe uczu­cie gło­du, od­ma­wiać so­bie przy­jem­no­ści je­dze­nia tu­czą­cych pro­duk­tów. Poza tym, w koń­cu dla­cze­go nie po­cze­kać z tym, aż skoń­czą się świę­ta?

Przy tego ro­dza­ju wy­wa­ża­niu ar­gu­men­tów wie­lu lu­dzi po­dej­mie de­cy­zję o odło­że­niu tego wszyst­kie­go na póź­niej - po­ten­cjal­ną smu­kłość syl­wet­ki prze­sła­nia do­raź­na przy­krość spo­wo­do­wa­na nie­do­god­no­ścia­mi die­ty. Na krót­ko uni­ka­my cier­pie­nia na przy­kład gło­du i za­miast tego fun­du­je­my so­bie przy­jem­ność zje­dze­nia fry­tek - ale to nie po­trwa dłu­go. Na dal­szą metę czu­je­my się co­raz go­rzej psy­chicz­nie, że nie wspo­mnę o tym, iż po­gar­sza to na­sze zdro­wie.

Pa­mię­taj, że co­kol­wiek cen­ne­go chcesz osią­gnąć, mu­sisz w tym celu na­ra­zić się na krót­ko­trwa­łe cier­pie­nie. Je­śli chcesz mieć pięk­ne cia­ło, mu­sisz się gim­na­sty­ko­wać, co wy­ma­ga krót­ko­trwa­łe­go tru­du. Kie­dy jed­nak wy­ko­nasz już dość ćwi­czeń, sta­ją się one przy­jem­no­ścią. Tak samo z die­tą. Na­rzu­ce­nie so­bie ja­kiej­kol­wiek dys­cy­pli­ny wy­ma­ga prze­brnię­cia przez cier­pie­nie, czy ma to być dys­cy­pli­na w in­te­re­sach, kon­tak­tach z ludź­mi, ufa­niu so­bie, zdro­wiu czy fi­nan­sach. Jak masz prze­zwy­cię­żać te nie­do­god­no­ści i zy­skać siłę, któ­ra po­zwo­li ci osią­gnąć cele? Za­cznij od pod­ję­cia de­cy­zji, że po­ra­dzisz so­bie z cier­pie­niem. Mo­że­my za­wsze na chwi­lę za­pa­no­wać nad cier­pie­niem, le­piej jest jed­nak uwa­run­ko­wać sa­me­go sie­bie. Do­kład­nie za­po­zna­my się z tech­ni­ka­mi wa­run­ko­wa­nia w roz­dzia­le szó­stym.

Do­sko­na­ły przy­kład tego, jak sku­pia­nie się na krót­ko­fa­lo­wych ce­lach może wrzu­cić nas w od­mę­ty wo­do­spa­du, sta­no­wi obec­ny kry­zys oszczęd­no­ścio­wo­po­życz­ko­wy, któ­re­go pod­ło­żem jest chy­ba naj­więk­sza fi­nan­so­wa po­mył­ka kie­dy­kol­wiek po­peł­nio­na przez ame­ry­kań­ski rząd. Sza­cu­je się, że może ona kosz­to­wać po­dat­ni­ków pięć­set mi­liar­dów do­la­rów, a mimo to więk­szość Ame­ry­ka­nów nie ro­zu­mie jej przy­czyn6. Pro­blem ten z pew­no­ścią bę­dzie po­wo­dem cier­pie­nia, co naj­mniej fi­nan­so­we­go, dla każ­de­go męż­czy­zny, każ­dej ko­bie­ty i każ­de­go dziec­ka w tym kra­ju i naj­praw­do­po­dob­niej bę­dzie się cią­gnął przez kil­ka po­ko­leń. Pod­czas roz­mo­wy, któ­rą z nim prze­pro­wa­dzi­łem, L. Wil­liam Se­id­man, szef za­rzą­du Re­so­lu­tion Trust Cor­po­ra­tion i Fe­de­ral De­po­sit In­su­ran­ce Cor­po­ra­tion, po­wie­dział mi: "Je­ste­śmy je­dy­nym pań­stwem świa­ta, któ­re jest wy­star­cza­ją­co bo­ga­te, by prze­żyć taką po­mył­kę". Co wy­wo­ła­ło cały ten fi­nan­so­wy ba­ła­gan? To kla­sycz­ny przy­kład usi­ło­wań wy­eli­mi­no­wa­nia cier­pie­nia po­przez roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mu bez usu­wa­nia jego przy­czy­ny.

Wszyst­ko za­czę­ło się od pro­ble­mów z oszczęd­no­ścia­mi i po­życz­ka­mi, któ­re po­ja­wi­ły się w koń­cu lat sie­dem­dzie­sią­tych i na po­cząt­ku osiem­dzie­sią­tych. In­sty­tu­cje ban­ko­we i kre­dy­to­we bu­do­wa­ły swo­je in­te­re­sy przede wszyst­kim na ryn­ku przed­się­bior­ców i kon­su­men­tów. Je­śli bank ma przy­no­sić zy­ski, musi udzie­lać po­ży­czek, przy czym opro­cen­to­wa­nie po­ży­czek musi być wyż­sze od opro­cen­to­wa­nia ofe­ro­wa­ne­go za lo­ka­ty oszczęd­no­ścio­we. Na po­cząt­ko­wych eta­pach ca­łej spra­wy ban­ki na­po­ty­ka­ły trud­no­ści z róż­nych stron. Pierw­szym cio­sem był fakt, że kor­po­ra­cje we­szły na ob­szar do­tych­czas za­re­zer­wo­wa­ny wy­łącz­nie dla ban­ko­wo­ści: po­życz­ki. Wiel­kie fir­my od­kry­ły, że udzie­la­jąc so­bie wza­jem­nie po­ży­czek, znacz­nie oszczę­dza­ją, i wy­pra­co­wa­ły coś, co zna­ne jest dzi­siaj jako "ry­nek pa­pie­rów war­to­ścio­wych". Był to tak ol­brzy­mi suk­ces, że zy­ski wie­lu ban­ków do­słow­nie się roz­pa­dły.

W tym sa­mym cza­sie nowe zja­wi­ska po­ja­wi­ły się rów­nież na ame­ry­kań­skim ryn­ku kon­su­menc­kim. Wi­zy­ta u urzęd­ni­ka ban­ko­we­go zaj­mu­ją­ce­go się udzie­la­niem po­ży­czek nig­dy nie na­le­ża­ła do przy­jem­no­ści. Nikt spe­cjal­nie się nie cie­szył, gdy miał się wy­brać do ban­ku i po­pro­sić o po­życz­kę na dom albo sa­mo­chód, głów­nie dla­te­go, że ozna­cza­ło to pod­da­nie się fi­nan­so­we­mu śledz­twu. Lu­dzie nie czu­li się z tym do­brze. Fir­my sa­mo­cho­do­we szyb­ko to od­kry­ły i na­tych­miast za­czę­ły ofe­ro­wać swo­im klien­tom po­życz­ki, za­pew­nia­jąc so­bie w ten spo­sób do­dat­ko­we zy­ski. Prze­ko­na­ły się, że na fi­nan­so­wa­niu sa­mo­cho­dów mogą za­ra­biać rów­nie do­brze jak na ich pro­duk­cji, a mogą przy tym za­ofe­ro­wać klien­to­wi do­dat­ko­wą usłu­gę oraz niż­szy pro­cent. Do tego trak­to­wa­li oni klien­ta o wie­le le­piej niż ban­ki, po­nie­waż za­le­ża­ło im na sprze­da­ży. Klien­ci szyb­ko do­ce­ni­li za­le­ty tej for­my sprze­da­ży sa­mo­cho­dów oraz ni­skie opła­ty ma­ni­pu­la­cyj­ne. Cała spra­wa za­ła­twia­na była w jed­nym miej­scu, przez jed­ną oso­bę, któ­rej w do­dat­ku za­le­ża­ło na klien­tach. Skut­kiem tego wszyst­kie­go Ge­ne­ral Mo­tors Ac­cep­tan­ce Cor­po­ra­tion (GMAC) sta­ła się szyb­ko jed­ną z naj­więk­szych firm fi­nan­su­ją­cych kup­no sa­mo­cho­dów w ca­łym kra­ju.

Jed­nym z ostat­nich ba­stio­nów po­ży­czek ban­ko­wych był ry­nek han­dlu nie­ru­cho­mo­ścia­mi, ale wy­so­kie od­set­ki i in­fla­cja pod­nio­sły opro­cen­to­wa­nie kre­dy­tu aż do 18% w ska­li mie­sięcz­nej. Do­szło do tego, że nikt nie mógł so­bie po­zwo­lić na spła­ca­nie mie­sięcz­nych rat. Ła­two moż­na zgad­nąć, że po­życz­ki na za­kup nie­ru­cho­mo­ści po pro­stu upa­dły.

Ban­ki stra­ci­ły klien­tów en mas­se: wy­eli­mi­no­wa­no je z więk­szej czę­ści ryn­ku po­ży­czek na za­kup sa­mo­cho­dów i za­czę­ły bo­ry­kać się ze spad­kiem za­in­te­re­so­wa­nia po­życz­ka­mi na za­kup domu. Ostat­nim cio­sem wy­mie­rzo­nym ban­kom był fakt, że klien­ci lo­ku­ją­cy w nich swo­je oszczęd­no­ści za­czę­li do­ma­gać się na sku­tek in­fla­cji więk­szych od­se­tek, pod­czas gdy pro­cent od udzie­la­nych po­ży­czek po­zo­stał nie­zmie­nio­ny. Z każ­dym dniem ban­ki tra­ci­ły wię­cej pie­nię­dzy. Po­sta­wio­ne wo­bec ko­niecz­no­ści ra­to­wa­nia swo­jej eg­zy­sten­cji, zde­cy­do­wa­ły się na dwie rze­czy. Po pierw­sze, ob­ni­ży­ły wy­ma­ga­nia wo­bec klien­tów sta­ra­ją­cych się o po­życz­ki. Dla­cze­go? W wy­ni­ku prze­ko­na­nia, że w prze­ciw­nym ra­zie nie bę­dzie komu udzie­lać po­ży­czek. A je­śli nie będą udzie­lać po­ży­czek, nie będą wy­pra­co­wy­wać zy­sków, a więc będą cier­pieć. Je­śli będą udzie­lać po­ży­czek, będą mia­ły zy­ski, a więc będą od­czu­wa­ły przy­jem­ność. Poza tym nie było w tym wiel­kie­go ry­zy­ka. Gdy­by bo­wiem się oka­za­ło, że po­życz­ko­bior­ca nie wy­wią­zu­je się ze swo­ich zo­bo­wią­zań, i tak za­pła­cą za nie­go po­dat­ni­cy tacy jak ty i ja. W osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku strach przed cier­pie­niem był nie­wiel­ki, a po­ku­sa "za­ry­zy­ko­wa­nia" ban­ko­we­go (na­sze­go?) ka­pi­ta­łu ol­brzy­mia.

Ban­ki oraz in­sty­tu­cje kre­dy­to­we wy­wie­ra­ły rów­nież na­ci­ski na Kon­gres, aby ten ura­to­wał je przed ka­ta­stro­fą. Skut­kiem tego na­stą­pi­ło kil­ka zmian. Duże ban­ki zda­ły so­bie spra­wę z fak­tu, że mogą udzie­lać po­ży­czek tym ob­cym pań­stwom, któ­re de­spe­rac­ko po­trze­bu­ją ka­pi­ta­łu. Jed­na taka umo­wa mo­gła opie­wać na­wet na pięć­dzie­siąt mi­lio­nów do­la­rów. Ob­ra­ca­nie taką kwo­tą wy­ma­ga­ło­by po­zy­ska­nia mi­lio­nów in­dy­wi­du­al­nych klien­tów. Po­nad­to ja­wi­ła się moż­li­wość wyż­sze­go opro­cen­to­wa­nia. Dy­rek­to­rzy ban­ków i pra­cow­ni­cy wy­dzia­łów kre­dy­to­wych otrzy­my­wa­li pre­mie w za­leż­no­ści od wy­so­ko­ści i licz­by udzie­lo­nych po­ży­czek. Ban­ki prze­sta­ły się in­te­re­so­wać ja­ko­ścią sa­mej trans­ak­cji. Prze­sta­ły przy­wią­zy­wać wagę do fak­tu, czy kraj taki jak Bra­zy­lia bę­dzie w sta­nie pod­ję­tą po­życz­kę spła­cić. Tak na­praw­dę to chy­ba nikt się tym w ogó­le nie przej­mo­wał. Dla­cze­go? Ano ban­kie­rzy ro­bi­li do­kład­nie to, cze­go ich na­uczy­li­śmy: to my sami za­chę­ci­li­śmy ich do igra­nia z Fe­de­ral De­po­sit In­su­ran­ce, obie­cu­jąc, że je­śli wy­gra­ją, wy­gra­ją kro­cie, a je­śli prze­gra­ją, my po­kry­je­my ra­chun­ki. W ta­kim sce­na­riu­szu było po pro­stu za mało cier­pie­nia dla ban­kie­ra.

Małe ban­ki, któ­re nie mia­ły ka­pi­ta­łu na tyle du­że­go, by udzie­lać po­ży­czek za­gra­nicz­nych, szyb­ko od­kry­ły, że dru­gą po kre­dy­to­wa­niu ob­cych państw moż­li­wo­ścią jest udzie­la­nie po­ży­czek roz­wi­ja­ją­cym się fir­mom ame­ry­kań­skim. Rów­nież one ob­ni­ży­ły swo­je wy­ma­ga­nia w sto­sun­ku do po­życz­ko­bior­cy i na roz­bu­do­wę fir­my moż­na było do­stać kre­dyt bez żad­nych opłat z góry. Jak za­re­ago­wa­ły fir­my? Cóż, nie mia­ły wie­le do stra­ce­nia, po­nie­waż były to w koń­cu cu­dze pie­nią­dze, a Kon­gres wpro­wa­dził tak wiel­kie ulgi po­dat­ko­we na in­we­sty­cje bu­dow­la­ne, że trud­no było się oprzeć po­ku­sie. Fir­my nie mu­sia­ły już ana­li­zo­wać ryn­ku, nie mu­sia­ły ła­mać so­bie gło­wy nad lo­ka­li­za­cją i roz­mia­ra­mi pla­no­wa­ne­go bu­dyn­ku. Po­zo­sta­ła im więc tyl­ko ta jed­na pew­ność, że uzy­ska­ją naj­więk­szy w ich ży­ciu od­pis po­dat­ko­wy.

Skut­kiem tego wszyst­kie­go fir­my za­czę­ły bu­do­wać jak sza­lo­ne, po­wo­du­jąc w ten spo­sób za­blo­ko­wa­nie ryn­ku. Kie­dy po­daż znacz­nie prze­wyż­szy­ła po­pyt, ry­nek się za­ła­mał. Wte­dy fir­my po­wie­dzia­ły ban­kom: Nie mo­że­my spła­cać. Ban­ki z ko­lei po­wie­dzia­ły to samo po­dat­ni­kom. Nie­ste­ty, my nie mamy się do kogo zwró­cić. Co gor­sza, wszy­scy sta­li­śmy się w tym kra­ju świad­ka­mi ol­brzy­mich nad­użyć, co spo­wo­do­wa­ło po­wszech­ne prze­ko­na­nie, że je­śli ktoś jest bo­ga­ty, to mu­siał ko­goś skrzyw­dzić. Stwo­rzy­ło to ne­ga­tyw­ne po­sta­wy wo­bec wie­lu biz­nes­me­nów, któ­rzy prze­cież two­rzą miej­sca pra­cy po­zwa­la­ją­ce na re­ali­za­cję ame­ry­kań­skie­go ma­rze­nia.

Cały ten ba­ła­gan ilu­stru­je nasz brak zro­zu­mie­nia re­la­cji mię­dzy si­ła­mi po­wo­do­wa­ny­mi przez uczu­cia przy­jem­no­ści i cier­pie­nia. Do­wo­dzi też, jak nie­mą­dre są pró­by po­zby­cia się dłu­go­fa­lo­wych pro­ble­mów za po­mo­cą krót­ko­fa­lo­wych roz­wią­zań.

Cier­pie­nie i przy­jem­ność są rów­nież za­ku­li­so­wy­mi re­ży­se­ra­mi dra­ma­tu świa­to­we­go. Przez lata na­sze sto­sun­ki ze Związ­kiem Ra­dziec­kim ce­cho­wa­ła cią­gła eska­la­cja zbro­jeń. Oby­dwa kra­je pro­du­ko­wa­ły wciąż wię­cej bro­ni, by móc spro­stać wa­run­kom groź­by: "Je­śli wy nas skrzyw­dzi­cie, nasz od­wet przy­nie­sie wam wie­le wię­cej bólu". Do­szło w koń­cu do tego, że w cią­gu każ­dej se­kun­dy wy­da­wa­li­śmy na zbro­je­nia pięt­na­ście ty­się­cy do­la­rów!

Co spra­wi­ło, że Gor­ba­czow tak na­gle zde­cy­do­wał się na ne­go­cja­cje o re­duk­cji zbro­jeń? Od­po­wiedź brzmi: cier­pie­nie. Za­czął łą­czyć ol­brzy­mie cier­pie­nie z pró­ba­mi prze­wyż­sze­nia na­sze­go ol­brzy­mie­go ar­se­na­łu zbro­je­nio­we­go. Było to nie­moż­li­we fi­nan­so­wo, sko­ro nie mógł na­wet na­kar­mić lu­dzi w swo­im kra­ju. A je­śli lu­dzie nie mają co jeść, bar­dziej ob­cho­dzą ich wła­sne żo­łąd­ki niż zbro­je­nia. Bar­dziej za­le­ży im na za­peł­nie­niu lo­dów­ki niż na za­peł­nie­niu ma­ga­zy­nów zbro­je­nio­wych swe­go kra­ju. Za­czy­na­ją są­dzić, że pie­nią­dze są źle wy­da­wa­ne, i do­ma­ga­ją się zmian. Czy Gor­ba­czow zmie­nił swo­je sta­no­wi­sko dla­te­go, że jest wiel­kim czło­wie­kiem? Być może. Ale jed­no jest pew­ne: nie miał wy­bo­ru.

Natura podporządkowała ludzkość dwóm udzielnym władcom - cierpieniu i przyjemności... Rządzą one wszystkim, co robimy, wszystkim, co mówimy, i wszystkim, co myślimy. Wszelkie wysiłki, które moglibyśmy podjąć, by wyzwolić się spod ich panowania, jedynie nam to panowanie unaocznią i potwierdzą.

JE­RE­MY BEN­THAM

Dla­cze­go lu­dzie po­zo­sta­ją w nie­da­ją­cych im sa­tys­fak­cji związ­kach, dla­cze­go nie chcą ich ja­koś ulep­szać albo po pro­stu skoń­czyć i da­lej iść przez ży­cie? Po­nie­waż wie­dzą, że zmia­ny po­pro­wa­dzą ich w nie­zna­ne, a więk­szość z nas jest prze­ko­na­na, że owo nie­zna­ne przy­nie­sie nam wię­cej cier­pie­nia niż na­sze obec­ne ży­cie. Do­kład­nie jak w przy­sło­wiu: "Lep­szy dia­beł zna­jo­my niż ten, któ­re­go nie znasz", albo: "Lep­szy wró­bel w gar­ści niż ka­na­rek na da­chu". To głę­bo­kie prze­ko­na­nie po­wstrzy­mu­je nas od pod­ję­cia dzia­łań, któ­re zmie­nią na­sze ży­cie.

Je­śli chce­my wejść z kimś w in­tym­ny zwią­zek, mu­si­my po­ko­nać strach przed od­rzu­ce­niem i bó­lem. Je­śli pla­nu­je­my roz­po­czę­cie wła­snych in­te­re­sów, mu­si­my prze­ła­mać strach przed utra­tą bez­pie­czeń­stwa. Tak na­praw­dę przed­się­wzię­cie nie­mal każ­dej cen­nej dla nas w ży­ciu rze­czy wy­ma­ga od nas dzia­ła­nia wbrew pod­sta­wo­we­mu uwa­run­ko­wa­niu sys­te­mu ner­wo­we­go. Mu­si­my po­ra­dzić so­bie ze stra­chem, prze­ła­mu­jąc ist­nie­ją­ce w nas ze­spo­ły re­ak­cji, i w wie­lu wy­pad­kach mu­si­my zmie­nić strach w silę. Zresz­tą naj­czę­ściej oba­wy, któ­rym po­zwa­la­my nad sobą pa­no­wać, nig­dy nie sta­ją się rze­czy­wi­sto­ścią. Na przy­kład czę­sto lu­dzie łą­czą cier­pie­nie z la­ta­niem sa­mo­lo­tem, choć w rze­czy­wi­sto­ści nie ma żad­nych pod­staw dla ujaw­nie­nia tej fo­bii. Re­agu­ją w ten spo­sób na bo­le­sne do­świad­cze­nie z prze­szło­ści. Czy­ta­li kie­dyś w pra­sie o ka­ta­stro­fie sa­mo­lo­to­wej i te­raz uni­ka­ją la­ta­nia: po­zwa­la­ją, by pa­no­wał nad nimi strach.

Mu­si­my za­wsze być pew­ni, że na­sze ży­cie to­czy się w te­raź­niej­szo­ści i re­agu­je­my na zja­wi­ska rze­czy­wi­ste, a nie na strach przed tym, co się kie­dyś wy­da­rzy­ło albo może się wy­da­rzyć pew­ne­go dnia. Naj­waż­niej­sze jest, by pa­mię­tać, że nig­dy nie ucie­ka­my przed rze­czy­wi­stym cier­pie­niem. Ucie­ka­my przed tym, co w na­szym prze­ko­na­niu do­pro­wa­dzi do cier­pie­nia.

DO­KO­NAJ­MY KIL­KU ZMIAN JUŻ TE­RAZ

PO PIERW­SZE, spisz na ka­wał­ku pa­pie­ru czte­ry rze­czy, któ­re po­wi­nie­neś zro­bić, a od ja­kie­goś cza­su je od­kła­dasz. Może mu­sisz stra­cić kil­ka ki­lo­gra­mów. Może mu­sisz rzu­cić pa­le­nie. Być może po­wi­nie­neś skon­tak­to­wać się z kimś, na kim ci za­le­ży, albo od­no­wić zna­jo­mość z kimś, kto jest dla cie­bie waż­ny.

PO DRU­GIE, pod każ­dą z tych rze­czy za­pisz od­po­wiedź na na­stę­pu­ją­ce py­ta­nia: Dla­cze­go nie przy­stą­pi­łem do dzia­ła­nia? Ja­kie cier­pie­nia łą­czy­łem z tymi dzia­ła­nia­mi w prze­szło­ści?

Od­po­wiedź na te py­ta­nia po­mo­że ci zro­zu­mieć, że więk­sze cier­pie­nie łą­czy­łeś z pod­ję­ciem dzia­ła­nia niż z jego nie­podej­mo­wa­niem. Bądź ze sobą szcze­ry. Je­śli mó­wisz so­bie, że nie łą­czy­łeś z tymi dzia­ła­nia­mi żad­nych cier­pień, za­sta­nów się nad tym do­kład­niej. Może to być zu­peł­nie oczy­wi­sty po­ziom cier­pie­nia, na przy­kład wiel­ka trud­ność zna­le­zie­nia wol­nej chwi­li w na­pię­tym pla­nie co­dzien­nych za­jęć.

PO TRZE­CIE, spo­rządź li­stę wszyst­kich przy­jem­no­ści, któ­re w prze­szło­ści przy­no­sił ci ten ne­ga­tyw­ny wzór dzia­ła­nia. Je­śli na przy­kład są­dzisz, że po­wi­nie­neś schud­nąć, to dla­cze­go wciąż ja­dłeś całe tor­by fry­tek, chru­pek i sło­dy­czy? Uni­ka­łeś cier­pień zwią­za­nych z od­mó­wie­niem so­bie ła­ko­ci, to praw­da, ale jed­no­cze­śnie ro­bi­łeś to, po­nie­waż spra­wia­ło ci to do­raź­ną przy­jem­ność. Na­tych­mia­sto­wą przy­jem­ność! A nikt nie chce po­zby­wać się tych przy­jem­nych uczuć! Aby spo­wo­do­wać trwa­łą zmia­nę, mu­si­my zna­leźć spo­sób, by za­pew­nić so­bie co naj­mniej taką samą przy­jem­ność bez żad­nych ne­ga­tyw­nych kon­se­kwen­cji. Tak więc roz­po­zna­nie przy­jem­no­ści, jaką ci to da­wa­ło, po­mo­że ci zi­den­ty­fi­ko­wać nowy cel.

PO CZWAR­TE, za­pisz, jaką cenę za­pła­cisz, je­śli nie zmie­nisz się te­raz. Co się sta­nie, je­śli nie prze­sta­niesz jeść cu­kru i tłusz­czu? Je­śli nie prze­sta­niesz pa­lić? Je­śli nie za­dzwo­nisz do ko­goś, do kogo po­wi­nie­neś za­dzwo­nić? Je­śli nie za­czniesz co­dzien­nie ćwi­czyć? Ile cię to bę­dzie kosz­to­wać za dwa, za trzy, za pięć lat? Jaki bę­dzie koszt emo­cjo­nal­ny? Jaki bę­dzie koszt, gdy idzie o twój wła­sny ob­raz sa­me­go sie­bie? Koszt ener­gii fi­zycz­nej? Ile bę­dziesz mu­siał za­pła­cić uczu­cia­mi i god­no­ścią? Ile pie­nię­dzy bę­dziesz mu­siał w to wło­żyć? Ja­kie będą kosz­ty w re­la­cjach z ludź­mi, na któ­rych za­le­ży ci naj­bar­dziej? Jak bę­dziesz się z tym czuł?

Nie mów: "Będę gru­by", albo: "Bę­dzie mnie to kosz­to­wa­ło tro­chę pie­nię­dzy". To nie wy­star­czy. Mu­sisz pa­mię­tać, że kie­ru­ją nami emo­cje. Za­po­znaj się więc z cier­pie­niem i po­trak­tuj je jak przy­ja­cie­la, któ­ry może po­pro­wa­dzić cię do ko­lej­ne­go suk­ce­su.

OSTAT­NI KROK sta­no­wi spo­rzą­dze­nie li­sty wszyst­kich przy­jem­no­ści, któ­re spra­wi ci na­tych­mia­sto­we pod­ję­cie każ­de­go z tych czte­rech dzia­łań. Spo­rządź dłu­gą li­stę, któ­ra bę­dzie kie­ro­wać two­imi emo­cja­mi, któ­ra cię po­ru­szy. "Zy­skam po­czu­cie, że na­praw­dę pa­nu­ję nad swo­im ży­ciem, że to ja sam nim rzą­dzę. Zy­skam o wie­le więk­szą pew­ność sie­bie. Zy­skam wi­tal­ność i zdro­wie. Będę w sta­nie umoc­nić wszyst­kie związ­ki z dro­gi­mi mi ludź­mi. Zy­skam siłę woli, któ­rą będę mógł wy­ko­rzy­sty­wać we wszyst­kich in­nych dzie­dzi­nach ży­cia. Moje ży­cie bę­dzie po pro­stu lep­sze w cią­gu naj­bliż­szych kil­ku lat. Po­dej­mu­jąc te dzia­ła­nia, speł­nię swo­je ma­rze­nia". Za­pisz wszyst­kie ko­rzy­ści i przy­jem­no­ści, ja­kie od­nie­siesz za­rów­no te­raz, jak i na dłuż­szą metę.

Go­rą­co na­ma­wiam, byś zro­bił to ćwi­cze­nie wła­śnie te­raz, byś wła­śnie te­raz wy­ko­rzy­stał mo­ty­wa­cję, jaka na­ra­sta­ła w to­bie pod­czas do­tych­cza­so­wej lek­tu­ry. CAR­PE DIEM! Chwy­taj dzień! Nie ma lep­szej chwi­li niż obec­na. Je­śli jed­nak nie mo­żesz się oprzeć po­ku­sie lek­tu­ry ko­lej­ne­go roz­dzia­łu, prze­czy­taj go. Pa­mię­taj jed­nak, by wró­cić do tego ćwi­cze­nia póź­niej i udo­wod­nić so­bie za jego po­mo­cą, że pa­nu­jesz nad wiel­ki­mi si­ła­mi cier­pie­nia i przy­jem­no­ści.

Roz­dział ten wie­le razy udo­wad­niał ci, że do­słow­nie każ­dy aspekt na­sze­go ży­cia za­le­ży od tego, z czym łą­czy­my przy­jem­ność, a z czym cier­pie­nie, po­ka­zy­wał, że każ­dy z nas ma dość siły, by zmie­nić te aso­cja­cje i w kon­se­kwen­cji za­pa­no­wać nad wła­sny­mi dzia­ła­nia­mi i wła­snym prze­zna­cze­niem. Aby jed­nak to osią­gnąć, mu­si­my zro­zu­mieć, jak dzia­ła­ją na­sze sys­te­my prze­ko­nań.

Rozdział drugiDECYZJE: DROGA KU POTĘDZE

Człowiek rodzi się, by żyć, nie po to, by przygotowywać się do życia.

BO­RYS PA­STER­NAK

Czy pa­mię­tasz cza­sy, kie­dy pre­zy­den­tem USA był Jim­my Car­ter? Do wła­dzy w Ira­nie do­szedł aja­tol­lah Cho­me­ini, któ­ry trzy­mał jako za­kład­ni­ków na­szych ro­da­ków? W Pol­sce elek­tryk ze Stocz­ni Gdań­skiej na­zwi­skiem Lech Wa­łę­sa zro­bił rzecz wręcz nie do po­my­śle­nia: zde­cy­do­wał prze­ciw­sta­wić się re­żi­mo­wi ko­mu­ni­stycz­ne­mu. Po­pro­wa­dził swo­ich współ­pra­cow­ni­ków do straj­ku, a kie­dy wy­rzu­co­no go z pra­cy, po pro­stu wspiął się na mur ota­cza­ją­cy stocz­nię. Od tego cza­su pa­dło wie­le mu­rów, nie­praw­daż?

Czy pa­mię­tasz wia­do­mość, że John Len­non zo­stał za­mor­do­wa­ny? Czy pa­mię­tasz wy­buch wul­ka­nu Świę­tej He­le­ny zrów­nu­ją­cy z zie­mią ob­szar o po­wierzch­ni stu pięć­dzie­się­ciu mil kwa­dra­to­wych? Czy ki­bi­co­wa­łeś pod­czas me­czu ho­ke­jo­we­go, kie­dy dru­ży­na ame­ry­kań­ska po­ko­na­ła So­wie­tów i zdo­by­ła olim­pij­skie zło­to? Był to rok 1980, nie­wie­le wię­cej niż dzie­sięć lat temu.

Za­sta­nów się przez chwi­lę! Gdzie wte­dy by­łeś? Jaki by­łeś? Kim byli twoi przy­ja­cie­le? Ja­kie były two­je na­dzie­je i ma­rze­nia? Gdy­by ktoś za­py­tał cię wte­dy: "Gdzie znaj­dziesz się za dzie­sięć albo pięt­na­ście lat?", czy po­tra­fił­byś od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie? Czy dzi­siaj znaj­du­jesz się tam, gdzie wte­dy chcia­łeś się zna­leźć? Dzie­sięć lat mi­nę­ło bar­dzo szyb­ko, praw­da?

Ale jest jesz­cze coś waż­niej­sze­go. Być może po­win­ni­śmy so­bie wła­śnie dzi­siaj za­dać py­ta­nia:

Jak chcę prze­żyć naj­bliż­sze dzie­sięć lat mo­je­go ży­cia? Jak mam żyć dziś, aby stwo­rzyć so­bie ju­tro, któ­re­go chcę do­cze­kać? Ja­kich za­sad od tego mo­men­tu po­wi­nien się trzy­mać? Co waż­ne jest dla mnie w tej wła­śnie chwi­li, a co bę­dzie waż­ne za ja­kiś czas? Ja­kie dzia­ła­nia mogę pod­jąć dzi­siaj, aby ukształ­to­wać swo­je osta­tecz­ne prze­zna­cze­nie?

Z pew­no­ścią na­dej­dzie mo­ment, w któ­rym chwi­la obec­na sta­nie się chwi­lą sprzed dzie­się­ciu lat. Py­ta­nie tyl­ko: Gdzie wte­dy bę­dziesz? Kim się sta­niesz? Jak bę­dziesz żyć i jaki bę­dzie po­ży­tek z two­je­go ży­cia?

Te­raz jest czas, by za­pla­no­wać naj­bliż­sze dzie­sięć lat two­je­go ży­cia, a nie wte­dy, kie­dy lata te już prze­mi­ną. Mu­si­my chwy­tać każ­dą chwi­lę. Mi­nę­ły już pierw­sze lata ko­lej­ne­go dzie­się­cio­le­cia i zbli­ża­my się do ostat­nich lat XX wie­ku! Wkrót­ce znaj­dzie­my się w XXI wie­ku, w no­wym ty­siąc­le­ciu! Rok dwu­ty­sięcz­ny na­dej­dzie, za­nim się spo­strze­żesz. Za je­dy­ne dzie­sięć lat bę­dziesz pa­trzył na ten wła­śnie mo­ment w taki sam spo­sób, w jaki dzi­siaj pa­trzysz na rok 1980. Czy bę­dziesz za­do­wo­lo­ny pa­trząc wstecz na lata dzie­więć­dzie­sią­te? A może bę­dziesz za­kło­po­ta­ny? Za­chwy­co­ny czy prze­ra­żo­ny?

Na po­cząt­ku 1980 roku by­łem dzie­więt­na­sto­let­nim dzie­cia­kiem. Czu­łem się osa­mot­nio­ny i sfru­stro­wa­ny. Nie mia­łem do­słow­nie żad­nych źró­deł fi­nan­so­wa­nia. Nie mia­łem do­stę­pu do żad­nych na­uczy­cie­li suk­ce­su, nie mia­łem przy­ja­ciół, któ­rym się po­wio­dło, ani men­to­rów, nie sta­ły przede mną żad­ne ja­sno okre­ślo­ne cele. By­łem nie­udol­ny i gru­by. Mimo to jed­nak w cią­gu za­le­d­wie dzie­się­ciu lat od­kry­łem w so­bie siłę, któ­rą wy­ko­rzy­sta­łem, by zmie­nić każ­dą dzie­dzi­nę mo­je­go ży­cia. Kie­dy do per­fek­cji opa­no­wa­łem po­słu­gi­wa­nie się tą siłą, uży­łem jej, by w cią­gu nie­speł­na jed­ne­go roku zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wać swo­je ży­cie. Wy­ko­rzy­sta­łem ją jako na­rzę­dzie, któ­re po­zwo­li­ło mi nie­praw­do­po­dob­nie wręcz pod­nieść moją wia­rę w sie­bie, co z ko­lei dało mi umie­jęt­ność po­dej­mo­wa­nia dzia­łań i osią­ga­nia wy­mier­nych re­zul­ta­tów. Wy­ko­rzy­sta­łem ją rów­nież dla po­lep­sze­nia swo­je­go sta­nu fi­zycz­ne­go i w cią­gu tych lat stra­ci­łem trzy­dzie­ści osiem fun­tów tłusz­czu. Dzię­ki temu po­zy­ska­łem uczu­cie ko­bie­ty mo­ich ma­rzeń, po­ślu­bi­łem ją i stwo­rzy­łem ro­dzi­nę, jaką za­wsze chcia­łem mieć. Wy­ko­rzy­sta­łem tę siłę, aby swo­je do­cho­dy pod­nieść z po­zio­mu za­le­d­wie wy­star­cza­ją­ce­go na prze­ży­cie do po­zio­mu po­nad mi­lio­na do­la­rów rocz­nie. Siła ta prze­nio­sła mnie z mo­je­go ma­łe­go miesz­ka­nia (w któ­rym na­czy­nia zmy­wa­łem w wan­nie, po­nie­waż nie było tam zle­wo­zmy­wa­ka) do obec­nej re­zy­den­cji, Del Mar Ca­stle. Tyl­ko dzię­ki temu jed­ne­mu od­kry­ciu z eta­pu, na któ­rym czu­łem się sa­mot­ny i nie­po­trzeb­ny, zna­la­złem się na eta­pie, na któ­rym je­stem wdzięcz­ny za nowe moż­li­wo­ści ofe­ro­wa­nia cze­goś mi­lio­nom lu­dzi na ca­łym świe­cie. Jest to siła, któ­rą co­dzien­nie od nowa wy­ko­rzy­stu­ję, by kształ­to­wać wła­sne prze­zna­cze­nie.

W książ­ce Unli­mi­ted Po­wer ja­sno udo­wod­ni­łem, że naj­sku­tecz­niej­szy spo­sób na kształ­to­wa­nie wła­sne­go ży­cia to PRZY­STĄ­PIĆ DO DZIA­ŁA­NIA i trze­ba się tyl­ko do tego na­kło­nić. Róż­ni­ce w osią­ga­nych przez lu­dzi re­zul­ta­tach spro­wa­dza­ją się do tego, co zro­bi­li oni in­a­czej niż inni w po­dob­nych sy­tu­acjach. Róż­ne dzia­ła­nia przy­no­szą róż­ne re­zul­ta­ty. Dla­cze­go? Po­nie­waż każ­de dzia­ła­nie sta­no­wi ze­staw po­wią­za­nych ze sobą po­czy­nań, a jego re­zul­ta­ty opar­te są na re­zul­ta­tach na­szych prze­szłych dzia­łań i prze­no­szą nas w okre­ślo­nym kie­run­ku. Każ­dy z ta­kich kie­run­ków pro­wa­dzi do osta­tecz­ne­go celu - na­sze­go prze­zna­cze­nia.

In­a­czej mó­wiąc, je­śli chce­my kie­ro­wać wła­snym ży­ciem, mu­si­my bez­po­śred­nio kon­tro­lo­wać wszyst­kie swo­je dzia­ła­nia. Kształ­tu­je­my swo­je ży­cie nie po­przez dzia­ła­nia po­dej­mo­wa­ne od cza­su do cza­su, ale po­przez dzia­ła­nia po­dej­mo­wa­ne kon­se­kwent­nie. Tak więc naj­waż­niej­sze py­ta­nie brzmi: Co po­prze­dza na­sze dzia­ła­nie? Co wa­run­kuj e, ja­kie dzia­ła­nia po­dej­mu­je­my, a więc w kon­se­kwen­cji, kim się sta­je­my i ja­kie jest na­sze osta­tecz­ne ży­cio­we prze­zna­cze­nie? Co jest mat­ką wszel­kich dzia­łań?

Od­po­wie­dzią, do któ­rej do­tych­czas od­wo­ły­wa­łem się je­dy­nie po­śred­nio, są dwa sło­wa: SIŁA DE­CY­ZJI. Wszyst­ko, co dzie­je się w two­im ży­ciu - i to, cze­go się bo­isz, i to, co jest dla cie­bie wy­zwa­niem - za­czę­ło się od ja­kiejś de­cy­zji. Je­stem prze­ko­na­ny, że two­je prze­zna­cze­nie kształ­tu­je się wła­śnie w chwi­lach po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji. DE­CY­ZJE, któ­re po­dej­mu­jesz wła­śnie te­raz, każ­de­go dnia, ukształ­tu­ją nie tyl­ko two­je sa­mo­po­czu­cie dzi­siaj, ale też wpły­ną na to, kim sta­niesz się w koń­cu lat dzie­więć­dzie­sią­tych.

Czy w cią­gu ostat­nich dzie­się­ciu lat two­je­go ży­cia były mo­men­ty, w któ­rych inna de­cy­zja cał­ko­wi­cie zmie­ni­ła­by two­je ży­cie na lep­sze albo na gor­sze? Może na przy­kład pod­ją­łeś ja­kąś de­cy­zję w spra­wach za­wo­do­wych i ona wła­śnie od­mie­ni­ła two­je ży­cie? A może nie pod­ją­łeś ja­kiejś de­cy­zji? Być może w cią­gu tych dzie­się­ciu lat po­sta­no­wi­łeś się oże­nić albo roz­wieść? Może ku­pi­łeś ja­kąś książ­kę lub ka­se­tę, któ­ra wpły­nę­ła na two­je dal­sze losy, albo też za­pi­sa­łeś się na ja­kiś kurs? Może zde­cy­do­wa­łeś się mieć dzie­ci albo odło­żyć to na póź­niej w po­go­ni za ka­rie­rą za­wo­do­wą? Może po­sta­no­wi­łeś in­we­sto­wać w dom albo w ja­kiś in­te­res? Być może po­sta­no­wi­łeś za­cząć upra­wiać ja­kiś sport albo prze­stać go upra­wiać? Może rzu­ci­łeś pa­le­nie? Może wresz­cie pod­ją­łeś de­cy­zję, by prze­pro­wa­dzić się do in­nej czę­ści kra­ju albo wy­ru­szyć w po­dróż do­oko­ła świa­ta? W jaki spo­sób wszyst­kie te de­cy­zje do­pro­wa­dzi­ły cię do tego wła­śnie miej­sca w ży­ciu, w któ­rym obec­nie się znaj­du­jesz?

Czy w mi­nio­nym dzie­się­cio­le­ciu twe­go ży­cia do­świad­czy­łeś uczuć tra­ge­dii i fru­stra­cji, czu­łeś się po­trak­to­wa­ny nie­spra­wie­dli­wie i nie mia­łeś żad­nej na­dziei? Wiem, że z pew­no­ścią tak. Cóż więc w tych sy­tu­acjach zde­cy­do­wa­łeś? Czy po­sta­no­wi­łeś ze­rwać krę­pu­ją­ce cię wię­zy, czy też pod­da­łeś się bez wal­ki? Jak de­cy­zje te ukształ­to­wa­ły two­je obec­ne ży­cie?

Człowiek nie jest tworem okoliczności, to okoliczności są tworem człowieka.

BEN­JA­MIN DI­SRA­EL

Je­stem cał­ko­wi­cie prze­ko­na­ny, że to wła­śnie na­sze de­cy­zje, a nie oko­licz­no­ści czy wa­run­ki ży­cio­we okre­śla­ją na­sze prze­zna­cze­nie. Do­brze wie­my, że są lu­dzie, któ­rzy przy­cho­dzą na świat z uprzy­wi­le­jo­wa­ną po­zy­cją: może to być prze­wa­ga uwa­run­ko­wa­na ge­ne­tycz­nie albo lep­sze wa­run­ki ży­cio­we i ro­dzin­ne, czy wresz­cie lep­sze ko­nek­sje. Wie­my jed­nak rów­nie do­brze, że wciąż na­po­ty­ka­my in­for­ma­cje o lu­dziach, któ­rzy wbrew wszel­kim prze­ciw­no­ściom prze­ła­ma­li krę­pu­ją­ce ich ogra­ni­cze­nia dzię­ki po­dej­mo­wa­niu wła­ści­wych de­cy­zji do­ty­czą­cych ich dal­sze­go ży­cia. Sta­no­wią oni przy­kład nie­ogra­ni­czo­nej po­tę­gi du­cha ludz­kie­go.

Je­śli tyl­ko zgo­dzisz się na to, wspól­nie uczy­ni­my z two­je­go ży­cia taki wła­śnie in­spi­ru­ją­cy przy­kład. W jaki spo­sób? Po pro­stu po­przez po­dej­mo­wa­nie dzi­siaj wła­śnie de­cy­zji do­ty­czą­cych two­je­go ży­cia w la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych. Je­śli nie zde­cy­do­wa­łeś jesz­cze, jak masz żyć w cią­gu naj­bliż­szych lat, to też pod­ją­łeś już ja­kąś de­cy­zję, nie­praw­da? Pod­ją­łeś de­cy­zję, że to oko­licz­no­ści i oto­cze­nie ukształ­tu­ją two­je prze­zna­cze­nie i to one będą tobą kie­ro­wa­ły, a nie ty sam.

"Za­raz, za­raz! Słu­chaj­cie! Prze­cież nie mu­si­my być tyl­ko owca­mi!"

Cale moje ży­cie zmie­ni­ło się do­słow­nie jed­ne­go dnia, a był to dzień, w któ­rym zro­bi­łem coś wię­cej niż tyl­ko usta­le­nie, co chciał­bym osią­gnąć i kim chciał­bym się stać. Tego dnia pod­ją­łem de­cy­zję, do cze­go będę w ży­ciu dą­żył z peł­ną de­ter­mi­na­cją. A to nie to samo.

Po­myśl! Czy jest ja­kaś róż­ni­ca mię­dzy za­in­te­re­so­wa­nie się czymś a po­świę­ce­nie się cze­muś? Oczy­wi­ście, że tak! Ileż to razy lu­dzie mó­wią: "Kur­czę, chciał­bym mieć wię­cej pie­nię­dzy!", albo: "Chciał­bym le­piej po­znać pro­ble­my mo­ich dzie­ci!", albo: "Wiesz, ja na­praw­dę chciał­bym zmie­nić świat!". Tyle tyl­ko, że tego typu stwier­dze­nia nie są wca­le rów­no­znacz­ne z po­świę­ce­niem się cze­muś, nie ma w nich de­ter­mi­na­cji. Sta­no­wią one je­dy­nie okre­śle­nie pre­fe­ren­cji, a zna­czą po pro­stu: "Je­stem za­in­te­re­so­wa­ny tym, by coś się sta­ło, je­śli oczy­wi­ście nie będę mu­siał ni­cze­go w tym kie­run­ku ro­bić". To nie siła! To sła­biut­ka mo­dli­twa wy­po­wie­dzia­na na­wet bez wia­ry w to, że zo­sta­nie wy­słu­cha­na.

Mu­sisz zde­cy­do­wać nie tyl­ko o tym, do ja­kich bę­dziesz dą­żył re­zul­ta­tów, ale rów­nież ja­kim czło­wie­kiem chcesz się stać. Mó­wi­li­śmy już w pierw­szym roz­dzia­le o tym, że mu­sisz zna­leźć kry­te­ria okre­śla­ją­ce, co ma być dla cie­bie moż­li­wym do za­ak­cep­to­wa­nia za­cho­wa­niem i cze­go po­wi­nie­neś spo­dzie­wać się po tych, któ­rzy są ci bli­scy.

Je­śli nie wy­zna­czysz so­bie POD­STA­WO­WYCH STAN­DAR­DÓW rze­czy i Wy­da­rzeń moż­li­wych dla cie­bie DO Za­ak­cep­to­wa­nia, bar­dzo ła­two ze­śli­zgniesz się do po­zio­mu dzia­łań i za­cho­wań albo ja­ko­ści ży­cia, któ­re są znacz­nie po­ni­żej tego, na co za­słu­gu­jesz.

Mu­sisz wy­zna­czyć so­bie tę gra­ni­cę i nie wol­no ci nig­dy jej prze­kra­czać, bez wzglę­du na to, co dzie­je się w two­im ży­ciu. Na­wet je­śli wszyst­ko się wali, je­śli za­ła­mu­je się gieł­da, je­śli opusz­cza cię uko­cha­na oso­ba, nikt nie chce cię wes­przeć, mu­sisz po­zo­stać wier­ny po­sta­no­wie­niu, że bę­dziesz żyć na naj­wyż­szym moż­li­wym po­zio­mie.

Nie­ste­ty więk­szość lu­dzi nig­dy tego nie robi, po­nie­waż są zbyt za­ję­ci wy­szu­ki­wa­niem so­bie róż­nych uspra­wie­dli­wień i wy­mó­wek.

Winę za to, że nie osią­gnę­li w ży­ciu tego, co chcie­li, po­no­szą ro­dzi­ce i złe wy­cho­wa­nie, brak moż­li­wo­ści i oka­zji roz­wo­ju w mło­do­ści albo brak moż­li­wo­ści kształ­ce­nia się, albo to, że są za sta­rzy, lub od­wrot­nie - za mło­dzi. Wszyst­kie te uspra­wie­dli­wie­nia to nic in­ne­go jak sys­tem prze­ko­nań (SP)! One nie tyl­ko nas ogra­ni­cza­ją, ale wręcz nisz­czą!

Wy­ko­rzy­sta­nie siły de­cy­zji po­zwa­la ci omi­jać wszel­kie moż­li­we uspra­wie­dli­wie­nia i zmie­nić do­wol­ną, a na­wet wszyst­kie dzie­dzi­ny two­je­go ży­cia w jed­nej chwi­li! Może zmie­nić two­je kon­tak­ty z in­ny­mi, wa­run­ki pra­cy, po­ziom zdro­wia fi­zycz­ne­go, do­cho­dy i stan emo­cjo­nal­ny. Może spra­wić, że je­steś szczę­śli­wy albo smut­ny, sfru­stro­wa­ny albo pod­eks­cy­to­wa­ny, znie­wo­lo­ny oko­licz­no­ścia­mi albo nie­ustan­nie wy­ra­ża­ją­cy wła­sną wol­ność. Wy­ko­rzy­sta­nie siły de­cy­zji jest źró­dłem zmian za­cho­dzą­cych w jed­no­st­ce, w ro­dzi­nie, spo­łecz­no­ści, na­ro­dzie, a na­wet w ca­łym świe­cie.

Kto do­ko­nał wszyst­kich zmian, któ­re za­szły w Eu­ro­pie Wschod­niej w cią­gu ostat­nich kil­ku lat? Lu­dzie, któ­rzy tam miesz­ka­ją, lu­dzie tacy jak ty i ja pod­ję­li nowe de­cy­zje, cze­go będą bro­nić, cze­mu się po­świę­cą, co jest, a co nie jest dla nich moż­li­we do za­ak­cep­to­wa­nia i cze­go nie będą już dłu­żej to­le­ro­wać. De­cy­zje Gor­ba­czo­wa z pew­no­ścią po­mo­gły po­su­wać się na tej dro­dze, ale de­ter­mi­na­cja Le­cha Wa­łę­sy i jego od­da­nie idei cią­głe­go pod­wyż­sza­nia stan­dar­dów ży­cio­wych zbu­do­wa­ły dro­gę pro­wa­dzą­cą do ol­brzy­mich zmian go­spo­dar­czych i po­li­tycz­nych.

Kie­dy lu­dzie na­rze­ka­ją na swo­ją pra­cę, czę­sto za­da­ję im py­ta­nie: "Dla­cze­go po­sze­dłeś dziś do pra­cy?". Zwy­kle od­po­wia­da­ją: "Bo mu­sia­łem". Ale ty za­wsze po­wi­nie­neś pa­mię­tać o jed­nym: w tym kra­ju nie ma do­słow­nie jed­nej rze­czy, któ­rą mu­sisz ro­bić. Ani jed­nej, to nie tu­taj! Z pew­no­ścią nie mu­sisz pra­co­wać w okre­ślo­nym miej­scu i okre­ślo­nym cza­sie. Nie w Ame­ry­ce! Nie mu­sisz ro­bić tego, co ro­bi­łeś przez ostat­nie dzie­sięć lat. Mo­żesz zde­cy­do­wać, by ro­bić coś in­ne­go, coś no­we­go, i to już dziś. Wła­śnie w tej chwi­li mo­żesz pod­jąć de­cy­zję: wró­cę do szko­ły, na­uczę się tań­czyć albo śpie­wać, za­cznę kon­tro­lo­wać swo­je fi­nan­se, na­uczę się la­tać he­li­kop­te­rem, we­zmę się za swo­ją syl­wet­kę i wy­gląd, roz­pocz­nę me­dy­ta­cje, będę cho­dzić na bale, wy­bio­rę się na obóz ko­smicz­ny or­ga­ni­zo­wa­ny przez NASA, na­uczę się fran­cu­skie­go, będę wię­cej czy­tał dzie­ciom, wię­cej cza­su po­świę­cę na pra­cę w ogród­ku. Mo­żesz na­wet zde­cy­do­wać, że po­le­cisz na Fi­dżi, aby się tam osie­dlić.

Je­śli na­praw­dę coś po­sta­no­wisz, po­tra­fisz zro­bić nie­mal wszyst­ko.

Je­śli więc nie po­do­ba ci się zwią­zek, w któ­rym się obec­nie znaj­du­jesz, zde­cy­duj, by go zmie­nić. Je­śli nie je­steś za­do­wo­lo­ny ze swo­jej obec­nej pra­cy, zmień ją. Je­śli nie jest ci do­brze z tym, co o so­bie my­ślisz, zmień to. Je­śli chcesz osią­gnąć więk­szą spraw­ność fi­zycz­ną, mo­żesz to zmie­nić wła­śnie te­raz. W jed­nej chwi­li mo­żesz po­słu­żyć się tą samą siłą, któ­ra zmie­ni­ła bieg hi­sto­rii.

Na­pi­sa­łem tę książ­kę, by rzu­cić ci wy­zwa­nie, by na­kło­nić cię do roz­bu­dze­nia drze­mią­cej w to­bie po­tę­gi de­cy­zji. Moim ce­lem jest, byś upo­mniał się o swo­je pra­wa do nie­ogra­ni­czo­nej mocy, pro­mie­niu­ją­cej wi­tal­no­ści, peł­nej ra­do­ści pa­sji, któ­re prze­cież do cie­bie na­le­żą! Mu­sisz uwie­rzyć, że po­tra­fisz i mo­żesz wła­śnie te­raz pod­jąć de­cy­zję, któ­ra na­tych­miast od­mie­ni two­je ży­cie. Może to być de­cy­zja do­ty­czą­ca na­wy­ku, któ­ry zmie­nisz, albo umie­jęt­no­ści, któ­rej na­bę­dziesz, spo­so­bu trak­to­wa­nia in­nych lu­dzi albo za­te­le­fo­no­wa­nia do ko­goś, z kim nie roz­ma­wia­łeś od lat. Może jest ktoś, z kim po­wi­nie­neś się skon­tak­to­wać, by pod­nieść na wyż­szy po­ziom swój sta­tus za­wo­do­wy? A może wła­śnie te­raz po­wi­nie­neś zde­cy­do­wać, że bę­dziesz chwy­tał i pie­lę­gno­wał po­zy­tyw­ne uczu­cia, na któ­re za­słu­żysz so­bie każ­de­go dnia? Albo może wy­bie­rzesz wię­cej ra­do­ści, więk­szą pew­ność sie­bie lub więk­szy spo­kój umy­słu? Za­nim jesz­cze prze­wró­cisz tę kart­kę, mo­żesz wy­ko­rzy­stać po­tę­gę, któ­ra już w to­bie tkwi. Te­raz wła­śnie po­dej­mij de­cy­zję, któ­ra może po­pchnąć cię w do­brym kie­run­ku, w kie­run­ku szczę­ścia i roz­wo­ju.

Nic nie jest w sta­nie oprzeć się woli czło­wie­ka, któ­ry w dą­że­niu do celu go­tów jest za­ry­zy­ko­wać wła­sne ist­nie­nie.

BEN­JA­MIN DI­SRA­ELI

Two­je ży­cie zmie­nia się w chwi­li, kie­dy po­dej­mu­jesz nową de­cy­zję z za­mia­rem jej kon­se­kwent­ne­go i bez­względ­ne­go re­ali­zo­wa­nia. Kto by po­my­ślał, że de­ter­mi­na­cja i wia­ra ci­che­go i nie­po­zor­ne­go czło­wie­ka, z wy­kształ­ce­nia praw­ni­ka, a z prze­ko­na­nia pa­cy­fi­sty, bę­dzie na tyle po­tęż­na, by zbu­rzyć ol­brzy­mie im­pe­rium? A prze­cież nie­złom­ne po­sta­no­wie­nie Ma­hat­my Gan­dhie­go, by uwol­nić In­die spod rzą­dów bry­tyj­skich, było jak be­czuł­ka pro­chu, któ­rej wy­buch po­cią­gnął za sobą cały łań­cuch wy­da­rzeń na za­wsze zmie­nia­ją­cych układ na świe­cie. Lu­dzie nie po­tra­fi­li zro­zu­mieć, w jaki spo­sób ma za­miar osią­gnąć swój cel, ale on nie po­zo­sta­wił so­bie żad­ne­go wy­bo­ru poza kon­se­kwent­nym dzia­ła­niem zgod­nym z pod­ję­tą de­cy­zją. Po pro­stu nie do­pusz­czał na­wet żad­nej in­nej moż­li­wo­ści.

De­cy­zja była źró­dłem siły Joh­na F. Ken­ne­dy'ego, kie­dy spo­tkał się z Ni­ki­tą Chrusz­czo­wem pod­czas peł­ne­go na­pięć okre­su ku­bań­skie­go kry­zy­su ra­kie­to­we­go. Dzię­ki niej Ken­ne­dy za­po­biegł III woj­nie świa­to­wej. De­cy­zja była źró­dłem siły Mar­ti­na Lu­the­ra Kin­ga Ju­nio­ra, kie­dy tak wspa­nia­le wy­ra­żał fru­stra­cje i aspi­ra­cje lu­dzi, któ­rzy nie chcie­li już dłu­żej być od­rzu­ca­ni, i gdy zmu­sił świat, by zwró­cił na nich uwa­gę. De­cy­zja była źró­dłem siły, któ­ra wy­nio­sła Do­nal­da Trum­pa na sam szczyt świa­ta fi­nan­sów i rów­nież ona rzu­ci­ła go póź­niej na samo dno. Ta sama siła po­zwo­li­ła Pete'owi Rose'owi zmo­bi­li­zo­wać wszyst­kie ta­len­ty i do­stać się do pan­te­onu sła­wy - a w koń­cu znisz­czy­ła ma­rze­nia jego ży­cia. De­cy­zje są źró­dłem za­rów­no pro­ble­mów, jak i nie­praw­do­po­dob­nych moż­li­wo­ści oraz wiel­kie­go szczę­ścia. Ich siła kie­ru­je pro­ce­sem zmia­ny rze­czy nie­wi­dzial­nych w wi­dzial­ne. Praw­dzi­we de­cy­zje są ka­ta­li­za­to­rem prze­bie­gu zmia­ny na­szych ma­rzeń w rze­czy­wi­stość.

Naj­bar­dziej eksy­cu­tu­ją­cym aspek­tem tej po­tę­gi, tej wiel­kiej siły jest fakt, że JUŻ JĄ PO­SIA­DASZ. Im­pet de­cy­zji nie jest czymś za­re­zer­wo­wa­nym je­dy­nie dla garst­ki wy­brań­ców cie­szą­cych się spe­cjal­nym po­zwo­le­niem, pie­niędz­mi albo wy­wo­dzą­cych się z do­brych ro­dzin. Do­stęp­na jest ona za­rów­no zwy­kłym lu­dziom, jak i mo­nar­chom. Rów­nież ty mo­żesz mieć do niej do­stęp, sko­ro trzy­masz te­raz w ręku tę książ­kę. W tej do­słow­nie chwi­li mo­żesz wy­ko­rzy­stać tę wiel­ką siłę, któ­ra cze­ka uśpio­na w to­bie, je­śli tyl­ko zdo­bę­dziesz się na od­wa­gę, by po nią się­gnąć. Czy nad­szedł wresz­cie dzień, w któ­rym zde­cy­du­jesz, że two­ja oso­ba to znacz­nie wię­cej, niż do­tych­czas po­ka­za­łeś? Czy nad­szedł już dzień, w któ­rym wresz­cie zde­cy­du­jesz, że ja­kość two­je­go ży­cia musi do­rów­ny­wać ja­ko­ści twe­go du­cha? Wie­rzę, że tak, więc za­cznij od stwier­dze­nia: "Oto, kim je­stem. Oto, co li­czy się w moim ży­ciu. Oto, co mam za­miar zro­bić. I nic nie po­wstrzy­ma mnie od osią­gnię­cia mo­je­go celu. Nie będę już dłu­żej czło­wie­kiem dru­giej ka­te­go­rii!".

Po­myśl o przy­kła­dzie pew­nej wy­jąt­ko­wo dum­nej ko­bie­ty na­zy­wa­ją­cej się Rosa Parks, któ­ra pew­ne­go dnia w 1955 roku wsia­dła do au­to­bu­su w Mont­go­me­ry w Ala­ba­mie i od­mó­wi­ła ustą­pie­nia miej­sca bia­łe­mu, choć była do tego zo­bli­go­wa­na pra­wem. Ten je­den ci­chy akt nie­po­słu­szeń­stwa oby­wa­tel­skie­go wy­wo­łał praw­dzi­wą bu­rzę kon­tro­wer­sji i jako sym­bol na całe lata stał się po­cząt­kiem wal­ki o rów­no­upraw­nie­nie, siłą roz­bu­dza­ją­cą ludz­ką świa­do­mość, siłą obec­ną w na­szym ży­ciu na­wet dzi­siaj, ile­kroć pró­bu­je­my po­now­nie zde­fi­nio­wać po­ję­cia rów­no­ści i spra­wie­dli­wo­ści dla wszyst­kich Ame­ry­ka­nów, bez wzglę­du na rasę, płeć i wy­zna­nie. Czy Rosa Parks my­śla­ła o przy­szło­ści, kie­dy tam­te­go dnia od­mó­wi­ła ustą­pie­nia miej­sca w au­to­bu­sie bia­łe­mu? Czy kie­ro­wa­ła się ja­kimś pla­nem, we­dle któ­re­go chcia­ła zmie­nić struk­tu­rę ca­łe­go spo­łe­czeń­stwa? Być może tak. Ale bar­dziej praw­do­po­dob­ne jest, że do dzia­ła­nia pchnę­ła ją de­cy­zja, by pod­nieść stan­dard wła­sne­go ży­cia. Jak­że wiel­kie skut­ki mia­ła de­cy­zja jed­nej ko­bie­ty!

Je­śli my­ślisz so­bie te­raz, że chciał­byś po­dej­mo­wać ta­kie wła­śnie de­cy­zje, ale prze­cież do­świad­czy­łeś praw­dzi­wej tra­ge­dii, po­zwól, że po­dam ci przy­kład Eda Ro­bert­sa. Jest on "zwy­czaj­nym" czło­wie­kiem przy­ku­tym do wóz­ka in­wa­lidz­kie­go, któ­ry dzię­ki de­cy­zji prze­ła­ma­nia krę­pu­ją­cych go ogra­ni­czeń stał się kimś nad­zwy­czaj­nym. W wie­ku czter­na­stu lat Ed uległ pa­ra­li­żo­wi od ra­mion w dół. Od­dy­cha dzię­ki spe­cjal­ne­mu apa­ra­to­wi, a mimo to, wbrew wszel­kim prze­ciw­no­ściom, uda­ło mu się wy­wal­czyć dla sie­bie "nor­mal­ne" co­dzien­ne ży­cie, na­wet je­śli nocą musi prze­by­wać w ko­mo­rze tle­no­wej. Po sto­cze­niu cięż­kiej wal­ki z po­lio, w któ­rej kil­ka razy sta­wiał czo­ło śmier­ci, mógł z pew­no­ścią po­grą­żyć się we wła­snym bólu. Ale wy­brał co in­ne­go: zde­cy­do­wał się po­ma­gać in­nym.

Co uda­ło mu się osią­gnąć? W cią­gu ostat­nich pięt­na­stu lat jego de­cy­zja o wal­ce ze świa­tem, któ­ry tak czę­sto trak­to­wał go z ła­ska­wym po­li­to­wa­niem, przy­nio­sła wie­le do­brych zmian w ży­ciu nie­peł­no­spraw­nych. Ed sta­wił czo­ło licz­nym mi­tom na te­mat ogra­ni­czo­nych moż­li­wo­ści lu­dzi ka­le­kich i spo­ty­ka­jąc się z wie­lo­ma ludź­mi, wy­wal­czył wszyst­ko: od zjaz­dów dla wóz­ków przy skrzy­żo­wa­niach, po­przez spe­cjal­ne par­kin­gi oraz bary dla nie­peł­no­spraw­nych. Był pierw­szym po­ru­sza­ją­cym się na wóz­ku in­wa­lidz­kim ab­sol­wen­tem Uni­wer­sy­te­tu Ka­li­for­nij­skie­go w Ber­ke­ley. W koń­cu otrzy­mał sta­no­wi­sko dy­rek­to­ra Ka­li­for­nij­skie­go Sta­no­we­go Wy­dzia­łu Re­ha­bi­li­ta­cji. Był pierw­szym in­wa­li­dą w Ame­ry­ce, któ­ry za­jął tego typu sta­no­wi­sko.

Ed Ro­berts sta­no­wi prze­ko­nu­ją­cy do­wód na to, że li­czy się nie punkt star­tu, ale po­dej­mo­wa­ne de­cy­zje na te­mat punk­tu koń­co­we­go. Wszyst­kie jego dzia­ła­nia mają źró­dło w jed­nym krót­kim mo­men­cie nie­złom­nej de­cy­zji. A co ty mógł­byś zro­bić ze swo­im ży­ciem, gdy­byś na­praw­dę się zde­cy­do­wał?

Wie­lu lu­dzi mówi: "Cóż, na­praw­dę chciał­bym po­dej­mo­wać ta­kie de­cy­zje, ale nie je­stem pe­wien, jak mo­gły­by one zmie­nić moje ży­cie". Są spa­ra­li­żo­wa­ni stra­chem, że nie będą wie­dzie­li do­kład­nie, jak mają zmie­nić swo­je ma­rze­nia w rze­czy­wi­stość. W re­zul­ta­cie nig­dy nie po­dej­mu­ją de­cy­zji, któ­re mo­gły­by uczy­nić ich ży­cie tak pięk­nym, jak so­bie na to za­słu­gu­ją.

Jed­nym z mo­ich za­dań jest prze­ko­na­nie cię, że nie jest waż­ne, aby od razu wie­dzieć, jak osią­gnąć po­żą­da­ny re­zul­tat. Waż­ne jest na­to­miast, by mieć pew­ność, że znaj­dziesz na to ja­kiś spo­sób, nie­istot­ne jaki. W swo­jej książ­ce Unli­mi­ted Po­wer przed­sta­wi­łem stra­te­gię, któ­rą na­zy­wam Naj­lep­szą For­mu­łą Suk­ce­su. Jest ona prze­wod­ni­kiem, któ­ry w czte­rech eta­pach za­wie­dzie cię do­kład­nie tam, do­kąd chcesz się do­stać:

Zde­cy­duj, cze­go chcesz. Przy­stąp do dzia­ła­nia. Ob­ser­wuj, co się spraw­dza, a co nie. Zmie­niaj swo­je za­cho­wa­nie do­pó­ty, do­pó­ki nie osią­gniesz za­mie­rzo­ne­go celu.

Pod­ję­cie de­cy­zji o dą­że­niu do okre­ślo­ne­go celu po­cią­ga za sobą se­rię wy­da­rzeń. Je­śli zde­cy­du­jesz, cze­go chcesz, weź się do re­ali­za­cji tego, wy­cią­gaj wnio­ski i zmie­niaj spo­so­by dzia­ła­nia, a wte­dy z pew­no­ścią uzy­skasz im­pet do osią­gnię­cia da­ne­go celu. Je­śli tyl­ko na­praw­dę po­świę­cisz się zdo­by­wa­niu cze­go­kol­wiek, od­po­wiedź na py­ta­nie "Jak?" znaj­dzie się sama.

Biorąc pod uwagę wszystkie akty tworzenia, odkrywa się jedną elementarną prawdę: gdy się czemuś prawdziwie poświęcamy, wspiera nas Opatrzność.

JO­HANN WOL­FGANG GO­ETHE

Sko­ro po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji jest tak ła­twe i daje tak wiel­ką siłę, dla­cze­go wię­cej lu­dzi nie idzie za wspa­nia­łą radą: "Po pro­stu zrób to!". Wy­da­je mi się, że więk­szość z nas nie wie na­wet, co to zna­czy pod­jąć praw­dzi­wą de­cy­zję. Nie zda­je­my so­bie spra­wy z siły zmian, ja­kie nie­złom­na i kon­se­kwent­na de­cy­zja przy­no­si. Pro­blem w tym, że przez dłu­gi czas uży­wa­li­śmy sło­wa "de­cy­zja" w tak nie­zo­bo­wią­zu­ją­cy spo­sób, że ozna­cza ono obec­nie coś w ro­dza­ju li­sty po­boż­nych ży­czeń. Dla­te­go tym sło­wem okre­śla­my je­dy­nie swo­je pre­fe­ren­cje. Pod­ję­cie praw­dzi­wej de­cy­zji - w od­róż­nie­niu od, na przy­kład, stwier­dze­nia: "Chciał­bym rzu­cić pa­le­nie" - ozna­cza wy­klu­cze­nie wszyst­kich in­nych moż­li­wo­ści. Sło­wo "de­cy­zja" po­cho­dzi od ła­ciń­skich deca­ede­re, któ­re ozna­cza­ją "od" i "ciąć".

Pod­ję­cie praw­dzi­wej de­cy­zji ozna­cza po­świę­ce­nie się osią­ga­niu okre­ślo­ne­go celu oraz od­cię­cie się od wszel­kich in­nych ewen­tu­al­no­ści.

Tak więc je­śli na­praw­dę po­dej­miesz de­cy­zję, nig­dy wię­cej nie za­pa­lisz pa­pie­ro­sa. Bę­dzie ona ozna­czać ko­niec pa­le­nia. Nig­dy wię­cej na­wet nie roz­wa­żysz moż­li­wo­ści pa­le­nia. Je­śli na­le­żysz do lu­dzi, któ­rzy kie­dyś już wy­pró­bo­wa­li w ten spo­sób po­tę­gę po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, wiesz do­kład­nie, co mam przez to na my­śli. Każ­dy al­ko­ho­lik wie, że je­śli na­wet po la­tach zu­peł­nej trzeź­wo­ści za­cznie się oszu­ki­wać, iż może wy­pić tyl­ko je­den kie­li­szek, bę­dzie mu­siał za­cząć wszyst­ko od po­cząt­ku. Po pod­ję­ciu praw­dzi­wej de­cy­zji, na­wet je­śli jest ona trud­na, więk­szość z nas od­czu­wa ol­brzy­mią ulgę. Wresz­cie prze­by­li­śmy roz­staj­ne dro­gi! Wie­my, jak wie­le zna­czy pew­ność, któ­rę­dy iść!

Ta wła­śnie pew­ność i ja­sność sy­tu­acji daje ci siłę. Z tą ja­sno­ścią mo­żesz osią­gnąć re­zul­ta­ty, któ­rych na­praw­dę pra­gniesz w swo­im ży­ciu. Pro­blem więk­szo­ści z nas po­le­ga na tym, że tak daw­no nie po­dej­mo­wa­li­śmy praw­dzi­wych de­cy­zji, iż już za­po­mnie­li­śmy, co się wte­dy czu­je. Na­sze de­cy­zyj­ne "mię­śnie" są zwy­czaj­nie sfla­cza­łe! Nie­któ­rzy z nas mają kło­po­ty na­wet ze zde­cy­do­wa­niem, co zje­dzą na obiad.

Jak więc wzmoc­nić owe mię­śnie? Na­le­ży je ćwi­czyć!

Spo­so­bem na po­dej­mo­wa­nie lep­szych de­cy­zji jest p o dej­mo­wa­nie ich czę­ściej!

Po­wi­nie­neś jed­nak wy­cią­gać z tych de­cy­zji wnio­ski, włącz­nie z tymi, któ­rych re­ali­za­cja jest dla cie­bie przez ja­kiś czas kło­po­tli­wa, spra­wia ci pro­ble­my. Wnio­ski te będą dla cie­bie bez­cen­ną lek­cją, któ­ra po­mo­że le­piej oce­niać sy­tu­ację w przy­szło­ści, a w kon­se­kwen­cji po­dej­mo­wać traf­niej­sze de­cy­zje. Im czę­ściej bę­dziesz po­dej­mo­wał de­cy­zje, tym czę­ściej bę­dziesz się prze­ko­ny­wał, że cał­ko­wi­cie pa­nu­jesz nad swo­im ży­ciem. Bę­dziesz z nie­cier­pli­wo­ścią ocze­ki­wał na ko­lej­ne wy­zwa­nia losu i po­strze­gał je jako moż­li­wość po­dej­mo­wa­nia ko­lej­nych de­cy­zji i pod­nie­sie­nia ja­ko­ści wła­sne­go ży­cia na ko­lej­ny po­ziom.

Nie mógł­bym chy­ba prze­ce­nić siły i war­to­ści do­ko­na­nia choć­by raz oce­ny ist­nie­ją­cej sy­tu­acji - zdo­by­cia tej jed­nej je­dy­nej in­for­ma­cji, któ­rą moż­na wy­ko­rzy­stać dla zmia­ny wła­sne­go ży­cia. In­for­ma­cja sta­no­wi po­tę­gę, je­śli się nią po­słu­gu­je­my, a jed­nym z mo­ich kry­te­riów roz­po­zna­wa­nia praw­dzi­wej de­cy­zji jest fakt, że po­cią­ga ona za sobą dzia­ła­nie. A naj­bar­dziej w tym wszyst­kim eks­cy­tu­je to, że nig­dy nie wiesz, kie­dy do­sta­niesz tę waż­ną in­for­ma­cję! Po­wo­dem, dla któ­re­go prze­czy­ta­łem po­nad sie­dem­set ksią­żek, prze­słu­cha­łem mnó­stwo taśm i ka­set i uczest­ni­czy­łem w tak wie­lu se­mi­na­riach i kur­sach, jest fakt, że ro­zu­miem, jak wiel­ką siłę daje choć­by jed­no­ra­zo­we od­kry­cie róż­ni­cy mię­dzy dwie­ma rze­cza­mi choć­by jed­ną in­for­ma­cją. Mo­żesz ją zna­leźć i ty - na ko­lej­nej stro­nie tej książ­ki albo w ko­lej­nym roz­dzia­le. Niech to na­wet bę­dzie coś, o czym już wiesz, ale z ja­kiejś przy­czy­ny wła­śnie tym ra­zem in­for­ma­cja ta do­cie­ra do cie­bie i za­czy­nasz z niej ko­rzy­stać. Pa­mię­taj, że prak­ty­ka czy­ni mi­strza. Wy­cią­ga­ne przez nas wnio­ski dają nam siłę do po­dej­mo­wa­nia lep­szych de­cy­zji, a więc przy­no­szą re­zul­ta­ty, ja­kich po­żą­da­my. Nie­wy­cią­ga­nie wnio­sków może cza­sem po­wo­do­wać po­waż­ne udrę­ki. Na przy­kład wie­lu z naj­sław­niej­szych lu­dzi w na­szej kul­tu­rze speł­ni­ło swo­je ma­rze­nia, ale mimo to nie P tra­ti­li się tym cie­szyć. Czę­sto się­ga­li po nar­ko­ty­ki, po­nie­waż mie­li uczu­cie nie­speł­nie­nia. Dzie­je się tak dla­te­go, że nie po­tra­fią oni wy­cią­gać wnio­sków ani od­róż­nić osią­gnię­cia celu od ży­cia zgod­nie z wy­zna­wa­ny­mi przez sie­bie war­to­ścia­mi. Nie­umie­jęt­ność do­strze­że­nia ko­lej­nej róż­ni­cy po­wo­du­je cier­pie­nie na co dzień w re­la­cjach z in­ny­mi ludź­mi. Mó­wię tu o roz­róż­nie­niu re­guł, o któ­rym do­kład­niej po­roz­ma­wia­my w dal­szej czę­ści na­szej wspól­nej po­dró­ży. Cza­sem nie­umie­jęt­ność roz­róż­nia­nia, nie­umie­jęt­ność wy­cią­ga­nia wnio­sków może cię kosz­to­wać naj­wyż­szą cenę. Lu­dzie, któ­rzy ha­ru­ją jak woły, a do tego spo­ży­wa­ją dużo tłusz­czu, sami sie­bie do­pro­wa­dza­ją do cho­rób ser­ca.

Przez więk­szość swo­je­go ży­cia tro­pię coś, co dr W. Edwards De­ming na­zy­wa PRAW­DZI­WĄ WIE­DZĄ. Dla mnie praw­dzi­wą wie­dzę sta­no­wi choć­by jed­no wła­ści­we roz­róż­nie­nie, in­for­ma­cja... stra­te­gia, prze­ko­na­nie, umie­jęt­ność albo ja­kie­kol­wiek na­rzę­dzie... któ­re mo­że­my za­sto­so­wać w tej sa­mej chwi­li, kie­dy je zro­zu­mie­my. Praw­dzi­wą wie­dzą jest zdol­ność wy­ko­rzy­sta­nia cze­go­kol­wiek od razu dla po­lep­sze­nia ja­ko­ści wła­sne­go ży­cia. Ta książ­ka, po­dob­nie jak całe moje ży­cie, po­świę­co­na jest po­szu­ki­wa­niu praw­dzi­wej wie­dzy, przy­dat­nej dla po­pra­wy ży­cia oso­bi­ste­go lub za­wo­do­we­go. Wciąż za­sta­na­wiam się nad spo­so­ba­mi prze­ka­za­nia tej wie­dzy in­nym lu­dziom tak, aby mo­gła ona po­lep­szyć ich stan psy­chicz­ny... emo­cjo­nal­ny, fi­zycz­ny i fi­nan­so­wy.

Twój los kształtuje się w momentach podejmowania decyzji.

AN­THO­NY ROB­BINS

Tyl­ko trzy de­cy­zje, któ­re po­dej­mu­jesz w każ­dym mo­men­cie ży­cia, de­cy­du­ją o two­im lo­sie. Te trzy de­cy­zje wpły­wa­ją na to, co za­uwa­żysz, a co prze­oczysz, co bę­dziesz czuł i co zro­bisz, wresz­cie - jaki bę­dzie twój wkład w ży­cie i kim się w koń­cu sta­niesz. Je­śli nie pa­nu­jesz nad tymi trze­ma de­cy­zja­mi, nie pa­nu­jesz nad wła­snym ży­ciem. Je­śli na­to­miast masz nad nimi kon­tro­lę, za­czy­nasz też kon­tro­lo­wać wła­sne do­świad­cze­nia.

Te trzy de­cy­zje, któ­re de­cy­du­ją o two­im lo­sie, to:

1. Two­je de­cy­zje, na czym się skon­cen­tro­wać.

2. Two­je de­cy­zje, co dla cie­bie zna­czą po­szcze­gól­ne rze­czy.

3. Two­je de­cy­zje, co zro­bisz, aby osią­gnąć po­żą­da­ne re­zul­ta­ty.

Wła­śnie tak! Nie to, co dzie­je się z tobą te­raz czy też dzia­ło w prze­szło­ści, okre­śla, kim się sta­jesz. Na two­je prze­zna­cze­nie mają na­to­miast wpływ TWO­JE DE­CY­ZJE, na czym się kon­cen­tru­jesz, co zna­czą dla cie­bie po­szcze­gól­ne rze­czy oraz co masz za­miar ro­bić, aby osią­gnąć po­żą­da­ne re­zul­ta­ty. Wiedz, że je­śli kto­kol­wiek osią­ga w ja­kiejś dzie­dzi­nie więk­sze suk­ce­sy niż ty, to ten ktoś w da­nej sy­tu­acji lub oko­licz­no­ściach po­dej­mu­je te trzy de­cy­zje in­a­czej niż ty. Jest ja­sne, że Ed Ro­berts po­sta­no­wił skon­cen­tro­wać się na czymś in­nym niż więk­szość lu­dzi w jego sy­tu­acji. Sku­pił się na tym, jak coś po­lep­szyć. Jego kło­po­ty fi­zycz­ne sta­no­wi­ły dla nie­go wy­zwa­nie. Rów­nie oczy­wi­ste jest, że po­sta­no­wił zro­bić wszyst­ko, by po­pra­wić sy­tu­ację lu­dzi znaj­du­ją­cych się w po­dob­nym sta­nie jak on. Bez resz­ty po­świę­cił się kształ­to­wa­niu śro­do­wi­ska po to, aby uła­twić ży­cie lu­dziom upo­śle­dzo­nym fi­zycz­nie.

Nic nie dodaje odwagi bardziej niż niekwestionowana zdolność człowieka do podźwignięcia własnego życia poprzez świadome działanie.

HEN­RY DA­VID THO­RE­AU

Zbyt wie­lu z nas nie po­dej­mu­je więk­szo­ści de­cy­zji świa­do­mie, a zwłasz­cza tych trzech ab­so­lut­nie pod­sta­wo­wych de­cy­zji. Pła­ci­my za to ol­brzy­mią cenę. Więk­szość lu­dzi prze­ja­wia w swo­im ży­ciu coś, co na­zy­wam syn­dro­mem Nia­ga­ry. Wie­rzę, że ży­cie jest jak rze­ka i że więk­szość lu­dzi wska­ku­je do tej rze­ki, nie ma­jąc po­ję­cia, do­kąd na­praw­dę chcą do­pły­nąć. Dla­te­go wła­śnie w krót­kim cza­sie zo­sta­ją po­rwa­ni przez sil­ne nur­ty: nurt wy­da­rzeń, nurt stra­chu, nurt ży­cio­wych wy­zwań. Kie­dy znaj­dą się u roz­wi­dle­nia rze­ki, nie de­cy­du­ją świa­do­mie, któ­rą od­no­gą po­pły­nąć, nie wie­dzą, któ­ry kie­ru­nek jest dla nich wła­ści­wy. Po pro­stu dry­fu­ją. Sta­ją się czę­ścią ludz­kiej masy, któ­rą kie­ru­ją oko­licz­no­ści, a nie wła­sne war­to­ści. Nic dziw­ne­go, że czu­ją się po­zba­wie­ni kon­tro­li nad sobą. Po­zo­sta­ją w tym sta­nie nie­świa­do­mo­ści dłu­go, aż pew­ne­go dnia do­cho­dzi do nich dud­nią­cy dźwięk roz­sza­la­łej wody i z prze­ra­że­niem od­kry­wa­ją, że są o kil­ka me­trów od wo­do­spa­du Nia­ga­ra, w ło­dzi bez wio­seł. Za­czy­na­ją wte­dy gwał­tow­nie ma­chać rę­ka­mi, ale jest już za póź­no. Cze­ka ich upa­dek. Cza­sem jest to upa­dek emo­cjo­nal­ny, cza­sem fi­zycz­ny, a cza­sem fi­nan­so­wy. Jest bar­dzo praw­do­po­dob­ne, że two­je obec­ne kło­po­ty, ja­kie­kol­wiek są, mo­gły być za­że­gna­ne po­przez pod­ję­cie ja­kiejś LEP­SZEJ DE­CY­ZJI gdzieś w gó­rze rze­ki.

Jak pró­bu­je­my od­wró­cić sy­tu­ację, kie­dy na­gle bu­dzi­my się w środ­ku spie­nio­nej rze­ki? Albo de­cy­du­je­my, by za­nu­rzyć w wo­dzie oby­dwa wio­sła, i jak sza­le­ni wio­słu­je­my w ja­kimś in­nym kie­run­ku, albo też pla­nu­je­my swo­ją dal­szą po­dróż. Wy­zna­cza­my kurs, punkt do­ce­lo­wy, do któ­re­go na­praw­dę chce­my do­trzeć, i się­ga­my po plan lub mapę, aby po dro­dze móc po­dej­mo­wać od­po­wied­nie de­cy­zje.

Choć być może nig­dy o tym nie my­śla­łeś, twój umysł wy­pra­co­wał już we­wnętrz­ny sys­tem po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji. Sys­tem ten dzia­ła jak nie­wi­dzial­na siła, kie­ru­jąc w każ­dym mo­men­cie wszyst­ki­mi two­imi my­śla­mi, dzia­ła­nia­mi i uczu­cia­mi. Pa­nu­je on nad tym, jak oce­niasz wszyst­ko, co cię w ży­ciu spo­ty­ka, i po więk­szej czę­ści jest kie­ro­wa­ny przez two­ją pod­świa­do­mą wolę. Prze­ra­ża­ją­cy jest fakt, że więk­szość lu­dzi nig­dy świa­do­mie nie kształ­tu­je tego sys­te­mu. Po­zwa­la­ją, by kształ­to­wa­ły go czyn­ni­ki tak róż­ne, jak ro­dzi­ce, ró­wie­śni­cy, na­uczy­cie­le, te­le­wi­zja... re­kla­my i czyn­ni­ki kul­tu­ro­we.

Na sys­tem ten skła­da się pięć ele­men­tów:

1. Two­je pod­sta­wo­we prze­ko­na­nia i pod­świa­do­me re­gu­ły.

2. Two­je war­to­ści ży­cio­we.

3. Two­je wzor­ce.

4. Zwy­cza­jo­we py­ta­nia, i wresz­cie

5. Sta­ny emo­cjo­nal­ne, któ­rych do­świad­czasz w da­nej sy­tu­acji.

Współ­dzia­ła­nie tych pię­ciu ele­men­tów two­rzy siłę, któ­ra jest od­po­wie­dzial­na za po­pchnię­cie cię do dzia­ła­nia bądź po­wstrzy­my­wa­nie od nie­go, któ­ra po­wo­du­je, że z ra­do­ścią wy­cze­ku­jesz przy­szło­ści albo też się jej bo­isz, któ­ra spra­wia, że czu­jesz się ko­cha­ny lub od­rzu­co­ny, oraz ozna­cza po­ziom two­je­go szczę­ścia i suk­ce­su. Siła ta okre­śla, dla­cze­go ro­bisz to, co ro­bisz, i dla­cze­go nie ro­bisz rze­czy, któ­re we­dług sie­bie po­wi­nie­neś ro­bić, któ­rych po­trze­bu­jesz.

Zmie­nia­jąc któ­ry­kol­wiek z tych pię­ciu ele­men­tów - wszyst­ko jed­no, czy pod­sta­wo­we prze­ko­na­nie i re­gu­łę, war­tość, wzo­rzec, py­ta­nie czy stan emo­cjo­nal­ny - mo­żesz na­tych­miast spo­wo­do­wać wy­mier­ną i trwa­łą zmia­nę w two­im ży­ciu. Pa­mię­taj, je­śli re­gu­lar­nie się prze­ja­dasz, twój praw­dzi­wy pro­blem zwią­za­ny jest z war­to­ścia­mi lub prze­ko­na­nia­mi, a nie z je­dze­niem.

Na kar­tach tej książ­ki krok po kro­ku będę cię pro­wa­dził po dro­dze do od­kry­cia, jak ukształ­to­wać POD­STA­WO­WY SYS­TEM po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, i po­ma­gał ci do­ko­ny­wać w nim pro­stych zmian, aby uczy­nić go zgod­nym z two­imi obec­ny­mi pra­gnie­nia­mi i uwol­nić go spod kon­tro­li prze­szłych uwa­run­ko­wań. Wkrót­ce roz­pocz­niesz fa­scy­nu­ją­cą po­dróż, któ­ra po­zwo­li ci od­kryć, kim na­praw­dę je­steś i co na­praw­dę spra­wia, że ro­bisz to, co ro­bisz. Kie­dy na­uczysz się od­róż­niać po­szcze­gól­ne ele­men­ty tej siły, bę­dziesz mógł zro­zu­mieć sys­te­my po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji sto­so­wa­ne przez two­ich współ­pra­cow­ni­ków, współ­mał­żon­ka i inne bli­skie oso­by. W koń­cu po­tra­fisz tak­że zro­zu­mieć ich "fa­scy­nu­ją­ce" za­cho­wa­nie!

Do­brą wia­do­mość sta­no­wi nie­wąt­pli­wie fakt, że mo­że­my prze­ła­mać dzia­ła­nie tego sys­te­mu po­przez po­dej­mo­wa­nie świa­do­mych de­cy­zji w każ­dym mo­men­cie ży­cia. Nie mu­si­my go­dzić się na to, by ele­men­ty za­pro­gra­mo­wa­ne w tym sys­te­mie w prze­szło­ści pa­no­wa­ły nad na­szą te­raź­niej­szo­ścią i przy­szło­ścią! Z tą książ­ką mo­żesz od­kryć sie­bie po­now­nie przez sys­te­ma­tycz­ne or­ga­ni­zo­wa­nie swo­ich prze­ko­nań i war­to­ści tak, by za­cząć sa­me­mu pla­no­wać swo­je ży­cie.

Nigdy się nie zniechęcam, ponieważ każde odrzucenie niewłaściwej próby stanowi kolejny krok naprzód.

THO­MAS EDI­SON

Jest jesz­cze jed­na prze­szko­da w sku­tecz­nym wy­ko­rzy­sta­niu po­tę­gi de­cy­zji. Prze­szko­dę tę sta­no­wi wła­sny strach przed pod­ję­ciem nie­wła­ści­wych de­cy­zji, któ­ry mu­si­my po­ko­nać. Nie ma naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści, że bę­dziesz w ży­ciu po­dej­mo­wał złe de­cy­zje. Mu­sisz się z tym upo­rać. Oczy­wi­ście rów­nież moje de­cy­zje nie za­wsze były słusz­ne. Ale wca­le tego nie ocze­ki­wa­łem. Wiem też, że w przy­szło­ści nie będę w sta­nie unik­nąć błęd­nych de­cy­zji. Po­sta­no­wi­łem jed­nak, że bez wzglę­du na to, ja­kie oka­żą się moje de­cy­zje, będę ela­stycz­ny w swo­im za­cho­wa­niu, będę ob­ser­wo­wał ich skut­ki, uczył się na zbie­ra­nych w ten spo­sób do­świad­cze­niach i wy­ko­rzy­sty­wał tę wie­dzę do po­dej­mo­wa­nia lep­szych de­cy­zji w przy­szło­ści.

Pa­mię­taj, że SUK­CES jest na­praw­dę skut­kiem wła­ści­wych osą­dów, wła­ści­wy Osąd jest wy­ni­kiem DO­SWIAD­CZE­NIA, a ono z ko­lei czę­sto jest re­zul­ta­tem złych osą­dów!

Te po­zor­nie złe lub bo­le­sne do­świad­cze­nia są czę­sto naj­waż­niej­sze. Je­śli ko­muś się po­wie­dzie, zwy­kle się cie­szy. Je­że­li na­to­miast ktoś po­nie­sie po­raż­kę, za­sta­na­wia się na ogół nad jej przy­czy­na­mi, czy­ni nowe ob­ser­wa­cje, do­ko­nu­je ko­lej­nych roz­róż­nień, któ­re w przy­szło­ści pod­nio­są ja­kość jego ży­cia. Mu­si­my uczyć się na wła­snych błę­dach, a nie ka­rać się za nie. W prze­ciw­nym wy­pad­ku bę­dzie­my ska­za­ni na po­dej­mo­wa­nie błęd­nych de­cy­zji do koń­ca ży­cia.

Rów­nie waż­ne jak oso­bi­ste do­świad­cze­nie jest moim zda­niem po­sia­da­nie ja­kie­goś wzor­ca oso­bo­we­go, ko­goś, kto już przed tobą prze­pły­nął przez wzbu­rzo­ne wody i może ci za­ofe­ro­wać do­brą mapę. Niech to bę­dzie twój wzo­rzec w spra­wach fi­nan­so­wych... w kon­tak­tach z in­ny­mi ludź­mi, w tym, co do­ty­czy zdro­wia, i we wszyst­kich in­nych dzie­dzi­nach ży­cia, któ­re chcesz opa­no­wać do per­fek­cji. Może ci to za­osz­czę­dzić wie­lu cier­pień i nie­po­wo­dzeń oraz uchro­nić cię przed ko­lej­nym ży­cio­wym wi­rem wo­do­spa­du.

Cze­ka­ją cię też chwi­le, kie­dy pły­nąc przez rze­kę, bę­dziesz mu­siał po­dej­mo­wać waż­ne de­cy­zje bez ni­czy­jej po­mo­cy. Po­cie­sze­niem jest tu nie­wąt­pli­wie fakt, że je­śli po­tra­fisz uczyć się z wła­sne­go do­świad­cze­nia, na­wet po­zor­nie trud­ne oko­licz­no­ści zmie­nia­ją się w wiel­ką szan­sę, po­nie­waż do­star­cza­ją bez­cen­nych in­for­ma­cji, po­zwa­la­ją czy­nić klu­czo­we roz­róż­nie­nia, któ­re le­gną u pod­staw lep­szych de­cy­zji w przy­szło­ści. Każ­dy chy­ba czło­wiek suk­ce­su, je­śli tyl­ko bę­dzie z tobą szcze­ry, przy­zna, że po­wo­dem, dla któ­re­go od­niósł swój suk­ces, jest fakt, że w prze­szło­ści po­dej­mo­wał wię­cej niż ty nie­wła­ści­wych de­cy­zji.

Pod­czas kur­sów, któ­re pro­wa­dzę, lu­dzie czę­sto py­ta­ją: "Jak dużo cza­su zaj­mie mi opa­no­wa­nie ta­kiej to a ta­kiej umie­jęt­no­ści?" Na­tych­miast wte­dy od­po­wia­dam: "A jak dłu­go chcesz ją opa­no­wy­wać?". Je­śli po­dej­miesz dzia­ła­nie dzie­sięć razy dzien­nie (a więc bę­dziesz miał tyle samo do­świad­czeń z tego dzia­ła­nia), pod­czas gdy inni lu­dzie będą to samo ro­bić tyl­ko raz w mie­sią­cu, w cią­gu tyl­ko jed­ne­go dnia zdo­bę­dziesz do­świad­cze­nie dzie­się­ciu mie­się­cy i bar­dzo szyb­ko opa­nu­jesz daną umie­jęt­ność. Jak na iro­nię, wszy­scy uzna­ją cię pew­nie wte­dy za "wy­jąt­ko­wo uta­len­to­wa­ne­go" albo "wy­jąt­ko­we­go szczę­śliw­ca".

Sta­łem się wspa­nia­łym mów­cą, po­nie­waż nie raz w ty­go­dniu, ale trzy razy dzien­nie prze­ma­wia­łem do każ­de­go, kto tyl­ko chciał mnie słu­chać. Pod­czas gdy inni pra­cow­ni­cy z mo­jej fir­my mie­li zwy­kle czter­dzie­ści osiem wy­stą­pień pu­blicz­nych rocz­nie, ja po­dob­ną licz­bę spo­tkań od­by­wa­łem w cią­gu dwóch ty­go­dni. W cią­gu mie­sią­ca zdo­by­wa­łem więc dwu­let­nie do­świad­cze­nie, a w cią­gu roku do­świad­cze­nie ca­łe­go dzie­się­cio­le­cia. Moi współ­pra­cow­ni­cy mó­wi­li, ja­kim to je­stem "szczę­ścia­rzem", że "uro­dzi­łem się" z ta­len­tem do pu­blicz­nych wy­stą­pień. Pró­bo­wa­łem po­wie­dzieć im to, co mó­wię te­raz to­bie: opa­no­wa­nie mi­strzo­stwa w każ­dej dzie­dzi­nie za­bie­ra do­kład­nie tyle cza­su, ile chcesz na to po­świę­cić. A przy oka­zji, czy wszyst­kie moje wy­stą­pie­nia były wspa­nia­le? Oczy­wi­ście, że nie! Ale wy­cią­gną­łem wnio­ski z każ­de­go ko­lej­ne­go do­świad­cze­nia, sta­ra­łem się do­sko­na­lić w ten spo­sób wie­dzę, umie­jęt­no­ści i po nie­dłu­gim cza­sie po­tra­fi­łem spo­koj­nie wejść do do­wol­nie du­że­go po­miesz­cze­nia i na­wią­zać kon­takt ze słu­cha­cza­mi o naj­róż­niej­szych ży­cio­wych do­świad­cze­niach.

Bez wzglę­du na sto­pień two­je­go przy­go­to­wa­nia mogę za­pew­nić cię o jed­nym: je­śli znaj­du­jesz się w nur­cie rze­ki ży­cia, z pew­no­ścią kil­ka razy ude­rzysz o ska­ły. Nie, nie kra­czę, po pro­stu mó­wię praw­dę. Kie­dy więc na­po­tkasz ska­ły, nie uża­laj się nad sobą i nie na­rze­kaj na ko­lej­ną "klę­skę". Pa­mię­taj, że w ży­ciu NIE MA KLĘSK. Są tyl­ko re­zul­ta­ty. Je­śli nie osią­gną­łeś po­żą­da­nych re­zul­ta­tów, wy­cią­gnij wnio­ski z prze­by­tych do­świad­czeń po to, aby w przy­szło­ści mieć ja­kiś punkt od­nie­sie­nia do po­dej­mo­wa­nia ko­lej­nych, lep­szych de­cy­zji.

Albo odnajdziemy drogę, albo ją zbudujemy.

HAN­NI­BAL

Jed­ną z naj­waż­niej­szych de­cy­zji, ja­kie mo­żesz pod­jąć, by za­pew­nić so­bie szczę­ście w przy­szło­ści, jest DE­CY­ZJA, BY WY­KO­RZY­STAĆ WSZYST­KO, co ży­cie pod­su­wa w da­nym mo­men­cie.

Nie osią­gniesz bo­wiem zu­peł­nie ni­cze­go, je­śli:

1. Nie zde­cy­du­jesz ja­sno, ja­kie­mu ce­lo­wi cał­ko­wi­cie się po­świę­cisz.

2. Nie znaj­dziesz w so­bie woli do pod­ję­cia wszel­kich moż­li­wych dzia­łań.

3. Nie bę­dziesz cią­gle ob­ser­wo­wać, któ­re z two­ich dzia­łań spraw­dza­ją się, a któ­re nie.

4. Nie bę­dziesz zmie­niać swo­ich dzia­łań tak dłu­go, jak dłu­go nie osią­gniesz celu, wy­ko­rzy­stu­jąc do tego wszyst­ko, co po dro­dze pod­su­wa ci ży­cie.

Każ­dy, kto od­niósł ja­ki­kol­wiek zna­czą­cy suk­ces, sto­so­wał się do tych czte­rech za­sad, czy­li dzia­łał we­dług for­mu­ły suk­ce­su. Jed­nym z mo­ich ulu­bio­nych przy­kła­dów sto­so­wa­nia tej for­mu­ły jest przy­kład pana So­ichi­ro Hon­dy, za­ło­ży­cie­la słyn­nej kor­po­ra­cji no­szą­cej jego imię. Po­dob­nie jak wszyst­kie inne fir­my, na­wet te naj­więk­sze, kor­po­ra­cja Hon­dy za­czę­ła się od pod­ję­cia de­cy­zji i peł­ne­go pa­sji dą­że­nia do osią­gnię­cia re­zul­ta­tów.

W 1938 roku, jesz­cze ucząc się, Hon­da za­in­we­sto­wał wszyst­ko, co po­sia­dał, w mały warsz­tat, w któ­rym pra­co­wał nad swo­ją kon­cep­cją pier­ście­nia tło­ko­we­go. Chciał sprze­dać swo­je dzie­ło fir­mie To­yo­ta, a więc ha­ro­wał w dzień i w nocy po łok­cie w sma­rze. Nie­mal no­co­wał w swo­im warsz­ta­cie i ani przez mo­ment nie tra­cił wia­ry, że jego pra­cę uwień­czy w koń­cu suk­ces. Za­sta­wił na­wet w ko­mi­sie bi­żu­te­rię wła­snej żony, aby móc utrzy­mać swój mały warsz­tat. Wresz­cie ukoń­czył swo­je pier­ście­nie tło­ko­we i przed­sta­wił je Toy­ocie, ale usły­szał, że nie speł­nia­ją one stan­dar­dów tej fir­my. Ode­sła­no go z po­wro­tem do szko­ły, gdzie przez ko­lej­ne dwa lata wy­słu­chi­wał zło­śli­wych ko­men­ta­rzy na­uczy­cie­li i in­nych stu­den­tów, któ­rzy na­śmie­wa­li się z ab­sur­dal­no­ści jego pro­jek­tów.

Mimo to jed­nak nie od­dał się uża­la­niu nad sobą. Po­sta­no­wił da­lej dzia­łać i osią­gnąć swój cel. I w koń­cu po ko­lej­nych dwóch la­tach To­yo­ta pod­pi­sa­ła z pa­nem Hon­dą kon­trakt, o któ­rym tak ma­rzył. Jego pa­sja i wia­ra opła­ci­ły się, po­nie­waż wie­dział, cze­go chce, przy­stą­pił do dzia­ła­nia, uczył się na wła­snych błę­dach i zmie­niał stra­te­gię do­pó­ty, do­pó­ki nie osią­gnął tego, co chciał osią­gnąć.

Rząd ja­poń­ski szy­ko­wał się wte­dy do woj­ny, więc nie przy­znał mu po­zwo­le­nia na za­kup ce­men­tu, któ­ry był nie­zbęd­ny do wy­bu­do­wa­nia jego fa­bry­ki. Czy pod­dał się wte­dy? Nie! Czy ubo­le­wał nad tym, że ży­cie trak­tu­je go po ma­co­sze­mu? Czy zna­czy­ło to dla nie­go ko­niecz­ność po­rzu­ce­nia wła­snych ma­rzeń? Ab­so­lut­nie nie. Znów po­sta­no­wił wy­ko­rzy­stać wła­sne do­świad­cze­nia i opra­co­wał zu­peł­nie nową stra­te­gię. Ra­zem ze swo­imi pra­cow­ni­ka­mi wy­my­ślił nową tech­no­lo­gię pro­duk­cji be­to­nu i zbu­do­wał swo­ją fa­bry­kę. Pod­czas woj­ny zo­sta­ła ona dwu­krot­nie zbom­bar­do­wa­na i wy­bu­chy znisz­czy­ły głów­ną część li­nii pro­duk­cyj­nej. Re­ak­cja Hon­dy? Na­tych­miast zwo­łał swo­ich lu­dzi i za­czął zbie­rać wy­rzu­ca­ne przez żoł­nie­rzy ame­ry­kań­skich ka­ni­stry na ben­zy­nę. Na­zy­wał je "da­ra­mi pre­zy­den­ta Tru­ma­na", po­nie­waż do­star­cza­ły mu nie­osią­gal­ne­go wte­dy w Ja­po­nii su­row­ca do pro­duk­cji. W koń­cu, gdy prze­trwał wszyst­kie te kło­po­ty, jego fa­bry­kę cał­ko­wi­cie znisz­czy­ło trzę­sie­nie zie­mi. Po­sta­no­wił wte­dy sprze­dać tech­no­lo­gię pro­duk­cji pier­ście­ni tło­ko­wych Toy­ocie.

PĘ­KŁA KRYSZ­TA­ŁO­WA KULA

Oto ko­men­ta­rze, z ja­ki­mi od­rzu­ca­no kie­dyś słyn­ne książ­ki, któ­re mia­ły póź­niej od­nieść tak wiel­ki suk­ces.

Geo­r­ge Or­well: Fol­wark zwie­rzę­cy "W Sta­nach Zjed­no­czo­nych nie ma po­py­tu obec­nie na książ­ki o zwie­rzę­tach".

Anna Frank: Pa­mięt­nik Anny Frank "Wy­da­je mi się, że ta dziew­czy­na nie ma ja­kie­goś spe­cjal­ne­go daru po­strze­ga­nia ani też nad­zwy­czaj­nych uczuć, któ­re wy­nio­sły­by tę książ­kę po­nad po­ziom cie­ka­wost­ki".

Wil­liam Gol­ding: Wład­ca much "Nie wy­da­je mi się, aby od­niósł pan cał­ko­wi­ty suk­ces, pra­cu­jąc nad tą książ­ką, choć sam po­mysł jest bar­dzo obie­cu­ją­cy".

D.H. Law­ren­ce: Ko­cha­nek Lady Chat­ter­ley

"Dla wła­sne­go do­bra pro­szę nie pu­bli­ko­wać tej książ­ki".

lrving Sto­ne: Pa­sja ży­cia "Dłu­ga i nud­na opo­wieść o ar­ty­ście".

Oto czło­wiek, któ­ry po­dej­mo­wał wła­ści­we de­cy­zje, by od­nieść suk­ces. Ro­bił wszyst­ko z pa­sją i wia­rą. Miał wspa­nia­ły plan, Przy­stą­pił do dzia­ła­nia, pró­bo­wał róż­nych me­tod, a jed­nak nie osią­gnął tego, cze­mu się po­świę­cił. Mimo to po­sta­no­wił nie ustę­po­wać.

Po woj­nie Ja­po­nia cier­pia­ła na strasz­li­wy brak ben­zy­ny i pan Hon­da nie mógł jeź­dzić sa­mo­cho­dem na­wet po je­dze­nie dla wła­snej ro­dzi­ny. Zde­spe­ro­wa­ny, za­mon­to­wał mały mo­tor w swo­im ro­we­rze. Na­tych­miast są­sie­dzi za­czę­li go pro­sić, by zro­bił taki "zmo­to­ry­zo­wa­ny ro­wer" rów­nież dla nich. Bar­dzo pręd­ko za­bra­kło mu sil­ni­ków. Zde­cy­do­wał więc po­sta­wić fa­bry­kę pro­du­ku­ją­cą sil­ni­ki do jego no­we­go wy­na­laz­ku, jed­nak nie­ste­ty nie miał ka­pi­ta­łu.

Po­dob­nie jak po­przed­nio po­sta­no­wił zna­leźć ja­kieś roz­wią­za­nie, wszyst­ko jed­no ja­kie! Na­pi­sał list do każ­de­go z osiem­na­stu ty­się­cy wła­ści­cie­li skle­pów z ro­we­ra­mi w ca­łej Ja­po­nii. Prze­ko­ny­wał ich, że wspól­nie mogą przy­czy­nić się do po­now­ne­go oży­wie­nia go­spo­dar­cze­go kra­ju, po­nie­waż jego wy­na­la­zek spo­wo­du­je mo­bil­ność siły ro­bo­czej. Prze­ko­nał pięć ty­się­cy z nich, by wspar­li jego przed­się­wzię­cie wła­snym ka­pi­ta­łem. Mimo to jed­nak zna­lazł na­byw­ców tyl­ko wśród naj­bar­dziej za­go­rza­łych zwo­len­ni­ków ro­we­ru, po­nie­waż jego wy­na­la­zek był zbyt duży i to­por­ny. Do­ko­nał więc kil­ku ulep­szeń i wy­pro­du­ko­wał nową, mniej­szą i zgrab­niej­szą wer­sję mo­to­ro­we­ru, któ­rą na­zwał Su­per Cub. Tym ra­zem od­niósł na­tych­mia­sto­wy suk­ces, któ­ry uwień­czo­ny zo­stał na­gro­dą ce­sa­rza. Póź­niej za­czął eks­por­to­wać mo­to­ro­we­ry do Eu­ro­py i Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Po mo­to­ro­we­rach przy­szły w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych sa­mo­cho­dy, któ­re są dzi­siaj tak po­pu­lar­ne.

Obec­nie Hon­da Cor­po­ra­tion za­trud­nia sto ty­się­cy lu­dzi, za­rów­no w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, jak i Ja­po­nii, i jest uzna­wa­na za jed­no z naj­więk­szych im­pe­riów sa­mo­cho­do­wych Ja­po­nii. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych le­piej od hon­dy sprze­da­je się tyl­ko to­yo­ta. Fir­ma od­no­si tak wiel­kie suk­ce­sy, po­nie­waż je­den czło­wiek ro­zu­miał kie­dyś po­tę­gę praw­dzi­wej de­cy­zji, któ­rą wy­ko­nu­je się - nie zwa­ża­jąc na wa­run­ki ze­wnętrz­ne - bez wy­tchnie­nia.

Hon­da z pew­no­ścią wie­dział, że cza­sem, kie­dy po­dej­mie się de­cy­zję i przy­stą­pi do dzia­ła­nia, może się nam wy­da­wać, że nic z tego nie wy­cho­dzi. Ale to tyl­ko chwi­lo­we wra­że­nie, aby od­nieść suk­ces, mu­sisz pa­trzeć da­le­ko przed sie­bie. Więk­szość pro­ble­mów, ja­kie na­po­ty­ka­my w co­dzien­nym ży­ciu - jak choć­by nad­mier­ne je­dze­nie czy pi­cie, pa­le­nie pa­pie­ro­sów, po­czu­cie klę­ski i za­rzu­ce­nie wła­snych ma­rzeń - wy­ni­ka ze sku­pie­nia się na spra­wach krót­ko­ter­mi­no­wych, z pa­trze­nia tuż pod nogi. Ani suk­ces, ani po­raż­ka nie są czymś, cze­go moż­na do­świad­czyć z dnia na dzień. Po­raż­kę po­wo­du­ją wszyst­kie drob­ne de­cy­zje, któ­re po­dej­mu­je­my w cią­gu dłu­gie­go cza­su: nie koń­czy­my spraw, nie przy­stę­pu­je­my do dzia­ła­nia, zbyt ła­two się pod­da­je­my, nie pa­nu­je­my nad wła­snym sta­nem emo­cjo­nal­nym i umy­sło­wym. Sku­pia­my się wte­dy wła­śnie na tym, co nam się w krót­kim ter­mi­nie nie uda­je.

Suk­ces jest re­zul­ta­tem pod­ję­cia de­cy­zji o tym, że bę­dzie­my dą­żyć do po­lep­sze­nia wa­run­ków ży­cia, że bę­dzie­my da­wać coś od sie­bie - bę­dzie­my sami za­si­lać swój umysł i nie po­zwo­li­my, by czy­ni­ło to oto­cze­nie. Wła­śnie te de­cy­zje two­rzą do­świad­cze­nie ży­cio­we, któ­re na­zy­wa­my suk­ce­sem. Ża­den czło­wiek ani żad­na in­sty­tu­cja nie od­nio­są suk­ce­su, je­śli sku­pią się wy­łącz­nie na ce­lach krót­ko­ter­mi­no­wych.

Więk­szość pro­ble­mów, ja­kie na­po­ty­ka obec­nie nasz kraj, jest re­zul­ta­tem nie­za­sta­na­wia­nia się nad po­ten­cjal­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi de­cy­zji, któ­re po­dej­mu­je­my. Afe­ry, kło­po­ty z bi­lan­sem han­dlo­wym, de­fi­cyt bu­dże­to­wy, nie­za­do­wo­le­nie z sy­tu­acji w szkol­nic­twie, pro­ble­my z nar­ko­ty­ka­mi i al­ko­ho­lem - wszyst­ko to re­zul­tat my­śle­nia wy­łącz­nie w ka­te­go­riach naj­bliż­szej przy­szło­ści. To wła­śnie syn­drom Nia­ga­ry w ca­łej oka­za­ło­ści.

Kie­dy w swo­ich zma­ga­niach z nur­tem rze­ki sku­piasz się na naj­bliż­szej ska­le, w któ­rą mo­żesz ude­rzyć, nie je­steś w sta­nie spoj­rzeć przed sie­bie wy­star­cza­ją­co da­le­ko, by w porę do­strzec wo­do­spad.

Jako spo­łe­czeń­stwo je­ste­śmy tak bar­dzo na­sta­wie­ni na na­tych­mia­sto­wą gra­ty­fi­ka­cję, że czę­sto krót­ko­fa­lo­we roz­wią­za­nia sta­ją się dla nas dłu­go­fa­lo­wym pro­ble­mem. Na­sze dzie­ci mają w szko­le kło­po­ty ze skon­cen­tro­wa­niem uwa­gi, co prze­szka­dza im my­śleć... za­pa­mię­ty­wać i się uczyć. Po czę­ści jest tak dla­te­go, że przy­zwy­cza­iły się do na­tych­mia­sto­wej gra­ty­fi­ka­cji po­przez cią­gły kon­takt z gra­mi kom­pu­te­ro­wy­mi, re­kla­ma­mi w te­le­wi­zji oraz bez­u­stan­ne oglą­da­nie MTV. Mamy te­raz w kra­ju więk­szą niż kie­dy­kol­wiek w prze­szło­ści licz­bę dzie­ci z nad­wa­gą. Rów­nież tu przy­czy­ną jest nie­prze­rwa­na po­goń za szyb­kim przy­go­to­wy­wa­niem po­sił­ków: pie­cze­nie w ku­chen­ce mi­kro­fa­lo­wej, obia­dy z prosz­ku i go­to­we po­tra­wy w ba­rach na uli­cy.

Ten ro­dzaj krót­ko­fa­lo­we­go pla­no­wa­nia może też być bar­dzo szko­dli­wy w in­te­re­sach. Wszyst­kie pro­ble­my zwią­za­ne z ka­ta­stro­fą tan­kow­ca Yal­dez, na­le­żą­ce­go do fir­my Exxon, mo­gły­by nig­dy nie za­ist­nieć, gdy­by tyl­ko pod­ję­to jed­ną małą de­cy­zję. Fir­ma Exxon mo­gła prze­cież za­opa­trzyć swo­je tan­kow­ce w po­dwój­ną po­wlo­kę ka­dłu­ba. De­cy­zja ta za­po­bie­gła­by wy­cie­kom ropy na wy­pa­dek ko­li­zji. Jed­nak to­wa­rzy­stwo wo­la­ło przy­jąć krót­ko­wzrocz­ny spo­sób my­śle­nia o wy­trzy­ma­ło­ści ka­dłu­ba. Po wy­pad­ku i spo­wo­do­wa­nym prze­zeń wy­cie­ku ropy Exxon ma za­pła­cić za­wrot­ną sumę l,l mi­liar­da do­la­rów1 od­szko­do­wa­nia za spo­wo­do­wa­ne ka­ta­stro­fą stra­ty fi­nan­so­we, żeby nie wspo­mnieć o ol­brzy­mich znisz­cze­niach eko­lo­gicz­nych na Ala­sce i przy­le­głych te­re­nach.

Po­świę­ce­nie się dłu­go­fa­lo­wym re­zul­ta­tom ra­czej niż kwót­ko­fa-lo­wym osią­gnię­ciom to być może naj­waż­niej­sza de­cy­zja w two­im ży­ciu. Jej brak może spo­wo­do­wać me tyl­ko ol­brzy­mie stra­ty fi­nan­so­we czy spo­łecz­ne, lecz rów­nież wiel­kie cier­pie­nie.

Pe­wien mło­dy czło­wiek, o któ­rym być może sły­sza­łeś, po­sta­no­wił rzu­cić szko­łę, po­nie­waż zde­cy­do­wał, że nie bę­dzie już dłu­żej cze­kał na roz­po­czę­cie wy­ma­rzo­nej ka­rie­ry mu­zycz­nej. Jed­nak to ma­rze­nie nie speł­ni­ło się wy­star­cza­ją­co szyb­ko. Kie­dy skoń­czył dwa­dzie­ścia dwa lata, za­czął się oba­wiać, że jego mu­zy­ka nig­dy nie sta­nie się po­pu­lar­na, a de­cy­zja o po­rzu­ce­niu szko­ły była nie­wła­ści­wa. Cał­ko­wi­cie się za­ła­mał. Sy­piał w ca­ło­do­bo­wych pral­niach au­to­ma­tycz­nych, po­nie­waż nie stać go było na miesz­ka­nie. Grał na pia­ni­nie w ba­rach i ka­wiar­niach i je­dy­ną rze­czą, któ­ra po­zwa­la­ła mu się ja­koś trzy­mać, była ro­man­tycz­na mi­łość. Jed­nak w koń­cu dziew­czy­na po­sta­no­wi­ła go po­rzu­cić i to prze­kro­czy­ło gra­ni­ce jego wy­trzy­ma­ło­ści. Roz­pa­czał, że nig­dy już nie znaj­dzie tak pięk­nej ko­bie­ty. Jej odej­ście ozna­cza­ło dla nie­go ko­niec ży­cia, po­sta­no­wił więc skoń­czyć ze sobą. Na szczę­ście prze­my­ślał to raz jesz­cze i za­miast po­peł­nić sa­mo­bój­stwo po­sta­no­wił po­szu­kać po­mo­cy u psy­chia­try. Czas spę­dzo­ny w szpi­ta­lu po­zwo­lił mu od­kryć, na czym na­praw­dę po­le­gał jego pro­blem. Wspo­mi­nał to póź­niej w pio­sen­ce:

O, już nig­dy nie zej­dę tak ni­sko. Dziś mówi: "To była naj­lep­sza chy­ba rzecz, jaką kie­dy­kol­wiek w ży­ciu zro­bi­łem. Od tam­tej pory nig­dy so­bie nie współ­czu­łem, co­kol­wiek by się dzia­ło. Każ­dy pro­blem wy­da­je mi się te­raz ni­czym w po­rów­na­niu z tym, co wi­dzia­łem, z tym, przez co prze­cho­dzą inni lu­dzie"2.

Po­świę­ca­jąc się po­now­nie mu­zy­ce i re­ali­zu­jąc kon­se­kwent­nie ma­rze­nia, osią­gnął w koń­cu to, cze­go chciał. Jak się na­zy­wa? Bil­ly Joel.

Czy mo­żesz so­bie wy­obra­zić, że ten czło­wiek - ulu­bie­niec mi­lio­nów fa­nów na ca­łym świe­cie, któ­ry po­ślu­bił jed­ną z naj­sław­niej­szych mo­de­lek, Chri­stie Brin­kley, kie­dyś za­mar­twiał się, że pi­sze złą mu­zy­kę i nig­dy nie znaj­dzie ko­bie­ty tak pięk­nej jak jego była dziew­czy­na? War­to więc do­brze za­pa­mię­tać, że to, co w krót­kiej per­spek­ty­wie wy­da­wa­ło się nie­moż­li­we, po ja­kimś cza­sie zmie­ni­ło się w kla­sycz­ny wręcz przy­kład wspa­nia­łej ka­rie­ry i wiel­kie­go szczę­ścia.

Bil­ly Joel wy­do­był się z kry­zy­su, po­dej­mu­jąc trzy de­cy­zje, któ­re po­dej­mu­je w ży­ciu każ­dy z nas: na czym się skon­cen­tro­wać, co zna­czą dla nas po­szcze­gól­ne rze­czy i co ro­bić mimo pro­ble­mów, któ­re wy­da­ją się nas ogra­ni­czać. Pod­niósł wy­ma­ga­nia w sto­sun­ku do sie­bie i in­nych, po­parł je no­wy­mi prze­ko­na­nia­mi oraz za­sto­so­wał stra­te­gie, któ­re wy­da­wa­ły mu się ko­niecz­ne.

Prze­ko­na­nie, któ­re wy­ro­bi­łem w so­bie, by móc prze­trwać naj­trud­niej­sze mo­men­ty ży­cia, wy­ra­ża się bar­dzo pro­stym zda­niem: BÓG MOŻE OPÓŹ­NIAĆ SWO­JE ŁA­SKI, ALE NIG­DY ICH NIE OD­MA­WIA. Bar­dzo czę­sto rze­czy na po­zór nie­moż­li­we oka­zu­ją się po pew­nym cza­sie moż­li­we, je­śli tyl­ko nie usta­jesz w wy­sił­kach. Chcąc od­nieść suk­ces, mu­si­my na­ka­zać so­bie przez cały czas pa­trzeć da­le­ko w przy­szłość, sku­piać się na od­le­głych ce­lach. Aby so­bie o tym przy­po­mi­nać, czę­sto po­rów­nu­ję ży­cie do pór roku. Żad­na z nich nie trwa wiecz­nie, po­nie­waż całe ży­cie to na­stę­pu­ją­ce po so­bie okre­sy wzro­stu, doj­rze­wa­nia, zbio­rów, od­po­czyn­ku i znów od nowa. Zima też się koń­czy. Je­śli dziś masz pro­ble­my, nie wol­no ci po­rzu­cić na­dziei, że w koń­cu na­dej­dzie wio­sna. Dla jed­nych zima zna­czy hi­ber­na­cję, dla in­nych zaś ra­dość jaz­dy na san­kach i na nar­tach! Za­wsze mo­żesz po pro­stu prze­cze­kać ja­kąś porę roku. Ale dla­cze­go nie miał­byś za­mie­nić jej w okres, do któ­re­go wró­cisz po­tem wie­lo­ma wspo­mnie­nia­mi?

UJARZ­MIJ PO­TĘ­GĘ DE­CY­ZJI

Po­wtó­rze­niem tego roz­dzia­łu niech bę­dzie sześć krót­kich rad, któ­re po­mo­gą ci ujarz­mić po­tę­gę tkwią­cą w de­cy­zjach. Pa­mię­taj, że jest to po­tę­ga, któ­ra w każ­dym mo­men­cie kształ­tu­je two­je ży­cie:

1. Za­wsze pa­mię­taj o PRAW­DZI­WEJ SILE, JAKĄ DAJE PO­DEJ­MO­WA­NIE DE­CY­ZJI. De­cy­zja jest na­rzę­dziem, któ­re w każ­dej chwi­li mo­żesz wy­ko­rzy­stać, by zmie­nić całe swo­je ży­cie. W mo­men­cie pod­ję­cia de­cy­zji na­da­jesz swo­je­mu ży­ciu nowy kie­ru­nek, sta­wiasz so­bie nowy cel i z mocą ru­szasz do przo­du. Za­czy­nasz zmie­niać swo­je ży­cie do­kład­nie w chwi­li po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji. Pa­mię­taj, że kie­dy czu­jesz się przy­wa­lo­ny cię­ża­rem ży­cia, kie­dy są­dzisz, że nie masz wy­bo­ru, kie­dy tra­cisz kon­tro­lę nad wy­da­rze­nia­mi, za­wsze mo­żesz to zmie­nić, je­śli tyl­ko tak po­sta­no­wisz. Pa­mię­taj, że mia­rą praw­dzi­wej de­cy­zji jest fakt pod­ję­cia no­we­go dzia­ła­nia. Je­śli więc nie po­dej­miesz dzia­ła­nia, two­ja de­cy­zja nie była praw­dzi­wa.

2. Pa­mię­taj, że NAJ­TRUD­NIEJ­SZYM KRO­KIEM DO Osią­gnię­cia CZE­GO­KOL­WIEK jest praw­dzi­we od­da­nie się cze­muś, POD­JĘ­CIE PRAW­DZI­WEJ DE­CY­ZJI. Osią­gnię­cie cze­goś, cze­go na­praw­dę chcesz, jest czę­sto o wie­le ła­twiej­sze niż samo pod­ję­cie tej de­cy­zji. Tak więc po­dej­muj de­cy­zje roz­waż­nie, ale szyb­ko. I nie za­sta­na­wiaj się ca­ły­mi mie­sią­ca­mi, jak mo­żesz osią­gnąć swój cel albo czy w ogó­le go osią­gniesz. Ba­da­nia udo­wod­ni­ły, że lu­dzie od­no­szą­cy naj­więk­sze suk­ce­sy po­dej­mu­ją de­cy­zje szyb­ko, po­nie­waż ja­sno wi­dzą wy­zna­wa­ne przez sie­bie war­to­ści oraz do­brze wie­dzą, cze­go chcą dla sie­bie w ży­ciu. Te same ba­da­nia udo­wod­ni­ły, że bar­dzo wol­no zmie­nia­ją oni raz pod­ję­tą de­cy­zję, je­śli w ogó­le zmie­nia­ją. Na­to­miast lu­dzie, któ­rym się nie po­wio­dło, po­dej­mu­ją de­cy­zje bar­dzo wol­no i za­raz szyb­ko zmie­nia­ją zda­nie, mio­ta­ją się raz w jed­ną, raz w dru­gą stro­nę. Po pro­stu zde­cy­duj!

Zro­zum wresz­cie, że po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji to ro­dzaj dzia­ła­nia, tak więc de­cy­zję moż­na rów­nie do­brze zde­fi­nio­wać jako "in­for­ma­cję, na pod­sta­wie któ­rej po­dej­mu­je­my dzia­ła­nia". Two­ja de­cy­zja jest praw­dzi­wa, je­śli wy­ni­ka z niej dzia­ła­nie. De­cy­zja sta­je się obiek­tem pusz­czo­nym w ruch. Czę­sto skut­ki po­dej­mo­wa­nej de­cy­zji po­ma­ga­ją nam w osią­gnię­ciu ja­kie­goś więk­sze­go celu. Na swo­je po­trze­by opra­co­wa­łem za­sa­dę, któ­ra mówi: Nig­dy nie od­stę­puj od raz po­wzię­tej de­cy­zji bez uprzed­nie­go pod­ję­cia dzia­łań zmie­rza­ją­cych do jej re­ali­za­cji.

3. PO­DEJ­MUJ DE­CY­ZJE CZĘ­STO. Im czę­ściej po­dej­mu­jesz de­cy­zje, tym le­piej to ro­bisz. Mię­śnie sta­ją się moc­niej­sze, gdy je ćwi­czysz. Tak samo jest z "mię­śnia­mi", za po­mo­cą któ­rych po­dej­mu­jesz de­cy­zję. Od­kryj tkwią­cą w to­bie po­tę­gę na­tych­miast - po­dej­mu­jąc kil­ka de­cy­zji, któ­re do­tych­czas od­kła­da­łeś. Nie bę­dziesz mógł uwie­rzyć, jaką siłę i oży­wie­nie de­cy­zje te wnio­są w two­je ży­cie!

4. WY­CIĄ­GAJ WNIO­SKI Z PO­DEJ­MO­WA­NYCH DE­CY­ZJI. Nie da się tego unik­nąć. Cza­sa­mi mu­sisz się po­tknąć, co­kol­wiek byś ro­bił. Kie­dy więc zda­rzy się to nie­unik­nio­ne, za­miast cho­wać gło­wę w pia­sek, wy­cią­gnij wnio­ski. Za­py­taj sie­bie: "Co w tym jest do­bre­go? Cze­go mogę się z tego na­uczyć?". To "nie­po­wo­dze­nie" może oka­zać się praw­dzi­wym suk­ce­sem, je­śli wy­ko­rzy­stasz je do po­dej­mo­wa­nia lep­szych de­cy­zji w przy­szło­ści. Za­miast roz­wo­dzić się nad chwi­lo­wy­mi nie­po­wo­dze­nia­mi, wy­ciąg aj wnio­ski, któ­re w przy­szło­ści mogą ci za­osz­czę­dzić cza­su, pie­nię­dzy i bólu oraz dać nowe moż­li­wo­ści suk­ce­su.

5. KON­SE­KWENT­NIE WY­KO­NUJ RAZ PO­WZIĘ­TĄ DE­CY­ZJĘ, ale nig­dy nie upie­raj się przy spo­so­bach jej re­ali­za­cji. Je­śli już pod­ją­łeś ja­kąś de­cy­zję, na przy­kład... kim chcesz być w przy­szło­ści, nie po­zwól, by środ­ki prze­szko­dzi­ły ci w re­ali­za­cji celu. Cho­dzi o re­zul­ta­ty. Zbyt czę­sto de­cy­du­je­my się dą­żyć do osią­gnię­cia okre­ślo­ne­go celu, idąc naj­le­piej zna­ną nam w da­nej chwi­li dro­gą: ry­su­je­my mapę i po dro­dze nie zwra­ca­my już uwa­gi na inne moż­li­we tra­sy. Nig­dy nie bądź upar­ty. Pie­lę­gnuj sztu­kę gięt­ko­ści umy­słu.

6. Po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji spra­wia ra­dość. Mu­sisz wie­dzieć, że po­dej­mo­wa­na przez cie­bie de­cy­zja może w każ­dej chwi­li na za­wsze od­mie­nić two­je ży­cie. Na­stęp­ny czło­wiek, któ­re­go spo­tkasz, te­le­fon, któ­ry od­bie­rzesz, film, któ­ry obej­rzysz, książ­ka, któ­rą prze­czy­tasz, a na­wet każ­da ko­lej­na prze­wra­ca­na kart­ka może oka­zać się tą wła­śnie siłą, któ­ra otwo­rzy wszel­kie za­po­ry, przy­nie­sie ci wszyst­ko to, na co cze­ka­łeś.

Je­śli na­praw­dę chcesz, by two­je ży­cie było pa­sjo­nu­ją­ce, mu­sisz żyć z ta­kim wła­śnie ocze­ki­wa­niem. Wie­le lat temu pod­ją­łem de­cy­zję, któ­ra mo­gła­by się wy­da­wać nie­istot­na, i ona wła­śnie zmie­ni­ła i ukształ­to­wa­ła moje ży­cie. Po­sta­no­wi­łem po­pro­wa­dzić kurs w De­nver w Co­lo­ra­do. Tam wła­śnie spo­tka­łem ko­bie­tę imie­niem Bec­ky. Dziś na­zy­wa się ona Rob­bins i z pew­no­ścią jest naj­więk­szym da­rem, jaki otrzy­ma­łem od ży­cia. W cza­sie tej sa­mej wy­pra­wy po­sta­no­wi­łem na­pi­sać pierw­szą książ­kę, któ­ra dziś dru­ko­wa­na jest w je­de­na­stu ję­zy­kach na ca­łym świe­cie. Kil­ka dni póź­niej pod­ją­łem się po­pro­wa­dzić kurs w Tek­sa­sie Po sied­miu dniach pra­cy do­wie­dzia­łem się, że nie do­sta­nę za to ani gro­sza, po­nie­waż or­ga­ni­za­tor kur­su chył­kiem wy­je­chał z mia­sta. Oczy­wi­stą de­cy­zją było spo­tka­nie z agent­ką, któ­rą czło­wiek ten wy­na­jął. Mia­ła ona po­dob­ny pro­blem. Ko­bie­ta ta zo­sta­ła moją agent­ką i po­mo­gła mi wy­dać pierw­szą książ­kę. Wła­śnie skut­kiem tego "nie­po­wo­dze­nia" jest fakt, iż mogę opo­wie­dzieć ci dzi­siaj o tej hi­sto­rii.

Kie­dyś pod­ją­łem de­cy­zję do­bra­nia so­bie wspól­ni­ka do in­te­re­sów. Nie­ste­ty nie zro­bi­łem naj­le­piej, nie spraw­dza­jąc tego czło­wie­ka przed pod­pi­sa­niem umo­wy. W cią­gu roku sprze­nie­wie­rzył ćwierć mi­lio­na do­la­rów i wpro­wa­dził moją fir­mę w dłu­gi się­ga­ją­ce sied­miu­set osiem­dzie­się­ciu ty­się­cy, pod­czas gdy ja spę­dza­łem ży­cie w roz­jaz­dach, pro­wa­dząc po­nad dwie­ście kur­sów. Na szczę­ście jed­nak wy­cią­gną­łem wnio­ski z tej kiep­skiej de­cy­zji i pod­ją­łem lep­szą. Cho­ciaż wszy­scy eks­per­ci twier­dzi­li, że je­dy­nym spo­so­bem na prze­trwa­nie jest w tej sy­tu­acji ogło­sze­nie ban­kruc­twa, po­sta­no­wi­łem pod­jąć pró­by od­wró­ce­nia tego nie­szczę­ścia. W ten spo­sób od­nio­słem je­den z naj­więk­szych suk­ce­sów w ży­ciu. Po­dźwi­gną­łem moją fir­mę na nie­po­rów­na­nie wyż­szy po­ziom, a ze­bra­ne przy tym do­świad­cze­nia nie tyl­ko za­pew­ni­ły mi sta­bil­ny suk­ces w in­te­re­sach, lecz rów­nież przy­spo­rzy­ły wie­lu in­for­ma­cji, któ­re póź­niej wy­ko­rzy­sta­łem do stwo­rze­nia WA­RUN­KO­WA­NIA NEU­RO­ASO-CJA­CYJ­NE­GO(TM) i TECH­NIK PRZE­ZNA­CZE­NIA?. O oby­dwu do­wiesz się w dal­szej czę­ści tej książ­ki.

Życie jest przygodą dla odważnych - albo niczym.

HEL­LEN KEL­LER

Jaka więc jest naj­waż­niej­sza in­for­ma­cja, któ­rą zdo­by­łeś w tym roz­dzia­le?

Wiedz, że to TWO­JE DE­CY­ZJE, a nie wa­run­ki w ja­kich się znaj­du­jesz, Kształ­tu­ją two­je prze­zna­cze­nie. Za­nim na­uczy­my się tech­nik zmia­ny spo­so­bu my­śle­nia i zmia­ny co­dzien­nych od­czuć na te­mat wła­sne­go ży­cia, chciał­bym ci po­wie­dzieć, że wszyst­kie wy­czy­ta­ne w tej książ­ce in­for­ma­cje są bez­war­to­ścio­we... każ­da inna prze­czy­ta­na książ­ka, każ­dy film i kurs są bez­war­to­ścio­we... do­pó­ki nie zde­cy­du­jesz się ich wy­ko­rzy­stać. Pa­mię­taj, że praw­dzi­wa de­cy­zja sta­no­wi siłę, któ­ra od­mie­nia two­je ży­cie. Sta­no­wi po­tę­gę do­stęp­ną dla cie­bie w każ­dej chwi­li, je­śli tyl­ko rze­czy­wi­ście zde­cy­du­jesz się ją wy­ko­rzy­stać.

Udo­wod­nij so­bie, że zde­cy­do­wa­łeś się to zro­bić wła­śnie te­raz. Po­dej­mij jed­ną lub dwie de­cy­zje, któ­re do­tych­czas od­kła­da­łeś:

jed­ną ła­twą i jed­ną tro­chę trud­niej­szą. Po­każ sam so­bie, jak wie­le po­tra­fisz. Te­raz. Po­dej­mij cho­ciaż jed­ną kon­kret­ną de­cy­zję, któ­rą do­tych­czas od­kła­da­łeś, roz­pocz­nij pierw­sze dzia­ła­nia pro­wa­dzą­ce do jej re­ali­za­cji. I bądź kon­se­kwent­ny! Ro­biąc to, bę­dziesz ćwi­czył ten wła­śnie mię­sień, któ­ry po­ru­szy two­ją wolę zmia­ny ca­łe­go ży­cia.

Do­brze wie­my, że na­po­tkasz na swo­jej dro­dze prze­szko­dy. Ale Lech Wa­łę­sa i miesz­kań­cy Eu­ro­py Wschod­niej prze­ko­na­li się, że je­śli po­sta­no­wisz po­ko­nać mury, mo­żesz się na nie wspiąć, mo­żesz się przez nie prze­bić, wy­ko­pać pod nimi tu­nel albo zna­leźć ja­kieś drzwi. Na­wet naj­dłu­żej sto­ją­ce mury nie są na tyle moc­ne, by oprzeć się woli lu­dzi, któ­rzy po­sta­no­wi­li nie spo­cząć, za­nim mury nie pad­ną.

Ludz­ki duch jest praw­dzi­wie nie­zwy­cię­żo­ny. Jed­nak wola zwy­cię­stwa, wola suk­ce­su, kształ­to­wa­nia wła­sne­go ży­cia i prze­ję­cia nad nim kon­tro­li może zo­stać wy­ko­rzy­sta­na do­pie­ro wte­dy, gdy zde­cy­du­jesz, cze­go chcesz, i uwie­rzysz, że ża­den pro­blem, żad­ne wy­zwa­nie, żad­na prze­szko­da nie będą w sta­nie cię po­wstrzy­mać. Kie­dy po­sta­no­wisz, że two­je ży­cie będą kształ­to­wa­ły nie oko­licz­no­ści ze­wnętrz­ne, lecz two­je wła­sne de­cy­zje, w tej sa­mej chwi­li two­je ży­cie od­mie­ni się na za­wsze i bę­dziesz na tyle sil­ny, by prze­jąć wła­dzę nad ko­lej­ną wiel­ką silą.

PODZIĘKOWANIA

Kie­dy za­czy­nam roz­my­ślać nad roz­le­gło­ścią tego pro­jek­tu, przy­po­mi­nam so­bie sy­tu­ację, kie­dy sław­ny ba­se­bal­li­sta wbie­ga na bo­isko w ostat­nim kwa­dran­sie me­czu, od­by­wa na­ra­dę z in­ny­mi gra­cza­mi, pew­ny sie­bie bie­gnie ku li­nii koń­co­wej i rzu­tem na od­le­głość pięć­dzie­się­ciu jar­dów zdo­by­wa zwy­cię­ską bram­kę! Ki­bi­ce wi­wa­tu­ją, tre­ne­rzy są po­ru­sze­ni, a ba­se­bal­li­sta z peł­ną ra­do­ścią roz­ko­szu­je się chwa­łą zwy­cię­stwa. Był to jed­nak­że wy­si­łek ca­łe­go ze­spo­łu. Ba­se­bal­li­sta stał się bo­ha­te­rem w oczach ogó­łu, lecz w grze, jaką jest ży­cie, jest wie­lu uczest­ni­ków zwy­cię­stwa ukry­tych za ple­ca­mi bo­ha­te­rów. Tak też było w przy­pad­ku tego pro­jek­tu. Nig­dy nie mia­łem pro­ble­mów z prze­la­niem słów na pa­pier, ale kie­dy pró­bu­ję prze­lać nań uczu­cia, ja­kie ży­wię do tak wie­lu lo­jal­nych i nad­zwy­czaj bez­in­te­re­sow­nych człon­ków mo­jej ro­dzi­ny, przy­ja­ciół i współ­pra­cow­ni­ków, czu­ję za­kło­po­ta­nie. Trud­no mi tu spo­rzą­dzić ich li­stę we­dług ja­kiejś hie­rar­chii, po­nie­waż był to praw­dzi­wie ze­spo­ło­wy wy­si­łek od sa­me­go po­cząt­ku.

Po­dzię­ko­wa­nia skła­dam:

Mo­jej żo­nie Bec­ky, mo­jej ma­mie oraz czwór­ce mo­ich dzie­ci: Ja­ire­ko­wi, Jo­sho­wi, Jo­lie i Ty­le­ro­wi. Wa­sza mi­łość sta­no­wi o mo­jej sile. Nie ma dla mnie nic waż­niej­sze­go.

Moim asy­stent­kom, De­enie Tut­tie i Ka­ren Risch, dwóm za­dzi­wia­ją­cym ko­bie­tom peł­nym siły i ener­gii, któ­re po­zo­sta­ły wier­ne i prze­ko­na­ne do koń­ca o tym, że to, co ro­bi­my, nie jest bez zna­cze­nia, na­wet wte­dy, kie­dy ozna­cza­ło to całe noce spę­dza­ne z dala od mę­żów i dzie­ci, po­dą­ża­nie za mną po ca­łym kra­ju, za­wsze z uśmie­chem na twa­rzy i go­to­wo­ścią wspie­ra­nia mnie. Książ­ka ta nig­dy nie zo­sta­ła­by ukoń­czo­na bez ich nie­za­chwia­nej wier­no­ści.

Przed­sta­wi­cie­lom oraz kie­row­nic­twu Fie­id Sa­les za ich co­dzien­ną pra­cę or­ga­ni­za­cyj­ną, dzię­ki któ­rej mo­głem w spo­ko­ju przy­by­wać do za­tło­czo­nych sal w mia­stach, gdzie od­by­wa­ły się se­mi­na­ria. Kon­sul­tan­tom z Per­so­nal De­ve­lop­ment, któ­rzy po­mo­gli mi udo­wod­nić, że se­mi­na­ria z wy­ko­rzy­sta­niem wi­deo są lep­sze. Dzię­ku­ję Wam za od­wa­gę i od­da­nie. Przed­sta­wi­cie­lom Ob­słu­gi Klien­tów z Rob­bins Re­se­arch In­ter­na­tio­nal, któ­rzy słu­żąc swą in­spi­ra­cją, spra­wia­li, że klien­ci przy­stę­po­wa­li do dzia­ła­nia oraz osią­ga­li nowe ja­ko­ścio­wo po­zio­my. Je­stem im za to bar­dzo wdzięcz­ny.

Ca­łe­mu ze­spo­ło­wi z biu­ra Rob­bins Re­se­arch In­ter­na­tio­nal w San Die­go, któ­rzy spę­dza­jąc w pra­cy ogrom­ną licz­bę go­dzin, pod­su­wa­li mi po­my­sły oraz dba­li o za­cho­wa­nie in­te­gral­no­ści mo­jej wi­zji.

Moim part­ne­rom i współ­pra­cow­ni­kom z An­tho­ny Rob­bins Com­pa­nies, szcze­gól­nie zaś moim dro­gim przy­ja­cio­łom z For­tu­ne Ma­na­ge­ment - wzru­szy­ło mnie do głę­bi ser­ca Wa­sze zro­zu­mie­nie mo­je­go nie­praw­do­po­dob­nie na­pię­te­go pla­nu dzia­ła­nia.

Uczest­ni­kom mo­ich se­mi­na­riów. Wie­le się od Was na­uczy­łem, dzię­ku­ję więc za Wasz wkład do tej pra­cy. Spe­cjal­ne po­dzię­ko­wa­nia skła­dam gru­pie, któ­ra uzy­ska­ła świa­dec­twa w 1991 roku. Rocz­nik ten udzie­lił mi wy­jąt­ko­we­go wspar­cia, kie­dy to przez po­nad dwa ty­go­dnie pra­co­wa­łem ca­ły­mi no­ca­mi, aby książ­ka uka­za­ła się na czas.

Hra­bie­mu Strum­pell, któ­re­go przy­jaźń i po­świę­ce­nie każ­dej chwi­li po to, aby do­star­czyć mi wszel­kich nie­zbęd­nych ma­te­ria­łów, po­zwa­la­ło mi za­cho­wać spo­kój du­szy pod­czas two­rze­nia książ­ki.

Ro­ber­to­wi Bays, mo­je­mu dro­gie­mu przy­ja­cie­lo­wi, któ­re­go mą­drość i bez­in­te­re­sow­na przy­jaźń po­zwo­li­ły mi prze­być wszyst­kie wy­bo­iste dro­gi. Je­stem nie­skoń­cze­nie wdzięcz­ny za jego cen­ny wkład. Dzię­ku­ję rów­nież Vic­ki St. Geo­r­ge, praw­dzi­wy to klej­not w przy­jaź­ni.

Mi­cha­elo­wi Hut­chi­so­no­wi, któ­ry swą wie­dzą za­wsze re­pre­zen­to­wał naj­wyż­szy po­ziom. Kon­takt z nim był dla mnie bło­go­sła­wień­stwem. Wdzięcz­ny je­stem rów­nież mo­je­mu naj­lep­sze­mu przy­ja­cie­lo­wi Mi­cha­elo­wi Key­es - dzię­ki, przy­ja­cie­lu, za two­je po­czu­cie hu­mo­ru i mą­drość, two­je za­an­ga­żo­wa­nie i przy­jaźń. Mam na­dzie­ję, że dane mi bę­dzie cie­szyć się Two­ją przy­jaź­nią jesz­cze dłu­go w przy­szło­ści.

"Za­ło­dze zam­ku", szcze­gól­nie The­re­sie Lan­non i Eli­za­beth Cal-fee, któ­re sta­no­wi­ły naj­lep­szy na świe­cie ze­spół. Dzię­ku­ję za to, że po­tra­fi­ły­ście dom czło­wie­ka uczy­nić jego zam­kiem.

Moim do­brym przy­ja­cio­łom z Gu­thy Ren­ker Cor­po­ra­tion, Gre­go­wi Ren­ke­ro­wi, Bil­lo­wi Gu­thy'emu, Len­ny'emu Lie­ber­ma­no­wi, Jo­no­wi Schul­ber­go­wi i Joh­no­wi Za­ho­dy, któ­rzy wraz z pra­cow­ni­ka­mi Cas­set­te Pro­duc­tions po­mo­gli mi roz­pro­wa­dzić po­nad sie­dem mi­lio­nów taśm wi­deo w cią­gu za­le­d­wie dwu lat oraz prze­ka­zać fi­lo­zo­fię za­war­tą w Per­so­nal Po­wer lu­dziom na ca­łym świe­cie. Bar­dzo ce­nię so­bie Wa­szą przy­jaźń.

Pe­te­ro­wi Gu­ber za jego in­spi­ru­ją­ce roz­mo­wy te­le­fo­nicz­ne oraz wspar­cie. Głę­bo­ko po­wa­żam so­bie na­sze kon­tak­ty.

Ken i Mar­ge Blan­char­dom - kwar­tal­ne spo­tka­nia Bec­ky i moje z Wami są za­wsze źró­dłem wza­jem­ne­go ocza­ro­wa­nia i sta­le ro­sną­ce­go sza­cun­ku.

Mar­ti­no­wi i Ja­net She­enom za to, że byli mi przy­kła­dem wy­jąt­ko­wej pa­sji, in­te­gral­no­ści i od­da­nia. Dzię­ku­ję za to, że słu­ży­li­ście mi za świa­tło.

Wszyst­kim ochot­ni­kom z An­tho­ny Rob­bins Fo­un­da­tion - dzię­ki Wa­sze­mu bez­in­te­re­sow­ne­mu od­da­niu i za­an­ga­żo­wa­niu los bez­dom­nych, więź­niów, dzie­ci oraz star­szych lu­dzi nig­dy już nie bę­dzie taki sam jak daw­niej. Was to rze­czy­wi­ście ob­cho­dzi!

Ro­ber­to­wi Cial­di­nie­mu, Stu Mit­tie­ma­no­wi, Phi­lo­wi Maf­fe­to­ne'owi, Pau­lo­wi Pil­ze­ro­wi oraz Joh­no­wi Rob­bin­so­wi - za Wasz wkład w tę książ­kę, któ­ry bę­dzie miał wpływ na ja­kość ży­cia lu­dzi.

Wiel­kie­mu mi­strzo­wi ta­ekwon­do, Jho­ono­wi Rhee, któ­re­go sta­ła przy­jaźń, wier­ność oraz wie­dza słu­ży­ły mi jako na­tchnie­nie do dal­sze­go dzia­ła­nia. Skła­dam przed Pa­nem po­kło­ny peł­ne sza­cun­ku.

Per­so­ne­lo­wi na Fi­dżi z ku­ror­tu Na­ma­le Plan­ta­tion oraz miesz­kań­com są­sied­nich wio­sek Vi­vil­le i Nadi. Słu­żąc swo­im przy­kła­dem, na­uczy­li­ście mnie, że ży­cie jest da­rem i ra­do­ścią oraz że uczu­cie szczę­ścia jest je­dy­nym spo­so­bem na to, by żyć.

Ja­no­wi Mil­le­ro­wi oraz jego spraw­ne­mu ze­spo­ło­wi - chy­lę czo­ło przed Wami w po­dzię­ko­wa­niu za wier­ny kon­takt w tym trud­nym przed­się­wzię­ciu wy­daw­ni­czym. Dic­ko­wi Sny­de­ro­wi, Bo­bo­wi Asa­hi­na i Sa­rah Bay­liss dzię­ku­ję jesz­cze raz za wia­rę we mnie.

Po­na­wia­jąc po­dzię­ko­wa­nia zło­żo­ne w mej książ­ce Unii­mi­ted Po­wer, prze­ka­zu­ję jesz­cze raz wy­ra­zy wdzięcz­no­ści wszyst­ki­mi ol­brzy­mom, na któ­rych ra­mio­nach znaj­do­wa­łem wspar­cie. Dzię­ku­ję na­uczy­cie­lom, któ­rzy ukształ­to­wa­li moją fi­lo­zo­fię, stra­te­gię i umie­jęt­no­ści.

I na za­koń­cze­nie dzię­ku­ję wszyst­kim tym lu­dziom, któ­rzy sta­li gdzieś za sce­ną i udzie­la­li mi swo­je­go wspar­cia, by wy­mie­nić ta­kie oso­by jak: Ka­thy Mo­el­ler, Suzy Gon­za­les, Joan Meng, Nan­cy Min­kus, Sha­ri Wil­son, Mary Kent, Va­le­rie Felts, Le­igh Len­dzian, Dave Po­lci­no, Cher­rell Ta­ran­ti­no, Mark Lamm, Ro­bert Mott za pra­cę ar­ty­stycz­ną oraz pa­nom z Fran­klin Type z No­we­go Jor­ku.

Lu­dzie ci nig­dy nie ak­cep­to­wa­li po­glą­du, że coś może być nie­moż­li­we. Wszy­scy w cza­sie tej ody­sei ocze­ki­wa­li­śmy i do­świad­cza­li­śmy cu­dów. Wszy­scy wy­do­ro­śle­li­śmy i sta­li­śmy się bo­gat­si w tym pro­ce­sie. Je­ste­ście wszy­scy ol­brzy­ma­mi w moim ży­ciu.

Rozdział pierwszyMARZENIA O PRZEZNACZENIU

Człowiek konsekwentny wierzy w przeznaczenie, człowiek kapryśny w przypadek.

BEN­JA­MIN DI­SRA­ELI

Któż z nas nie ma ma­rzeń? Głę­bo­ko w du­szy każ­dy z nas chce wie­rzyć, że po­sia­da ten szcze­gól­ny dar, dzię­ki któ­re­mu po­tra­fi po­ru­szyć in­nych na swój spe­cjal­ny spo­sób i ulep­szyć świat. Na pew­nym eta­pie w każ­dym z nas skry­sta­li­zo­wa­ła się wi­zja po­zio­mu ży­cia, na jaki so­bie za­słu­gu­je­my, ja­kie­go pra­gnie­my. Jed­nak fru­stra­cje i ru­ty­na dnia co­dzien­ne­go prze­sło­ni­ły u wie­lu z nas ma­rze­nia te tak bar­dzo, że za­prze­sta­li­śmy już na­wet prób ich speł­nie­nia. W zbyt licz­nych wy­pad­kach ma­rze­nia te się roz­wia­ły, a wraz z tym znik­nę­ła chęć kształ­to­wa­nia wła­sne­go prze­zna­cze­nia. Wie­lu z nas utra­ci­ło to po­czu­cie pew­no­ści, któ­re pro­wa­dzi do zwy­cię­stwa. Ce­lem mo­je­go ży­cia sta­ło się przy­wró­ce­nie ma­rzeń i urze­czy­wist­nie­nie ich, cią­głe przy­po­mi­na­nie o tkwią­cych w nas nie­ogra­ni­czo­nych moż­li­wo­ściach, na­ma­wia­nie do wy­ko­rzy­sty­wa­nia uśpio­nych mocy, któ­re drze­mią w każ­dym z nas.

Nig­dy nie za­po­mnę dnia, kie­dy do­tar­ło do mnie, że wpro­wa­dzi­łem w ży­cie moje ma­rze­nia. Sie­dzia­łem wte­dy na po­kła­dzie mo­je­go he­li­kop­te­ra, w dro­dze ze spo­tka­nia w Los An­ge­les do Oran­ge Co­un­ty, gdzie mia­łem po­pro­wa­dzić se­mi­na­rium. Kie­dy znaj­do­wa­łem się nad Glen­da­le, roz­po­zna­łem na­gle pe­wien duży bu­dy­nek, za­trzy­ma­łem he­li­kop­ter i za­wi­słem w po­wie­trzu. Zda­łem so­bie spra­wę z fak­tu, że w tym wła­śnie bu­dyn­ku za­le­d­wie dwa­na­ście lat wcze­śniej pra­co­wa­łem jako odźwier­ny!

W tam­tych dniach mar­twi­łem się, czy dłu­go mój Volks­wa­gen rocz­nik 1960 wy­trzy­ma trzy­dzie­sto­mi­nu­to­wą dro­gę do pra­cy. Całe moje ży­cie sku­pia­ło się na tym, jak prze­trwać. Czu­łem się osa­mot­nio­ny i prze­stra­szo­ny. Tego dnia, kie­dy w swo­im he­li­kop­te­rze uno­si­łem się w po­wie­trzu, po­my­śla­łem: "Ja­kież zmia­ny może przy­nieść jed­no dzie­się­cio­le­cie".

Dwa­na­ście lat temu rów­nież i ja mia­łem ma­rze­nia, ale wy­da­wa­ło mi się wte­dy, że nig­dy się nie speł­nią. Dziś je­stem prze­ko­na­ny, że wszyst­kie moje prze­szłe nie­po­wo­dze­nia i fru­stra­cje sta­no­wi­ły w rze­czy­wi­sto­ści pod­sta­wę wie­dzy i zro­zu­mie­nia, dzię­ki któ­rym mogę się cie­szyć obec­nym po­zio­mem mo­je­go ży­cia.

Kon­ty­nu­owa­łem lot na po­łu­dnie tra­są pro­wa­dzą­cą wzdłuż wy­brze­ża. Do­strze­głem del­fi­ny ba­wią­ce się wśród fal z ama­to­ra­mi sur­fin­gu. Wraz z moją żoną Bec­ky uwa­ża­my wspo­mnie­nie tego wi­do­ku za je­den z naj­cen­niej­szych skar­bów, spe­cjal­ny dar od ży­cia. Wresz­cie do­tar­łem nad Irvi­ne. Spoj­rza­łem w dół i tro­chę zmar­twił mnie wi­dok par­kin­gu przy bu­dyn­ku, w któ­rym mia­ło się od­by­wać moje se­mi­na­rium: mniej wię­cej na milę do­oko­ła za­pcha­ny był sa­mo­cho­da­mi za­par­ko­wa­ny­mi zde­rzak przy zde­rza­ku.

"Ład­nie! Mam na­dzie­ję, że co­kol­wiek tam się od­by­wa, pój­dzie szyb­ko i lu­dzie, któ­rzy przy­ja­dą na spo­tka­nie ze mną, będą mo­gli do­stać się do bu­dyn­ku" - po­my­śla­łem.

Kie­dy scho­dzi­łem do lą­do­wa­nia, przed mo­imi ocza­mi roz­to­czył się zu­peł­nie inny wi­dok: ty­sią­ce lu­dzi po­wstrzy­my­wa­nych przez służ­by po­rząd­ko­we przed wtar­gnię­ciem na lą­do­wi­sko. I wte­dy za­czą­łem ro­zu­mieć, co tak na­praw­dę się tam dzie­je. Ko­rek ulicz­ny spo­wo­do­wa­li lu­dzie, któ­rzy przy­je­cha­li tu na spo­tka­nie ze mną! Spo­dzie­wa­li­śmy się oko­ło dwóch ty­się­cy uczest­ni­ków, tym­cza­sem sta­ną­łem przed sied­mio­ty­sięcz­nym tłu­mem ze­bra­nym na wi­dow­ni, któ­ra co naj­wy­żej mo­gła po­mie­ścić pięć ty­się­cy! Kie­dy z lą­do­wi­ska prze­cho­dzi­łem na sce­nę, ota­cza­ły mnie set­ki lu­dzi, któ­rzy chcie­li mnie uści­skać albo opo­wie­dzieć o tym, jak moja pra­ca zmie­ni­ła ich ży­cie.

Hi­sto­rie, któ­ry­mi dzie­li­li się ze mną, były wręcz nie­praw­do­po­dob­ne. Pew­na ko­bie­ta przed­sta­wi­ła mi swo­je­go syna, któ­ry zo­stał kie­dyś uzna­ny za "nad­po­bu­dli­we­go" i "nie­zdol­ne­go do na­uki". Tym­cza­sem za­sto­so­wa­nie pre­zen­to­wa­nych w tej książ­ce za­sad KON­TRO­LI STA­NÓW. po­zwo­li­ło jej nie tyl­ko od­sta­wić za­or­dy­no­wa­ną przez le­ka­rzy ri­ta­li­nę, lecz rów­nież prze­nieść się do Ka­li­for­nii, gdzie jej syna pod­da­no po­now­nym te­stom i uzna­no za ge­niu­sza! Szko­da, że nie wi­dzie­li­ście twa­rzy tej ko­bie­ty, kie­dy chwa­li­ła się nową ety­kiet­ką przy­cze­pio­ną jej sy­no­wi!

Pe­wien męż­czy­zna z dumą opo­wia­dał, jak uwol­nił się od ko­ka­iny za po­mo­cą tech­nik WA­RUN­KO­WA­NIA SUK­CE­SU, o któ­rych prze­czy­tasz na kar­tach tej książ­ki. Mał­żeń­stwo do­brze po pięć­dzie­siąt­ce zwie­rza­ło mi się, jak po pięt­na­stu la­tach wspól­ne­go po­ży­cia ba­lan­so­wa­ło na kra­wę­dzi roz­wo­du, do­pó­ki nie do­wie­dzia­ło się o WŁA­SNYCH ZA­SA­DACH. Pe­wien han­dlo­wiec mó­wił z ra­do­ścią, że w cią­gu za­le­d­wie sze­ściu mie­się­cy jego zy­ski sko­czy­ły z dwóch do dwu­na­stu ty­się­cy do­la­rów, a ja­kiś przed­się­bior­ca krzy­czał, że w cią­gu osiem­na­stu mie­się­cy zwięk­szył zy­ski fir­my o po­nad trzy mi­lio­ny dzię­ki za­sto­so­wa­niu za­sad WŁA­ŚCI­WYCH PY­TAŃ i KON­TRO­LI EMO­CJO­NAL­NEJ. Pięk­na mło­da ko­bie­ta po­ka­zy­wa­ła mi swo­je zdję­cie sprzed mie­się­cy, z ra­do­ścią pod­kre­śla­jąc, że zrzu­ci­ła pięć­dzie­siąt dwa fun­ty dzię­ki za­sto­so­wa­niu za­sa­dy LE­WA­RO­WA­NIA, opi­sy­wa­nej szcze­gó­ło­wo w tej książ­ce.

Emo­cje pa­nu­ją­ce na sali wzru­szy­ły mnie tak bar­dzo, że po­cząt­ko­wo nie by­łem w sta­nie wy­do­być z sie­bie sło­wa. Kie­dy pa­trzy­łem na swo­ich słu­cha­czy i wi­dzia­łem pięć ty­się­cy uśmiech­nię­tych, peł­nych ra­do­ści i mi­ło­ści twa­rzy, w tej wła­śnie chwi­li zro­zu­mia­łem, że moje ma­rze­nia są już rze­czy­wi­sto­ścią! Cóż to za uczu­cie! Nie było cie­nia wąt­pli­wo­ści, że po­sia­dam wie­dzę, umie­jęt­no­ści, zna­jo­mość fi­lo­zo­fii i stra­te­gii, któ­re mogą po­móc każ­de­mu z tych lu­dzi, mogą wzmoc­nić ich na tyle, by przed­się­wzię­li zmia­ny, któ­rych po­trze­bu­ją i pra­gną! Prze­to­czy­ła się prze­ze mnie praw­dzi­wa bu­rza uczuć i wspo­mnień. Przy­po­mnia­łem so­bie, jak kil­ka lat wcze­śniej sie­dzia­łem sa­mot­nie w swo­jej ma­lut­kiej ka­wa­ler­ce w Ve­ni­ce w Ka­li­for­nii i pła­ka­łem, słu­cha­jąc słów pio­sen­ki Ne­ila Dia­mon­da

1 am... I said... Do­sko­na­le pa­mię­ta­łem ogar­nia­ją­ce mnie wte­dy prze­ko­na­nie, że moje ży­cie jest nic nie­war­te, a świat ze­wnętrz­ny cał­ko­wi­cie nade mną pa­nu­je.

Przy­po­mnia­łem też so­bie mo­ment, w któ­rym zmie­ni­ło się wszyst­ko, kie­dy po­wie­dzia­łem so­bie: "Do­syć tego! Wiem, że stać mnie na wię­cej emo­cjo­nal­nie, umy­sło­wo i fi­zycz­nie..W tam­tej wła­śnie chwi­li pod­ją­łem de­cy­zję, któ­ra mia­ła cał­ko­wi­cie od­mie­nić moje ży­cie. Po­sta­no­wi­łem zmie­nić do­słow­nie każ­dy aspekt mo­jej eg­zy­sten­cji. Po­sta­no­wi­łem, że już nig­dy wię­cej nie zgo­dzę się na ży­cie po­ni­żej wła­snych moż­li­wo­ści.

Któż wte­dy po­my­ślał­by, że ta de­cy­zja do­pro­wa­dzi mnie do tak wspa­nia­łe­go i pod­nio­słe­go mo­men­tu?

Pod­czas tam­te­go spo­tka­nia da­łem z sie­bie wszyst­ko i kie­dy wy­sze­dłem z sali, tłu­my od­pro­wa­dza­ły mnie na lą­do­wi­sko. Stwier­dze­nie, że by­łem tym wszyst­kim po­ru­szo­ny do głę­bi, by­ło­by nie­do­po­wie­dze­niem. Kie­dy dzię­ko­wa­łem Stwór­cy za te wspa­nia­łe dary, po po­licz­ku spły­nę­ła mi łza, a gdy mój he­li­kop­ter ode­rwał się od zie­mi, aż mu­sia­łem się uszczyp­nąć. Czy to wszyst­ko wy­da­rzy­ło się na­praw­dę? Czy rze­czy­wi­ście je­stem tym sa­mym fa­ce­tem, któ­ry kil­ka lat temu wal­czył sam ze sobą, był sfru­stro­wa­ny i osa­mot­nio­ny, czuł się nie­zdol­ny do ja­kie­go­kol­wiek dzia­ła­nia? Czy to na­praw­dę ja by­łem za gru­by, czy to ja za­sta­na­wia­łem się, czy uda mi się prze­trwać? Jak chło­pak taki jak ja, któ­ry skoń­czył tyl­ko szko­łę śred­nią, mógł do­pro­wa­dzić do tak ra­dy­kal­nej zmia­ny?

Od­po­wiedź jest pro­sta: na­uczy­łem się sto­so­wać za­sa­dę, któ­rą dzi­siaj na­zy­wam ZA­SA­DĄ KON­CEN­TRA­CJI SIŁY. Więk­szość lu­dzi nie ma po­ję­cia, jak ol­brzy­mie moż­li­wo­ści mogą się w nich sa­mych ujaw­nić na­tych­miast po sku­pie­niu ca­łej uwa­gi na jed­nej, wy­bra­nej dzie­dzi­nie ży­cia. Sku­pio­na uwa­ga jest jak wiąz­ka la­se­ro­wa, któ­ra może prze­ciąć wszyst­ko, co sta­je na na­szej dro­dze. Je­śli kon­se­kwent­nie sku­pia­my się na wy­bra­nej dzie­dzi­nie ży­cia, po­tra­fi­my wy­pra­co­wać uni­kal­ne roz­wią­za­nia po­zwa­la­ją­ce nam ją ulep­szyć. Więk­szość z nas prze­cho­dzi przez ży­cie, nie de­cy­du­jąc się na opa­no­wa­nie cze­go­kol­wiek do per­fek­cji. Je­stem prze­ko­na­ny, że nie­po­wo­dze­nia więk­szo­ści lu­dzi spo­wo­do­wa­ne są tym, iż zbyt wiel­ką wagę przy­kła­da­ją do rze­czy bła­hych. Wie­rzę, że jed­ną z naj­waż­niej­szych ży­cio­wych umie­jęt­no­ści jest zro­zu­mie­nie, dla­cze­go po­stę­pu­je­my w taki, a nie inny spo­sób. Co kształ­tu­je ludz­kie za­cho­wa­nia? Od­po­wie­dzi na to py­ta­nie dają pod­sta­wę do kształ­to­wa­nia wła­sne­go prze­zna­cze­nia.

Moje ży­cie przez cały czas kon­cen­tro­wa­ło się wo­kół jed­ne­go nur­tu­ją­ce­go py­ta­nia: Co jest przy­czy­ną róż­nic w ja­ko­ści ży­cia lu­dzi? Jak to się dzie­je, że czę­sto lu­dzie star­tu­ją­cy z bar­dzo skrom­nych po­zy­cji, eg­zy­stu­ją­cy w prze­ra­ża­ją­co złych wa­run­kach po­tra­fią mimo wszyst­ko uło­żyć swo­je ży­cie tak, by in­spi­ro­wać nim in­nych? I od­wrot­nie, dla­cze­go tak wie­lu lu­dzi przy­cho­dzą­cych na świat w uprzy­wi­le­jo­wa­nych wa­run­kach, po­sia­da­ją­cych w za­się­gu ręki wszyst­kie środ­ki po­trzeb­ne do osią­gnię­cia suk­ce­su, do­pro­wa­dza się do mar­ne­go koń­ca, nie­rzad­ko peł­ne­go fru­stra­cji i uza­leż­nień. Co ta­kie­go z ży­cia jed­nych czy­ni przy­kład, a z ży­cia dru­gich ostrze­że­nie? Jaki se­kret two­rzy peł­ną pa­sji, szczę­ścia i wdzięcz­no­ści eg­zy­sten­cję wie­lu, pod­czas gdy inni mogą so­bie tyl­ko po­wie­dzieć: "Czy to już wszyst­ko?".

Moja wiel­ka, wspa­nia­ła ob­se­sja za­czę­ła się od kil­ku pro­stych py­tań: "Jak mogę prze­jąć kon­tro­lę nad wła­snym ży­ciem? Co mogę zro­bić dziś, te­raz, w tej chwi­li, by zmie­nić moje ży­cie, by so­bie i in­nym po­móc kształ­to­wać wła­sne prze­zna­cze­nie? Jak mogę się roz­wi­jać, do­ra­stać, uczyć i co mam zro­bić, by swo­ją wie­dzą w przy­stęp­ny spo­sób dzie­lić się z in­ny­mi?".

Na bar­dzo wcze­snym eta­pie ży­cia za­czą­łem ufać, że za­da­niem każ­de­go z nas jest wnie­sie­nie do lo­sów świa­ta cze­goś uni­kal­ne­go, że w każ­dym z nas tkwi ja­kiś głę­bo­ko ukry­ty dar. Na­praw­dę wie­rzę, że w każ­dym z nas spo­czy­wa uśpio­ny ol­brzym. Każ­dy z nas ma ja­kiś ta­lent, ja­kiś dar, wła­sny ge­niusz cze­ka­ją­cy tyl­ko, by go od­kryć. Może to być ta­lent do mu­zy­ki lub pla­sty­ki albo dar two­rze­nia spe­cjal­nych wię­zi z bli­ski­mi, ta­lent do han­dlu, pro­wa­dze­nia in­te­re­sów, od­kry­wa­nia wy­na­laz­ków albo pre­dys­po­zy­cje do za­wrot­nej ka­rie­ry za­wo­do­wej. Wie­rzę, że Stwór­ca nie ma swo­ich wy­brań­ców, że każ­dy z nas sta­no­wi ja­kąś in­dy­wi­du­al­ność i każ­de­mu dane są rów­ne szan­se do­zna­nia peł­ni ży­cia.

Już wie­le lat temu po­sta­no­wi­łem, że naj­waż­niej­sze w ży­ciu bę­dzie dla mnie po­czy­nie­nie in­we­sty­cji w coś, co prze­trwa dłu­żej niż ja sam. Po­sta­no­wi­łem, że mu­szę ja­koś przy­czy­nić się do cze­goś, co bę­dzie żyło jesz­cze dłu­go po mo­jej śmier­ci.

Dziś dany mi jest nie­wia­ry­god­ny wręcz przy­wi­lej dzie­le­nia się od­czu­cia­mi i prze­my­śle­nia­mi do­słow­nie z mi­lio­na­mi lu­dzi za po­śred­nic­twem mo­ich ksią­żek, pro­gra­mów na ta­śmach wi­deo oraz au­dy­cji te­le­wi­zyj­nych. Tyl­ko w cią­gu ostat­nich kil­ku lat spo­tka­łem się oso­bi­ście z po­nad ćwierć mi­lio­nem lu­dzi. Pra­co­wa­łem z człon­ka­mi Kon­gre­su, gło­wa­mi państw i pre­ze­sa­mi wiel­kich kor­po­ra­cji, ro­dzi­ca­mi, dy­rek­to­ra­mi firm, han­dlow­ca­mi, księ­go­wy­mi, praw­ni­ka­mi, le­ka­rza­mi, do­rad­ca­mi, psy­cho­lo­ga­mi i za­wo­do­wy­mi spor­tow­ca­mi. Pra­co­wa­łem z ludź­mi cier­pią­cy­mi na róż­ne­go ro­dza­ju fo­bie, de­pre­sje, ludź­mi o skom­pli­ko­wa­nych za­bu­rze­niach oso­bo­wo­ści oraz ta­ki­mi, któ­rzy są­dzi­li, że nie mają żad­nej oso­bo­wo­ści. A te­raz sta­je przede mną nie­po­wta­rzal­na moż­li­wość po­dzie­le­nia się tym, co w mo­jej wie­dzy naj­lep­sze, wła­śnie z tobą. Bar­dzo mnie ta moż­li­wość cie­szy i je­stem za nią praw­dzi­wie wdzięcz­ny lo­so­wi.

Dzię­ki temu wszyst­kie­mu mo­głem ob­ser­wo­wać po­tę­gę, jaką po­sia­da­ją po­szcze­gól­ni lu­dzie po to, by w jed­nej chwi­li zmie­niać w swo­im ży­ciu do­słow­nie wszyst­ko. Prze­ko­na­łem się, że za­so­by po­trzeb­ne do zmia­ny ma­rzeń w rze­czy­wi­stość tkwią w nas, że tyl­ko cze­ka­ją, by­śmy zde­cy­do­wa­li się z nich za­czerp­nąć, by­śmy upo­mnie­li się o na­leż­ne nam z uro­dze­nia pra­wa.

Na­pi­sa­łem tę książ­kę z jed­ne­go po­wo­du: chcia­łem, aby była sy­gna­łem roz­bu­dza­ją­cym wszyst­kich tych, któ­rzy chcą żyć i ko­rzy­stać z da­nej im przez Boga siły. Za­wie­ra ona po­my­sły i spo­so­by, któ­re po­mo­gą ci spo­wo­do­wać kon­kret­ne, wy­mier­ne i dłu­go­trwa­łe zmia­ny w to­bie sa­mym i in­nych.

Je­stem bo­wiem prze­ko­na­ny, że wiem, kim na­praw­dę je­steś. Wie­rzę, że ty i ja sta­no­wi­my po­krew­ne du­sze. Pra­gnie­nie roz­wo­ju do­pro­wa­dzi­ło cię do tej książ­ki. Wio­dła cię do niej nie­wi­dzial­na siła. Wiem, że chcesz od ży­cia wię­cej, bez wzglę­du na to, na ja­kim jego eta­pie w tej chwi­li się znaj­du­jesz. Nie­waż­ne, jak do­brze szło ci do­tych­czas, nie­waż­ne, ja­kie sto­ją przed tobą za­da­nia! Gdzieś głę­bo­ko od­czu­wasz prze­ko­na­nie, że two­je ży­cio­we do­świad­cze­nie może być bo­gat­sze, niż jest, i że bo­gat­sze bę­dzie! Two­im prze­zna­cze­niem jest wła­sna nie­po­wta­rzal­na wiel­kość, czy ma to być ka­rie­ra za­wo­do­wa, ucze­nie in­nych, ro­bie­nie in­te­re­sów czy też ro­dzi­ciel­stwo. Co waż­niej­sze, nie tyl­ko w to wie­rzysz, ale już przy­stą­pi­łeś do dzia­ła­nia. Za­czą­łeś od ku­pie­nia tej książ­ki, ale te­raz ro­bisz coś o wie­le cen­niej­sze­go - czy­tasz ją! Ze sta­ty­sty­ki wy­ni­ka, że za­le­d­wie dzie­sięć pro­cent na­byw­ców ksią­żek kon­ty­nu­uje lek­tu­rę po­wy­żej pierw­sze­go roz­dzia­łu. Cóż za nie­praw­do­po­dob­na stra­ta! Trzy­masz w ręku książ­kę, któ­ra może wpro­wa­dzić do two­je­go ży­cia wiel­kie zmia­ny. Nie je­steś oczy­wi­ście ty­pem czło­wie­ka, któ­ry oszu­ki­wał­by sam sie­bie, czy­ta­jąc po łeb­kach. Kon­se­kwent­nie wy­ko­rzy­stu­jąc każ­dy z roz­dzia­łów tej książ­ki, zwięk­szysz swo­je moż­li­wo­ści jak naj­lep­sze­go spo­żyt­ko­wa­nia tkwią­cych w to­bie po­ten­cja­łów.

Na­ma­wiam cię nie tyl­ko do lek­tu­ry tej książ­ki w ca­ło­ści (w od­róż­nie­niu od tych, któ­rzy tego nie czy­nią), ale też i do wy­ko­rzy­sty­wa­nia wszyst­kie­go, cze­go się do­wiesz, w pro­stych co­dzien­nych czyn­no­ściach. To naj­waż­niej­szy krok, nie­zbęd­ny, abyś osią­gnął cel, na któ­rym ci za­le­ży.

JAK PO­WO­DO­WAĆ TRWA­ŁE ZMIA­NY

Je­śli zmia­ny mają mieć ja­ką­kol­wiek war­tość, mu­szą być trwa­łe i kon­se­kwent­ne. Wszy­scy do­świad­czy­li­śmy chwi­lo­wych zmian, któ­re do­pro­wa­dzi­ły nas je­dy­nie do roz­go­ry­cze­nia i roz­cza­ro­wa­nia.

W rze­czy­wi­sto­ści wie­lu lu­dzi po­dej­mu­je pró­by zmian z po­czu­ciem stra­chu i z nie­chę­cią, po­nie­waż pod­świa­do­mie są prze­ko­na­ni, że będą to tyl­ko zmia­ny chwi­lo­we. Do­brym przy­kła­dem może tu być ktoś, kto musi przejść na die­tę, ale cią­gle to od­kła­da, głów­nie ze wzglę­du na prze­ko­na­nie, iż ja­kie­kol­wiek wy­rze­cze­nia pro­wa­dzą­ce do osią­gnię­cia za­mie­rzo­nej zmia­ny przy­nio­są mu je­dy­nie tym­cza­so­we re­zul­ta­ty.

Przez więk­szość swo­je­go ży­cia od­kry­wa­łem za­sa­dy, któ­re w moim prze­ko­na­niu rzą­dzą wpro­wa­dza­niem trwa­łych zmian. Na ko­lej­nych kar­tach tej książ­ki po­znasz więk­szość z nich oraz na­uczysz się spo­so­bów ich wy­ko­rzy­sty­wa­nia. Jed­nak te­raz chciał­bym po­wie­dzieć ci o trzech pod­sta­wo­wych za­sa­dach, któ­re każ­dy z nas może za­sto­so­wać na­tych­miast, by zmie­nić swo­je ży­cie. Cho­ciaż bar­dzo pro­ste, od­po­wied­nio spo­żyt­ko­wa­ne mogą one wie­le zdzia­łać. Do­kład­nie to samo musi uczy­nić czło­wiek chcą­cy zmie­nić swo­ją oso­bo­wość, przed­się­bior­stwo pra­gną­ce zwięk­szyć swój po­ten­cjał i kraj, któ­ry chce po­dźwi­gnąć się na lep­szą po­zy­cję w świe­cie. Każ­dy z nas, jako czło­nek świa­to­wej spo­łecz­no­ści, musi po­czy­nić te zmia­ny po to, aby za­cho­wać ja­kość ży­cia na ca­łym glo­bie.

KROK PIERW­SZYWy­ma­gaj wię­cej

Ile­kroć szcze­rze pra­gniesz ja­kiejś zmia­ny, przede wszyst­kim mu­sisz zwięk­szyć swo­je wy­ma­ga­nia. Kie­dy ktoś mnie pyta, co tak na­praw­dę zmie­ni­ło moje ży­cie parę lat temu, od­po­wia­dam, że zde­cy­do­wa­nie naj­waż­niej­sza była zmia­na wy­ma­gań sta­wia­nych sa­me­mu so­bie. Spi­sa­łem na ka­wał­ku pa­pie­ru wszyst­ko, cze­go nie chcia­łem już dłu­żej ak­cep­to­wać w moim ży­ciu, wszyst­ko, cze­go nie mo­głem już to­le­ro­wać, oraz wszyst­ko to, co chcia­łem osią­gnąć.

Po­myśl tyl­ko, jak ol­brzy­mie kon­se­kwen­cje spo­wo­do­wa­li lu­dzie, któ­rzy pod­wyż­sza­li wy­ma­ga­nia wo­bec sa­mych sie­bie, któ­rzy nie chcie­li już dłu­żej być po­błaż­li­wi i do­trzy­my­wa­li da­ne­go so­bie sło­wa. Hi­sto­ria za­pi­sa­ła wie­le in­spi­ru­ją­cych przy­kła­dów, jak choć­by Le­onar­do da Vin­ci, Abra­ham Lin­coln, He­len Kel­ler, Ma­hat­ma Gan­dhi, Mar­thin Lu­ther King Ju­nior, Rosa Parks, Al­bert Ein­ste­in, Ce­sar Cha­vez, So­ichi­ro Hon­da i wie­lu, wie­lu in­nych, któ­rzy po­czy­ni­li pierw­szy krok i za­czę­li od sie­bie wię­cej wy­ma­gać. Ta sama siła, któ­ra sta­ła się ich udzia­łem, do­stęp­na jest rów­nież to­bie, je­śli tyl­ko star­czy ci od­wa­gi, by się o nią upo­mnieć. Zmie­nia­nie fir­my, kra­ju, a na­wet świa­ta za­czy­na się od bar­dzo pro­ste­go kro­ku: zmia­ny sie­bie.

KROK DRU­GIZmień ogra­ni­cza­ją­ce cię prze­ko­na­nia

Je­śli zwięk­szysz swo­je wy­ma­ga­nia, lecz nie uwie­rzysz, że mo­żesz im spro­stać, po pro­stu sa­bo­tu­jesz sa­me­go sie­bie. Na­wet nie spró­bu­jesz się zmie­nić, po­nie­waż za­brak­nie ci po­czu­cia pew­no­ści, któ­re po­zwa­la ko­rzy­stać z głę­bo­ko ukry­tych moż­li­wo­ści. Na­sze prze­świad­cze­nia są jak nie­złom­ne na­ka­zy, któ­re mó­wią o tym, jak jest, co jest, a co nie jest moż­li­we, co mo­że­my osią­gnąć, a co leży poza na­szy­mi moż­li­wo­ścia­mi. Kształ­tu­ją wszyst­kie na­sze dzia­ła­nia, wszyst­kie my­śli i od­czu­cia, któ­rych do­zna­je­my. Dla­te­go też zmia­na wła­sne­go sys­te­mu prze­ko­nań jest pod­sta­wo­wa dla po­czy­nie­nia ja­kich­kol­wiek trwa­łych zmian w na­szym ży­ciu. Mu­si­my wy­two­rzyć w so­bie po­czu­cie pew­no­ści, że mo­że­my i chce­my spro­stać no­wym wy­ma­ga­niom. Mu­si­my uwie­rzyć, że to zro­bi­my, za­nim jesz­cze zaj­dą ocze­ki­wa­ne przez nas zmia­ny.

Bez prze­ję­cia kon­tro­li nad wła­sny­mi prze­ko­na­nia­mi mo­żesz sta­wiać so­bie do­wol­nie wy­so­kie wy­ma­ga­nia, lecz za­brak­nie ci pew­no­ści, na któ­rej mo­żesz oprzeć swo­je dzia­ła­nia. Jak są­dzisz, co osią­gnął­by Gan­dhi, gdy­by ca­łym sobą nie wie­rzył w po­tę­gę bier­ne­go opo­ru? Wła­śnie nie­za­chwia­na wia­ra dała mu do­stęp do we­wnętrz­nych źró­deł sił i moż­li­wo­ści, po­zwo­li­ła mu spro­stać wy­zwa­niom, któ­re obez­wład­ni­ły­by ko­goś mniej od­da­ne­go spra­wie. Wia­ra da­ją­ca po­czu­cie pew­no­ści i siłę kry­je się za każ­dym suk­ce­sem w hi­sto­rii ludz­ko­ści.

KROK TRZE­CIZmień swo­ją stra­te­gię

Aby pod­trzy­mać swo­ją wia­rę i od­da­nie, mu­sisz dys­po­no­wać naj­lep­szy­mi stra­te­gia­mi osią­ga­nia suk­ce­su. Je­stem głę­bo­ko prze­ko­na­ny, że je­śli po­sta­wisz so­bie wyż­sze wy­ma­ga­nia i uwie­rzysz w swo­je moż­li­wo­ści, z pew­no­ścią wy­szu­kasz też wła­ści­we dla two­ich po­trzeb stra­te­gie. Po pro­stu znaj­dziesz ja­kiś spo­sób, by osią­gnąć swo­je cele. O tym tak na­praw­dę mówi cała ta książ­ka. Opi­su­je stra­te­gie osią­ga­nia celu. Jed­nak już te­raz chciał­bym ci po­wie­dzieć, że naj­lep­szą stra­te­gią nie­mal w każ­dym wy­pad­ku jest zna­le­zie­nie wzor­ca, ko­goś, kto osią­gnął już in­te­re­su­ją­ce cię re­zul­ta­ty, i czer­pa­nie z jego wie­dzy. Do­wiedz się, co ten ktoś robi, w co wie­rzy i jak my­śli. Nie tyl­ko uczy­ni cię to bar­dziej efek­tyw­nym, lecz rów­nież po­mo­że za­osz­czę­dzić mnó­stwo cza­su, po­nie­waż nie bę­dziesz mu­siał na nowo od­kry­wać rze­czy daw­no od­kry­tych. Tak zdo­by­tą wie­dzę mo­żesz do­sto­so­wy­wać do wła­snych po­trzeb, do­wol­nie kształ­to­wać, a na­wet ulep­szać.

Książ­ka ta da ci wie­dzę i im­pet do dzia­ła­nia, po­zwo­li przy­jąć za wła­sne owe trzy pod­sta­wo­we za­sa­dy wpro­wa­dza­nia trwa­łych zmian. Po­mo­że ci wy­ma­gać wię­cej po­przez uświa­do­mie­nie, ja­kie są i ja­kie po­win­ny być two­je obec­ne wy­ma­ga­nia. Po­mo­że ci po­zbyć się tych prze­ko­nań, któ­re nie po­zwa­la­ją do­trzeć tam, gdzie chcesz się zna­leźć, i umoc­nić te, któ­re już do­brze ci słu­żą. Wresz­cie, po­mo­że ci wy­pra­co­wać stra­te­gie, któ­re po­zwo­lą szyb­ciej, ła­twiej i z więk­szą kla­są osią­gnąć po­żą­da­ne re­zul­ta­ty.

Mu­sisz so­bie bo­wiem uświa­do­mić, że w ży­ciu wie­lu lu­dzi wie, co ro­bić, ale tyl­ko nie­wie­lu po­stę­pu­je zgod­nie ze swo­ją wie­dzą. Nie wy­star­czy wie­dzieć! Trze­ba dzia­łać. Je­śli tyl­ko mi na to po­zwo­lisz, za po­śred­nic­twem tej książ­ki sta­nę się two­im na­uczy­cie­lem i opie­ku­nem, two­im tre­ne­rem.

Ja­kie są za­da­nia tre­ne­rów? Przede wszyst­kim dba­ją oni o swo­ich pod­opiecz­nych. Są to lu­dzie, któ­rzy ca­ły­mi la­ta­mi zaj­mo­wa­li się okre­ślo­ną dzie­dzi­ną, wie­dzą więc, jak naj­szyb­ciej osią­gnąć w niej do­bre wy­ni­ki. Wy­ko­rzy­stu­jąc stra­te­gie, któ­rych uczy cię twój tre­ner, mo­żesz szyb­ko i ra­dy­kal­nie zmie­nić swo­je dzia­ła­nie. Bywa cza­sem tak, że tre­ner nie mówi ci ni­cze­go no­we­go, a tyl­ko przy­po­mi­na o czymś, o czym już wiesz, i na­kła­nia cię, byś to zro­bił. Taką wła­śnie rolę, oczy­wi­ście za two­im przy­zwo­le­niem, będę w na­szych kon­tak­tach od­gry­wał za po­śred­nic­twem kart tej książ­ki.

W ja­kich dzie­dzi­nach będę two­im tre­ne­rem? Będę ci mó­wił, jak trwa­le po­pra­wić ja­kość two­je­go ży­cia. Wspól­nie, do­kład­nie (a nie po łeb­kach!) za­sta­no­wi­my się nad spo­so­ba­mi opa­no­wa­nia do per­fek­cji pię­ciu dzie­dzin ży­cia, któ­re w moim prze­ko­na­niu są dla każ­de­go z nas naj­waż­niej­sze. Oto one.

l. Per­fek­cja emo­cjo­nal­na

Już opa­no­wa­nie tej lek­cji po­su­nie cię znacz­nie do przo­du na dro­dze do opa­no­wa­nia po­zo­sta­łych czte­rech. Tyl­ko po­myśl! Dla­cze­go chcesz schud­nąć? Czy tyl­ko po to, by po­zbyć się nad­mia­ru tłusz­czu? A może ze wzglę­du na to, że czuł­byś się le­piej, gdy­byś stra­cił zbęd­ne ki­lo­gra­my, zy­skał­byś wię­cej ener­gii i wi­tal­no­ści, stał­byś się atrak­cyj­niej­szy dla in­nych, a przez to pod­niósł­byś znacz­nie sa­mo­oce­nę i wia­rę w sie­bie? Do­słow­nie wszyst­ko, co ro­bi­my, po­dyk­to­wa­ne jest chę­cią zmia­ny na­szych od­czuć. A mimo to tak nie­wie­lu z nas kie­dy­kol­wiek uczy­ło się, jak ro­bić to szyb­ko i sku­tecz­nie. To wręcz nie­praw­do­po­dob­ne, jak czę­sto za po­mo­cą wła­sne­go in­te­lek­tu wpę­dza­my się w nie­pro­duk­tyw­ne sta­ny emo­cjo­nal­ne, za­po­mi­na­jąc o nie­zli­czo­nych wro­dzo­nych ta­len­tach, któ­re po­sia­da­my. Zbyt wie­lu z nas zda­je się na ła­skę czyn­ni­ków ze­wnętrz­nych, na któ­re nie mamy żad­ne­go wpły­wu. Za­miast kon­tro­lo­wa­nia wła­snych uczuć i od­czuć - któ­re w ca­ło­ści po­zo­sta­ją w na­szej dys­po­zy­cji - zda­je­my się na krót­ko­trwa­łe i do­raź­ne roz­wią­za­nia i usta­le­nia. Jak bo­wiem in­a­czej wy­tłu­ma­czyć fakt, że choć w Sta­nach Zjed­no­czo­nych miesz­ka nie­speł­na pięć pro­cent po­pu­la­cji świa­ta, roz­cho­dzi się tu po­nad pięć­dzie­siąt pro­cent pro­du­ko­wa­nej na ca­łym świe­cie ko­ka­iny? Albo to, że na kon­sump­cję al­ko­ho­lu prze­zna­cza­my kwo­tę rów­ną rocz­ne­mu bu­dże­to­wi obron­ne­mu na­sze­go pań­stwa, któ­ry się­ga prze­cież mi­liar­dów do­la­rów? Czy moż­na in­a­czej wy­tłu­ma­czyć fakt, że co roku u pięt­na­stu mi­lio­nów Ame­ry­ka­nów roz­po­zna­je się de­pre­sję psy­chicz­ną, a rocz­na war­tość sprze­da­ży an­ty­de­pre­syj­ne­go leku pro­zac wy­no­si pięć­set mi­lio­nów do­la­rów?

Dzię­ki tej książ­ce od­kry­jesz, dla­cze­go po­stę­pu­jesz tak, jak po­stę­pu­jesz. Do­wiesz się, co naj­czę­ściej uwal­nia two­je emo­cje. Na­stęp­nie otrzy­masz do­kład­ne in­struk­cje, któ­re po­ka­żą ci, jak krok po kro­ku roz­po­znać, któ­re z nich do­da­ją ci sił, a któ­re obez­wład­nia­ją, i na­uczysz się, jak je wszyst­kie spo­żyt­ko­wać w spo­sób naj­lep­szy dla cie­bie po to, aby emo­cje sta­ły się nie prze­szko­dą, ale po­tęż­nym na­rzę­dziem po­ma­ga­ją­cym ci jak naj­le­piej i jak naj­sku­tecz­niej wy­ko­rzy­stać wła­sne moż­li­wo­ści.

2. Per­fek­cja fi­zycz­na

Czy war­to po­sia­dać wszyst­ko, o czym się kie­dy­kol­wiek ma­rzy­ło, i nie mieć przy tym zdro­wia, by się tym cie­szyć? Czy każ­de­go ran­ka bu­dzisz się pe­łen ener­gii i zdro­wia, go­tów ra­do­wać się nad­cho­dzą­cym dniem? Czy też wsta­jesz, czu­jąc się rów­nie zmę­czo­ny jak po­przed­nie­go dnia, obo­la­ły i pe­łen nie­chę­ci do za­czy­na­nia wszyst­kie­go od po­cząt­ku? Czy twój obec­ny styl ży­cia przy­czy­nia się do wspo­mnia­nych wy­żej prze­ra­ża­ją­cych sta­ty­styk?

Co dru­gi Ame­ry­ka­nin umie­ra na cho­ro­bę wień­co­wą, a co trze­ci na raka. Jak ma­wiał ży­ją­cy w XVII wie­ku le­karz Tho­mas Mof­fet, "wła­sny­mi zę­ba­mi ko­pie­my swój grób". Za­śmie­ca­my swój or­ga­nizm tłu­sty­mi po­kar­ma­mi bez żad­nej war­to­ści od­żyw­czej.

Tru­je­my się pa­pie­ro­sa­mi, al­ko­ho­lem, le­kar­stwa­mi i nar­ko­ty­ka­mi, sie­dząc bez­czyn­nie przed ekra­nem te­le­wi­zo­ra. Opa­no­wa­nie dru­giej lek­cji po­mo­że ci prze­jąć kon­tro­lę nad wła­snym zdro­wiem. Dzię­ki temu bę­dziesz nie tyl­ko wy­glą­dał, ale i czuł się zdro­wo. Zy­skasz świa­do­mość kie­ro­wa­nia wła­snym ży­ciem, pa­no­wa-n i a nad wła­snym cia­łem, któ­re za­cznie ema­no­wać wi­tal­no­ścią, co po­zwo­li ci osią­gnąć wy­zna­czo­ne cele.

3. Per­fek­cja w kon­tak­tach z in­ny­mi

Poza opa­no­wa­niem wła­snych emo­cji i kon­tro­lą zdro­wia fi­zycz­ne­go, nie mógł­bym chy­ba wska­zać na rzecz waż­niej­szą niż pa­no­wa­nie nad kon­tak­ta­mi z in­ny­mi ludź­mi - w sfe­rze uczu­cio­wej i spo­łecz­nej, w in­te­re­sach i ro­dzi­nie. Trze­cia z pre­zen­to­wa­nych w tej książ­ce lek­cji od­kry­je przed tobą se­kre­ty, któ­re po­zwo­lą ci wy­pra­co­wać wła­ści­we sto­sun­ki - przede wszyst­kim z sa­mym sobą, a po­tem z in­ny­mi. Za­czniesz od zro­zu­mie­nia, co jest dla cie­bie naj­cen­niej­sze, ja­kie są two­je ocze­ki­wa­nia, we­dle ja­kich re­guł pro­wa­dzisz grę zwa­ną ży­ciem i jak wszyst­ko to ma się do in­nych gra­czy. Póź­niej, kie­dy już opa­nu­jesz do per­fek­cji tę jak­że waż­ną umie­jęt­ność, do­wiesz się, jak łą­czyć się z in­ny­mi na naj­wyż­szym moż­li­wym po­zio­mie i jak w na­gro­dę do­świad­czyć cze­goś, co wszy­scy chce­my prze­żyć: po­czu­cia współ­uczest­ni­cze­nia, świa­do­mo­ści, że choć tro­chę zmie­ni­li­śmy na lep­sze ży­cie in­nych lu­dzi. Prze­ko­na­łem się, że dla mnie naj­więk­szy po­ten­cjał sta­no­wią kon­tak­ty z in­ny­mi, po­nie­waż dają mi do­stęp do wszyst­kich źró­deł, ja­kich po­trze­bu­ję. Opa­no­wa­nie tej lek­cji stwo­rzy ci nie­ogra­ni­czo­ne moż­li­wo­ści roz­wo­ju i przy­czy­nia­nia się do roz­wo­ju in­nych lu­dzi.

4. Per­fek­cja fi­nan­so­wa

Więk­szość Ame­ry­ka­nów za­mar­twia się śmier­tel­nie albo wręcz umie­ra przed sześć­dzie­sią­tym pią­tym ro­kiem ży­cia. Zde­cy­do­wa­nie nie jest to przy­szłość, jaką chcie­li­by­śmy wi­dzieć, gdy pa­trzy­my przed sie­bie i za­sta­na­wia­my się nad zło­tym wie­kiem na­sze­go ży­cia. Jed­nak jak zmie­nić wspa­nia­łe sce­na­riu­sze na­szych ma­rzeń w rze­czy­wi­stość, nie ma­jąc prze­ko­na­nia, że za­słu­gu­je­my so­bie na go­dzi­we za­bez­pie­cze­nie fi­nan­so­we, i bez od­po­wied­nie­go pla­nu, któ­ry moż­na wpro­wa­dzać w ży­cie? Czwar­ta lek­cja po­wie ci, jak osią­gnąć coś wię­cej niż tyl­ko we­ge­ta­cję w je­sie­ni ży­cia. I to już te­raz. Po­nie­waż mamy szczę­ście żyć w kra­ju ka­pi­ta­li­stycz­nym, każ­dy dys­po­nu­je moż­li­wo­ścią urze­czy­wist­nia­nia swo­ich ma­rzeń. Mimo to więk­szość z nas od­czu­wa cią­głą pre­sję fi­nan­so­wą i wy­obra­ża so­bie, że po­sia­da­nie więk­szych pie­nię­dzy zmniej­szy­ło­by tę pre­sję. Tym­cza­sem to tyl­ko kul­tu­ro­wo uwa­run­ko­wa­na ilu­zja. Uwierz mi na sło­wo, że im wię­cej bę­dziesz miał pie­nię­dzy, tym praw­do­po­dob­nie bę­dziesz od­czu­wał więk­szą pre­sję. Roz­wią­za­niem pro­ble­mu nie jest cią­głe go­nie­nie za bo­gac­twem, ale zmia­na na­sta­wie­nia i prze­ko­nań na te­mat pie­nię­dzy. Bo­gac­two na­le­ży po­strze­gać jako śro­dek słu­żą­cy ce­lo­wi, a nie cel sam w so­bie i źró­dło szczę­ścia.

Aby za­pew­nić so­bie do­stat­nią przy­szłość, naj­pierw mu­sisz na­uczyć się, jak zmie­nić wszyst­ko to, co po­wo­du­je two­je nie­do­stat­ki. Póź­niej do­wiesz się, jak kie­ro­wać się za­sa­da­mi, prze­ko­na­nia­mi i emo­cja­mi, któ­re są nie­zbęd­ne, aby ko­rzy­stać z bo­gac­twa, cie­szyć się nim i cią­gle je po­mna­żać. W koń­cu zde­fi­niu­jesz swo­je cele i ukształ­tu­jesz ma­rze­nia, ma­jąc na uwa­dze osią­gnię­cie moż­li­wie naj­więk­sze­go do­stat­ku, co za­pew­ni ci spo­kój umy­słu i uwol­ni od ko­niecz­no­ści cią­głe­go wy­pa­try­wa­nia nada­rza­ją­cych się w ży­ciu oka­zji.

5. Per­fek­cja w wy­ko­rzy­sta­niu cza­su

Stwo­rze­nie wiel­kie­go dzie­ła wy­ma­ga cza­su. Ilu z nas wie, jak z nie­go ko­rzy­stać? Nie mam tu na my­śli oszczęd­ne­go go­spo­da­ro­wa­nia cza­sem, by wy­peł­nić go do mak­si­mum. Cho­dzi mi na­to­miast o wy­ko­rzy­sty­wa­nie cza­su i ma­ni­pu­lo­wa­nie nim tak, aby stał się two­im so­jusz­ni­kiem, a nie wro­giem. Temu wła­śnie ma słu­żyć pią­ta lek­cja. Naj­pierw na­uczysz się, jak krót­ko­wzrocz­ne oce­ny mogą do­pro­wa­dzić do dłu­go­trwa­łe­go cier­pie­nia. Do­wiesz się, jak po­dej­mo­wać praw­dzi­we de­cy­zje i jak pa­no­wać nad chę­cią cią­głe­go do­ga­dza­nia so­bie, co po­zwo­li w peł­ni doj­rzeć two­im po­my­słom i dzie­łom, a na­wet tkwią­cym w to­bie po­ten­cja­łom. Na­stęp­nie na­uczysz się two­rzyć stra­te­gie po­zwa­la­ją­ce na po­dej­mo­wa­nie wła­snej de­cy­zji, za­mie­nia­nie jej w rze­czy­wi­stość dzię­ki prze­moż­nej chę­ci dzia­ła­nia oraz cier­pli­wo­ści, któ­ra po­zwo­li ci cze­kać na re­zul­ta­ty. Zdo­bę­dziesz też umie­jęt­ność ko­ry­go­wa­nia wła­snej po­sta­wy tak czę­sto, jak bę­dzie to ko­niecz­ne. Kie­dy już opa­nu­jesz wszyst­kie te tech­ni­ki, prze­ko­nasz się o praw­dzi­wo­ści po­wie­dze­nia, że więk­szość lu­dzi prze­ce­nia swo­je moż­li­wo­ści w ska­li roku, ale nie do­ce­nia tego, do cze­go może dojść w cią­gu dzie­się­ciu lat.

Prze­ka­zu­jąc ci tę wie­dzę, nie chcę wca­le udo­wad­niać, że znam od­po­wie­dzi na wszyst­kie py­ta­nia i dla­te­go moje ży­cie jest do­sko­na­łe i prze­bie­ga bez żad­nych pro­ble­mów. Prze­ży­łem nie­jed­ną trud­ną chwi­lę. Ale dzię­ki temu zdo­ła­łem wie­le się na­uczyć, nie za­ła­my­wa­łem się i uda­ło mi się przez cale lata od­no­sić suk­ce­sy. Ile­kroć sta­wa­łem przed ja­kąś prze­szko­dą, wy­ko­rzy­sty­wa­łem do­tych­cza­so­wą wie­dzę, aby po raz ko­lej­ny pod­nieść po­ziom swo­je­go ży­cia. Moje umie­jęt­no­ści w tych pię­ciu dzie­dzi­nach cią­gle się po­więk­sza­ją, po­dob­nie jak two­je.

Zda­ję so­bie rów­nież spra­wę z tego, że mój styl ży­cia może ci nie od­po­wia­dać. Two­je ma­rze­nia i cele mogą być zu­peł­nie inne niż moje. Jed­nak wie­rzę, że to, cze­go się na­uczy­łem, moja wie­dza, jak zmie­niać ma­rze­nia w rze­czy­wi­stość, jak chwy­tać to, co nie­uchwyt­ne, i wpro­wa­dzać w ży­cie, sta­no­wi pod­sta­wę osią­gnię­cia ży­cio­we­go i za­wo­do­we­go suk­ce­su. Moim za­mie­rze­niem jest, by książ­ka ta sta­ła się prze­wod­ni­kiem, pod­ręcz­ni­kiem, któ­ry uczy, jak nie­ustan­nie pod­no­sić po­ziom ży­cia i czer­pać z nie­go wciąż wię­cej ra­do­ści. Nadal je­stem dum­ny ze swo­jej pierw­szej książ­ki Unli­mi­ted­Po­wer (Nie­ogra­ni­czo­na siła) oraz z wpły­wu, jaki wy­war­ła ona na ży­cie lu­dzi na ca­łym świe­cie. Jed­nak je­stem prze­ko­na­ny, że obec­na książ­ka po­zwo­li ci jesz­cze in­a­czej spoj­rzeć na tkwią­ce w to­bie siły i po­mo­że wspiąć się na ko­lej­ny sto­pień.

Pod­sta­wo­we in­for­ma­cje bę­dzie­my czę­sto po­wta­rzać, po­nie­waż prak­ty­ka czy­ni mi­strza. Dla­te­go wła­śnie mam na­dzie­ję, że bę­dziesz cią­gle wra­cać do tej książ­ki, aby po­móc so­bie zna­leźć roz­wią­za­nia, któ­re tkwią w to­bie sa­mym. Ale pa­mię­taj, że nie mu­sisz przy­jąć ani sto­so­wać wszyst­kie­go, co w niej prze­czy­tasz. Wy­chwyć to, co jest we­dług cie­bie po­ży­tecz­ne, i na­tych­miast wpro­wadź w ży­cie. Nie bę­dziesz mu­siał sto­so­wać wszyst­kich opi­sa­nych tu stra­te­gii ani wy­ko­rzy­sty­wać wszyst­kich po­da­wa­nych ci na­rzę­dzi, aby wpro­wa­dzić w swo­im ży­ciu za­sad­ni­cze zmia­ny. Każ­da z nich osob­no da ci moż­li­wość zmia­ny wła­sne­go ży­cia, jed­nak wy­ko­rzy­sta­ne łącz­nie, za­dzia­ła­ją z siłą wy­bu­chu.

Książ­ka ta peł­na jest tak bar­dzo po­trzeb­nych ci stra­te­gii osią­ga­nia suk­ce­su. Za­wie­ra też stra­te­gie, któ­re prze­ją­łem od naj­barw­niej­szych po­sta­ci w na­szej kul­tu­rze. Mia­łem bo­wiem rzad­kie moż­li­wo­ści roz­mo­wy z bar­dzo wie­lo­ma ludź­mi i na­śla­do­wa­nia ich - ludź­mi wpły­wo­wy­mi i o wiel­kim cha­rak­te­rze, od Nor­ma­na Co­usin­sa po Mi­cha­ela Jack­so­na, od tre­ne­ra Joh­na Wo­ode­na po fi­nan­so­we­go cza­ro­dzie­ja Joh­na Tem­ple­to­na, od prze­my­sło­wych re­ki­nów po tak­sów­ka­rzy. Tak więc na ko­lej­nych stro­nach tej książ­ki znaj­dziesz nie tyl­ko moje ży­cio­we do­świad­cze­nia, ale rów­nież wnio­ski pły­ną­ce z ty­sią­ca ksią­żek, fil­mów, se­mi­na­riów i kur­sów oraz spo­tkań i roz­mów z wie­lo­ma ludź­mi. Wszyst­ko to wy­ni­ki ostat­nich dzie­się­ciu lat mo­je­go ży­cia, sku­tek cią­głe­go po­szu­ki­wa­nia wie­dzy i umie­jęt­no­ści, re­zul­tat po­wol­ne­go, co­dzien­ne­go do­ra­sta­nia.

Za cel tej książ­ki po­sta­wi­łem so­bie coś wię­cej niż tyl­ko udzie­le­nie ci po­mo­cy w jed­no­ra­zo­wej zmia­nie ży­cia. Chcę ra­czej, aby jej lek­tu­ra była prze­ło­mo­wym punk­tem w two­im ży­ciu, aby po­ma­ga­ła ci w dźwi­ga­niu ży­cia na wciąż wyż­szy po­ziom. Za­mie­rze­niem tej książ­ki jest po­wo­do­wa­nie po­waż­nych zmian. Co mam przez to na my­śli? Mo­żesz na przy­kład na­uczyć się zmie­niać nie­ustan­nie swo­je ży­cie, po­ko­ny­wać strach i oba­wy, cią­gle ulep­szać kon­tak­ty z in­ny­mi albo prze­zwy­cię­żyć na­wyk od­kła­da­nia róż­nych rze­czy na póź­niej. Wszyst­ko to bez­cen­ne umie­jęt­no­ści. Je­śli czy­ta­łeś Unli­mi­ted Po­wer, za­po­zna­łeś się już z czę­ścią z nich. Jed­nak pod­czas lek­tu­ry ko­lej­nych stron prze­ko­nasz się, że w two­im ży­ciu ist­nie­ją mo­men­ty le­wa­ro­wa­nia, któ­re, je­śli tyl­ko do­ko­nasz jed­nej drob­nej zmia­ny, prze­kształ­cą do­słow­nie każ­dy aspekt two­je­go ży­cia.

Książ­ka ta ma w za­my­śle za­po­zna­nie cię ze stra­te­gia­mi, któ­re po­mo­gą stwo­rzyć so­bie ży­cie, o ja­kim te­raz tyl­ko ma­rzysz, i cie­szyć się nim.

Znaj­dziesz w niej pro­ste, kon­kret­ne stra­te­gie, dzię­ki któ­rym od­kry­jesz przy­czy­ny wiel­kich nę­ka­ją­cych cię pro­ble­mów i zwal­czysz je przy naj­mniej­szym moż­li­wym wy­sił­ku. Chy­ba trud­no ci te­raz uwie­rzyć, że zmia­na jed­ne­go tyl­ko sło­wa, któ­re­go czę­sto uży­wasz, może na­tych­miast zmie­nić emo­cjo­nal­ne wzor­ce w ca­łym two­im ży­ciu. Albo że zmie­nia­jąc py­ta­nia, któ­re, świa­do­mie lub pod­świa­do­mie, cią­gle so­bie za­da­jesz, mo­żesz w jed­nej chwi­li zmie­nić cen­trum swo­ich za­in­te­re­so­wań i wy­sił­ków, a przez to zmie­nić rów­nież po­dej­mo­wa­ne na co dzień dzia­ła­nia. Trud­no ci pew­nie też by­ło­by te­raz uwie­rzyć, że jed­na tyl­ko zmia­na w sys­te­mie wła­snych prze­ko­nań da ci siłę, by uczy­nić cię o wie­le szczę­śliw­szym. Z ko­lej­nych roz­dzia­łów do­wiesz się, jak opa­no­wać wszyst­kie te tech­ni­ki - i jesz­cze wie­le in­nych - po to, aby zmie­nić swo­je ży­cie zgod­nie z po­trze­ba­mi.

Dla­te­go bar­dzo po­waż­nie trak­tu­ję ten po­czą­tek na­szej zna­jo­mo­ści, po­nie­waż ra­zem za­czę­li­śmy wła­śnie po­dróż ma­ją­cą na celu od­kry­cie i uak­tu­al­nie­nie na­szych naj­głęb­szych i jak­że praw­dzi­wych moż­li­wo­ści.

Ży­cie jest da­rem i daje nam przy­wi­lej, moż­li­wość i obo­wią­zek po­da­ro­wa­nia cze­goś w za­mian po­przez sta­wa­nie się co­raz lep­szym.

Po­staw­my więc pierw­szy krok w tej na­szej wspól­nej po­dró­ży...

PRZEDMOWA

Jako głów­ny psy­cho­log szpi­ta­la Bel­le­vue w No­wym Jor­ku do­strze­gam ogrom ludz­kie­go nie­szczę­ścia i to nie tyl­ko w od­nie­sie­niu do le­czo­nych przez nas pa­cjen­tów cier­pią­cych na cho­ro­by umy­sło­we, ale rów­nież w kon­tak­tach z "nor­mal­nym", "zdro­wym" per­so­ne­lem, któ­ry się nimi zaj­mu­je. Te same cier­pie­nia spo­ty­kam rów­nież w swo­jej pry­wat­nej prak­ty­ce, gdzie opie­ku­ję się ludź­mi, któ­rzy zaj­mu­ją wy­so­kie sta­no­wi­ska i od­no­szą względ­ne suk­ce­sy. Dość czę­sto ten ból i cier­pie­nia nie są ko­niecz­ne i zni­ka­ją osta­tecz­nie w mo­men­cie, kie­dy lu­dzie przej­mu­ją peł­ną kon­tro­lę nad swo­imi prze­ko­na­nia­mi, uczu­cia­mi oraz dzia­ła­niem po to, aby zmie­nić swo­je ży­cie. Nie­ste­ty, w więk­szo­ści przy­pad­ków tak się nie dzie­je. Lu­dzie na coś cze­ka­ją, po czym pró­bu­ją coś zmie­nić, by osią­gnąć lep­sze re­zul­ta­ty, lecz czę­sto ogra­ni­cza­ją się do po­trze­by na­rze­ka­nia na swo­je strasz­ne ży­cie i li­czą, że ich pro­ble­my "za­ła­twi" ktoś inny.

Uświa­do­mie­nie tym lu­dziom, że to oni sami de­cy­du­ją o osta­tecz­nym re­zul­ta­cie swo­je­go ży­cia, czę­sto nie jest pro­ste. Jest to w rze­czy­wi­sto­ści nie­zmier­nie trud­ne za­da­nie. Stąd też cią­gle po­szu­ku­ję no­wych me­tod i spo­so­bów, któ­re mógł­bym za­sto­so­wać za­rów­no w od­nie­sie­niu do mo­ich pa­cjen­tów w szpi­ta­lu, jak i tych, któ­rych przyj­mu­ję pry­wat­nie. Pięć lat temu usły­sza­łem po raz pierw­szy o pra­cach pro­wa­dzo­nych przez Tony'ego Rob­bin­sa. Uczest­ni­czy­łem w jed­nym z jego se­mi­na­riów w No­wym Jor­ku. Tak jak ocze­ki­wa­łem, był to praw­dzi­wie nie­zwy­kły wie­czór. Tym na­to­miast, cze­go nie ocze­ki­wa­łem, był ge­niusz Tony'ego, jaki ujaw­nił w dzie­dzi­nie za­cho­wań i ko­mu­ni­ka­cji mię­dzy­ludz­kiej. Te­goż wie­czo­ru do­wie­dzia­łem się rów­nież, iż Tony po­dzie­lał moją wia­rę, że każ­dy prze­cięt­nie zdro­wy umy­sło­wo czło­wiek jest w sta­nie spra­wo­wać kon­tro­lę nad swo­im ży­ciem i cie­szyć się nim w peł­ni. Wkrót­ce po­tem za­czą­łem uczęsz­czać na dwu­ty­go­dnio­wy kurs Tony'ego. Wie­le z tego, cze­go się tam na­uczy­łem, prze­ka­za­łem swo­im ko­le­gom oraz pa­cjen­tom. Kurs ten na­zwa­łem "pod­sta­wo­wym kur­sem ży­cia". Na­stęp­nie po­le­ca­łem wszyst­kim tę se­rię ka­set oraz pierw­szą książ­kę Rob­bin­sa za­ty­tu­ło­wa­ną Unli­mi­ted Po­wer.

Cho­ciaż część mo­ich ko­le­gów obu­rza się czy też oka­zu­je zdzi­wie­nie tym, że po­le­cam pra­ce ta­kie­go mło­de­go czło­wie­ka, któ­ry nie po­sia­da dy­plo­mów aka­de­mic­kich, ci, któ­rzy na­praw­dę go czy­ta­ją lub słu­cha­ją, zga­dza­ją się ze mną. Poza zro­zu­mia­ły­mi i do­bry­mi in­for­ma­cja­mi, Tony ma ta­lent oraz styl, któ­ry po­zwa­la na ła­twe przy­swo­je­nie so­bie tych in­for­ma­cji.

Osta­tecz­nie moja żona i ja wzię­li­śmy udział w kur­sie Date with De­sti­ny (Rand­ka z Prze­zna­cze­niem), za­wie­ra­ją­cym wie­le kon­cep­cji, któ­re po­tem uka­za­ły się w od­dziel­nej pu­bli­ka­cji Tony'ego Awa­ken the Giant wi­thin. Ten week­end po­zwo­lił nam do­ko­nać zmian co do war­to­ści, ja­kie wy­zna­wa­li­śmy, i kon­tro­li za­sad dzię­ki któ­rym w cią­gu ostat­nich dwóch lat sta­li­śmy się bar­dziej wy­daj­ny­mi ludź­mi oraz osią­gnę­li­śmy wie­le rze­czy.

Tony jest dla mnie wiel­kim tre­ne­rem w grze zwa­nej ży­ciem. Jego do­głęb­na wni­kli­wość, in­te­li­gen­cja, pa­sja i od­da­nie dają się za­uwa­żyć wszę­dzie i za­wsze słu­żą za in­spi­ra­cję. Czy­ta­jąc tę książ­kę, czu­ję się tak, jak­bym sie­dział na­prze­ciw­ko Tony'ego i pro­wa­dził z nim nie­zwy­kle po­waż­ną i za­baw­ną roz­mo­wę. Na­le­ży się do tej książ­ki od­wo­ły­wać cią­gle i trak­to­wać ją jak in­struk­cję za­wsze, kie­dy ży­cie sta­wia przed nami ja­kieś nowe wy­zwa­nie lub wy­ma­ga zmia­ny w po­stę­po­wa­niu. To ar­se­nał pe­łen na­rzę­dzi, któ­re po­mo­gą ci do­ko­nać dłu­go­trwa­łych zmian lub wpro­wa­dzić nowe ja­ko­ści do two­je­go ży­cia. W grun­cie rze­czy gdy­by tę książ­kę prze­czy­ta­ła więk­szość lu­dzi i gdy­by gor­li­wie za­sto­so­wa­li się do jej po­uczeń, ja i wie­lu mo­ich ko­le­gów zo­sta­li­by­śmy po­zba­wie­ni pra­cy.

DR FRE­DE­RICK L. CO­VAN